Jak wiecie, mam dużo psów, w związku z czym np. wyjazdy są problematyczne, aczkolwiek – wykonalne. Przyjeżdża wtedy nasza córka i zostaje z towarzystwem. Psy są trochę zdezorientowane, ale w sumie – nie jest źle – oprócz jednej suni, tej „najmojszej”

Ona zupełnie sobie nie radzi z rozstaniem ze mną… Mimo że córkę dobrze zna i bardzo lubi, mimo że zostaje w swoim domu, ze swoimi towarzyszami – nie umie pogodzić się z moją nieobecnością. Nie było nas 3 dni, sunia przez te dni : nie jadła, nie wychodziła na spacer (tylko na szybkie siku do ogrodu), ba – nie chciała nawet być razem z resztą stada, które normalnie przesiadywało tam gdzie moja córka – czy to salonie, czy w ogrodzie, czy na tarasie, czy szło z córką poganiać na łąkę itd. Ona jedna – nie. Calutkie 3 dni spędziła w mojej sypialni, na moim łóżku, gdzie przyniosła sobie mój kapeć i tak z nim leżała…
Ciągle myślę o tej mojej suni… Jaka to musi być dla psa męczarnia takie rozstanie. Nawet nie można jej powiedzieć – nie martw się, prędko wrócę. Co innego zwyczajne, powtarzalne wyjścia do pracy – to zna od urodzenia i wie, że pańcia wychodzi rano, ale na obiad wraca, natomiast kiedy pańcia wychodzi z dużą torbą

i nie wraca na noc – to już koniec jej psiego, uporządkowanego świata…
A pomyśleć, że ludzie są w stanie oddać psa na czas wyjazdu nawet w zupełnie obce miejsce – do psiego hotelu ! Dla mnie rzecz niewyobrażalna, raczej w ogóle nie wyjechałabym nigdzie niż zrobiła psu taką krzywdę.
W sierpniu mamy znowu wyjechać na kilka dni – zastanawiam się czy nie wziąć jej ze sobą, jej jednej, skoro tak sobie nie radzi beze mnie… Z dugiej strony - wyjazd też będzie dla niej stresem, w końcu będzie tak, że ja zrezygnuję z wyjazdu