Dodaj do ulubionych

Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień...

13.07.12, 17:46
Jakis czas temu pisałam, że mój 9-letni syn chce jechać na obóz. Jest na obozie od środy. Wiem, że inne matki odpoczywają w takich sytuacjach od dzieci, cieszą się ze spokoju. Ja staram się czymś zajmować ale ciągle myślę o małym, co robi, czy zjadł obiad, ponieważ jest bardzo wybredny i wielu rzeczy nie lubi. Nie mogą mieć telefonów i dzwonić do rodziców. Pierwszy raz nie wiem przez dłuższy czas co robi mój syn, czy jest zadowolony, czy nie płacze. Pewnie jak wróci zadowolony to w przyszłym roku nie będę tak przeżywać ale teraz jest mi ciężko. Nie mogę na ten temat mówić mężowi bo zaraz mówi, że przeżywam i przesadzam, że przecież sobie poradzi. Ja wiem, że to normalne, że dzieci jeżdżą na wakacje i zazwyczaj jest wszystko dobrze i wracają zadowolone ale to jest niezależne ode mnie. Próbuję się uspokoić, sama sobie tłumaczyć a za chwilę łapię się na tym, że np. przy szykowaniu obiadu myślę, co mały miał na obiad, czy zjadł albo przynajmniej o tym jaka tam pogoda itp. Ma ktoś tak? Jak sobie poradzić? Może mieć cały dzień jakieś zajęcie? Czy to mija przy kolejnych wyjazdach?
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 17:52
      Nie rozumiem jednego: dzieci nie mogą mieć telefonów i dzwonić do rodziców- no nie rozumiem; mój syn pojechał dzisiaj, odwoził go mąż- przed wejściem dziecka do autokaru każdy rodzic dostał karteczkę z adresem , telefonem i porami, kiedy organizatorzy piszą, że można z dzieckiem się kontaktować.
      • mdro Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 17:58
        Hmm, pomijając to, że w lesie kontakt do ładowania trudno znaleźć wink, to w harcerstwie często jest zasada, że komórki mają tylko funkcyjni, od zastępowego wzwyż. Niemniej numer telefonu do tego zastępowego oraz drużynowego (i komendanta obozu) powinien być podany rodzicom.

        A założycielka wątku niech się nie denerwuje, gdyby się coś stało, to by ktoś zadzwonil wink.
    • thorgalla Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 17:54
      A nie masz numeru do opiekunów? Jak masz to dzwoń,jeżeli nawet nie będziesz rozmawiać z synem to chociaż dowiesz się czy żyje wink
      • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 18:03
        Nie jestem nadopiekuńczą matką, ale syna na obóż, gdzie z góry zapowiedziano, zę nie ma kontaktów z domem nie posłałam. Dla mnie to bardzo podejrzane - moze nie byc zasięgu, opiekunowie mogą nie chcieć, aby zajecia rozwalali im dzwoniacy stale rodzice -OK. Ale wtedy co pewien czas nalezy dszieci zaprowadzić do telefonu, aby mogły pogadać z rodziną. Nie moze byc tak, zę przez tydzień dzieci są praktycznie uwięzione, bez możliwości jakiegokolwiek kontaktu z rodzicami.
        • agab51 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 18:07
          verdano, napisałam na priv
        • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 18:21
          Przesadzasz i to mocno.
        • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 10:23
          verdana napisała:

          > Nie moze byc tak, zę przez tydzień dzieci są
          > praktycznie uwięzione, bez możliwości jakiegokolwiek kontaktu z rodzicami.

          Dzieci nie sa uwięzione, nikt ich tam siłą nie ciągnął. Niektórzy organizatorzy wyjazdów dziecieco-młodzieżonych zastrzegają od poczatku że nie ma kontaktów telefonicznych lub jest kontakt ograniczony. Kiedys sie temu dziwiłam ale znajoma która organizuje taki wyjazdy opowiadziała mi jaka to zmora bywa te kontakty z rodzicami, organizatorom rozbijaja wszystko, dzieci się nakrecają, płaczą praktycznie bez powodu, rodzice sie denerwują.


    • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 18:00
      nie pocieszę Cię, mnie nie minęło
      mam luz owszem, czas dla siebie, porządek w mieszkaniu, ale myślę, czy wszystko ok, czy w ogole coś je (wybredny gość) itd
      ale syn mi wysyła smsy, więc jakis kontakt jest
      na Twoim miejscu zadzwonilabym do opiekuna, i to dawno
    • kozica111 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 18:10
      A jak to onegdaj bywało kiedy tych komórek nie było....płacz i zgrzytanie zębów, dzieci zagłodzone, zabiedzone...ale o ile zdrowsze psychicznie.
      • marzeka1 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 18:11
        kozica111 napisała:

        > A jak to onegdaj bywało kiedy tych komórek nie było....płacz i zgrzytanie zębów
        > , dzieci zagłodzone, zabiedzone...ale o ile zdrowsze psychicznie.

        - dawniej ludzie też chodzili za potrzebą do "wygódki" i co z tego? żyjesz z takim, a nie innym świecie.
      • wszystko_zdycha dzwoniło się z budki 13.07.12, 18:12
        a telefon na monety/żetony był w każdym ośrodku wczasowym

        > A jak to onegdaj bywało kiedy tych komórek nie było....płacz i zgrzytanie zębów
        > , dzieci zagłodzone, zabiedzone...ale o ile zdrowsze psychicznie.
        • kozica111 Re: dzwoniło się z budki 13.07.12, 18:16
          Na kolonie jeździłam często, nie dzwoniło się, bo w małych miejscowościach budek nie było.Maminsynki i tyle.
          A nie zapomnij dać synowi podkładu na kibelek bo i o takim pomyśle ostatnio słyszałam.Potem dziwić się że faceci bezjajeczni.
          • maga761 Re: dzwoniło się z budki 13.07.12, 18:26
            Mam numery do wychowawców ale napisane jest w informacji, że można dzwonić w pilnych sprawach, więc na razie nie dzwoniłam. On jest na obozie sportowym z karate, nie harcerskim. Ja byłam jako dziecko na koloni i też nie dzwoniłam do rodziców, pamiętam, że przyjechali po tygodniu w weekend ale ja byłam dwa tygodnie a mój syn jechał tylko na tydzień. Wiem, że z nadopiekuńczości wynika później niezaradność dorosłych mężczyzn dlatego staram się walczyć sama ze sobą i dlatego pozwoliłam na ten obóz jechać ale niestety martwię się.
            • przeciwcialo Re: dzwoniło się z budki 13.07.12, 18:36
              Przyjmij więc do wiadomości że brak wiadomości to dobra wiadomośc wink
              Krzywda mu sie tam nie dzieje, a gdyby cos było nie tak to skontaktowaliby sie z tobą.
            • sheer.chance Re: dzwoniło się z budki 13.07.12, 19:01
              Bez sensu. I dlugo tak sie masz zamiar martwic? Zadzwon, spytaj czy wszystko OK i ciesz sie weekendem.
            • mama303 Re: dzwoniło się z budki 14.07.12, 10:29
              maga761 napisała:

              >ale niestety martwię się.

              Trudno, poradzisz sobie, dorosła jesteś smile
      • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 10:27
        kozica111 napisała:

        > A jak to onegdaj bywało kiedy tych komórek nie było....płacz i zgrzytanie zębów
        > , dzieci zagłodzone, zabiedzone...ale o ile zdrowsze psychicznie.

        Otóz to, jest okazja żeby odpocząć od siebie psychicznie.
      • mamatin Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 02:35
        > A jak to onegdaj bywało kiedy tych komórek nie było....płacz i zgrzytanie zębów
        > , dzieci zagłodzone, zabiedzone...ale o ile zdrowsze psychicznie.

        komórek nie było, ale był jakiś sekretariat, jakiś kierownik gdzie matka mogła zadzwonić. Kilka razy byłam na koloniach i zawsze jakiś kontakt tel. z rodzicami był.
    • inguszetia_2006 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 19:17
      maga761 napisała:
      Ma ktoś tak?
      Witam,
      Nie mam, na szczęście. Córka jeździ na obozy harcerskie, wcześniej zuchowe, ma komórkę, ale dzwonić mogą tylko raz dziennie, a czasami nawet nie raz dziennie, bo nie mają czasu, cały dzień w plenerze, a potem "padł na łóżko i zasnął". Była też na koloniach, gdzie w ogóle komórek nie było i też było caca. Jak ja jeździłam na kolonie to pisałam listy do rodziców, a oni odpisywali. O dziwo, te listy dochodziły na czas;-P
      Pzdr.
      Ing
      • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 19:31
        A ja widzę zasadniczą różnicę pomiędzy czassmi, gdy nie było możliwosci technicznych i telefonów - więc dzieci nie mogły dzwonić, a uniemożliwieniem kontaktów z rodzicami. To są dwie kompletnie różne sprawy. Jak nie mozna to nie mozna - i już. Jak można, ale organizatorzy sobie nie zyczą - to wzbudza we mnie powazne podejrzenia.
        Ciekawe, ilu rodziców posłałoby kiedyś dzieci na kolonie, gdyby organizatorzy zapowiedzieli, że nie wolno na nich ani pisać, ani otrzymywać listów.
        • inguszetia_2006 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 19:51
          verdana napisała: Ciekawe, ilu rodziców posłałoby kiedyś dzieci na kolonie, gdyby organizatorzy zapowiedzieli, że nie wolno na nich ani pisać, ani otrzymywać listów.
          Witam,
          Moi rodzice na pewno by nas wysłali, jak amen w pacierzu by nas wysłali;-P Do tej pory twierdzą, że jak się pozbywali naszej diabelskiej dwójki(tzn. mnie i mojego starszego brata), to mieli trzy tygodnie luzu, świętego spokoju i balangi. Dawaliśmy im naprawdę popalić, przyznaję. I nie baliśmy się ich gniewu, w ogóle. Co to tam dostać opi...ol, skoro można takie fajne rzeczy robić;-P Do tej pory mamy świra. Moja mama tez była diabłem wcielonym, to z opowiadań babci. I na stadionie dziesięciolecia wybiła jedynki, z wdziękiem spadając ze schodów;-D
          Pzdr.
          Ing
        • bi_scotti Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:36
          verdana napisała:

          > Jak można, ale organizatorzy sobie nie zyczą - to wzbudza we mnie powazn
          > e podejrzenia.

          Jesli sobie nie zycza "bo tak" i zero dyskusji to oczywiscie podejrzane i nalezy szukac innego obozu/kolonii ale jesli jest to uzasadnione, jest jakis pomosl dlaczego "nie" tudziez rodzice maja detaliczny kontakt z samymi organizatorami to ja np. jestem juz bardziej niz OK z takim scenariuszem. Najmlodszy byl swego czasu (mial wtedy chyba 13 czy 14 lat) na obozie rowerowym dookola PEI i sugestia byla zeby nie brac ani cell phone ani aparatow fotograficznych (ograniczenie bagazu w sakwach, noclegi bez dostepu do pradu, pogoda - deszcz etc.) przy czym mielismy podany dokladny spis noclegow z telefonami albo na pola namiotowe, na ktorych nocowali albo ... do jakiegos lokalnego mieszkanca kolo ktorego posesji grupa miala sie zatrzymac. Dla Mlodego najwiekszym bolem bylo wtedy to, ze nie mogl zabrac gitary wiec mial okazje podszkolic swoje umiejetnosci gry na harmonijce ustnej smile Kartke "z obozu" wyslal w czasie przesiadki na pociag w Montrealu w czasie powrotu do domu wink
          • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:55
            Jeśli rodzice mogą co pewien czas mieć kontakt z dziećmi, nie organizatorami. Dziecko ma prawo raz na parę dni pogadać z rodzicami - nie tylko dlatego, że tęskni, ale moze chcieć powiedzieć o czymś, z czego nie zwierzy się obcej osobie.
            Nastolatek to inna bajka. Nastolatek, w razie problemów sobie poradzi - choćby zwieje z obozu do najbliższego telefonu(mój nastolatek jest na obozie, gdzie zazwyczaj nie ma zasięgu i nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby sie zastanawiać nad tym). Dziecko, które nie ma kontaktu z rodzicami, w razie problemów lub zmartwień jest faktycznie na takim obozie bez żadnego kontaktu uwięzione.
            Wobec tego, że przerabiałam, jako wychowawczyni, kierownika kolonii - autentycznego sadystę, a jako matka - próbę pobicia mojej córki przez trenera+gwałt na uczestniczce wycieczki + ukrywane przed rodzicami molestowanie jednej z dziewcząt na obozie (syn był kadrą, więć donióśł), nigdy w życiu nie zgodziłabym się, aby moje dziecko nie miało prawa, niezaleznie od sytuacji, do mnie zadzwonić.
            -
            zpopk.blox.pl
        • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:16
          Ostatnio z twoich postów starsznie czarno patrzy. Wszystko w porządku?
          Dzieciństwo miałąś okropne, na twoje dzieciplagi egipskie na obozach aspadały ale to nie reguła. Ja mam zupełnie odwrotne doświadczenia i świat widzę w jaśniejszych barwach.
        • mamatin Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 02:38
          > A ja widzę zasadniczą różnicę pomiędzy czassmi, gdy nie było możliwosci technic
          > znych i telefonów - więc dzieci nie mogły dzwonić, a uniemożliwieniem kontaktów
          > z rodzicami. To są dwie kompletnie różne sprawy. Jak nie mozna to nie mozna -
          > i już. Jak można, ale organizatorzy sobie nie zyczą - to wzbudza we mnie powazn
          > e podejrzenia.

          Też tak uważam.
        • hellulah Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 18:27
          Córka jeździła regularnie na obozy, na których był zakaz posiadania prywatnych komórek. Jednocześnie była możliwość zadzwonienia na numer wychowawcy grupy, ale tu zalecano, aby nie dzwonić w porach posiłków oraz treningów oraz aby nie dzwonić bez pilnej potrzeby.

          W grupie było ok. - o ile pamięć mnie nie zawodzi - osiemnaściorga dzieci. Gdyby każdy rodzic chciał przez pięć minut dziennie pogadać ze swoim, w paśmie nie-posiłków i nie-treningów, wychowawca non stop odbierałby telefony. Zamiast prowadzić zajęcia, nadzorować dzieci itd.

          Dzieci miały się zintegrować i odpępowić. Telefoniczne nagabywanie rodziców nie bardzo w tym pomaga.

          Listy czy kartki to jednak coś innego, nie ma tego rodzaju kontaktu emocjonalnego, co przy telefonach.

          Ten regulamin znaliśmy i akceptowaliśmy, tak my jak i dziecko. Obozy sportowe, organizowane przez ludzi, z którymi dziecko trenuje od lat. Brak komórek (oraz całkowity zakaz śmieciowego jedzenia) dziecko traktowało jako dodatkowe wyzwanie, coś jak dodatkowy honor (wyższa poprzeczka). Córka była zniesmaczona przypadkami przemycanych komórek (na te kilka grup zdarzało się, że ktoś od mamusi dostał komórkę do ukrycia) - że to dziecinne i nieuczciwe. Takie przypadki (pojedyncze) omawiano na zebraniach przed wyjazdami - nieuczciwe i niesprawiedliwe względem tych, którzy uczciwie nie zabrali komórek, no ale zawsze znajdą się tacy, co lubią kręcić lody o ulubionych smakach.

          Młoda jeździ też na obozy, na których można mieć telefon czy jak ktoś musi to i laptop albo mainframe zdolne pomieścić googla. Zazwyczaj łaskawie zadzwoni raz na turnus smile a gdy my dzwonimy, jakoś brakuje jej czasu na pogaduszki.
    • e_r_i_n Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 19:42
      Mój syn jest:
      - za granicą
      - na obozie hardocorowym wink
      - wyjechał na 3 tygodnie
      Ma telefon i nie dzwoni. Tzn. dzwoni, jak ma interes.
      Znaczy - dobrze się bawi smile
      Spokojnie. Jakby się działo coś złego, to byś już wiedziała.
    • myelegans Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:09
      Nie wiem, bo jeszcze doswiadczenia nie mialam, ale z mojego wlasnego doswiadczenia z drugiej strony, to ja pojechalam na kolonie po raz pierwszy w wieku 8 lat na 3 tygodnie. Telefonu nie mielismy, byly listy.
      Strasznie tesknilam i balam sie przyznac. Z perspektywy to pewnie jak na nas przyjdzie pora to zasymulowalabym sytuacje przed obozem, np. najpierw krotki wyjazd np. 2-3 noce, pozniej tygodniowy, a taki 2 tygodniowy to jak juz zupelnie dojrzeje i wie jakie to bedzie doswiadczenie.
      Nie mam problemow z brakiem telefonow, moga pisac listy, ktore dochodza w dzien. Moje dziecko przez telefon rozmawiac nie lubi i tak bym sie niewiele dowiedziala.
      Powodzenia.
      • bi_scotti Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:23
        My szukalismy zawsze z pelna premedytacja obozow, na ktorych nie bylo mozliwosci korzystania z telefonu czy pozniej Internetu - z zalozenia odcinalismy kontakty zeby dzieci wiedzialy, ze sa zdane na siebie. Gdy Najstarsza byla w PL pierwszy raz majac 6 lat jedna z babc strasznie parla do co tygodniowych kontaktow telefonicznych z nami - to nie byl dobry pomysl, te pogawedki budzily w Irce bez sensu tesknote za starymi, kolezankami i nawet bratem wink Taki numer przeszedl raz - w kolejnych latach kontakty byly wylacznie przez poczte az do czasu dostepnosci Internetu w domach u krewnych - wtedy sie zaczelo wink Emails ... eh, mniej pocztowek i samodzielnych rysunkow z wakacji suspicious
        A tak na rozum - jesli masz zaufanie do organizacji/organizatorw odpowiedzialnych za oboz to swoje obawy/strachy/nadmiar wyobrazni trzymaj na uwiezi. Gdyby sie NAPRAWDE dzialo cos niepokojacego, wiadomosc przyszlaby super szybko. Zle wiadomosci docieraja expressowo, to na te dobre zawsze trzeba poczekac. Life. A dalas Mlodemu papeterie i znaczki zeby pisal? Jak nie, to sama napisz do niego i popros o odpisanie - na pewno sie tam jakas kartka papieru z koperta znajda smile
        No i zawsze jest wino - pomaga na wszelkie niepokoje - sprawdzone wielokrotnie big_grin
        • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:41
          Super. Dziecko na obozie, bez kontaktu z rodzicami i pozbawione mozliwości kontaktów jest faktycznie uwięzione, niezaleznie co się dzieje. To,że dziecko nie powinno dzwonić, bo teskni jest zwyczajnie okrutne - niech tęskni, bylebyśmy my rodzice mieli spokój i o tym nie wiedzieli. Niech babcia się meczy z tęskniącym dzieckiem.
          Słowo daję, uznanie, ze kontakt raz na tydzień to przxesada sprawia wrazenie - chyba słuszne - że absolutrnie w wakacjach nie chodzi o to, aby dziecko miało z nich jakąś przyjemność, tylko aby sie definitywnie i na dobre na trzy tygodnie pozbyć dziecka i móc o nim zapomnieć.
          Strach nalezy rzeczywiście trzymać na uwięzi, z tym sie zgadzam. Nie nalezy jednak uznawać, zę w czasie wakacji dziecko ma zamiast dobrze się bawić, przejść reedukację - zacząć jeść, umieć tęsknić w milczeniu i nie zawracać tym nikomu głowy, wiedzieć, ze w razie problemów może liczyć tylko na siebie, bo rodzice zadnych kontaktów sobie nie życzą. Wakacje mają, hm.. byc przyjemne? Dla dzieci też?
          • bi_scotti Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:48
            verdana napisała:

            > Super. Dziecko na obozie, bez kontaktu z rodzicami i pozbawione mozliwości kont
            > aktów jest faktycznie uwięzione, niezaleznie co się dzieje. To,że dziecko nie p
            > owinno dzwonić, bo teskni jest zwyczajnie okrutne - niech tęskni, bylebyśmy my
            > rodzice mieli spokój i o tym nie wiedzieli. Niech babcia się meczy z tęskniącym
            > dzieckiem.

            Eeee tam - histeryzujesz. Tesknota pojawia sie i znika, mozna ja tez prowokowac lub nie. Najtrudniej jest przed snem a i tak wtedy trzeba sobie z tesknota poradzic samemu jak zreszta z samotnoscia w ogole; to dotyczy czlowieka niezaleznie od wieku. Dziecko, w jakims sensie, zawsze jest "uwiezione" az do doroslosci choc ... hmmm ... my, dorosli, tez jestesmy zawsze "wiezniami" czegos tam, wielokrotnie bez zadnego wplywu na okolicznosci.
            Teraz rozumiem dlaczego Triss ma racje w swoim watku smile
            • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 21:03
              Tęsknota zepsuła mi absolutnie wszystkie wakacje w dzieciństwie. Gdybym mogła raz w tygodniu zadzwonić, to pewnie nie płakałabym nocą od poczatku czerwca w poduszkę, ze muszę jechać. Moi rodzice do dziś o tym nie wiedzą, nie przyznałam im się.
              Nienawidziłam tych wakacji.
              Tak, najlepiej wiedzieć, zę jak człowiekowi jest smutno, to powinien sam sobie z tym radzić i nikomu nie mówić. Po co? Rodzina nie jest po to, aby wspierać przecież, rodzina jest po to, aby hartować i samemu dzielnie radzić sobie ze wszystykim, bez wsparcia.
              Wiesz, nie rozumiem takiej filozofii - jesteś dzieckiem, jest ci smutno - doskonale, naucz sie, żeby nikomu sie nie zwierzać, naucz sie byc samotnym.
              Moje dzieci - hm, są raczej niezalezne. Ale o ile pamiętam, to Ty tak wychowałaś swoiich dwoje dzieci, aby wszystkie potencjalne plany życiowe poświecili kiedyś opiece nad średnim. To Ty wychowałaś ich tak, aby odrzucili każdego poterncjalnego partnera, który nie zgodzi sie zaopiekować chorym bratem. To Ty, o ile pamietam, tłumaczysz średniemu, ze ma się nie żenić, nawet jeśli jego dziewczyna nie ma nic przeciw temu.
              Mam wrażenie, że Twoje dzieci zostały tak wychowane, aby mimo buntów czy wyjazdów resztę zycia działać tak, jak Ty sobie zaplanowałaś. Więc tak,. Triss ma rację rzeczywiście.
              Twoje dzieci są p
              • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 21:16
                Twoje dzieci są nadal przez Ciebie sterowane, choć teoretycznie niezalezne. Tak zaostały wychowane...
              • bi_scotti Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 21:22
                verdana napisała:

                > .Ale o ile pamiętam, to Ty tak wychowała
                > ś swoiich dwoje dzieci, aby wszystkie potencjalne plany życiowe poświecili kied
                > yś opiece nad średnim. To Ty wychowałaś ich tak, aby odrzucili każdego poterncj
                > alnego partnera, który nie zgodzi sie zaopiekować chorym bratem.

                Sie mylisz ale to nie czas ani miejsce na tego typu PRYWATNE "zeznania".

                To Ty, o ile p
                > amietam, tłumaczysz średniemu, ze ma się nie żenić, nawet jeśli jego dziewczyna
                > nie ma nic przeciw temu.

                I znow sie mylisz. Lub moze zaslepiona swoja wizja swiata, interpretujesz jak Ci wygodnie. Your choice.

                > Mam wrażenie, że Twoje dzieci zostały tak wychowane, aby mimo buntów czy wyjazd
                > ów resztę zycia działać tak, jak Ty sobie zaplanowałaś.

                Verdana, opamietaj sie - Ty NAPRAWDE nic o mnie ani o mojej rodzinie nie wiesz. Rozmowy na forum sa zdecydowanie bardziej cywilizowane gdy odbywaja sie bez wycieczek osobistych i dopisywania wymyslonych nadinterpretacji zapamietanych-lub-nie fragmentow wczesniejszych postow. Jak slowo daje, czasem trudno uwierzyc, ze masz tyle lat ile twierdzisz, ze masz i ze masz taka profesje jaka ponoc masz. Take the chill pill!
              • inguszetia_2006 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 21:35
                verdana napisała:

                > Tęsknota zepsuła mi absolutnie wszystkie wakacje w dzieciństwie.
                Witam,
                Może i popsuła, ale dlaczego na inne matki przenosisz te swoje wspomnienia, wywołując poczucie winy i takie tam. Bo dziecko nieszczęśliwe... Chciały dobrze, dzieciak zmienił klimat, ma towarzyszy, nie każdy jest tak wrażliwy, zamkniety jak ty. Śmiem twierdzić, że jesteś jednak wyjątkiem. Wracałam z kolonii szczęśliwa,bywało że zakochana, wybawiona etc.
                Dołujesz, niepotrzebnie. Zwłaszcza w takim wątku, gdzie dziewczyna chce pozytywnego kopa, a ty jojczysz i apokalipsą straszysz.
                Pzdr.
                Ing
              • dobrakobieta3 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 17:20
                Verdana, przestań już z tymi swoimi mądrościami.
                Od zawsze wiadomo, że masz potężny, nieruszony, głęboki, bardzo osobisty problem na pograniczu psychologii i psychiatrii, jeśli chodzi o swoje wyobrażenia o wychowaniu dzieci oraz praktyktykę w tym temacie.
                Ja - jako m. in. organizator obozów sportowych dla dzieci - takim mamom jak Ty daję co roku wybór: albo pani rezygnuje z odwiedzenia dziecka i może dzwonić tylko za pośrednictwem opiekunów obozu albo pani dziecko nie pojedzie z nami. Koniec. Nie ma w ogóle opcji "B".

                Ale jest też druga strona: zdarzyło się, że pojechało z nami dziecko, o którego zabranie z wyjazdu poprosiliśmy uprzejmie rodziców - koszmar. I kochani, wykształceni, bogaci rodzice odmówili. Ponieważ jednak dzieciak stanowił wręcz zagrożenie społeczne (i Bóg wie jakie jeszcze) dla innych dzieci, nalegaliśmy. Po 2 dniach perturbacji rodzina przysłała jakąś ciotkę "siódma woda po kisielu" - bo rodzicom nie chciało się przerywać cudnego urlopu na morzem... Oczywiście, obcej babie chłopca wydać nie chciałam, więc wsiadłam w auto i odwiozłam go do matki i ojca (moja sprawa, jak ich znalazłam). Po tym, jak przestali odbierać ode mnie wcześniej telefony - byli mocno zdziwieni i oburzeni, że popsułam im sielankę.
                Oczywiście, tam był istotny problem dysfunkcyjnej rodziny, co się okazało, niestety, trochę za późno.

                Natomiast wracając do wątku: mama niech się zajmie sobą. Jest to dobra okazja, aby się odpępowić i zrozumieć inne oblicze odpowiedzialności - chociażby za to, aby nie wychowywać faceta bezjajecznego (jak wiele dziewczyn podkreśla) i uporać się z własnymi demonami. Niepokój jest normalny, ale pusta histeria to już przegięcie.

                • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 09:29
                  dobra kobieto, nick zupełnie do Ciebie nie pasuje
                  mam nadzieję, że moja córka nie trafi na wychowawczynię Twojego pokroju
          • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 10:42
            verdana napisała:

            > Super. Dziecko na obozie, bez kontaktu z rodzicami i pozbawione mozliwości kont
            > aktów jest faktycznie uwięzione, niezaleznie co się dzieje. To,że dziecko nie p
            > owinno dzwonić, bo teskni jest zwyczajnie okrutne - niech tęskni, bylebyśmy my
            > rodzice mieli spokój i o tym nie wiedzieli. Niech babcia się meczy z tęskniącym
            > dzieckiem.

            Tęsknota - rzecz naturalna!
          • turzyca Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:43
            Nie nalezy jed
            > nak uznawać, zę w czasie wakacji dziecko ma zamiast dobrze się bawić, przejść r
            > eedukację - zacząć jeść, umieć tęsknić w milczeniu i nie zawracać tym nikomu gł
            > owy, wiedzieć, ze w razie problemów może liczyć tylko na siebie, bo rodzice zad
            > nych kontaktów sobie nie życzą. Wakacje mają, hm.. byc przyjemne?

            Ja sie powaznie zastanawiam, gdzie Ty na te wyjazdy jezdzilas. Gdzie byli opiekunowie, do ktorych mozna sie zwrocic, gdy czlowiekowi ciezko na duszy, bo kolezanka glupia, a do domu daleko, gdzie opiekunki, ktore zagladaja wieczor do kazdego pokoju i sprawdzaja, czy dzieci sie dobrze czuja (a wieczorny obchod pokojow byl na obozach, na ktore ja jezdzilam do konca czyli w przypadku ludzi tuz przed matura, juz 18-letnich, rowniez. Tylko starszym wychowawcy nie poprawiali kolderek i nie sprawdzali, czy komus nie padlo sie do lozka w ciuchach.) Jak rany, od "nie chcemy telefonow rodzicow, bo to przypomina dzieciom o odleglym domu, wzbudza tesknote i wywoluje niepotrzebne lzy" do "dzieci maja cierpiec w milczeniu" jest w normalnych ukladach naprawde daleka droga. Kto takie patologiczne wyjazdy organizowal, ze Tobie sie te dwie rzeczy utozsamily?
            • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 12:02
              Dzieci są różne:moja córka, 9-letnia, uważa, że o prywatnych sprawach nie rozmawia się z obcymi, gdyby jej było ciężko na duszy, na pewno nie poszlaby do obcej dla niej osoby wyżalić się, od tego jestem ja.
              • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 15:20
                pade napisała:

                > Dzieci są różne:moja córka, 9-letnia, uważa, że o prywatnych sprawach nie rozma
                > wia się z obcymi, gdyby jej było ciężko na duszy, na pewno nie poszlaby do obce
                > j dla niej osoby wyżalić się, od tego jestem ja.

                No ale może warto, aby dotarło do niej że na wyjeździe mamy własnie nie ma. To jest też psychiczny odpoczynek od rodziców, mozliwosc zatęsknienia, mozliwość poznania jak to jest bez rodziców.
                • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 18:45
                  Jezdziłam z babcią. Babcie nie robi się przykrości płacząc za rodzicami, prawda?
                  Nie uwazam, żeby fakt, ze dziecko tęskni było powodem, aby siedziało w czasie wakacji w domu. Nic mu sie nie stanie, jak bedzie tęskniło. Nie nalezy jednak uznać, że ma tęsknić cicho, w samotności i bez kontaktu z rodziną.
                  Rozumowanie "dobrze, aby dotarło, zę mamy nie ma" jest b. dobre dla nastolatków. Nie dla dzieci, dzieci powinny własnie mieć świadomość, ze w razie zmartwień zwracają się do rodziców.
                  • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 19:38
                    verdana napisała:

                    >Nie nalezy jednak uz
                    > nać, że ma tęsknić cicho, w samotności i bez kontaktu z rodziną.

                    A cóz mu sie takiego stanie /9 latkowi/ jak odczuje sobie tęsknote w samotności i nawet mu sie smutno zrobi bez mamy?
                    • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 09:31
                      ja się tym razem w 300% zgadzam z verdaną, a Ty masz mamo albo bardzo małe dzieci albo zero empatii
                      • skarolina Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:52
                        pade napisała:

                        > ja się tym razem w 300% zgadzam z verdaną, a Ty masz mamo albo bardzo małe dzie
                        > ci albo zero empatii

                        Ja mam za to dzieci całkiem spore i jeżdżące na różne obozy - i moje doświadczenie potwierdza tezę, że dzieci najgorzej znoszą te wyjazdy, z których mogą dzwonić do rodziców.

                        To, że verdana tęskniła i do tej pory pielęgnuje w sobie uraz do dziecięcych wyjazdów bez kontaktu, nie znaczy, że jest to obowiązująca norma - nie przelewałabym tego na wszystkie dzieci świata.
                        • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 11:09
                          Dokładnie. Mam takie samo zdanie.
                        • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:10
                          owszem, to nie jest norma
                          to, że dzieci sa rózne wiem i pisze o tym wyżej albo niżej
                          dla mnie to oczywistość
                          ale bzdura jest wiara w to, że im mniej kontaktu tym mniej tęsknoty
                          • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:25
                            Co ty z ta tesknota.
                            Tesknic to moga male dzieci, pierwszaki.Ale starsze?
                            • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 13:23
                              Lola, ja tęsknię za moim mężem, jak na dłużej wyjeżdża, serio. Chyba niedojrzała emocjonalnie jestem co?smile
                              • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 13:52
                                pade napisała:

                                > Lola, ja tęsknię za moim mężem, jak na dłużej wyjeżdża, serio. Chyba niedojrzał
                                > a emocjonalnie jestem co?smile

                                I wydzwaniasz do tego męża codziennie? Nie wytrzymasz kilku dni bez rozmowy o d.... m.....?
                                • maurra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:07
                                  no ja np. dzwonię
                                  co i w imię czego mam wytrzymywać?
                                • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:10
                                  pisałam o tęsknocie w odpowiedzi na wpis Loli, przyjrzyj się drzewku z łaski swojej


                                  czepiasz się dla samego czepiania, bez sensu


                                  • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:34
                                    pade napisała:

                                    > czepiasz się dla samego czepiania, bez sensu

                                    nie, poprostu ciekawa jestem czy w ramach tęsknoty codziennie musisz miec kontakt telefoniczny. Nie chodzi chyba o to, że sie w ogóle nie tęskni, tylko jak sobie z tym radzimy.
                                    • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:42
                                      wystarczy mi smssmile
                                      • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:05
                                        pade napisała:

                                        > wystarczy mi smssmile
                                        codziennie?
                                        • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:16
                                          to juz jest męczącesad
                                • madzioreck Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:26
                                  > pade napisała:
                                  >
                                  > > Lola, ja tęsknię za moim mężem, jak na dłużej wyjeżdża, serio. Chyba nied
                                  > ojrzał
                                  > > a emocjonalnie jestem co?smile
                                  >
                                  > I wydzwaniasz do tego męża codziennie? Nie wytrzymasz kilku dni bez rozmowy o d
                                  > .... m.....?

                                  O mamuchno... to my z chłopem dopiero niedojrzali... dzwonimy do siebie codziennie, wyjazdy nie wyjazdy, tak po prostu, zamienić parę słów, usłyszeć się... powinniśmy się leczyć? big_grin
                                  • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 18:15
                                    madzioreck napisała:

                                    > O mamuchno... to my z chłopem dopiero niedojrzali... dzwonimy do siebie codzien
                                    > nie, wyjazdy nie wyjazdy, tak po prostu, zamienić parę słów, usłyszeć się... po
                                    > winniśmy się leczyć? big_grin

                                    Co kto lubi. ja nie znosze takich lakonicznych rozmów telefonicznych. Taka własnie smycz, od której niektórzy oderwac się nie potrafią. Takie uzależnienie....
                          • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:27
                            Mnie nawet nie chodzi o tęsknotę ani o zjedzenie obiadu czy umycie zębów przed snem.....to są ważne sprawy ale z tym nie nalegałabym na kontakt. Wysyłam dziecko z obcymi ludźmi - jakkolwiek byliby sprawdzonym organizatorem to ja i tak mam ograniczone zaufanie. Muszę wiedzieć, ze moje dziecko jest bezpieczne, nie jest molestowane ani nie jest ofiarą przemocy fizycznej czy psychicznej. I moje dziecko też wie, że jeśli dzieje się coś złego np. wymuszenia, bijatyki ono ma możliwość skontaktować się ze mną i ja natychmiast mogę je odebrać. W imię czego ma być bite czy okradane przez starszych kolegów lub głodzone a organizator ma udawać, że nic nie widzi..... nie piszę, że każdy bo wielu organizatorów kocha dzieci, pracuje z nimi ze szczerego serca...jednak dobór opiekuna i współuczestników to jest loteria.... Nie reaguję gdy mi dziecko przez telefon mówi, że zupa była niesmaczna (rzecz gustu) ale nie jest głodna bo kupiła sobie...chipsy... naprawdę nie prosiłam w tym momencie organizatora do telefonu, nie żądałam by pilnował by dziec obiady zjadał....nie ze wszystkimi jednak zagrożeniami na które narażone jest dziecko wysłane na kolonie taki kilkulatek potrafi sobie poradzić. Dziecko dostaje telefon na godzinę dziennie, bywa, że rozmawia 3 minuty - naprawdę wystarczy.
                            • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:01
                              eatulek napisała:

                              > Muszę wiedzieć, ze moje dziecko jest bezpieczne, nie je
                              > st molestowane ani nie jest ofiarą przemocy fizycznej czy psychicznej.

                              No właśnie to matki mają często problem ze swoim czarnowidztwem /oczyma duszy widza dziecko pobite, głodne, brudne i molestowane/ a dziecie ma zadzwonic i mamę uspokoić. A napewno uwierzysz, jak Ci powie że jest OK? a może rozmawia pod presją wink
                              Lepiej sprawdź dobrze organizatora przed wyjazdem i odpuść.
                              • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:29
                                Cóż, lepsze czarnowidztwo, niiż beztroska.
                                Moją córkę usiłował pobić trener. Kolezanke syna na wycieczce zgwałcono. Najmłodszy syn w czasie choroby został zwymyślany,że nie skłamał w poprzedniej, bo daliby mu nieodpowiednią dawkę lekarstwa i nie trzeba by łazić do dalszej apteki. Gdyby nie możliwość telefonu, dano by mu lak dla dorosłego, aby uniknąć kłopotu.
                                Wszyscy organizatorzy doskonale sprawdzeni - obóż karate 5 z kolei, wycieczka z prywatnej szkoły, obóż zimowy polecany i ze znajomym wychowawcą.
                      • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:59
                        pade napisała:

                        > ja się tym razem w 300% zgadzam z verdaną, a Ty masz mamo albo bardzo małe dzie
                        > ci albo zero empatii

                        Mam 9 letnia córkę. Właśnie wróciła z tygodniowego wyjazdu, wkrótce jedzie na dwutygodniowy. Pozwalam jej i sobie zatęsknić smile Straszne prawda?
                        • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:14
                          mam 9 letnią córkę, która własnie jedzie pierwszy raz na kolonię, na dwa tygodnie a potem będzie z dziadkami nad morzem, zobaczymy się za miesiąc, straszne, prawda?tongue_out
    • myelegans Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:16
      IMO oboz dla wybrednego niejadka to dobra szkola, zglodnieje to zacznie jesc rzeczy, ktorych w domu odmawia, bo nie bedzie mial wyjscia i moze menu sobie rozszerzy. Tez mam okropnie wybredne dziecko i mam nadzieje, ze jak juz bedzie w sytuacji to zacznie jesc co podadza na stol, bo mnie juz cholera bierze, jak on kreci nosem na wszystko, poza paroma rzeczami, ktore toleruje.
      Dobrze zrobilby mu taki wyjazd.
      • bi_scotti Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:26
        myelegans napisała:

        > IMO oboz dla wybrednego niejadka to dobra szkola, zglodnieje to zacznie jesc rz
        > eczy, ktorych w domu odmawia, bo nie bedzie mial wyjscia i moze menu sobie rozs
        > zerzy.

        Nie tylko to. W towarzystwie innych dzieci, w obcym miejscu, gdy nikt sie czlowiekiem tak za bardzo nie przejmuje zawsze jakos apetyt po prostu jest smile Podobnie zreszta jak np. umiejetnosci skladania ubran, scielenia lozek, pastowania butow, mycia naczyn, ktore jakims cudem kwitna na oboizie/kolonii/zimowisku a znikaja zupelnie gdy mlode przekracza prog wlasnego domu - czary, moja pani, czary big_grin
        • anyx27 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:30
          Moja 7-latka kilka dni temu wróciła z kolonii. Miała swój telefon, ale zadzwoniła do mnie tylko 2 razy. Nie jestem zeschizowaną matką, która trzęsie się nad swoim malutkim dzieciątkiem, tylko dlatego, że pojechało na wakacje bez rodziców. Młoda wróciła cała i zdrowa, szkoda, ze tak krótko ta kolonia trwała wink Korzystaliśmy z mężem z wolności az miło big_grin
          • kolpik124 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:35
            Nie mogą mieć telefonów i dzwonić do rodziców

            To obóz czy kolonia karna?
        • mysiam Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:40
          spokojnie,gdyby był coś nie tak,pewnie byś już wiedziałasmile
          moj syn ,też 9 latek byla na obozie(niestety juz wrócił;P).Telefonów chłopaki nie miały-bo tak zdecydowaliśmy my rodzice.W razie czego w każdej chwili mozna było przekręcić do trenera.I odwrotnie :kazde dziecię mogło zadzwonić do rodziców z jego tel.
          Nie dzwoniłam bo i po co .Jak nie było kontaktu ,tzn ,ze wszystko gra.I dobrze zrobiłam ,bo sie okazalo ,ze i wirus jakiś panował -jedną dobę wszystkie prawie dzieciaki wraz z opiekunami rzygały...gdybym wiedziała ,pewnie byyby nerwy.Trener też nie informował ,bo pewnie załozył ,ze jest ok
          fakt : dziecie na obozie juz 2 raz ,trener zaufany i znany-więc pewnie to dla mnie uspokojeniem było..
          A syn wrócił i przywitał mnie słowami:eeeee juz koniec?sad ja chcę znów na obóz
          tak wiec,spokojnie -pewnie syn sie dobrze bawi,ale jeśli ma Ci ta niewiedza spedzać sen z powiek-zadzwoń -w końcu rodzicem jesteś i masz prawo wiedziec
        • myelegans Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 20:57
          o to to, bo jak na razie, to wszedzie gdzie dotychczas bywa posyla sie wlasne jedzenie. Na stolowce w szkole nie jada lunchu. Jakakolwiek restauracja to jak nie ma chicken nugets to konczy na chlebie.

          Zapisany jest do boys scouts, jak tylko bedzie okazje to posle na oboz, a w przyszlosci na jakis survival camp.

          Tez nie mam problemu z brakiem telefonu i kontaktu, bardziej dla mnie niz dla niego.
    • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 21:32
      Nie rozumiem zakazu posiadania telefon. Osobiście nie puściłaby na taką kolonię. Ja jestem przewrażliwiona - bałabym się przemocy, wykorzystywania itp....nie piszę, ze Twojemu synowi jest źle ale ja mam większe zaufanie do własnego dziecka niż do organizatora. Moje dziecko tez jest obecne na kolonii - mają zakaz używania telefonów bo przeszkadza to im na wycieczkach, w czasie posiłków ALE telefon każdy ma u opiekuna i dostaje go na godzinę dziennie. od 19 do 20 dziecko ma do dyspozycji telefon i może zadzwonić do mnie, powiedzieć czy wszystko ok czy może ma jakiś problem. Moim zdaniem dziecko musi wiedzieć, ze może liczyć na rodziców, że może się do nich zwrócić o pomoc. Bywa, że zadzwoni do mnie, porozmawia 3 minuty a resztę czasu spędza na rozmowie z koleżankami z podwórka....ma prawo, nie musi mi opowiadać minuta po minucie co robiła i kto co powiedział ale ja wiem, że jej dobrze, ze nikt jej nie krzywdzi a ona wie, że ma we mnie pomoc w razie gdyby była taka potrzeba.
      • marzeka1 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 21:38
        Syn po 12 godzinach dojechał na miejsce; dostałam tylko 1 sms "jest ok"- wystarczy.
        • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 22:08
          Pewnie, że wystarczy... ja tez nie czuję potrzeby rozmawiania z dzieckiem 5 razy dziennie ale MUSZĘ mieć pewność, że nie dzieje jej się krzywda, że nie płacze non stop, że nie jest molestowana, okradana, ofiarą przemocy fizycznej czy psychicznej....moim zdaniem ta godzina dziennie na telefony do rodziców w zupełności wystarczy, nawet 15 minut wystarczy....bo tu się nie zadaje pytań czy zjadłaś wszystkie ziemniaki i dokładnie wyszorowałaś zęby...cieszę się, ze mam możliwość porozmawiania z córką.
          • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 10:54
            Beatulek, podpisuję się.
            Mozliwość kontaktu z dzieckiem jest niezbędna. I dla mnie i dla dziecka.
            Syn pojechał kiedys na obóż sportowy ze sprawdzonym organizatorem. Warunki super, zajecia też.
            No i co z tego. Był w pokoju z dwoma dużo starszymi od niego z chlopakami, którzy zrobili sobie z młodego chłopca na posyłki i do bicia. Organizatorzy olali skargi. Zabronili informować rodziców.
            Z tonu głosu wywnioskowałam, że coś jest nie tak. Syn był tak zastraszony, że nie chciał w ogóle rozmawiać. Pękł po tygodniu i kazał po siebie przyjechać.
            Na miejscu okazało się, że organizatorzy, gdy dowiedzieli się, że syn będzie zabrany wcześniej, ośmieszyli go przed innymi, probowali wjechac na ambicję itp.
            A wydawali się tacy mili...
            Na szczęście to był jedyny taki wyjazd, na pozostalych bylo rewelacyjnie. Z jednego prostego powodu. W pokoju były dzieciaki w tym samym wieku, a nie gimnazjalisci z maluchami...
            Nie chcę nawet myśleć jak by się skończyła tamta sytuacja gdyby syn nie miał telefonu...

            Od razu zanaczam, wystarczy mi sms raz na dwa dni (tak jest np. teraz).
            W ogóle nie musimy rozmawiać, ale świadomość, że w razie czego syn może zadzwonić mnie uspokaja a jemu daje chyba poczucie bezpieczeństwa.

            W tym krytykowaniu opiekuńczych matek tak się zapędziłyscie, że zapomniałyście, że ludzie są różni, dzieci są różne, mają różne potrzeby, szybciej lub wolniej dojrzewają itd.
            Są dzieci, które tęksnią, są takie, które nie umieją ułożyć sobie kontaktów z rówieśnikami(koleżanka ma takiego syna, znowu odbiera go wcześniej z kolonii) i co? Myslicie, że gdy odetnie się dziecko od rodziców, ono przestanie tęsknić? Dojrzeje? Zsocjalizuje się? W dwa tygodnie?
            Za jaką cenę???
            • ledzeppelin3 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 14:26
              Pade, podpisuję się rękami i nogami
              Jeśli dziecko ROZKLEJA SIĘ NA KILKA GODZIN (jak napisałam któraś matka tutaj) po telefonie matki, i to jest argument, aby nie dzwonić, to może, do cholery ciężkiej, nie jest to dziecko dojrzałe do obozu?
              Ale oczywiście, najlepiej dać kopa szczeniakowi na rozpęd i mieć spokój.
              Rodzice mają po prostu dość własnych dzieci.
              Ale najlepiej poczuć się lepszą od nadopiekuńczych mamuś, co?
              Sa faktycznie na świecie nadopiekuńcze mamusie, które nie pozwolą 9-latkowi zostać samemu u kolegi, tylko chcą z nim 5 godzin siedzieć
              Ale mądre mamcie zaczynają bawić się w grę "mój-ma 3-lata-i-jedzie-na-3-tygodnie-bez -kontaktu"
              Gdzie kończy się hartowanie dzieci a zaczyna głupota i okrucieństwo ich starych?
              W tym wątku głupota wzięła górę już jakiś czas temu
              • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 14:39
                Skoro ktos wie, ze ma wrazliwe dziecko, nie powinien go wysylac na obóz.
              • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 14:54
                ledzeppelin3 napisała:

                > Ale mądre mamcie zaczynają bawić się w grę "mój-ma 3-lata-i-jedzie-na-3-tygodni
                > e-bez -kontaktu"

                Co nazywasz brakiem kontaktu? Ja potrafie czytac i pisac, baaaa moja 5 latka potrafi czytac i pisac. Kontakt jest: listowy co 2 dni (+ strona internetowa w moim wypadku). List z definicji jest wiadomoscia i z definicji potrzeba wiecej zaangazowania, aby go napisac i wyslac ( w porownaniu z SMS ), wiec prosze nie pisz mi o checi pozbycia sie dzieciaka smile . Co wiecej, ten pierwszy napisany przez nia list... wzruszenie i duma (mysle, ze to wzruszenie bedzie i za 20 lat, kiedy wspolnie z corka do niego wrocimy).
                Wyslalam moje dziecko z profesjonalna, odpowiedzialna kadra. Nie mam problemu, aby im zaufac.
                • deelandra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 18:58
                  > Co nazywasz brakiem kontaktu? Ja potrafie czytac i pisac, baaaa moja 5 latka po
                  > trafi czytac i pisac. Kontakt jest: listowy co 2 dni
                  twoja pięciolatka pisze listy?
                  łahahahhahahahahaha
                  przepraszam
                  ŁAHAHAHAHAHAHAHAHAH
                  a w encyklopedii już błędy poprawiła?
                  • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 19:22
                    deelandra napisał(a):

                    > > Co nazywasz brakiem kontaktu? Ja potrafie czytac i pisac, baaaa moja 5 la
                    > tka po
                    > > trafi czytac i pisac. Kontakt jest: listowy co 2 dni
                    > twoja pięciolatka pisze listy?
                    > łahahahhahahahahaha
                    > przepraszam
                    > ŁAHAHAHAHAHAHAHAHAH
                    > a w encyklopedii już błędy poprawiła?

                    Deelandra, zrobilo mi sie nieswojo po Twojej reakcji. Tak, trafily mi sie dzieci kumate pod wzgledem nauki i przyswajania wiadomosci, czy mam Ciebie za to przepraszac?
                    • deelandra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 20:47
                      ojejjejej, już ci wierzę, ja jako wyjątkowo zdolna i nad wyraz rozwinięta pięciolatka mogłam z drukowanych liter napisać mama, albo tata, w piszące listy pięciolatki wierzę tak samo, jak w ducha świętego, czyli wcale
                      • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:03
                        A ja nie mam najmniejszych ambicji Ciebie do czegokolwiek przekonywac.
                        • deelandra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:41
                          bo i nie przekonasz, typowy wyścig szczurów na emamie, a moja 5 latka to poezyję pisze! a moja 4 latka encyklopedie czyta, a moje 3 latka wyprostowała wieże w Pizzie!
                          srutututu
                          • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:49
                            Przyznaję, ze wysłanie 5-ciolatka na kolonie bez możliwości kontaktowania się z nim jest dla mnie tak głupie, ze odpuściłam sobie dyskusję z autorka wątku. Kolonie 5-ciolatce są potrzebne jak wrzód na du...e jej matce. Ale tu dziec autorki jest chyba wyjątkowy: czyta, pisze, samodzielnie chodzi na pocztę gdzie poprawnie zaadresowane listy wysyła....tylko teraz czekam na post autorki: czy moja 6-ciolatka poradzi sobie w szkole, albo jak nauczyć 6-ciolatka sznurować buciki....
                            W każdym razie szacun, ze w ogóle podjęłaś dyskusję.
                            • deelandra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:08
                              czytałam na wyrywki, zapytałam syna, czy napisze do mnie list, napisał mama i jakieś robaczki i zamknął kartkę oznajmiając dumnie, że oto mój list... po prostu bawię się w pogromcę mitów
                              BUSTED!
                              • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:16

                                deelandra napisał(a):

                                > czytałam na wyrywki, zapytałam syna, czy napisze do mnie list, napisał mama i j
                                > akieś robaczki i zamknął kartkę oznajmiając dumnie, że oto mój list... po prost
                                > u bawię się w pogromcę mitów
                                > BUSTED!

                                Wow! I tak oto tym naukowym doswiadczeniem zostalam zdemaskowana! Kurcze, nie docenilam przeciwnika!

                                P.S. Dzieki Tobie mam szanse doswiadczyc dzisiaj calego wachlarza uczyc!! Wlasnie moja litosc zamienia sie w szczery smiech smile smile smile
                                • deelandra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:38
                                  dobra, dobra, mit obalony, nie wiem, o co się pieklisz big_grin
                          • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:03
                            Na poczatku mnie zaskoczylas, nastepnie mi zobojetnialas, a obecnie wzbudzasz juz jedynie moja litosc.

                            P.S. Wlasnie skonczylam pisac list do mojej 5-latki. We wtorek sobie go przeczyta. Czy myslisz, ze powinnam napisac go rowniez po polsku? Czy zostawic jedynie po francusku? Waham sie, bo jej polski pisany jest jeszcze tak niedoskonaly i jednak powinna nad nim regularnie pracowac smile smile smile . Spokojnej nocy zycze! smile
                            • deelandra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:07
                              jestem wprost zaskoczona, że nie porozumiewacie się po chińsku, każde przeciętne 4 letnie dziecko w polsce zna wszystkie te chińskie robaczki, jacyś niedouczeni tam jesteście
              • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 15:28
                ledzeppelin3 napisała:

                > Pade, podpisuję się rękami i nogami
                > Jeśli dziecko ROZKLEJA SIĘ NA KILKA GODZIN (jak napisałam któraś matka tutaj) p
                > o telefonie matki, i to jest argument, aby nie dzwonić, to może, do cholery cię
                > żkiej, nie jest to dziecko dojrzałe do obozu?

                A ja mysle, że własnie takim dzieciom szczególnie dobrze przyda się psychiczny odpoczynek bez smyczy w postaci telefonu.
    • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 22:17
      Z trudem otrzasnelam sie z szoku, ze kilkulatki posiadaja telefon smile. Nawet nie probuje zrozumiec takiej potrzeby. Moja 5 latka od poniedzialku jest na 10-cio dniowej kolonii, bez mozliwosci dzwonienia. Napisala do nas jeden list, ja do niej 3. Mam adres strony internetowej, na ktorej kazdego dnia znajduje wiadomosc z mijajacego dnia. Jasne, ze tesknie, ale daje rade smile
      • wioskowy_glupek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 23:03
        Ja bym na pewno nie puściła 5 latki samej na 10 dni nigdzie, chyba że do dziadków wink
        Ani też dziecka na obóz bez możliwości kontaktu z rodzicami...
        Uważam, że nikt nie ma prawa ani mi ani dziecku dyktować kiedy i czy może sobie porozmawiać z rodziną. Co innego w szkole ale nie 2 tyg bez przerwy czy tydzień.
        • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 23:28
          No i super! Badz szczesliwa i zyj w zgodzie z wlasnym sumieniem.
          • wioskowy_glupek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:00
            No dokładnie każdy niech czyni według siebie smile
      • mysiam Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 23:03
        fajnie ,ze szok Ci minął..;P
        moj syn w wieku 5 lat też telefonu nie mial
        teraz ma 9 i telefon ma od 4 m-cy,bo marudził strasznie...a my z mężem straszne cegły jesteśmy/bylismy w tej kwestii..bo po co mu tel.
        teraz sobie nie wyobrazam braku tel. u Mlodego:coż za wygoda-wracam z pracy i dzwonie tylko ,zeby juz ze szkoly wychodzil ,bo ja do domu pędzę .Nie muszę jechać do szkoły ,tracic czasu na odebranie go ze świetlicy-w tymc zasie robie zakupy/gotuję obiad
        sęk w tym by dziecko mądrze korzystało z tel.Moj syn po mniej więcej tygodniowej euforii ,zaczął telefon traktować jako narzedzie do komunikowania się .Sama jestem zdziwona ,ale nie sądziłam ,że ja zagorzala przeciwniczka telefonow u dzieci ,mogę tak cieszyć się z faktu posiadania go przez moje dzieckotongue_out
        • marminia Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 23:28
          Zgadzam się z verdaną -nie wyobrażam sobie, żeby dziecko nie mogło zadzwonić jak tego zechce, albo jak będzie tego potrzebować. Zawsze jak moje dzieci wyjeżdżają to umawiamy się, że dzwonię do nich raz dziennie i pytam czy wszystko OK, zwykle taka rozmowa trwa mniej niż 2-3 minuty i ja jestem spokojna, a moje dzieci nie wybijają się z kolonijnego rytmu. Wiedzą jednak, że gdyby coś się działo to o każdej porze dnia i nocy mogą dzwonić. Do tej pory z takiej ewentualności nie korzystali .
        • sei-ne Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 13.07.12, 23:34
          Mysiam, moje zdziwienie naprawde bylo szczere. Nie znam widoku kilkulatkow z komorkami. Nawet sobie wyguglalam smile. We Francji 25% dzieci miedzy 10 i 13 rokiem zycia posiada komorke. Wczesniej jakies zupelnie nieliczne przypadki. Telefony pojawiaja sie pod koniec gimnazjum. Moja 15 latka ma moze od 2 lat. Nawet nie pamietam dokladnie.
          • maga761 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 00:09
            Czytałam stopniowo odpowiedzi i najpierw podniosły mnie one na duchu, że na pewno będzie wszystko dobrze i że tak jest często, ze dzieci nie dzwonią do rodziców. Następne spowodowały, że się popłakałam bo wyobraziłam sobie, że mały płacze, nie może zadzwonić, ktoś mu robi krzywdę lub po prostu chce z nami porozmawiać i nie może. Ale rozumiem, że wyrażałyście po prostu swoje zdanie i nie mam wam za złe.
            • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 00:20
              Ja Cię nie chciałam straszyć, chciałam napisać, że sama nie pościłabym na kolonie dziecka gdyby nie mogło mieć ze mną kontaktu. Na Twoim miejscu zadzwoniłabym jutro do organizatora i spytała o syna albo nawet poprosiła o krótką rozmowę z synem. Masz prawo, jesteś Matką, zapłaciłaś za wyjazd więc masz prawo wymagać od opiekuna a przede wszystkim masz prawo do kontaktu z własnym dzieckiem. Na 90 % Twój syn się dobrze bawi i po 2 minutach rozmowy powie, ze musi kończyć bo koledzy, zajęcia itp.... ale poczuje, ze się troszczysz i może na Ciebie liczyć.
              • myszmusia Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 08:32
                Na Twoim miejscu zadzwoniłabym
                > jutro do organizatora i spytała o syna albo nawet poprosiła o krótką rozmowę z
                > synem. Masz prawo, jesteś Matką, zapłaciłaś za wyjazd więc masz prawo wymaga


                a co ma zrobic jak opiekun powie , ze rozmowa z synem jest nie mozliwa bo np... jest na wycieczce, ma w tej chwili zajecia itp... ma wpasc w totalna panike?

                jak to nie setki km od domu to jeszce mozna sobie zrobic wycieczke w tamte okolicewink

                fakt ze ja tez bym nie pusciła bez mozliwosci kontaktu i to wcale tego kontaktu codzinnnie nei oczekujac - ale naprawde wystarczy jeden sms dziennie wszystko ok zeby obie strony były spokojniejsze.
                • wioskowy_glupek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 08:59
                  Jeżeli dziecko nie jest w tej chwili obecnie kategorycznie zarządzałabym kontaktu w danym dniu po powrocie.
              • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:13
                60 dzieci to 60 upierdliwych matek które musza wiedziec czy synuś/córcia zjadły albo podobne bzdury. To jakies 2 godziny opiekuna przy telefonie.
                Ja wolę aby te 2 godziny poświęcił dzieciom a nie rodzicom. Jesli coś się dzieje to dzwonią.
                Moje dzieci nigdy nie wożą telefonów, jesli cos się działo dzwonili do mnie. teraz najstarsze w lasach się wakacjuje i tez bez telefonu.
                Poza tym żadna to trakcja pilnowac kilkudziesięciu telefonów.
                • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:01
                  ale to bzura jest
                  strasze dzieciaki nie wydzwaniają codziennie do matek, ani one do nich
                  starsze dzieciaki maja za sobą kilka kolonii czy obozów i daja sobie radę bez problemu (no, pewnie są jakies wyjątki)
                  rzecz się tyczy młodszych, taki 9-latek to jeszcze maluch, ma prawo płakać, ma prawo tęsknić
                  córa jedzie w niedzielę pierwszy raz na kolonie, organizator zapowiedział, że dzieci dostaną telefony raz dziennie, po obiedzie na 15 minut, i ok, wystarczy.
                • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:09
                  przeciwcialo napisała:

                  > 60 dzieci to 60 upierdliwych matek które musza wiedziec czy synuś/córcia zjadły
                  > albo podobne bzdury.

                  otóz to, nie dośc że organizator musi sobie poradzic z tęsknotą dzieci to jeszcze musi pouspokajać upierdliwych rodziców, bo tez biedactwa tęsknią. Ja to mam wrażenie, że wielu mamusiom chodzi głównie o siebie, żeby one były spokojne. Nie interesuje je że taki telefon od rozemocjonowanej mamusi może dzieciaka wybić na parę godzin z dobrego humoru, nastroju. Tak jest w wielu przypadkach. Dajmy dzieciom odpocząc także od naszych nadopiekuńczych zapędów!
                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:20
                    a przyszło Ci do głowy, że chodzi o telefon w jedną strone? czyli dziecko ma mozliwość zadzwonieni do rodzica, rodzic nie dzwoni i głowy nie zawraca tylko odpoczywa

                    ja do syna nigdy nie dzwoniłam, zawsze on do nas, wtedy kiedy miał czas i ochotę
                    do córki tez nie będę dzwoniła, nie chcę jej przeszkadzać w zajęciach ani "przypominać się" i prowokować do płaczu, jak będzie chciała to sama zadzwoni
                    • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:27
                      pade napisała:

                      > a przyszło Ci do głowy, że chodzi o telefon w jedną strone? czyli dziecko ma m
                      > ozliwość zadzwonieni do rodzica, rodzic nie dzwoni i głowy nie zawraca tylko od
                      > poczywa

                      Nie wszystkim dzieciom służa telefony do rodziców. Wiele dzieci sie rozkleja na sam głos mamusi, a inne rozklejąja się juz na długo przed terminem rozmowy, sa poddenerwowane niepotrzenie, to sa silne emocje, trudne do opanowania, to sie udziela innym dzieciom.
                      Dajmy dzieciom odpocząć od nas samych!
                      • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:34
                        ale ktos tym dzieciom pistolet do głowy przystawia i każe dzwonic?big_grin

                        • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 13:01
                          Jasne.Tylko,ze jak dziecko ma telefon,a nie dzwoni, to 99% matek w koncu zadzwoni, bo nie wytrzyma.Ponadto telefony dzieciom słuza nie tylko do dzwonienia.I zaczyna sie napierdzielanka w gierki, słuchanie muzyki, przesylanie sms-ów.Na te 2 tygodnie dzieci powinny odpoczac od tego gadzeciarstwa.No i co z ladowaniem? Zawracanie gitary opiekunom, bo" prosze pani mi sie tel rozładował.I mnie tez! i mnie tez!
                          Kontakt powinien byc do opiekunów z opcja taka, ze jak dziecko ma naprawde cos waznego do rodzica, to prosi o mozliwosc skorzystania z ich komorki.
                          A co jesli dziecko sie poskarzy? Ze mu sie nudzi albo zupka byla niesnaczna? Mamusia w te pędy z obozu zabierze?
                          • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 15:24
                            lola211 napisała:

                            > A co jesli dziecko sie poskarzy? Ze mu sie nudzi albo zupka byla niesnaczna? Ma
                            > musia w te pędy z obozu zabierze?

                            Mamusia będzie miała czym sie zamartwiac wink
                          • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:15
                            Normalni wychowawcy limitują korzystanie z telefonu.
                            Jak się wybiera organizatora, który sobie nie radzi z dziećmi i ich telefonami albo skargami na zupkę, to może lepiej nie wysyłać dziecka na kolonie.

                            Dziecko to tez człowiek!
                            Czy Wy się nigdy na nic nie skarzycie? Nie tęsknicie za mężem gdy wyjeżdża na dłużej? Nic Was nigdy nie boli? Nie jest Wam przykro bo ktoś Was zranił???
                            Nie dzielicie się tymi uczuciami z nikim tylko dusicie je w sobie???
                            Nie.
                            Jak nie macie przyjaciół czy rodziny to się wyżalacie na forum.
                            A dzieciom odmawiacie tych uczuc, odmawiacie mozliwości podzilenia się nie tylko radością ale i smutkami z osobami dla nich najbliższymi. To jest po prostu nieludzkie.
                            • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:27
                              To chyba o to wlasnie chodzi.
                              Nie, ja sie nie skarze i nie płacze nikomu w mankiet.Ba, nie pamietam kiedy w ogole płakalam, moze na jakims wzruszajacym filmie.Moja córka ma to chyba po mnie, bo zadnych wiekszych zali,łkań po prostu od dawien dawna nie ma.Pogodna dziewczyna, do niedogodnosci podchodzi na zasadzie- trudno, trzeba to przezyc.Jakies płacze przez telefon? Nie znam tego.Tekstów o tesknocie takze nie.Musze dziewcze upominac, by dało znak zycia, bo sama z siebie nie odczuwa potrzeby dzwonienia.
                              Ale ma jedno niezbywalne prawo-prawo do życia, które jest chronion
                              > e. Po ustaniu tego życia w jakimkolwiek momencie rodzice tegoż mają prawo potra
                              > ktować go po ludzku- z tego korzystają.Moze tak ma sama z siebie, a moze to efekt mojego podejscia na zasadzie- twardym trzeba byc, nie mietkim, nie mazgaimy sie,a niezjedzony obiadek nie jest wart w ogole zawracania sobie tym głowy.
                              • lola211 Errata 15.07.12, 10:30
                                Wkleił sie fragment przez przypadek z innego watku.
                                Ponizej wlasciwy tekst:

                                > To chyba o to wlasnie chodzi.
                                > Nie, ja sie nie skarze i nie płacze nikomu w mankiet.Ba, nie pamietam kiedy w o
                                > gole płakalam, moze na jakims wzruszajacym filmie.Moja córka ma to chyba po mni
                                > e, bo zadnych wiekszych zali,łkań po prostu od dawien dawna nie ma.Pogodna dzi
                                > ewczyna, do niedogodnosci podchodzi na zasadzie- trudno, trzeba to przezyc.Jaki
                                > es płacze przez telefon? Nie znam tego.Tekstów o tesknocie takze nie.Musze dzie
                                > wcze upominac, by dało znak zycia, bo sama z siebie nie odczuwa potrzeby dzwoni
                                > enia.
                                .Moze tak ma sama z siebie, a moze to efekt mojego podejscia na zasadzie- twardym trzeba byc, nie mietkim, nie mazgaimy sie,a niezjedzony obiadek nie jest wart w ogole zawracania sobie tym głowy.
                              • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:17
                                Lola, i naprawdę uważasz, że zero okazywania uczuć jest ok?

                                żalisz się na forum , żalisz, może nie piszesz tego w formie skargi: o ja biedna nieszczęśliwa, ale tak czy inaczej to jest żalenie się
                                bycie twardym wbrew pozorom wcale nie jest takie fajne, wiem cos o tymsmile
                                • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:22
                                  Jak to zero? Alez ja okazuje,głownie te pozytywne.Co do negatywnych to nie mam takiej potrzeby, a poza tym bardzo rzadko jest mi smutno czy zle.
                                  I cos co uwazasz za zalenie sie na forum, tak naprawde jest po prostu przedstawieniem problemu, ktory zauwazam,czegos co mi przeszkadza.W zadnym wypadku nie oczekuje pocieszenia czy cos w tym stylu.
                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:24
                                    to chyba nie zdajesz sobie sprawy ile emocji przebija przez Twoje postysmile
                                    ale dajmy spokój bo to nie o nas ten watek, a o dzieciach
                                    moja córa tez z tych twardych i samodzielnych, aż za bardzo
                                    wcale mnie to nie cieszy szczerze mówiąc
                            • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:54
                              pade napisała:

                              > Czy Wy się nigdy na nic nie skarzycie? Nie tęsknicie za mężem gdy wyjeżdża na d
                              > łużej? Nic Was nigdy nie boli? Nie jest Wam przykro bo ktoś Was zranił???

                              No właśnie kazdy ma prawo sie troche i posmucić i potęsknić. To jest normalne uczucie, dziecko ma prawo sie z tym zmierzyć.
                              Ja mam wrażenie, że tu nie chodzi tak naprawde o dziecko tylko o uspokojenie mamusi.
                              • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 11:12
                                Nadopiekuńcze matki chca dziecku oszczedzic przykrych przezyć co niekoniecznie dobrze wrozy na przyszłość. jak będzie się zbierać kamyczki spod nóg dziecka kiedys trafi na ściane...a to może boleć bardziej niz kilka czy kilkanaście dni tęsknoty.
                                • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:31
                                  wytłumacz mi bardzo łopatologicznie jak można zaoszczedzic dziecku przykrych przezyć przez telefon, bo ja tego nie potrafię sobie wyobrazić, może za głupia jestemsmile
                                  my sobie chyba zupełnie inaczej wyobrażamy te telefonysmile
                                  to moze ja przytoczę:
                                  dzwoni syn: mamo? co słychać?
                                  ja: w porzadku, jem obiad
                                  syn: aha, gralismy w paintball dostałem w szyję
                                  ja: musiało boleć
                                  syn: no, bolało, jedziemy jutro na wycieczkę, zaraz idę do sklepu a potem grac w piłkę, wczoraj strzeliłem 5 goli
                                  ja; wszystko w porządku?
                                  syn; tak, lecę mamo, pa!

                                  co jest złego w takim dialogu? zaznaczam, że odbywa sie raz na dwa-trzy dni, trwa góra 5 minut?
                                  może ktos mnie uświadomi?tongue_out
                                  • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:35
                                    A ja nie widze w ogole koniecznosci uzyskiwania takich informacji.Mnie tylko interesuje czy dziecko dojechalo na miejsce.Potem chocby przez 2 tygodnie mozemy sie nie słyszec.
                                    A relacje zda jak wróci.
                                    • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:48
                                      no widzisz, i tu się różnimy, moje dzieci interesują się mną, ja nimi, lubimy się, okazujemy sobie uczucia itd.
                                      ale ja z tych co do koleżanek dzwonią gdy te wyjadą i pytam grzecznie co słychać, bo je lubięsmile
                                      raz na 2 tygodnie oczywiście, nie codziennie, to tak gwoli wyjasnieniasmile
                                      • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:24
                                        No, a my to sie nie lubimy i w ogóle nam na sobie nie zalezy,emocjonalna Alaska.

                                        Nie.Róznica jest w czyms innym.
                                        Ja specjalnie ograniczam kontakty- daje córce oddech.Niech odpocznie od rodzicielskiej troski i wypytywania, co dzis jadla na obiad.Bo wiem, ze te pytanie dla dzieci sa irytujace.Poza tym dzieci lubia czuc sie dorosłe.Daje córce znak- wiem,ze swietnie sobie poradzisz.
                                        • hellulah Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 18:38
                                          100% zgody.
                                    • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:36
                                      lola211 napisała:

                                      > A ja nie widze w ogole koniecznosci uzyskiwania takich informacji.Mnie tylko in
                                      > teresuje czy dziecko dojechalo na miejsce.Potem chocby przez 2 tygodnie mozemy
                                      > sie nie słyszec.
                                      > A relacje zda jak wróci.


                                      Tia jak wróci - Mamo było okropnie, byłem w pokoju ze starszymi kolegami, ciągle kazali mi sprzątać i biegać do sklepu, śmiali się ze mnie. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia, wciąż byłem głodny.....

                                      Dużo można by pisać....mniej i bardziej drastycznie, ja bym sobie w brodę pluła za to, ze nie zadzwoniłam i nie zabrałam dziecka w imię głupiego "niech zatęskni za mną"
                                      Na szczęście to są wyjątki ale niestety się zdarzają - ja musiałabym wiedzieć, ze nie mojemu dziecku.
                                      • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:26
                                        Jakos sie jeszcze nie zdarzyło- cud normalnie.
                                        Owszem, z reguły po szkolnych wycieczkach narzeka na warunki lokalowe i wyzywienie- no ale co by to dało, gdyby mi zadzwonila i poinformowala w trakcie pobytu? Nic.
                                        Nie mam dziecka z syndromem ofiary, moze dlatego tak lajtowo podchodze do tematu.
                              • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:22
                                no to masz złe wrażenie
                                • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:21
                                  No właśnie. Mnie trochę dziwi, ze ludzi tak kompletnie nie interesuje, co się dzieje u dziecka. Nie to, zęby dzweonić czy ma czapeczkę i zjadło zupkę, ale po prostu - aby wiedzieć, co słychać, raz na parę dni.
                                  I ze uznają, zę dziecko w ogóle nie jest zainteresowane, co słychać w domu,. Że go to całkiem nie obchodzi.
                                  A wysyłanie dziecka na wakacje z załozeniem, zę sobie potęskni i to bardzo dobrze jest dla mnie niezrozumiałe. Podobnie jak nie wysyłanie, bo zbędzie tęskniło. Jak komuś jest smutno, to nie jest powód, aby z czegoś rezygnować, ale jest powód, aby pocieszyć, a nie być zadowolonym, zę dziecko tęskni i płacze w samotności, bo wyrośnie na twardziela, który wie, zę uczucć nie nalezy pokazywać. I że mama nie jest po to, aby jej mówić o rzeczach przykrych, po to, aby sie zwierzyć.
                                  Czasem mam wrazenie, że ludzie widzą każdy etap rozwoju dziecka oddzielnie. &-9 latek ma nie informować mamy o przeżyciach na koloniach - aby sie zahartować, a nastolatek, który matce nic nie mówi, to klęska życiowa i "nie wiadomo dlaczego wyrósł taki zamkniety i opryskliwy, a takim był słodkim dzieckiem".
                                  • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:42
                                    verdana napisała:

                                    > A wysyłanie dziecka na wakacje z załozeniem, zę sobie potęskni i to bardzo dobr
                                    > ze jest dla mnie niezrozumiałe.

                                    Nie chodzi o to czy to jest dobrze, czy to jest źle. To jest NORMALNE w przypadku przecietnego dziecka, że tęskni, matka też. A telefony z pierdołami nie bardzo tu pomogą a czesto poprostu szkodzą. Warto pogadać z organizatorami takich wyjazdów jak to wyglada od tej drugiej strony. Najczęściej chodzi o to, że mamusia sie martwi i trzeba mamusię uspokoić a nawet jak dziecko mówi że OK, to tez jest źle bo za mało mówi, pewnie cos ukrywa wink
                                    • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:57
                                      no dobra, Ty wiesz lepiej
                                      może byc?tongue_out
                                      • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:12
                                        pade napisała:

                                        > no dobra, Ty wiesz lepiej

                                        dzięki smile
                                        • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:19
                                          alez nie ma za co,
                                          mogę Cię nawet wirtualnie pogłaskać
                                          ze współczuciemtongue_out
                                      • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:31
                                        Szkodzą rodzicom, bo rodzic nie chce wiedzieć, ze dziecko tęskni. Dzieciom szkodzą o tyle, ze płaczą, ale wiedza,z ę maja oparcie.
                                        Mam wrażenie,z ę dla wielu osób jest najwazniejsze, aby dziecko tęskniło w milczeniu i tyle.
                              • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:13
                                A ja mam wrażenie, ze mamom, które uwazaja, zę całkowity brak mozliwości porozumienia się z rodzicami przez dwa tygodnie jest optymalny chodzi przede wszystkim o to, abyu całkowicie pozbyć się dziecka na ten czas. Bedzie smutne czy szczęśliwe, zdrowe czy chore, zadowolone czy prześladowane przez kolegów - wszystko jedno. Najwazniejsze, aby przez dwa tygodnie w ogóle ni musieć o dziedcku myśleć, aby sie pozbyć i jego i wszystkich problemów z nim zwiazanych.
                                • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:16
                                  mam dokładnie takie samo wrażenie
                                  • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:22
                                    Co więcej, ja to nawet rozumiem, aż za dobrze. Tylko nie nalezy do tego dorabiać ideologii, ze to dla dobra dziecka. Nalezy szczerze sobie powiedzieć, zę potrzebny jest nam odpoczynek od dziecka, nawet kosztem tego dziecka. I tyle.
                                    • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:48
                                      verdana napisała:

                                      > Nalezy szczerze sobie powiedzieć, zę potr
                                      > zebny jest nam odpoczynek od dziecka, nawet kosztem tego dziecka. I tyle.
                                      Odpoczynek tez potrzebny i to w dwie strony. Dzieciom także czasem sie przydaje odpoczynek psychiczny od rodziców. I warto pohamowac swe nadopiekuńcze zapędy, ciekawość i czarne myśli dla dobra i spokoju dziecięcia.
                                      I powtarzam, ktos sie nie czuje na siłach wytrzymac bez kontaktu z dzieckiem tydzien czy dwa niech szuka innego organizatora.
                                      • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:29
                                        Dokladnie tak.Dajmy dzieciom odpoczac od rodzicielkiej troski.Dajmy im przez te kilkanascie dni swobodę.
                                        • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:34
                                          Czyli nie dzwońmy - OK, zgadzam się. Nie zawracajmy dziecku d..., czy zjadło zupkę i czy jest zdrowe, i czy łóżko wygodne.
                                          Tyle, ze to kompletnie nie dotyczy telefonów od dziecka, które jest z obcymi ludźmi i może chcieć z nami porozmawiać. Nie chce - nie musi. Ale powinno móc, bo mam nadzieję, zę rodzice sa tymi osobami, do których w razie powazniejszych problemów, zawsze moze się zwrócić.
                                          • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:38
                                            Na takich obozach opiekunowie zawsze maja telefony, wiec jesli cos naprawde strasznego by sie dzialo, to dostep do tel. jest.
                                            • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:09
                                              Jest, ale tylko w obecności opiekuna. Jesli dzieje się coś, o czym dziecko nie moze, albo nie chce powiadomić opiekuna, to nie będzie takze rozmawiało w jego obecności.
                                              Kontakt dziecka z domem musi być zapewniony - nie musi to być komórka, nie musi być codziennie, ale musi być taki, aby dziecko mogło swobodnie rozmawiać.
                                              • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:16
                                                Z takim podejsciem nie wysylalabym dziecka nigdzie badz tez wybierala wylacznie te kolonie/obozy,gdzie dzieci komórki moga miec.
                                                • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:23
                                                  Tak, własnie uwazam, że jeśli organizator pilnuje, aby dziecko w zaden sposób nie mogło porozumieć się z rodzicami bez jego obecności - nie nalezy dziecka puszczać na tego typu obozy. Bo organizator chyba ma w tym jakiś własny interes, czyż nie?
                                                  • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:25
                                                    Tak, ma interes- nie zawracania sobie głowy pilnowaniem dziesiatek telefonów czy ich ładowaniem non stop któremus dziecku,unika tez klopotów w razie gdy komus telefon zginie.
                                                  • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:48
                                                    nie zawracania sobie głowy pilnowaniem dziesiatek telefonów cz
                                                    > y ich ładowaniem non stop któremus dziecku,unika tez klopotów w razie gdy komus
                                                    > telefon zginie.

                                                    A to niekoniecznie- dzieci po wyznaczonej przez organizatora godzinie na dzwonienie samodzielnie odnoszą telefony do pokoju wychowawcy TYLKO DLATEGO by ich nie rozpraszały. Nie wiem jak inne dzieci - ja mojemu kazałam się dostosować, bez oszukiwania. Moim zdaniem godzina dziennie na nieskrępowany kontakt z rodziną w zupełności wystarczy i nie widzę powodów by oszukiwać organizatora przemycaniem telefonu w plecaku. Jeśli telefon ma słabą baterię to dzieć na czas otrzymania włącza pod ładowarkę i tyle (wiem, że bateria się psuje od czegoś takiego ale co tam bateria...dziecko jest ważniejsze). Opiekuna to rybka czy dostaje naładowany tel czy rozładowany. Jeśli telefon się zgubi - to bez względu na to czy to będzie wina opiekuna czy dziecka - organizator za niego nie odpowiada. Podpisałam, że nie będę żądała żadnego odszkodowania za zgubiony/zniszczony telefon. Daję na własną odpowiedzialność. Czyli jednak można.
                                                  • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:59
                                                    Na obozach pod namiotem w srodku lasu to jest realny problem.
                                                  • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 18:10
                                                    ola211 napisała:

                                                    > Na obozach pod namiotem w srodku lasu to jest realny problem.

                                                    Ok. przyznaję rację, ja pisałam z perspektywy mojego dziecka będącego na kolonii w cywilizowanym ośrodku..... nadal jednak uważam, że KILKULATKI powinny mieć możliwość kontaktowania się z rodziną. Zadaniem organizatora i rodziców jest znaleźć rozwiązanie. Np. można powiadomić rodziców by wyposażyli dziecko w kartę telefoniczną - dzieci chcące zadzwonić do domu będą raz w tygodniu dowiezione/zaprowadzone do budki telefonicznej/na pocztę/udostępni im się skypa/gg/ ? Przyznam szczerze, ze nie puściłabym mojej 8-latki na te kolonie gdyby nie miała ze mną żadnego kontaktu.
                                                  • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 18:12
                                                    Rozwiazanie jest takie- otrzymuje sie numery tel. do opiekunów i ustanawia godzine, w ktorej mozna dzwonic.I w ten sposób dziecko moze porozawiac z rodzicem czy na odwrót.
                                                  • beatulek Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 18:21
                                                    Jeśli w środku lasu opiekun ma zasięg. Bo nie zawsze ma.
                                                  • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 18:54
                                                    Trzeba sie z tym liczyc wysylajac dziecko na taki obóz.
                                                    No ale ja z tych co by wysłały do zupelnej głuszy na miesiac i były spokojne.
                                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 20:37
                                                    > Rozwiazanie jest takie- otrzymuje sie numery tel. do opiekunów i ustanawia godz
                                                    > ine, w ktorej mozna dzwonic

                                                    i teraz 40 osób na 100 próbuje sie dodzwonic w tym samym czasie...dobrebig_grin
                                                  • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 20:53
                                                    No wlasnie Pade jakos wiekszosc rodziców nie atakuje opiekunów telefonami.Ryzyko, ze nagle wszyscy w ten sam dzien beda dzwonic jest niewielkie.Nigdy nie mialam problemu, by sie dodzwonic, jesli juz koniecznie musialam.Bo po prostu rodzice sa uprzedzeni, by dzwonili kiedy juz naprawde musza.
                            • bi_scotti Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:07
                              pade napisała:

                              > A dzieciom odmawiacie tych uczuc, odmawiacie mozliwości podzilenia się nie tylk
                              > o radością ale i smutkami z osobami dla nich najbliższymi. To jest po prostu ni
                              > eludzkie.

                              Alez nikt nikomu niczego nie odmawia. Kwestia tylko w formie komunikacji. Jako dziecko bylam RAZ na kolonii, na ktorej byl dostepny telefon (lata 60-te) i zreszta z tej akurat kolonii ucieklam (nie z powodu telefonu wink) podrywajac do pracy cala okoliczna milicje wink Poza tym jezdzilam na obozy w srodku lasu bez zadnych telefonow i innych "nowoczesnych" metod komunikacji z reszta swiata, to bylo obozy 30-dniowe. Podobnych obozow szukalam dla moich dzieci choc czasy sie zmienily i coraz trudniej o takie opcje. Glownie dlatego, ze wlasnie wiekszosc rodzicow chce miec te dzieci na smyczy 24/7 nawet jesli to ma byc tylko ta godzina w ciagu dnia czy cos w tym rodzaju. Nie poppieram tego i wrecz nie rozumiem. O wiele bardziej vulnerable sa, wedlug mnie, kilku-miesieczne czy kilkunasto-miesieczne dzieciaczki oddawane do daycare (zlobek, przedszkole, nianka) na pol dnia czy caly dzien - one nawet PO takim dniu sie nie poskarza a jednak UFAMY. Sprawdzamy osobe/placowke ile sie da, szukamy recommendations od innych rodzicow, pytamy naokolo i jednak w koncu zostawiamy maluchy pod opieka OBCYCH ludzi, ktorzy maja wiele godzin na to zeby potencjalnie "zrobic z nimi wszystko". Bez telefonu suspicious Wiec dla mnie niezrozumialym jest, ze w przypadku kilkulatkow podejrzenia wobec potencjalnych organizatorow i wychowawcow siegaja jakichs monstrualnych rozmiarow typu gwalty, przemoc etc. Oczywiscie, wszystko sie zawsze moze zdarzyc - zawsze bedzie ktos, kto zlamie noge na prostej drodze i zawsze, mimo wszelkiego sprawdzania, shit can happen. Ale tak sie nie da zyc. Nie mozna podejrzewac calego swiata, ze pragnie skrzywdzic nasze dzieci. Gdy dzieci jada na wakacje, tesknota obustronna jest czescia doswiadczenia. Nauka radzenia sobie z tesknota i z czekaniem. To duza sprawa. I osiaganie samoswiadomosci, ze jest sie samodzielnym nie tylko w kwestii wiazania butow czy pakowania plecaka ale rowniez kontroli wlasnych uczuc. To jest wazny etap w zyciu kilkulatka i wakacje bez rodzicow sa w tym bardzo pomocne. Oczywiscie, nalezy zachecac dzieci zeby sie dzielily swoimi obserwacjami, uczuciami i refleksjami ale do tego nie jest potrzebny telefon - forma pisana i/lub rysowana sa bez porownania bardziej "wymagajace" ale rowniez TRWAJA i tez jest w tym wielka wartosc. Rowniez dla samych rodzicow smile
                              I jeszcze taka "obok" refleksja na temat molestations, gwaltow, bullying etc. Niestety, NIESTETY, ofiary tychze wlasciwie nigdy nie ujawniaja swoich doswiadczen "na goraco" (telefon z obozu do rodzicow czy rozmowa po przyjsciu ze szkoly, z trening) - w znakomitej wiekszoci przypadkow info "przecieka" bardzo powoli i to po dosc znacznym czasie od wydarzenia. Duzo jest na ten temat literatury, badan i powodow jest wiele. Warto o tym pamietac liczac na to, ze poszkodowane dziecko zamelduje rachu-ciachu w nastepnej rozmowie telefonicznej. To jest troche myslenie zyczeniowe ... paradoksalnie.
                              • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:30
                                Tu nie chodzi o smycz bi_scoti i od razu zaznaczę, że kompletnie nie widzę sensu posyłania dziecka na 30 dni gdzieś w busz bez mozliwości kontaktu. Czemu to miałoby słuzyć?
                                Mnie raczej chodzi o potrzebę i nie rozumiem dlaczego miałabym ja negować? W jakim celu?
                                Moje dzieci od małego wyjeżdżaja z babcią, dziadkiem, opiekunami, różnie...I mają ze mną kontakt bo tego potrzebują. Gdyby moje dziecko, dorosłe dziecko nie odzywało się do mnie przez miesiąc zaczęlabym się zastanawiac nad soba, gdzie popełniłam błąd.
                                Absolutnie nie mam na mysli ubezwłasnowolnienia, tylko taką zwykłą chęć przebywania, dzielenia mysli, rozmowy, w miarę możliwości oczywiście i na miarę potrzeb.
                                Rodzina to nie tylko nazwisko i wspólne mieszkanie do końca szkoły. Rodzina to więzi, a więzi buduje się między innymi rozmową.
                                • bi_scotti Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:22
                                  pade napisała:

                                  > Tu nie chodzi o smycz bi_scoti i od razu zaznaczę, że kompletnie nie widzę sens
                                  > u posyłania dziecka na 30 dni gdzieś w busz bez mozliwości kontaktu. Czemu to m
                                  > iałoby słuzyć?

                                  Bo ja wiem? Fajnym wakacjom? smile Na tych obozach bywalo nas jakies 120-150 co roku, teraz jest strona wspomnieniowa (nie na NK), na ktora wpisalo sie cos 70-80 dawnych uczestnikow. Jak sie domyslasz, wszyscy wpisani maja cudowne wspomnienia i zaluja, ze takich obozow juz nie ma. Zapewne bylismy wszyscy dziwakami ale fajnie, ze sie znalezlismy, eh smile Aha, istniala mozliwosc odwiedzenia nas w polowie obozu, tzw. "dzien rodzicow" ale malo kto z tej mozliwosci korzystal, bo czasy byly inne - w soboty sie pracowalo, dojazd byl skomplikowany, malo kto mial samochod etc. Moj tatus przyjechal raz mnie odwiedzic - jechal cala noc pociagiem z Warszawy i wiozl ze soba rower, na ktorym dotarl na oboz. Najpiekniejsze wspomnienie z tego jego przyjadu to to, ze nauczyl nas wszystkich spiewac jedna piosenke i przez do dzis wielu pamieta, ze to on wlasnie nam wtedy te piosenke "podarowal" - ale bylam dumna ... jestem ... smile

                                  > Mnie raczej chodzi o potrzebę i nie rozumiem dlaczego miałabym ja negować? W ja
                                  > kim celu?
                                  > Moje dzieci od małego wyjeżdżaja z babcią, dziadkiem, opiekunami, różnie...I ma
                                  > ją ze mną kontakt bo tego potrzebują. Gdyby moje dziecko, dorosłe dziecko nie o
                                  > dzywało się do mnie przez miesiąc zaczęlabym się zastanawiac nad soba, gdzie po
                                  > pełniłam błąd.

                                  A ja sie upieram w tym, ze "odzywac sie" mozna nie tylko telefonicznie choc z meritum zgadzam sie w calej rozciaglosci. Different strokes for different folks, ot co smile

                                  > Rodzina to nie tylko nazwisko i wspólne mieszkanie do końca szkoły. Rodzina to
                                  > więzi, a więzi buduje się między innymi rozmową.

                                  Tez. Ale tez korespondencja. Rowniez to, co NIE WYPOWIEDZIANE, wlasnie chocby tesknota czy budzeniem sie swiadomosci, ze rodzice to nie tylko opiekunowie, pocieszacze i rozrywka ale tez "cos wiecej", co pozostaje wartoscia niezaleznie (!) od dzielacej nas odleglosci i czestotliwosci kontaktow werbalnych.
                                  Ja mam poczucie bycia na straconej pozycji smile Swiat poszedl do przodu i constant contact wydaje sie czyms najbardziej pozadanym przez wiekszosc spoleczenstwa. That's fine. Nie zamierzam zawraca kijem Wisly ALE swoja opinie sobie mam i moich wlasnych rozwiazan rodzinno-wychowawczych nie uwazam za zle czy krzywdzace. Z ciekawoscia bede sie przygladac dorosleniu pokolenia wychowanego w stalym kontakcie z rodzicami. Jak wszystko w zyciu, kazde (!!!) rozwiazanie ma plusy i minusy. Life.
                                  • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:25
                                    Prawdę mówiąc, wszystkie pokolenia od zarania dziejów wychowywane były w kontakcie z rodzicami czy opiekunami. Obozy dla młodzieży, bez rodziców, to szalenie krótki okres...
                                    I zwracam uwagę, zę nie mówimy tu w ogóle o mlodzieży, tylko o dzieciach. Dzieci rzeczywiscie nie miewały kontaktu z rodzicami w angielskich internatach. Nie uwaza sie ich za korzystne środowisko dla rozwoju dzieci...
                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:44
                                    Bi_scotti, ale miałas na tym obozie 9 lat?
                                    Bo to jest kluczowe moim zdaniem.
                                    Ja sama wyjeżdżałam często, dwa razy do roku w sumie na pięć tygodni przez kilka lat. Pierwsze wyjazdy były trudne. Brakowało mi kontaktu z rodzicami. W miare upływu czasu było coraz lepiej i do dzis wspominam tamte cudowne chwile. Ale do tego potrzebny jest czas i stopniowe oswajanie się dziecka z nieobecnością rodzica i rzadszym kontaktem, a nie od razu wrzucanie dziecka na głeboką wodę, niech sobie radzi, a jak nie to ciapa.
                                    Mój syn też jeździ od kilku lat, właściwie to od jedenastu i nie od razu mu te wyjazdy słuzyły. Teraz radzi sobie świetnie i nie potrzebuje częstego kontaktu ze mną z czego się bardzo cieszę, bo tak powinno być. Na dodatek usłyszałam dzis od wychowawcy syna, że jest świetnym chłopakiem, dlatego nie dam sobie wmówić, że moje metody są całkowicie pozbawione sensu.
                                    Powoli, stopniowo, na miarę mozliwości i potrzeb-to moje mottosmile
                                • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:30
                                  że kompletnie nie widzę sens
                                  > u posyłania dziecka na 30 dni gdzieś w busz bez mozliwości kontaktu. Czemu to m
                                  > iałoby słuzyć?

                                  Nie łapiesz blusa w ogole Pade.
                                  Jestes z gatunku matek, ktore nigdy swoich dzieci nie odpępnią.
                                  Beda dorosłe, a ty bedziesz je zameczac czestymi kontaktami.Bo po prostu tak lubisz.
                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 20:35
                                    No nie czuję. Przyznaję się bez bicia.
                                    > Beda dorosłe, a ty bedziesz je zameczac czestymi kontaktami.Bo po prostu tak lu
                                    > bisz.
                                    To, co piszesz jest delikatnie mówiąc zlośliwe. Masz jakąs szklaną kulę czy co? Powrózysz mi jeszcze?
                                    Dlaczego piszesz, że będę je zamęczać? Żeby mi dokuczyc?
                                    Jak częsty kontakt jest według Ciebie dozwolony?
                                    • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 20:56
                                      Nie jestem zlosliwa, absolutnie.Tylko jakos trudno mi uwierzyc, ze zmienisz nawyki.Lubisz dzwonic, lubisz wiedziec co sie dzieje- tego nie zmienisz.No i znam kogos, kto ma dokladnie takie same potrzeby.Niestety, bywa ze po prostu męczy.Trzeba sie meldowac w trakcie podrózy, po dotarciu do celu, potem w trakcie wypoczynku co drugi dzien ,przed wyjazdem, w trakcie powrotu i po powrocie.Bo osoba musi wiedziec na biezaco co sie dzieje.
                                      • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:01
                                        właśnie przed chwilą dowiedziałam sie od córki, która pojechała po raz pierwszy na kolonie, że nie ma pokoju i siedzi na korytarzu
                                        zadzwonilam do opiekunki, bardzo zdziwionej, ot przeoczyła
                                        no ale według Ciebie nie powinnam dzwonic, niech sobie cora przeryczy cały wieczór, co tam, najwyżej się zahartuje

                                        to, że Twoja matka jest męcząca, nie znaczy, że ja taka jestem, ja sie nie narzucam, nie musisz przenosic sytuacji ze swojego domu na mnie, nie znasz mnie
                                        wiesz o mnie tylko tyle, co napiszę, a uwierz przemilczam morze informacji
                                        • nenia1 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:06
                                          Przecież córka sama mogła powiedzieć opiekunce zamiast zawiadamiać ciebie.
                                          I właśnie też oto chodzi z tymi telefonami, żeby dzieci sobie radziły same, a nie
                                          z każdym problem do mamy, żeby ona załatwiała.
                                          • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:19
                                            ale ona jeszcze tego nie potrafi, własnie odebrała pierwszą lekcję
                                            mnie nie zawiadamiała, ja do niej zadzwoniłam i dowiedziałam się przy okazji

                                            dlaczego wymagacie od dzieci, żeby zaraz po przekroczeniu progu podstawówki potrafiły załatwic każda sprawę i były całkowicie dojrzałe emocjonalnie? nie moge tego pojąć

                                            Nenia, ja niżej pisałam, że moja córka nie chodzi z problemami do nikogo. Ja ją tego uczę, ale póki co rezultaty sa niewielkie. Przed wyjazdem mówiłam sto razy, że w razie czego ma iść do wychowawcy, ale cóż...No nic, nauczy się, po to między innymi pojechała na kolonie. To jest taka mała szkoła życia.
                                            • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:25
                                              Jak sadzisz-spedzilaby cala noc na korytarzu,a moze cale kolonie?Przeciez sprawa by sie zaraz wyjasnila i tyle.
                                            • nenia1 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:28
                                              No fakt, całego wątku nie czytałam.

                                              Ja nie wymagam żeby dziecko było całkowicie dojrzałe emocjonalnie.

                                              Natomiast sądzę, że uczenie werbalne, przy równoczesnym wyręczeniu fizycznym, trochę wzajemnie się wyklucza, po prostu utrwalasz w córce takie zachowania, dzwonisz do niej, dzwonisz do opiekunki, po prostu załatwiasz za nią mniej przyjemne rzeczy, i ona sobie właśnie to utrwala. Po co ma iść szukać opiekunki, skoro może płakać, mama i tak wszystko załatwi.

                                              Choć od razu dodaję, nie czytałam całego wątku, może masz dziecko z jakimiś wyjątkowymi problemami, ale sytuacja jaką opisujesz, nie jest sytuacją tak drastyczną, że dziecko nie mogłoby sobie samo z nią poradzić.
                                              • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:51
                                                Nie mam dziecka z problemami, mam dziecko skryte, które nie dzieli się kłopotami z innymi.
                                                Podkreślam po raz kolejny, pojechała PIERWSZY RAZ, nie kolejny i nie ma 16 lat tylko 9.
                                                Naprawdę opisałam tę sytuację jako DRASTYCZNĄ?
                                                Eee, to byl tylko przykład, nie zadzwoniłabym poradziłaby sobie sama, ale popełniłam zbrodnię i zadzwoniłamsmile zła matka ze mniesmile
                                                • nenia1 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:08
                                                  No właśnie nie opisałaś tej sytuacji jako drastycznej, więc tym bardziej dziwi twoja interwencja, tu przecież nie chodzi o zwierzanie się z kłopotów obcym ludziom, ale o zatroszczenie się o siebie, zwykłe poinformowanie.
                                                  9 lat to znowu nie tak mało, żeby zwrócić się z uwagą do opiekunki.

                                                  > Eee, to byl tylko przykład, nie zadzwoniłabym poradziłaby sobie sama, ale popeł
                                                  > niłam zbrodnię i zadzwoniłamsmile zła matka ze mniesmile

                                                  No wiem, że przykład, tylko że trochę znamiennysmile

                                                  Ja osobiście nie lubię takich podziałów, jakie tworzą się między innymi w tym wątku zła/dobra matka.
                                                  Jak dzwoni to dobra, jak nie dzwoni to zła, albo odwrotnie, w zależności od opcji.

                                                  We wszystkim potrzebny jest umiar. I trzeba mieć świadomość własnych motywów korzystania lub niekorzystania z pewnych udogodnień, typu telefon do dziecka.

                                                  Natomiast takie proste wrzucenie do worka - jak dzwoni to się troszczy, jak nie dzwoni to zimna sucz, trochę zamyka pole do dyskusji.
                                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:18
                                                    nie Nenia, tu jest podział: dzwoni-nienormalna, nadopiekuncza, jej dzieci to łajzy i w ogóle patologia. Nie dzwoni-cool matka, taka prawdziwa, która dba o dobro dziecka i je usamodzielnia, a nie niańczy jak idiotka.

                                                    > 9 lat to znowu nie tak mało, żeby zwrócić się z uwagą do opiekunki.
                                                    powtórzę się, choć trochę mnie to już męczysmile
                                                    tak ma, nie lubi się zwracac do obcych z czymkolwiek, do rodziców tez nie bardzo
                                                    walczę z tym, bo o ile rozumiem nie dzielenie sie kłopotami to nie potrafię zrozumieć dlaczego nie może podejść i poprosic o rozwiązanie problemu
                                                    ale po to miedzy innymi pojechala, żeby się nauczyć
                                                    ja ją wyręczylam raz, bo to pierwsze chwile samodzielności, ale nie zrobię tego po raz drugi czy piętnasty bo nie będę miała takiej mozliwości, telefony oddawane są do depozytu (całe szczęściesmile)
                                                  • nenia1 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:27
                                                    A nie zgodzę się, jest podział taki i taki.

                                                    Jak zresztą bardzo często na forum, każdy się okopuje na swojej pozycji i ani drgnie.
                                                  • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 20:16
                                                    pade napisała:


                                                    > powtórzę się, choć trochę mnie to już męczysmile
                                                    > tak ma, nie lubi się zwracac do obcych z czymkolwiek, do rodziców tez nie bardz
                                                    > o
                                                    > walczę z tym, bo o ile rozumiem nie dzielenie sie kłopotami to nie potrafię zro
                                                    > zumieć dlaczego nie może podejść i poprosic o rozwiązanie problemu
                                                    > ale po to miedzy innymi pojechala, żeby się nauczyć

                                                    No to daj jej szansę może.....
                                                    Niektóre dzieci świetnie radza sobie bez mamy a przy mamusi odezwac sie nie potrafią. Pamiętam jak miałam pod opieką bardzo nieśmiałą /zdaniem jej matki/ 9 latkę. Przy mnie nie była nieśmiała w ogóle smile przyjechała mama i sie skończyło. Mama całkiem nieświadomie zapewne wmówiła tej dziewczynce, że jest nieśmiała i ona nie miała innego wyjscia - musiała być nieśmiała a pewnie i wygodnie jej z tym było smile
                                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 22:22
                                                    i znowu jesteś w błędzie bo wychodzisz z założenia, że córa uczepiona mojej spódnicy, albo gorzej, ja uczepiona dzecka, nic bardziej błędnego
                                                    nie znasz nas a mnie się już nie chce udowadniać, że nie jestem wielbłądem
                                          • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:29
                                            He, he...jechałam z pracy autobusem a tam dziewczyna z ciocią rozmawia. Ciocia pyta- Kasia, zawiozłas podanie o pracę. A kasia na to- Nie , mama zawiezie bo ja nie wiem jak big_grin
                                            Ot, pokolenie ze smyczami komórkowymi.
                                            • aneta-skarpeta Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 20.07.12, 16:43
                                              jestem dzieckiem, ktore bylo bardzo zżyte z rodzicami w wieku dzieciecym

                                              jako dziecko bylam głeboko nieszczęsliwa na koloniach,z ktorych ordzce musieli mnie po prostu zabrac. bylam dosyc samodzielna, ale mocno zżyta z rodzicami

                                              rodzice pomagali etc

                                              i co? i wyrosłam i rade sobie dajęwink
                                              niektore dzieci potrzebują wiecej czasu, inne mniej
                                              moj syn jest mocno samodzielny- 10 lat- zostaje sam w domu, potrafi sobie poradzic z wieloma sytuacjami, jest dosc odpowiedzialny, ale pod wzgledem wyjazdow jest taki sam- dojrzewa z swoim tempie
                                        • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:12
                                          A dlaczego ma ryczec? Powinna zglosic sie do wychowawcy.
                                          Do oceny wystarczy mi to co piszesz-z tego jasno wynika,ze jestes nadopiekuńcza i bez dzwonienia nie mozesz zyc.Wszystko pod kontrola, dzieci na oku nawet, gdy sa daleko.
                                          • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:56
                                            Wolę byc nadopiekuńcza niż beztroska i zimna, wybaczsmile
                                            • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:04
                                              To nie jest beztroska ani oziebłosc,tylko swiadome usamodzielnianie dziecka.
                                              • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:10
                                                Lola, moja corka nie ma czternastu lat, w tym wieku usamodzielnienie jest czymś oczywistym. Za pięć lat ja sie tez tak będę wymądrzaćbig_grin
                                                Poza tym obie jesteśmy skrajnie różne, więc chyba się nie dogadamy.
                                                • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:25
                                                  Moja córka byla po raz pierwszy na obozie majac 8 lat.Zuchowym, nie miala jeszcze swojego telefonu.I swietnie ten wyjazd wspomina.
                                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:36
                                                    No i super, gratuluje córki, poważnie.
                                                    Mam nadzieję, że moja tez wróci zadowolona.

                                                  • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:41
                                                    aha, i jeszcze jedno
                                                    moja córa rozwija się dokładnie tak:
                                                    www.rodziceradza.pl/Wychowanie/Rozwoj-psychicznoemocjonalny-dzieci-w-wieku-79-lat.,art,241524.html
                                                    jak widzę, w niczym nie ustępuje rówieśnikom

                                                    i powiem szczerze, jest mi cholernie przykro, że niektóre osoby tutaj usiłują mi wmówić, że skoro jestem "dzwoniąca" to na pewno dzieci mnie nienawidzą i mają mnie dość, są ofiarami, ciapami a ja jestem idiotką, która dla własnego 'dobra" zamęcza sobą dziecisad
                              • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:31
                                Nie, większo.ść rodzicóew chce wiedzieć, ze dziecko nie będzie musiało uciekać z obozu.
                                Uwielbiam takie gadki typu "jak tak było za moich czasów i ja to lubilam, to znaczy, ze wszyscy mają mieć tak samo i takze to lubić"
                                Organizatorzy sa OK, ale wychowawczy to na ogół bardzo mlodzi ludzie, po kilkudniowym przeszkoleniu. Poza tym dziecko nie ma obowiazku zwierzać sie ze wszystkiego obcemu człowiekowi. Jeśli jest zmuszone powiedzieć obcemu, zę ma problemy, które są wstydliwe, to coś jest chyba nie tak?
                                Rozumiem, ze masz zmbicje tak wychować dzieci, aby wiedziały, zę uczucia trzeba chować dla siebie, a jesli coś człowieka martwi, to najlepiej, aby nic niekomu nie mówił. Masz poważny problem jako 8-latek - rozwiąż go sam/ Koledzy cię wykorzystują - siedź cicho, to jest dobra szkoła radzenia sobie z życiem.
                                Cóż, moje dzieci zwierzały mi się z pewnych rzeczy natychmiast. Dzieci wychowane tak, aby radziły sobie z problemami same, a wakacje wykorzystywały do uczenia się,z ę człowiekowi bywa smutno - chyba po prostu nie mają zadnego powodu zwierzać się rodzicom, którzy z zasady nie maja ochoty byc pomocni. Warto o ttm pamietać, ze dziecko uczone "samoświadomości i kontroli" nic rodzicom nie powie - bo po co?
                                • notting_hill Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 20:16
                                  Tak jest, rozumiem to, co napisała Verdana jak mało kto. Ja byłam takim dzieckiem, od którego wymagano, żeby nie zawracało głowy swoimi problemami. Nie było to jakoś zwerbalizowane, ale ja po prostu wiedziałam, że jeszcze opieprz dostanę, więc nie było sensu. Traktowałam to jako normalność, bo niczego innego nie znałam.
                                  Przeniosłam to w dorosłe życie, to przekonanie, że zawsze, żeby nie wiem co, nalezy trzymać gardę i radzić sobie samemu, nie zawracając głowy innym ludziom, bo moje sprawy ich w ogóle nie obchodzą. Zrozumiałam to dopiero jako mocno dorosły człowiek, że jest to pewna dysfunkcja, że utrudnia życie i kontakty z innymi i że ma źródło w braku wsparcia w dzieciństwie.
                                  Więc też nie zgadzam się na odcinanie dziecka od być może jedynego źródła wsparcia, jakie może uzyskać. Pod warunkiem jednak, że to dziecko potrzebuje tego wsparcia, a nie rodzice nie mogą się powstrzymać od kontrolowania. Bo tak też bywa.
                        • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 15:13
                          pade napisała:

                          > ale ktos tym dzieciom pistolet do głowy przystawia i każe dzwonic?big_grin
                          Tak, ich silne emocnonalnie przywiązanie im każe dzwonić, czasem zbyt silne.
                          • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 09:54
                            nie no, skandal! jak mozna sie przywiązywać emocjonalnie do rodziców! albo do dziecka!
                            no skandal po prostu!
                            • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:03
                              Nawet trzeba.Byle nie za mocno.W tym watku doskonale widac nadopiekuńczosc niektórych matek.
                  • ding_yun Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 21:35
                    > > 60 dzieci to 60 upierdliwych matek które musza wiedziec czy synuś/córcia
                    > zjadły
                    > > albo podobne bzdury.

                    Omójboże. Wychowawcy na obozie mają jakąś robotę do wykonania poza zajmowaniem się dziećmi. Skandal. Tak jakby lekarz zamiast zajmować się wyłącznie leczeniem chorego organu musiał jeszcze gadać z upierdliwymi pacjentami którzy muszą wiedzieć, czy wolno im przy ich schorzeniu robić to i tamto. Jakby grafik zamiast skupić się na projektowaniu folderu reklamowego musiał odpowiadać na maile od klienta i wprowadzać non stop zmiany. No niewybrażalne.
                    A poważnie - nie wierzę, że 60 dzieci to nie jest 60 upierdliwych mamuś, które zadają pytania, czy dzieci zjadły obiadek. może być ich kilka, kilkanaście, ale nie 100%. I organizatorzy/wychowawcy mają nie tylko obowiązek dbać o dzieci, ale także nie strzelać focha, jak rodzice od czasu do czasu zadzwonią z pytaniem jak dziecko się czuje. To też jest częśc ich pracy.
                    • triss_merigold6 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 21:48
                      Oczywiście, tyle, że warto poinformować rodziców w jakich godzinach mogą dzwonić i wyznaczyć porę od-do, żeby rodzice nie wydzwaniali podczas posiłków i wieczorem.

                      Mój syn pierwszy raz pojechał na obóz zuchowy jako 6,5-latek i nie dzwoniliśmy codziennie, tylko co 2-3 dni. Pytałam druhnę czy wszystko ok, a potem prosiła dziecko do telefonu. Ponieważ zwykle młody rozmawiał entuzjastycznie ale oszczędnie i po minucie twierdził, że nie ma już czasu i czy możemy skończyć, pa mamo, to uznawałam, że wszystko jest kul.
            • cmentarna.polka Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 07:08
              > ów. Następne spowodowały, że się popłakałam bo wyobraziłam sobie, że mały płacz
              > e, nie może zadzwonić, ktoś mu robi krzywdę lub po prostu chce z nami porozmawi
              > ać i nie może.

              Nie przejmowalabym się opiniami ludzi, którzy odreagowują własne fobie z dzieciństwa, bo tęsknili i płakali, że muszą jechać na kolonie. Spokojnie. Ogromna większość dzieciaków wraca z obozów zadowolona, opalona i pełna nowych wrażeń, których w życiu nie przeżyłaby przy rodzicach na wczasach w Ustce.
              To rozwijające doświadczenie.
              Gdyby coś było nie tak, to albo opiekun zadzwoniłby do Ciebie, albo dziecko zasygnalizowałoby kadrze, że musi zadzwonić i pogadać - i tak by się stało. Mówię Ci to ja - wychowawca kolonijny.
              • maga761 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 08:38
                Dziękuję cmentarna.polka. Wczoraj już się rozkleiłam, dzisiaj jest lepiej. Myślę, że zadzwonię dzisiaj najpierw do mamy kolegi syna, który jest z nim na obozie i w tym samym pokoju, zapytam czy oni może dzwonili lub wiedzą coś więcej. Mam właśnie nadzieję, że jeśli synowi będzie źle to powie wychowawcy, że chce zadzwonić. Ja kiedy byłam na kolonii pamiętam, że w dzień było ok, dopiero wieczorem jak położyłam się spać płakałam tak, żeby nikt nie widział ale jak rodzice przyjechali po tygodniu i ewentualnie mogłam z nimi jechać do domu nie pojechałam więc jednak na tyle mi się podobało, że mimo tych wieczornych płaczy wolałam zostać.
                • czar_bajry Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:23
                  Mój właśnie wyjechał ( 8 latek) telefon wziął ze sobą, nie ma żadnych ograniczeń w kontaktach.
                  Pojechał na obóz piłkarski wraz z trenerem i resztą drużyny- trenują razem od dwóch lat a znają się jeszcze dłużejsmile
          • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 10:59
            ei-ne napisał(a):

            > Mysiam, moje zdziwienie naprawde bylo szczere. Nie znam widoku kilkulatkow z ko
            > morkami.

            5 latki to może nie, ale 8, 9 latki to już mają wszystkie /przynajmniej w moim otoczeniu/ żaden to rarytas, normalne urzadzenie do komunikowania się. Bardzo wygodne.
    • myszmusia Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:18
      Nie
      > mogą mieć telefonów i dzwonić do rodziców.

      a tak swoja droga - bagazy to im chyba nikt nie przekopywal pod tym katem?wink jakis problem zabrac telefon wsadzic głęboko w bagaze z nieduzym pre paidem i dogadac sie z dzieckiem , ze raz dzeinnie właczy i wysle przysłowiowe "jest ok"wink jak go właczy na moment to sienawet nierozładuje przez tydzien. no ale w sumie wszystko zalezy od dziecka, rodziców itp... mozna napisac ze to uczenie nieuczciwosci;_)
      • myszmusia Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:19
        albo nawet nie wysyłac codzinnie ale w razie W wiedziec ze ten telefon gdziestam w torbie lezy i mozna "wezwac pomoc" ale ja knapisalm wszystko zalezy od dziecka i znajomosci własnego dziecka przez rodzićów
      • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:22
        A jak telefon zgubi albo ktos mu buchnie? Dopiero byłaby awantura i nerwy.
        Kazdy ośrodek ma telefony stacjonarne i budki telefoniczne.
    • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:19
      Moja córka pierwszy raz pojechala na oboz zuchowy majac 8 lat.2 tygodnie, bez komorki,.Kontakt byl mozliwy do opiekunów z prosba o nienaduzywanie, bo wiadomo, rodzice by wisieli na łaczach dzien i noc.
      Zakaz posiadania komórek jest podyktowany nie faktem, ze ktos chce cos ukryc, tylko po pierwsze mozliwoscia kradziezy i problemow z tym zwiazanych oraz z faktem dezorganizacji wypoczynku przez nadopiekunczych rodzicow, ktorzy dzwonia w najmniej oczekiwanym momencie.Kolejna rzecz- czesto jest tak, ze po takim kontakcie dzieci sie rozklejaja.Bo nie kazdy rodzic ma poukladane w glowie.Sa tacy, ktorzy beda dziecku truli o tym jak bardzo tesknia, jak im zle,czy aby synkowi krzywda sie nie dzieje.
      Osobiscie uwazam, ze dziecku nalezy dac spokoj,niech sie bawi, wypoczywa i odpoczyla od trucia tylka nt" co dzis jadles i dlaczego tak mało".
      • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:29
        Amen.
      • triss_merigold6 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:49
        Mój syn właśnie pojechał na obóz zuchowy, telefon ma. Telefony są oddawane do depozytu do druhny i oddawane dzieciom po obiedzie na 1,5-2 godziny. W zeszłym roku jechał bez telefonu i zawsze po południu można było dzwonić do którejś z druhen i druhna prosiła dziecko. Proszono tylko, żeby nie dzwonić wieczorem, bo dzieci się rozklejają. Ale generalnie zero kwasów z kontaktem i uzyskaniem informacji.
        • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:10
          No i dokładnie o to chodzi, o mozliwość kontaktu, bez naduzywania go.
          Ja mam ochote wypoczywac jak dziecka nie ma, psychicznie. I chce odpocząć od telefonów, które mam na codzień w masakrycznej ilosci. Wystracza mi dwa zdania zamienione z dzieckiem, raz na dwa-trzy dni. Ale to nigdy nie są dwa zdaniasmile Bo moje dzieci gadają jak nakręconesmile

        • naomi19 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 19:21
          A ja myślałam, że jesteś niewierząca Triss, coś mi się chyba pomyliło.
          • triss_merigold6 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 09:08
            Ale o co kaman? Jestem niewierząca, syn jest w ZHP, a nie w ZHR. Jakoś nie zauważyłam, żeby mieli zbiórki łączone z mszą czy w ogóle mieszali religię do zajęć z dziećmi.
    • edelstein Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:24
      Moje dziecko trzyletnie wysylam do Pl na ponad dwa tyg.zapowiedzialam,ze jak sie nic dziac nie bedzie to niech nie dzwonia do mnie.Syn sie cieszy,ze jedzie sam tzn.bez mamy,wreszcie cos nowego,ale on z tych malo teskniacych i samodzielnych.Z glodu nie zginiewink
    • thorgalla Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 09:41
      Gdy mój mąż przez 2 dni nie dzwoni to się denerwuje a gdyby dziecko nie odezwało się przez tydzień to bym pojechała na miejsce.
      Ale moje dziecko ma dopiero 3 lata,myślicie,że mi przejdzie do czasu rozpoczęcia kariery kolonialnej?
    • a.va Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:03
      Zamiast się denerwować, po prostu zadzwoń do tego opiekuna, krótko spytaj, czy wszystko w porządku i poproś o 2 minuty rozmowy z synem. W czasie ciszy poobiedniej, wtedy nikomu w niczym nie przeszkodzisz. To normalne, że w połowie wyjazdu chcesz się upewnić, czy wszystko gra (btw na pewno gra).
      • heca7 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:41
        Ja już 3 raz wysyłam córkę 10-lat na plener gdzie nie można mieć komórki "nawet wyłączonej". Jak rodzice chcą to mogą się skontaktować z kimś z kadry po 22.00 ale raczej tylko w ważnej sprawie. I dzieci podobnie. Rok temu córka raz poprosiła o tel . do mnie bo dałam jej tylko 3 pary gaci a jej się nie chciało prać big_grin Pani wysyła parę razy w czasie pleneru sms do rodziców o tym co ciekawego zrobili.
        O tu :www.kredka.waw.pl/index.php?a=25001
        • pudelek09 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 11:48
          ja przy pierwszym wyjezdzie tez przezywalam,tez miala 9lat,ale ja odrazu zapowiedzialam,ze pojedzie tylko z komorka.Dzwonila po kilka x/dzien,oczywiscie bylo ok,ale z jedzeniem to koszmar,ona gdzies nie lubi jesc,jak ja.Co rok dzwonila coraz rzadziej,ale teraz ma 14lat,pojechala do Bulgarii i troche sie denerwuje,bo dzwonilam do niej we wtorek,pogadalysmy i od tamtej pory ani sms,tel wylaczony.Niby duza ale wole miec z nia kontakt,chocby glupi,zbywajacy sms _wszystko ok),raz na dwa/trzy dni
    • mnb0 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 13:01
      Mam pomysl - organizatorzy obozu powinni codziennie albo raz na kilka dni umiescic na stronie internetowej lub portalu spolecznosciowym krotka notke, ze maja sie dobrze i co dzisiaj robili itp. W ten sposob rodzice byliby spokojni i nie wydzwaniali do kadry i dzieci by sie nie nakrecaly rozmowami z rodzicami.
      I nie mowcie mi ze gdzies tam nie ma zasiegu. Nie pojechali chyba do dzungli amazonskiej. A kadra i tak pewnie codziennie bywa w miescie, chocby zeby kupic pieczywo.
      • paliwodaj Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 14:45
        bylam u kolezanki w srode, jej 8 letnia corka jest na obozie zuchowo-harcerskim 2 tygodnie, wracaja dzis. Tez nie maja mozliwosci kontaktu z rodzicami. W niedziele mieli dzien rodzinny, przyjechali rodzice, razem spedzili czas nad jeziorem. Nie opisze jak wygladalo rozstanie z rodzicami.....
        Pisali tez listy, corka zakonczyla " mamo przywiez jakies jedzenie" , okazuje sie ze maja malo jedzenia. Owoce dostali 2 razy w tygodniu. Sniadanie to tylko 1 miseczka platkow na mleku, codziennie to samo, bez mozliwosci dokladki. Wogole nie ma dokladek , maja sie zadowolic tym ile jest podane, wiec jak harcerz zlapie 2 kanapki, to maly zuch moze isc glodny spac.
        Uwazam ze brak mozliwoscie kontaktu z dzieckiem to przegiecie, moga wyznaczyc jakas godzine, gdy dzieci maja czas wolny, a rodzic moze zadzwonic do dizecka, czy odwrotnie, kurcze jaki to problem
        • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 18:54
          Jeśli organizator nie życzy sobie, aby dzieci miały kontakt z rodzicami (nie komorki, bo rozumiem, że one mogą zdezorganizować zajęcia), to organizator najprawdopodobniej ma coś do ukrycia. Taka jest niestety prawda.
          Kontakt to moze byc telefon w ośrodku, z którego mozna skorzystać, albo w sąsiedniej wsi, gdzie sie co parę dni chodzi.
          Dziecko powinno móc porozmawiać z rodzicami, choćby dlatego, zę inaczej jest zdane na łaskę i niełaskę orgaznizatorów. Ma prawo powiedzieć, jesli z jakiś powodów xle sie czuje. Dziecko nie jest dorosłe i nie wszystkie problemy pottrafi rozwiązać samo, a naprawdę nie wszystkie nadają sie do omówienia z obcym człowiekiem.
          • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 19:46
            verdana napisała:

            > Jeśli organizator nie życzy sobie, aby dzieci miały kontakt z rodzicami (nie ko
            > morki, bo rozumiem, że one mogą zdezorganizować zajęcia), to organizator najpra
            > wdopodobniej ma coś do ukrycia. Taka jest niestety prawda.

            Nie, to nie jest prawda. Wielu organizatorów przekonało się, że zbyt czeste kontakty telefoniczne dzieci z rodziną nie służą ani dzieciom ani dobrej organizacji czasu a czesto psują to, co organizatorzy staraja sie wypracować.
            Zawsze można zrezygnować z obozu, albo wybrac taki, w którym dzieci mogą dzwonic do mamy non stop o każdej porze dnia i nocy smile
            • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 14.07.12, 22:21
              Wielu organizatorów po prostu chce mieć święty spokój i żadnych skarg.
              Jest różnica między "zbyt czeste kontakty" - stąd rozumiem, ze niepożądane mogą być komórki - a "żadene kontakty" - czyli takie zorgaznizowanie kolonii, aby dziecko nie mogło zadzwonić do domu bez obecności kadry.
              Tak, oczywiście nalezy zrezygnować z obozu, gdzie nie ma zadnej możliwości, aby dziecko mogło porozumieć się z rodzicami bez nadzoru. Chyba, ze jesteśmy przekonani, ze nigdy, w żadnej okolicznoiści nie jesteśmy dziecku do niczego potrzebni i nasze dziecko równie chetnie powie o problemach komukolwiek, a nie nam. Albo jesli jesteśmy przekonani, ze dziecko z racji wieku nie ma żadnych problemów, tylko najwyżej kaprysy.
    • imasumak Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 01:24
      Nie śpię, bo za godzinę odwozimy naszą dziewięciolatkę na dworzec, jedzie na dwutygodniowy obóz nad morze.
      Dzieci mogą mieć ze sobą komórki, ale oddają je wychowawcom do depozytu i mogą je brać na godzinę dziennie podczas odpoczynku poobiedniego.
      Dodatkowo rodzice dostali maile z numerami do wychowawców, kierownika kolonii i specjalnym numerem alarmowym czynnym 24h/dobę do firmy organizującej obóz, w razie gdyby działo się coś niepokojącego. Cóż, nie ukrywam, że jestem zadowolona z tego, że dziecko będzie mogło do mnie zadzwonić, a ja też mogę dowiedzieć się czy wszystko dobrze.
      Inna opcja w naszym przypadku nie wchodzi w grę.
      • mamatin Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 02:29
        i na taki obóz wysłałabym dziewiecioletnie dziecko. wszystko normalnie.
      • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:00
        Ima, czy Twoja córa jedzie może do Ustronia albo do Darłówka?
    • mia_siochi Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 10:19
      W zyciu nie wysłałabym malego dziecka w miejsce, gdzie nie miałby ze mną kontaktu. Tak- on ze mną. Moje uczucia są w tym układzie drugoplanowe.
      Ja na pierwsze kolonie zostałam wysłana, jak miałam 7 lat, 3 tygodnie bez możliwości kontaktu z rodzicami poza wysłaniem kartki. Wyznaję zasadę "nie rób dziecku co tobie niemiłe", pamiętam tamten koszmar, nigdy dziecku tego nie zrobię. Jak do tego dorośnie i sam sam bedzie chciał- proszę bardzo.
    • sei-ne Zielona szkola 15.07.12, 10:47
      Mam pytanie. Czytam, ze dla 8,9-cio latkow kolonia/oboz, to pierwszy samodzielny wyjazd. Czy szkoly organizuja jeszcze zielone szkoly? Jezeli tak to w ktorej klasie? We Francji pierwszy tygodniowy wyjazd jest w pierwszej, czyli dzieci maja 6 lat.
      Tutaj tez, mimo braku obowiazku szkolnego, wszystkie 3-latki chodza do przedszkola (piszac wszystkie, mam na mysli WSZYSTKIE). Dlatego tez widze, w jakim stopniu panstwo/spoleczenstwo wplywa bedposrednio na postawe rodzicow. Jednak ta przyslowiowa "matka polka" nie wziela sie z niczego.
      Czytam, ze polskie kilkulatki posiadaja telefony komorkowe, ze jest to realna potrzeba (jak same zreszta argumentujecie). Czyli te dzieciaki w ciagu dnia, w ktoryms momencie, zostaja bez opieki. I wlasnie tego nie rozumiem. Macie zaufanie do sprzetu. Dla Was jest on zludnym gwarantem bezpieczenstwa Waszego dziecka, a nie macie zaufania do innego doroslego czlowieka (opiekuna). W naglej potrzebie, to nie telefon uratuje zycie Waszego dziecka.
      • przeciwcialo Re: Zielona szkola 15.07.12, 11:18
        Moi zaczynają szkołę jako sześciolatki i już w pierwszej klasie dzieci jada na 10 dni na zieloną szkołę. Telefonów zabierać nie mogą. Jest telefon do ośrodka ale zastać dziecko to sztuka bo wiecznie gdzieś lataja wink Nauczycielka dzwoniła do mnie raz czy może dniówke kieszonkowego małemu zwiekszyc bo potrzeby ma wieksze wink
        Wyjazd bez telefonów to żadna nowość dla moich dzieci. Wiekszość tak jeździ a te które przemyca telefon z reguły rycza w telefon wieczorem i potem dla towarzystwa chlipie cały pokój. Nauczyciele proszą aby telefonów nie dawać bo to wcale dzieciom nie słuzy. Jeśli jest potrzeba to telefon ma nauczyciel. Nikt z rodzicó nie wydzwania bez wyraźnej przyczyny. Dzieciom nie dzieje się krzywda.
        • sei-ne Re: Zielona szkola 15.07.12, 11:30
          Przeciwcialo, przepraszam za pytanie: mieszkasz w Polsce?
          • przeciwcialo Re: Zielona szkola 15.07.12, 12:20
            Jak najbardziej w Polsce.
            • sei-ne Re: Zielona szkola 15.07.12, 15:53
              Dzieki Przeciwcialo! Odzyskalam odrobine wiary w system smile
      • mama303 Re: Zielona szkola 15.07.12, 11:29
        W naszej szkole nie ma w klasach I-III zielonych szkół. Moje dziecko pierwszy raz wyjechało samo w wieku 8 lat. Wróciła stęskniona i szczęsliwa smile
        • larenata Re: Zielona szkola 15.07.12, 11:41
          U nas też zielonych szkół nie ma. Moja ośmiolatka pojechała na swój pierwszy obóz zuchowy i jest przeszczęśliwa. Przed wyjazdem dostaliśmy numery telefonów do komendantki obozu oraz drużynowej. Dzieci mogły zabrać ze sobą komórki - codziennie po śniadaniu mogą dzwonić do rodziców. Moja córka korzysta z tej możliwości codziennie i zachwycona opowiada, co takiego robią na obozie. Te rozmowy są jej potrzebne, bo pozytywnych emocji pełno smile Obóz prowadzi też stronę internetową, na której przedstawiona jest kadra, menu i codziennie dokładane są zdjęcia. Na bieżąco wiemy więc, co nasze dzieci tam robią. Córka wraca we wtorek, planuje już przyszłoroczny wyjazd i chce zabrać na niego młodszego brata. Tak więc bardzo się cieszę, że wszystko poszło gładko, choć moja rodzina i znajomi w głowę pukali się, że wysyłamy takie "małe dziecko" tak daleko na obóz big_grin Ale ja tam lepiej znam moje dziecko smile
          • przeciwcialo Re: Zielona szkola 15.07.12, 12:22
            Moje na obozach zuchowych- harcerskich prowadzą dziennik. To dopiero atrakacja.
    • alabama8 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 11:36
      Mój (9.l) z obozu wrócił kilka dni temu, miał telefon, dzwonił codziennie. Nie skarżył się, nie płakał - zdawał relację. A relacje były koszmarne - kelnerka trzymała go na stołówce przez godzinę zmuszając do zjedzenia obiadu, koledzy bawili się w wyjmowanie kamieni z nasypu zabezpieczającego wydmy. Durnotę można jeszcze przełknąć, ale ten cały przekrój chamstwa, okrucieństwa, złośliwości jednych dzieci wobec drugich był przerażający. Popchnąć, przewrócić, uderzyć, zwymyślać, zamknąć na balkonie, oblać wodą, przydusić, schować klucz - po to się jedzie na wypoczynek letni. Młody funkcjonujący do tej pory w gronie lepiej znanych kolegów z klasy, podwórka, orkiestry czy innych zajęć dodatkowych był jak sam stwierdził "zaszokowany tą dziczą". Te dzieciaki są jak bydło - stwierdził. A miało być fajnie.
      • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 11:40
        Mysle, ze zdrowo przesadził.
      • przeciwcialo Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:25
        Moi jadą zawsze z towarzystwem ze szkoły, druzyny wiec wiadomo z kim. Dlatego nie mam zgryzów i nerwów. Opiekunow zawsze znam.
        • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 12:57
          może jednak spróbuj sie wysilić i zrozumieć obawy kogoś, kto wysyła dziecko z całkiem obcymi ludźmi?
          bo z tego co napisałas w tym wątku wynika, ze Twoje dzieci zawsze jeżdżą ze znanymi sobie rówieśnikami i osobami dorosłymi
          czyli to zupelnie inna sytuacja niz ta, o której pisze autorka, ja, czy inne matki
    • iceland.3 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 13:10
      Nie wysłałabym dziecka na obóz w którym dziecko nie moze skontaktować się z rodzicem. Sama mając 7lat zostałam wysłana na taki obóz harcerski. Było strasznie, kazali nam rozbijac namioty, 7latki biegały z młotakami w ręku, kazali mi obierac ziemniaki więc 7latce wreczyli idioci ostry nóż i radz sobie. Nie mozna było skontaktowac sie z rodzicami. Bylismy nad morzem, a ciagle siedzielismy w lesie, o 3rano nas budzili bo robili alarmy przeciwpozarowe i mielismy na bacznosc wychodzic z namiotow, doslownie jak w jakims obozie pracy. Któregos dnia wyszlismy na miasto i ja sie zgubiłam, chwile odeszłam od grupy bo zobaczyłam jakies muszelki, popłakana nie wiedziałam co dalej ale jakims cudem wróciłam SAMA do obozu. Po tygodniu bycia tam rodzice postanowili mnie na weekend odwiedzic gdy zobaczyli co tam sie dzieje, a ja oczywiscie dzielna i nie chcialam nic im powiedziec ale po mojej minie sami stwierdziuli, ze cos nie gra i wyciagneli ode mnie co tam sie dzieje. Zabrali mnie z tego strasznego obozu. Stwierdxzialam, ze na oboz harcerski nigdy mojego dziecka nie posle, nigdy. Jako 8latka byłam na kolonii, mialam swobodny dostep do telefonu było świetnie. Dlatego dla mnie brak mozliwosci rozmowy z rodzicami zapala czerowne swiatelko ostrzegawcze, ze cos jest nie tak.
      • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 13:51
        A mnie zastanawia jeszcze co innego. Dlaczego niektórzy uznają, ze nie tylko nie chcą wiedzieć, co sie dzieje u dziecka, ale dziecko nie ma prawa przez dwa-trzytygodnie do zadnych informacji na temat tego, co się dzieje u niego w domu? Czy dzieci naprawdę nie interesuje nic, poza tym, co mają aktualnie przed oczami?
        Nie przewidzimy przed obozem czy kolonia, co bedzie wówczas w domu. Moze dziecko wyjedzie , gdy zachoruje pies? Albo, tak jak moje w zeszłym roku, gdy jedno z rodziców straci pracę? I co? Ma dwa tygodnie po prostu nie moc dowiedzieć sie, co dalej? Nawet nie mówię o rzeczach dramatycznych (choć mój syn, zareczam, bawił się znacznie lepiej, gdy wysłałam sms-a z wiadomoscią, ze nowa praca już jest), ale o zwykłej ciekawości - co u rodziców czy rodzeństwa.
        Dla mnie to wygląda tak, jakby dziecko nie tylko nie było częścią rodziny, ale jakby było pożądane, zę rodzina go nie interesuje.
        Ciekawe, jak by czuły sie matki, uznające , zę optymalne jest zero kontaktu, gdyby wyjeżdżały na dwa -trzy tygodnie, a rodzina powiedziała, ze nie tylko nie bedzie dzwonić, ale bardzo prosi o całkowity brak kontaktu, takze w wypadku choroby czy problemów. Bo kontakt oznacza, że żona sobie nie radzi, a powinna. Rodzina przed te dwa tygodnie nie jest jej do niczego potrzebna, a zainteresowanie sprawami męża będzie mu tylko zawadzać. No i mąż naprawdę nie jest zainteresowany, czy żona dobrze się bawi, jak wróci, to powie - i starczy.
        Sądzę, zę dorosłe zony nie byłyby zachwycone.
        • pade Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:13
          10/10
        • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:41
          Czyli psujmy dzieciom wypoczynek informujac ich o wszystkich plagach jakie nas nawiedziły.Super.Niech sie za dobrze nie pobawi, skoro my zmagamy sie na miejscu z problemami.
          • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:12
            Nie. Ale informujemy, jesli dziecko pyta, ze brat świetnie sie bawi na obozie, albo że pies wyzdrowiał, albo ze byliśmy w kinie. A czasem, niestety i to, że babcia jeszcze nie czuje się lepiej.
            Nie musimy informować o plagach, ale dziecko może chcieć wiedzieć, co sie dzieje, chyba, zę w ogóle nie informujemy go o niczym, co dzieje się w rodzinie. Trudno ukrywać babcię w szpitalu i chorego psa przed dzieckiem, bo za tydzień wyjeżdża...
            • lola211 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:18
              W takim wypadku umowilabym sie z dzieckiem, ze dam znac co i jak dzwoniac na numer do wychowawcy i proszac go do telefonu.
              • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 17:27
                I zawracając wychowawczy głowę? Po to właśnie wynaleziono komórki, a można, daję słowo, nie dzwonić i nauczyć dziecko, żeby nie zaweracało głowy byle czym. I informować tylko o sprawach wąznych.
                Czyli metoda "prawą ręką do lewego ucha" - dla zasady.
    • maurra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:01
      brak zainteresowania dzieckiem, które ma np. lat 7-8 i na 2-3 tygodnie zostało wysłane w nowe miejsce, z nowymi, nieznanymi mu osobami i bez szansy na kontakt z rodzicem dla np. poinformowania go, że dzieje się coś złego uważam za nienormalny.
      Moim jako rodzica zasr... obowiązkiem jest dbanie o dobro dziecka i jeśli jest ono oddane pod opiekę obcych osób na długi czas - interesowanie się, czy ta opieka jest sprawowana należycie.
    • agao_72 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:46
      córa, 6 lat i 9 miesięcy była też na obozie karate, miała telefon. i go wyłączyła, bo chciała mieć spokój. zadzwoniła 3 razy z następującymi problemami:
      - woda do picia się kończy
      - nie mam gumy do żucia
      - jest dyskoteka, nie ma świecącej kuli big_grin

      jeśli brak kontaktu i informacji jest dla Ciebie problemem to zadzwoń do senseia, który trenuje grupę. z doświadczenia wiem, że to sensowni ludzie i udzielą informacji. poza tym, powinnaś dostać program obozu z informacjami o godzinach treningów - więc zadzwoń w porze posiłku.

      odwiedziliśmy Zosię na początku, podczas pokazu dla ogółu, młoda łypnęła wściekle i zapytała "po co przyjechaliście?"

      na obozie karate jest tyle zajęć, że dzieci nie mają czasu tęsknić, a wieczorami padają, jak muchy. córka miała 3 treningi dziennie, poza tym zabawa, zwiedzanie.
      • maurra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:10
        no ale ten cudowny scenariusz nijak nie wyklucza, że dziecko może jednak źle trafić prawda? zwłaszcza, gdy jedzie pierwszy raz i nikt tak naprawdę nie ma pojęcia, jaki on dla dziecka będzie, bo tego zwyczajnie nie da się wcześniej sprawdzić.

        Jako dziecko (SP) byłam na kolonii raz. Po tygodniu debilnej tresury typu siku tylko między 16 a 18 oraz złośliwości ze strony nastoletnich kolonijnych wyjadaczek rozpaczliwie szukałam kontaktu z rodzicami, żeby mnie stamtąd zabrali. To był schyłkowy PRL, telefony trudno dostępne - z tej kolonii pamiętam głównie błaganie jednego z wychowawców aby mnie zaprowadził do miejsca, gdzie jest telefon i pozwolił zadzwonić do dziadka, żeby mnie rodzice zabrali. I pamiętam niewysłowioną ulgę, gdy zobaczyłam dużego fiata rodziców pod ośrodkiem a więc zapowiedź końca koszmaru.
        Nigdy więcej już nie chciałam jeździć na kolonie, obozy etc. Mam za to świadomość, ze kolonia może być zwyczajnie niewypałem, dziecku może się nie podobać, może źle się na niej czuć i trzymanie go tam w imię nadrzędności "świętego spokoju" matki jest barbarzyńskie.
    • poppy_pi Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 14:57
      Gdyby działo się coś niedobrego wychowawcy by się z Tobą skontaktowali. Skoro nie dzwonią znaczy, że wszystko ok smile Spokojnie, dzieciakowi nic się nie stanie jak dwa razy nie zje obiadu wink
      • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:33
        Ależ nie. Mnie ani razu nie poinformowanno nawet o chorobie dziecka. A już o tym, ze prześladują go koledzy wychowawcza nie poinformuje, bo sam o tym nie ma pojęcia.
        Wiadomości dostaje się, jesli dzieje sie coś naprawdę złego, albo dziecko narozrabiało.
        • poppy_pi Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 15:54
          Dziecko miało katar czy zapalenie płuc? Nie uczyłaś dziecka do kogo powinno się zgłosić po pomoc jeśli będzie prześladowane albo będzie miało kłopoty?
          • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:36
            Ciężkie zapalenie oskrzeli. Antybiotyk, 39,5.
            Dziecko, jesli jest przesladowane, powinno zwrócić się o pomoc do kogoś, do którego ma bezwzględne zaufanie, szczególnie w wypadku gdy to kadra usiłuje je pobić. Jak moją córkę.
            • madzioreck To bardzo ciekawe 15.07.12, 18:56
              jak zręcznie są przez komentujące omijane te fragmenty, gdzie Twoim dzieciom naprawę działo się coś złego (Twoja córka). Czytam wątek od początku, i wszyscy te info ignorują - wygodne w odniesieniu do bycia zwolennikiem odcinania kontaktów, nawet wbrew woli dziecka.
              Chore.
              • lola211 Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 19:07
                Po takich akcjach to bym zapewne juz nigdy nigdzie zadnego swojego dziecka nie wysłala.
                Nie mam takich doswiadczen, stad takie a nie inne mam podejscie.
                • verdana Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 21:37
                  Bo jesteś nadopiekuńcza. I wobec tego, ze Twoje dziecko ma nie mieć kontaktu z rodzicami, rzeczywiscie byłoby niebezpiecznie je posyłać gdziekolwiek, mając złe doświadczenia.
                  A ja mimo takich doświadczeń posyłałam bez obaw, bo wiem, zę w rsazie konieczności, dziecko może sie do mnie zwrócić - wiec nie ma się czego bać.
                  • lola211 Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 22:08
                    Czyli swiadomie narazasz dzieci na niebezpieczenstwo.Co z tego, ze sie dziecko do ciebie zwróci i cie poinformuje, jesli juz złe przezyło.
                    Moze po prostu bardziej uwaznie wybierac z kim dziecko jedzie?
                    Ja sie na tym skupiam, wysle tam,gdzie wiem, ze bedzie ok i bedzie dopilnowane i skad nie dochodziły sygnały o nieprawidłowosciach.Zadnych sensacji nie było.
                    • verdana Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 22:24
                      Tak, oczywiscie. Nie są to jakies tragiczne niebezpieczeństwa. Wypuszczenie dziecka z domu też jest narażeniem go na niebezpieczeństwo - i aby dziecko mogło noirmalnie żyć, musi byc na tego typu "niebezpieczeństwa" narażone.
                      Ważne jest jednak, aby w razie czego miało sie do kogo zwrócić, a nie było zostawione sam na sam z problemem. Wtedy jest silniejsze i nie trzeba sie o nie bać.
                      Dziecko o mało nie zostało pobite na obozie bardzo dobrego klubu, było na tym obozie 5 raz. Kierowca zgwałcił dziewczynę na wycieczce bardzo przyzwoitej szkoły.
                      Naprawdę, nic nie zagwarantuje na 100% bezpieczeństwa dziecka. Dlatego też warto, aby miało z nami kontakt w razie czego.
              • przeciwcialo Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 19:08
                Dzieci Verdany jak i ona sama to kiepski przykład, im zawsze dzieje sie źle.
                Ani mnie ani moim dzieciom nigdy nic złego się nie stało nawyjazdach, nie trafialiśmy na żadnych psycholi. Poza tym czasy ciut się zmieniły i teraz zarówno organizacja jak i warunki wyjazdów sa zupełnie inne.
                • madzioreck Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 19:12
                  > Dzieci Verdany jak i ona sama to kiepski przykład, im zawsze dzieje sie źle.

                  Znaczy że co - Verdana kłamie?

                  > Ani mnie ani moim dzieciom nigdy nic złego się nie stało nawyjazdach, nie trafi
                  > aliśmy na żadnych psycholi.

                  A mnie się zdarzyło, i też nie miałam możliwości poinformować rodziców.

                  Poza tym czasy ciut się zmieniły i teraz zarówno or
                  > ganizacja jak i warunki wyjazdów sa zupełnie inne.

                  Zdaje się, że czas wyjazdów dzieci Verdany to nie jakaś zamierzchła epoka... i że niby w naszych czasach się nie dzieją złe rzeczy? Nie ma opiekunów-pedofilów, olewających kłopoty dziecka wychowawców itd? No błagam...
                • mama303 Re: To bardzo ciekawe 16.07.12, 18:22
                  przeciwcialo napisała:

                  > Poza tym czasy ciut się zmieniły i teraz zarówno or
                  > ganizacja jak i warunki wyjazdów sa zupełnie inne.

                  Ja wyjeżdżałam w czasach PRL, i mam bardzo miłe wspomnienia. Moja siostra też smile
                  tak że Verdana jakas pechowa i jej rodzina też odnośnie tych wyjazdów.
              • pade Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 21:04
                ja nie komentuje bo wierzę w to co napisała
                • madzioreck Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 21:09
                  Ach, no tak. Tylko jeśli wyjdziemy z założenia, że rozmówca kłamie, to dyskusja nie ma sensu.
                  • verdana Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 21:42
                    Może róznica jest taka, ze mam troje dzieci, które corocznie bywały na obozach, także w zimie. Jest zatem tych obozów, lekko licząc , ok 50.
                    Podejrzewam, że mało któ przerobił taką ilość.
                • verdana Re: To bardzo ciekawe 15.07.12, 21:40
                  Raczej nie zmamierzchła epoka, albowiem jedna sztuka właśnie jest na obozie żeglarskim, o ile sie nie utopiła, bo nie dzwoni, a i ja nie zamierzamsmile
                  Dał sygnał dwa razy - raz zapytać, czy udało mi sie coś waznego, czym sie martwiłam, załatwić, a raz z prośbą o przesłanie zdjęcia. Od razu mówię - w lesie zdjęć paszportowych nie robią. Nie, nie zapomniał zdjecia, okazało sie potrzebne nieoczekiwanie.
            • poppy_pi Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 20:28
              No tak, to inna sytuacja niż prześladowania ze strony uczestników obozu. Ale musiałyście mieć prawdziwego pecha, nie wierzę, że takie sytuacje są częste! Nie spotkałam się z czymś takim jeszcze a 'siedzę' w temacie obozów i kolonii od lat.
              • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 21:44
                A na ilu obozach było Twoje dziecko? I czy jesteś pewna, ze mówi wszystko?
                O niektórych rzeczach nie dowiedziałabym się nigdy, gdyby mój syn nie był kadrą na obozie, na którym była moja córka. Ona wróciła zadowolona, a on opowiadał , jaka była afera z molestowaniem dziewczyny - to nie doszło do dzieci, uczestników obozu.
        • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:08
          verdana napisała:

          > Ależ nie. Mnie ani razu nie poinformowanno nawet o chorobie dziecka.

          Ale nie udzielono dziecku pomocy w chorobie?
          • maurra Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:23
            jak w szkole Twoje dziecko zasłabnie, też cię to nie będzie interesować byleby go ocucili w godzinach pracy szkoły?
          • verdana Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 16:38
            Udzielono. Każąc mu iść w zimie 4 km do apteki po lekarstwo i urzadzając awanturę, ponieważ w aptece w pobliżu ośrodka nie było odpowiedniej dawki, a on nie chciał skłamać w sprawie swojej wagi.
            Następnie udzielono mu pomocy, każąc iść na wycieczkę górską dzień po ustąpieniu gorączki(39,5) i całą drogę tłumacząc, zę jest kłamczuszkiem, bo opowiadał jak dobrze chodzi po górach, a jest mięczakiem, który nie umie nadążyć za grupą.
            • anetuchap Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 15.07.12, 22:42
              Jak na razie tylko starsza córka wyjeżdżała sama i niestety nie były to udane wyjazdysad
              Widać moja córka miała pecha,jak dzieci Verdany,bo przecież na koloniach wszystko da się rozwiązać. Najgorzej,gdy dziecko jest tępione,wyśmiewane przez inne dzieci, bo nie chce się
              skarżyć,a jak się poskarży,to opiekunowie minimalizują problem. Na ostatnim obozie Lena
              była najmłodsza,moja wina,że nie dowiedziałam sie o wiek pozostałych dzieci, i była traktowana
              jak taka "mała",co nie rozumie,nie umie,nie wie. A różnica wieku między nią a kolejną wiekowo dziewczynką wynosiła tylko rok. Chciałam po nią jechać,gdy mi się przyznała co się dzieje.
              Ona sama nie chciała,mówiła,że wytrzyma jeszcze dzień i zobaczymy. Następnego dnia dalej było kiepsko,ale zaczęły się zajęcie z końmi (obóz jeździecki) i to jej zrewanżowało wszystkie
              nieprzyjemności. I to,że raz dziennie mogła do mnie zadzwonić i porozmawiać, że jakby
              coś,to ona zawsze może na mnie liczyć. Moje dziecko na wyjeździe ma się dobrze czuć a
              nie hartować emocjonalnie.
            • mama303 Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 18:08
              Ty to chyba Verdana jakieś nieszczęścia ściagasz na siebie i rodzinę, jak słowo daję. Ja jeździłam na kolonie od 6 roku zycia, moja siostra też, moje dziecko zaczęło jeździć, mam tez duzo znajomych z pracy, których dzieci wyjeżdżają na obozy, kolonie. Owszem zdarzaja się obozy gorzej zorganizowane, lub gorsze warunki lokalowe czy nietrafione towarzystwo. Ale nigdy nie słyszałam o takich nieszczęsciach o jakich Ty piszesz. Dziecko z goraczką na wycieczkę?......Ja sama na jednej kolonii sie pochorowałam i leżałam w izolatce pod opieką jednego z wychowawców. Miło nie było ale opiekę mi zapewniono bardzo dobrą.
              • ciociacesia moj szef byl wychowawca na koloniach 16.07.12, 20:09
                anegdotek i opowiesci starczy na jeszcze wiele spotkan przy piwie
              • a.va Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 20:24
                Tak, tak, nikomu poza Verdaną nieszczęśliwe zdarzenia się nie przytrafiają. Czytam tę całą dyskusję i oczom nie wierzę, jak można być tak głupio optymistycznym, żeby nie zauważać, że w życiu różnie bywa.

                Sama całe dzieciństwo aż do pełnoletności jeździłam na kolonie i obozy i przytrafiło mi się kilka nieprzyjemnych (na jednej dziewczyny uwzięły się na kilka innych dziewczyn, mniej wyszczekanych, i dawały im ostro popalić - miałyśmy wtedy po 9 lat), a jedna hardcorowa - do budynku, gdzie spałyśmy, wlazł nocą pedofil i obmacywał dziewczynki. Takie rzeczy od czasu do czasu się zdarzają i już, nie przewidzisz, kiedy i komu się zdarzą.

                Jeździłam w czasach, gdy nie było komórek, a i stacjonarne telefony były rzadkością, a jednak dzwoniłam do rodziców z automatu albo z poczty, na którą nas prowadzono właśnie w tym celu, wysyłaliśmy też kartki i listy, a rodzice nam, i byłam uczona, żeby pisać nie: pozdrowienia i cześć, tylko parę słów, jak mi tam jest. W niedziele rodzice przyjeżdżali. Właśnie po to, żeby mieć poczucie kontaktu, poczucie, że jestem na wakacjach, a nie na zesłaniu bez możliwości odezwania się.

                Oczywiście im byłam starsza, tym ten kontakt był rzadszy, ale nie wyobrażam sobie nie mieć kontaktu z kimś, kogo kocham, przez 3 tygodnie, mimo że jestem już całkiem dorosła, w dodatku introwertyczna i o naturze samotnika. To takie dziwne, że chce się usłyszeć od kogoś kochanego co parę dni trzy słowa - że wszystko w porządku?
                • hellulah Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 20:51
                  Na obozie bezkomórkowym kontakt owszem był - przez wychowawcę czyli faktycznie w warunkach niekoniecznie idealnie prywatnych (z tego co wiem, wychowawczyni dawała komórkę dziecku do ręki i dyskretnie się oddalała, no ale fakt faktem, nie jest to rozmowa w odosobnieniu). Dzieci były zachęcane do napisania listu lub kartki pocztowej, była w tym celu specjalna wyprawa na pocztę, niektóre - czy raczej większość - pisała list pierwszy raz w życiu.

                  Chodziło właśnie o takie trochę retro podejście do obozu - tak, jest kontakt, ale nie 24/24 i nie w komplecie z "playstation", "mp3" i kamerą do nagrywania jack-assów.

                  Córka miała przy sobie, o ile coś sobie przypominam, na wszelki wypadek kartę do automatu, ale z niej nie skorzystała. Jak pisałam wyżej, przemycanie komórki uważała za nieuczciwość. Więc nie przemycała.

                  Dzwoniliśmy do córki, na pierwszym obozie po kilku dniach, potem kolejny raz po kolejnych kilku. Na kolejnych obozach chyba tak raz na turnus, dla tradycji.

                  Była możliwość odwiedzenia dziecka, na pierwszym obozie skorzystaliśmy, mąż był u młodej, spędzili kilka godzin razem (w połowie turnusu). Na kolejnych już nie chciała odwiedzin.

                  Na ostatnich obóz miał konto na facebooku i codziennie zamieszczano tam fotki i notatki z obozu.

                  W życiu różnie bywa, ale nie zakładam, że dobrze znana mi kadra nie poradzi sobie z tym "bywa".

                  Faktycznie, jestem w tak komfortowej sytuacji, że "nasze" obozy były w ten czy w inny sposób sprawdzone, bardziej lub mniej, czasami nawet za bardzo. Podstawowe zaufanie do kadry mam. Inaczej nie posłałbym dziecka na wyjazd (i faktycznie, na taki z katalogu biura podróży, wybrana na chybi trafił, nie posyłam). A co do możliwych opcji, no cóż, na tym polega odpępowianie, trzeba dopuść myśl o tym, że coś może pójść nie tak a nie my bezpośrednio (rodzice) z tym czymś będziemy sobie musieli radzić, tylko dziecko samodzielnie i obcy ludzie.

                  Z pedofilem w sypialni powinni sobie radzić wychowawcy a nie rodzice przez telefon. Co do dziewczynek kąsających się po łydkach (znowu zresztą sprawa do wychowawców) - nawet na obozie beztelefonowym była możliwość zadzwonienia. Wiem, że dzieciaki na niektórych turnusach alarmowały rodziców z powodu szczerych pierdół (sprawy się wyjaśniały na miejscu - nie podam detali, więc możesz wierzyć lub nie) czyli dzieci były w stanie przekazać także niepozytywne sygnały.

                  • a.va Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 21:09
                    Oczywiście że z pedofilem poradzili sobie wychowawcy, a nie rodzice, ale sama możliwość zrelacjonowania rodzicom ekscytującego wydarzenia była mi, pamiętam, bardzo potrzebna. Podzielenia się, że coś dziwnego się wydarzyło. Ale gdyby opiekunowie nie zareagowali, np. wzięli opowieści dzieci, że obcy pan się po nocy kładł obok na łóżku, za fantazje? Wtedy interwencja rodziców byłaby niezbędna.

                    Nie mówię, że rodzice mają być w pogotowiu i wyręczać opiekunów w ich obowiązkach. Ale absurdem są twierdzenia, że po co komu kontakt, skoro nikomu poza Verdaną nic złego się nie zdarza.
                • hellulah Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 21:04
                  Aha i jeszcze:

                  > Oczywiście im byłam starsza, tym ten kontakt był rzadszy, ale nie wyobrażam sob
                  > ie nie mieć kontaktu z kimś, kogo kocham, przez 3 tygodnie, mimo że jestem już
                  > całkiem dorosła, w dodatku introwertyczna i o naturze samotnika. To takie dziwn
                  > e, że chce się usłyszeć od kogoś kochanego co parę dni trzy słowa - że wszystko
                  > w porządku?

                  No, my dajemy córce szansę, aby to ona zechciała te trzy słowa wypowiedzieć i to co tyle dni, ile uważa za słuszne.

                  Na obozach "komórkowych" piszemy jej sms, gdy coś naprawdę ważnego się dzieje (raz na turnus?), albo wysyłamy - tak jak zwykle - śmieszne obrazkowe wiadomości (np. dwa śpiące na czyimś podwórku buldogi, jeden z wywalonym jęzorkiem, które mijaliśmy na spacerze) - ale nie za często, żeby dzieciaka nie bombardować miłością. Sama dzwoni, gdy ma coś super do przekazania, i dobrze. Na pierwszym obozie, na który jechała całkiem sama bez znajomych wysyłałam jej krótkiego smsa z "naszym" ciepłym tajemnym słowem, a ona odpisywała. Ale na niebiosa, nie doznawała traumy z powodu niedzwonienia przez dwa tygodnie na "niekomórkowy" obóz, ani z powodu niedzwonienia regularnie (roaming) z zagranicznych wyjazdów z dziadkami. Taki lajf, taki układ - ten obóz, taki wyjazd z dziadkami są bezkomórkowe, chcesz jechać, jedziesz, nikt nie zmusza.

                  Jestem ekstrawertyczką i typowym control freak, mam jedynaczkę, nie widzę sensu w dzwonieniu do niej na obóz co kilka dni bez konkretnego powodu, widzę za to spory sens w kontrolowaniu swoich zapędów. Jak na razie (nastoletnie dziecko) u nas w naszym kontekście to się sprawdza.
                  • a.va Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 21:12
                    Ale to nie chodzi o to, żeby do dziecka dzwonić albo żeby ono ciągle dzwoniło, tylko żeby miało możliwość się z nami skontaktować, a my z nim. Nie w każdej chwili, ale wtedy, kiedy będzie miało taką potrzebę.
                    • hellulah Re: Syn na obozie. Brak kontaktu przez tydzień... 16.07.12, 22:27
                      No ale ja uważam, że nasza córka miała taką możliwość, choć nie mogła (na obozach bezkomórkowych) mieć własnego telefonu.

                      Faktycznie, całkowity zakaz kontaktów to nie, nie. Ale zakaz posiadania prywatnych komórek, czemu nie (skoro spełnione inne warunki kontaktowania się)?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka