mgla_jedwabna
07.05.12, 00:00
Wpiszcie tu wszystko, co kojarzy wam się z tytułem wątku. Bo może się okazać, że w wątku sąsiednim dyskutujemy o zupełnie różnych rzeczach, nazywając je tak samo.
Mnie się z wiejskimi weselami kojarzą generalnie dwie cechy. Jedną jest bezpretensjonalność, drugą chamstwo.
Bezpretensjonalność rozumiem jako prostotę, ale w szlachetnym sensie: np. menu, które będzie zaskoczeniem dla starszych gości, muzykę wpadającą w ucho (proste, znane melodyjki), wystrój ludowy, stare zwyczaje (np. błogosławieństwo młodych) itp.
Chamstwo natomiast będzie się przejawiać w nieposzanowaniu potrzeb kulinarnych wszystkich gości (czyli również np. wegetarian), wulgarnych zabawach (słynne jajko w nogawce) i tekstach przyśpiewek ("ja ci podaruję tę beczułkę soli/ żebyś zobaczyła, jak pierwszy raz boli" - autentyk z Podlasia), przekonaniu, że na trzeźwo nie ma zabawy, nachalnym zmuszaniu do picia lub tańczenia ("a teraz wężykiem!") przez prowadzących zabawę itd.
Nader zabawnie robi się, gdy osobom komentującym lub organizującym wesele pomylą się te dwa pojęcia. I mamy potem np. towarzystwo, które nie chcąc uchodzić za "wiochę" rezygnuje z bezpretensjonalności, np. ze swojskich Czerwonych Gitar albo Brathanków na rzecz amerykańskiej sieczki jak z radia Eska albo zamiast swojskiego pasztetu podaje "przekąskę a la foie gras", ale jednocześnie zachowuje chamstwo w postaci przekonania, że bez upicia się nie ma zabawy albo obmacywanie po kolanku zaraz po nowomodnym pokazie slajdów ze zdjęciami PM na nocnikach.
Z drugiej strony mamy wesela, na których serwuje się wieprzowinę, puszcza skoczne umpa-umpa, a jednocześnie nikt nie rzyga koło sedesu ani nie poci się jak świnia między pójściem "na jednego" a zasuwaniem jako koń z karety (kojarzycie zabawę w karetę?).
Mamy też częste mylenie tych dwóch pojęć, które skutkuje przekonaniem, że bez jednego nie ma drugiego, tzn. że bez chamstwa nie ma bezpretensjonalności. I potem są fałszywe dylematy tzn. wyobrażenie, że brak chamskiej przyśpiewki oznacza "kij w dupie", że menu wykwintniejsze niż flaki sprawi, że ciotki wyjdą głodne, że nieco ambitniejsza muzyka (dajmy na to taneczny rock zamiast "niech żyje wolność") wystraszy gości itd.
I potem zwolenników braku chamstwa oskarża się o pretensjonalność, a nieznający kultury wyobrażają ją sobie jako coś trudnego, nudnego lub niejadalnego.
To trochę tak, jak ze stereotypami na temat savoir vivre'u - ludziom się wydaje, że skoro zasady typu "jakim widelcem je się ślimaka" to nie ich bajka, to automatycznie zwalnia ich to np. od przytrzymania drzwi osobie idącej za nimi. Bo to przecież savoir vivre - dla hrabiów, nie dla ludzi, jak i te ślimaki. W drugą stronę to też działa - mamy koneserów kuchni francuskiej strzelających nam drzwiami w twarz i przekonanych o swym wyrafinowaniu - bo nie jadają schaboszczaka z kapustą.
Zastanawiam się, którego rodzaju nie znoszę bardziej.