No przyznać się: która stwierdziła, że mi się za żywota należy i potop mi podesłała? Grrrrr!
Ze względów technicznych odkręciłam wodę na strychu (chciałam przegonić wodę w pordzewiałych rurach). Niestety okazało się, że dopływ jest nie całkiem drożny i z jakieś 10 minut płynęła sobie radośnie dookoła. Na szczęście okazało się, że rury mam w lepszym stanie niż się spodziewałam i dom zalała mi czysta woda. Tylko że odrobina tej wody przedostała się nawet do piwnicy... mokry jest w tej chwili jeden sufit i ściana. I mam wrażenie, że woda dostał się do stropu a ponieważ ogrzewanie mi szlag jasny trafił pojęcia nie mam jak to wysuszę.
A skurczybyk mąż mi triumfuje: on z tych co uważają, że lepiej nic nie dotykać niech się samo rozsypie i się ze mnie podśmiewuje, że ja głupia ciągle coś psuję i psuję a on ma ręce czyste bo dbaniem o chałupę nieskalane