Kolejny wątek na temat wyjątkowych sytuacji?
Przeżyłyście kiedyś taki moment, gdzie wszystko przemawiało za tym, że nie ma szans, że już pozamiatane i wtedy, wbrew logice i całemu światu - coś się udało, naprawiło itd.?
Pewnie to banał, jeśli chodzi o częstotliwość, ale dla mnie cudem drugie dziecko - po pierwsze małe szanse były na zajście, niewielkie na utrzymanie i żadne na donoszenie do końca.
Urodziłam w 38 tygodniu i w zwiazku z tym zaliczyłąm trzy cudy

Swego czasu fatalnie, po prostu fatalnie układało się nam w małżeństwie.
W zasadzie zdecydowani byliśmy na rozstanie.
I nagle, trzask, zaczęło się układać

I tak już kilka lat bez większych potknięć.
No i pewna sprawa z moim tatą, o której nie chcę za wiele pisać, ale poczytuję to co się zadziało w kategoraich cudu