Ścigał mnie i moją rodzinę seryjny morderca, nie wiem uciekł z więzienia czy co bo miałam wrażenie, że jakoś przyczyniłam się do jego ujęcia albo wiedziałam kto to jest tylko bałam się zrobić z tej wiedzy użytek...
Uciekaliśmy już jakiś czas tzn ja, mąż i dziecko. Ostatnio mieszkaliśmy w przyczepie a raczej w takim dużym campie na jakimś parkingu i ja wiedziałam no po prostu wiedziałam , że on dziś przyjdzie, że jest gdzieś blisko. Błagałam męża abyśmy uciekali, żebyśmy wzięli dziecko wykradli się przez okno do auta i uciekli, trochę się bałam, że jakoś nas dopadnie ale czekanie było gorsze....
Jednak ten mój głupi mąż nie chciał i tym słyszeć, powiedział, że dość ma ucieczki i trzeba to raz na zawsze skończyć...
Nie spałam tylko czuwałam i czekałam aż przyjdzie no i się doczekałam, wybił szybę w drzwiach i zaczął się pakować do środka, mąż rzucił się rodzinie na ratunek ale oberwał młotkiem w ten głupi czerep i padł... zostałam sama z seryjnym mordercą i musiałam obronić dziecko... w stojaku na parasolki stał taki topór rycerski, złapałam go i jak zaczęłam walić po tym łbie to aż pryskało wkoło ..... i wzięłam się obudziłam.
Słuchajcie jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałam, myślałam , że serce mi stanie ze strachu, normalnie uczucie którego nie umiem opisać. Bałam się ruszyć, wstać już nawet nie wspomnę o wyjściu z pokoju ale przemogłam się, sprawdziłam czy u dzieci wszystko ok, zamknęłam drzwi na dodatkowy zamek i powciskałam blokady w oknach- tak na wszelki wypadek.
A moja córka drzwi na zamek nie zamknęła, mówię jej" dziecko matkę seryjny zabójca ściga a ty drzwi nie zamykasz", najpierw mało co się nie posikała a potem przytomnie stwierdziła" matka ale tyś go przecież załatwiła na amen to co się boisz?"