Wątek lajtowy, ale cholera mnie wzięła jak rano okazało się, że znowu nie ma płynu pod prysznic i szamponu i ze smalcem na głowie chodzę, płyn i szampon nowy kupowałam w piątek pod wieczór, po 300 ml chyba. Wczoraj wieczorem była prawie połowa jeszcze. Moja siostra zużywa kosmetyki z prędkością światła słonecznego, tłumaczę, że nie musi wlewać całej butelki do wanny, żeby była piana, kiwa głową, wlewa w sam raz a za dwa dni znowu po jednej kąpieli nie ma połowy butelki. Kupuje zazwyczaj na zapas, żeby było, ale ostatnio nie kupiłam, założyłam, że te z piątku przynajmniej tydzień przetrwają

No już nie wiem jak jej tłumaczyć, kupować osobne kosmetyki, ale jakoś mi się to nie podoba takie wydzielanie co moje co twoje

Co mam zrobić, żeby nie kupować co dwa dni szamponu i nie zamienić domu w mini hurtownię kosmetyków?? Tym bardziej, że uważam, że wylewanie na siebie takiej ilości kosmetyków i w takiej częstotliwości raczej nie jest zbyt zdrowe, na razie sistra żadnych uczuleń nie ma, ale moja minimalistyczna dusza się sprzeciwia. Czy przesadzam??