nabakier
10.04.12, 15:07
Na kanwie wątku drugokomunijnego.
Zainteresowało mnie często padające pytanie: "A co cię to obchodzi?". To jest znany "argument", który ma drugiej stronie zamknąć usta.
A przecież jest tak absurdalny, że może powodowac tylko ..otwarcie ust ze zdziwienia, że autor się tego nie wstydzi.
Bo przecież ludzie interesują się sprawami w ogóle (nauka, publicystyka, ot- zwykłe zainteresowania) w szczególe (rzecz dzieje się obok mnie). Przecież życie to coś więcej, niż tylko interesowanie się tym, co potrzebne do bezpośredniej obsługi- widać to w ludowym powiedzeniu o widzeniu dalej, niż czubek własnego nosa . Sprawy społeczne, przestrzeń publiczna, cudza krzywda, wreszcie: proste pytania: "jak to działa:, "co to znaczy" itp.
Nie pytamy przecież o sprawy intymne, ale o społeczne. Niemniej, nawet o sprawach intymnych można mówić w sposób uogólniony.
I teraz: dlaczego ci, którzy z takim "argumentem" wyjeżdża, nie wstydzą się projektować swoich ograniczonych horyzontów na innych? Rozumiem- ich to nie musi interesować, ale- żeby dziwić się innym?