moim_zdaniem
04.06.12, 12:58
Od miesiąca mieszkamy z teściami, my tzn ja, mój mąż i nasz synek. Mieszkamy z nimi, ponieważ u siebie mamy remont. Potrwa to jeszcze ok 2 tygodnie. Mój mąż ma siostrę, rozwódkę z 10 letnim synem. Siostra od zawsze była cwana i garnęła tylko do siebie, nic od siebie. Ale odkąd zamieszkaliśmy u teściów nie wyrabiam.
W maju wydałam na życie lekką ręką 1000 zł. 400 zł dostała do ręki teściowa, a ja i tak co chwila byłam "proszona" o zakup, a to masła, a to kostek do zmywarki, a to mięsa, wędliny, słodyczy itp. Kupowałam, i zniosłabym to, gdyby nie fakt, że co drugi dzień na obiedzie zjawiała się również szwagierka z synem. Odkąd się z nią przemówiłam (nie o to), ograniczyła wizyty, czyli tak od tygodnia. W piątek kupiłam mięso, wędlinę, oliwę, serki dla dziecka itp. Mąż przywiózł teściowej proszek do prania z Niemiec, wprowadzając się dałam mydła, płyn do naczyń itp. W niedzielę telefon, że szwagierka siedzi w domu i przyjedzie na obiad, z synem i jeszcze syna kolegą. Teściowa jak zwykle "no dobrze, ziemniaków dogotuję". Mięso kupiłam na dwa dni, byłoby na jeden. Nie wiem jakim cudem ale szwagierka jednak oddzwoniła, ze jednak zabierze chłopaków na pizzę.
Dzisiaj syn szwagierki nie poszedł do szkoły "bo bolała go głowa i brzuch", siedzi u teściowej i ogląda bajki, oczywiście wyżywienie przez cąły dzień - nasze. A wieczorem po pracy zapewne wpadnie mamusia i też zje.
Wczoraj daliśmy teściowej 250 zł. Dzisiaj dzwoni, żeby kupić ziemniaki i wędlinę. K...wa, to na co my dajemy te pieniądze?????
Najchętniej opiep...łabym obie: szwagierkę i teściową jak beczki od smoły. Jak można być takim chamem? Rozumiem, przyjechać z dzieckiem w weekend na obiad, ale co drugi dzień?? Wiedząc, że mama nie ma pieniędzy, w domyśle - dostaje od nas na życie. Szwagierka nie jest biedna, powodzi jej się nieźle, ale nie pamiętam żeby kupiła nawet chole..rny kawałek ciasta do kawy!
W zeszłym tygodniu nie było kawy. Teściowa nie kupiła, musiałam kupić ja.
Wiem, wiem, frajer ze mnie. I nie wiem co mnie bardziej wkurza, to że się nie potrafię odezwać, czy to że one nie mają w sobie za grosz taktu?
Odezwałabym się już dawno, ale nie chcę, bo za 2 tygodnie nas tam nie będzie, więc po co sobie smrodzić? Z drugiej strony nie wyrabiam, finansowo również. Po remoncie jedziemy praktycznie na debecie....
Co robić?