Dodaj do ulubionych

paskudne czasy

11.04.12, 21:55
Nie iwem czy tylko ja mam takie wrazenie, czy jest ono powszechne. Zyje w czasach, albo w srodowisku, (chociaz to jest rozne), gdzie caly czas musze sie pilnowac, by czegos nie powiedziec. Bo jak powiem to labo zostanie to wykorzystane przeciwko mnie albo ktos podchwyci informacje, a sowją juz sie nie podzieli. przyklady:
swieta wielkanocne 2012, siedzimy wszyscy przy stole, ja, moj brat, jego zona, moj mąż, nadze dzieci ich dziadkowie. Niby rodzina. Palnęlam, że wyjzedzamy w tym roku z synem do Francji 9widzac ze brat tez tam wyjezdza!). Odpowiedzialo mi milczenie. Wk oncu, oppwiedzialam co bedziemy zwiedzac. Nic Wreszcie zapytlama czy i oni jadą. Odpoiwedz: nie iwemy, po czym dzisiaj dowiaduje sie (2 dni pozniej), że oni maja juz bilet od roku zamowiony i urlop wziety na czas wyjazdu! Opowiedzialm tez sowja przygode z lekarka (nasze dzieci leczy ten sam leakrz), ze malo kometentny, ze pomylil choroby itd. I tu akurat wiedzialam, ze mieli z tym samym lekarzem problemy i zmienili go właśnie z powodu jego niefachowości! Ale nawet slowo nie padło. Mnie z kolei zaczeli wypytywać o to, gdzie kupilam sprzęt narciarski, bo in tez szukają. No to ja w rewanzu zapytalam sie, gdzie kupili nagrywarkę, bo ja tez chcialabym kupic i szukam, na co oni mi odpowiedizli, ze to trzeba zapytac sprzedawce! Ci ludzie potrafia zapytac o jakis bardziej osobisty problem w mojej rodzinie, a nie powiedza nawet, że maja problemy wychowawczy z sisotrzencem, bo nie chce sie uczyc itd.. Rzecz wydawalaby sie ludzka, a jednak stanowi temat tabu, pcozawszy od nagrywarki, a skonczywszy na wychowaniu dziecka. przy stole rozmawialismy 3 godziny o... jedzeniu a kiedy teamt sie wyczerapal padlo na.. pogode.
Kolejny przyklad to praca: jestem absolwentka ,dziele sie swoimi spostrzezeniami, ze rynek jest taki czy owaki. Ni trkatuje kazdego jak rywala czy wroga. Nie wykraczam poza granice. pytam jak sie pracuje, jakie sa oczekiwania itd. Ale to tez jest teamt tabu. Nie poinfomuja nawet z czystej grzecznosci gdzie jest papier do xera albo klucz do szafki!!!!!!!! Nie mowic juz o tym, czy sa zadowoleni itd. (dodam ,ze nie wyptyuje o miesjce pracy, dotychczasowy przebieg, tylko perspktywy pracy w zawodzie, ogolnie). Sama duzo mowie a teraz łapię sie na tym, zeby zamknąć jadaczkę i nie powiedziec nawet o tym, ze kiedyś mialam do czynienia z taka czy taka sytuacją. Ostatnio ktos zapytał o rzecz, ktora przezylam (zawodowa) i ja sie nie odezwalam. nie mowiac juz o tym, ze nie powiedzialm tym ludziom, ze jestem po 2 fakultetach, co bym najnaturlanie zorbila, ale w momencie w ktorym kolega nie powiedizl mi o tym, że ksonczyl te same studia co ja, przestalam o czymkolwiek mowic!
Kolejne sytacje, dotycza matki, wujostwa, gdzie nie mowi mi nikt o tym, ze np. komu ur. sie dziecko i cierpi na chorobe jelitowa!!!! Zalega cisza. Ale potrafia m izadac pytanie pt. ile zarabiam, co do zlotowki..
Bylam ufna i odpowiadlaam, a teraz dostrzeglam, ze jak odpowiadam zdwakowo, klamie badz nie odpowiadam , to jest duzo lepiej. Nie czuje sie wykorzystana i nie mam checi samej pytac. Wczesniej bylo tak ,ze ktos wybadal moją sytuacje a sam nic nie chcial powiedziec.

Czy to ja mam takie odwoadczenia, czy to norma, a ja jestem zbyt ufna.

Sytacja z wczoraj: zaanazowalam sie w projekt, ktory wykonuje wp racy, ale w innej firmie. Nikomu nie powiedziałam! Nie ldatego, ze chce cos ukryc, a dltego, ze inni ukrywaja ciagle cos przed sobą i przede mna. Mozlwie, ze tak dzialam na ludzi.
Obserwuj wątek
    • antyideal Re: paskudne czasy 11.04.12, 22:28
      Masz rację, to paranoiczne czasy, w pracy wszyscy zachowuja sie jakby bali sie wlasnego cienia, a kazdy był potencjalnym wrogiem. Nie wiem, to chyba z braku poczucia bezpieczenstwa wynika, ze strachu o swoje stanowisko, miejsce w zespole ?
      W bliskiej rodzinie takie stosunki sa jednak dla mnie dziwne, jesli juz i tu wkracza ta nieufnosc to bardzo przykre musi byc.
      W kazdym razie to faktycznie nie czasy dla ludzi szczerych i otwartych, bo predzej czy pozniej dostaje sie za to bolesna nauczke. Przykre, ze trzeba sie uczyc takiego lawirowania i trzymania jezyka za zebami by przetrwac, to nienormalne i nienaturalne, choc dla niektorych owszem.
    • anorektycznazdzira Re: paskudne czasy 11.04.12, 22:39
      Powiem krótko: ja tak nie mam. Absolutnie nie. Albo masy jakiegoś monstrualnego pecha albo zupełnie niestrawny sposób prowadzenia rozmowy.
      • pl.eple Re: paskudne czasy 11.04.12, 23:06
        Możliwe, ale nie mam ochoty sie o tym przekonywać. Zamknę buzie i tyle.


        anorektycznazdzira napisała:

        > Powiem krótko: ja tak nie mam. Absolutnie nie. Albo masy jakiegoś monstrualnego
        > pecha albo zupełnie niestrawny sposób prowadzenia rozmowy.
    • ib_k Re: paskudne czasy 11.04.12, 23:21
      nie to żebym się czepiała ale jeżeli ty tak mówisz jak piszesz to może ludzie milczą bo cię nie rozumieją? jeden bełkot...
    • sadosia75 Re: paskudne czasy 11.04.12, 23:26
      moja szwagierka ma identycznie. sama z siebie nic nie powie co u niej. jeśli ją zapytam o coś to tez unika odpowiedzi. ostatnio pytałam ją o to gdzie kupowali walizki i za ile bo muszę sobie kupić. na co mi odpowiada w każdym sklepie są walizki.
      jak ona potrzebowała ustalić dietę psa to wydzwaniała do mnie dzień w dzień aż jej sama wszystko ustaliłam i zamówiłam bo miałam dośc telefonów.
      I mam wrażenie, że szwagierka nie chce nic mówić, żeby nie wyjść na głupią albo nie chce mi w niczym pomóc bo dlaczego mam mieć lepiej niż ona?
      • helufpi Re: paskudne czasy 11.04.12, 23:48
        na co mi odpowiada w każdym sklepie są
        > walizki.
        No to przynajmniej ta urocza odpowiedź była skierowana do Ciebie. Ja ostatnio spytałam szwagierkę na imprezie rodzinnej o zupełnie lajtowy szczegół organizacji innej imprezy rodzinnej, a szwagierka do wszystkich "bardzo proszę, żeby na temat imprezy X nie rozmawiać". A mój szwagier jest jeszcze o oczko lepszy. Na pytanie - też lajtowe, w stylu "jak idzie Y" (i zaznaczam, że nie jest to pytanie z gatunku tych o niezaliczony komis czy oblane prawo jazdy) - potrafi nie odpowiedzieć nic, tylko zamruczeć niezrozumiale.
        Kiedyś wiązałam to z nieśmiałością ludzi, ale teraz jestem przekonana, że to wynika z niskiej samooceny i niskiego poczucia bezpieczeństwa.
    • sueellen Re: paskudne czasy 11.04.12, 23:59
      masz w rodzinie i pracy niebieskich po prostu. Niebiescy są zimni, profesjonalisci, nie lubią o sobie opowiadać, introwertycy. Zieloni są współczujacy i otwarci na ludzi, czerwoni to szefowie, dyrygenci, przywódcy, liderzy, a żółci to imprezowicze, dusze towarzystwa.
      Nikt oczywiście nie jest tyko żółty albo tylko zielony, ale Tobie trafili się niebiescy. Zapisz sie do organizacji charytatywnej spotkasz sporo zielonych, ci na pewno powiedzą gdzie kupic walizki.
      • pl.eple Re: paskudne czasy 12.04.12, 00:08
        Jestem już w oraganizacji charytatywnej!! I tam sa ci niebiescy!
        • gryzelda71 Re: paskudne czasy 12.04.12, 08:48
          Może uważają ciebie za plotkarę?
    • makurokurosek Re: paskudne czasy 12.04.12, 00:53
      O ile można mieć pecha i trafić na totalnie nieprzychylną grupę współpracowników, o tyle mało prawdopodobne jest aby taka sama sytuacja miała miejsce w gronie rodzinnym.
      Problemem więc może tkwić w tobie i twoim zachowaniu, twoim podejściu do przekazywanych tobie informacji.
      • z_lasu Re: paskudne czasy 12.04.12, 02:30
        > Problemem więc może tkwić w tobie i twoim zachowaniu, twoim podejściu do przeka
        > zywanych tobie informacji.

        Albo w sposobie prowadzenia rozmowy przez autorkę. Jest na świecie całkiem sporo osób, które mają problem z logicznym prowadzeniem konwersacji i wyrzucają z siebie informacje i pytania bez ładu i składu. I wtedy logicznie rozumujący odbiorca próbuje to jakoś powiązać z poprzednimi zdaniami i złożyć w spójną całość. Ja w takiej sytuacji zawsze zaczynam wątpić w szczerość intencji rozmówcy, który rzuca jakieś hasła wyrwane z kontekstu nie wiadomo po co.

        A co do przytoczonych sytuacji to mam takie skojarzenia:
        Francja - być może brat nie chciał, żeby ktoś z obecnych wiedział (już w tym momencie) o ich wyjeździe. Może dziadkowie? Może miało o tym jeszcze nie wiedzieć ich dziecko? Wcale by mnie to nie zdziwiło - może to miała być niespodzianka albo prezent urodzinowy? A może sposób mówienia o tym przez autorkę sugerował jakiś rodzaj licytacji, w której oni nie chcieli brać udziału?

        Klucz od szafki - a była Ci ta informacja niezbędna do wykonywania obowiązków zawodowych? Gdyby mnie nowy pracownik, nie będący moim podwładnym, zapytał o klucz do czegokolwiek, to pewnie też bym nie powiedziała, tylko odesłała do bezpośredniego przełożonego.

        > w momencie w ktorym kolega nie powiedizl mi o tym, że ksonczyl te same studia co ja,
        > przestalam o czymkolwiek mowic!

        A Twoim zdaniem miał taki obowiązek? Ja też nie czuję potrzeby dzielenia się faktami ze swojego życia z każdą nowo poznaną osobą. To, że ktoś nie ma potrzeby się z Tobą spoufalać, to nie znaczy, że ma złe intencje.

        Reasumując - skoro "cały świat jest zły", to obstawiam, że problem jednak leży w autorce.
        • bri Re: paskudne czasy 12.04.12, 13:39
          Po przeczytaniu Twoja posta dotarło do mnie, że mimo, iż nikt nic Autorce wątku nie mówi, to ona o wszystkim wie: o wyjeździe do Francji łącznie z tym, że już nawet wniosek o urlop został złożony, o studiach kolegi itd. Jak uzyskuje te informacje? Wypytuje innych? Brzmi to trochę dziwnie.
    • barbaraonly Re: paskudne czasy 12.04.12, 05:01
      Powiem ze zlego doswiadczenia - nie mow za duzo w pracy i za wszelka cene nie podawaj informacji i swoim zyciu prywatnym.
    • ok_pl Re: paskudne czasy 12.04.12, 08:29
      rodzina mojej polowki ma ciagle tajemnice...ze wszystkim- czy ktos w ciazy, czy kupuje cos, czy kupil, czy jedzie czy nie, no wszystko to tajemnica. Z tych smieszniejszych to urodzilo sie dziecko w najblizszej rodzinie i jego imie i czas cesarki to tajemnica...rece opadaja ale to taki typ i trzeba sie nauczyc z tym zyc...u mnie dodatkowo dochodza ciagle fochy w rodzinie o byle co wiec nauczylismy sie trzymac od toksycznych ludzi na dystans.
      • arwena_11 Re: paskudne czasy 12.04.12, 08:57
        No u mnie dokładnie to samo. O tym, że kupiliśmy mieszkanie, teściowie dowiedzieli się o ponad roku i to chyba tylko dlatego, że dłużej się nie dało utrzymywać tajemnicy. Wszyscy znajomi wiedzieli, moi rodzice itd. Mąż twierdził, że nie chce rodziców denerwować ( teść ma raka, a kredyt to dla niego samo zło ). Teraz podobnie. kupiliśmy samochód, i oczywiście temat tabu. Pomagał nam mój ojciec ( zna się na samochodach ), a teścia, który też jest samochodziarzem nie radziliśmy się, więc może się poczuć się urażony. Ja się nie wtrącam. Nie moi rodzice. Jak są spotkania rodzinno przyjacielskie, to po prostu gadam ze znajomymi i nie przejmuję się. Czasami śmiesznie wychodzi, bo przyjaciółki chciały zobaczy plany mieszkania, wiec oczywiście gadają głośno, a Teściowa siedzi obok. No trudno, ja nie zamierzam trzymać w tajemnicy czegoś z czego się cieszę, bo komuś może być przykro ( teraz mieszkamy blisko teściów, i moich rodziców, a wyprowadzimy się dalej )
    • kropkacom Re: paskudne czasy 12.04.12, 08:43
      Mam wrażenie, ze ludzie ciągle oscylują między tajemnicą a nadmierną wylewnością. Od męża bratowej w pięć minut znałam cenę ich działki i innych rzeczy big_grin Z kolei od partnerki drugiego brata nie usłyszałam prawie nic. Bywa... A można porozmawiać nie robiąc tajemnic i nie informować o cenie każdej najmniejszej rzeczy. Prawda?
    • kosmitka06 Re: paskudne czasy 12.04.12, 12:14
      Mam taką jedną "pannę" oszustkę w rodzinie wink My gdzieś wyjeżdżamy oni także, mycoś kupiliśmy oni również. Pozniej wychodzi wszystko na jaw, a ja pytając się u mówiąc "przecież byliście/widzieliście" dowiaduję się że coś mi się w głowie pomieszało wink
      Ost dość mocno się wkurzyłam bo nasze dzieci są w jednym wieku i też prywatnie jezdziliśmy do jednego lekarza, spotkałam "bratową"przypadkiem i mówię że tyle ludzi było u tego lekarza że nawet tel w gabinecie nie odbierał, a ona mi na to że ka do niego komórkę. Więc ja uradowana dzwonię do niej za jakiś czas czy mogła by mi podać tą komórkę a ona na to "Yyyy... ale o jaki numer ci chodzi"? Ręce mi opadły uncertain
      Osobiście nie wiem co daje ludziom takie bezsensowne gadanie i wylewność ponad stan.
      • fifiriffi Re: paskudne czasy 12.04.12, 12:22
        U moich teściów w rodzinie jest podobnie.Oni się pytaja ile mąż zarabia,jak pracuje ,ile mamy raty za mieszkanie,ile kosztuje dziecka przedszkole itp.Ale tam sie czegoś od nich dowiedziec,to temat tabu.
        Ale mi to wisismile
    • bri Re: paskudne czasy 12.04.12, 13:34
      Zupełnie nic takiego nie zauważyłam. Dzisiaj nawet przy obiedzie fajnie mi się gadało o wychowywaniu dzieci z zupełnie obcą kobietą, która się do mnie przysiadła na lunchu. Ostatnio architekt z firmy, która ma biuro obok nas, którego spotykam czasem w windzie, tak się rozgadał na temat co lubi, a czego nie lubi projektować, że musiałam się usprawiedliwiać, że chętnie bym dalej słuchała, ale muszę wracać do pracy. W firmie też większość ludzi wydaje mi się otwarta: wiem o problemach (i radościach) związanymi z dziećmi, kłopotach małżeńskich, szukaniu chłopaka, planach wakacyjnych, kupowaniu samochodów, sprzedawaniu mieszkań, słabych cytologiach, operacjach, chorych rodzicach, rozrywkach, nałogach, itp. O rodzinie i przyjaciołach już nie wspomnę.

      To nie czasy są problemem. Albo trafiłaś na jakieś wyjątkowo środowisko, albo problem jest w Tobie.
    • gardenia_nowak Re: paskudne czasy 12.04.12, 14:41
      Dobra, dołączę do grona złych ludzi.

      1. Obawiam się, że nie potrafisz utrzymać w sekrecie nie tylko swoich spraw, ale także spraw innych.
      2. Sprawiasz wrażenie osoby wścibskiej, która potem przekazuje wszystkie uzyskane informacje innym bez żadnego filtra.
      3. Obcy ludzie ani nawet rodzina nie mają obowiązku informowania Cię o wszystkim, co robią, planują, o czym myślą.
      4. I jeszcze na koniec sprawa wyjazdu do Francji - może brat bał się, że zaproponujesz wspólny wyjazd ;-P
      • pitahaya1 Re: paskudne czasy 12.04.12, 15:30
        Cóż, ja też dołączę do tych złych, którzy przestali o czymkolwiek mówić. Choć u mnie to akurat dość trudnesmile

        Powód bardzo prosty: każda rzecz, o której mówiłam, była przenoszona, przeinaczana, rozparcelowana na tysiąc sposobów, omówiona z każdą ciotką, kumą, sąsiadką.

        Choć z drugiej strony jest u nas w rodzinie taka osoba, która nie tyle obmawia co po prostu języka za zębami utrzymać nie potrafi. Nawet na pięć minut.
        Tak więc spotykamy się na święta: rodzina źle sytuowana, my gdzies po środku i wspomniana wyżej osoba z mężem, obecnie na górce płacowej.
        I zaczyna się:
        -no to gdzie jedziecie w wakacje?
        -jeszcze nie wiem
        -jak to nie wiesz?? przecież już kwiecień, na pewno wiesz tylko nie chcesz powiedzieć; bo my jedziemy...
        -a wy (do tej drugiej rodziny) to pewnie znów w domu? jakbyście naprawdę nie potrafili tak się zorganizować, żeby na tydzień wyskoczyć (pomijam, że sytuacji u tych ludzi jest kiepska nie tylko ze względu na finanse, że nawet paszportów nie mają a tu się ich namawia "tylko na jakąś Tunezję"), bo my dopiero wróciliśmy z Alp i koniecznie musimy gdzieś wyjechać...
        -a te meble to kiedy zmieniałaś? A to pewnie BRW? No., widać, ja długo szukałam DOBRYCH mebli ale znalazłam, solidne, dębowe...
        -o, słyszałam, że pracę zmieniasz, ale tę firmę to ja znam, jakaś nieszczególna jest; ja po zmianie to mam dobrze, wreszcie jakaś porządna firma

        I tak dalej, i tak dalej.
        Pozostali nawet gęby nie zdąża otworzyć. Zostajemy zasypani setkami zdjęć z wojaży, setkami zdjęć wnusiów, ogródka jesienią, cioci na górce, cioci w dolinach, cioci na targu staroci...
        Mój syn ujął to krótko: znów się zacznie.
        .

        A co do gadania i nadmiernego wypytywania, tak, przestałam mówić.

        Przestałam po tym, jak moje choroby z tych delikatnych zostały obgadane jak na wiejskim targu, ze szczegółami, z detalami, wraz z milionem idiotycznych rad i komentarzy.
        Zaczęło się od "niemożliwe, w twoim wieku takich chorób nie ma" z skonczyło się na "to pewnie wszystko od tego, że do kościoła nie chodzisz".

        A zaczyna się niewinnie:
        -robię przymiarkę do zakupu ziemi, w związku z czym musiałam wziąć kilka dokumentów z urzędu
        -urząd w stylu "ciocia Wiesia i jej trzy córki", czyli każdy o każdym wie wszystko
        -zadzwoniłam, żeby dopytać, kiedy mogę te dokumenty odebrać
        -nim zdążyłam tak dojechać (minęło raptem kilka dni) o zakupie wiedziało już pół wsi wraz z moją mamą, która o planach dowiedziała się od jednej z urzędniczek (cóż, każdy każdego zna); obraza majestatu, że mama o niczym nie wie
        -mama, nie uprzedzając mnie o niczym (choć w zasadzie jej słowa "a to chyba nie powinno być problemów z tymi papierami" powinnam potraktować jako "ja za ciebie wszystko zalatwię") wystarała się o WSZYSTKIE dokumenty (wypisy, kopię aktu notarialnego), obdzwoniła połowę wsi, kilka dokumentów podpisała swoim podpisem a pozostale moim nazwiskiem!!!
        -ręce mi opadły ale, mając resztę przytomności, zadzwoniłam do urzędu z pytaniem, jakim cudem przekazują wszystkie dokumenty mojej mamie i odbieraja od niej jakieś wnioski i papiery
        -cóż, każdy każdego zna, tak wiec wyszłam na "paniusię z W-wy", która problemy z niczego robi
        -a, że zakup będzie do majątku osobistego, przy okazji poszła plotka, że jak nic rozwód na włosku wisi, wszak ostatnio przyjechałam sama, mąż w domu został, poza tym ostatnio taki małomówny jakiś, jak nic, rozwodzimy się
        -tak więc święta w atmosferze "wszyscy wiedzą, tylko ja nie wiem, o czym" zakończyły się tym, że mama obrażona, bo chciała dobrze, poza tym ona nie wiedziała ile zapłaciłam za tę działkę a teraz już wie i ten Wiesiek powinien sprzedać taniej; rodzina już wie, że chyba nie pojadę w tym roku na wakacje (znaczy, albo mamy kryzys finansowy albo się rozwodzimy)...
        -chciałam powiedzieć, że po prostu planujemy wyjazd w innym terminie niż wakacyjny; w porę się ugryzłam; byłyby kolejne powody do gadania

        Tak więc czasem nie mam ochoty nic mówić.
    • jak_matrioszka Re: paskudne czasy 12.04.12, 15:09
      Ja nie mam wrazenia ze wszystko co powiem wykorzystaja przeciw mnie, ale jesli chodzi o "dochowanie tajemnicy" to rodzina mojego Malzonka jest nie do pobicia: 6 lat po slubie dowiedzialam sie ze moja tesciowa ma siostre, i ze z ta siostra mieszkalismy po sasiedzku (dzielnica obok) przez pol roku. Tesciowa siostre odwiedza, dzwonia do siebie min. raz w tygodniu, nie ma zatargow i nikt nie mial zamiaru tego faktu przede mna ukrywac, tylko jakos tak wyszlo... Siostra tesciowej nie byla u nas na slubie z powodu choroby, przez pierwszy okres ja nie rozumialam nic z tego co mowiono wokol mnie po tubylczemu, a ze ani Malzonek ani jego siostra nie mowia "ciocia" tylko po imieniu (taki zwyczaj), to ja juz sie jezyka nauczylam, to sie nie polapalam ze A jest tesciowej siostra, a nie kolezanka. No i 6 lat po slubie zorganizowano wreszcie zlot rodzinny i wszyscy byli w szoku: ja z powodu odkrycia dodatkowej galezi rodziny (ciotka, jej 2 dzieci, ich dzieci), a reszta zdziwiona niepomiernie ze ja o ciotce nic nie wiem. Coz, moze wszyscy jestesmy mistrzami komunikacji wink
    • girl.anachronism Re: paskudne czasy 12.04.12, 23:07
      > I tu akurat wiedzialam, ze mieli z
      > tym samym lekarzem problemy i zmienili go właśnie z powodu jego niefachowości!

      > po czym dzisiaj dowiaduje sie (2 dni poz
      > niej), że oni maja juz bilet od roku zamowiony i urlop wziety na czas wyjazdu!

      > w ktorym kolega nie powiedizl mi o tym, że ksonczyl te same studia co ja, prze
      > stalam o czymkolwiek mowic!

      > nie mowi mi nikt o tym, ze np.
      > komu ur. sie dziecko i cierpi na chorobe jelitowa!!!!

      dołączę do grona złych ludzi:
      A CO CIĘ, KURNA, TO INTERESUJE?

      naprawę uważasz, że każdy ma obowiązek informować Cię, jaką chorobę ma jego dziecko albo jakie skończył studia? może z jakichś przyczyn nie chce, żebyś to wiedziała, może to dla niego przykry temat, może zwyczajnie nie ma ochoty znów o tym gadać bo ciągle w bliższym otoczeniu jest ten sam temat?

      z Twojej paplaniny wywnioskowałam, że jesteś wścibską osobą. nic dziwnego, że ludzie nie chcą się z Tobą niczym dzielić. przecież i tak dowiesz się inną drogą wink dowód mamy wyżej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka