Dodaj do ulubionych

Mój własny nietypowy związek...

11.01.12, 13:31
Trzy lata temu rozeszliśmy się z mężem, ale przyjaźń przetrwała, nie zerwaliśmy kontaktu.
Jakiś czas potem zaczęliśmy sie spotykać, ale już nie mieszkając razem.

To nam bardzo pasuje, ponieważ spędzamy sporo czasu wspólnie, ale tez możemy od siebie odetchnąć, w tygodniu zająć się pracą, czy swoim hobby, nie narażając się na wypominanie czy niezrozumienie z drugiej strony.

Oczywiście nie zdradzamy się, żyjemy jak normalna para, ale widujemy się w piątek-niedzielę, a przez resztę tygodnia mieszkamy oddzielnie. Oczywiście jest to elastyczne, gdy zatęsknimy do siebie np we środę to wpadamy nieraz do siebie wzajemnie na nocsmile
Dziecko mieszka na stałe za mną, bo tu ma blisko do przedszkola, ale równie dobrze nieraz na 2-3 dni zabiera ją do siebie tata i maja wtedy czas tylko dla siebie, a ja również.

Weekendy, święta spędzamy raz u mnie, raz u niego, jak nam się chce.
Dla nas jest to idealne rozwiązanie bo po 1 dbamy o związek (nie nudzimy się sobą, nie ma monotonii, każdy prowadzi sobie dom jak chce, nie ma o to kłótni),po 2. każde z nas ma możliwość spędzenia czasu samodzielnie z córeczką, po 3. każde ma po 2-3 popołudnia/wieczory w tygodniu tylko dla siebie i nikt mu się wtedy nie wtrąca, ze np. nie pozmywane, a on zalega przed kompem, czy z książką. czy na piwie z koleżankami/kolegami, po 4. mój mąż mieszka ze starą matka,która wymaga pomocy natomiast wszyscy byśmy się tam nie zmieścili i tak.

Na starość planujemy wybudować sobie mały domek w górach, już wspólnie smile
Oczywiście jeżeli zachce nam się to zmienić i zamieszkać razem wcześniej, to nie ma problemu, nie tworzymy żadnych sztywnych ideologii.

Co myślicie o takim modelu? a może ktoś jeszcze żyje równie nietypowy sposób, zapraszam do dyskusji.



Obserwuj wątek
    • cherry.coke Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:32
      No i fajnie, brzmi bardzo sympatycznie.
    • koza_w_rajtuzach Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:37
      może to jest właśnie sposób na to, żeby się sobą nie znudzić, tęsknić za sobą. Skoro Wam tak dobrze w tym związku, to tylko pozazdrościć smile
    • garibaldia Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:37
      > Na starość planujemy wybudować sobie mały domek w górach, już wspólnie smile
      > Oczywiście jeżeli zachce nam się to zmienić i zamieszkać razem wcześniej, to ni
      > e ma problemu, nie tworzymy żadnych sztywnych ideologii.

      Fajnie, ale równie prawdopodobne jest, że ty/on kogoś innego pozna kim się zauroczy i będzie rozstanie po raz drugi, tym razem na dobre. Radzę taką wersję też brać pod uwagę, nie tylko ten wspólny domek w górach na emeryturze wink.
      • cherry.coke Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:41
        Tyle ze wszystkie znane mi pary, ktore rozpadly sie na skutek zauroczenia prowadzacego do rozwodu mieszkaly razem smile
        • garibaldia Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:43
          Pewnie nie stać ich było wcześniej na dwa oddzielne mieszkania wink
      • papalaya lekko łatwo i przyjemnie 11.01.12, 13:42
        zaraz..jak to było..."na dobre i na zle, w zdrowiu i chorobie", czy jakoś tak...?
        • garibaldia Re: lekko łatwo i przyjemnie 11.01.12, 13:52
          Bez owijania, to mieć faceta na weekendy i w tygodniu jak się akurat potrzebuje - jest o niebo łatwiejsze i przyjemniejsze niż mieć go dzień w dzień i to w pakiecie z teściową wymagającą opieki.
          To prawie jak romans z zonatym wink - zjadanie ciasteczek.
          • papalaya Re: lekko łatwo i przyjemnie 11.01.12, 14:00
            a czy ja coś mowię? taki weekendowy popychacz to dla ematki debestsoluszyn big_grin
    • darby.shaw Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:39
      najwazniejsze, że Tobie odpowiada taki model, w sumie chyba o to chodzi, nie?
      acha, i życzę zrealizowania planów na starość smile
      • irima2 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:55
        A co córka na to?

        > najwazniejsze, że Tobie odpowiada taki model,
        To chyba jednak nie jest najważniejsze w życiu. Takie coś nazywa sie egoizm.
        • garibaldia Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:58
          irima2 napisała:

          > > najwazniejsze, że Tobie odpowiada taki model,
          > To chyba jednak nie jest najważniejsze w życiu. Takie coś nazywa sie egoizm.

          Ale że co? powinna wybrać model który jej nie odpowiada? i zostać obowiazkowo matką polką cierpiętnica poświęcajacą się dla wszystkich wokoło? wink
      • kolowrotek35 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:09
        To prawda, że to kontrowersyjne, dlatego spodziewałam się różnych komentarzysmile

        My nie planowaliśmy tego, ze zamieszkamy oddzielnie, nie planowaliśmy tego, że się rozejdziemy, zaczynaliśmy jak każde normalne małżeństwosmile
        Tyle, ze po kilku latach jakoś się wszystko sypnęło, zaczęliśmy się kłócić o pierdoły, nakręciła się spirala wspólnego wypominania niewyniesionych śmieci itp. Teraz to wyeliminowaliśmy.
        Mąż jest informatykiem, przynosił prace do domu, to też było kością niezgody.
        Teraz nie ma tego problemu.

        My się naprawdę lubimy,w tygodniu potrafimy przegadać po kilka godzin wieczorem na gg, dlatego nawet jak się rozeszliśmy to ciągnęło nas do siebie.
        Nie czuję się, żeby wszystkie obowiązki spadły na mnie, każdy prowadzi swój dom, za dziecko jesteśmy odpowiedzialni wspólnie, wspólnie podejmujemy kluczowe decyzje.

        Ja pochodzę z domu, gdzie ojciec był wiecznie nieobecny, wiecznie w delegacjach, moja matka była sama ze wszystkimi problemami, nigdy mi się to nie podobało
        Teraz pozornie sama tak żyję, ale tylko pozornie, bo mamy ze sobą stały kontakt, gdy coś się dzieje możemy się spotkać w ciągu pół godziny, dzielimy się obowiązkami nad dzieckiem.


        Co do 2 mieszkań, to jak pisałam, m. mieszka z matką w jej mieszkaniu.

        Narazie nam to odpowiada.
        Polecam wszytskim taki model, szczególnie dla związków nie dogadujących się na polu domowymsmile
    • chipsi Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 13:50
      W sumie fajnie big_grin Mi by pasowało. Żadnego sprzątania po sobie nawzajem, tłumaczenia ze spóźnień czy wyjść. Osobne finanse więc niema kłótni o wydatki. Fajnie.
      • papalaya Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:01
        racja, mycie kibla zapryskanego przez faceta to droga krzyżowa
        • chipsi Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:43
          Skąd wiesz? Może ten sikał na siedząco big_grin
          • papalaya Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:49
            ciota?
            • chipsi Re: Mój własny nietypowy związek... 12.01.12, 11:05
              Podobno nie smile Przynajmniej osobniki które mam na myśli. Jakos w rozmowie wyszło że mąz koleżanki tak się załatwia. Potem bezczelnie mi się wymskło przy innej w tym temacie i wyszło ze jej ma tak samo i tak uczy syna.
        • myelegans Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:39
          Cytat racja, mycie kibla zapryskanego przez faceta to droga krzyżowa niekoniecznie, moj te sprawy zalatwia na siedzaco, za to mlodego trzeba by sie bylo pozbyc, zeby problem zniknal, chociaz pracuje i nad nim. Meza juz takiego dostalam smile

          • papalaya Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 20:50
            w lesie na wycieczce też kuca w krzakach jak się chce odlać?

            skąd wy tych facetów bierzecie? z hodowli laboratoryjnych?
            • cherry.coke Re: Mój własny nietypowy związek... 12.01.12, 00:25
              Wiesz papalay, taki jak ty to jest jeden na cala Polske.
    • ib_k Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:02
      jak byłam młoda tak właśnie wyobrażałam sobie idealny związek, każdy ma swój dom i życie i spotykamy się bez zobowiązań, "pan dochodzący",zaczęło mi się zmieniać, w zasadzie dopiero jak zaczęłam myśleć "a co z dziećmi?", no i łóżko stało się w pewnym momencie zbyt puste...
    • ciezka_cholera Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:08
      Super! Niemal zazdroszczę - żadnych uwierających kompromisów (ja np uwielbiam zwierzęta, chciałabym mieć ich dużo więcej niż mam, dla mojego męża zaś obecny stan stanowi ostateczną granicę jego akceptacji żywego inwentarza smile). To dość kosztowne rozwiązanie, ale na pewno pozwala się pełniej realizować. Dlaczego więc tylko niemal zazdroszczę a nie całkowicie, bo ja jestem bluszcz okrutny, więc zapewne i tak jedno mieszkanie stałoby puste, gdyż albo ja u męża bym siedziała, albo męczyła go by mnie odwiedził. Lubię z nim spędzać czas i jakoś nie mogę osiągnąć stanu przesytu (chociaż te dodatkowe chomiki.... wink).
      • bri Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 17:46
        To dość
        > kosztowne rozwiązanie, ale na pewno pozwala się pełniej realizować

        Nie wszystkie małżeństwa czy pary kłócą się o niewyniesione śmieci. Niektórzy się wspierają i razem jest im żyć łatwiej, i więcej mają przy tym możliwości do własnego rozwoju czy realizowania się. Prowadząc wspólne gospodarstwo i łącząc swoje dochody i majątek np. można sobie pozwolić, żeby okresowo jedno porzuciło pracę zawodową i skupiło się na czymś innym itp.
    • broceliande Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:11
      Mnie by nie pasowało, bo jestem za totalną bliskością zawsze i wszędzie. W ogóle nie rozumiem tego "odpoczywania od siebie" (od dziecka też nie), ale ludzie sa różni.
      Nie bulwersuje mnie, grunt, żeby nikt nie cierpiał.
      • myelegans Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:45
        broceliande, bo ludzie sa rozni. Ja przez 10 lat mieszkalam sama i bardzo mi ten stan odpowiadal, mialam w tym czasie kilka zwiazkow wszyscy dochodzacy, albo weekendowe pomieszkiwanie, nigdy nie dazylam do wspolnego zamieszkania, dopoki mnie obecny nie przekonal, ze warto sprobowac, ale.... i on i ja mamy ogromna potrzebe poprzebywania w samotnosci, bo tak sie doladowujemy, dlatego mamy dom taki, zeby kazdy mial w nim kat do izolacji bez narazania sie na innych domownikow. Nie majac takiej mozliwosci, na pewno zwiazek by ucierpial. I znam wiele takich zwiazkow, introwertycy potrzebuja przestrzeni wokol siebie, inaczej jest niedobrze.
        • broceliande Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 18:43
          Napisałam, że ludzie sa różnismile
          Mąż i ja zamieszkaliśmy razem tak... prosto od rodziców. Docieraliśmy się jakiś rok i potem było już dobrze.
          Na palcach mogę policzyć noce, które spędziłam sama w łóżku od tamtego czasu. Jak nie słyszę oddechu obok siebie - jest tak sobie.
          W dzień co innego, można oczywiście funkcjonować osobno, lubię.
          No i widzisz, nie miałam związków dochodzących, w ogóle związkówbig_grin
    • braktalentu Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 14:37
      Dla mnie brzmi fantastycznie. Również ze względu na dziecko. Myślę, że fajniej jest wyjść z rodzicami do kina i zastać ich czasem rano razem w łóżku, niż codziennie słuchać kłótni o skarpetki zostawione pod kanapą, nie móc namówić ich na wspólne wyjście i nigdy nie móc się przytulić rano do obojga, bo jedno zawsze śpi na kanapie.
      Jeżeli ten model się sprawdza, to może fajnie byłoby zamiast małego domku na starość wybudować mały bliźniak. Będziecie na tyle blisko, żeby móc sobie podać przysłowiową szklankę herbaty, a jednocześnie na tyle daleko, żeby nie raziło niechlujne układanie przez współmałżonka sztucznej szczęki w pudełku.
      Myślę, że jednym z powodów dla którego rozwiązanie jest mało popularne są przyczyny ekonomiczne. Nieliczni mają możliwość na utrzymywanie dwóch mieszkań / domów / zamieszkania z rodzicami (z którymi też trzeba jakoś iść na kompromis).
      Pomyśleć tylko, że mam swojego własnego męża, bez burdelu w garażu, a on swoją własną żonę bez wywlekania pracowni do salonu....-smile. I nie trzeba negocjować koloru ścian. A można się przytulić gdy potrzeba, liczyć na pomoc i wsparcie, uprawiać bezpieczny seks (skoro w grę wchodzi wyłączność seksualna zwana wiernością) i mieć pewność, że dziecko ma dwoje rodziców.
      Fajnie, że tak to sobie urządziliście.
    • eilian Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:01
      Nie dla mnie. Nie po to wychodziłam za mąż, żeby mieszkać oddzielnie, prowadzić oddzielne "gospodarstwo domowe". Założyliśmy rodzinę i jesteśmy ze sobą bardzo blisko, nie możemy się "nabyć" razem, nigdy nam za wiele wspólnego czasu. Nawet jeśli czasem się kłócimy to te konflikty też budują nasz związek.
      Ale oczywiście rozumiem, że Wam się tak ułożyło i jeśli Wam to pasuje to ok, nie mnie oceniać.
    • nika_75 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:02
      Ja mam wrażenie, że to to chyba nie jest nietypowy związek, ale dość częsta niemożość "ciachnięcia" czegoś i definitywnego powiedzenia "odchodzę". Są przecież pary które nie mogą być ze sobą i bez siebie też nie. Schodzą się, rozchodzą, nawet pobierają po parę razy.. Patrz: Elisabeth Taylor i Richard Burton.
      Ale tak w ogóle mam wrażenie, tak jak któraś z poprzedniczek, że ten układ jest super, głównie dlatego, że żadne z was nie poznało w tzw. międzyczasie nikogo innego, kto zawróciłby wam w głowie.. Ale gdyby ktoś poważny na horyzoncie się pojawił, to kto wie, świadomość "przecież tak naprawdę jestem wolna/wolny i nic mnie nie krępuje" mogłaby wziąć górę..

    • tosterowa Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:09
      Każdy ma taki związek, jaki mu odpowiada i jaki zbuduje, i to jest ok.
      Poznałam kiedyś małżeństwo mieszkające osobno i też im to obojgu pasowało smile
    • beataj1 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:10
      Myślę że bym się świetnie sprawdziła w takim układzie. A to dlatego że mam organiczną potrzebę samotności. Uwielbiam być sama ze sobą i wariuje jeśli nie mam określonej dawki bycia samej. Rośnie mi po prostu poziom agresji i prowadzi do awantur. Nawet na wakacjach wiadomo że minimum raz na dwa dni muszę iść sama na około godzinny spacer by czuć się ok.

      Taki związek byłby dla mnie idealnym rozwiązaniem niestety chłop z tych co to muszą być blisko i czuć moją obecność by spokojnie zasnąć i być szczęśliwym...
      • tosterowa Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:19
        W delegację go wyślij tongue_out
        • beataj1 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:48
          Po dziesięciu latach razem wypracowaliśmy tryb życia zapewniający jemu dawkę przytulania i mojej obecności a mi dawkę samotności. Z obopólnym zyskiem. Teraz jestem w ciąży i nie ukrywam że jestem lekko przerażona jak dam sobie rade z dzieckiem przyczepionym do mnie 24h. Czy nie sfiksuje od tego szczęściasmile Chłopu moge powiedzieć - idź precz, chce być sama. 2 latkami nie bardzo...
      • myelegans Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:50
        Cytat Myślę że bym się świetnie sprawdziła w takim układzie. A to dlatego że mam organiczną potrzebę samotności. Uwielbiam być sama ze sobą i wariuje jeśli nie mam
        określonej dawki bycia samej. Rośnie mi po prostu poziom agresji i prowadzi do
        awantur. Nawet na wakacjach wiadomo że minimum raz na dwa dni muszę iść sama na
        około godzinny spacer by czuć się ok.
        mam dokladnie to samo i moj maz ma dokladnie to samo, dziecko za to jest jak satelita, ciagle krazy wokol nas, wiec sie dzielimy czasem, i dajemy sobie "godzine dla siebie". O dziwo, na wakacjach jest nam dobrze caly czas razem w jednym pokoju hotelowym, bo nie musimy odreagowywac stresow dnia codziennego.
    • myelegans Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:36
      Zwiazek nietradycyjny, nie znaczy, ze gorszy. Nie kombinowalabym, jak WAM taki uklad pasuje to go ciagnijcie dalej, nikomu nic do tego. Dziecku pewnie lepiej, bo widzi rodzicow w zgodzie i harmonii, nie czepiajacych sie, nie klocacych.
      Woody Allen i Mia Farrow mieli takie malzenstwo przez wiele lat, w koncu sie rozwalilo, ale czy przez to, ze oddzielnie mieszkali, tu juz mozna spekulowac.

      Jak Ci z tym dobrze, i intuicja Ci mowi, ze jest dobrze, znaczy, ze jest dobrze smile

      Powodzenia
    • edelstein Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 15:42
      Prowadze podobny zwiazek,z tym,ze on nie jest moim exem.Wynika to z tego,ze wszystko szybko mnie nudzi i na slowa “zamieszkajmy razem“dostaje wysypki.Widujemy sie co drugi dzien,albo kazdego dnia wieczorem,w weekendy i swieta przez cale dnie.Jestem zadowolona z takiego ukladu,ale moj facet z czasem jakos mniej.W efekcie ptedzej zmienie partnera niz styl zycia,drzwi ma otwarte,moze isc,tylko jakos tego nie robitongue_out
      • kolowrotek35 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 16:30
        Widzę tu więcej osób z potencjałem na podobny związeksmile

        U nas jest tak, że ja lubię rządzić wink, a on jest typem samotnika, więc wspólne przebywanie razem dzień w dzień (mąż często pracuje w domu) bardzo nas męczyło.

        Co na to dziecko?
        Mała ma dopiero 4 latka, oboje rodziców widuje często, widuje nas razem, a czasami ma każdego z osobna tylko dla siebie.
        Mieszka ze mną, tu ma swój pokoik, a czasami jeździ na jakiś czas z tata do babci, tak ona to pojmuje. Gdy taty nie ma, to znaczy że pracuje.
        Nie widzę tu większej krzywdy dla dziecko niż tatuś mieszkający z rodziną, który wychodzi do pracy jak dziecko jeszcze śpi, a wraca jak już śpi.

        Co do poznania kogoś innego, to my jak najbardziej jesteśmy w pełnowymiarowym związku i szansa poznania kogoś innego jest myślę taka sama jak u wszystkich, a nawet może mniejsza, bo przez 2 lata nie byliśmy razem, a mimo to ciągnęło nas do siebie i żadne z nas sobie nikogo na stałe nie znalazł.

        Wiem, że dla niektórych to bardzo nietypowy układ, dlatego postanowiłam się tym tutaj podzielić, a być może i kogoś zainspirowaćsmile
        • jansen25 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 16:48
          kolowrotek35 napisała:
          > Wiem, że dla niektórych to bardzo nietypowy układ, dlatego postanowiłam się tym
          > tutaj podzielić, a być może i kogoś zainspirowaćsmile

          A daruj sobie tego typu INSPIRACJEsad
          Gość ma wygodnie - luz-blues, rozrywki na boku, i darmowy sex z byłą (jak mu się nie chce daleko szukać).
          Słowo ZWIĄZEK jest w tym układzie jawnym nadużyciem. Za kilka lat córka Cię wyśmieje - o ile były nie wymiksuje się wcześniej.
          • triss_merigold6 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 16:54
            Związek toto nie jest przynajmniej dla mnie. Ot, luźny układ znajomych z benefitami.
            Pan się któregoś pięknego dnia zakocha i zniknie jak sen złoty ograniczając się ewentualnie do płacenia alimentów i kontaktów z dzieckiem. Dla córki IMO fatalny przykład, napatrzy się dziecko, a potem łyknie każdy kit pierwszego lepszego wygodnego cwaniaka.
          • sumire Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 16:55
            tak tak, w takim zwi... przepraszam bardzo - w takim układzie zawsze to kobieta jest naiwna, a facet cwany i wygodny. stereotypy górą.
          • kolowrotek35 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 17:11
            Rozumiem, ze dla Ciebie dopóki się nie zamieszka ze swoją dziewczyną/chłopakiem, narzeczoną/narzeczonym, to nie jest się w związku? smile

            Oczywiści biorę pod uwagę możliwość rozejścia się, jak w każdym innym związku.
            • triss_merigold6 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 17:37
              U nastolatków czy innych studentów/młodych ludzi mieszkających z rodzicami to ok, ale u dorosłych z własnymi mieszkaniami?
              Spotykanie się, układ, przyjaźń z seksem w pakiecie ale nie rokujący na przyszłość związek jeśli to ciągnąć dłużej.
              Zresztą co kto lubi, mam potrzebę przestrzeni i czasem samotności, ale etap "chodzenia ze sobą" przerabiałam w liceum i nie zamierzam powtarzać.
              • turzyca Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 18:07

                triss_merigold6 napisała:

                > U nastolatków czy innych studentów/młodych ludzi mieszkających z rodzicami to o
                > k, ale u dorosłych z własnymi mieszkaniami?
                > Spotykanie się, układ, przyjaźń z seksem w pakiecie ale nie rokujący na przyszł
                > ość związek jeśli to ciągnąć dłużej.

                Bellucci z Casselem - 16 lat.
                Szymborska z Filipowiczem - 31 lat.
                • triss_merigold6 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 18:14
                  Jasssne, ale zakładam, że autorka nie jest ani znaną przepiękną aktorką ani noblistką, tylko raczej zwykłą Kowalską. A zwykła Kowalska ma mniejszy wybór i mniejsze pole manewru niż Bellucci.
                  • cherry.coke Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 18:39
                    Triss + pierwszy Mr Triss = ile lat? big_grin
                    • triss_merigold6 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 18:50
                      Taki pierwszy pierwszy? Prawie 6 lat, z tego 3 mieszkania razem. Ale to jeszcze czasy licealno-studenckie były.
                      Co kto lubi, z eksami się nigdy nie przyjaźniłam więc dla mnie taki układ jak opisuje autorka to tym bardziej kosmos.
                      • kali_pso Triss, jak to jest... 11.01.12, 19:52

                        ...że z tego co opisywałaś to Ty eliminowałaś eksów ze swojego zycia- nie wnikam w powody, a zawsze w takich sytuacjach zrzucasz winę na faceta- "on się zakocha" itd. A może ona się zakocha? On jej się znudzi? Skoro teraz akcpetuje taki związek( który umówmy się- specjalnie tradycyjny nie jestwink to wydaje się, że silna z niej babka, wie czego chce i nie boi się decyzji.

                        Czasem Cię nie rozumiemwinkp
                        • triss_merigold6 Proste 11.01.12, 20:52
                          Jak ona się zakocha i będzie chciała nowego pana oglądać codziennie i w każdych okolicznościach przyrody to nie będzie miała problemu, nie?
                          Jak jej eks(?) mąż się zakocha to będzie miała problem.
                          A przy takim układzie jednak łatwiej o drugie, zupełnie niezależne życie niż przy tym tradycyjnym i pokusa większa.
                          • kali_pso Re: Proste 11.01.12, 21:50

                            Będzie miała problem, ponieważ będzie musiała staremu panu powiedzieć- żegnaj- to nie jest wcale takie łatwe...a stary pan będzie miał problem, bo będzie musiał to znieśc i przeżyć.
                  • kolowrotek35 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 19:46
                    Nie wiem, czy można przyrównać to do związku licealistów, w końcu są inne obowiązki itp.
                    Prędzej do sytuacji gdy jedna strona często wyjeżdża w delegacjesmile
                  • braktalentu Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 20:48
                    Aaaaa to o pole manewru chodzi?
                    O to, żeby się któregoś dnia bez portek w szafie nie obudzić?
                    Jeśli chodzi o związki i emocje nie specjalnie widzę różnicę między noblistką, znaną aktorką i "zwykłą" Kowalską. Myślisz, że któraś z nich kocha lub cierpi inaczej?
              • braktalentu Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 20:51
                A najgorsze to te "związki" marynarzy dalekomorskich. Im w ogóle nie powinni pozwalać na zawieranie małżeństw, bo o razu wiadomo, że taki to w domu z żoną nie pomieszka.
        • aquuaa Cos mi tu nie gra... 11.01.12, 21:45
          kolowrotek35 napisała:
          Trzy lata temu rozeszliśmy się z mężem, ale przyjaźń przetrwała, nie zerwaliśmy kontaktu.
          Jakiś czas potem zaczęliśmy sie spotykać, ale już nie mieszkając razem.

          kolowrotek35 napisała:
          my jak najbardziej jesteśmy w pełnowymiarowym związku


          O ile do samego modelu zycia niby razem a jednak osobno mozna wnosic zastrzezenia lub nie, o tyle wydzwiek tych dwoch wypowiedzi Autorki jakos mi zalatuje ubarwianiem rzeczywistosci...
          Albo - droga Pani - widzisz ta rzeczywistosc taka jaka chcialabys widziec, tzw. myslenie zyczeniowe, ze 'jest dobrze'. Bardzo jestem ciekawa jak owa rzeczywistosc opisalby maz/ nie maz smile

          Swoja droga - jedyne czego szczerze zazdroszcze to bezgranicznej wiary w to, ze taki wolny facet (w koncu rozeszliscie sie) sam z siebie i bez przymusu, ma daleko posuniete poczucie samokontroli nad instynktami. Kurcze ja nawet majac faceta cala dobe i bedac calkiem pewna o jego uczuciu i odpowiedzialnosci, na taka wiare absolutna jakos nie moge sie zdobyc...

          Co do dziecka... Tak dzieci dobrze sie dostosowuja do rozmaitych modeli zyciowych, aczkolwiek nie omina przyszlych konsekwencji.
          • kali_pso Re: Cos mi tu nie gra... 11.01.12, 21:48
            Kurcze ja nawet majac fac
            > eta cala dobe i bedac calkiem pewna o jego uczuciu i odpowiedzialnosci, na taka
            > wiare absolutna jakos nie moge sie zdobyc...

            i co w związku z tym robisz? Albo co ona ma robić?wink
            To znowu nie jest aż takie dziwne- wiele forumek tak własnie opisuje swoje zachowanie w stosunku do męża/partnera- wieczne i niezłomne.
            • kali_pso Re: Cos mi tu nie gra... 11.01.12, 21:51

              miało być - "swoje zaufanie"
            • aquuaa Re: Cos mi tu nie gra... 11.01.12, 22:01
              kali_pso napisała:

              > Kurcze ja nawet majac fac
              > > eta cala dobe i bedac calkiem pewna o jego uczuciu i odpowiedzialnosci,
              > na taka
              > > wiare absolutna jakos nie moge sie zdobyc...
              >
              > i co w związku z tym robisz? Albo co ona ma robić?wink


              W sumie nic sie nie da, jednak facet 'domowy' ma o wiele trudniej: odziez musi doprowadzic do ladu, wszelkie zapachy unicestwic, pilnowac sie na kazdym kroku - zatem niektorzy leniwi i przezorni oszczedzaja sobie tej gimnastyki i tych kombinacji.
              Facet 'poza domowy' moze wrocic rozmemlany i zalatujacy na kilometr damskimi perfumami, wskakuje pod prysznic (albo i nie) i rzeczy nawet nie musi chowac smile
              Zdaje sie, ze tylko gogus lub niedorajda by takie okazje przepuszczal. Moj jest leniwy - owszem ALE nie gogus i gdybym mu mieszkanko w centrum zalatwila, zeby spokojnie mogl odespac po imprezie z kolegami i zeby nie musial biedak martwic sie o powrot... to 20 razy by nie skorzystal a za 21 -stym ... glowy nie dam.

              Zreszta... to dziala w obie strony. Za siebie tez bym glowy nie dala, gdyby mnie tak odseparowac ;P
              • sumire Re: Cos mi tu nie gra... 12.01.12, 09:28
                ii tam.
                człowiek nie jest aż takim zwierzątkiem. od 4 lat w takim 'marynarskim' związku żyję i nie cierpię z powodu nadmiaru pokus. jeśli nie chce się i nie widzi potrzeby skakać na boki, to nie będzie się tego robić nawet w 'separacji'.
                aczkolwiek - wchodząc w takie coś, zdawałam sobie sprawę, że różnie to może wyglądać i że wolność może okazać się mieczem obosiecznym. na razie nim nie jest.
    • aguar Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 19:15
      Kołowrotek, ja mam w pewnym sensie podobną sytuację, chociaż mi to średnio odpowiada. Otóż zaszłam w ciążę z facetem, z którym się dość luźno spotykaliśmy mieszkając osobno. Zdecydowałam się urodzić dziecko nie mając pojęcia w jakim stopniu partner zaangażuje się w jego wychowanie. W sumie miałam szczęście, bo okazał się dobrym ojcem, dba o małego, także finansowo, bawi się z nim, jest u nas prawie codziennie, pomaga mi, bo nie jestem w pełni sprawna, a moje problemy ze zdrowiem nasiliły się po ciąży. Z tym, że właśnie nie mieszkamy razem - on w dwupokojowym mieszkaniu z 92-letnią babcią, ja z dzieckiem we własnej kawalerce. Mówi, że nas kocha i że się ze mną ożeni, ale na razie nie może zostawić babci. Teoretycznie byłaby taka opcja, że zamieszkalibyśmy z synem u niego i u babci, ale po pierwsze sama babcia nie jest chętna na takie rozwiązanie a poza tym ja nie czuję się na siłach opiekować się i dzieckiem, i babcią (ze względu na mój stan zdrowia).
      Tak to w skrócie u nas wygląda, niby planujemy w przyszłości (czyli jak babci nie będzie...) sprzedać nasze mieszkania i kupić jedno większe, ale jak będzie czas pokaże. Ja za bardzo znajomym się nie przyznaję, że mam taką sytuację, pewnie myślą, że mieszkamy razem u mnie. Martwię się, jak to wszystko wpłynie na dziecko. Dla mnie chyba jedynym plusem jest to, że lepiej wysypiam się bez niego, bo on strasznie chrapie, czasem wyjeżdżamy gdzieś razem i mam z tym problem.
      • kolowrotek35 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 19:53
        Więc może u Ciebie się to jeszcze unormuje, życzę Ci tego.

        U nas to jest życie z wyboru, przetrawiliśmy już różne sytuacje, także 4-letnie wspólne mieszkanie i tak nam dobrze. Rodzina, znajomi się dziwią, ale jest wytłumaczenie - teściowa, której niestety nie można zostawić zupełnie samej, a ona ma malutkie mieszkanko.

        Poza tym znam różne sytuacje par które mieszkają razem, ale on pracuje za granica i jest w domu raz w miesiącu, albo gdzie faceci pracują non stop i w domu się pojawiają tylko na 6 godzin snu, ale wtedy uważają, że jest ok smile
    • kali_pso Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 19:52

      Dla mnie ok. Życzę wszystkiego dobrego i tyle w temaciesmile
    • kk345 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 22:18
      Skoro pokonała Was codzienność, to jak masz zamiar poradzić sobie z nią na starość, w wymarzonym domku, kiedy do tej codzienności dojdą choroby, kłopoty i zniedołężnienie?
      • kolowrotek35 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 22:38
        Liczę na to, że temperament nam się zmniejszy i łatwiej będzie na to czy owo machnąć rękąsmile
        • kk345 Re: Mój własny nietypowy związek... 11.01.12, 23:47
          Jasne, po 30 latach osobno na pewno bez problemu sie do siebie dopasujecie i chętnie pójdziecie na kompromisy.
          • cherry.coke Re: Mój własny nietypowy związek... 12.01.12, 00:28
            kk345 napisała:

            > Jasne, po 30 latach osobno na pewno bez problemu sie do siebie dopasujecie i ch
            > ętnie pójdziecie na kompromisy.

            W moim osobistym doswiadczeniu z wiekiem raczej akurat sie nabiera dystansu. Za mlodu czlowiek jest idealista i dazy do idealu, a potem puka sie w czolo i zajmuje sie cieszeniem zyciem smile
            • evee1 Re: Mój własny nietypowy związek... 12.01.12, 12:39
              > W moim osobistym doswiadczeniu z wiekiem raczej akurat sie nabiera dystansu. Za
              > mlodu czlowiek jest idealista i dazy do idealu, a potem puka sie w czolo i zaj
              > muje sie cieszeniem zyciem smile
              Ale na starosc czlowiek tetryczeje, dziwaczeje i wiekszosc wad sie poglebia. Jak ludzie nie moga ze soba mieszkac w tej przyziemnej codziennosci jak sa mlodzi, to jakos trudno mi uwierzyc, ze beda mieszkac jako te golabki na starosc. No, chyba, ze konflikty dotyczyly nie wyrzucania fusow od herbaty do doniczek, tylko spraw okolodzieciecych, bo male dorosnie i sie wyprowadzi.
              No, ale jak taki model odpowiada Wam teraz, to tak sobie zyjcie. Ja sie nie dziwie, ze tak mozna z wyboru, choc ja akurat mam calkiem odwrotne potrzeby, bo ciagle czuje, ze chce mi sie raczej wiecej czasu spedzac z moim slubnym, niz mniej. I to po 18 latach malzenstwa.
    • lejla81 Re: Mój własny nietypowy związek... 12.01.12, 10:27
      Dla mnie brzmi super. Sama rozważam taki związek w przyszłości.
      • mwiktorianka Re: Mój własny nietypowy związek... 12.01.12, 12:44
        Uważam, ze rozwiązanie jest naprawdę fajne własnie dla par, które z jednej strony chcą być ze sobą i jak napisałaś ciągnie ich do siebie, ale nie potrafią się dotrzeć.Myślę, że i ja mogłabym funkcjonować w takim związku, gdybym -jak ty miała jedno dziecko lub wcale.mamy czwórkę i nie wyobrażam sobie aby wszystko było na mojej głowie przez większość czasu.
        Druga strona medalu to warunki, które trzeba posiadać aby taki model życia realizować, a więc dwa mieszkania i odpowiednie zaplecze finansowe do utrzymania dwóch osobnych gospodarstw domowych.Nie każdego na to stać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka