Dodaj do ulubionych

Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr Hyde)

16.04.12, 18:48
Zastanawiałem się, czy założyć do tego posta inne konto, ale stwierdziłem, że i tak łatwo byłoby mnie rozpoznać, więc nie będę się już kompromitował próbą ukrycia mojej i tak ukrytej tożsamości. To dość osobiste, więc proszę, bądźcie łaskawi.

Odkąd pamiętam, jestem perfekcjonistą. W dzieciństwie wychodziło mi to na dobre i właściwie nie miało skutków ubocznych, ale z czasem było coraz gorzej. Męczy mnie, że zawsze przygotowuję projekty na tip-top, zarwę noc, wprowadzę się w kofeinowy haj, ale dam z siebie wszystko. Męczy mnie, że zawsze muszę być ostrzyżony i starannie ubrany, że nie potrafię po prostu sięgnąć do szafy i włożyć dwóch pierwszych ciuchów, które wpadną mi w ręce. Męczy, że nie potrafię nakreślić w pośpiechu trzech zdań, że zawsze siadam do elaboratu, nawet jeśli to mail do przyjaciela. To tylko przykłady. Nie da się tak żyć. Jestem strasznie zmęczony tym ciągłym dążeniem do doskonałości w kilku dziedzinach życia. Poza tym pojawia się nowy niepokojący objaw – zwlekanie. Odkładam czasem nawet proste zadania, myśląc, że później będę w lepszej kondycji psycho-fizycznej/ bardziej wyspany/ kreatywny/ wstaw dowolne. Moja bytność na forum to prosta pochodna zwlekania z pracą. A co najśmieszniejsze, lubię swoją pracę. I wiem, że ta prokrastynacja to skutek uboczny perfekcjonizmu.

Jest jeszcze jeden skutek uboczny, dużo wcześniejszy. Przy tej ustawicznej presji, której sam siebie poddaję, oczywiste, że potrzebowałem jakiegoś wentyla bezpieczeństwa. Inaczej już dawno padłbym na zawał. Zaczęło się na studiach – trudny kierunek, wymagający staranności i pracy. Potrafiłem przez 2 miesiące spędzać codziennie po 12 godzin w bibliotece i nad projektami, a następnie przez 2 tygodnie nie byłem trzeźwy nawet przez godzinę. Nie chodziłem na zajęcia, nie spałem w domu, rozrabiałem. W tym czasie nie obowiązywały żadne zasady. A potem któregoś ranka się budziłem i po prostu wracałem na uczelnię. Nadrabiałem zaległości, wracałem do nauki. To nie był jedyny powód, ale na pewno ten tryb życia przyczynił się do tego, że w bardzo młodym wieku wykształciłem dwa dość poważne nałogi.

Teraz próbuję być superspecjalistą i superojcem. Czas na swoje przyjemności wyrywam i sztukuję. Wentyl jest nadal aktywny. W przyszłym tygodniu mój syn wyjeżdża ze swoją klasą na trzydniową wycieczkę. Założę się, że w tym czasie opuszczę 2 dni pracy, nawalę się jak messerschmitt i prześpię z kimś, z kim nie powinienem. I będzie dobrze, jeśli na tym poprzestanę – ostatnim razem zrobiłem wszystko, co powyżej, plus skręciłem sobie kostkę w pijackiej burdzie i nie pojawiłem się na ważnej prezentacji, którą sam miałem poprowadzić. Zero samokontroli. Jestem pewien, że gdybym na co dzień poluzował sobie smycz, ta dzika strona może i tak by się ujawniała, ale w dużo łagodniejszej formie. Tylko jak to zrobić?

Najgorsze, że mój perfekcjonizm jest społecznie nagradzany – moje projekty wyróżniane, mój strój i wygląd komplementowane, moja punktualność ceniona. W dodatku ludzie dobrze na mnie reagują, budzę zaufanie, potrafię ich czarować, więc za dużo mi wybaczają. Już na studiach tak było. Właściwie nigdy nie ponoszę konsekwencji moich kilkudniowych wyskoków i to mnie demoralizuje. A ja się ślizgam po cienkim lodzie z tym piciem, jestem kuszony prochami, zachowuję się bezmyślnie, nie dbam o bezpieczeństwo. Jak mnie szlag trafi, co się stanie z moim synem?

Jeśli chodzi o przyczyny mojego perfekcjonizmu, to jestem jak z książki wycięty – jedynak, bardzo dużo uwagi rodziców, wysoko postawiona poprzeczka, ojciec z prestiżowym zawodem. Co przeraża mnie najbardziej – mój syn też jest perfekcjonistą. Naprawdę robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby mu tego nie zaszczepić – ale albo nieskutecznie, albo też ma to gdzieś w charakterze, albo spowodowały to właściwie identyczne warunki wychowania – tyle że ja starałem się zbyt wysokich poprzeczek nie stawiać, ale za to w szkole go nakręcali. Próbuję z tym u niego walczyć – namawiać, żeby odpuszczał, tłumaczyć, że nie musi być we wszystkim idealny, że wcale nie musi być idealny. Jak zainterweniować teraz, żeby to się u niego nie rozwinęło jak u mnie?

Czytałem parę książek i mnóstwo stron internetowych nt. perfekcjonizmu i prokrastynacji. Próbowałem stosować różne techniki, pomagało na krótko. Nie wiem, jak nazwać i czy jest nazwa dla przypadłości, o której mówię „Dr Jekyll & Mr Hyde”. Może ktoś coś słyszał. Czasem rada „z życia” lepiej działa, czy też lepiej do mnie trafia, dlatego tutaj piszę. Proszę, poradźcie, skomentujcie.
Obserwuj wątek
    • kali_pso Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 18:57

      Właściwie opisałeś mniesmile...fajnie o sobie poczytać...heheheh...mnie pomaga jedna rzecz kiedy zaczynam się nakręcać- mówię sobie- jesteś doskonale przygotowana, to, co zrobiłas jest doskonałe bo dałaś z siebie wszystko, zrobiłaś to najlepiej jak umiałaś- nawet wtedy kiedy nie wszystko wychodzi, zrozumiałam, że to moje kompleksy i zanizone poczucie własnej wartości doporwadziły mnie do prefekcjonizmu w działaniu- ciągle intersowałam się tym, jak inni widzą to, co robię, chciałam byc idealna i doskonała w ich oczach.
      • borys314 Re: 16.04.12, 19:10
        Miło przeczytać, że ktoś ma podobnie, bo już czasem czuję się, jakbym stał na krawędzi choroby psychicznej.wink

        Nie mam pojęcia, jak mam uwierzyć, że jestem doskonale przygotowany, skoro wiem, że (jeszcze) nie jestem... Będę ulepszał, poprawiał. Poprawiać przestanę, kiedy już nie będzie czasu, albo kiedy umrę.wink

        Ja mam wrażenie, że bardziej udowadniam sobie niż innym. Mam już taką pozycję w pracy, że spokojnie mógłbym być przy tych moich projektach bardziej "roztargniony", nie mówiąc o tym, że dużą część pracy mógłbym cedować na innych. Ale nie, ja to przecież zrobię najlepiej.
        • kali_pso Re: 16.04.12, 19:29
          Będę ulepszał, poprawiał. Poprawiać przestanę, kie
          > dy już nie będzie czasu, albo kiedy umrę.wink

          smile a jak twoje relacje z innymi ludzmi? Bo ja często zapominam, że wokół pełno mniej idealnych niż ja, ale i tak pracujących na maxa swoich mozliwościwink Czesto się wściakałam- że niedoróbka, że ja bym to zrobiła inaczej( czyt. lepiejsmile itp.- ale mam wrazenie, że to brało sie też z tego, że brakowało konkretnych komunikatów z mojej strony- np. " mamy wydarzenie i chcę, abyś zdjęcia zrobiła tak i tak, bo musze mieć to i to"- ja rzucałam komunikat- "X robi to i to, Y robi zdjęcia"- a póxniej wściekałam się, że sa do bani...tymaczasem ta osoba robiła to najlepiej jak potrafiła a że nie potrafiła wybitnych zdjęc robić to i były do bani. Gdybym jasno wyrażała życzenia jak ma to zrobić, uniknełabym nerwów, i poprawiania wszystkiego samejsmile
          • borys314 Re: 16.04.12, 19:41
            Mimo że się czepiam i bywam upierdliwy, zespół mnie lubi. To są zdolni ludzie, uczestniczyłem w rekrutacji większości z nich, więc wiem, że wybieraliśmy najlepszych.wink Kiedy patrzę na ich pracę, wiem, że częstokroć zrobiłbym to lepiej - ale ja mam po prostu więcej doświadczenia zawodowego. Może masz rację, może powinienem na samym początku wyraźniej powiedzieć, czego oczekuję. Ale też przez projekt nie da się za rękę przeprowadzić - potrzeba kreatywności i własnej inicjatywy.
            A poprawianie po kimś to chyba najgorsze, co może być!wink
            • kali_pso Re: 16.04.12, 20:01
              Ale też przez p
              > rojekt nie da się za rękę przeprowadzić - potrzeba kreatywności i własnej inicj
              > atywy.

              Hmmm..też tak myślę, ale zaczęłam dostrzegać, że taki brak inicjatywy nie bierze się z nikąd: niektórym zwyczajnie brak kreatywności i potrzebują ręcznego sterowania, bo bez tego ani rusz za to są doskonale pracującymi mrówkami-robotnicami; ci, którzy nie "czują" projektu też trudniej angazują się w jego działania- dla mnie sukcesem jest moment kiedy usłyszę - "nasz projekt"smile
              • borys314 Re: 16.04.12, 20:13
                Tu akurat taka specyfika zawodu, że gdyby nie byli kreatywni, nie dostaliby się na studia i nie zostali przyjęci do tej pracy. Mrówki-robotnice nie są potrzebne, trzeba być demiurgiem.wink Przynajmniej gdy zespół - jak w naszym przypadku - nie jest taki znów duży. Oni po prostu nadal się uczą i pewnie powinienem pozwolić im się uczyć, popełniać błędy, czasem pomóc i podać rękę.
                • kali_pso Re: 16.04.12, 20:16

                  U Was układ jest inny- z tego, co piszesz jesteś starszy i bardziej doświadczony od reszty. U mnie jest inaczej- ja jestem jednym z najmłodszych członków grupy i to ja lideruję, piszę, wymyślam, nakręcam kolejne inicjatywy- reszta niejako dostała obuchem , że można i sie udaje...ale większośc jest w wieku dużo starszym ode mnie, tyle, że do tej pory nie pracowali projektem na większą skalę...
                  • kali_pso Re: 16.04.12, 20:18

                    aha i dodam, że zanim sie tym zajęłam nie miałam pojęcia co i jak- więc start był z jednego pułapu, tyle, że mnie rozpiera energia i chęci i skrzydeł dodają udane inicjatywy a w sumie nawet te nieudane teżwinkP
                  • borys314 Re: 16.04.12, 20:26
                    O, proszę! To pogratulować siły przebicia i inicjatywy! Nie jest to czasami niezręczne, że zarządzasz osobami dużo starszymi od siebie? (dla nich, dla Ciebie?).smile

                    U nas układ jest rzeczywiście bardziej klasyczny - ja jestem ok. 10 lat starszy od większości zespołu, który mi podlega. Choć chciałbym myśleć, że jestem częścią zespołu, dyskretnym lideremwink, ale te 10 lat to dużo, wszyscy o tym wiemy, więc i statu quo jest bezbolesny.
                    • kali_pso Re: 16.04.12, 20:49

                      Jest, dla mnie mniej niż dla nich jednaksmile
    • mysia-mysia Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 18:58
      Na początek postanów sobie że codziennie wieczorem, np od 8 do 9 nie jesteś perfekcjonistą, chodzisz po domu w rozmemłanym dresie i drapiesz się po tyłku smile
      • kanga_roo Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 19:12
        mnie - paradoksalnie - pomogły dzieci (absorbujące na tyle, że nie mam siły doprowadzać wsazystkich dziedzin życia do perfekcji, żegnajcie, prasowane codziennie ubrania, starannie dobrane dodatki, porządek w domu), oraz praca, w której, choćbym na rzęsach stanęła, zawsze coś będzie nie zrobione (ilość! ilość!), a to zrobione, nawet najlepiej, nie docenione, bo oceniane przez kompletnych laików. w takiej sytuacji nie ma sensu dążyć do perfekcji, trzeba po prostu swoją robotę robić dobrze i nie przejmować się oceną innych.
        ale ja już nie raz pisałam, że w pewnym wieku przełączyłam się z trzeciej kosmicznej na tryb stand-by smile
        • borys314 Re: 16.04.12, 19:22
          Sympatycznie piszesz. Aż się uśmiechnąłem.smile A w jakim wieku są Twoje dzieci?

          Bo kiedy mój syn się urodził, też wyluzowałem, bo po prostu nie miałem szans osiągnąć swoich standardów.wink Poza tym musiałem trochę odpuścić pracę - urlop ojcowski, potem odrzuciłem awans, bo potrzebowałem elastycznych godzin (oj, bolało, ale jakoś przełknąłem). Ale kiedy syn był starszy, awans przyjąłem i zabawa zaczęła się na nowo. Więc nie czuj się bezpieczna.suspicious

          >w takiej sytuacji nie ma sensu dążyć do perfekcji, trzeba po prostu swoją robotę robić >dobrze
          Jak ten stan osiągnąć...? Ja też czasem wiem, że tak dokładna praca nie ma sensu, bo smaczki mało kto zauważy, ale i tak nie potrafię sobie odpuścić.
          • kanga_roo Re: 16.04.12, 19:49
            starszak 6,5, młodsza 3,5. Ty wiesz, co to za wyzwanie, pozwolić im sprzątać, okna myć, gotować? podlewać kwiaty? dla perfekcjonisty - prawdziwa szkoła charakteru big_grin
            ja myślę sobie, że już nigdy nie zafiksuję sie na jednej dziedzinie, i chociaż czasem żal, że koledzy z roku udzielają wywiadów w czasopismach branżowych, a człowiek odwala robotę, cóż, biurową, średnio ambitną i średnio płatną, zawsze można sobie podnieść poprzeczkę produkując strój papugi/kowboja/kota tudzież szerszenia, klejąc świnkę z różowej krepy na butelce po wodzie mineralnej, albo ozdabiając dom awangardowym malarstwem swojego potomstwa...właśnie, potomstwo chce mi zaanektowac komputer. kończę i zaganiam spać smile
            • borys314 Re: 17.04.12, 01:31
              > starszak 6,5, młodsza 3,5.
              Kochana, naprawdę nie czuj się bezpiecznie.wink To jeszcze małe dzieci, bez "flow" nie przeżyjesz. Mój syn miał może z 8-9 lat, kiedy zaczęło wracać - był całkowicie samoobsługowy i nie potrzebował już mojej ciągłej asekuracji, więc znalazło się znowu miejsce na stare nawyki.

              >Ty wiesz, co to za wyzwanie, pozwolić im sprzątać, okna myć, gotować? podlewać kwiaty?
              Oj, wiem, doskonale wiem! Kiedy zaczął się okres "ja sam!", to tylko żyła mi pulsowała na czole. Ale zaciskałem zęby, żeby nie zrobić z niego kaleki i nie zdusić inwencji. A jeszcze te ślady łapek na mojej śnieżnobiałej koszuli, ach....wink

              Produkowanie strojów to już mam w małym palcu! Ale przyznaję, że za boga nie wiem, jak miałby wyglądać strój szerszenia. suspicious
              • kanga_roo Re: 18.04.12, 10:51
                borys314 napisał:

                Ale przyznaję, że za boga nie wiem, jak miałby wyglądać strój szerszenia. suspicious

                no weź, to łatwizna, produkujesz pszczółkę, i do d.., e, chciałam powiedzieć, odwłoka, przyczepiasz zszywaczem dłuuuugie żądło ze zwiniętego bristolu. mój miał problemy z siadaniem, ale żądła sobie nie pozwolił odebrać big_grin

                poza tym zamiast zmartwić, przywracasz mi nadzieję. to znaczy, że jeszcze zdarzy mi się mieć czas? pianino juz dwa lata stoi i czeka, żebym się grać nauczyła, ogród coraz bardziej "naturalny" się robi... no i te miliony rozmaitych planów niezrealizowanych.

                hm. może lekarstwem na nasze obsesje są szerokie zainteresowania?
                • borys314 Re: 18.04.12, 18:23
                  Dzięki, już będę wiedział, jak zrobić szerszenia.wink Choć moje dziecko wyrosło z wieku, kiedy ta wiedza jest potrzebna.wink

                  > poza tym zamiast zmartwić, przywracasz mi nadzieję. to znaczy, że jeszcze zdarz
                  > y mi się mieć czas?
                  Tak, będzie więcej czasu. Obiecuję.smile Będzie i pianino, i ogródek, i jeszcze więcej.
                  Ja uczyłem się gry na pianinie w dzieciństwie i nadal coś tam jeszcze zagram, ale się wstydzę, bo mój syn jest o wiele lepszy ode mnie.wink Dzielna jesteś, że chcesz się uczyć w "podeszłym"tongue_out wieku.

                  > hm. może lekarstwem na nasze obsesje są szerokie zainteresowania?
                  Chciałbym, żeby to była prawda, ale - przynajmniej w moim wypadku - tak nie jest...
      • borys314 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 19:29
        mysia-mysia napisała:
        > Na początek postanów sobie że codziennie wieczorem, np od 8 do 9 nie jesteś per
        > fekcjonistą, chodzisz po domu w rozmemłanym dresie i drapiesz się po tyłku smile

        Dzięki za oryginalną radę. Muszę przyznać, że takiej w podręcznikach nie znalazłem.wink Ale ja przecież jestem perfekcjonistą, więc nawet nie posiadam takowego dresu.wink
        • alpha.sierra Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 20.04.12, 10:07
          To idź i kup smile. Tylko broń Boże w markowym sklepie!! Najlepiej w lumpeksie - kolejne wyzwanie dla perfekcjonizmu wink.
          • borys314 Re: 20.04.12, 17:07
            No właśnie pomyślałem, że musiałbym przeorać kilka lumpeksów w poszukiwaniu odpowiednio znoszonego modelu. wink
    • antyideal Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 19:17
      Prokrastynacja ? nie wiedziałam, ze jest taki termin psychologiczny.
      Jupi, juz nie pozwole nazywac sie leniem, dzieki tongue_out
      • borys314 Re: 16.04.12, 19:24
        Na zdrowie! Cieszę się, że mogłem pomóc. wink
    • 18_lipcowa1 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 19:21
      Potrafiłem przez 2 miesiące
      > spędzać codziennie po 12 godzin w bibliotece i nad projektami, a następnie prze
      > z 2 tygodnie nie byłem trzeźwy nawet przez godzinę. Nie chodziłem na zajęcia, n
      > ie spałem w domu, rozrabiałem.


      W przyszłym tygodniu mój syn wyjeżd
      > ża ze swoją klasą na trzydniową wycieczkę. Założę się, że w tym czasie opuszczę
      > 2 dni pracy, nawalę się jak messerschmitt i prześpię z kimś, z kim nie powinie
      > nem. I będzie dobrze, jeśli na tym poprzestanę – ostatnim razem zrobiłem
      > wszystko, co powyżej, plus skręciłem sobie kostkę w pijackiej burdzie i nie poj
      > awiłem się na ważnej prezentacji, którą sam miałem poprowadzić.


      stary, jestes the best!
      • borys314 Re: 16.04.12, 19:44
        > stary, jestes the best!

        Ech, na samym początku zaznaczyłem, że proszę o litość... Naprawdę chcę się zmienić.
        • 18_lipcowa1 Re: 16.04.12, 22:17
          borys314 napisał:

          > > stary, jestes the best!
          >
          > Ech, na samym początku zaznaczyłem, że proszę o litość... Naprawdę chcę się zmi
          > enić.
          >



          Kac Vegas odwalasz stary - normalnie
          • borys314 Re: 16.04.12, 22:26
            Filmu nie widziałem, a może powinienem. Jeśli to straszna poniewierka, to może patrzenie na to z zewnątrz by mnie jakoś otrzeźwiło.
    • ardzuna Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 19:28
      Na studiach miałam podobnie tylko ze nie piłam a odpuszczałam sobie na parę dni, kiedy już nie wytrzymywałam swojej przykładności. Teraz już nie mogę sobie pozwolic na takie fazy i weszłam w automatyzm.
      Może na początek odpuść sobie na czas wyjazdu syna - weź urlop i spróbuj się byczyć, ale nie pić.
      • borys314 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 19:34
        > Teraz już nie mogę sobie pozwolic na takie fazy i weszłam w automatyzm.
        Co to znaczy?

        > Może na początek odpuść sobie na czas wyjazdu syna - weź urlop i spróbuj się by
        > czyć, ale nie pić.
        Już próbowałem spędzać ten czas na rozrywkach, ale nie na imprezie. Ale spotkania z przyjaciółmi i tak zawsze kończyły się w knajpie. Za każdym razem, kiedy syn wyjeżdża, obiecuję sobie, że tym razem będzie inaczej. Nigdy nie jest.
        • best_bej Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 19:49
          O! Mam bardzo podobnie. Ten perfekcjonizm (tylko wybrane dziedziny życia) jest jak natręctwo, moje życie kręci się wokół obsesyjnej kontroli, planowania, sprawdzania, realizowania itd.
          Taki mega sprint, a potem dostaję zadyszki, jestem tym wszystkim zmęczona i wtedy luzuję totalnie czyli hulaj dusza- piekła nie ma.
          Męczy mnie takie życie na biegunach, męczy mnie brak środka, choć trudno mi sobie wyobrazić jak ten środek mógłby wyglądać.
          Jak mantrę powtarzam sobie żeby truchtać, nie sprintować, patrzeć w obranym kierunku, ale nie dawać sobie po drodze zbyt wielkiego wcisku, bo znowu mogę się zmęczyć.
          • borys314 Re: 16.04.12, 20:01
            Jak dobrze mnie rozumiesz!!

            > Ten perfekcjonizm (tylko wybrane dziedziny życia)
            U mnie tak samo - tylko kilka dziedzin życia. Poza tym jestem np. strasznym bałaganiarzem i zupełnie mi to nie przeszkadza. I są dziedziny, w których jestem bardzo nieuważny, wręcz bezmyślny.

            > Męczy mnie takie życie na biegunach, męczy mnie brak środka, choć trudno mi sob
            > ie wyobrazić jak ten środek mógłby wyglądać.
            O, to to! Ja ciągle próbuję wypracować ten środek - odpuścić sobie trochę na co dzień - ale nie potrafię. Bo właśnie nie wiem, jak to się robi. Jak to życie bez zadyszki wygląda. Jak pracują inni, "normalni" ludzie.

            > Jak mantrę powtarzam sobie żeby truchtać, nie sprintować, patrzeć w obranym kie
            > runku, ale nie dawać sobie po drodze zbyt wielkiego wcisku, bo znowu mogę się z
            > męczyć.
            Mógłbym się podpisać pod każdym słowem.
        • ardzuna Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 22:51
          borys314 napisał:

          > Już próbowałem spędzać ten czas na rozrywkach, ale nie na imprezie. Ale spotkan
          > ia z przyjaciółmi i tak zawsze kończyły się w knajpie. Za każdym razem, kiedy s
          > yn wyjeżdża, obiecuję sobie, że tym razem będzie inaczej. Nigdy nie jest.

          Może zmień znajomych? Zamiast do knajpy idź do galerii i do teatru na niskobudżetową sztukę młodego anarchizującego artysty?
          • ardzuna Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 22:53
            Zeżarło mi kawałek odpowiedzi.

            borys314 napisał:

            > > Teraz już nie mogę sobie pozwolic na takie fazy i weszłam w automatyzm
            >
            .
            > Co to znaczy?

            Ze mam kieracik, brak sił na hiperperfekcjonistyczną aktywność i w związku z tym, ze nie mam górek to nie mam i dołków. Jest równe zmęczenie i ciągnięcie jak koń pod górkę.
          • borys314 Re: 16.04.12, 22:58
            > Może zmień znajomych? Zamiast do knajpy idź do galerii i do teatru na niskobudż
            > etową sztukę młodego anarchizującego artysty?

            Mam 40 lat. To nie czas na zmienianie przyjaciół. Poza tym są świetni i są dla mnie jak rodzina. To prawda, że czasem ciągną mnie do złego, ale i ja ich nieraz ciągnąłem.

            A do teatru i galerii chodzę i to dość regularnie - z synem. A podczas jego nieobecności ciągnie mnie do aktywności, którym nie mogę się oddawać, kiedy jest na miejscu.
    • joooooooana może nie na temat, ale mogłabym poprosić o Pana 16.04.12, 19:39
      datę urodzenia?
      Bardzo proszę.
      (może być mailowo).
      • borys314 Re: 16.04.12, 19:47
        Hy? To żadna tajemnica, ale czemu by to miało służyć?
        • joooooooana Re: 16.04.12, 19:52
          Odpowiedzi na Pana pytanie.
          • borys314 Re: 16.04.12, 20:07
            Czy dobrze rozumiem, że Pani chce coś wywróżyć? Bo we mnie nie ma cienia wiary w takie metody. Choć teraz jestem tak zdesperowany, że pewnie poszedłbym nawet do szamana.big_grin
            • joooooooana Re: 16.04.12, 20:17
              Ja wierze. Ale zostawię datę dla siebie.
    • iuscogens Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 20:31
      Wiem, że to nie na temat, ale zwróc uwagę czy to nie przekłada się na twoje relacje z ludźmi, ja wiem, że takie osoby z jednej strony są lubiane, ale z drugiej strony mogą być bardzo męczące dla otoczenia. Ja osobiście od takich panów/pań perfekt, super zaangażowanych, super kreatywnych uciekam na kilometr. Ja jestem dzieckiem takiej energicznej, kreatywnej, perfekcyjnej osoby, która jak się w coś zaangażuje to się angażuje całkowicie - życie na co dzień było bardzo męczące. O wiele lepsze mamy stosunki od kiedy nie mieszkamy razem.
      I wentyl tez przemyśl, to metoda dobra w liceum i na początku studiów.
      • borys314 Re: 16.04.12, 20:45
        To cenna uwaga. Ale też prawda, co mówią - najważniejsze, to zdawać sobie sprawę z problemu. Najbardziej mogłoby się to odbijać na moich relacjach w pracy i trochę się odbija, ale jednocześnie potrafię z tej mojej przypadłości zażartować i pod wpływem innych - odpuścić. W stosunku do syna staram się baaardzo kontrolować. A na relacjach przyjacielski to się chyba w ogóle nie odbija, tyle że sobie ze mnie czasem zażartują.smile

        Wierz mi, że o wentylu myślę dużo. Wiem, że to autodestrukcyjna metoda.
        • kali_pso Re: 16.04.12, 20:48

          A może nie tyle mów sobie" Nie będe robił tego i tego podczas wyjazdu syna" tylko " podczas wyjazdu zrobię: X.Y, Z"- i rozliczaj się skrupulatnie z tego co sobie zaplanowałeś? Najlepiej gdyby były to wykańczające fizycznie pracewink- malowanie mieszkania, wiekszy remont, działka, pomoc sąsiadowi czy co tam jeszcze...
          • borys314 Re: 16.04.12, 20:58
            > A może nie tyle mów sobie" Nie będe robił tego i tego podczas wyjazdu syna" tyl
            > ko " podczas wyjazdu zrobię: X.Y, Z"- i rozliczaj się skrupulatnie z tego co so
            > bie zaplanowałeś?
            Widzę, że też jesteś obczytana w psychologii - albo masz świetną intuicję.wink

            Wiesz, ja sobie nie wyobrażam, żeby w czasie tych kilku wolnych dni, które wcale nie zdarzają się przecież tak często, jeszcze zmuszać się do wykonywania angażujących prac (choćby fizycznych). To mam na co dzień - plus opiekę nad synem na pełen etat. Chciałbym w tym czasie porobić rzeczy, których na co dzień robić nie mogę - tylko że nie tak do bólu jak zazwyczaj, ale pod jakąś kontrolą. Mógłbym iść na imprezę, trochę się napić, spotkać się z kimś - ale chciałbym też dotrzeć do pracy, nie zawalić czegoś spektakularnie i nie zrobić czegoś, czego będę potem żałował. Tylko rzeczywiście zastanawiam się, czy w moim przypadku jest to w ogóle do pogodzenia - czy potrafię znaleźć umiar? Ale co wtedy? Zawsze wszystko albo nic?
            • kali_pso Re: 16.04.12, 21:12

              Może więc spróbuj, aby to X,Y,Z to były jakies przyjemności, rozumiane jednak inaczej niż to, co robiłeś wentylując się, dotychczas? Zrób listę rzeczy, które chciałeś zrobić a nie miałeś czasu, rzeczy o których marzysz od dawna, które były kiedyś ważne a straciły blask w codzienności, które zapomniałeś, że lubisz i potrafisz, odkurz stary kalendarz z kontaktami z ludzmi, których dawno nie widziałeś a byli dla Ciebie ważni- wybierz dwie trzy, które byłbyś w stanie zrealizować podczas nieobecności syna i zrób tosmile A później, odhaczaj kolejne...jak masz czas, możliwości i finanse to nie zwlekaj...drogą do nikąd w prefekcjoniźmie jest też to, że traci się z oczu wiele ważnych spraw bo człowiek skupia się na szczegółach, które z punktu widzenia uciekającego czasu mają małe znaczeniesmile
              • borys314 Re: 16.04.12, 21:36
                Głęboko się zastanowiłem nad tym, co napisałaś. Pomyślałem o tym, co najbardziej lubię robić i co mógłbym zrealizować. Lubię spotykać się z przyjaciółmi - to zdecydowanie największa przyjemność poza imprezamiwink. Czytam regularnie, filmy oglądam regularnie, sporty uprawiam regularnie, więc to żadna nowość, podróżować za bardzo nie lubię - lubię tańczyć.
                I wszystkie te moje przyjemności prowadzą w końcowym rozliczeniu do alkoholu - moi przyjaciele to podobne typy do mnie, lubią dobrą imprezę, poza tym w większości mają wolne zawody i nie mają dzieci, więc mogą sobie pozwolić nawet w tygodniu. Znajomi rzadziej widywani - "Tak dawno się nie widzieliśmy, musimy to uczcić, napijmy się!". Mogę zaprosić koleżankę jedną czy drugą na wieczór samby czy tango milonga do jakiegoś klubu -
                wiadomo, że skończy się na piciu, a może jeszcze na seksie.

                Zaczynam się zastanawiać, że może ja się po prostu nigdy nie nauczyłem rozluźniać bez użycia substancji psychoaktywnych. I stąd też fakt, że prawie wszyscy moi znajomi preferują takie rozrywki.

                > drogą do nikąd w prefekcjoniźmi
                > e jest też to, że traci się z oczu wiele ważnych spraw bo człowiek skupia się n
                > a szczegółach, które z punktu widzenia uciekającego czasu mają małe znaczeniesmile
                Dużo w tym prawdy. Muszę się jeszcze nad tym zastanowić.
                • turzyca Re: 16.04.12, 22:51

                  > Zaczynam się zastanawiać, że może ja się po prostu nigdy nie nauczyłem rozluźni
                  > ać bez użycia substancji psychoaktywnych. I stąd też fakt, że prawie wszyscy mo
                  > i znajomi preferują takie rozrywki.

                  Rzuce z glupia frant: to moze zapisz sie na joge?
                  Bo to chyba jedyna latwo dostepna droga wyluzowywania dla osob twardo stapajacych po ziemi, ktore na wszelkie spirytystyczne sztuczki skrzywia sie totalnie, a na prace z psychologiem nie maja czasu. Swiadome wyluzowywanie jest bardzo fajne, umiejetnosc podniesienia pokrywki i upuszczenia pary moze sprawiac wiele przyjemnosci, ale dojscie do niej zajmuje pare lat. A jak postoisz pare minut jako pies z glowa w dol czy drzewo, to chcesz, nie chcesz, napiecie schodzi.
                  Tylko znajdz sobie fajna szkole, ktora nie ogranicza jogi do samej gimnastyki, ale ktora tez nie jest nazbyt metafizyczna. smile
                  • borys314 Re: 16.04.12, 23:46
                    > Bo to chyba jedyna latwo dostepna droga wyluzowywania dla osob twardo stapajacy
                    > ch po ziemi, ktore na wszelkie spirytystyczne sztuczki skrzywia sie totalnie, a
                    > na prace z psychologiem nie maja czasu.

                    Piszesz, jakbyś mnie znała. Pewnie znasz ten typ, hm?wink

                    Szczerze mówiąc, koleżanka próbowała mnie kiedyś wyciągnąć na jogę, ale zapierałem się wszystkimi czterema.

                    > A jak postoisz pare minut jako pies z glowa w dol czy drzewo,
                    Bo właśnie nie wiem, czy bym tak potrafił.

                    Ale staram się mieć otwarty umysł, więc pochodzę wokół tej sugestii. To w końcu coś, czego jeszcze nie próbowałem.
                    • turzyca Re: 17.04.12, 02:48
                      > Piszesz, jakbyś mnie znała. Pewnie znasz ten typ, hm?wink

                      Kazdy zna ten typ. A Ciebie zna kazdy, kto czyta emame. wink

                      > > A jak postoisz pare minut jako pies z glowa w dol czy drzewo,
                      > Bo właśnie nie wiem, czy bym tak potrafił

                      No to sie nauczysz, po to jest instruktor. tongue_out



                      > Ale staram się mieć otwarty umysł, więc pochodzę wokół tej sugestii. To w końcu
                      > coś, czego jeszcze nie próbowałem.

                      Ale wiesz, ze tak naprawde to najlepiej by Ci zrobil psychoterapeuta-behawiorysta, ktory by na podstawie swojego doswiadczenia zaordynowal Ci metody walki z perfekcjonizmem? Troche ich jest, ale po co Ci amatorskie doradztwo i wyprobowywanie tysiaca metod? Bo w sumie kolejna eskapada moze sie skonczyc gorzej niz tylko skreceniem kostki, a syn na Ciebie liczy.
                      • borys314 Re: 17.04.12, 03:28
                        > > > A jak postoisz pare minut jako pies z glowa w dol czy drzewo,
                        > > Bo właśnie nie wiem, czy bym tak potrafił
                        >
                        > No to sie nauczysz, po to jest instruktor. tongue_out

                        Czy instruktor naprawdę wie, co zrobić, żeby mężczyzna w średnim wieku nie wstydził się stać jak pies albo drzewo?wink

                        > Ale wiesz, ze tak naprawde to najlepiej by Ci zrobil psychoterapeuta-behawiorys
                        > ta, ktory by na podstawie swojego doswiadczenia zaordynowal Ci metody walki z p
                        > erfekcjonizmem?

                        Przez 3 miesiące chodziłem na terapię poznawczo-behawioralną na Wilczą. Właściwie wcale mi nie pomogła - tzn. tak samo pomaga mi czytanie artykułów w temacie. Nie napisałem o tym wcześniej chyba dlatego, żeby wszyscy nie pomyśleli, że skoro nie pomogła mi terapia, to już nic mi nie pomoże... Bo teraz zostało mi już tylko "amatorskie doradztwo i wyprobowywanie tysiaca metod".

                        > Bo w sumie kolejna eskapada moze sie skonczyc gorzej niz ty
                        > lko skreceniem kostki, a syn na Ciebie liczy.

                        Tego się właśnie boję... Mam wrażenie, że wtedy zupełnie zanika mój instynkt samozachowawczy. A nie ma dziadków, którzy mogliby się nim w razie czego zaopiekować - to chyba mój największy lęk.
                        • pade Re: 17.04.12, 09:48
                          > Przez 3 miesiące chodziłem na terapię poznawczo-behawioralną na Wilczą. Właściw
                          > ie wcale mi nie pomogła - tzn. tak samo pomaga mi czytanie artykułów w temacie.
                          > Nie napisałem o tym wcześniej chyba dlatego, żeby wszyscy nie pomyśleli, że sk
                          > oro nie pomogła mi terapia, to już nic mi nie pomoże... Bo teraz zostało mi już
                          > tylko "amatorskie doradztwo i wyprobowywanie tysiaca metod".

                          Borys, czyżbys oczekiwał, że terapeuta zabroni Ci stosowania używek czy też narzuci samokontrolę?
                          On za Ciebie tego nie zrobi, to Twoja działka. Zdiagnozowałeś problem i zatrzymałeś się na tym etapie. Teraz czas na działanie, metodą małych kroczków. Bardzo wątpię, że byłbyś w stanie z dnia na dzień porzucić imprezowanie, wiec może na razie jedna malutka zmiana? Sukces motywuje do działania, a zmiana, stopniowa, nie boli tak, jak bolałaby, gdybyś zabronił sobie wszystkiego, co Twoim zdaniem jest dla Ciebie niekorzystne.
                          Zastanów się co z mógłbyś wyeliminować ze spotkań z przyjaciółmi, co nie byłoby ogromnym wyrzeczeniem, a jednocześnie dałoby poczucie, że jestes w stanie się kontrolować?
                          • pade Re: 17.04.12, 11:04
                            I jeszcze jedno, sądzę, że to imprezowanie bez hamulców, to nic innego jak zagłuszanie wyrzutów sumienia. Jedynie zatracając się całkowicie pozbywasz się tego męczącego głosu w głowie: muszę, powinienem, itd.
                            Wiem o czym piszę bo perfekcjonizm i prokrastynacja to coś co mnie dotyczy, na szczęście to drugie w mniejszym stopniu, ale za to dochodzi samokontrola, tak silna, że stosowanie jakichkolwiek uzywek zmieniających świadomość nie wchodzi w grę.
                            • borys314 Re: 17.04.12, 20:34
                              > I jeszcze jedno, sądzę, że to imprezowanie bez hamulców, to nic innego jak zagł
                              > uszanie wyrzutów sumienia. Jedynie zatracając się całkowicie pozbywasz się tego
                              > męczącego głosu w głowie: muszę, powinienem, itd.

                              Masz najzupełniej rację! Kiedy oddaję się "zwyczajnym" rozrywkom, nie potrafię się do końca rozluźnić - kiedy czytam gazetę, myślę sobie "Lepiej poczytałbym coś branżowego", kiedy oglądam film sci-fi - "Lepiej byłoby oglądać Bergmana"wink, kiedy uprawiam sport, jestem niezadowolny, jeśli nie mam coraz lepszych wyników itd.

                              >samokontrola, tak silna, że stosowanie jakichkolwiek uzywek zmieniających świadomość nie >wchodzi w grę.

                              Nie wiem, czy współczuć, czy zazdrościć.wink Chyba jednak współczuć.

                              Dziękuję, Pade, widzę, że rozumiesz.
                              • pade Re: 17.04.12, 20:58
                                Dzięki za współczuciesmile
                                > Masz najzupełniej rację! Kiedy oddaję się "zwyczajnym" rozrywkom, nie potrafię
                                > się do końca rozluźnić - kiedy czytam gazetę, myślę sobie "Lepiej poczytałbym c
                                > oś branżowego", kiedy oglądam film sci-fi - "Lepiej byłoby oglądać Bergmana"wink,
                                > kiedy uprawiam sport, jestem niezadowolny, jeśli nie mam coraz lepszych wynikó
                                > w itd.R"
                                Mam to samo, oglądam serial i myślę sobie, że tracę czas na głupoty zamiast zrobić coś pozytecznegosmile
                                Moim wentylem są książki, nie da się czytać i jednoczesnie mysleć o czymś innym, przynajmniej ja tak nie potrafię, więc siłą rzeczy się wyłączam.

                                Cholercia, Borys, jesteś dobrym słuchaczem, prawda?
                                • borys314 Re: 17.04.12, 21:24
                                  Mnie książki też trochę ratują, bo mam zaszczepioną przez rodziców wiarę, że czytanie zawsze jest wartościowe (choć kiedy słyszę o takich tworach jak "Zmierzch", to zaczynam trochę wątpićwink) - więc nie czuję, jakbym kradł ten czas. Ale czasem też się zdarza, że w którymś momencie łapię się na tym, że nie wiem, co "przeczytałem" na ostatnich 3 stronach, bo myślę o tym, co powinienem zrobić.

                                  > Cholercia, Borys, jesteś dobrym słuchaczem, prawda?
                                  Nie jestem pewien, czy wiem, o co pytasz. W moim domu wciąż muzyka i muzyka, więc najpierw zinterpretowałem to jako pytanie "czy jesteś melomanem?".wink

                                  A jeśli chodzi o słuchanie innych ludzi - to podobno jestem dobrym słuchaczem. A co - chcesz mi coś powiedzieć...? Zapraszam.smile
                                  • pade Re: 17.04.12, 22:46
                                    Hmm, ten wniosek o słuchaniu to stąd, że ogólnie to ja mało wylewna jestem, a Ty umiesz sprawić, że ...dobra, koniec komplementówwink Elokwentny jesteś, owszem, ale wentyl powinieneś zmienic na mniej upadlający.
                                    • borys314 Re: 17.04.12, 22:51
                                      > że ogólnie to ja mało wylewna jestem,

                                      Tak, zauważyłem, że jesteś mało wylewna. Np. większość perfekcjonistów, która się tu wypowiadała, podawała przykłady i ogólnie obnażała duszę.wink Ty nie. Wiele pytań cisnęło mi się na usta, ale uznałem, że gdybyś chciała, to byś napisała, więc ich nie zadałem. I nie zadaję nadal.smile
                                      • borys314 Re: 17.04.12, 22:58
                                        Aha, a gdybyś kiedyś chciała mi coś powiedzieć, to wiesz, gdzie mnie szukać.wink Dużo mądrych rzeczy napisałaś mi w tym wątku.
                                      • pade Re: 17.04.12, 23:30
                                        Kusisz, oj, kusisz smile
                                        jeśli chcesz pytaj na priv
                          • borys314 Re: 17.04.12, 20:28
                            Pade, ja wiem, że to nie jest tak, że pójdę na terapię i terapeuta mnie "naprawi". Wiem, że to wymaga własnej pracy. Zresztą już zdobycie się na terapię było dla mnie nie lada osiągnięciem (zasadniczo nie wierzę/nie lubię takich rzeczy), więc oznaczało prawdziwą desperację. Nie wiem, może za szybko zrezygnowałem. Tam po prostu podpisywało się "kontrakt" na określoną liczbę spotkań (w moim wypadku - 15) i po tym czasie można było zdecydować, czy kontynuować, czy nie. Ja się nie zdecydowałem. Zresztą terapia dotyczyła przede wszystkim perfekcjonizmu, sposoby na rozładowanie to był temat poboczny.

                            > Teraz czas na działanie, metodą małych kroczków. Bardzo
                            > wątpię, że byłbyś w stanie z dnia na dzień porzucić imprezowanie, wiec może na
                            > razie jedna malutka zmiana? Sukces motywuje do działania,

                            Dokładnie to samo czytałem ostatnio na blogu, o którym wspomniałem gdzieś wyżej.smile Bardzo mnie to przekonuje i spróbuję wprowadzić to w życie. Ja jestem typem raczej "Od jutra zmieniam swoje życie!" - jutro nadchodzi, nic się nie dzieje. Dlatego wiem już, że trzeba inaczej i trzeba się cieszyć z małych sukcesów.
                            • pade Re: 17.04.12, 20:48
                              "Dokładnie to samo czytałem ostatnio na blogu, o którym wspomniałem gdzieś wyżej. Bardzo mnie to przekonuje i spróbuję wprowadzić to w życie. Ja jestem typem raczej "Od jutra zmieniam swoje życie!" - jutro nadchodzi, nic się nie dzieje. Dlatego wiem już, że trzeba inaczej i trzeba się cieszyć z małych sukcesów.'
                              Tez jestem takim typem, dlatego wymysliłam sobie taka metodę, bo rozczarowanie sobą sięgnęło w moim przypadku zenitu. Nie zwalczysz perfekcjonizmu, mozesz go co najwyżej zmodyfikowac. I o to właściwie chodzi, żeby zminimalizowac negatywne skutki tego zachowania, żeby zaakceptowac w miare mozliwości swoją ułomność, i żeby wentyl bezpieczeństwa był faktycznie bezpiecznysmile
                              Jesli chodzi o psychologów, najwidoczniej nie trafiles na odpowiedniego. Potrzeba Ci dobrego terapeuty i systematycznych wizyt bez określonej liczby spotkań. Diagnozy co prawda nie potrzebujesz, ale na pewno przyda Ci się wsparcie, którego nie zapewnią Ci, którym Twój problem wydaje się banalny.
                              • borys314 Re: 17.04.12, 21:29
                                > Nie zwalczysz perfekcjonizmu, mozesz go
                                > co najwyżej zmodyfikowac. I o to właściwie chodzi, żeby zminimalizowac negatywn
                                > e skutki tego zachowania

                                Masz rację. Wydaje mi się, że najwięcej, ile można zrobić, to spróbować przekuć to tak, żeby tak bardzo nie przeszkadzało, a czasem może pomagało (jest to jeszcze możliwe...?).

                                > Jesli chodzi o psychologów, najwidoczniej nie trafiles na odpowiedniego. Potrze
                                > ba Ci dobrego terapeuty i systematycznych wizyt bez określonej liczby spotkań.

                                Czytanie tego boli...wink Systematyczna terapia - trudno się z tym pogodzić. Ale jednocześnie trochę mi jeszcze (daj bóg) tego życia zostało, więc warto zwiększać jego jakość.
                                • pade Re: 17.04.12, 22:41
                                  jak nie będzie przeszkadzało, to będzie pomagalosmile
                • kali_pso Re: 17.04.12, 09:33
                  > Zaczynam się zastanawiać, że może ja się po prostu nigdy nie nauczyłem rozluźni
                  > ać bez użycia substancji psychoaktywnych. I stąd też fakt, że prawie wszyscy mo
                  > i znajomi preferują takie rozrywki.


                  Być może tak jest- znam ludzi mających tak samo ja Ty- luz, odprężenie uzusykują tylko po alko czy innych używkach, od zawsze tak robią i wokół siebie tez takich znajomych posiadają...jednego znam nawet trochę bliżejwink

                  Być może ciągniesz to tyle lat, bo tak naprawdę niczego przez takie postępowanie ważnego nie zawaliłeś- projektu, nie zawiodłeś syna itp.
                  • borys314 Re: 17.04.12, 21:39
                    > Być może ciągniesz to tyle lat, bo tak naprawdę niczego przez takie postępowani
                    > e ważnego nie zawaliłeś- projektu, nie zawiodłeś syna itp.

                    Zdarzało mi się zawalać w drobniejszych sprawach albo oddawać coś po terminie - za każdym razem obiecując sobie, że to ostatni raz. Ale spektakularnej wywrotki (jeszcze) nie było.
                    A syn to dla mnie taka ostateczna instancja - to jedyny element mojego życia, przy którym nie ma dyskusji, wiem, że nie mogę sobie pozwolić nawalić.
    • 1borgia Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 21:04
      przeczytalem z uwagasmile dopoki mozesz sterowac wlasnym prefekcjonizmem jest niezle. zawsze mozesz pomyslec, ze choc troszke masz wolna wole- wg filozofow nie ma wolnej woli.
      jesli wejdziesz w okreslone tryby zawodowe, do tego jeszcze doksztalcanie np. na dwoch uniwersytetach to mozesz przekonac sie, ze taki byt z perfekcja nie ma nic wspolnego, tylko z przetrwaniem. potem przyjezdza karetka, bo ktos dzwonil informujac o podejrzeniu o zawal. potem trafiasz do szpitala i nic nie dzieje sie tak, jak ty bys sobie zaplanowal lub wymyslil.

      zycze wiecej luzu, wiecej czasu dobrze spedzonego a nie zmarnowanego- cokolwiek (i z kimkolwiek) to dla ciebie znaczy. najgorsze jest myslenie, ze zmarnowales czas majac poczucie jego ograniczonosci.

      borgia
      • borys314 Re: 16.04.12, 23:51
        Dziękuję za uważną lekturę.smile Straszny elaborat mi wyszedł.

        Ja właśnie mam wrażenie, że już nie mogę sterować moim perfekcjonizmem, że złe strony zaczynają zdecydowanie dominować nad dobrymi.

        > zycze wiecej luzu, wiecej czasu dobrze spedzonego a nie zmarnowanego- cokolwiek
        > (i z kimkolwiek) to dla ciebie znaczy. najgorsze jest myslenie, ze zmarnowales
        > czas majac poczucie jego ograniczonosci.

        Dziękuję. Luz na pewno się przyda. Póki co na szczęście nie mam poczucia dramatycznego marnowania czasu. Mógłbym lepiej nim zarządzać, ale jeszcze jest nieźle - mam go dla syna, dla przyjaciół, a o to chyba chodzi.
    • guderianka Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 21:04
      Nie nazwałabym tego perfekcjonizmem ale ....totalną samokontrolą. Jesteś jak anorektyczka- pilnujesz sie, ściskasz pośladki, starasz, wszystko musi byc jak najlepiej bo wtedy masz poczucie panowania nad swoim życiem a to z kolei daje Ci poczucie bezpieczeństwa. Tak jak piszesz- musisz mieć wentyl-jak każdy z nas, skoro jednak wiesz, że przeciwwagą kontroli jest jej utrata i negatywne skutki, spróbuj tracić kontrolę w innych warunkach. Alkohol działa destrukcyjnie a w dodatku skoro dostajesz małpiego rozumu-odpuść sobie. Gdy stanie się Mr Jekyllem zapisz sie na boks/wspinaczkę/basen i trać kontrolę w bezpiecznym otoczeniu w zdrowy sposób.
      • borys314 Re: 16.04.12, 22:19
        > Nie nazwałabym tego perfekcjonizmem ale ....totalną samokontrolą.
        Skłonność do obsesyjnej samokontroli też miałem. Zawsze bardzo podziwiałem ludzi, którzy potrafili całe swoje życie poświęcić pracy, nauce, filozofii, sztuce itp. I mimo że bardzo chciałem taki być (naukę i pracę uznaję za bezdyskusyjne wartości, jedne z największych w życiu), już na studiach zorientowałem się, że taki nie będę, bo po prostu nie mam do tego charakteru - czy też może bardziej wprost - mam za słaby charakter. Ale to, z czym się zmagam, wydaje mi się książkowym perfekcjonizmem.

        > Alkohol działa destrukcyjnie a w do
        > datku skoro dostajesz małpiego rozumu-odpuść sobie.
        Zastanowiłem się, co bym robił, gdybym z jakichś ważnych przyczyn nie mógł w takie dni pić - i myślę, że poza tym robiłbym dokładnie to samo. Małpi rozum jest sobie niezależnie od whisky (moi przyjaciele nazywają go fantazją, ja - autodestrukcją). Po prostu po szeregu wieczorów spędzonych na emamie (niczego emamie nie odejmującwink), potrzebuję, łaknę, szukam adrenaliny - w gruncie rzeczy obojętne czy w formie pijaństwa, bójki czy ekscesów erotycznych.

        > zapisz sie na boks/wspinaczkę/basen i trać kontrolę w bezpiecznym otoczeniu w z
        > drowy sposób.
        Wspinaczka/basen już były/są. Rower, bieganie, siłownia - regularnie. Uprawiam dużo sportu. Myślę zresztą, że w moim skrupulatnym dbaniu o formę perfekcjonizm też się ujawnia. I może rzeczywiście sport daje mi jakieś wyzwolenie, ale tylko na tyle, że na co dzień, kiedy syn jest w domu, się nigdzie nie szwendam. I daję radę wstrzymać się z większością ekscesów do jego wyjazdów.
        • guderianka Re: 17.04.12, 08:27
          Zastanowiłem się, co bym robił, gdybym z jakichś ważnych przyczyn nie mógł w ta
          > kie dni pić - i myślę, że poza tym robiłbym dokładnie to samo. Małpi rozum jest
          > sobie niezależnie od whisky (moi przyjaciele nazywają go fantazją, ja - autode
          > strukcją). Po prostu po szeregu wieczorów spędzonych na emamie (niczego emamie
          > nie odejmującwink), potrzebuję, łaknę, szukam adrenaliny - w gruncie rzeczy oboję
          > tne czy w formie pijaństwa, bójki czy ekscesów erotycznych.



          Przerażające jest jednak, ze wiesz o tym i będziesz się ku temu kierował świadomie-bez względu na konsekwencje. Dla mnie-to goowniarstwo (przepraszam). Adrenalinę można rozładowac na wiele sposobów-niekonieczne w sposób negatywny.

          Jestem krytycznie nastawiona do takich sposobów odreagowania bo:
          -są dla mnie prymitywne
          -są mi obce
          -mój eks je stosował i...między innymi dlatego jest eks
          -rozmiem potrzebę "upodlenia sie" ale nie rozumiem ulegania jej. Wiesz, ja marzę o wielu seksualnych przeżyciach, jestem w duszy poligamistką-też bym chciała zatracić się, zapalić marihuankę i dać czadu. Ale nie dam. Bo poza żądzą mam rozum.
          • borys314 Re: 17.04.12, 22:06
            > Przerażające jest jednak, ze wiesz o tym i będziesz się ku temu kierował świado
            > mie-bez względu na konsekwencje.

            To nie tak. Za każdym razem obiecywałem sobie, że już nigdy, nigdy, nigdy więcej tego nie zrobię. Że zęby w ścianę wbiję. Że to absolutnie ostatni raz. I nigdy tych obietnic nie udało mi się spełnić. To, że teraz mam bardzo mało wiary w to, że uda mi się uniknąć upodlenia, popchnęło mnie właśnie do napisania tego posta. Chciałem, żeby ktoś na mnie nakrzyczał, bo liczę, że mnie to otrzeźwi.

            > Dla mnie-to goowniarstwo (przepraszam).
            Nie ma co przepraszać. Ja właśnie tego potrzebuję.

            > Bo poza żądzą mam rozum.
            Z tego, co piszesz - na pewno więcej tego rozumu ode mnie.
            • guderianka Re: 18.04.12, 08:42
              Nie tyle wiecej-co gdzie indziej umiejscowiony
              Żadne krzyki, krytyki itp. nie pomogą Ci- to TWOJE życie, TWOJE decyzje, musisz SAM przez to przejść. Mieć jaja a nie być mięczakiem
      • katia.seitz Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 22:47
        totalną samokontrolą. Jesteś jak an
        > orektyczka- pilnujesz sie, ściskasz pośladki, starasz, wszystko musi byc jak na
        > jlepiej bo wtedy masz poczucie panowania nad swoim życiem a to z kolei daje Ci
        > poczucie bezpieczeństwa.

        A ściślej mówiąc, jak anorektyczko-bulimiczka (alkohol pełni tu rolę bulimii) wink

        • borys314 Re: 16.04.12, 22:59
          Dodam tylko dla porządku, że zaburzeń odżywiania nigdy nie miałem. wink
    • donnasanta Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 21:33
      Kurcze,chyba Cię lubię!
      • borys314 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 21:39
        Muszę powiedzieć, że to chyba ostatnia deklaracja, jakiej się spodziewałem po wywleczeniu na forum moich brudów i odchyłów psychicznych. Więc tym bardziej - dziękuję.wink
        • donnasanta Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 08:29
          No coz...pomysl sam, czy bylbys szczesliwy zachowujac sie inaczej (gdybys sie zmusil do bycia innym)? Czy czul bys sie dobrze wychodzac z domu "niedopracowany"? NIE, wiec badz sobie perfekcjonista, jezeli potrzebujesz to poszalej i wróć do domu bez butów.
          Kiedys próbowalam walczyc z wlasnymi przywarami ale im bardziej walczylam tym bardziej bylo mi zle, zaakceptowalam siebie jaka jestem i co? NIESPODZIANKA! Na półmetku zycia troche wyluzowalam, bez walki z soba, bez unicestwiania swojego ja. To przychodzi stopniowo, wraz ze zmieniajacymi sie priorytetami w zyciu i co najwazniejsze w sposób naturalny i bezbolesny.
          Twoj tekst byl zachwycajacy, lekko napisany i z jajem. Moglbys zostac moim przyjacielem wink
          • borys314 Re: 17.04.12, 22:24
            Masz o tyle rację, że kilka pomniejszych przywar rzeczywiście z biegiem czasu odpuściłem, zaakceptowałem siebie i okazało się, że niebo mi się na głowę nie zwaliło, a ja odetchnąłem.smile

            Ale z perfekcjonizmem jest inaczej - to on mnie w dużym stopniu kontroluje i zignorowanie go po prostu nie wychodzi - a przy tym generuje tyle problemów, że nie da się o nim zapomnieć. (Nie wiem, czy wyrażam się jasno).

            > wróć do domu bez butów.

            Ta fraza mówi bardzo wiele.smile Myślę, że rzeczywiście moglibyśmy się polubić.smile

            (Kilka lat temu straciłem prawy półbut od mojej wówczas ulubionej pary. A jak mi było wstyd następnego dnia chodzić po knajpach i pytać... Dobra, już się nie pogrążam!wink.
      • borys314 Re: 16.04.12, 22:02
        Wiesz, Twoja reakcja to kolejny przykład tego, jak ludzie mi pobłażają. To jest bardzo miłe, ale cholernie demoralizujące.wink
        • kub-ma Re: 16.04.12, 22:34
          No właśnie przyszło mi do głowy, że potrafisz opisac swoje większe lub mniejsze wady w taki sposób, że większość i tak Cię lubi smile
          Nie wydaje mi się, że to jest demoralizujące. A gdybyś dostawał więcej sygnałów niezadowolenia z twojej pracy, spsobu bycia, itd nie spowodowałoby to jeszcze większego perfekcjonizmu i jeszcze większego wentylu bezpieczeństwa?
          • borys314 Re: 16.04.12, 23:17
            > No właśnie przyszło mi do głowy, że potrafisz opisac swoje większe lub mniejsze
            > wady w taki sposób, że większość i tak Cię lubi smile

            To jest dla mnie novum, bo nie przypuszczałem, że moje "czarowanie" może też działać przez Internet. Zwłaszcza, że nie mam się jak uśmiechnąć i w oczy zajrzeć.wink

            > Nie wydaje mi się, że to jest demoralizujące. A gdybyś dostawał więcej sygnałów
            > niezadowolenia z twojej pracy, spsobu bycia, itd nie spowodowałoby to jeszcze
            > większego perfekcjonizmu i jeszcze większego wentylu bezpieczeństwa?

            O tyle masz rację, że rzeczywiście - gdybym dostawał więcej sygnałów niezadowolenia z mojej pracy czy sposobu bycia, być może popchnęłoby mnie to w jeszcze większy perfekcjonizm. Ale gdybym jeszcze wtedy, na studiach, dostawał wyraźne komunikaty, że znikanie na 2 tygodnie bez usprawiedliwienia jest niedopuszczalne, że nie mogę donieść projektu po terminie, że nie dostanę zaliczenia - to może bym się opamiętał. Na pewno szkoda by mi było pracy, którą w to wkładałem i może jakoś potrafiłbym jakoś swoje zachowanie wypoziomować. A tymczasem profesorowie mnie lubili, naginali zasady, a ja śmigałem na piątkach i nie czułem potrzeby jakiejkolwiek zmiany.
            • a.va Re: 17.04.12, 01:41
              Ale gdybym jeszcze wtedy, na studiach, dostawał wyraźne komunikaty, że znikanie na 2 tygodnie bez usprawiedliwienia jest niedopuszczalne, że nie mogę donieść projektu po terminie, że nie dostanę zaliczenia - to może bym się opamiętał. Na pewno szkoda by mi było pracy, którą w to wkładałem i może jakoś potrafiłbym jakoś swoje zachowanie wypoziomować. A tymczasem profesorowie mnie lubili, naginali zasady, a ja śmigałem na piątkach i nie czułem potrzeby jakiejkolwiek zmiany.

              Ano właśnie, miałam zawsze ten sam problem. Niby nie problem, niby fajnie, że cię lubią, ale z drugiej strony nie ma bodźca do zmiany, kiedy ta zmiana byłaby jeszcze w miarę łatwa, bo było się nasto- czy tam 20-latkiem, więc jeszcze wszystko do wyrobienia. Teraz jest trudniej.
              • borys314 Re: 17.04.12, 02:20
                > Ano właśnie, miałam zawsze ten sam problem. Niby nie problem, niby fajnie, że c
                > ię lubią, ale z drugiej strony nie ma bodźca do zmiany

                Oczywiście - po co zmieniać coś, co świetnie działa? Mam piątki, więc o co chodzi? I dlatego przeklinam tę umiejętność uwodzenia ludzi. Jasne, to bardzo ułatwia życie, ale gdy nie ma konsekwencji - nie ma potrzeby zmian.

                . kiedy ta zmiana byłaby
                > jeszcze w miarę łatwa, bo było się nasto- czy tam 20-latkiem, więc jeszcze wszy
                > stko do wyrobienia. Teraz jest trudniej.

                To prawda. Też się czuję coraz mniej plastyczny, coraz trudniej mi zmieniać nawyki - tym bardziej, że to trwa od lat, właściwie od zawsze, tylko w różnych formach i w różnym nasileniu.
    • a.va Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 22:37
      Mam dokładnie ten sam problem co ty, z tym że u mnie okres odreagowywania nie jest aż tak "huczny" - nie idę w tango, tylko np. cały dzień słucham muzyki albo oglądam przez bite dwa dni i dwie noce, leżąc w łóżku, całe serie Horych Doktorów, względnie Jak poznałem waszą matkę, albo całe noce siedzę w necie na forach albo na grach, popijając wino. Ale zasada jest taka sama - najpierw perfekcjonizm i poukładanie do bólu, wysiłek ponad siły, a potem totalny odjazd we wszystko, co jest bezładne, chaotyczne i nieokiełznane. Pewnie na zasadzie sinusoidy, tylko o dużym zasięgu wink

      Ja na razie nie znalazłam genialnej recepty, ale szłam tą ścieżką, co ty - przetrzepałam internet i psychologiczne książki pod kątem dwóch zaczarowanych słów - perfekcjonizm i prokrastynacja. Uzyskałam tylko tyle, że wahadło nie odchyla się aż tak ekstremalnie jak kiedyś (tzn. udaje mi się być troszkę mniej perfekcyjną i potem troszkę krócej odlatywać w nicnierobienie). Nie jakąś cudowną metodą, po prostu staram się pilnować. Niespecjalnie wychodzi i daje słabe efekty, więc jeśli wyhaczę w tym wątku coś, co podziała, to upiję się ze szczęścia.

      Najgorsze jest to, że nie potrafię sobie odpuścić. Nawet jak siądę do pracy z silnym postanowieniem, że dziś chcę zrobić szybko i byle jak, to i tak po 2 godzinach łapię się na poprawianiu 10 raz tego samego, żeby było idealnie. Przypomina mi się wtedy mój pierwszy szef, który, widząc, że właśnie po raz setny poprawiam projekt, który robię, nie wytrzymał i powiedział: Wie pani co, ale pani nie robi tego na nagrodę Nobla. Pani ma to zrobić w miarę dobrze, oddać i zapomnieć.

      Ba, hop siup, łatwo powiedzieć. Wściekam się na siebie, obiecuję, że od jutra itd., a następnego dnia i tak uparcie kandyduję do Nobla.
      • borys314 Re: 17.04.12, 01:11
        > Najgorsze jest to, że nie potrafię sobie odpuścić. Nawet jak siądę do pracy z s
        > ilnym postanowieniem, że dziś chcę zrobić szybko i byle jak, to i tak po 2 godz
        > inach łapię się na poprawianiu 10 raz tego samego, żeby było idealnie.
        > Ba, hop siup, łatwo powiedzieć. Wściekam się na siebie, obiecuję, że od jutra i
        > td., a następnego dnia i tak uparcie kandyduję do Nobla.

        Boże, jak ja to dobrze znam!

        Widzę, że dokładnie mnie rozumiesz. Cholera, to jest naprawdę wielka ulga przeczytać, że są tacy jak ja. Czasem, kiedy siedzę nad projektem, jest już piąta rano, jestem tak nabuzowany kawą, że mało mi serce nie wyskoczy, powtarzam sobie, że jestem nienormalny - i mam wrażenie, jakbym był jedynym człowiekiem na Ziemi z tym problemem. Dobrze usłyszeć, że tak nie jest.

        Maratony filmów albo czytanie do rana też są mi znane - to uskuteczniam, kiedy już naprawdę nie mogę, a syn jest w domu. Lepiej żeby ojca zobaczył nad książką niż nad flaszką.wink

        > Niespecjalnie wychodzi i daje słabe efekty,
        No właśnie, to niestety powraca w wielu tekstach, które czytałem - nie da się tego uleczyć tak do końca, skaza pozostanie do końca życia, zawsze się trzeba będzie pilnować, zawsze będzie to jakoś odczuwalne. Oczywiście, nie motywuje to zbyt dobrze do zmiany (perfekcjoniści nie mogą przecież zaakceptować, że nie będą mogli się tak do końca wyleczyćwink, ale wciąż wierzę w to, że znacząca poprawa jest możliwa.

        > więc jeśli wyhaczę w tym wątku coś, co podziała, to upiję się ze szczęścia.
        Nie Ty jedna.wink
        • a.va Re: 17.04.12, 01:35
          Widzę, że dokładnie mnie rozumiesz. Cholera, to jest naprawdę wielka ulga przeczytać, że są tacy jak ja. Czasem, kiedy siedzę nad projektem, jest już piąta rano, jestem tak nabuzowany kawą, że mało mi serce nie wyskoczy, powtarzam sobie, że jestem nienormalny - i mam wrażenie, jakbym był jedynym człowiekiem na Ziemi z tym problemem. Dobrze usłyszeć, że tak nie jest.

          Dla mnie to też duża ulga, że nie tylko ja jestem takim ufoludkiem, tylko jest nas kilkoro w tym wątku wink
          Kawą jak kawą, miałam taki okres, że pracowałam po 18 godzin, a spałam 4, więc w ciągu dnia wypijałam 8 redbulli, żeby nie zasnąć, a potem, przed snem, 3 kieliszki wina, żeby zasnąć po tych redbullach. I tak codziennie przez 2 tygodnie.

          No właśnie, to niestety powraca w wielu tekstach, które czytałem - nie da się tego uleczyć tak do końca, skaza pozostanie do końca życia, zawsze się trzeba będzie pilnować, zawsze będzie to jakoś odczuwalne.

          W międzyczasie byłam na terapii u psychologa (z innego powodu) i kiedy usłyszał, jaki mam system pracy, powiedział - i pani się dziwi, że potem przez pierwszą dobę pani śpi, a przez dwie następne odreagowuje?

          Miał rację, sposób na zmianę to jest zapanować nad perfekcjonizmem. Kiedy się nie doprowadza własnego organizmu na skraj przepracowania, to pewnie i odreagowywać nie trzeba aż tak. Tylko jak zrezygnować z tego Nobla, no jak? wink A poważnie - to jest kwadratura koła, bo z drugiej strony okresy zastoju powodują, że potem trzeba nadrabiać, więc człowiek się przepracowuje, potem musi odreagować, znów coś tam zawali, więc musi nadrobić itd. itp. Trochę pomogły mi artykuły i szkolenie z zarządzania czasem. Może i ty spróbuj?
          • borys314 Re: 17.04.12, 01:58
            > Kawą jak kawą, miałam taki okres, że pracowałam po 18 godzin, a spałam 4, więc
            > w ciągu dnia wypijałam 8 redbulli, żeby nie zasnąć, a potem, przed snem, 3 kiel
            > iszki wina, żeby zasnąć po tych redbullach.

            Z redbullami też byłem/jestem w bliskiej komitywie. Ale jakiś czas temu zaczęło mnie po nich kłuć serce i się tak przestraszyłem, że teraz sięgam już po to sporadycznie. I też muszę potem brać coś na uspokojenie, żeby zasnąć - ale z alkoholem na co dzień uważam (piję stosunkowo rzadko, ale wtedy już b. dużo), więc biorę persen albo coś innego na uspokojenie.

            I dawałaś radę tak pracować po 18 godzin? Nie popadłaś w prokrastynację?

            > Kiedy się nie doprowadza własnego organizmu na skraj przepracowania, to pewnie i
            > odreagowywać nie trzeba aż tak.

            To bardzo słuszne. Ja próbowałem wdrożyć system pracy regularnej i stałej - zawsze tyle samo godzin w ciągu dnia, niezależnie od tego, jak się czuję itd., żeby nie dochodziło do kumulacji. Ale wystarczy, że jeden dzień wypadnie, to już całe domino się sypie. I co więcej - kiedy jeden dzień wypadnie, bardzo prawdopodobne, że poleci drugi i trzeci... No bo już i tak nie osiągnę tego, co zakładałem. Nie wolno dać się wciągnąć w pułapkę "wszystko albo nic".

            >Trochę pomogły mi artykuły i szkolenie z zarządzania czasem.
            Mnie też pomagają artykuły, ale z reguły na krótko. Ostatnio czytam ten znany blog nt. samorozwoju i samodyscypliny - gdybyś była zainteresowana (choć pewnie znaszwink): www.stevepavlina.com/ Trochę za dużo mataczenia i metafizyki, ale też sporo ciekawych pomysłów. Dowiedziałem się na przykład, że samodyscyplina jest jak mięsień - ćwiczona się zwiększa.wink

            >Tylko jak zrezygnować z tego Nobla, no jak? wink
            Też się pytam.wink
          • borys314 Re: 17.04.12, 02:11
            Jeśli to nie zbyt osobiste - też jesteś z takiej rodziny jak ja, czy skąd Ci się to wzięło...? (Pytam, zastanawiając się nad moim synem).

            Wiesz, co mnie jeszcze męczy? Mój system pracy jest właściwie idealny - w firmie muszę być codziennie, żeby ogarnąć i omówić najważniejsze sprawy, ale mogę wychodzić, o której chcę i pracować w domu - ważne, żeby projekty były na czas. Żyć, nie umierać, mogę więcej czasu poświęcić synowi, pracować, kiedy już śpi. Ale sprawia to, że muszę sam zarządzać swoim czasem, sam od siebie wymagać - i paradoksalnie, kiedy pracowałem w kieracie było mi łatwiej.
            • a.va Re: 17.04.12, 20:23
              Nie, jestem z innej rodziny niż ty, ale skutek był podobny. Byłam takim cudownym dzieckiem - bardzo zdolnym, inteligentnym, nad wiek poważnym. W związku z tym moi rodzice bardzo szybko przestali kontrolować, czy się uczę. A jak kota nie ma... wink Jak mi się nie chciało uczyć, to się nie uczyłam. Zaległości rosły, więc przerażona zbierałam się w sobie i w 3 dni ogarniałam materiał, którego klasa uczyła się 2 miesiące i jednego dnia zaliczałam 3 zaległe klasówki. Miałam dobre stopnie i fatalną frekwencję. Na zmianę wygrywałam trudne konkursy i uciekałam z klasówek, bo nie mogłam się zebrać, żeby się do nich przygotować. No i ponieważ zawsze byłam jedną z najlepszych, to miałam poczucie, że muszę dociągać do tej poprzeczki, nie mogę odpuścić, bo inaczej zawiodę.

              Ale to jest historia w dużym uproszczeniu, Borys. Człowiek to nie spaghetti - nie jest sumą składników, które w niego wrzucisz. Nigdy nie ma jednej - dwóch prostych przyczyn tego, że ktoś jest taki, a nie inny. Zwykły gliniany dzbanek na kole garncarskim jest diabelnie trudno uformować, a co dopiero człowieka, więc nikt ci nie powie, jak wychować syna, żeby go ustrzec przed tym czy tamtym. Można tylko próbować ominąć największe rafy. W moim przypadku tą największą rafą było chyba przekonanie, że wszyscy liczą na to, że będę świetna, więc muszę być świetna - i brak sił, żeby temu stale móc sprostać.
              • borys314 Re: 18.04.12, 00:12
                Dzięki!

                Ja też byłem wzorowym uczniem i jednocześnie dużo wagarowałem. Moi rodzice nigdy się o wagarach nie dowiedzieli.

                Tak, wiem, że człowiek to nie spaghetti (malownicze porównaniewink). Próbuję po prostu zgromadzić jak najwięcej informacji, licząc na to, że coś mi to powie, przed czymś ostrzeże. Dużo myślę o tym, jak sam byłem wychowywany - bo wiem, że nawet największa miłość nie uchroni przed błędami. A ja mogę chociaż błędów moich rodziców nie powtarzać.
        • bri Re: 17.04.12, 20:35
          Co jest zlego w zrobieniu sobie dwoch dni wolnego przy ogladaniu filmow czy czytaniu? Zawsze myslalam, ze to calkiem normalne, ze czlowiek sobie czasem odpuszcza. Meczy Cie to ze to robisz czy poczucie winy z tym zwiazane?

          Jesli chodzi o niezadowolenie ze swojej pracy ja postanowilam bardziej ufac opinii innych niz swojej - klienci i/ lub szef chwala to uznaje, ze wiedza co mowia.

          Wieksza zmiane mozna IMHO osiagnac tylko przez wywrocenie do gory nogami swojej hierarchii wartosci.
          • borys314 Re: 18.04.12, 00:14
            > Wieksza zmiane mozna IMHO osiagnac tylko przez wywrocenie do gory nogami swojej
            > hierarchii wartosci.

            To samo powiedziała mi terapeutka.
          • a.va Re: 18.04.12, 00:44
            bri napisała:

            > Co jest zlego w zrobieniu sobie dwoch dni wolnego przy ogladaniu filmow czy czy
            > taniu? Zawsze myslalam, ze to calkiem normalne, ze czlowiek sobie czasem odpusz
            > cza. Meczy Cie to ze to robisz czy poczucie winy z tym zwiazane?

            Nie ma nic złego, jeśli trwa to te dwa dni i wypada w weekend wink Widzisz, kluczem do tego problemu są proporcje. Jeśli ktoś od czasu do czasu robi sobie weekend w łóżku z filmami, jest ok. Jeśli taki filmowy ciąg trwa dłużej niż dwa dni i wypada w momencie, gdy ktoś ma do wykonania pilne zlecenie i mimo świadomości, że nie powinien tego robić, że praca czeka, że może mieć kłopoty, nie potrafi przestać - to jest źle. Ja już potrafię przestać, ale trochę mi zajęło, zanim się nauczyłam.
    • edorka1 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 23:05
      W sumie to sobie wystawiłeś laurkę.
      Nakreśliłeś portret idealny (jak na perfekcjonistę przystało) podlany nieco alkoholem i jednym pikantnym szczegółem.
      Przez twój post przebija swego rodzaju samozadowolenie, że doskonale zdajesz sobie sprawę ze wszystkich swoich słabości i że dumny jesteś ,że mimo nich masz sukcesy zawodowe i inne pewnie też.
      Czyli Twój perfekcjonizm zaprowadził Cie tam, gdzie wielu chce być, a zmęczenie czy wypalenie jest tylko efektem ubocznym - zawsze jest przecież coś za coś.I Ty o tym oczywiście wiesz.
      I teraz matki maja cie podtrzymać w pionie, dając dobre rady prosto z życia smile. A matkom się podoba, że tak otwarcie piszesz o swoich problemach , bo faceci tak raczej nie mają.

      Na moje oko to jest raczej nieuleczalne.

      Tylko jedno Cię ratuje - normalna, ciepła kobieta, której nie zawsze się chce być idealną , która czasem chadza w nieperfekcyjnym szlafroku i która być może urodzi Ci jeszcze jakieś dziecko. Jednym słowem namiesza w Twojej perfekcyjnej codzienności. I wtedy zamiast zastanawiać się nad tym jak być mniej doskonałym, będziesz miał z kim pogadać o życiu - co ważne - wspólnym życiu. I nie anonimowo.

      • borys314 Re: 17.04.12, 03:15
        To paradoksalne, że kiedy pisałem ten post, obawiałem się silnej krytyki mojego zachowania i musiałem się przymuszać, żeby być szczery i napisać, jak fatalnie czasem ze mną jest. A tymczasem jedyna jak dotąd silna krytyka dotyczy tego, że przedstawiłem się w zbyt dobrym świetle.big_grin

        > Przez twój post przebija swego rodzaju samozadowolenie, że doskonale zdajesz so
        > bie sprawę ze wszystkich swoich słabości i że dumny jesteś ,że mimo nich masz s
        > ukcesy zawodowe i inne pewnie też.

        Owszem, znam swoje wady i słabe punkty (mam 40 lat, dziwne by było, gdybym ich nie znał). Ale nie zawsze rozumiem ich genezę i nie zawsze potrafię je jakkolwiek okiełznać, mimo że bardzo chcę. Zrobiłem wiele rzeczy, których się wstydzę, czasem nadal się z nimi gryzę. Uwierz, że daleko mi do dumy i samozadowolenia.

        >Czyli Twój perfekcjonizm zaprowadził Cie tam, gdzie wielu chce być

        To zupełnie nie tak. Widać, że się z tym nie borykasz. To nie jest tak, że perfekcjonizm mnie gdziekolwiek zaprowadził, to mnie się udało różne rzeczy osiągnąć mimo mojego perfekcjonizmu. Gdybym miał wszystkie cechy, które mam, a nie byłbym perfekcjonistą - byłbym lepszym studentem, lepszym pracownikiem, lepszym ojcem, szczęśliwszym człowiekiem.

        > a zmęczenie czy wypalenie jest tylko efektem ubocznym - zawsze jest przecież coś za coś.
        > I Ty o tym oczywiście wiesz.
        Nie, efektami ubocznym nazwałem problemy, które też są poważne, a mają swoje źródło w perfekcjonizmie, który jest problemem głównym. Perfekcjonizm w niczym mi nie pomaga, a jeszcze generuje dodatkowe skrzywienia i trudności. Problem się pleni.

        > I teraz matki maja cie podtrzymać w pionie, dając dobre rady prosto z życia smile.
        Zastanawiałem się, czy jakiekolwiek dobro wyniknie z tego, że opiszę tutaj tak dla mnie wstydliwy problem (trudno się przyznać do słabości i zaburzenia), ale w poprzednich wątkach dostałam tak wiele sensownych rad, że stwierdziłem, że warto zaryzykować. I już widać, że się opłacało - znalazły się osoby, które borykają się z tym samym, a to już dużo, bo to jakieś zrozumienie i pocieszenie. Pojawiło się też sporo wartych rozważenia pomysłów. Zwróć uwagę, że A.va przytoczyła tylko jedno zdanie dot. swojego problemu, które sobie powtarza, żeby motywować się do zmian - i nie było to zdanie z poradnika, ale coś, co chlapnął jej były szef, osoba zapewne nieznająca arkanów psychologii. U mnie też wielokrotnie tak było - zapamiętywałem na całe życie zdania wypowiedziane przez kogoś mimochodem. Tak zdanie może paść wszędzie, również tutaj.

        > Tylko jedno Cię ratuje - normalna, ciepła kobieta, której nie zawsze się chce b
        > yć idealną , która czasem chadza w nieperfekcyjnym szlafroku i która być może u
        > rodzi Ci jeszcze jakieś dziecko.

        Masz rację - kiedy byłem w stałym związku, perfekcjonizm nie był tak dotkliwy, a wentyle tak huczne. Ale na tym związku najgorzej wyszedł mój syn, więc póki co nie zamierzam tego powtarzać. Poza tym nie uważam, że rozwiązania swoich problemów powinno się szukać w związku, trzeba je okiełznać samemu. A na drugie dziecko jestem już chyba za stary.wink

        > I nie anonimowo.
        Próbowałem rozmawiać o tych problemach z przyjaciółmi, ale oni je bagatelizują, bo po prostu tego nie doświadczyli i może też nie do końca wiedzą, jakie to rozmiary u mnie przybiera. Czasem lepiej rozumieją ludzie, których się nigdy nie spotkało, ale wiedzą, o co chodzi.

        > Nakreśliłeś portret idealny (jak na perfekcjonistę przystało) podlany nieco alk
        > oholem i jednym pikantnym szczegółem.

        Długo się zastanawiałem, o co Ci chodzi z tym pikantnym szczegółem, w końcu wróciłem do pierwszego posta. "prześpię z kimś, z kim nie powinienem" - to naprawdę jest pikantny szczegół? big_grin
        • guderianka Re: 17.04.12, 08:33
          Primo-nie jedyna
          Secundo-sama się dziwię, że otrzymałeś tyle peanów pochwalnych uncertain Można wysnuć wniosek, że większość emam pobłażałaby takim zachowaniom u swoich partnerów (sic!) tudzież może piszą dla picu bo ładnie i zgrabnie wszystko przedstawiłeś, poprawnym językiem, z szacunkiem dla forumowych jędz. Z sercem na dłoni przedstawiasz od jakiegoś czasu swoje problemy a ematki mogą Ci w nich pomóc dając światle rady , które przyjmujesz z podziękowaniem nawet gdy są krytyczne. Serce tłumu jest za Toba-może stąd takie pobłażanie i wyrazy sympatii ?
          Tertio-oczywiście ja sama daję się świadomie i z przyjemnością "łapać" na Twój niewątpliwy czar i elokwencję, z chęcią czytam Twoje posty i przemyślenia uznając, ze mogę znaleźć coś dla siebie. wink
          • kali_pso Re: 17.04.12, 09:44

            A mnie sie wydaje, że wiekszośc emam, które wypowiedziały się w tym watku nie tyle potraktowały to pobłażliwie ile mają podobny problem...trudno bic w kogoś, w kim się odnajdujemywinkp
            • guderianka Re: 17.04.12, 10:02
              kali_pso-może faktycznie?nie pomyślałam o tym. shit-ciągle zapominam, że emama jest idealna i ma idealną rodzinę
          • borys314 Re: 17.04.12, 23:24
            > Primo-nie jedyna

            Tak, nie jedyna, ale pisałem "o silnej krytyce". Twojej początkowo nie zaliczyłem do silnej.wink

            > Secundo-sama się dziwię, że otrzymałeś tyle peanów pochwalnych uncertain
            Peanami bym tego nie nazwał, ale na pewno otrzymałem dużo więcej zrozumienia, niż myślałem.

            >z szacunkiem dla forumowych jędz.
            A kim są forumowe jędze? Bardzo jestem ciekaw.smile

            > Tertio
            Skoro już sobie słodzimywink, to napiszę, że jesteś chyba jedyną osobą z Samodzielnej, którą zapamiętałem. Na pewno nie pamiętasz, ale radziłaś mi już tam - mądrze radziłaś, więc nick wbił się w głowę. I kiedy wypowiedziałaś się w pierwszym wątku, który założyłem tutaj, wiedziałem już, że nie napisałem na darmo.smile Nie wiem, dlaczego, ale kiedy czytam Twoje posty, stajesz mi przed oczami drobna i z krótkimi włosami. To pewnie zupełny niewypał, ale ja mam bardzo plastyczną wyobraźnię i muszę, po prostu muszę, wyobrażać sobie rozmówcę.wink

            A na marginesie - co się stało z Samodzielną? Dlaczego forum tak zamarło i właściwie same posty nt. eksów i alimentów? Szkoda...
            • guderianka Re: 18.04.12, 08:45
              Jędze to te, które jądą po forumkach w postach o mężach, zdradach,kochankach, chodzeniu w gaciach, obiadach,parytetach a tutaj tak łagodnie i wręcz z zachwytem podchodzą do tego piszesz uważając, że jesteś cool gość

              Dzięki za miłe słowawink Samodzielna odzwierciedla w jakiś sposób społeczeństwo-widac jak rozkładają się problemy, widac jak wazne sa finanse, i widac jak bardzo determinuja one różne zachowania. Czasami zdarza się troll czy afera ale wtedy ciach..i po problemie wink

              p.s. mam 150 cm wzrostu (csssii wink , włosy średniej długości i mam zamiar zapuszczać (ale pewnie jak zwykle zetnę wink
              • borys314 Re: 18.04.12, 18:27
                > Czasami zdarza się troll czy afera ale wtedy ciach..i po problemie wink
                No tak, przywileje moderatora.wink

                > p.s. mam 150 cm wzrostu (csssii wink , włosy średniej długości i mam zamiar zapus
                > zczać (ale pewnie jak zwykle zetnę wink

                Czyli moja intuicja nie jest jeszcze tak zupełnie do wyrzucenia.smile 150 cm wzrostu?! Naprawdę? Chyba nie znam dorosłej osoby takich rozmiarów. Mąż Cię może całe życie na rękach nosić.wink
                • guderianka Re: 18.04.12, 20:02
                  150 cm wzros
                  > tu?! Naprawdę?


                  dzięki tongue_out

                  Mąż Cię może cał
                  > e życie na rękach nosić.wink


                  wiesz nie tylko Mąż, praktycznie każdy kto ma chociaż 10 cm więcej wink
                  • borys314 Re: 18.04.12, 20:23
                    > 150 cm wzros
                    > > tu?! Naprawdę?

                    >
                    > dzięki tongue_out

                    Hej! Nie obrażaj się.wink W przypadku kobiet wzrost nie ma przecież znaczenia! Ja wręcz myślę, że to może być rozczulające. smile
                    • guderianka Re: 19.04.12, 11:33
                      Nie obrażam się. Akceptuję siebie w 100% a wzrost od dawna uważam za atut wink

                      rozczulają?aaaaaaaaaaaaaaaa big_grin
        • edorka1 Re: 17.04.12, 10:52
          Bo ja po prostu - z całym szacunkiem - ale nie bardzo rozumiem czemu służy taka publiczna autoanaliza.
          Jestem pewna, że większość czytających była pod wrażeniem - oto ideał ( dobry ojciec, spełniony zawodowo, wykształcony i pewnie niebiedny, dobrze ubrany i uczesany, i co tam jeszcze....nie w związku, więc pewnie skrzywdzony) który nie chce być ideałem i cierpi smileA że wprost piszesz, że upadasz, pod ciężarem własnej doskonałości - aż się prosisz o ciepłe słowa.
          I zapewne wiele ich dostaniesz. Oby Ci pomogły

          Nie wiem czemu przypomina mi się tu najgłupszy film, jako ostatnio widziałam "Jedz, módl się, kochaj ". Film głupi, ale tytuł dobry - jako motto życiowe można potraktować. Zamiast "módl się" może być "pomóż bliźniemu" smile

          PS.
          Perfekcjonista nie sypia z kim nie powinien - więc może jednak nie jest z Tobą tak aż źle, co? : ).
          • pade Re: 17.04.12, 11:23
            Edorka, ale Ty pomyliłas pojęcia. Perfekcjonista to nie jest ktoś kto mysli o sobie: jestem idealny.
            Wręcz przeciwnie. Zazwyczaj poczucie wartości perfekcjonisty jest dość niskie, i zależy od opinii otoczenia, nie od właściwego postrzegania swojej osoby.
            W skrócie perfekcjonista to osoba, która czuje przymus wykonywania każdej czynności w sposób najlepszy z możliwych.
            Dlatego też nie rozumiesz autora. On się nie chwali. On sie pociesza, że nie jest z nim jeszcze tak tragicznie jak sam o sobie myśli. I szuka akceptacji. I juz ją dostał. Ale to podniesie jego poczucie wartości tylko na chwilę. tak to działa niestety...
            Tutaj fajny cytat na temat perfekcjonizmu:
            "Trudno im się zrelaksować - życie jest dla nich wypełnianiem powinności z listy rzeczy do zrobienia, jaką stale mają w głowie. Stale martwią się, czy aby to, co robią (a zawsze dają z siebie wszystko) jest wystarczające. Ich życie jest pasmem nie kończących się zadań, zatem radość i duma z sukcesu trwają krótko - do czasu podjęcia się nowego, odpowiednio trudnego zadania. Jeśli poniosą porażkę, niweluje ona całkowicie pamięć o wcześniejszych sukcesach.

            Perfekcjoniœci nie stosują wobec siebie taryfy ulgowej, nie czują się usprawiedliwieni nawet gdy ich błąd spowodowany był czynnikami zewnętrznymi, niezależnymi od nich samych. Jednocześnie nie potrafią ustalać priorytetów, wszystkie zadania są dla nich równie ważne i we wszystkie wkładają maksimum swoich możliwości."
            Uwierz Edorka, bycie perfekcjonistą nie daje szczęścia, wręcz przeciwnie.
            • pade Borys , poczytaj 17.04.12, 13:20
              wizaz.pl/forum/showthread.php?t=484374
              i obejrzyj:
              www.youtube.com/watch?v=UXziurFkQxM
              smile
              • borys314 Re: Borys , poczytaj 17.04.12, 21:35
                Filmik znam na pamięć!smile

                A na wizażu nigdy nie byłem i myślę, że chyba adresatem strony zasadniczo nie jestem - ale Ci zaufam.wink
            • edorka1 Re: 17.04.12, 17:38
              Nie pomyliłam pojęć.
              Gdyby w tym długaśnym poście chodziło tylko o to, ze autor ma problem z perfekcjonizmem, cały sens tej wypowiedzi można byłoby zamknąć w kilku zdaniach.
              Ale tu między wierszami dowiadujemy się całej masy rzeczy które są w kontekście problemu zbędne - a które tworzą obraz faceta o jakim wielu kobiet po prostu marzy: wykształconego, dobrze ubranego, dobrego ojca itd. itp. Przy okazji zaś ten ideał stawia sobie wysokie wymagania. Zaleta to czy wada?
              I matki pochylają się nad problemem.
              Rozumiem, że ciężko żyć zawieszając sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Ale jednak jest to droga do sukcesu - perfekcjonizm nie jest możliwy bez pracowitości, a pracowitość pozwala osiągnąć sukces. Więc uważam, że problem jest troszkę przerysowany. Trzeba umieć w życiu czasem spuścić z tonu - i zapewne brak tej umiejętności jest problemem autora postu.
              Ale nie będąc tym kim jest, nie byłby tam gdzie jest. A jemu nie jest z tym źle. Źle mu z samym sobą. I tu może pomóc tylko drugi człowiek, ale nie anonimowo zza klawiatury.
              I kółko się zamyka.
              Piszesz, ze Borys potrzebuje akceptacji - ja myślę że raczej kubła zimnej wody. Niech mu zmoczy perfekcyjną fryzurę i garnitur. Niech się sam z siebie pośmieje. I niech zamiast cierpieć z powodu nadmiernego dążenia do doskonałości, poszuka wokół siebie ludzi, którym można zaufać. Celów które dają dobra satysfakcję. Czyli niech z wady uczyni zaletę.



              • pade Re: 17.04.12, 20:10
                Czyli jednak nie rozumiesz, ale nic dziwnego, nie jestes perfekcjonistką.
                Dla kogoś 'normalnego" wstęp autora jest niczym innym jak hymnem pochwalnym na własną cześć. Dla perfekcjonisty brzmi jak wolanie o pomoc.
                A teraz kubeł zimnej wody dla autora: syn podrośnie, będzie wychodzil z kolegami "na miasto', będzie miał koleżanki, dziewczyny...Zwizualizuj sobie spotkanie z synem w knajpce podczas Twojego imprezowania z przyjaciółmi albo sytuację, w której okazuje się, że "czarujesz" koleżankę syna....
                • borys314 Re: 17.04.12, 20:20
                  > A teraz kubeł zimnej wody dla autora: syn podrośnie, będzie wychodzil z kolegam
                  > i "na miasto', będzie miał koleżanki, dziewczyny...Zwizualizuj sobie spotkanie
                  > z synem w knajpce podczas Twojego imprezowania z przyjaciółmi albo sytuację, w
                  > której okazuje się, że "czarujesz" koleżankę syna....

                  Masz rację, to kubeł zimnej wody... Co prawda, nie mam skłonności do tak młodych dziewcząt, więc koleżanki syna będą ze mną bezpiecznesmile, ale gdybym napatoczył się na niego w takim stanie, źle by mi było patrzeć w lustro.
                  Trochę mam nadzieję, że do tego czasu jeszcze się zestarzeję i już mi się nie będzie chciało.
              • borys314 Re: 18.04.12, 01:31
                > Gdyby w tym długaśnym poście chodziło tylko o to, ze autor ma problem z perfekc
                > jonizmem, cały sens tej wypowiedzi można byłoby zamknąć w kilku zdaniach.

                To dopowiem, że przed wysłanie wyciąłem ok. 3 akapity - właśnie dlatego, że wydawały mi się nie do końca na temat lub stwierdziłem, że niewiele wnoszą. Pozostałe informacje uznałem za ważne do rozpatrzenia problemu. smile Np. informację, że moje studia były trudne podałem nie dlatego, że chcę wszem i wobec powiedzieć, jaki jestem mądry, tylko dlatego, że wymagania w czasie tych studiów dodatkowo podkręciły mój perfekcjonizm i najpewniej były początkiem rzeczywistych wynaturzeń.

                Ideałem nie jestem i do tego nie aspiruję, ale jeśli po tym poście uznałaś, że wszystkie kobiety o mnie marzą, to mogę się tylko cieszyć.big_grin Zwróć uwagę, że wspomniałem o 2 nałogach (akapit o moim ćpaniu był jednym z tych wyciętych - nie chciałem epatować, bo to już przeszłość), a z alkoholem to też nie jest wypicie kieliszka wina do obiadu.

                > arzy: wykształconego, dobrze ubranego,
                Tak podkreślasz, tu i wyżej, to ubranie, a ja oczekiwałem reakcji: "Bueee, nienawidzę lalusiów, prawdziwy mężczyzna nosi skarpetki do sandałów i nic sobie z tego nie robi". wink

                > Więc uważam, że problem jest troszkę przerysowany. Trzeba umieć w życiu czasem spuścić z tonu - i zapewne brak tej umiejętności jest problemem autora postu.
                Edorko, to są właśnie te słowa, które dowodzą, że perfekcjonizm jest Ci całkowicie obcy. Gdybym umiał spuścić z tonu, to bym spuścił - rzecz w tym, że nie umiem. Mój umysł wygrywa ze mną - nie ja go kontroluję, on mnie.

                > Ale nie będąc tym kim jest, nie byłby tam gdzie jest.
                To trudno przesądzać.

                > . Źle mu z samym sobą.
                Nie, źle mi z moim perfekcjonizmem. Perfekcjonizm i trudności z niego wynikające to chyba w tym momencie mój największy problem. Ale tak ogólnie rzecz biorąc, jestem bardzo zadowolony lub nawet szczęśliwy.smile I chciałbym pokonać te problemy, żeby być jeszcze szczęśliwszy. Potrafię się z siebie śmiać i jest wokół mnie dużo ludzi, którym ufam - naprawdę.smile
            • borys314 poczucie własnej wartości 18.04.12, 00:49
              No właśnie, Pade. Zastanawiam się nad tym. Bo mnie się wydaje, że ogólnie rzecz biorąc, mam wysokie poczucie własnej wartości. Właściwie spada ono tylko, kiedy popadam w perfekcjonizm albo prokrastynację - mam wtedy (słuszne) poczucie, że przegrywam ze swoim umysłem i że nie potrafię się kontrolować. I wydaje mi się, że mój perfekcjonizm wziął się bardziej z udowadniania sobie niż udowadniania innym. (Ma to jeszcze jakiś sens? Czy już się motam?).
              • pade Re: poczucie własnej wartości 18.04.12, 08:48
                Ha, ma sens, wbrew pozorom ja tez mam o sobie dobre mniemanietongue_out
                Byłeś perfekcjonistą w dzieciństwie?
                "Właściwie spada ono tylko, kied
                > y popadam w perfekcjonizm albo prokrastynację - mam wtedy (słuszne) poczucie,.."
                Dokładnie tak - mam to samo, i własnie o to chodzi, czyli: rozsądek podpowiada- jestem dobra w tym co robię, odnoszę sukcesy itd, itd, a ta część mózgu, w której rodzi się przymus czy też zwlekanie mówi: odkładasz, nie dajesz rady, a przeciez musisz, czyli nie udało Ci się, obniżasz poziom.
                Rozumiesz o co mi chodzi? Jedna część mnie każe mi być perfekcjonistką cały czas, druga wie, że to niemozliwe, działa mechanizm obronny, rozum zwalnia albo mówi stop, wtedy ta pierwsza część się wkurza i mówi: no jak to nie dajesz rady? Ty? Nie dajesz rady?
                Nie wiem czy nie namotałam, albo nie napisałam dwa razy tego samego, ale ostatnio moja forma intelektualna zalicza dołowaniesmile
                • borys314 Re: 18.04.12, 18:36
                  > Byłeś perfekcjonistą w dzieciństwie?

                  Na pewno skłonności miałem już w podstawówce, a w liceum było to już bardzo wyraźne.
                  Ale mam wrażenie, że moi rodzice zaszczepili mi razem z perfekcjonizmem (choć nie chcę i nie próbuję ich za to "winić", trafili na podatny gruntwink) właśnie to poczucie własnej wartości. Bo motywacją do podnoszenia poprzeczki było "jesteś tak zdolny, że możesz podskoczyć jeszcze wyżej". Poza tym dostałem bardzo dużo miłości i akceptacji. Ale już, koniec, to nie na temat, na sentymenty mi się zebrało.wink

                  > Rozumiesz o co mi chodzi? Jedna część mnie każe mi być perfekcjonistką cały cz
                  > as, druga wie, że to niemozliwe, działa mechanizm obronny
                  , rozum zwalnia albo m
                  > ówi stop, wtedy ta pierwsza część się wkurza i mówi: no jak to nie dajesz rady?
                  > Ty? Nie dajesz rady?

                  Tak, doskonale to znam! I też cały czas wyzywam sam siebie na pojedynek.wink

                  > Nie wiem czy nie namotałam, albo nie napisałam dwa razy tego samego, ale ostatn
                  > io moja forma intelektualna zalicza dołowaniesmile
                  Ech tam, to kokieteria!wink
          • borys314 Re: 18.04.12, 00:35
            > Bo ja po prostu - z całym szacunkiem - ale nie bardzo rozumiem czemu służy taka
            > publiczna autoanaliza.
            Dziękuję za szacunek.wink Próbowałem wyżej dość obszernie wyjaśnić, czemu służy, więc nie będę już powtarzał.

            > który nie chce być ideałem i cierpi smileA że wprost piszesz, że upadasz, pod ciężarem własne
            > j doskonałości -
            Uśmiałem się.smile Biedny Borys, który narzeka na to, że jest zbyt doskonały.
            Ale to nie tak. Muszę zgodzić się z Pade - nie rozumiesz. Nie rozumiesz, bo nie jesteś perfekcjonistką. I dobrze, że nie jesteś. I szczerze Ci życzę, żebyś nie była. To naprawdę brzemię.

            > Perfekcjonista nie sypia z kim nie powinien - więc może jednak nie jest z Tobą
            > tak aż źle, co? : ).
            Tak jak pisaliśmy wyżej z Best_bej - perfekcjonizm przejawia się w kilku dziedzinach życia, nie we wszystkich. Ja jestem bałaganiarzem, co pozornie się z perfekcjonizmem kłóci. Mojego życia seksualnego problem nie dotyczy. (Wyobraziłem sobie przez chwilę perfekcjonistyczny seks - to musiałby być horror!wink).
    • magdalenka77 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 16.04.12, 23:07
      Ja walczę z moim perfekcjonizmem, ale niestety (albo stety) nie bardzo mogę go odreagowac tak, jak Ty. Tzn. moja obsesja perfekcji odbija się na moim zdrowiu, nastrojach depresyjnych, szybkiej utracie cierpliwości (w tym do dzieci!), gdy coś idzie nie tak sad

      Ostatnio staram się sobie "krzyczeć w myśli", że już nie muszę czegoś poprawiać, że już nie muszę po raz setny rozpatrywać wszelkich możliwych warianów dla danej sytuacji (żeby być idealnie przygotowaną na wszelką ewewntualność), bo zrobiłam to WYSTARCZAJĄCO dobrze.

      I jak już sobie tak kilka razy powtórzę i udaje mi się przerwać to dążenie do perfekcji w jakiejś dziedzinie, to najczęściej okazuje się, że efekt jest tak samo świetny, a ja się tak nie umęczyłam smile

      Po kilku-kilkunastu razach zaczynam się łapać na przemyśleniach, że to może jednak nie przypadek! Liczę na to, że po kilku miesiącach będzie z górki i uda mi się nauczyć mój mózg nie wkręcać się tak bardzo w każdy drobiazg smile
      • borys314 Re: 17.04.12, 01:19
        > Ja walczę z moim perfekcjonizmem, ale niestety (albo stety) nie bardzo mogę go
        > odreagowac tak, jak Ty. Tzn. moja obsesja perfekcji odbija się na moim zdrowiu,
        > nastrojach depresyjnych, szybkiej utracie cierpliwości (w tym do dzieci!), gdy
        > coś idzie nie tak sad

        Nie radzę odreagowywać tego tak jak ja. Naprawdę nie znalazłaś nic, co by Ci pozwoliło się od tego oderwać...? Wino to bardzo dobry środek - obsesyjne myśli ulatują, poplamiona koszula nie przeszkadza, trzymanie fasonu nie ma znaczenia. No tak, ale nie masz się leczyć tak jak ja.

        > Ostatnio staram się sobie "krzyczeć w myśli", że już nie muszę czegoś poprawiać
        > , że już nie muszę po raz setny rozpatrywać wszelkich możliwych warianów dla da
        > nej sytuacji (żeby być idealnie przygotowaną na wszelką ewewntualność), bo zrob
        > iłam to WYSTARCZAJĄCO dobrze.

        Bardzo dobrze to znam! Brzęczą mi też w uszach teksty, które czytałem o tym, że nie wolno być perfekcyjnym ojcem, tylko >wystarczająco dobrym< ojcem. To kluczowe, żeby nie zryć psychiki tym naszym biednym dzieciom.

        > Liczę na to, że po kilku miesiącach będzie z górki i uda mi
        > się nauczyć mój mózg nie wkręcać się tak bardzo w każdy drobiazg smile

        Z całego serca życzę, żeby tak było! I mam nadzieję, że jest to możliwe.
    • jerzozwierza Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 09:00
      Szczerze i życzliwie Ci powiem: poszłabym do terapeuty. Moim zdaniem nie wykręcisz się z tego błędnego koła sam. W Twoim poście czuję Twoją dumę z tego, że Ci się tak udaje, że nawet jak zawalisz, to się zmobilizujesz i masz sukces itd. Czyli organizujesz sobie nagrodę za złe zachowanie- ale jestem za..bisty- tyle dni chlania, taka wtopa- i wyprowadziłem sytuację na rewelkę! Nie wiem, czy jesteś w stanie się ze mną zgodzić, może sobie nie zdajesz z tego sprawy- że sobie zrobiłeś pozytywną konsekwencję zamiast negatywnej. Tak samo z odsuwaniem czynności- obijam się, obijam, obijam. A potem się mobilizuję tak, jak nikt by nie dał rady- wniosek: jestem za..bisty. Pytanie, czemu właściwie musisz mieć pewność, że jesteś takim supermenem. Ja (może błędnie, możesz się nie zgodzić) widzę to tak: pod dumą z siebie na wierzchu jest pod spodem załamka sobą i wielka niewiara. I kolega "leń" oraz kolega ryzykowny pijak (a może alkoholik?)- to są jawne odsłony duszy pana Totalna Porażka. A potem wkracza Pan Za..bisty i udowadnia sobie i światu, że tamtego nie ma.
      Myślę, że każdy człowiek czuje się czasem jak Pan nr 1 a czasem jak Pan nr 2. Ale nie każdy ma tak skrajne zachowania. Ciebie one męczą, więc może warto poświęcić dwa lata na terapeutę i złożyć obu panów w jednego fajnego faceta, może nie perfekcyjnego, ale i nie ryzykującego zorganizowania ukochanemu synowi tragedii?smile No, nie wspomnę o tym, że tylko jeśli Ty się zmienisz, syn ma szansę nie wejść na Twoją drogę (a jak piszesz, powiela Twoje schematy zachowań). Podwójna motywacja rodzicasmile Tylko dlatego nie palęwink
      • borys314 Re: 18.04.12, 02:25
        Trochę się uśmiałem.smile Pamiętam Cię z mojego "muzycznego" wątku, Jerzozwierza, trzymasz fason!wink

        >W Twoim poście czuję Twoją dumę z tego, że Ci
        > się tak udaje, że nawet jak zawalisz, to się zmobilizujesz i masz sukces itd.
        > Czyli organizujesz sobie nagrodę za złe zachowanie- ale jestem za..bisty- tyle
        > dni chlania, taka wtopa- i wyprowadziłem sytuację na rewelkę! Nie wiem, czy jes
        > teś w stanie się ze mną zgodzić, może sobie nie zdajesz z tego sprawy- że sobie
        > zrobiłeś pozytywną konsekwencję zamiast negatywnej.

        To nie do końca tak. Owszem, Pan Zajebisty się pojawia, ale na bardzo krótko. Myślę, że na studiach królował, ale teraz już nie. Teraz to wygląda mniej więcej tak: "Uff, znowu mi się udało. (chwila ulgi i radości) Ale już nigdy, nigdy, nigdy tak nie zrobię! Obiecuję, przysięgam, już nigdy nie doprowadzę się do takiego stanu, będę zaczynał pracę na czas. Przysięgam na wszystkie świętości, już tego nie powtórzę". Mam żal do siebie o to, co sam sobie zrobiłem - a wiem, że to wcale tak nie musiało wyglądać.

        > Ja (może błędnie, możesz się nie zgodzić) widzę
        > to tak: pod dumą z siebie na wierzchu jest pod spodem załamka sobą i wielka ni
        > ewiara.
        Mogę się nie zgodzić, więc się nie zgadzam.wink Myślę, że ani nie jestem z siebie szczególnie dumny, ani szczególnie załamany. Chyba dość realistycznie patrzę na swoje wady, zalety, swoje możliwości.

        > Ciebie one męczą, więc może warto poświ
        > ęcić dwa lata na terapeutę i złożyć obu panów w jednego fajnego faceta, może ni
        > e perfekcyjnego, ale i nie ryzykującego zorganizowania ukochanemu synowi traged
        > ii?smile
        Do terapii się trochę zniechęciłem, bo mi szczególnie nie pomogła (a ile mnie kosztowało pójście tam, to tylko ja wiem), ale będę chodzić wokół tematu...

        Podwójna motywacja rodzica - coś w tym jest.smile
        • jerzozwierza Re: 18.04.12, 09:32
          "Mogę się nie zgodzić, więc się nie zgadzam. Myślę, że ani nie jestem z siebie szczególnie dumny, ani szczególnie załamany. Chyba dość realistycznie patrzę na swoje wady, zalety, swoje możliwości. "
          Ha ha nawet tak dobrze działający mózg jak Twój nie jest w stanie sam zobaczyć własnych mechanizmów obronnych. No pewnie, że się nie zgadzaszsmile No ale żeby się przebudować, trzeba te różne obronne okularki miotnąć do kosza. Skoro tak ryzykownie pijesz i masz problemy z perfekcjonizmem- to znaczy, że jest wiele rzeczy do ponownego poukładania. Że masz chłopie wielki poważny problem. To, że nie jesteś szczególnie załamany nie jest dobrym objawem - bo po tym, co napisałeś- powinieneś być. Przecież to jest katastrofa! A Ty nie jesteś szczególnie załamany?
          Stado tutejszych harpii nie rzuciło się na Ciebie, ponieważ je pięknie zmanipulowałeś sposobem podania tematu.
          Generalnie widzę to tak, że przedstawiłeś problem, ale jednak nie chcesz go widzieć. Chcesz usłyszeć, że to problem nie jest, nie wielki, wiele osób to ma. Dlatego tak a nie inaczej go przedstawiłeś. Nie pokazałeś czarnej strony Twojego zachowania. Udajesz, że jej nie ma?Umiesz postępować z ludźmi tak, by Cię nie atakowali za bardzo niewłaściwe zachowania- tak w realu (jak sam napisałeś), jak i w necie. Znowu: praca włożona w to, by nie uzyskać złej konsekwencji złego zachowania. Zamiast: praca nad zmianą siebie. Czarujesz ludzi, by Ci nie dali odczuć, że robisz źle. No i możesz się nie czuć źle- skoro inni zgodzili się to widzieć tak, nazwijmy to, łagodnie. Rozumiesz? To jest tylko skuteczne organizowanie sobie braku złej konsekwencji, nic więcej. Para w gwizdek. A jakie błędy logiczne w myśleniu- piszesz, że widzisz, że ludzie nie reagują właściwie na Twoje zachowanie, za dużo wybaczają, za lekko je traktują- a jednocześnie dalej ich bajerujesz- tylko teraz na forum- żeby uznali, Ze Twoje ryzykowne picie to nic takiego. No i taki skutek masz - i co teraz? Problem z piciem i perfekcjonizmem zniknął? Sam się robisz w trąbęsmile
          I jeszcze tak pięknie to ująłeś- że idziesz w cug jak dziecko wyjeżdża... Nie opisałeś żadnych skutków swojego pijaństwa. A ponieważ trudno mi uwierzyć, żeby ich przez te 20 (?) lat nie było- wnioskuję, że udajesz, że ich nie było. Bo taki jesteś za..bisty, ze Ci się udaje ich zawsze uniknąć. No tu ja się uśmiałam. Bo wszyscy pijący tak to widzą, że skutków nie ma. A one są, straszne, ciężkie, zwłaszcza dla dzieci (które np. stają się nadmiernie odpowiedzialne lub nadmiernie perfekcyjne- patrz, dokładnie jak Twoje dziecko). Oczywiście każdy rodzic, który wpada w pijaństwo ma tysiąc usprawiedliwień- że dziecko nie wie, nie czuje, że się uff nic nie stało itd. A to jest bzdura, wielkie samookłamywanie się.
          A w trakcie terapii człowiek sobie nagle uświadamia, że wkładał ogromną energię w utrzymanie wielkiej fikcji. Że były poważne skutki itd. Że pijący ich nie pamiętał, a dziecko i ludzie wokół jednak tak. Poczytaj choćby Osiatyńskiego.
          Jedno złe zderzenie z terapią nie znaczy, że to zła droga. Lekarze też nie wszyscy są omnibusamiwink
          • pade Re: 18.04.12, 10:06
            popieram jerzozwierza w 100%
          • borys314 problem, bajer, alkohol i ja 18.04.12, 19:57
            Dziękuję, dałaś mi do myślenia.

            > To, że nie jesteś szczególnie załamany nie jest dobrym objawem - bo po tym, co napisał
            > eś- powinieneś być. Przecież to jest katastrofa! A Ty nie jesteś szczególnie za
            > łamany?
            Nie do końca dobrze się wyraziłem. Całym sobą w ogólności nie jestem załamany. Perfekcjonizmem, prokrastynacją i brakiem hamulców w wolne dni jestem podłamany. Ale zgadzam się, że problem jest głębszy i pewnie tak naprawdę sam nie wiem, jak daleko sięgają jego macki.

            > Generalnie widzę to tak, że przedstawiłeś problem, ale jednak nie chcesz go wid
            > zieć. Chcesz usłyszeć, że to problem nie jest, nie wielki, wiele osób to ma.

            Nie - to znaczy tak. Tak, pewnie nie chcę widzieć problemu albo przynajmniej go zlekceważyć, jak sama piszesz - mechanizmy obronne. Nie, nie chciałem usłyszeć, że wszyscy mają tak samo i chodźmy w piątek razem do baru. Chciałem, żeby ktoś mi nawrzucał i kopnął mnie w tyłek - bo tego mi brakuje w codziennym życiu, a ja chyba potrzebuję silnych bodźców i więcej zewnętrznej motywacji. Z ćpania wyciągnęli mnie za uszy przyjaciele, to oni na mnie nawrzeszczeli i wrzucili za łachy na odwyk, za co jestem im dozgonnie wdzięczny. Wiem, że nie wolno mi oczekiwać, że ktoś za mnie załatwi moje problemy, ale jednoznaczny komunikat od nich: "to już nie żarty, zaraz spie...sz sobie życie" jakoś mnie otrzeźwił.

            > A jakie błędy l
            > ogiczne w myśleniu- piszesz, że widzisz, że ludzie nie reagują właściwie na Two
            > je zachowanie, za dużo wybaczają, za lekko je traktują- a jednocześnie dalej ic
            > h bajerujesz- tylko teraz na forum- żeby uznali, Ze Twoje ryzykowne picie to ni
            > c takiego.

            To czarowanie i flirt są stałe. Już jako dziecko byłem "zalotny", a pozytywne odpowiedzi na to chyba tylko tę cechę umocniły. To nawet z reguły nie jest świadoma manipulacja, ile sposób bycia. Choć używać tego też umiem. Ktoś kiedyś na innym forum mi napisał, że ze mną to za dużo owijania w bawełnę, ale jak ktoś lubi długą grę wstępną, to jestem jak znalazł. Coś w tym jest. Zabawnej historii nie opowiadam w 4 zdaniach, tylko w 40, szykując wielki suspens. Gdybym zachowywał się inaczej, byłoby to dla mnie sztuczne i wymuszone. Ot, taki jestem - z tą dużą ilością bawełny.wink Co próbuję powiedzieć - nie chciałem zmanipulować czytelników, a gdy zauważyłem, że być może zmanipulowałem, próbowałem zwrócić na to uwagę. Naprawdę nie wiem, jak mam zrzucić te bufiaste rękawy - w rzeczywistym życiu, czy tutaj. To chyba część osobowości. Choć pewnie można też zapytać, dlaczego całe życie się do wszystkich wdzięczę.

            > I jeszcze tak pięknie to ująłeś- że idziesz w cug jak dziecko wyjeżdża...

            Ja bym tego nie nazwał chodzeniem w cug. Wiem, że nałogi mają różne oblicza itd., może sam siebie tłumaczę. Tak, uchlanie się to obowiązkowy punkt programu, kiedy syna nie ma, ale to nie jest tak, że przez tych kilka dni ja jestem pijany cały czas (jak bywało na studiach). Kiedy ostatni raz syn wyjechał (ferie zimowe, tydzień) upiłem się 3 razy, o ile sobie dobrze przypominam. Poza tym robiłem wiele innych dziwnych rzeczy, ale bez alkoholu.
            Kiedy syn jest w domu, ja nie piję wcale. Piję, gdy 1) wyjedzie (ferie, wakacje, wycieczki szkolne); 2) nocuje o kolegów (raz na 2 tygodnie (?), ale wtedy jest to picie dużo bardziej umiarkowane, bo przecież rano wraca); 3) ja wyjeżdżam w delegację (ok. 2 razy w miesiącu, z reguły jedna noc, też umiarkowanie, bo mam tam przecież sprawy do załatwienia). W przypadkach 2) i 3) też nie zawsze, zależy od okoliczności, towarzystwa itd. Kiedy wiem, że i tak nie mogę bardziej zaszaleć (kilka dni nieobecności), wcale mi się szczególnie nie chce pić.

            > Nie o
            > pisałeś żadnych skutków swojego pijaństwa. A ponieważ trudno mi uwierzyć, żeby
            > ich przez te 20 (?) lat nie było- wnioskuję, że udajesz, że ich nie było.

            Nie, to nie było 20 lat. Na studiach to bardziej narkotyki, potem odwyk, trochę alkoholu, potem urodził się syn i wypadłem z rynku rozrywkowego na długo, picie sporadyczne. Alkohol pojawił się jako temat, gdy syn zaczął wyjeżdżać z nocowaniem, więc parę lat temu. Mój związek z alkoholem nie jest więc stały, rozchodzimy się i schodzimy.wink

            Skutki pijaństwa oczywiście były, ale w granicach normy - obrażenia ciała, zagubione przedmioty i ubrania, złe decyzje towarzyskie i erotyczne, zawalenie pracy, wstyd, kac, przekrwienie oczu, ale jakieś poważne skutki zdrowotne jak dotąd mnie ominęły. O to chodzi?

            Wydaje mi się, że nie jestem alkoholikiem. Czy się mylę?
    • asia06 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 09:55
      1. A czy Ty czasami nie jesteś nastawiony zbyt ego... No bo niby dlaczego musisz zawsze wszystkim sterować? Wcale nie jesteś najprawdopodobniej najlepszy, tylko tak o sobie myślisz. Inni też potrafią pracować, tworzyć, wymyślać, jednym słowem poprowadzić projekt. Tylko oczywiście po swojemu, nie po Twojemu, co wcale nie oznacza "po gorszemu". Ludziom, takim jak Ty, wydaje się, że bez nich to projekt nie powstanie, firma nie będzie działać itd. A tymczsem życie jest inne. Ciebie nie ma, a projekty dalej powstają, młodsi też mają pomysły, starsi też mają pomysły i okazuje się, że wcale nie jesteś taki niezastąpiony.

      2. Oddziel pracę od życie prywatnego, tj. pracujesz np. od 7 do 15 i na tym koniec. Pilny projekt? Sory, trzeba więcej ludzi zaangażować. Szanuj się, bo pracując więcej niż musisz, nie sznujesz się. Póki jesteś wydajny, jest ok, ale niech Ci się choćby zdrowotnie mniej powiedzie, to już taki cacy nie bedziesz.

      3. Praca ma dawać satysfakcję i pieniądze, ale nie ma Cię pożerać. Praca ma byś dla Ciebie, a nie dla pracy.

      4. Odpuść w nabliższym czasie spotkanie z przyjaciółmi, z którymi pijesz. Jesteś uzależniony już teraz, skoro pijesz w ramach odstresowania.

      Aha, jakby co... Też lubię, jak wszystko jest na czas, jak jest dopracowane, nie cierpię odstawiania fuszerki... Ale nie kosztem wszystkiego. Na wszystko musi być czas. Jesli czasu jest za mało, to oznacza, że część obowiązków musi przejąć ktoś inny.
      • borys314 Re: 18.04.12, 02:37
        > 1. A czy Ty czasami nie jesteś nastawiony zbyt ego... No bo niby dlaczego musis
        > z zawsze wszystkim sterować? Wcale nie jesteś najprawdopodobniej najlepszy, tyl
        > ko tak o sobie myślisz. Inni też potrafią pracować, tworzyć, wymyślać, jednym s
        > łowem poprowadzić projekt. Tylko oczywiście po swojemu, nie po Twojemu, co wcal
        > e nie oznacza "po gorszemu". Ludziom, takim jak Ty, wydaje się, że bez nich to
        > projekt nie powstanie, firma nie będzie działać itd. A tymczsem życie jest inne
        > . Ciebie nie ma, a projekty dalej powstają, młodsi też mają pomysły, starsi też
        > mają pomysły i okazuje się, że wcale nie jesteś taki niezastąpiony.

        Wiem, że nie jestem najlepszy i że firma się nie zawali, kiedy mnie nie będzie. Co więcej, z dużą przyjemnością oddalam się stamtąd na urlop i składam wszystko w ręce innych.wink

        Myślę, że sprawę może pogarszać kwestia mojej dominacji - jestem przełożonym zespołu, który jest ode mnie dużo mniej doświadczony. Cenię moich pracowników, wiem, że będą bardzo dobrymi specjalistami, ale w tym momencie jestem od nich lepszy/bardziej doświadczony, m.in. dlatego jestem ich przełożonym - i muszę nimi sterować. Myślę, że to podsyca mój perfekcjonizm.

        > 2. Oddziel pracę od życie prywatnego, tj. pracujesz np. od 7 do 15 i na tym kon
        > iec. Pilny projekt? Sory, trzeba więcej ludzi zaangażować.
        To bardzo cenna rada!
    • fanny Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 10:31
      Polecam Ci ksiazke, ktora mi pomaga otwierajac oczy na rzeczy wczesniej mi nie dostepne.
      Nie przejmuj sie tytulem (zapewne lezacym poza obszarami Twojego zainteresowania).

      Victor Sperandeo <Trader Vic – Methods of a Wall Street Master>

      Pominin czesc I i choc przejrzyj czesc II ''Emotional Discipline'', szczegolnie rozdzial 16 zatytulowany ''Conquering False Pride"
      Nie gwarantuje, ze samo przeczytanie przyniesie Ci ulge (raczej przeciwnie w odroznieniu do forum ematki), ale przynajmniej masz szanse sie dowiedziec sie z czego wynika Twoj perfekcjionizm i ze nie chodzi by go zwalczyc, ale sie od niego wyzwolic, by moc realizowac swoje prawdziwe, a nie sobie narzucone "ja".

      f.
      • borys314 Re: 18.04.12, 02:38
        Dziękuję serdecznie!
    • d.o.s.i.a Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 14:26
      Ja mialam troche podobnie do Ciebie, ale juz sie chyba wyleczylam i wbrew pozorom tylko mi to pomoglo w pracy, bo nie trace czasu na szczegoly, ktore i tak nie maja znaczenia.
      Z tego co piszesz umiesz sie dosc dobrze samokontrolowac - przekuj to na swoja korzysc. Ustaw sobie hamulec - praca tylko do tej i tej godziny i ani minuty dluzej. Zostawiam, wylaczam komputer, ide do domu, zajmuje sie czym innym. Na poczatku swierzbi, ale da sie wykonac. Paradoksalnie, co juz wiele razy potwierdzilo sie u mnie, najlepsze pomysly przychodza do glowy po dluzszej chwili bezczynnosci wiec nie ma sensu sleczec nad projektem dla samego sleczenia - to nie jest kreatywne. Wiec wlacz ta maksyme do swojego perfekcjonizmu - ide do domu bo to sluzy mojej pracy smile

      Poza tym, mam wrazenie, ze nie umiesz odpoczywac. Jak nie sleczenie nad projektem, to milion innych zajec, sporty, imprezy. Zabierz syna i jedzcie na wakacje pod namiot, w nature, gdzie bedziecie lapac robaki i budowac szalas z lisci. Serio to pisze. Albo do osrodka ze spa, gdzie nie ma nic do roboty - tylko siedziec, jesc, czytac i grac w warcaby. Musisz zwolnic obroty bo Cie rozsadzi.
      • borys314 Re: 18.04.12, 02:40
        Baaardzo mądry post! Zgadzam się z każdym słowem. Dziękuję.
    • szironna Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 14:51
      Jakbym o sobie czytała wink Jeśli coś robiłam i robię ma być w 100% zrobione. Nie umiałam od dziecka np. nie nauczyć się wszystkiego, czy nie sprzątać porządnie. I tak mi zostało. W pracy staram się, by moje decyzje były dopieszczone, projekty dopracowane. Nie akceptuję u siebie bylejakości. Zatem tak jak i Ty - nie wyjdę z domu ubrana "z przypadku". Poza tym to też mnie "zmusza" do dbałości o własne ciało - chyba nie byłabym w stanie zaakceptować np. oponki na brzuchu. Stąd też ćwiczę, zdrowo się odżywiam. Jako matka znów staram się, by tak jak Ty - super dbająca, opiekująca się itp. Czasami sobie myślę, że to pewnie dlatego, iż zazulowata jestem, więc mam w sobie mega zaparcie.
      Był czas, kiedy zaczęło mnie to męczyć, może przerastać (po urodzeniu dziecka okazało się, że czasami trzeba odpuścić, bo się nie da). Nauczyłam się zatem skupiania na sprawach ważnych i tu robić zgodnie ze sobą, czyli z dopięciem na ostatni guzik. Ale tam gdzie nie muszę, odpuszczam już. Mam na myśli to, że nie spinam się już w każdej sytuacji, uczę luzować. Niemniej sądzę, że jeśli "ten typ tak ma", to wielkich rewolucji nie przyjmie.
      Pozdrawiam smile
      Zazula wink
      • borys314 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 18.04.12, 02:44
        No to się rozumiemy.wink Ja też po urodzeniu dziecka odpuściłem, ale kiedy syn zaczął być samodzielny, niestety wróciło.

        > Niemniej sądzę, że jeśli "ten typ tak ma", to wielkich rewolucji nie przyjmie.
        Też się tego obawiam. Ale już mała rewolucja to by było coś.wink
    • ryza_malpa1 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 15:24
      Mam misję, żeby wymądrzać się na każdy możliwy temat ale tu mi ręce opadły.
      Zapewne jesteś czarujący ale nie wytrzymałabym z kimś takim jak Ty dłużej niż dzień pod jednym dachem wink
      Komu i co udowadniasz? Sobie udowadniasz, ze jesteś najlepszy?
      Czy światu, ludziom naokoło?
      Co będzie , twoim zdaniem, jeśli nawalisz, zrobisz coś gorzej niż byś mógł?
      Z czego będziesz niezadowolony? Z tego, że nie zrobiłeś czy z tego, że ktoś coś negatywnego pomyśli na Twój temat?
      • montechristo4 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 18:22
        zastanawiam się, czy Twój problem był prawdziwym powodem napisania na forum. Jak czytam po raz piąty, że masz tyle uroku osobistego, że z łatwością uwodzisz ludzi - nawet wirtualnie (chociaż nie możesz uśmiechnąć się i głeboko spojrzeć w oczy; chyba tak to napisałeś), to nabieram podejrzeń. Ani słowa krytyki w wątku, żadnego jadu. No bo jak skrytykować Pana_Idealnego. Chodziło o podniesienie samooceny? wink
        • borys314 Re: 17.04.12, 20:06
          > zastanawiam się, czy Twój problem był prawdziwym powodem napisania na forum. J
          > ak czytam po raz piąty, że masz tyle uroku osobistego, że z łatwością uwodzisz
          > ludzi - nawet wirtualnie (chociaż nie możesz uśmiechnąć się i głeboko spojrzeć
          > w oczy; chyba tak to napisałeś), to nabieram podejrzeń.

          Ależ ja to pisałem bardzo rozmyślnie i świadomie. Wiem, że to brzmiało nieskromnie. Ale kiedy ludziom się mówi, że wie się o czarowaniu, czar pryska. Bo kiedy po tym, gdy opiszę kilka brzydkich spraw, ktoś mi mniej lub bardziej wprost mówi, że mnie lubi, to znaczy to, że 1) jest taki sam jak ja - i oksmile, lub 2) powinien jeszcze raz spojrzeć, co opisałem tymi okrągłymi zdaniami.

          > Chodziło o podniesienie samooceny? wink
          Samoocenę mam dostatecznie wysoką, nie muszę jej podnosić.wink

          PS. Boska sygnaturka.big_grin
          • ryza_malpa1 Re: 18.04.12, 08:26
            > Samoocenę mam dostatecznie wysoką, nie muszę jej podnosić.wink

            Oj nie wiem....to po co ten perfekcjonizm?
            • borys314 Re: 18.04.12, 20:01
              Perfekcjonizm nie jest po coś, on po prostu jest.

              Można się zastanawiać nad przyczynami - niska samoocena wcale nie musi być jedną z nich.
          • ok_pl Re: 18.04.12, 08:36
            jaki facet pisze boska sygnaturkasmilelol
            i musisz miec baaardzo niska samoocene i zapedy na bycie nie obrazajac nikogo ciota
            takich facetow kobiety powinny omijac szerokim lukiem, no chyba, ze lubia zniewiescialych
            idz do psychiatry czy cos,
      • kali_pso Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 18:31

        To jest przykład na to, jak niewiele ludzie wiedza o perfekcjonistach- uwierz, życie pod jednym dachem z kims takim może nie być wcale straszne, bo np. ja jestem perfekcjonistka w pracy ale w domu już luzuję i da się ze mną wytrzymać...potrafię dopracowywac szczegóły projektu do udręki ale nie biegam ze ściereczka i kazdego strzępu kurzu nie wycieram...
        • montechristo4 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 18:44
          ale ja w swoim poście nie odnosiłam się do perfekcjonizmu Borysa. Chodziło mi o to, dlaczego napisał na forum. Problemu rzeczywiście nie rozumiem, bo sama perfekcjonistką nie jestem.
          • kali_pso Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 18:48

            Ale mój post nie był do Ciebiesmile
            • montechristo4 Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 19:14
              a to przepraszam. Przy większej ilości postów nie ogarniam drzewka smile
        • pade Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 20:15
          Ale jest różnica między perfekcjonizmem a pedantyzmemsmile
      • borys314 Re: 18.04.12, 02:50
        > nie wytrzymałabym z kimś takim jak Ty dłużej niż dzień pod jednym dachem wink
        Wbrew pozorom bywam całkiem przyjemny w obyciu - i bardzo lubię gości i im dogadzam, więc może dałabyś się namówić, żeby zostać na następny dzień. wink

        > Z czego będziesz niezadowolony? Z tego, że nie zrobiłeś czy z tego, że ktoś coś
        > negatywnego pomyśli na Twój temat?
        Dbanie o to, co ludzie pomyślą/powiedzą, to nie moja najmocniejsza strona. Myślę, że sobie udowadniam, że ze wszystkim dam radę. Ale czasem myślę, że tak naprawdę nic nie udowadniam - ani sobie, ani światu - że to po prostu ten przymus. Ma być idealnie po prostu, żeby było idealnie - i już.
    • anaisanais Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 21:51
      >Próbuję z tym u niego walczyć – namawiać, żeby odpuszczał, tłumaczyć, że nie musi być we wszystkim idealny, że wcale nie musi być idealny. Jak zainterweniować teraz, żeby to się u niego nie rozwinęło jak u mnie?

      Moze dokladnie tak jak mowisz synowi, tylko mow to sobie, glosno i czesto?
      a jako nowy wentyl bezpieczenstwa moze po prostu jakis intensywny sport?
    • asocial Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 22:46
      jestes perfekcjonista, a nie denerwuje Cie wykasowywanie tytulu w odpowiedziach i pozostawianie tylko ¨Re¨? Ja perfekcjonistka nie jestem, a doprowadza to mnie do szalu
      • borys314 Re: 17.04.12, 22:56
        Perfekcjonizm ma bardzo różne oblicza.wink

        Ułatwia mi to później nawigowanie po wątku. Czy to niezgodne z netykietą? Jeśli tak, to przestanę. Jeśli tylko Ciebie doprowadza do szału - to przestanę w Twoich wątkach.wink
      • antyideal Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 17.04.12, 23:01
        asocial napisała:

        > jestes perfekcjonista, a nie denerwuje Cie wykasowywanie tytulu w odpowiedziach
        > i pozostawianie tylko ¨Re¨? Ja perfekcjonistka nie jestem, a doprowadza to mni
        > e do szalu

        A mnie sie to podoba wink
        Takie charakterystyczne jest, a poza tym watek nabiera przejrzystosci.
        Perfekcjonisci czasem maja dobre pomysly... tongue_out
        • borys314 Re: 18.04.12, 02:10
          A Ty, jako antyideal, powinnaś umieć mi najlepiej doradzić.wink
          • antyideal Re: 18.04.12, 18:56
            Jaasne, własciwy czlowiek na wlasciwym miejscu tongue_out
            Ok, wiec krok pierwszy: daj ujscie potrzebie bycia perfekcyjnym w doprowadzeniu do perfekcji swej prokrastynacji (piekne słowo, moje ostatnio ulubione, tylko nie moge go zapamietacsad
            Gdy juz wszystko skumuluje sie z powodu odkladania i nie dasz rady uporac sie na czas z paroma sprawami a mimo to zobaczysz, ze swiat sie nie zawalił, moze spodoba Ci sie ten stan pewnego chaosu i spontanicznosci na co dzien, a nie tylko od swieta big_grin
            A tak powaznie, perfekcjonizm trąci mi troche nerwicą, by nie powiedziec nerwicą natrectw, pojawiał sie u mnie nasilony w sytuacjach braku poczucia bezpieczenstwa, taki zagłuszacz własnych mysli, ucieczka od lęku.
            Nie lubie go, w sprawach pracowych owszem jest przydatny, ale prywatnie, gdy czuje jakies jego symptomy, dzielnie walcze jak z najgorszym wrogiem.
            Nie chce byc jego wiezniem - zycie to przyjemnosc, nie chce spedzac go w niewoli, czegokolwiek smile
            • borys314 Re: 18.04.12, 20:05
              Prokrastynacja, prokrastynacja, prokrastynacja - w końcu zapamiętasz.smile Możesz zapamiętać, że to od angielskiego 'to procrastinate' - zwlekać. Ale nie wolno stosować tego jak wytrycha, to naprawdę problem! wink

              Tak, też mam wrażenie, że to nerwicowe, drobne natręctwa miewam, niestety.

              > Nie chce byc jego wiezniem - zycie to przyjemnosc, nie chce spedzac go w niewol
              > i, czegokolwiek smile
              I tę myśl powinniśmy wszyscy zapamiętać.smile
              • antyideal Re: 18.04.12, 20:13
                Spróbuję sobie skojarzyc sobie z prokreacją, może jakos wejdzie do glowy wink
                Oby tylko moje dziecko nie zetknęlo sie z tym terminem, bo dobra wymowka bedzie.
                Swoją drogą, w kwestii prokrastynacji - moja krew tongue_out
                • borys314 Re: 18.04.12, 20:25
                  Zawsze jakiś sposób. Choć prokreacja z prokrastynacją ma niewiele wspólnego - na szczęście.wink

                  Oj tak, dziecku to lepiej wykorzeniać, a nie podsuwać wymówki. smile
                  • antyideal Re: 18.04.12, 20:33
                    Własnie zauwazylam, ze niechlujnie napisałam poprzednią wypowiedz - 2x sobie w jednym zdaniu. I zabolało mnie to - znaczy, ze tli sie jeszcze we mnie resztka perfekcjonizmu sad
                    Ide dla rownowagi psychicznej zrobic bałagan w szafie tongue_out
                    • borys314 Re: 18.04.12, 20:49
                      > Własnie zauwazylam, ze niechlujnie napisałam poprzednią wypowiedz - 2x sobie w
                      > jednym zdaniu. I zabolało mnie to - znaczy, ze tli sie jeszcze we mnie resztka
                      > perfekcjonizmu sad

                      A wiesz, że w tej kwestii traktuję forum jak terapię? smile Muszę pisać szybko, więc siłą rzeczy pojawiają się błędy. Jak potem je widzę, to mnie serce boli, ale zaciskam zęby. Liczę na to, ze kiedyś przestanie boleć.wink
                      • antyideal Re: 18.04.12, 22:09
                        Metodą małych kroków..kiedyś, być może wink
                        Choc ładną polszczyznę akurat lubię i jesli komus czegos czasem zazdroszcze to ciekawego, oryginalnego stylu pisania.
    • virtual_moth Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 18.04.12, 08:26
      Wreszcie jakaś skaza na Panie Idealnym. Btw nadal uważam, ze jestes tylko kolejnym trollem, prowokacją a`la gazeta mi płaci. Moze ktoś bada, na podstawie przepełnienia Twojej skrzynki mailowej, ile dzieciatych mężatek jest w stanie nawiązać niejednoznazną znajomość z facetem z internetu, lub bada ich nastroje w związkach (praca dyplomowa - na podstawie przeprowadzonej prowokacji na grupie kontrolnej 578 osób, które się nabrały wywnioskowałem, ze 85% kobiet będacych w trwałych związkach jest gotowa zaangażować się w romans).

      Zakładając jednak, że rzeczywiście atrakcyjnym jesteś facetem sukcesu, samotnym ojcem, który pisuje na forum dla mamusiek.
      Laski sikają po nogach z wrażenia (ach, czytasz w moich myślach), a ja się dziwie, ze nikt jeszcze nie nazwał rzeczy po imieniu - alkoholizm. Przecież to oczywiste, kilkudniowe ciągi, utrata samokontroli, składanie obietnic i niedotrzymywanie ich, uczucie "puszczenia hamulców". Jesli chodzi o przyczyny, to nawet domorosły psycholog łatwo wywnioskuje, ze tłumisz lęki. Perfekcjonizm nie jest największym problemem, jest tylko kolejnym skutkiem poczucia braku bezpieczeństwa.

      Rada - całkowite odstawienie alkoholu.
      • borys314 Re: 18.04.12, 20:18
        (praca dyplomowa - na podstawie przeprowadzonej prowokacji na grupie kon
        > trolnej 578 osób, które się nabrały wywnioskowałem, ze 85% kobiet będacych w tr
        > wałych związkach jest gotowa zaangażować się w romans).

        Czy tego typu prowadzenie badań jest dozwolone w pracy naukowej? Wiąże się przecież z oszukiwaniem ludzi itd. Pytanie poza konkursem.

        A ja się zastanawiam, jak traktować to powątpiewanie w moje istnienie:
        1) jestem tak fajny, że aż trudno uwierzyć (+10 do zajebistości!big_grin)
        2) rzadko spotyka się mężczyzn na kobiecym forum (tymczasem forum etata zamarło, a różne "w stronę ojca" mnie nie dotyczą)
        3) samotne ojcostwo jest podejrzane ("żaden facet nie jest taki głupi, żeby dać się w to wrobić")
        4) a może po prostu forumowi wyjadacze wiele razy zostali oszukani i każdy nowy podlega starannej lustracji

        Nie wiem i nie chce mi się udowadniać, że chodzę po tym świecie. Mam Was wszystkie do domu zaprosić, o to chodzi?

        Odnośnie do alkoholizmu - napisałem obszernie wyżej.
        • virtual_moth Re: 18.04.12, 20:55
          borys314 napisał:


          > A ja się zastanawiam, jak traktować to powątpiewanie w moje istnienie:
          > 1) jestem tak fajny, że aż trudno uwierzyć (+10 do zajebistości!big_grin)

          Tak też myślałam, że powątpiewanie w twoja autentycznosc potraktujesz jako kolejną okazję do wdzięczenia się przed lustrem. Jesli borys jest wymyslonym facetem, to niezle ci wychodzi udawanie zadufanego w sobie dupkatongue_out
          Forum etata nie umarło, tylko nigdy nie żyło, aktywne na nim sa głównie kobiety i faceci, którzy sa zdziwieni, ze dziecko cos zmienia w zyciu, ze zona jakas taka bez zycia po urodzeniu dziecka i ze ich "odtrąca", albo ze mało seksu. End of story.
          Z drugiej strony pojawia sie samodzielny tatus, aktywny najpierw na samodzielnej mamie, potem radosnie buszujący na typowym babskim forum i to nie będący amatorem "mamusiek", ale wydający się bardzo zaangazowany w wychowanie syna i jego prawidłowy rozwój. Mój drogi, we wszystko uwierze, ale nie w to, ze jestes samotny - nie ma wiekszego afrodyzjaka niz dzielny samotny tatus, ktory nie jest klientem MOPS (a wręcz przeciwnie) i pyta na forum jaką mascią najlepiej smarowac nóżki dziecka i jak z nim rozmawiac, aby było fajnie. Kazdy normalny facet 30-40 od razu, bezposrednio po rozstaniu z aktualną (a najczęsciej jeszcze w trakcie) jest albo od razu łowiony przez wolne (lub nie) kobiety, albo swatany, tez z prędkością światła. Chyba ze przebywa non stop w domu, pracuje w nim i nie umie posługiwac sie internetem.
          Mnie nie chodzi o to, abys ty udowadniał swoja autentycznosc. To jest mało wazne. Dziwie sie po prostu, ze ematki nie wykazały sie żadną podejrzliwoscią, ba, byle głupie "naukowe" słówko (btw na "przypadłosc" mniejszego lub wiekszego wymigiwania sie od obowiazków cierpi jakies 90% ludzi, reszta to ciezko chorzy psychicznie) odwróciło uwage od tego, ze opisałes typowe zachowania alkoholika, a przeciez ematki uwielbiaja diagnozowac alkoholizm w o wiele mniej jednoznacznych przypadkach.
          Mnie to smuci. Rozumiem, ze nie kazdy jest wyczulony na scieme (i zazdroszcze), ale dla mnie to jest po prostu brak instynktu przetrwania wsrod kobiet. Zrezta nie bede Ci podawała na tacy wniosków z badańwink
          • borys314 Re: 18.04.12, 21:33
            > > A ja się zastanawiam, jak traktować to powątpiewanie w moje istnienie:
            > > 1) jestem tak fajny, że aż trudno uwierzyć (+10 do zajebistości!big_grin)
            >
            > Tak też myślałam, że powątpiewanie w twoja autentycznosc potraktujesz jako kole
            > jną okazję do wdzięczenia się przed lustrem.

            Traktuję to jako potwierdzenie i dodaję sobie 10 punktów.tongue_out

            > Mój drogi, we wszystko uwierze, ale nie w to, ze jestes samotny - nie ma wiekszego
            > afrodyzjaka niz dzielny samotny tatus,

            Jestem samotnym ojcem w znaczeniu, że sam wychowuję dziecko. Ale przecież nigdzie nie sugerowałem, że żyję w celibacie. Mam kochanki, "koleżanki" i na swoje życie towarzysko-erotyczne nie narzekam (choć łączenie go z ojcostwem wymaga pewnej gimnastyki). Tyle że nie jestem i (jak na razie) nie chcę być w stałym związku.

            A swoją drogą to prawda, że samotne ojcostwo to afrodyzjak. Kiedy syn się urodził, myślałem, że złote lata już za mną, ale gdzie tam - pomocne panie na placu zabaw, mamusie w klubie malucha, na rytmice, w przedszkolu. I jak łatwo zagaić: "Ślicznego ma pan synka. Jak mu na imię?". Nawet się nie musiałem starać. Zaniedbywane przez mężów młode mamy, widząc tego zaangażowanego ojca przy zjeżdżalni, zdejmowały majtki przez głowę. Samotne matki nie mogły wyjść z podziwu, jaki ja jestem dzielny i jak sobie ze wszystkim sam daję radę, choć przecież robiły dokładnie to samo i nikt im pomnika nie stawiał. Ścieżki, którymi czasem podąża kobiecy umysł, to dla mnie zagadka.
            • virtual_moth Re: 18.04.12, 22:49
              Nic się tu kupy nie trzyma. Rozumiem potrzebę wzbraniania sie przed stałym związkiem, ale tu nie chodzi tylko o ciebie. Nie zastanawiałes sie nad tym (nawet po to, by uprawdopodobnic prowokację), ze dziecko potrzebuje pełnej rodziny? Nawet nie "nowej" matki, jesli biologiczna nie zyje lub jest nieobecna, ale obserwacji bliskich relacji między kobietą a mężczyzna, uczenia się na czym polega związek ludzi, którzy ze sobą zyją. Lepiej tworzyc związek lub nie i to nawet nie z powodów logistycznych/ułatwiających codziennosc, ale własnie z powodu dziecka, którym łatwiej sie jest opiekowac w 2 osoby (chocby jedna tylko pomagała), a i samo czerpie z tego ogromne korzysci.
              Takie myslenie jest naturalne dla samotnych rodziców, wszyscy do tego dążą, a jesli zyją sami, to najczesciej nie jest to świadomy wybór, tylko niemozność znalezienia odpowiedniego partnera lub niezgoda na bylejakosć. Tobie ani jedno, ani drugie nie grozi, bo mozesz przebierac jak w ulęgałkach (tylko skoncz z ta kokieterią, bo cycki opadają, zwłaszcza ze w tym kraju niewiele trzeba by majtki wyskakiwały przez głowe, wystarczy ze potrafisz sie sam utrzymac i nie smierdzisz)
              Jak sie domyslam to, co jest naturalne dla kazdego prawdziwego samotnego rodzica tobie nawet nie przeszło przez mysl, cóż, kazda sciema ma słabe punkty. Jest to tymbardziej dziwne, ze zdajesz sie bardzo skoncentrowany na synu, przejety jego prawidłowym rozwojem. Odnosi sie wrazenie, ze w waznej sprawie - zapewnienia twojemu oczku w głowie pełnej rodziny, która da mu lepsze warunki rozwoju, ponosisz totalna porazke, ba, zdajesz sie to miec w odwłoku. Cóż, wtedy wątki coci dobrych rad nie miałyby dwóch stron, bo w 2 postach kazano by ci od razu isc na odwyk, przedtem wysyłając żonę na terapie dla współuzaleznionych i nici z taplania sie we własnym wizerunku. No chyba, ze jest własnie totalnie zmyslony, ale tymbardziej powinienes popracowac nad "swoja" historia. Krótko mówiac - mnie tu jednak coś smierdzitongue_out
              • borys314 Re: 18.04.12, 23:23
                Wspomniałem tutaj parokrotnie (chyba nawet w tym wątku), że byłem w poważnym, 3-letnim związku, kiedy syn był kilkulatkiem. Najpierw wszystko było super - on był szczęśliwy, ona była szczęśliwa, ja byłem szczęśliwy. A potem, jak to w związkach bywa, zaczęło się psuć. Próbowaliśmy usilnie to naprawiać i sklejać, również ze względu na syna, ale się nie udało. Syn bardzo to przeżył, bo przez ostatni rok A. z nami mieszkała i mocno weszła w rolę matki. Ja się pozbierałem, z nim było gorzej. Potem była kwestia "widzeń" i trudności z tym związanych, jakiś niejasny status tych wszystkich relacji. I tak dalej, i tak dalej. Pewnie wybuchniesz na tę frazę śmiechem, ale jemu to rzeczywiście złamało serce. Długo nie mógł dojść do siebie (wybuchy złości itd.), długo namawiał nas do powrotu.

                W świecie idealnym byśmy się pobrali i co tam jeszcze, problemu by nie było i stalibyśmy się szczęśliwą rodzinką, a syn mógłby do woli patrzeć na relacje między mężczyzną a kobietą. Ale związki są skomplikowane. Po tej porażce naprawdę nie miałem ochoty wprowadzać kogoś nowego w jego życie. Bo jak to, jednak pani właśnie opuściła nasze progi, a druga zaraz przychodzi na jej miejsce? Dobry wzór to to nie jest, nie mówiąc o zamęcie emocjonalnym, jaki by to wprowadziło. Od tego czasu minęło - ile? 4-5 lat. Nie wiem, może powinienem był próbować znowu, ale pierwsza próba zakończyła się taką katastrofą, że naprawdę nie chciałem powtórki z rozrywki.

                > (tylko skoncz z ta ko
                > kieterią, bo cycki opadają, zwłaszcza ze w tym kraju niewiele trzeba by majtki
                > wyskakiwały przez głowe, wystarczy ze potrafisz sie sam utrzymac i nie smierdz
                > isz)
                Tu już usilnie tropisz tę kokieterię. Nie chodziło mi o to, że ja jestem takim menem, że się wszystkie rzucają, tylko że sama figura "samotnego ojca" plus jakiekolwiek inne zajęcie się dzieckiem niż posadzenie go przed TV wystarczy, żeby niektóre samotne lub zaniedbane kobiety uznały mężczyznę za herosa.

                Do pozostałej części posta nie będę się odnosił, bo mnie też już wszystko opadło.
    • ok_pl Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 18.04.12, 08:33
      moze sie nie znamsmile ale to wyglada jak zaburzenia emocjonalne z czasow bycia dzieciem, zaostrzone mocno, jakas psychoterapia, nawet pod anoreksje i bulimie mi ten perfekcjonizm pasuje,hehe
      • papalaya no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 11:15
        mamy na forum pittahawkingastachnowa w jednym, w tle psychoaliza i inne modne techniki wyciagania kasy z jeleni

        a kwoki wdają się w dyskusję nad "problemami" ptysia smile))

        może składać paiery do tefałenu
        • montechristo4 Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 16:13
          coś mi się tu nie podoba smile taki miły, uważny, przyznający rację odnoszący się do każdego napisanego przez ematke zdania......
          Jakbym słyszała swojego terapeutę kiedyś. Tylko że ja mu płaciłam.
          Też uważam, że jesteś bytem internetowym stworzonym na potrzeby badań. I z tego, co zauważyłam, dwie lub trzy matki dają się nabrać na gładkie słówka smile "Tak mnie słuchasz uwaznie, przy Tobie się otwieram..."
          "To ja Cie posłucham uważnie, a Ty mi napisz jak wyglądasz" big_grin big_grin
          • virtual_moth Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 17:19
            montechristo4 napisała:


            > Też uważam, że jesteś bytem internetowym stworzonym na potrzeby badań. I z tego
            > , co zauważyłam, dwie lub trzy matki dają się nabrać na gładkie słówka smile "Tak
            > mnie słuchasz uwaznie, przy Tobie się otwieram..."

            Ta, koleś ma niezły bajer. I nie żartuj, ze 2 czy 3 matki tongue_out
            Swoją drogą ciekawe, laski są tak zamroczone psychologicznym bełkotem, ze nie zauważyły podstawowej sprawy - koleś jest zwyczajnym alkoholikiem. Moze nie sięgnął dna jeszcze, ale na forum "jedno piwo - żul" powinien zostac juz dawno powieszony za klejnoty, albo co najwyżej zignorowanytongue_out
            • franczii Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 17:25
              tez oczy przecieram ze zdumienia.
              • vivi.bon Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 21:49
                Też nie ufam temu Borysu.
                Większość facetów na emamie to zjadliwe, małe fiutki, spełniające jakąś przedziwną misję, wtem Borys, który ma problem, że jest dziki i perfekcyjny. Może ja mam zboczenie zawodowe, ale mi się włącza kontrolka jak widzę takie okrąglutkie, gładziutkie zdanka. Z odpowiednio zadbanym, trzydniowym zarostem.
                • borys314 ? 18.04.12, 22:02
                  > temu Borysu
                  Jaka urocza forma!big_grin Zapamiętam sobie.

                  > mi się włącza kontrolka jak widzę takie okrąglutkie, gładziutkie zdanka
                  Perfekcjonizm - nie potrafię pisać inaczej. W dodatku moja mama była polonistką i miałem swój trening.wink

                  > Z odpowiednio zadbanym, trzydniowym zarostem.
                  A tu mi zabiłaś ćwieka. Skąd wiesz? Nigdzie o tym nie napisałem..
                  • vivi.bon Re: ? 18.04.12, 22:34
                    > > Z odpowiednio zadbanym, trzydniowym zarostem.
                    > A tu mi zabiłaś ćwieka. Skąd wiesz? Nigdzie o tym nie napisałem

                    Bo rozwijasz tutaj wizerunek w pewnej konwencji. Jego elementy są tak koherentne, że nietrudno obstawiać, że masz trzydniowy zarost, w następnych odcinkach okaże się, że jesteś koneserem whisky/jazzu/forografii, nieistotne czego ważne, że koneserem itp., itd.
                    • borys314 Re: ? 18.04.12, 22:42
                      A mnie się tymczasem przypomniało, że w którymś z wcześniejszych wątków o tym wspomniałem. Ale nie martw się, nie posądzam Cię o pilne śledzenie moich postów.wink Uznajmy, że dobrze czytasz między wierszami - tym bardziej, że whisky i jazz też lubię. Ale koneserem bym siebie nie nazwał.wink
                      • vivi.bon Re: ? 18.04.12, 22:49
                        Nie przebrnęłam nawet przez ten wątek.
                        Borys I Archetypowy. Ot, tyle.
          • pade Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 18:48
            Nawet gdyby, to co z tego? Wolę takie dyskusje, niż miałkie: ile macie lakierów do paznokci? nosicie sukienki? big_grin
            • xxe-lka Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 18:54
              też oczy przecieram
              ematki takie kulturalne, taktowne, żywo zainteresowane, uprzejme - no wersal!!!!
              a dookoła kloaka, jak choćby w wątku pani w_miarę_normalnej
              Cuda i dziwy normalnie big_grin

              • montechristo4 Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 19:00
                no bo jak sie pojawił dżentelmen, miły i słodki, to trzeba o niego zadbać tongue_out Jak będą niemiłe to cobie pójdzie na inne forum.
                • xxe-lka Re: no to się chłoptaś polansował 18.04.12, 19:06
                  montechristo4 napisała:

                  > no bo jak sie pojawił dżentelmen, miły i słodki, to trzeba o niego zadbać tongue_out Ja
                  > k będą niemiłe to cobie pójdzie na inne forum.

                  tja smile
                  ja mam ubaw po pachy obserwując tą osobliwą kurtuazję

                  gdyby jakaś bywalczyni forum (i to w dodatku KOBIETA) wyznała, że jest taką idealną perfekcjonistką, która to dla redukcji ciśnienia pójdzie w tango, schleje się i zaliczy przypadkowego kolesia - najpewniej została by okrzyknięta patologią po wsze forumowe czasy i NIC nie było by w stanie tego wymazać
                  a tu proszę morze empatii się polało
                  oj baby smile
                  • borys314 Re: 18.04.12, 20:41
                    > gdyby jakaś bywalczyni forum (i to w dodatku KOBIETA) wyznała, że jest taką ide
                    > alną perfekcjonistką, która to dla redukcji ciśnienia pójdzie w tango, schleje
                    > się i zaliczy przypadkowego kolesia - najpewniej została by okrzyknięta patolog
                    > ią po wsze forumowe czasy i NIC nie było by w stanie tego wymazać

                    Widocznie podwójne standardy mają się dobrze. tongue_out
                    • xxe-lka Re: 18.04.12, 20:51
                      borys314 napisał:

                      > > gdyby jakaś bywalczyni forum (i to w dodatku KOBIETA) wyznała, że jest ta
                      > ką ide
                      > > alną perfekcjonistką, która to dla redukcji ciśnienia pójdzie w tango, sc
                      > hleje
                      > > się i zaliczy przypadkowego kolesia - najpewniej została by okrzyknięta p
                      > atolog
                      > > ią po wsze forumowe czasy i NIC nie było by w stanie tego wymazać
                      >
                      > Widocznie podwójne standardy mają się dobrze. tongue_out
                      >
                      a jakże smile nie sposób się nie zgodzić
                      i jak tu cię nie kochać? <mizdrzu mizdrzu> big_grin
                      • borys314 Re: 18.04.12, 20:58
                        > i jak tu cię nie kochać? <mizdrzu mizdrzu> big_grin

                        Ach, też chciałbym to wiedzieć... Już nie mogę znieść tej ciągłej adoracji. big_grin
                • borys314 Re: 18.04.12, 20:40
                  > no bo jak sie pojawił dżentelmen, miły i słodki, to trzeba o niego zadbać tongue_out Ja
                  > k będą niemiłe to cobie pójdzie na inne forum.

                  E tam, mnie wcale nie jest tak łatwo się pozbyć. Krytykę zawsze przyjmowałem dobrze - trzeba by się bardziej postarać. wink
                  Zresztą moja aktywność z reguły nie trwa długo - omawiam swoje wszystkie bieżące problemy i znikam na 3 lata.tongue_out Przynajmniej dotąd tak było.
          • borys314 Re: 18.04.12, 20:35
            > coś mi się tu nie podoba smile taki miły, uważny, przyznający rację odnoszący się
            > do każdego napisanego przez ematke zdania......

            Że miły i uważny to słyszałem nie raz w codziennym życiu. Taki typ, takie wychowanie. Co oczywiście nie znaczy, że pod spodem nie ma ziejącej pustką czarnej duszy. suspicious

            Co do odnoszenia się do każdego zdania - perfekcjonizm, perfekcjonizm. Do forumowych wątków też niestety podchodzę zadaniowo. No i ematki pełnią tutaj rolę terapeuty, nie ja.wink

            > "To ja Cie posłucham uważnie, a Ty mi napisz jak wyglądasz" big_grin big_grin
            A mówią, że to mężczyźni sprowadzają wszystko do jednego. O zwykłej ludzkiej sympatii słyszała, he? wink
      • borys314 Re: 18.04.12, 20:27
        Interpretacja anorektyczno-bulimiczna już się pojawiła. wink
    • franczii Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 18.04.12, 17:27
      Przestan juz tak kokietowac ematki tylko napisz wreszcie o co ci naprawde chodzibig_grin
      • best_bej Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 18.04.12, 17:33
        Ejjj no ale co?? takich facetów nie ma?!
        a tak mi się ten pan podobał...
      • borys314 Re: 18.04.12, 20:46
        franczii napisała:
        > Przestan juz tak kokietowac ematki tylko napisz wreszcie o co ci naprawde chodzibig_grin

        Nie mogę, kokietowanie mam we krwi. wink

        Ale to dobry moment, żeby obwieścić, o co mi naprawdę nie chodzi: NIE SZUKAM ŻONY, DZIEWCZYNY ANI NAWET KOCHANKI.
        • kanga_roo Re: 18.04.12, 21:29
          borys314 napisał:

          NIE SZUKAM ŻONY, DZIEWCZYNY ANI NAWET KOCHANKI.
          ojej, no jestem niepocieszona tongue_out

          a serio: przeczytałam cały wątek - i uważam, że mamy do czynienia z prawdziwym, bądź bardzo dobrze napisanym, sangwinikiem. pasuje wszystko: i rozliczne talenty towarzyskie, i potrzeba skupiania uwagi. nawet ten perfekcjonizm, bo mógł zadziałać mechanizm "potrzebuję być w centrum uwagi, pokażę, na co mnie stać", co z wiekiem przeszło w stan chroniczny.
          ja jestem innym typem, więc otoczenie (mam na myśli: ludzie) nie wpływa na moje zmagania z osiągnięciem perfekcji. mogą chwalić, mogą ganić, ja swoje wiem i zdania nie zmienię. a tu widzimy człowieka - lustro normalnie smile
          czyta się sympatycznie i lekko, wszyscy dobrze się bawią, jak już ktoś zauważył, ematki całe w piórach...ale jeśli problem jest prawdziwy, warto sięgnąć po literaturę. myślę, że dobrze by zrobił Mirosław Słowikowski ("Powiedz stop..."), on ładnie pisze o rozwwoju emocjonalnym. a w kwestii typów osobowości i z czym to się je - Florence Littauer "Osobowość plus".

          • papalaya nowe wcielenie gazeciarza :) 18.04.12, 21:46
            nie wyczułyście???
          • borys314 Re: 18.04.12, 22:05
            > NIE SZUKAM ŻONY, DZIEWCZYNY ANI NAWET KOCHANKI.
            > ojej, no jestem niepocieszona tongue_out

            No przykro mi, Kanga_roo. Nie można mieć każdego, kogo się chce. tongue_out

            Dzięki za sugestie lekturowe. Kilka ciekawych propozycji już w tym wątku padło, muszę się pospieszyć z czytaniem. smile
          • montechristo4 Re: kanga roo 18.04.12, 22:25
            też się dzisiaj upiję z rozpaczy tongue_out Taki fajny facet, przydałby się romansik netowy na boku, a tu d.upa <chlip, chlip>
            • borys314 Re: 18.04.12, 22:31
              > też się dzisiaj upiję z rozpaczy tongue_out Taki fajny facet, przydałby się romansik ne
              > towy na boku, a tu d.upa <chlip, chlip>

              Już taki jestem zimny drań. tongue_out
          • kali_pso Re: Wam @#$%%^^ mać dogodzić naprawdę trudno! 18.04.12, 22:46

            ...teraz jedna przez drugą będą dowodzić jak to one rozpracowały, rozgryzły tego borysa ..jakie one mądre i przenikliwe a inne głupie gęsi...

            I pytam?- i co z tego?

            Nawet gdyby borys był 10-wcieleniem króla JUPUTUPU czy tego trolla - gazety, wolę poczytać ten watek niż te durnoty w postaci sukienek na wesele i udowadnianie lipcowej że brzydka i głupia po raz setny czy też inny szlagier- co kupić na wesele/urodziny/iminicy/ chanukę czy huk wie na co jeszcze...bo fajnie się ten watek czyta,, problem realny jak najbardziej...

            ...ale nie, mądraliny forumowe już wietrzą, już psują...@#$%%^^^^^..do garów i obiadu na jutro poszły jedna z druga, bo znowu ugotuje jedna z druga dla siebie a dla chłopa nie zdąży...jakby nie mogły przejśc obojętnie wobec zupełnie nieszkodliwego watku- byle mącić, byle psuć...to jakas choroba?

            No szlag mnie trafia jak to czytam...
            • virtual_moth Re: Wam @#$%%^^ mać dogodzić naprawdę trudno! 18.04.12, 23:06
              kali_pso napisała:

              >
              > ...teraz jedna przez drugą będą dowodzić jak to one rozpracowały, rozgryzły teg
              > o borysa ..jakie one mądre i przenikliwe a inne głupie gęsi...
              >
              > I pytam?- i co z tego?
              >
              > Nawet gdyby borys był 10-wcieleniem króla JUPUTUPU czy tego trolla - gazety, wo
              > lę poczytać ten watek niż te durnoty w postaci sukienek na wesele i udowadniani
              > e lipcowej że brzydka i głupia po raz setny czy też inny szlagier- co kupić na
              > wesele/urodziny/iminicy/ chanukę czy huk wie na co jeszcze...bo fajnie się ten
              > watek czyta,, problem realny jak najbardziej...
              >
              > ...ale nie, mądraliny forumowe już wietrzą, już psują...@#$%%^^^^^..do garów i
              > obiadu na jutro poszły jedna z druga, bo znowu ugotuje jedna z druga dla siebie
              > a dla chłopa nie zdąży...jakby nie mogły przejśc obojętnie wobec zupełnie nies
              > zkodliwego watku- byle mącić, byle psuć...to jakas choroba?
              >
              > No szlag mnie trafia jak to czytam...
              >
              >

              Sorry ze popsułam dobrą zabawętongue_out
              Jednak zgadzam się, przyjemnie jest czasem porozmawiac z kims w miare myślącym o czyms inym niż du.a lipcowej, nawet jesli ten ktos nie istnieje, jego problem jest kompletnie wydumany, a historia od czapy.
            • pade Re: Wam @#$%%^^ mać dogodzić naprawdę trudno! 18.04.12, 23:40
              No, Kalipso, pierwszy raz się zgadzamysmile
              Do autora, poproszę o więcej takich wątkówtongue_out
              • borys314 Re: 19.04.12, 20:30
                pade napisała:
                > Do autora, poproszę o więcej takich wątkówtongue_out

                Mam rozumieć, że życzysz mi więcej problemów natury psychicznej? wink
        • franczii Re: 19.04.12, 12:46
          E tam nic podobnego nie sugerowalam.
          Nie mydl oczu perfekcjonizmem. Podlizujesz sie bo lubisz jak nad toba kwocza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka