Dodaj do ulubionych

Cud - zdarzył się wam?

05.06.12, 11:04
Kolejny wątek na temat wyjątkowych sytuacji?
Przeżyłyście kiedyś taki moment, gdzie wszystko przemawiało za tym, że nie ma szans, że już pozamiatane i wtedy, wbrew logice i całemu światu - coś się udało, naprawiło itd.?
Pewnie to banał, jeśli chodzi o częstotliwość, ale dla mnie cudem drugie dziecko - po pierwsze małe szanse były na zajście, niewielkie na utrzymanie i żadne na donoszenie do końca.
Urodziłam w 38 tygodniu i w zwiazku z tym zaliczyłąm trzy cudysmile
Swego czasu fatalnie, po prostu fatalnie układało się nam w małżeństwie.
W zasadzie zdecydowani byliśmy na rozstanie.
I nagle, trzask, zaczęło się układaćsmile I tak już kilka lat bez większych potknięć.
No i pewna sprawa z moim tatą, o której nie chcę za wiele pisać, ale poczytuję to co się zadziało w kategoraich cudusmile
Obserwuj wątek
    • liberica1 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:12
      Tak, przeżycie i wyjście ze śpiączki osoby z rodziny, której lekarze nie dawali szans na normalne funkcjonowanie (TK było jednoznaczne). Osoba to wybudziła się po 3 dniach, doszła do siebie po tygodniu. Wszystko jest ok, leki do końca życia (ale to mały pikuś). Dla wszystkich cud. Od tego momentu wierzę, że wszystko jest możliwie - zdrowotnie.
    • mysia-mysia Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:14
      moja mama, wiecznie w depresji, marudząca, gadająca wyłącznie o własnych chorobach albo cudzych przywarach, w wieku 69 lat zapisała się do teartu amatorskiego i zaczęła podróżować

      po pewnym czasie stała się asertywna i nie ma już potrzeby nadawać o tym co kto jej powiedział, bo jak jej się coś nie podoba u innej osoby to albo:
      1. mówi tej osobie
      2. nie zaprząta sobie tym głowy

      albo jedno i drugie razem
      dla mnie to cud, bo był już czas że myślałam że swoją negatywną energią mnie wykończy
      • katus118 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:21
        Syn znajomej męża, chłopak w bardzo ciężkim stanie po wypadku, w śpiączce, i z druzgocącymi prognozami na przyszłość, i tu dosłownie można mówić o cudzie, wszystko zaczęło powoli wracać do normy, chłopak jak na swój stan dość szybko dochodził do siebie, teraz jest całkiem dobrze, minęło od tego czasu już kilka ładnych lat.
        • katus118 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:22
          A jeżeli tak bezpośrednio o mnie miałoby chodzić: to obecna druga ciąża, po 19 latach od urodzenia pierwszego dziecka, i kilku ładnych latach starań.
    • dorotakatarzyna Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:19
      Moje trzecie dziecko tez jest cudem. Już w siódmym tygodniu lekarka powiedziała, że nie ma szans na utrzymanie tej ciąży - dziecko miało 1 cm, a krwiak obok niego ponad 5. Potem dochodziły kolejne powikłania - złe wyniki toksoplazmozy, wielowodzie, świeże zakażenie cytomegalią, zły obraz usg, u mnie guz w piersi... Lekarze ostrzegali, że dziecko może być głuche, ślepe, z wodogłowiem, z wadą genetyczną, bo głowa za duża a kości udowe za krótkie. Co ja się napłakałam, to moje. No i zdarzył się cud - wymodlony nie tylko przeze mnie. Urodziła się w 42 tygodniu ciąży, w dniu Zwiastowania i jednocześnie "dniu świętości życia", czyli 25 marca, dziewięć lat temu, idealnie zdrowa. Jest wspaniałą dziewczynką, i dla mnie dowodem na to, że cuda się zdarzają smile
      • gazeta_mi_placi Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 15:14
        Pachnie mi to historyjkami z cyklu Prolife, a tym samym światopoglądową manipulacją.
        • zazou123 Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 23:37
          Daj wierzyć innym i rób co chcesz
    • iuscogens Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:32
      to, że sie urodziłam to cud, lekarze robili badania na starym sprzęcie i powiedzieli mojej mamie, ze ciąża obumarła i miała iść w piatek na usunięcie ciąży. Nie poszła bo się z rozpoczy upiła i dotarła w poniedziałek. W poniedziałek był już nowy, naprawiony sprzęt i okazało się, że jestem całkiem zywa. Potem jak miałam 4 miesiące miałam bardzo poważny wypadek i uraz mózgu. Najpierw miałam nie przeżyć, potem miałam zostać rośliną, potem miałam mieć padaczkę i uszkodzony mózg. Jedyna pozostałość to to tragiczna orientacja i wyobraźnia przestrzenna. Przezyję bez prawa jazdy.
      Jak po wypadku wybudzili mnie ze śpiączki i zawołali mamę, bo podobno na nikogo i nic nie reagowałam i myśleli, że mam poważne uszkodzenia w mózgu i jak zobaczyłam mamę to się zaczęłam uśmiechać. Mama twierdzi, że wtedy czuła, że to cud smile
      • edelstein Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 14:47
        A mowia,ze alkohol szkodziwink
        • gazeta_mi_placi Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 15:15
          Skoro się upiła to dziecko powinno mieć FAS, skoro od jednego kieliszka wina straszą FAS-em to co dopiero upicie się.
      • claudel6 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 22:25
        o rany, z tą niedokonaną aborcją to rzeczywiście cud smile
      • croyance Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 02:17
        Fajna historia smile
    • edelstein Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:33
      Moj dziadek lezal na Oiomie,spiaczka,zadnych szans,planowanie odlaczenia od maszyn podtrzymujacych funkcje zyciowe.A ja zobaczylam Matke Boska live za oknem.Pokazywalam innym,ale nie widzieli.Stanowczo zakazalam zgody na odlaczenie,po tyg.dziadek wyszedl ze szpitala o wlasnych silach.Nigdy nie bylam przesadnie wierzaca i do tej pory nie jestem,choc widzialam na wlasne oczy.Gdy dziadek po pol roku wyladowal znow w szpitalu,a ja juz noc noe ujrzalam powiedzialam do mamy,ze dziadek wlasnie umarl i w tym momencie telefon zadzwonil i babcia powiedziala,ze nie zyje.Bylam calkowicie spokojna,bo mialam jakies wewnetrzne przeswiadczenie,ze tam mu lepiej.Potem moja mama miala guza,brat poszedl na pielgrzymke na JG,guz zniknal.
      • croyance Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 02:20
        Ja tez wiedzialam, kiedy Babcia umarla i jak zadzwonil telefon to wiedzialam, co mi ojciec powie.
        Nie moglam sie tego spodziewac w tamtej chwili w ogole, a jednak dokladnie wiedzialam.
    • wimperga Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 11:34
      Tak. Moja córka urodzona w 31 tc, z wagą 1120g żyje i ma się dobrzesmile.
      • e-milia1 tak, moje dzieci 05.06.12, 11:57
        bo mielismy minimlne szanse zeby naturalna droga zajsc w ciaze. a zaszlam i to dwa razy i mamy teraz 2 zdrowych, pieknych dzieciaczkow, dziewczynke i chlopczyka. jest miedzy nimi 6 lat roznicy, ale to nie wazne. wazne, ze sa. kolejnym cudem bylo to, ze przezylam czolowe zderznie jadac rowerem (bez kasku) z samochodem. przelecialam kilka metrow nad autem. lecac myslalam, ze nie przezyje... mialam twarz corki przed oczyma i bardzo chcialam dla niej zyc. upadajac staralam sie napiac miesnie i trzymac glowe wysoko. wyszlam calo z zadrapaniami, obtluczonym kolanem, zwichnieta szczeka. w szpitalu powiedzino mi, ze mialam wiecej szczescia niz rozumu, ze na ogol ludzie takich wypadkow nie przezywaja lub wychodza z nich na wozku.....
        • thaures Re: tak, moje dzieci 05.06.12, 12:07
          W porównaniu z Waszymi- mój cud był maleńki- ale kiedyś byłam przekonana,że stracę pracę. W jakiś sposób już pogodziłam się z tą myślą i nagle, gdy miałam usłyszeć to na własne uszy okazało się, że pracę zachowałam. Ba-nawet miałam awansować.
    • majowadusza Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 12:10
      Moj synek w wieku dwoch lat otrzymał diagnozę autyzmu ( od dwoch niezaleznych specjalistów )
      Każdy kto wie na czym autyzm polega wie, ze jest to nieuleczalne.

      Dzisiaj, cztery lata po diagnozie nie śladu po autyźmie - powiedziałabym, ze wręcz odwrotnie smile

      Dla nas to cud. Żyliśmy w przeświadczeniu, ze mamy niepełnosprawne dziecko już na zawsze, słysząc, iż musimy poprostu zmienić nastawienie do życia.
    • lolinka2 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 12:15
      Te zdrowotne akcje, to jedna duża opowieść w moim życiu: urodziłam się jako wcześniak i to hipotroficzny, z 2 przepuklinami i najpierw w wieku 6 tygodni zaliczyłam uwięźnięcie jednej z nich. Potem w wieku 3 lat, w trakcie pobytu w szpitalu (tak, tak - to nie pomyłka), doznałam oparzenia wrzącą fasolówką, ponad 50% pow ciała. 2 tyg nieprzytomna w CZD, leczenie dłuuuuugie. Niecałe pół roku później z przychodni (wizyta kontrolna) wyniosłam salmonellę i zaliczyłam salmonellozę (w przypadku osoby świeżo po tak masywnym odwodnieniu, stanowiła zagrożenie życia). Potem gdy miałam 6 lat antybiotykooporne zapalenie płuc. A potem prawie 10 lat spokoju smile Następnie zapaść na bloku operacyjnym w wieku niespełna 15 lat (pan dr anestezjolog przedawkował środek znieczulający, bo nikt mnie nie zważył i człowiek dobrał "tak dla wieku"), a potem znów nic, do ubiegłego roku - wypadek komunikacyjny, zderzenie czołowe z tirem. W każdej z tych sytuacji specjaliści uznawali, że mogłam (a wręcz "powinnam") zejść, jakimś cudem - wbrew wszystkim i wszystkiemu - żyję okrągłe 30 lat. Po ostatniej akcji zaczęłam się skłaniać ku stwierdzeniu, że skoro z taką determinacją Stwórca mnie trzyma przy życiu (bo w taką liczbę przypadków nie uwierzę), to znaczy, że mam coś naprawdę poważnego do zrobienia...

      A z innych historii niewyjaśnionych, nie wiem czy z kategorii "cud" czy z jakiejś innej... zaraz po maturze pojechałam do cioci do Krakowa, zaliczając przy okazji jednodniowy pobyt w Zakopanem. Oczywiście przeambitnie (a pierwszy pobyt w wysokich górach) postanowiłam zaliczyć jakiś szczyt - jaki? no przecież na byle co lolinka nie wejdzie. Lolinka (w trampkach, rybaczkach i bluzie) zaliczy Giewont. Jak mi się łąki w krajobrazie skończyły i zaczęło robić łyso dokoła (cienkie drzewka, korzenie na wierzchu etc.) zobaczyłam, że wszyscy dość szybko schodzą w dół. Hmm, dlaczego? Burza nadchodziła i oczywiście schodzący nie omieszkali mnie o tym poinformować. Aaa, taaaa, dziękuję wink idę dalej. Deszcz istotnie lunął, gromy bić zaczęły, ja w swoich brawurze i uporze brnęłam z trudem - bo z trudem - ale jednak pod górę. No i w pewnym momencie, a stromo tam było, poślizgnęłam się i to mocno, zawisłam malowniczo trzymając się niepewnego korzenia, nogami w dół... Wizja przede mną: dokoła brak ludzi, ciocia nie wie, gdzie dokładnie jestem, komórki brak (nie te czasy, panie, nie te czasy), ślisko dokoła, jeśli puszczę korzeń (albo on się "wyjmie" z ziemi), to lecę w dół i choroba wie, gdzie, kiedy i w jakiej postaci się zatrzymam. Dodatkowo przed oczami wszyscy, z którymi powinnam się pożegnać oraz rzeczy, które chciałam w 18-letnim życiu zrobić, ale nie zdążyłam (i o Boże, co z moimi dokumentami złożonymi na filologię, przecież mam egzamin wstępny za 2 tygodnie...). W tym momencie pojawił się, bezszelestnie zupełnie, ON. Młody wysoki blondyn, turkusowo-granatowa kurtka Alpinus. Bez słowa wziął mnie za rękę i pomógł wstać. Zatkało mnie, bo widziałabym raczej, że ktoś nadchodzi, a naprawdę nie było żywej duszy widać/ słychać. Prowadził mnie za rękę w dół. Doszliśmy do strumyka (ja się boję wody), pan przeszedł pierwszy, rękę podał, powiedział "hop", przeskoczyłam. Następnie, po kolejnych iluś-tam minutach, gdy już było widać owieczki i tych, co je paśli, skręcając w lewo powiedział "ja idę tutaj, tam jest moje schronisko". Wybąkałam "dziękuję" i odwróciłam się, po czym obejrzałam ponownie za siebie. Po moim ratowniku nie było śladu. Wstrząśnięta podeszłam do baców pilnujących owiec, zapytałam czy tam (gdzie wskazywał miły pan) jest jakieś schronisko. "A gdzie tam pani, tam tylko góry i góry...".
      No i do tej pory nie wiem, kim była ta osoba, która bezpiecznie sprowadziła mnie na dół.
      • jowita771 Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 17:56
        Lubie takie historie, jak ta z ratownikiem. Aż mi ciarki po plecach przeszły.
      • twoj_aniol_stroz Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 11:45
        Aniołowie naprawdę przychodzą z pomocą smile
        • larrisa Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 15:40
          twoj_aniol_stroz napisała:

          > Aniołowie naprawdę przychodzą z pomocą smile

          Szkoda tylko, że nielicznym.
      • joe_stru Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 12:26
        To był hezus. Ale to nie był prawdziwy cud. Prawdziwy byłby, gdybyś zawisła nogami w górę.
        • gazeta_mi_placi Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 15:17
          big_grin big_grin big_grin
    • agaja5b Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 13:26
      Tak, moje drugie dziecko, któremu nikt nie dawał szans na rozwój i życie a jest z nami i jest cudna. Pierwsze dziecko też jest cudem ale takim bardziej powszechnymsmile
    • vampire-freak Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 13:56
      Nie zdarzył, za to bardzo by mi się przydał, bo jestem właśnie w takiej sytuacji, iż nie widzę innego wyjścia, niż pociąć sobie żyły.....wzdłuż
    • fajnykotek Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 14:02
      Tak - nasz Cud ma już 3 latka smile
    • kozica111 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 14:05
      Fajne te wasze historie.
      • guderianka Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 14:10
        Największy cud zdarzył się nie mi-ale mnie dotyczy.
        Zdarzył sie mojej Starszej córce, nie zdiagnozowanej do prawie 5 roku życia, jeźdzącej na wózku i cewnikowanej. Lekarze skazali ją na wózek, w ostateczności na kule, cewnik do końca życia. Córka chodzi sama, biega, jeźdz na rowerze, chodzi na aikido ze zdrowymi dziećmi, uczestniczy w lekcji w -f na normalnych zasadach i bez ulg, po 5 latach nauczyła się pływać (same ręce)-jest prztyczkiem w nos dla wszystkich prowadzących ja lekarzy, którzy nie tylko nie znają jej schorzenia i się nigdy z nim nie spotkali, które sam genetyk okreslił "wadą jedną na milion".
        wink
        • claudel6 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 22:29
          to znaczy chodzi, choć miała nie chodzić?
    • dzelly Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 14:23
      ja też wciąż czekam na cud
      słabo już w niego wierzę, ale może .... może i nam się kiedyś zdarzy
      z łezką w oku czyta się takie historie
    • kocianna Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 14:44
      Ja mam marzenia spełniane na zasadzie "mówisz i masz". Ktoś dla mnie może ziemię poruszyć (dosłownie) na moje pierwsze życzenie.
      Niektórych życzeń boję wypowiadać, bo mogą być spełnione przekornie.

      Od pewnego czasu jestem wierząca, ale kiedy byłam daleko od Kościoła, moje marzenia też się spełniały - od pogody czy pytań na egzaminach, po związek, fajną pracę czy dziecko.
      • joxanna Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 14:52
        czy mogłabyś w takim razie zażyczyć sobie, żeby mi się korzystnie ruszyło z mieszkaniem?

        dzięki z góry.

        ja też miło o Tobie pomyślęsmile
      • czarnaalineczka Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 17:19
        a moglabys chciec zebym wygrala w totka ? smile
      • baltycki Re: Cud - zdarzył się wam? 08.06.13, 23:02
        kocianna napisała:

        > Ktoś dla mnie może ziemię poruszyć
        "Daj mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię"wink

    • mamalgosia Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 15:50
      Piszcie dalej! Dobrze coś takiego poczytac!
      • iin-ess Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:02
        To że żyję to cud. Lekarze nie dopilnowali mojej mamy jak przyszła rodzić. Poddusiłam się. Jak zrobili cesarkę juz nie oddychałam, reanimowali mnie ponad 20 minut- tylko dlatego, że czuli się winni i sie przestraszyli. Odreanimowali, ale dawali bardzo małe szanse na przeżycie, a jeśli już to mówili, że będę rośliną...
        • marzeka1 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:09
          Tak, moja siostra jest dla mnie przykładem cudu: po tabsach dostała zakrzepicy i udaru niedokrwiennego mózgu (każdy, kto miał do czynienia z udarowcem, wie, jak to poważne i z reguły zostawiające następstwa); była 8 dni w śpiączce, rokowania: umrze lub "roślina"- szanse na powrót do zdrowia zerowe (a leżała w klinice, lekarze to byli neurolodzy z tytułami)- po 8 dniach wybudziła się, okazało się, ze kontaktuje, mózg wbrew zdjęciom nie został uszkodzony- trochę trwała rehabilitacja i powrót do sprawności (była częściowo sparaliżowana), ale gdy profesor ją wypisywał , powiedział jej, że jest ateistą, prawie 40 lat leczy i nie wie, dlaczego wychodzi normalna ze szpitala. Po roku wróciła do pracy, od choroby minęło 5 lat.
          • gazeta_mi_placi Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 15:18
            Profesor, nawet ateista, nawet gdyby był najmądrzejszym człowiekiem świata też może się mylić w diagnozie i ocenie.
    • ania.rene Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:09
      tak, kiedy corka 7 miesieczna wyszla z sepsy, niedawali jej praktycznie szans. byla w stanie agonii.
      • montechristo4 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:23
        mój syn urodzony w 29 tc z wagą 1350 (kawał chłopa jak na taki wiek płodowy swoją drogą). Po urodzeniu zapalenie płuc, wylew krwi do mózgu, zmiany w przestrzeni podtwardówkowej.
        Lekarze czarno widzieli jego przyszłość, a ja na zmianę modliłam się o zdrowie dla niego lub szybką śmierć.
        Mój cud ma 16 lat, 183 cm wzrostu i niedowagę smile Jest normalnym, pyskatym nastolatkiem smile
        Ja po tych wszystkich latach nadal widzę długi szpitalny korytarz, lekarza masującego mu serce w inkubatorze przewozowym i słyszę krzyk "proszę zadzwonić za dwie godziny, czy przeżył"
        To cud.
        • goodnightmoon montechristo4 10.06.13, 10:27
          Kurcze, nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje. Siedzę i płaczę po prostu.
          Jak to przeczytasz, to pozdrów swój 16-letni cud, który mnie tak wzruszył smile
    • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:19
      Nie ma cudów.
      Jest tylko pozytywne zakonczenie sytuacji obarczonej ogromnym ryzykiem niepowodzenia.
      • marzeka1 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:30
        lola211 napisała:

        > Nie ma cudów.
        > Jest tylko pozytywne zakonczenie sytuacji obarczonej ogromnym ryzykiem niepowod
        > zenia.

        - nie masz racji, są. Ile razy moja siostra idzie do lekarza z kartą choroby, tyle razy słyszy, że to, co czytają w karcie, widzą na zdjęciach, tomografii za nic nie zgadza się z tym, kogo przed sobą widzą.
        • guderianka Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:37
          No patrz. "Nasi" lekarze też używają słowa "cud" i nie wierzą, że z takim schorzeniem można prowadzić takie zycie..
          • marzeka1 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:40
            guderianka napisała:

            > No patrz. "Nasi" lekarze też używają słowa "cud" i nie wierzą, że z takim schor
            > zeniem można prowadzić takie zycie..

            - ba- wobec mojej siostry tego określenia użył lekarz-ateista, z mocno skrystalizowanym światopoglądem, wg jego wiedzy medycznej i zdjęć, i wyników, nie miała prawa przeżyć, a jak już przeżyła, to miała być "rośliną".
            Tyle ze nikomu nie życzę, by musiał tego doświadczać, cięzkie, bardzo ciężkie przeżycie.
            • guderianka Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:41
              lola-sio z tego wątku. wykaż się w innym
            • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:53
              Uzył tylko sformułowania, bo tak sie przyjelo mówic.Natomiast nijak to nie oznacza cudu.
              • gazeta_mi_placi Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 15:19
                I tu zgadzam się z Lolą.
        • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 16:52
          Ludzie mówia tak potocznie, ale to nie sa zadne nadprzyrodzone cuda, tylko sytuacje, ktore sie po prostu zdarzaja.Raz na milion,ale sie zdarzaja.
          Cud byłby wówczas, gdyby np. zmarły ozył.Ale faktycznie -trup, a nie w stanie smierci klinicznej.
          To sie zdarzyc nie moze i jeszcze nigdy nie zdarzylo naprawde.Bo cudów po prostu nie ma.
          Te wszystkie wyjscia ze spiaczki, ozdrowienia to nic innego jak pozytywne zakonczenie bardzo zle rokujacej sytuacji.
          Zaden rozsadny lekarz nigdy nie powie, ze cos jest albo nie ma na 100%.Zawsze zostawi choc promil szansy na inny scenariusz.
          • marzeka1 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 17:00
            Tyle że widzisz, nam nie zostawiali, zdjęcia pokazywały poważne i rozległe miejsca, gdzie udar się zdarzył i zwyczajnie pokazywano nam, CZEGO moja siostra nigdy nie zrobi, jeśli przeżyje.
            Gdy mi facet z tytułem profesora mówi, że nie wie, dlaczego ona chodzi, mówi, jest normalna (ba- wróciła do pracy i to nie byle jakiej!), to dla mnie jest to cud.
            • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 17:17
              Ten profesor to tylko czlowiek .Omylny.I ma prawo czegos nie wiedziec, bo zdarzaja sie tak rzadkie przypadki,ze nie mial szans sie z nimi w karierze zetknac.
              My chyba inaczej pojmujemy zjawisko "cudu".
              • marzeka1 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 17:21
                To był profesor z 40-letnim stażem, ba- moja siostra nie była pierwszą pacjentką, która po tabsach dostała udaru i zakrzepicy (wcześniej wyszła z kliniki młoda kobieta, pociągając nogą i prosto na rentę)- widział, jak takie przypadki się kończą.
                Ale ok, dla mnie cud, dla ciebie - nie.
                • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 17:38
                  I co z tego, ze staż długi.Musialby zyc ze 200 lat, by sie zetknac z kazdym mozliwym przypadkiem, a i tak by mu zycia zbrakło.Organizm ludzki jest tak skomplikowany, ze do dzis nie jestesmy w stanie go calkowicie rozszyfrowac i to co lekarze moga ,to tylko podac szanse statystycznie rzecz biorac.Nie mieszajmy do tego sił nadprzyrodzonych i cudów.To tylko ludzka niewiedza.
          • paliwodaj Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 17:08
            osobiscie cud mnie nie zaszczycil
            Ale mam 2 kolezanki. Jedna z bardzo powazna choroba nerek, ktora miala nie miec dzieci, urodzila jedna coreczke, pozniej zaszla w druga ciaze, lekarze pwiedzieli ze nie ma sily, ktos tu musi umrzec ona ,albo syn , no i oczywiscie wszyscy zyja.
            Druga kolezanka, urodzila dziecko w wieku 40 kilku lat, twierdzila ze nie wie jak,bo po przejsciu jakis chorob miala jeden jajnik usuniety, drugi ledwo zipal, okresu nie miala od lat, no i zaszla w ciaze. Chlopiek oczywiscie zdrowy, dzis ma 11 lat
    • jaque Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 17:31
      Cud nie mój, ale mojej babci.
      Lata 50 ubiegłego wieku, kobieta w 7 miesiącu ciąży jedzie bryczką. Zaczynają się bóle porodowe, rodzi dzieciaka, z którym od razu ma się pożegnać "bo takie małe coś nie ma szans". Po 10 minutach okazuje się, że "takie małe coś" ma rodzeństwo, jeszcze mniejsze...
      Urodzone w ok. 30 tygodniu ciąży bliźniaki przeżyły, bez tego całego sprzętu co dziś, bez inkubatorów (trafiły do nich dopiero po długim transporcie - jechały obłożone termoforami).
      Po dość dramatycznym początku były zupełnie zdrowymi dziećmi (no i są zdrowymi dorosłymi smile).
    • sarling Re: Cud - zdarzył się wam? 05.06.12, 22:26
      Niesamowicie CUDOWNE te Wasze historie smile
      • ivaz Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 17:42
        Mój cud ma 3 lata, kilka lat starań, lekarze nie dawli nam zadnych szans na naturalne poczęcie i tylko 25% szans przez in vitro, młoda poczęta naturalnie, w najmniej oczekiwanym momencie smile
        • kura28 Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 22:49
          ivaz napisała:

          >i tylko 25% szans przez in vitro

          Jak to "tylko"? Przecież to przeciętny współczynnik prawdopodobieństwa przy in-vitro.
          • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 22:54
            Nie znasz sie.To cud nad cudawink.
            • caroninka Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 08:58
              Widocznie dla niej cud i co? Masz zamiar teraz wszystkich "uswiadamiac" ze zyja w bledynch przekonaniach, bo to przypadki? Dla Ciebie przypadek, dla innych cud.
    • patysiak Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 17:57
      tak. na wlasnej skorze ... cud ale tez szczescie nieslychane.
      • k1234561 Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 20:33
        Ja,z medycznego punktu widzenia nie mam szansy na donoszenie ciąży,ponieważ nie mam wykształtowanej,miemal połowy macicy.Taka wada genetyczna.Nawet nie do sprawdzenia podczas badania ginekologicznego.Nie wiedziałam o niej zachodząc w ciążę.Gdybym wiedziała nigdy bym nie zaszła,bo po pierwsze muszę poronić/przerwać ciążę w 4-5 miesiącu,bo dalej dziecko nie ma już gdzie się rozwijać,nie ma miejsca,w dodatku ten ścisk może spowodować ucisk na dowolny narząd czy nerw i spowodować praktycznie każde fizyczne czy neurologiczne inwalidztwo.Cudem zatem jest to,że urodziłam zdrową,dziewczynkę w 9-miesiącu ciązy.Jedyną wadą jaką ma córka to zwężenie tętnicy płucnej.Lekkie.Lekarz robiący mi cesarkę,jak już po wszystkim rozmawiał ze mną to mówił,że to cud,że urodziłam zdrowe,normalne dziecko,ona nie powinna się urodzić.Płód powinien samoistnie obumrzeć najdalej w 5-miesiącu!Mój kochany cud ma 11 lat,jest bardzo kochanym,wrażliwym,inteligentnym dzieckiem i bardzo sprawnym fizycznie.Cuda się zdarzaj!
        • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 22:16
          Cud by byl,gdybys nie miala w ogole macicy,a mimo tego urodziła.To co ci sie przydarzylo, to przypadek mozliwy, aczkolwiek bardzo rzadko spotykany.Nie cud.
          • alyeska Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 22:35
            Dziewczyny nie rozumiecie - Lola wie lepiej. Nie ma cudow. Jest tylko omylnosc ludzi. Lola nie wierzy w cuda w zwiazku z tym cudow nie ma bo Lola jest nieomylna - jako jedyna we wszechswiecie . Moze to jest cud? ze ona nieomylna jest.Ale cudow przeciez nie ma bo ona wie lepiej, a ona nieomynla w przeciwienstwie do wszystkich pozostalych...
            • lola211 Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 22:39
              Uwazasz, ze to co napisalam, nie ma sensu? Uzasadnij.Argumentów brak, wiec pozostaja osobiste wycieczki.Napisalam prawde,a tobie widac ciezko ja zniesc.
              • kroliczyca80 Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 23:26
                Jedyny cud (oczywiście w sensie "zjawisko niewytłumaczalne") w tym wątku to chyba Giewont i ratownik widmo. Choć i tutaj zapewne zadziałał stres bohaterki opowieści, a facet był z krwi i kości. Te wszystkie opowieści medyczne sklasyfikowałabym raczej jako błędy lekarzy lub sprzętu, niewystarczający dla danego przypadku stan wiedzy (nawet utytułowanych profesorów - uwierzcie mi, tytuły w tym środowisku o niczym nie świadczą). W medycynie nic nie jest na 100% i każdy lekarz o tym wie. Jeśli nazywa coś "cudem" to w wolnym tłumaczeniu oznacza to: "ale dziwne, w książkach może coś o tym nawet pisali, ale się nie spotkałem na żywo, więc trudno żebym przewidział, ale dobrze że się udało, a Wy się cieszcie i nie miejcie żalu że was postraszyłem".
              • kamunyak Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 23:29
                W takim razie trzeba by wyjśc od definicji cudu, za Wikipedią:

                "Cud (religia)
                Cud (z łac. mirari = dziwić się) - w wielu religiach określenie niecodziennego, nieprawdopodobnego wręcz zjawiska lub zdarzenia, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić przez odwołanie do przyczyn naturalnych, a które będąc niepojętym i niewyjaśnionym przez znane człowiekowi prawa natury, uważane bywa za sprzeczne z tymi prawami i za wyraz ingerencji Boga lub sił nadprzyrodzonych należącej do białej magii."


                Zjawisko niecodzienne, nieprawdopodobne - czyli te opisane wyżej jak najbardziej mieszczą się w tych kategoriach.
                Być może ty inaczej pojmujesz to określenie. Niestety, to nie matematyka i nie da się zmierzyć cudu odtąd - dotąd. Pozostaje więc pewna dowolność i dlatego nie masz racji zarzucając innym, że pojmują cud tak, jak pojmują.
              • kosheen4 Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 00:58
                faktem jest również, że ciebie coś w temacie tych cudów ciśnie, żeby nawracać ludzi wbrew ich woli na logikę, szkiełko i oko. po co?
              • ponis1990 Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 22:46
                czemu jesteś taka niemiła? co ci to daje że psujesz humor w tak poprawiającym humor właśnie wątku?
                • ponis1990 Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 22:49
                  To do Loli miało być .
          • jmalgo Re: Cud - zdarzył się wam? 08.06.13, 22:39
            lola211 napisała:

            > Cud by byl,gdybys nie miala w ogole macicy,a mimo tego urodziła.To co ci sie pr
            > zydarzylo, to przypadek mozliwy, aczkolwiek bardzo rzadko spotykany.Nie cud.
            Witaj.
            Gratuluję dogłębnej wiedzy medycznej w każdej specjalności, wiedzy, pozwalającej zdalnie ocenić omawiane przypadki zdrowotne, ba, nawet te, które zdarzyły się w odległej perspektywie czasowej. I patrzcie, to może być cud, lola 211 przenika nie tylko przestrzeń, ale i czas....
          • lilka69 Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 22:49
            zgadzam sie z lola. cudow nie ma. sa szczesliwe przypadki.
    • girl.anachronism Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 23:15
      wycieczka klasowa, wyjście do lasu po drewno na ognisko. ja i dwie koleżanki odłączyłyśmy się nieco od grupy, żeby powycinać gałęzie z nieruszonych jeszcze drzew. odwracamy się po jakimś czasie, a grupy nie ma. wołamy, nikt się nie odzywa. środek lasu, wokół żadnych domów, tylko i wyłącznie nasze schronisko oddalone cholera wie ile od tego lasu (dość głęboko się zapuściliśmy). koleżanki zaczynają płakać, ja dumam co mamy robić (stać, iść, od razu umierać od razu zanim znajdą nas miejscowe zwierzęta?). po kilku minutach słyszymy melodię dobiegającą z jednej strony, jakby harmonijka albo coś podobnego. szybka decyzja - idziemy tam. po kilkunastu minutach dotarłyśmy prosto do schroniska. ucieszone zaczęłyśmy dziękować wszystkim, że znaleźli taki super sposób na to, żebyśmy się odnalazły, po czym usłyszałyśmy "ale jak to odnalazły? to wyście się zgubiły?". tak, oczywiście nikt nawet nie zauważył naszej nieobecności, nie mówiąc już o dawaniu nam jakichkolwiek znaków. a nikogo innego nie było w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.
      do dziś nie mam pojęcia co to było, ale jestem za to wdzięczna jak jasna cholera.
      • bez_gwarancji Re: Cud - zdarzył się wam? 06.06.12, 23:34
        Hej, mialam prawie identyczną sytuację! Miałam jakieś 12 lat, byłam na wycieczce zagranicznej, zgubiłam się sama w wielkim, dwupiętrowym aquaparku. Grupa już dawno zebrała się na zewnątrz, a ja biegała w mokrych skarpetkach pomiędzy basenami, szukałam szatni i wyjścia... Krążyłam tak chyba ze 30 minut, panikowałam że odjadą beze mnie, wstydziłam się zapytać po angielsku o exit, łzy leciały mi ciurkiem, byłam naprawdę w ultra stresie... I nagle usłyszałam z głośników basenu (muzyka została wyłączona) że "Ania proszona jest do wyjścia" - po polsku, kilka razy pod rząd. A ja wtedy prosto, jak po sznureczku, trafiłam do szatni (ukryta była cholera za jakimiś przepierzeniami) potem schodami w dół, a potem już do wyjścia... Zniecierpliwiona wycieczka czekała w autobusie, dostałam ochrzan, ale podziękowałam za wywołanie mnie przez megafon. A tu niespodzianka, nikomu by do głowy nie przyszło mnie wywoływać, czekali w autobusie i tyle... Do dziś nie wiem, czy mi się to w stresie urodziło w głowie, czy jednak ktoś nadał komunikat...
    • rosapulchra-0 Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 01:39
      Ja mam dwa "swoje" cuda. Pierwszy był wtedy, gdy przeżyłam zator płucny (na dziesięć zatorów osiem kończy się śmiercią). Drugi był wtedy, gdy lekarze z Birmingham mnie wyleczyli i ominął mnie przeszczep wątroby. Dzieci są moimi cudami ponad wszelkie inne oczywiście.
    • croyance taka sytuacja 09.06.13, 02:13
      Mialam miec operacje.
      Umowilam sie na nia raz, ale szpital odwolal. Potem przyslali mi nastepny termin, ale ja nie moglam. W koncu ustalilismy termin kolejny, ale dostalam nowa prace i nie chcialam brac wolnego w pierwszym tygodniu. Operacje odwolano, a mnie z pracy zwolniono (pracowalam rowno dwa tygodnie). Potem w koncu udalo sie ustalic termin.

      Poszlam do szpitala, przyjeli mnie, polozyli do lozka w pizamie szpitalnej, przygotowali wenflony i kazali czekac. Bardzo sie balam i ciagle mowilam, ze cos mi sie stanie, ze nie powinnam miec tej operacji, ale wszyscy mnie zapewniali, ze bedzie dobrze, ze sie przejmuje niepotrzebnie etc.
      Czekam wiec, czekam - moj maz wzial wolne z pracy i czeka ze mna.
      Po kilku godzinach pytamy co i jak, ale nic, jestem na koncu kolejki, trzeba czekac dalej. Czekam, coraz wiekszy stres.

      W koncu pod wieczor przychodzi lekarz, zaambarasowany, i prosi nas na rozmowe. Przepraszam, taka niezreczna sytuacja, ale przedluzyla im sie poprzednia operacja i nie dadza juz dzisiaj rady zajac sie mna. Wszyscy zaczeli naokolo mnie skakac, przyniesli mi i mezowi herbate i cos do jedzenia, wielkie przepraszanie, niestety, trzeba operacje przelozyc, a teraz musza zwolnic mnie do domu. Ja wkurzona na maksa, bo juz sie nastawilam (chociaz i troche z poczuciem ulgi, bo strasznie sie balam jednak), poszlismy do domu. Potem znowu nie moglismy zgrac sie z terminami i trwala polka kalendarzowa.

      I teraz clou.
      W midzyczasie zdiagnozowano mnie z rzadka genetyczna choroba, ktora wlasciwie nie jest taka straszna, tylko moze miec konsekwencje a) przy operacji (krwawienie i rozne komplikacje naczyniowo-sercowe) b) znieczuleniu ogolnym (jakie mialam miec). Nie twierdze, ze na pewno szlag by mnie trafil na tym operacyjnym stole, ale ryzyko komplikacji bylo bardzo duze, a lekarze byliby na nie zupelnie nieprzygotowani (nie wiedzieli na przyklad, ze moge miec problemy z sercem i ze potrzebuje innej dawki znieczulenia niz normalny czlowiek, albo ze moga przerwac mi tkanki, i ze generalnie trzeba ze mna inaczej postepowac).

      I jeszcze okazalo sie, ze diagnoza tlumaczy moje objawy i zadna operacja nie jest potrzebna. Ha!

      I jak sobie przypomne, jak ten termin ciagle nie udawal sie ustalic, i jak siedzialam w tym lozku juz w szpitali, to ciarki mnie przechodza big_grin
      • croyance Re: taka sytuacja 09.06.13, 02:35
        Aha i taka sytuacja.
        Jak mieszkalam przez jakis czas w Japonii to mialam znajoma, z ktora co tydzien widywalam sie i rozmawialam (byly to takie semi-oficjalne spotkania, bo ona chciala angielskich konwersacji). I raz spotkalysmy sie, i przy pozegnaniu nagle poczulam - ze 100% pewnoscia - ze wiecej sie juz nie zobaczymy. Nie bylo to zadne 'przeczucie' czy jakies paranormalne bogwieco, tylko po prostu wiedzialam, jak wie sie na przyklad, co sie jadlo na sniadanie.
        Trzy dni pozniej bylo trzesienie ziemi, ewakuowalismy sie, i wiecej sie nie spotkalysmy.
        Ale takie sytuacje zdarzaja mi sie czesto, mam wrazenie, ze choronologia wydarzen to kwestia percepcji mozgu, a naprawde wszystko co sie wydarzylo, wydarza i wydarzy dzieje sie w tym samym momencie, i po prostu czasem pamietamy cos z przyszlosci. Mialam kilka takich flashy wlasnie, bardzo specyficznych, ale to sie IMO nie kwalifikuje na cuda.
        • olena.s Re: taka sytuacja 09.06.13, 07:18
          Telepatia?
          Moja mama miała od dzieciństwa ukochaną przyjaciółkę. W stosownym czasie owa przyjaciółka wyszła za mąż. Na weselu mama była, i to był jedyny raz, kiedy widziała na własne oczy teściów przyjaciółki: nie mieszkali w Warszawie, a mąż przyjaciółki nie był dla mojej mamy tak bliski jak ona. Nigdy nawet nie było o nich mowy, bo teściowie nie dawali tematów do dyskusji.
          Minęło kilkadziesiąt lat. Moja mama, przyjaciółka i mąż tejże wybrali się na wiosenny spacer w lesie. Idą sobie i nagle moja mama, ni w pięć, ni w dzisięć, po 40 latach od ślubu, pyta: a jak tam mama twojego męża?
          Przyjaciółka odpowiada coś bez znaczenia, kontynuują spacer.
          WIeczorem przyjaciółka dzwoni - własnie, kiedy oni oddawali się kontaktom z przyrodą, teściowa umarła.
          Moja mama tłumaczyła to sobie tak, że odebrała sygnał o śmierci tej kobiety, bo była wrazliwsza, niż mąż przyjaciółki, właściwy adresat przekazu.
          Ale moja mama była czarownicą, wielokrotnie na ulicy w tłumie migał jej ktoś znajomy, a migac nie powinien, bo się już przeniósł na tamten świat, o czym moja mama nie wiedziała.
          • gazeta_mi_placi Re: taka sytuacja 09.06.13, 15:13
            Może mama miała omamy wzrokowe? Zdarzają się przy niektórych chorobach.
        • antyideal Re: taka sytuacja 09.06.13, 08:36
          croyance napisała:

          I raz spotkalysmy sie, i przy pozegnaniu nagle
          > poczulam - ze 100% pewnoscia - ze wiecej sie juz nie zobaczymy. Nie bylo to zad
          > ne 'przeczucie' czy jakies paranormalne bogwieco, tylko po prostu wiedzialam, j
          > ak wie sie na przyklad, co sie jadlo na sniadanie.

          Tez cos takiego przezylam: wychodzil kiedys ode mnie owczesny ukochany,
          w jak najepszej fazie naszej znajomosci bylismy i poczulam przebłysk swiadomosci,
          pewnosci, ze wiecej sie nie zobaczymy. I to byla prawda, choc nie umarl ani nic z tych rzeczywink
          Tak sie potem potoczyly rozne zdarzenia. Nie nazywam tego cudem tylko przeblyskiem
          intuicji, dlatego wierze, ze istnieje.
          Drugi dowód mialam w ciazy, gdy od poczatku wiedzialam jakiej plci bedzie dziecko.
          • kiddy Re: taka sytuacja 09.06.13, 10:27
            No to ja tez miałam taki przebłysk, bo od samego początku byłam absolutnie przekonana, że będzie chłopiec. I to faktycznie chłopiec sobie rośnie. Nic w tym dziwnego? Otóż ja nigdy nie brałam pod uwagę posiadania syna, zawsze miała być dziewczynka wink
    • asia_i_p Re: Cud - zdarzył się wam? 09.06.13, 11:08
      Moja prababcia przeżyła coś na kształt cudu. Jechała z Litwy do Polski w czasie pierwszej wojny światowej z czwórką dzieciaków. Miała się przesiąść w miejscowości X (nie pamiętam nazwy i nie mogę w tej chwili znaleźć spisanych wspomnień jej najstarszej córki, która przy tym była). W nocy pociąg stanął i usłyszała konduktora wywołującego stację X. Wysiadła. Pociąg ruszył. Nie była na stacji, tylko na polu, podszedł do niej mężczyzna, spytał, co tu robi, ochrzanił, że chyba oszalała, bo to nie stacja X, a następny pociąg jest za dobę. Zaprowadził na najbliższą stację i tam w poczekalni spotkała pradziadka, który został zwolniony z wojska ze względu na krótki wzrok i wracał na Litwę ich szukać.

      NIe uważam, że głos anielski krzyknął jej w ucho. Widzę wszystkie racjonalne wyjaśnienia: że konduktor krzyczał "Uwaga, nie wysiadać, bo to nie stacja X", a ona źle usłyszała. Albo że przysnęła, a budząc się usłyszała jeszcze we śnie to, na co czekała. Ale fakt, że ta najprawdopodobniej kompletnie wyjaśnialna przyczyna skłoniła ją do wyjścia z pociągu w tym właśnie miejscu jest dla mnie cudem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka