Dodaj do ulubionych

pracująca młodzież?

25.07.12, 11:05
witam,
czy sa tu jakies rodzice pracujących nastolatków (tak wiem od 13 roku zycia)?
czy sami chciaeli czy ich do tego zachecaliscie?
jak oni sie z tym czuja, ze pracuja?
jaki rodzaj prac wykonują?
aha- nie mowie tu o przymusowej pracy w polu na wsiach, hmmm, nie mowie o koniecznosci- po prostu o wakacyjnej pracy, zeby nauczyc sie pracowac etc. opieka, nawet platna, nad mlodszym rodzenstwem etc tez nie jest doswaidczeniem, ktore mnie interesuje smile
Obserwuj wątek
    • joanna29 Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 12:51
      Ja mam doświadczenie z nieco starszą dziewczyną, bo taką 19 letnią. Dziewczyna uczyła się średnia,mimo że mogła dużo lepiej (ale wiadomo szkoła jest nudna). Pracowała w okresie wakacyjnym w zbiorze tytoniu, truskawek, jeżdziłą do Niemiec i zarabiała jak dla uczącej się dziewczyny ładne pieniądze. Trafiła się okazja 6 miesięcznej pracy-stażu w księgowości (zgodnie z wykształceniem dziewczyny). Początki były trudne - "siedzenie za biurkiem i robienie tego samego". Praca się skończyła, pojechała znowu do pracy fizycznej. Po powrocie doszła do wniosku, że warto się uczyć i do emerytury woli siedzieć za biurkiem niż stać za ladą albo zbierać borówkę.
      • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 12:59
        za ladą ciężko pobredzić na forach big_grin

        ciekawe jakby ten świat wyglądał jakby wszystkie poszły na biurwy....
        • myelegans Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 13:19
          Mieszkam w Stanach i tu mlodziez gimnazjalna i licealna pracuje i podczas roku szkolnego i wakacji. Buduja sobie w ten sposob CV, nabieraja doswiadczenia, zarabiaja wlasne pieniadze i unikaja robienia glupot.
          Sama zatrudniam licealiste do koszenia trawnika raz w tygodniu, i mam te znajomego baby sitter z licencja, teraz ma 17 lat, zatrudniamy go od 3 lat.

          Miasto na okres wakacj stwarza miejsca pracy dla licealistow np. Ratownicy i pomoc na kilku otwartych basenach i innych sporowych obiektach, polkoloniach i polobozach.
          Moj 7- latek byl na dziennym obozie, gdzie opiekunem jego 10 osobowej grupy byl 19-latek i pomagal mu 15- latek, ktory odbywa tam szkolenie. Opiekun pracuje tam od 5 lat. ratownikami sa studenci. Bardzo fajny role model szczegolnie dla chlopcow, taki opiekun ma wiecej energii, pomyslow i checi.
          Widze pracujacych nastolatkow w supermarketach przy pakowaniu toreb, odwozeniu wozkow, na kasach. Widze ich pracujaych w bibliotekach, parkach, jako przewodnicy, albo sranicy. We wszelakich sezonowych sklepach, fast foodach itd.
          Niepracujacy nastolatek jest wyjatkiem, nie norma i zdecydowanie jest spoleczny nacisk na prace
          • bramanka Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 13:53
            znam model obowiazujący za oceanem- sama z niego korzystalam smile
            tak jak piszesz- doswiadczenie konieczne, ale mieszkam teraz w polsce i tu i roboty nie ma, i mentalnosc inna (niech sobie odpocznie, wstyd dziecku pracowac, jeszcze sie napracuje do 67 lat etc- rownie debilne wypowiedzi)
            szkoda- chcialabym, zeby moj syn pracowal
            • landora Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 19:11
              Skąd ja to znam... Pomogłam kuzynce - maturzystce znaleźć prace na wakacje w znajomej restauracji. Rozmyśliła się w ostatniej chwili pod wpływem swojego ojca, który orzekł, że tam za ciężko pracują - "musiałaby pracować jak dorośli". Nie dociera do niego, że ona JEST dorosła. W dodatku w domu im się nie przelewa. Cóż, na głupotę nie ma lekarstwa...
            • sabciasal Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:30
              Nie znam zasad i przepisów obowiązujących w stanach. W Polsce zatrudnianie nieletnich (młodocianych) jest dość obostrzone. Sądzę też, ze market zrezygnuje z dziecka po gimnazjum po lekturze czynności, rejestrów i wykazów które musi prowadzić (np. wykaz prac lekkich). nie jestem pewna, ale chyba młodociany musi przedstawić zaświadczenie lekarskie o zdolności. Poza tym te lekkie i niewymagające żadnych kwalifikacji prace jak wózki w supermarketach sa zajętesmile Zresztą to chyba praca przy transporcie towarów związana z wymuszoną pozycją ciała, zabroniona dla młodocianychsmile he he
              chyba ze myślisz o pracy na czarno, jak opiekunki.
              Ja w każdym razie chciałabym aby istniał rynek chłopców którzy skoszą trawę i dziewczyn które posiedzą godzinę z dzieckiem. Ale nie ma w moich okolicach niestety.
        • joanna29 Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 13:26
          Nie mówi mi ze przez 47 lat pracy lepiej stać za lada albo przy taśmie produkcyjnej niż siedzieć przy biurku. Nikt nikomu nie każe być biurwą, poza tym żeby nią zostać to trzeba się uczyć, można nawet uczyć się więcej i zostać kimś więcej niż biurwą.
          Mając 20 lat wiemy najczęściej jak wygląda praca rodziców i nie myślimy jak się będzie pracowało mając dzieci. Wydaje się, że zawsze będziemy młodzi i zdrowi i nastolatek nie myśli co będzie za 20-40 lat. A w ogóle dla młodego człowieka najfajniejsza jest praca barmana czy barmanki, ratownika itp z wiadomych względów.
          Uważam, że młodzież powinna poznawać różne zawody i w miarę możliwości popracować w nich trochę.
    • anetaa Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 13:47
      prawie kazde wakacje od II gimnazjum (2-3 tygodnie), zaliczyły juz pracę w: cukierni, szwalni,opieki na dzieckiem, call center, (okazjonalnie zrywanie owocow (najciezsza chyba))
      - i zachęcane i czerpiące satysfakcje z "dorosłosci" - co z pracy wynoszą ? hmm..., na pewno szok kulturowy smile zderzenia roznych srodowisk i sylow zycia, myslenia i patrzenia na swiat.
      • hamerykanka Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 14:08
        a takze ucza sie, ze zakup nowego iPoda to nie siegniecie do kieszeni rodzica, gdzei pieniadze pojawiaja sie w magiczny sposob, ale ile pracy kosztuje zarobienie ich.
        Ja swoja corke bede wysylac do takich zarobkow.
        W znajomej rodzinie Polakow ich 13 letni syn pracuje w weekendy w sklepie, gdzie pakuje zakupy i odwozi je wozkiem do samochodu. Znajoma mowi, ze skonczylo sie chodzenie i nudzenie o kupno nowych gier, ze syn zaczal 'sknerzyc' i wszystko co zarobi to odklada na konto i cieszy sie, ze mu rosnie smile
        • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 14:50
          zatrudnianie 13-letniego dziecka jest nielegalne

          czy rodzice powiadomili prokuraturę i Inspekcję Pracy?
          • bramanka Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 15:57
            bzdura, ignorantko.
            umowe podpisują rodzice, i tyle.
            standard w wielu krajach.
            • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 18:59
              halo halo, mieszkamy w Polsce niuńka

              jakie prawo w Polsce dopuszcza pracę 13-letnich dzieci, którym "umowy podpisują rodzice"?
              • zooba Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 11:36
                Ja podpisywałam umowę o dzieło kiedy dzieci brały udział w kręceniu filmu reklamowego. Podatek był odprowadzony, dostałam PIT.

            • sabciasal Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:32
              zatrudnianie dzieci poniżej 16 roku życia jest zabronione. kodeks pracy
        • hamerykanka Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 05:12
          Legalne w USA na okreslonych warunkach.
          Chlopak sam znalazl prace i sam sie zatrudnil bo chcial miec swoje pieniadze na swoje wydatki, bo rodzicom tez sie nie przelewa, zeby kupowac ilestam gier po 50 dolarow sztuka.
          Podejrzewam ze wiekszosc jego rowniesnikow tez pracuje po pare godzin tygodniowo jak on.
          • rosapulchra-0 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 23:46
            Nie gadaj z trollem-bucolem. I tak do niego nie dotrze. Nie zrozumie i już.
    • estelka1 Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 15:01
      Moja córka jest z tych pracujących. Od 2-3 lat wraz z dziewczynami ze swojej drużyny tańczą na różnych galach, masowych imprezach, promocjach jakiś marketów, czy galerii handlowych. Oprócz tego pracują przy pakowaniu zakupów. I co mogę powiedzieć, to to, że córka nauczyła się szanować pieniądze. Skończyło się wydawanie całej kasy na słodycze i różne duperele, za to potrafi bez okazji kupić coś dla mnie: kosmetyk, jakąś bluzkę itp.
      Za kilka dni podejmie po raz pierwszy całkiem samodzielną pracę, będzie opiekować się dziećmi znajomych (5 i 9 lat). Zobaczymy, jak sobie da radę.
      • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 15:06
        czy jest ubezpieczona i od wynagrodzenia odprowadzony zostanie podatek?
        • estelka1 Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 15:24
          A czy to Twoje zmartwienie?
          • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 19:01
            biorąc pod uwagę forumowe standardy legalności i praworządności, można cię nazwać hipokrytką big_grin

            --
            dobra rzona tem sie hlubi, gdy gotuje, co monż lubi
            • estelka1 Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 19:45
              Jakby to powiedzieć nie zniżając się do Twojego poziomu big_grin Mam w nosie opinię desperatek, czy tam papalayek, które usiłują zaistnieć choćby na forum, skoro w realnym życiu nie bardzo im to wychodzi.
              • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 21:45
                zabolało niuńka? to dobrze, miało zaboleć big_grin

                na przyszłość parę razy może pukniesz się w dekielek, nim wyślesz dziecko do roboty na czarno

                chałupniczą psychoanalizę dołączam do kolekcji, rozczaruję cię, nie jest zbyt oryginalna...lenistwo czy wrodzona tępawość?
                • estelka1 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 09:50
                  A powiedz dlaczego miałaby mnie zaboleć opinia jakiejś nic dla mnie nieznaczącego tępawego i baaardzo mało oryginalnego forumowego bytu o nicku papalaya?
              • rosapulchra-0 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 23:48
                Estelka, papajajków. Powtarzam: papajajków. Ten troll nic nie ma poza chamskimi tekstami, do powiedzenia.
            • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 14:56
              Otóż to big_grin A potem płaczą skąd taka dziura budżetowa.
        • bramanka Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 15:58
          ubiezpieczona? co masz na mysli? zgloszenie do zus?
          • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 19:01
            oczywiście, także przeszkolenie bhp i ppoż big_grin
            • verdana Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 19:43
              A Wy? Pracujecie w czasie urlopu i po pracy? Nie? Dlaczego?
              O ile jestem zwolenniczką pracy studentów i nie widzę nic złego w pracy licealistów przez misiąc(góra) wakacji, to za skandaliczne uwazam wymaganie od młodszych dzieci pracy. Poza tym nie nalezy porównywać warunków w USA z Polska - ile lekcji ma licealista w USA? Ile przedmiotów? O ile wiem, to codziennie te same, a nie 14 różnych.
              Pora by przyjąć, że nauka to też praca - a nie uznawać, że praca to tylko zajęcie, za które otrzymuje się pieniądze i tylko takie jest pouczające, a przede wszystkim wymagające szacunku. Nie zarabiasz - nie ma co szanować tego,z ę pracujesz, choćbyś uczył sie od rana do wieczora.
              • anetaa Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 20:26
                ale kto tu pisał o zmuszaniu dzieci do pracy, zdarzają sie na tym swiecie dzieciaki dla ktorych zarobienie troche kasy w wakacje to nie kara za grzechy tylko satysfakcja i powod do dumy. Dla zrownowazonego rozwoju młodego człwieka potrzebny jest zarowno wysilek umysłowy jak i fizyczny. Taka praca sprowadza czesto młodego czlowieka na ziemie pokazujac mu jak bardzo teoria rozni sie od praktyki i ze to drugie jest jednak czesciej wazniejsze w przyszłej pracy - jestem zdecydowanie ZA.



                ...
              • madzioreck Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 20:34
                No właśnie czytam i nie wierzę... 13 do roboty, w weekendy... tak, najlepiej już od kołyski, żeby się smarkacz nauczył, jak wygląda prawdziwe życie uncertain
                • papalaya Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 21:47
                  to się nazywa postympowe wychowanie

                  i dziwić się, że te dzieciaki w Bangladeszu czy innym Laosie szyjące trampki dla Reeboka takie układne i grzeczne....wyrosną na ludzi, rodzice wiedzieli co robią wysyłając do roboty big_grin
                • bi_scotti Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 22:00
                  madzioreck napisała:

                  > No właśnie czytam i nie wierzę... 13 do roboty, w weekendy...

                  Alez znakomita wiekszosc nastolatkow CHCE pracowac jak najszybciej - im lepszy uczen, lepszy sportowiec tym pewniejsze, ze wczesnie podjal prace - babysitting, koszenie trawy, odsniezanie, wyprowadzanie czyichs psow etc. Praca to czesc wychowania i dorastania. Dlaczego to traktowac jako ZLO? Ja np. lubie pracowac ... rowniez gdy mam wolne smile
                  • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 22:42
                    Przepraszam, ale chyba mówimy tutaj o POLSKIEJ rzeczywistości, nie o Ameryce. O Polsce, w której nastolatkom jest o wiele ciężej o jakąś sensowną robotę. Ja zacząłem pracować na studiach (teraz czekam na głosy oburzenia na temat moich rodziców, zwłaszcza ze strony bramanki, która chętnie wyskakuje z określeniami typu: "debilne" czy "ignorantka"), ale znam parę osób, które już w czasach licealnych podejmowały pierwsze próby zarobku. Niestety, ich opowieści często sprowadzały się do jednego: "Romuś, ale mnie wy...ali", czytaj były to historie z gatunku: "Szef miał dać mi umowę, cały czas nie miał czasu, a w końcu zapłacił mi o 300 złotych mniej, niż się umawialiśmy".

                    Jeszcze jedno - nie wiem, jak to wygląda teraz, ale ja w czasach gimnazjalno-licealnych miałem zwykle po 7-8 lekcji, więc kończyłem o 15-16. Jeszcze trzeba wziąć pod uwagę to, że nie zawsze zaczynaliśmy o 8.00, tylko czasem o 9.00 albo 10.00. Oraz to, że podobnie jak większość uczniów, dojeżdżałem do szkoły środkami komunikacji miejskiej (czytaj - minimum 1,5 godziny dziennie, a czasem i więcej, spędzone w pozycji: "na glonojada", z występującymi przerwami na show pod tytułem: "Ruszać się, kobuchy idą!"). Do tego jeszcze przeżywałem okres kompulsywnego chodzenia na rozmaite kółka zainteresowań, które również pochłaniały mój cenny czas. Nie wspominając o tym, że niektórzy z moich nauczycieli lubowali się w zadawaniu pracy domowych z gatunku: "Masz trzy dni czasu na naskrobanie pięciu stron drobnym maczkiem na podany temat" (pozdro dla pani od historii) albo w trakcie przerabiania I wojny światowej oświadczali, że dla potrzeb egzaminu gimnazjalnego za tydzień będziemy mieć sprawdzian z Piastów (przerabianych 2 lata wcześniej), więc należy powtórzyć cały materiał dotyczący Miechunia i jego uroczej rodzinki.

                    Czyli wychodziło się z domu o 6-7 (znam takich, co dojeżdżali z Prawdziwych Dziur i Wsi Wszelakich i wstawali np. o 4.00-5.00), wracało zwykle o 16.30-17 (a często o 19-20, jeśli ktoś chodził na dodatkowe zajęcia np. sportowe), siadało się do lekcji. A jeszcze wypadałoby coś w domu zrobić np. posprzątać czy zwierzakiem domowym się zająć.

                    Chociaż stwierdzam, że może to tylko moja szkoła była tak specyficzna, że:
                    - praktycznie na każdej lekcji zadawano zadania domowe (często w dużej ilości, często z dnia na dzień, często wymagających udania się do porządnie zaopatrzonej biblioteki - co, w wypadku osobnika z Pipidówki Małej, wiązało się z całą wyprawą do oddalonej o godzinę jazdy Pipidówki Wielkiej, ach Internecie, Ty jesteś jak zdrowie, ile Cię cenić ten tylko się dowie, kto Cię nie ma),
                    - na prawie każdej lekcji brano uczniów do odpowiedzi (na religii i PO też, o ile wzorce zachowania w wypadku ataku atomowego bądź bombowego można jeszcze zmyślić na szybko, o tyle w wypadku prawd wiary rzecz to trudna i dość ryzykowna, zwłaszcza, że katechetki się dość chętnie obrażają).

                    Może w innych szkołach to wygląda inaczej, nie wiem?
                    --
                    https://img528.imageshack.us/img528/5323/rzeucha3.jpg
                    • olena.s Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 11:29
                      Jako niegdysiejsza polska młodzież powiem ci więc, że pracowałam po trochu od 15 roku zycia (pełna rodzina, inteligenci, bez szału finansowego ale i bez dramatów). jeszcze w podstawówce robiłam jakieś ręczne badziewia, w liceum produkowałam z przyjaciółka chałupniczo chusty, najpierw sprzedawałyśmy na targu, potem wstawiałyśmy w komis do butików, pracowałam latem jako jako zastępczy listonosz (tu już musiałam mieć 16 lat), oraz jak się udało to i w soboty w czasie roku szkolnego, przepakowywałam paczki na poczcie, podlewałam kwiaty w szklarni, incydentalnie babysitterowałam, i znów latem myłam szyby na stacji benzynowej.
                      • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 11:48
                        A ja wolałem się w czasach gimnazjalno-licealnych udzielać w rozmaitych kółkach. Oraz działać na rzecz szkoły,np. przy organizacji różnych imprez (szkoła była bardzo aktywna, często organizowała różne eventy dla mieszkańców Pipidówki Wielkiej i okolicznych Pipidówek Małych), a także uczyć się i przygotowywać do konkursów oraz udzielać (w niektórych przypadkach regularnie) korepetycji kolegom i koleżankom.
                        A po dniu spędzonym dość aktywnie wolałem sobie odpocząć, pójść do kina, coś poczytać.

                        Mam wrażenie, że dla niektórych ludzi to robi ze mnie lenia (akurat nie piszę do Ciebie, oleno, po prostu zbiorczo odpowiadam na parę postów).

                        Ciekawi mnie jedna rzecz - gdybym w tamtych czasach udzielał się, ale odpłatnie, czy Wasza opinia o mnie by się zmieniła? Gdybym np. nie pomagał znajomym w nauce na zasadzie: "Ok, to może po szkole pójdziemy do sali C i pokażę Ci, jak to zrobić", tylko: "Dobrze, ale za godzinę biorę 15 złotych"? Gdybym pomagał przy robieniu dekoracji, robieniu gazetek tematycznych i innych, czyniąc to odpłatnie (a ja często przynosiłem swoje własne materiały)?

                        Kurde bele, ale ze mnie frajer.
                        • bramanka Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 12:17
                          Nie, nie jestes frajer, ale może egoista?
                          Cóż, biedna nie jestem, ale tak po prostu doceniłabym, że moj syn dołoży się np do swojego sprzętu widnsurfingowego, czy jeżeli chce lepszy niż standard, narciarskiego. Byłabym pewna, że wybrany sprzęt odpowiada w miarę jego zyczeniom, i że będzie o niego dbać.
                          Gimnazjum to wczesnie, nikt nigdzie nie mowił o regularnej pracy, kotra uniemozliwialaby naukę- mowimy np o lekkiej pracy wakacujnej, przez let's say, 2 tygodnie z 12 wakacyjnych. Po co- napisalam ci juz wczesniej.
                          Na pewni nie przeszkadzaloby to w pomocy kolegom, czy redakcji szkolnej gazetki, czy organizacji imprez- hmmm, gimnazjum tez takie ciezkie naukowo nie jest, prawda?
                          Swoja droga dziwni mnie, ze dwudziestokilkuletni mężczyzna, zamiast pracować/zająć się swoim hobby- spedza godziny na forum dla matek.....
                          czy jestes socjologiem i zbierasz informacje- czy tez jestes tak pusty, ze jakakolwiek mozliwosc zaistnienia cie nęci?
                          • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 12:35
                            No cóż, ja akurat nie byłem dzieciakiem zgłaszającym zapotrzebowanie na sprzęt windsurfingowy ani narciarski. Ani na jakieś drogie rzeczy. Oczywiście, nie uważam, żeby dzieciaki interesujące się windsurfingiem były jakieś gorsze od tych, które lubią siedzieć godzinami w bibliotekach i chodzić na piesze wycieczki (bądź jeździć na nie autobusami) z tanim aparatem w ręku oraz szkicownikiem. O przedmioty dbałem, nie musiałem sam na nie zarobić, aby o nie dbać. Zresztą, przez kilka lat miałem regularne wpływy gotówki w postaci stypendium naukowego.

                            O ile byś zauważyła, pisałem, że dla mnie praca wakacyjna w wypadku siedemnasto-osiemnastolatkow jest ok. Mam to zalinkować?

                            Nie chcę Cię martwić, ale nie wszyscy pracują w trybie poniedziałek-piątek 8-16.

                            Cytatczy tez jestes tak pusty, ze jaka
                            > kolwiek mozliwosc zaistnienia cie nęci?


                            To samo można byłoby powiedzieć o Tobie. I o wszystkich ludziach piszących na forum. Wskaż mi przepis, który zabrania pisania na forum emama mężczyznom. Teraz przeglądam sobie kilka interesujących stron i prowadzę parę dyskusji, w tym z Tobą. To chyba nie jest karalne? Za parę minut skończę i zajmę się czymś innym. Ale to już moja sprawa.
                            • bramanka Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 12:52
                              Oczywiście, nie uwa żam, żeby dzieciaki interesujące się windsurfingiem były jakieś gorsze od tych, które lubią siedzieć godzinami w bibliotekach i chodzić na piesze wycieczki (b
                              > ądź jeździć na nie autobusami) z tanim aparatem w ręku oraz szkicownikiem.

                              ojejej- co za tani chwyt stylistyczny. tak, żalujemy twojego straconego dziecinstwa i zazdroscimy intelektualnego wychowania.....innych chwytów cie w szkole nie nauczyli???oczywiscie- byłeś lepszy. ale żałuj- warto popracowac w wakacje, żeby popływac na desce (sport kultowy, naprawde) czy tez pojezdzic na nartach- tak, zaszczepilam dzieciom pewne przyzyczajenia- i teraz maja wymagania big_grin i nie zaluje- bo to piekne, a ja od zycia wymagam. w bibliotece nie siedza- po prostu wypozyczaja z nich ksiazki, po co tam siedziec?

                              Wskaż mi przepis, który zabrania pisania na forum emama mężczyznom.
                              no nie ma takiego big_grin ale ja uwielbiam generalizowac, wiec twoj profil osobowosiowy juz posiadam suspicious
                              • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:01
                                Każdy sądzi według siebie. Ja byłem akurat nie byłem typem sportowca i nie uważam tego za stracone dzieciństwo. Nie uważam też, żeby ludzie bardziej aktywni sportowo byli gorsi od tych mniej aktywnych - ani też lepsi, po prostu inni. Nie wiem, gdzie widzisz w moich postach, że uważam się za lepszego. No cóż, po raz kolejny widzisz to, co chcesz widzieć i co sobie sama dopisujesz. Sporty tego typu mnie jakoś nigdy nie interesowały, nie uważam, żebym przez to coś stracił.

                                Nie widziałaś biblioteki w Pipidówce Wielkiej, to żałuj smile To nie była tylko wypożyczalnia książek. Naprawdę ciekawe miejsce. W małych miasteczkach i na wsiach biblioteki, domy kultury i inne instytucje często tętnią (a przynajmniej kiedyś tętniły) życiem.

                                Nie będę Cię już dłużej zatrzymywał, w końcu się chyba gdzieś wybierasz.
                                • bramanka Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:45
                                  aha, rozumiem. cóż, moje dzieci mogły wybrać aktywnośc fizyczną, ale muszą wybrać- podobnie jak mycie zębów sport jest dla nas podstawą. ze zdrowotnego punktu widzenia wiele takie dzieci, kótre tylko siedza w bibliotekach tracą, naprawdę.
                                  no nie mój drogi, twój psduomelodramatyczny ton pokazuje że uwazasz, ze jestes lepszy/albo ze masz glebokie kompleksy. wspolczuje, naprawde.
                                  nie znam bibliotek w malych miasteczkach- ale uwazam, ze zasluguja na wszystko co najlepsze. jak zapewne wiesz, w wielkich miastach sytuacja jest inna.
                                  nie, nie muszę nigdzie isc- piszę z plazy, z kompem na kolanach i otwartym artykułem, który piszę.
                                  • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:55
                                    Znowu widzisz to, co chcesz widzieć i co Ci pasuje. "Współczuję" to dość ograna metoda, podobnie jak przypisywanie innym kompleksów. Szkoda, że nie mam dzieci, nie możesz wyrazić głębokiego współczucia dla nich. Mam za to piękny kubek do herbaty - proponuję abyś w następnym poście jemu wyraziła współczucie. Poza tym - dlaczego zakładasz, że osoba, która nie jest typem sportowca nie ma do czynienia z ruchem? Pisałem Ci o pieszych wycieczkach, rozumiem, że dla Ciebie kilkugodzinne spacery to nie jest ruch?
                        • olena.s Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:06
                          Ja nikomu indywidualnie nie dowalam, polemizuję z niepostawioną wprost tezą, że mogą dorabiać wyłącznie dzieciaki zza wielkiej wody, a polskie - ni dudu.
                          Mnie zaczęły w jakimś momencie gryźć rodzicielskie pieniądze i chciałam mieć własne.
                          Stypendium rektorskie też miałam, ale na studiach dopiero, i wtedy akurat pracowałam już tylko przez miesiąc wakacji.
                          • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:19
                            To, że nikomu nie dowalasz wiem, sam to napisałem - po prostu odnosiłem się zbiorczo do różnych wypowiedzi.

                            Według mnie jest ok, jeżeli nastolatek - taki 17, 18-letni - pracuje w czasie wakacji (o czym pisałem w innym poście). Nie bronię też nikomu pracować w czasie roku szkolnego, jeśli odczuwa on taką potrzebę. Tylko wskazuję na to, że polskim nastolatkom w miesiące niewakacyjne jest dosyć trudno pracować z uwagi na różne obowiązki i zajęcia dodatkowe.

                            Natomiast nie podoba mi się, że część piszących tutaj pisze o tych, którzy jako niepełnoletni nie pracowali, jak o ostatnich leniach i pasożytach. Oraz egoistach smile
                            • evee1 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:47
                              > Tylko wskazuję na to, że polskim
                              > nastolatkom w miesiące niewakacyjne jest dosyć trudno pracować z uwagi na różne obowiązki
                              > i zajęcia dodatkowe.
                              A dlaczego uwazasz, ze zagraniczni nastolatkowie nie maja zadnych obowiazkow, ani zajec dodatkowych?
                              • bi_scotti Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:52
                                evee1 napisała:

                                > > Tylko wskazuję na to, że polskim
                                > > nastolatkom w miesiące niewakacyjne jest dosyć trudno pracować z uwagi na
                                > różne obowiązki
                                > > i zajęcia dodatkowe.
                                > A dlaczego uwazasz, ze zagraniczni nastolatkowie nie maja zadnych obowiazkow, a
                                > ni zajec dodatkowych?

                                Malo, ze maja to dochodza ODLEGLOSCI i czas spedzany na dojazdach, o ktorych Europejczycy po prostu najczesciej nie maja pojecia ale jest im wygodnie nie pamietac smile
                                To jest tak jak ze wszystkim w zyciu - ci, ktorzy chca i im zalezy po prostu cos robia i maja w tym fun & satisfaction (niezaleznie do adresu!), a zawsze beda tacy, dla ktorych szklanka jest permanentlnie w polowie pusta i "po prostu sie nie da", no bo SIE NIE DA i juz. Life.
                                • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 14:02
                                  No tak, bo jeśli ktoś uważa, że polskim nastolatkom jest trudno pracować w czasie roku szkolnego (piszę to już kolejny raz raz - praca w wakacje jest dla mnie ok), to znaczy, że szklanka jest dla niego w połowie pusta. I nie ma w życiu ani fun ani satisfaction. Poza tym - nie mówię, że się nie da - ale, że jest ciężko. To nie jest to samo. Poza tym - odnosiłem się do swoich doświadczeń, do swoich dojazdów i do pierdyliona zajęć dodatkowych, zaznaczając przy tym, że może inni mieli inaczej.
                              • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:58
                                Kolejna osoba, która wkłada innym w usta to, czego nie powiedzieli. Nie byłem zagranicznym nastolatkiem, dlatego piszę o polskich doświadczeniach.
                                • bi_scotti Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:09
                                  Roman, nic Ci nie wkladam w usta, please ... big_grin
                                  Tez nie bylam zagranicznym nastolatkiem i mam zupelnie inne doswiadczenia niz Ty. Mam tez polskich znajomych majacych obecnie nastolatnie dzieci w PL i ... jedne sa takie, a inne sa inne - nie ma reguly, zgadzamy sie? Aczkolwiek jestem przekonana, ze postawa rodzicow "w sprawie" ma duze znaczenie i moze dzieciom pomoc lub moze nie pomoc. Jesli rodzice zakladaja, ze praca to orka na ugorze i najwieksze nieszczescie w zyciu, podobne podejscie czesto przejmuja dzieci; jesli rodzice traktuja prace jako zrodlo wielu pozytywow, ich dzieci maja szanse przejac takie wlasnie podejscie. Ja, ja - Bi_scotti, osobiscie i niezaleznie od innych opinii, uwazam, ze praca jest super wazna wartoscia w moim zyciu i zrobilam wszystko zeby moje dzieci tez ja tak postrzegaly. Zaczynajac o lat nastu (teen smile ).
                                  Na marginesie, wspominam z ogromnym (OGROMNYM!) sentymentem moje wlasne nastolatkowe prace w przasnej PRL i widze, ze moje dzieci wychowane w wybitnie nie-przasnej Kanadzie tez maja wielki sentyment do swoich pierwszych prac w zyciu. A wiec jestesmy lucky, ze nikt nie ma traumy na reszte zycia tongue_out Cheers.
                                  • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:28
                                    Nie do Ciebie pisałem z tym wkładaniem - bez skojarzeń smile

                                    Ja sam lubię pracować, nie potrafiłbym być np. rentierem, ale nie traktuję mojej pracy jako powołania ani głównego sensu życia, co nie znaczy, że traktuję ją jako dopust boży. Ot, pracuję, staram się rozwijać pod względem zawodowym, dobrze wykonuję swoje obowiązki, lubię robić coś nowego i różnorodnego, ale w jakiś sposób nie definiuję się przez pracę, nie jest ona najważniejszą sprawą w moim życiu. Jestem typem człowieka, który w jakiś sposób woli oddzielać życie prywatne od zawodowego i po powrocie do domu myśleć o sprawach domowych.

                                    A swoją drogą - to nie do Ciebie, taka uwaga ogólna, to ciekawe, że dla wielu osób praca jest ważna i wartościowa, tylko wtedy, jeśli jest ona odpłatna.

                                    • evee1 Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 00:15
                                      > Kolejna osoba, która wkłada innym w usta to, czego nie powiedzieli. Nie byłem zagranicznym
                                      > nastolatkiem, dlatego piszę o polskich doświadczeniach.
                                      He, he, to chyba do m nie bylo.
                                      Owszem, nie napisales wprost, ze zagraniczne nastolatki maja duzo czasu i moga pracowac, ale piszesz, ze poslkie nastolatki maja tyle do roboty, ze nie moga. Na co my, "zagraniczne", piszemy Ci, ze zagraniczne nastolatki tez maja duzo zajec, dojazdow, ale znajduja tez pare godzin w tygodniu, zeby popracowac (wielu z nich zaangazowanych jest takze w wolontariat). Taki jest po prostu panujacy ogolnie zwyczaj, co nie oznacza, ze nie ma takich co nie pracuja. Mojemu synowi sie jeszcze nie chce. To znaczy cos tam przebakuje, ze powinien gdzies zaczac prace, ale jeszcze nic w tym kierunku nie zrobil. W Polsce ogolnie rozpowszechnionym zwyczajem to (jeszcze) nie jest.

                                      > A swoją drogą - to nie do Ciebie, taka uwaga ogólna, to ciekawe, że dla wielu o
                                      > sób praca jest ważna i wartościowa, tylko wtedy, jeśli jest ona odpłatna.
                                      Zapewne jest sporo takich osob, tak samo jak sa osoby, ktore nie szanuja nie tylko prostych prac, ale i osob je wykonujacych. Niestety.
                                      Jednak osobie, ktora pracy (platnej) znalezc nie moze, trudniej bedzie docenic wartosc wolontariatu wink.
                    • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:08
                      Za moich czasów najczęściej lekcji było dziennie około 6-7. Podobnie jak u Ciebie zaczynały się od 8.00 rano, innym razem od 10.00.
                      Najwcześniej (za czasów mojej szkoły średniej) wychodziło się o 14.00 i to było raz w tygodniu, w pozostałe dni tygodnia wychodziło się ze szkoły najczęściej około 16.00-17.00.
                      Bardzo dużo osób dojeżdżało komunikacją miejską i pociągami z okolicznych miejscowości, mnie dojazd wraz z dojściem na stację i potem do domu/szkoły zajmował (w zależności też jak układał się rozkład pociągów) godzinę - półtorej.
                      Po przyjściu do domu byłam zwyczajnie zmęczona, potrzebowałam co najmniej godziny aby odsapnąć, no ale może tylko ja jedna miałam taką słabą kondycję sad
                      Z tego co mi wiadomo nikt z mojej klasy podczas roku szkolnego nie pracował (w wakacje inna sytuacja), jedna koleżanka starała się roznosić ulotki w trakcie roku szkolnego, ale w końcu sama zrezygnowała.
                      Jasne, na siłę można by połączyć pracę z nauką w trakcie roku szkolnego, ale jakoś tego nie widzę, może najwyżej w weekendy, na pewno nie w dni w których chodzi się do szkoły.
                      A zagraniczne Paniusie zwłaszcza te z Hameryki zapominają dodać, że program amerykańskiej szkoły jest niższy niż przeciętnej szkoły w Polsce, stąd nie dziwię się, że tamtejsze dzieci mają więcej czasu wolnego.
                    • sabciasal Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:37
                      Twoja szkoła nie była specyficzna, była normalna jak na lata 80 i 90-tesmile

                      Ja też nie widzę możliwości regularnej pracy w liceum. Pracowałam za to całe studia (dzienne i dość trudne), więc chyba nie o lenistwo tu chodzi.
              • bi_scotti Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 21:58
                verdana napisała:

                > ile l
                > ekcji ma licealista w USA? Ile przedmiotów? O ile wiem, to codziennie te same,
                > a nie 14 różnych.

                To zalezy czy szkola pracuje w systemie semestralnym czy tzw. terms. Kazda szkola moze sobie wybrac jak jej wygodnie a uczniowie musza sie dostosowac.
              • myelegans Re: pracująca młodzież? 25.07.12, 23:01
                Licealisci w US spedzaja w szkole 7 godzin, poza tym maja jakies zajecia sportowe, i owszem pracuja po kilka godzin tygodniowo, regulowane wg prawa pracy w zaleznosci od wieku, pracuja tez w weekendy, albo wakacje, albo i jedno i drugie. Kazdy stawia nauke na pierwszym miejscu, ale zdobywanie doswiadczenia zawodowego jakie by nie bylo jest rownie wazne podczas przyjecia na studia jak oceny.
                O ile sie nie myle to dni roboczych w szkole jest 180czyli mniej niz pol roku, wychodzi wiec na to, ze drugie pol roku sie odpoczywa.
                Bedac bardzo dobra uczennica bolalam nad tym, ze nie moge podjac zadnej pracy w wakacje legalnie, a bardzo chcialam, chcialam miec wlasne pieniadze, chcialam miec nad nimi kontrole. Chalturzylam, bralam wszystko co mi do reki wpadlo, sztukowalam, zeby cos miec.
                • evee1 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 03:31
                  Moja corka lekcje zaczyna o 8:30, a konczy o 15:15. Codziennie. Dojazd zajmuje jej ponad godzine. Syn ma troche blizej, bo tylko pol godziny (godzinyh lekcji te same). Nie wiem jak uczniowie w USA, ale moi lekcje do odrabiania po szkole maja jak najbardziej. Musza sie takze pouczyc.
                  Corka (17l) od roku pracuje w niedziele w sklepie ogrodniczym. Robi to z wlasnej woli, a czasu wolnego ma nadal sporo. Ja bym jednak nie przesadzala z tym przepracowaniem uczniow.
                  • myelegans Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 04:32
                    No wiec wlasnie, tosamo obserwuje u znajomej mlodziezy, maja jakos czas na nauke (pokazcie mi licealiste, ktory odrabia lekcje 4 godziny dziennie, co daje 20 godzin tygodniowo, sadzac po wymaganiach maturalnych .....) towarzystwo, wyjscia do kina, randki, zdawanie egzaminow na studia, aplikujac na te studia, co samo w sobie jest procesem czaso i energochlonnym. Pracujac i majac wlasne pieniadze maja wieksza kontrole( rowniez moralna) na co moga je wydac.
                    Po miejscowych nastolatkach widze, ze to oni garna sie do zarabiania bardziej niz ich rodzice ich pchaja. Taka mentalnosc i kultura, powielaja wzorce rodzicow bez wzgledu na warstwe socjo- ekonomiczna.
                    • olena.s Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 13:29
                      W Stanach jest kultura postprotestancka, w której praca jako taka jest cnotą bardzo wysoko stojącą w hierarchii.
                      • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 13:58
                        To dlaczego podobno w Stanach jest najwyższy wśród "cywilizowanych" krajów odsetek kobiet- matek nie pracujących zawodowo?
              • ewa-krystyna Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 05:23
                jestem dokladnie takiego samoego zdania smile
                nauka to tez praca szczegolnie w polskich szkolach - nie wiem jak to teraz wyglada,ale jak ja chodzilam 20 lat temu do szkoly,to nie mialam szans na prace.... gdybym miala odrabiac wszystkie zadane prace domowe nalezycie jak powinnam, pogodzic to z kursami francuskiego i niemieckiego poza szkola,to by mi doby braklo,nie wspominajac o zyciu towarzyskim,o ktorym moglabym w sumie chyba tylko pomarzyc.... moze teraz sie zmienilo....
                z tego co obserwuje w Kanadzie, to mlodziez rzeczywiscie wszedzie pracuje, ale mnie na przyklad wcale nie imponuje,ze nastolatkowie zajmuja sie mlodszymi dziecmi na basenach czy platnych polkoloniach.... nie wiem,ale nie potrafie zauwazyc zbyt wielu zalet takiego stanu... szczegolnie jak place i to wcale niemale pieniadze,bym oczekiwala raczej doroslych po chociaz jakims college'u nauczycielskim a ta mlodziez mialaby im tylko pomagac....
                rowniez jakosc uslug tej mlodziezy pozostawia wiele do zyczenia.... takie sa moje odczucia...

                ja nie pracowalam jako nastolatka - dopiero podczas studiow udzielalam korepetycji - i jakos rodzice nauczyli mnie szacunku do pieniadza....
                • myelegans Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 05:43
                  Zaleta takiego stanu rzeczy jest ..... Oplacalnosc uslug, bo wielu rodzicow stac na to, zeby posylac dzieci na obozy i polkolonie, bo stawki sa rozsadne. Gdyby cala kadra byla po stdiach wyzszych, uwierz mi platnosc poszlaby w gore o 100% i wielu rodzicow po prost nie stac byloby na TAKIE kolonie, wiec liczba dzieci spada = nieoplacalnosc. Popyt = podaz, wszak nie ma docinansowan. Ot, jeszcze jedne prawa wolnego rynku.. A tu inwilk syty i owca cala. Dodatkowo majac opiekuna-chlopaka, z ktorym moje dziecko utozsamia sie bardziej niz p. nauczycielka w szkole, daje role model i percepcje, ze "nie jestem w szkole, bo nie ma typowych doroslych nauczycieli, czyli luz, blues i swoboda". Zeby nie byla kadra, ta bardzo dorosla, hest jak najbardziej i trzyma palec na pulsie, a oboz prowadzi ta sama rodzina od .... 47 lat. skoro utrzynuja sie tyle lat narynku przy ogromnej konkurencji tzn. Ze musi utrzymywac odpowiednia jaks uslug. Na miejscu jest pielegniarka caloetatowa i wszystko co ma byc, zeby taka dzialalnosc prawnie prowadzic.
                  • evee1 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 06:03
                    Moje dzieciaki tez jezdzily przez prae lat na taki oboz, gdzie kadra bylo kilka doroslych osob, ale dodatkowo bylo kilkanascioro tzw leaders w wieku 16+ lat. Byli oni specjalnie przeszkoleni i byli swietni w zajmowaniu sie dziecmi, bo mieli sile, ochote i energie na ganianie, tance i przerozne zabawy. Juz widze nauczycielke czy nauczyciela, ktorzy po calym roku pracy w szkole, w wakacje dorabiaja pobytami na obozach i maja jeszcze sile na ganianie za pilka. Moze tacy istnieja, ale nie sadze, zeby bylo ich wielu wink.
                    I faktycznie bardzo obniza to koszty. Moje dzieci placily za taki oboz 120$ za cztery dni uciechy ( ze spaniem i wyzywieniem), podczas gdy normalnie tyle trzeba zaplacic za jeden dzien polkolonii w miescie i to czesto z wlasnym lunchem.
                    • myelegans Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:31
                      Otoz to. Licealisci chetnie graja z mlodymi w pilke nozna, baseball, tenis, plywaja kajakami po jeziorze, wyglupiaja sie na scenie, chodza na wedrowki po lesie i zbieraja skarby. Jest ich tam jak mrowkow: przewodnikow indywidualnych grup i na innych stanowiskach np. na pomoscie stawku gdzie sa lodki nozne i gdzie lowi sie ryby i zaby, albo w malym warsztacie, gdzie robia rozne drobiazgi z drewna typu lodki, albo na strzelnicy z lukami. Sprobuj zatrudnic na takie stanowisko nwykszalconych nauczycieli i pytanie po co?
                      Przy okazji Ci nastolatkowie spelniaja sie towarzysko i gdyby bylo im tak zle to nie byloby 20 aplikacji na jedno miejsce i najczesciej pracuja bite 2 miesiace, moze dlatego, ze nie postrzegaja tego jako zla koniecznego.
                      • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 22:16
                        W Polsce nie ma czegoś takiego, aby być opiekunem np. grupy kolonijnej należy mieć najlepiej odpowiednie wykształcenie np. pedagogiczne, a już na 100% być pełnoletnim.
                        Rozumiem, że tak jest za granicą, ale jesteśmy na polskim forum i piszemy o polskich realiach, gdzie na dane stanowisko są inne wymagania (także dotyczące wykształcenia lub minimalnego wieku od jakiego przyjmują) niż w Polsce.
                • evee1 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 05:55
                  > z tego co obserwuje w Kanadzie, to mlodziez rzeczywiscie wszedzie pracuje, ale
                  > mnie na przyklad wcale nie imponuje,ze nastolatkowie zajmuja sie mlodszymi dzie
                  > cmi na basenach czy platnych polkoloniach.... nie wiem,ale nie potrafie zauwazyc
                  > zbyt wielu zalet takiego stanu ... szczegolnie jak place i to wcale niemale pi
                  > eniadze,bym oczekiwala raczej doroslych po chociaz jakims college'u nauczyciels
                  > kim a ta mlodziez mialaby im tylko pomagac....
                  Ale co Ci w pracy nastolatkow ma "imponowac"?
                  Zalety dla pracujacych nastolatkow sa takie, ze ucza sie oni punktualnosci, sumiennosci, rozporzadzania czasem i pieniedzmi, planowania i rozwiazywania konfliktow, czyli ogolnie doroslego zycia. Na dodatek ucza sie tego w bezpiecznych warunkach, kiedy maja jeszcze zaplecze domu rodzinnego, a nie kiedy juz sa do tego zmuszeni, rzuceni na gleboka wode, majacy na glowie rodzine, a nawet dzieci, i kupe stresu. Dlatego ja akurat uwazam, ze im wczesniej zdobywaja takie doswiadczenia, tym lepiej.
                  U nas nawet w 10 klasie dzieciaki maja organizowane przez szkole 2 tygodnie work experience (doswiadczenie zadowowe, czy jak to przetlumaczyc). "Organizacja" przez szkole polega jedynie na tym, ze uczniowie dostaja wskazowki jak starac sie o prace i maja za zadanie sami zorganizowac sobie zatrudnienie. POszukac mozliwych miejsc, zadzwonic, umowic sie na rozmowe itp.
                  Natomiast zaleta takiego stanu (pracy nastolatkow) dla Ciebie jest taka, ze Ty za te uslugi mniej placisz, niz gdybys placila za prace wykwalifikowanego pracownika. Co do tych polkolonii, o ktorych wspominasz, to raczej trudno mi uwierzyc, ze nastolatki sa tam jedynymi opiekunami dzieci. Napewno prawo wymaga obecnosci osob doroslych z okreslonymi kwalifikacjami i sadze, ze w Kanadzie, podobnie jak w Australii, jest to przestrzegane, chocby dlatego, zeby organizatorzy nie mieli klopotow, jezeli cos by sie ktoremus z dzieci stalo. Wiec raczej nastolatki moga tam pracowac jedynie jako pomocnicy.
              • woman_in_love tragedia, jak eurolewaczka wykłada na uczelni 26.07.12, 11:05
                i młodym ludziom miesza w głowach. Mam tylko nadzieję, że są na tyle mądrzy, by tego nie słuchać.
                • bramanka Re: tragedia, jak eurolewaczka wykłada na uczelni 26.07.12, 11:13
                  to do mnie ? big_grin big_grin czy do Verdany- bo nie kumem z drzewka jakoś.

                  ja moich studentów CALY CZAS zachecam do podjecia pracy. i porzucenia studiów, jezeli tak im bedzie lepiej pracowac......

                  mojemy synkowi powtarzam, że studia, to nie konieczność, wrecz przeciwnie..... na szczescie on kucharzem chce zostac, a mloda kelnerka lub fryzjerka.... ha, madre dzieci mam!
                  • woman_in_love do verdany 26.07.12, 11:26
                    ..
                  • verdana Re: tragedia, jak eurolewaczka wykłada na uczelni 26.07.12, 21:54
                    Tak, bo studia, jak wiadomo, do niczego nie służą i w zadnej pracy sie nie przydaja.
                    Naprawdę, wykladowca namawiający młodzież do lekceważenia tego, co robią, nie przyczynia sie do tego,z ę w Polsce przybędzie wiecej sumiennych pracowników, tylko do tego, by mlodzi ludzie zwaracali w życiu uwagę ttylko na jak najszybsze korzyści, bez myślenia o tym, co może się przydać jutro.
                    Jesli wykładowca traktuje studia tylko jako noepotrzebny balast, bez którego lepiej się obyć, to nie wiem, po co wykonuje tak niedochodowy zawód. Naprawdę, czasem sprzątaniem da sie zarobić więcej.
                    • bramanka Re: tragedia, jak eurolewaczka wykłada na uczelni 27.07.12, 00:36
                      tak, Verdano, w wielu sytuacjach lepiej, żeby młodzież do pracy poszła..........
                      ponieważ:
                      1. jeszcze nie dorosła do studiów
                      2. wybrała kierunek studiów, który a. ich wyraznie nie interesuje, b. a ktory nie przyniesie korzysci od razu albo wlsnie im (męcz niepotrzebnie sami siebie i wykladowców, marnuja pieniadze podatnika)

                      po prostu- lepiej, zeby ze studiami poczekali, popracowali, dorosli, popodrozowali i zobaczyli troche swiata, moze jednoczesnie odkrywajac co ich naprawde jara, Co by ich cieszylo i rozwijalo. presja na sudia jest NIEPOTRZEBNA I SZKODLIWA DLA SPOLECZENSTWA

                      i wtedy zniechecam- choc nie wprost wink
                  • evee1 Koniecznosc studiow 27.07.12, 00:31
                    > mojemy synkowi powtarzam, że studia, to nie konieczność, wrecz przeciwnie.....
                    > na szczescie on kucharzem chce zostac, a mloda kelnerka lub fryzjerka.... ha, m
                    > adre dzieci mam!
                    No nie, bez przesady. Chec zostawania kucharzem czy kelnerka/fruzjerka nie jest dowodem ani na bycie madrym ani glupim. Jezeli to ich pasja (co akurat w przypadku kelnerowania trudno mi sobie wyobrazic), to fajnie, ale jezeli maja inne talenty, to po prostu szkoda ich nie rozwijac.
                    Studia, to faktycznie nie koniecznosc zyciowa, ale z tym "wrecz przeciwnie", to juz trudno mi sie zgodzic. W niektorych zawodach studia to jednak koniecznosc. Moje dzieci nie pojscia na studia nawet nie biora pod uwage, bo dalsze ksztalcenie ich po prostu interesuje i chca studiowac.
                    • bramanka Re: Koniecznosc studiow 27.07.12, 00:47
                      to bylo troche ironiczne, wiesz?
                      ale jestem z stanie zaakceptowac decyzje moich dzieci i nie uwazam, niestety, ze MUSZA studiowac, szczegolnie tak, jak w polsce- byle co, byle jak ale studiowac.

                      moga swoja droge wybrac pozniej: popracowac, a potem isc na studia. jak chca, aladam, ale musu nie ma. zbyt wielu studentow ogladam, ktorzy sa nieszczesliiwi z dokonanego wyboru i spolecznej presji studiowania
                      • bramanka Re: Koniecznosc studiow 27.07.12, 00:49
                        aha, moja corka ma 6 lat.......
                      • evee1 Re: Koniecznosc studiow 27.07.12, 02:31
                        Jest za, a nawet przeciw wink. Zgadzam sie, ze jak ktos nie ma wewnetrznej potrzeby studiowania i odpowiadaja mu zdobyte kwalifikacje, to nie ma sensu, zeby studiowal. Ale wiele osob ma jakies tam zdolnosci, ale nie bardzo wie co chce w zyciu robic. I idzie na jakies tam studia. Jezeli sa bardzo nieszczesliwi, to moga zrezygnowac, albo zmienic kierunek, lub nawet nawet zaczyc jakies inne studia od nowa. Ale uwazam, ze do podjecia tej decyzji dobrze jest jednak miec jakas baze, chocby w postaci studiowanych przedmiotow, jakos tam powiazanych z przyszlym zawodem. A bedac kelnerka trudno sie przekonac, ze nie chce sie byc inzynierem wink.
                        A, moja corka ma 17 lat i w listopadzie robi mature. Syn konczy 10ta klase.
    • bramanka zmuszać????!! 25.07.12, 22:33
      czy ja gdzies o zmuszaniu napisałam?
      1. pracowałam odkąd skończyłam 13 lat. bo chciałam. prace załatwiali mi rodzice, pewnie bez papierów, nie wiem big_grin uwielbiałam to! co robiłam: stemplowałam i opisywałam korespondencję (lovely, to przybijanie pieczątek), segregowałam pocztę i wisywalm do ksiegi korespondencji, zbierałam żaby do badań (cudowne! te godziny na łakach! robiłam to z przyjaciółmi, pomagalam w laboratorium (mylam probowki przygotowywalam mikroskopy- nietoksyczne, oczywiscie, mylam probowki), potem roznosilam prase, opiekowalam sie dziecmi, sprzatalam troche, potem knajpy i w liceum korepetycje i praca w hotelach. uwielbialam to, jak mi sie nie podobalo, to konczylam. kase tez lubilam, a co. dodam, ze nie pochodze z biednej rodziny i nie byla to koniecznosc. uczylam sie szacunku do pracy, ktory mam do dzis.
      2. praca jest moim hobby- tak ja wybralam. hmmm, pracuje non stop chyba- jak nie pracuje, to sie ucze, pisze etc. uwielbiam moja prace- choc nie wszystkie jej aspekty. podobnie ma moj maz- praca jest dla nas WARTOSCIA i stanem naturalnym- nie planuje NIGDY przejsc na emeryture, chce jakąs prace wykonywac do konca. chce, zeby moje dzieci mialy tak samo.
      3. szkola to rodzaj pracy- ale jak ja odpoczywam teraz uczac sie, to kiedys to robilam pracujac. niespecjalnie ciezko- ale wykonywanie czegos innego zawsze odpreza. aha, osobiscie uwazam, ze lepiej, zeby dzieci popracowaly, a nie spedzaly upiornych godzin starajac sie opanowac na szostke material, ktory im wisi i wali. bedzie mialo to wiekszy i lepszy wplyw na ich dorosle zycie.
      ciekawe, ze praca w naszym kraju to zawsze upiorny obowiazek, ktory nalezy rozpoczac jak najpozniej, i wykonywac jak najkrocrej, przechodzac na zasluzony odpoczynek......... moze jest tak dlatego, ze dzieci/mlodziez nie pracuja? a w koncu wykonuja prace, ktora nie daje im zadnej sasysfakcji - czesto jest tak, poniewaz nie maja zadnych doswiadczen z pracy
      • 3.14-roman Re: zmuszać????!! 25.07.12, 22:52
        A czy potrafisz zaakceptować to, że niektórzy ludzie są inni niż Ty? I niekoniecznie oznacza to, że są leniwi i nieodpowiedzialni? Bo mam wrażenie, że w Twoich postach jest takie potępienie dla tych ludzi, którzy lubią sobie czasem poleniuchować.

        • 3.14-roman Re: zmuszać????!! 25.07.12, 23:08
          PS: Też uważam, że warto zbierać różne doświadczenia zawodowe, ale wydaje mi się, że lepszym czasem do tego są studia, ew. wakacje, ale to w przypadku tych starszych nastolatków (17-18 lat).

          PS2: Rozumiem to, że w wypadku niektórych nastolatków przebywanie 6-8 godzin w szkole, połączone z zajęciami dodatkowymi, nauką, prowadzeniem życia towarzyskiego bez problemu da się pogodzić z pracą zarobkową, ale większości raczej by się to nie udało.

          PS3: A swoją drogą, odpowiednio dozowane leniuchowanie* jest dla wielu osób niezbędne. Nie wszyscy są w stanie zajmować się przez cały dzień pracą, nauką i innymi podobnymi sprawami.

          *czy czytanie książek, prowadzenie własnego bloga zaliczają się do leniuchowania czy do pracy, tak przy okazji?
        • bramanka Re: zmuszać????!! 26.07.12, 00:39
          Romanie, drogie dziecko..........
          rozpoczęlam ten watek, nie żeby zmuszac Ciebie czy Tobie podobnych do pracy, nie żeby zachęcać innych do posylania dzieci do pracy, tylko, żeby zapytac o doświadczenia rodziców, ktorych dzieci pracują, mysle że było to jasne od poczatku watku.
          czy możesz coś dodac w tym kontekscie? jezeli nie- to sie uplynnij, przestan mi zasmiecac, bo chyba nie masz wiele do powiedzenie.
          BTW- nigdzie chyba nie napisam, że bede od dzieci wymagac pracy codziennej, nie? sama pracowalam w wakacje/ew. weekendy, na studiach juz w tygodniu, ale to inna para kaloszy.
          nigdzie nie napisalam, ze zamierzam dzieciom zajac CALTY czas wolny- nie, nic takiego. szkola trwa z pół roku, a na przyklad lacznie miesiac czy dwa z tego mozna przeznaczyc na prace, zeby zobaczyc, jak to jest i sie czegos nauczyc.
          BTW 2- zaproponuje znajomym, zeby sie ciagle doksztalcac do pracy poszli, nawet z polu czesciowo wlasnie nieszczescie pokolenia oburzonych/oszukanych mlodych polega na tym, ze zycie znaja tylko z teorii, wola sie uczyc niz brac odpowiedzialnosc we wlasne rece i pracowac.
          dzieci mam madre, mam wymogów w stylu wpis do zlotej ksiegi- starczy im czasu i na szkole, i na regularen treningi, i na troszke pracy.
          i jak nie masz wiele do powiedzenia w temacie- zajmij sie innymi wateczkami
          • 3.14-roman Re: zmuszać????!! 26.07.12, 09:56
            Droga bramanko - może i jesteś osobą pracowitą, ale w tym wątku pokazujesz cudowną wręcz kulturę dyskusji. Deprecjonowanie rozmówców poprzez nazywanie ich: "dziećmi", "ignorantami" jest starą sztuczką, dość oklepaną, wymyśl coś nowego. Także wyganianie z wątku osób, które są dla Ciebie niewygodne też nie jest zbyt grzeczne.

            Zrozumiałem Twój pierwszy post, nie jestem rodzicem, więc odnosiłem się jedynie:
            - w pierwszym komentarzu - do opinii wyrażonej przez biscotti,
            - w reszcie komentarzy - do Twojej własnej postawy, którą prezentujesz jako jedyną słuszną. Zauważ, że opisujesz siebie jako osobę, która non-stop pracuje, zachwalasz się jako człowiek, który zna wartość pracy, jednocześnie w Twoich wypowiedziach czuć taką nutkę pogardy dla ludzi, którzy zachowują się inaczej. Nie wkładaj mi w usta tego, czego nie powiedziałem, nie pisałem, że wg Ciebie nastolatki mają pracować cały dzień ani mieć zajęty cały czas wolny, ale, że nie wszyscy są w stanie zachowywać się dokładnie jak Ty, czyli cały czas: "pracować".

            O ile dokładnie przeczytałaś mój post, to z pewnością zauważyłaś, że mówię o ludziach PRACUJĄCYCH, którzy mają zajęcia dodatkowe. Poza tym - spójrz na drzewko i przeczytaj moją wypowiedź w kontekście postu, do którego się odnosiłem. Nie pisałem, że moi znajomi są rozgoryczeni, bo bez pracy, nie wiem, dlaczego to tak zinterpretowałaś, ale, że nie są leniwymi kombinatorami, że nie tylko pracują, ale i dokształcają się, zajmują się wolontariatem.
      • myelegans Re: zmuszać????!! 25.07.12, 23:10
        Cytat ciekawe, ze praca w naszym kraju to zawsze upiorny obowiazek, ktory nalezy roz
        poczac jak najpozniej, i wykonywac jak najkrocrej, przechodzac na zasluzony odp
        oczynek.........
        Jeszcze wybierac tyle ile daja i jeszcze wiecej, odejsc na emerytute jak najwczesniej, pojsc na zasluzone zwolnienie w ciacy po zobaczeniu 2 kresek na tescie, postkomunistyczna mentalnosc. Bo nie ma etosu pracy, bo pracowac ciezko sie nie oplaca, bo i tak z tego nic nie ma i to sie przekazuje nizej. Praca najczesciej to po prostu zarabianie na zycie i tyle, wiec robienie minimum, zeby czek dostac.
        kraj bogaty, wiec pracowac dlugo nie ma po co.
        • 3.14-roman Re: zmuszać????!! 25.07.12, 23:17
          Przepraszam, czy Ty mieszkasz w Polsce?

          Bo to, co piszesz, jest bardzo krzywdzące i upraszczające. Ja obserwuję moich znajomych (głównie roczniki 86-88), widzę, jak większość z nich się stara, często za niewspółmiernie niskie pensje (rynek pracodawcy, echh), spora część z nich chodzi na różne zajęcia dodatkowe, kursy, zajmuje się wolontariatem, bierze jakieś dodatkowe zlecenia, robi certyfikaty językowe.

          Cwaniaki i lenie są w każdym kraju.
          • myelegans Re: zmuszać????!! 26.07.12, 04:48
            Romanie Drogi, przepraszam, jezeli urazilam iwstrzelialm sie w czuly punkt, zadne wycieczki osobiste, tylko jak najbardziej subiektywne ( w wiekszosci, czasami statystyki pomagaja) obserwacje realne i wirtualne.
            No wiec wlasnie o to chodzi, ze nie liczba dyplomow i podyplomowek ksztalci atrakcyjnoac kandydata na rynku. I tenze rynek weryfikuje tych wszystkich, ktorzy po kursach, drugich itrzecich fakultetach, podyplomowkach NADAL nie moga znalezc pracy.... Bo tu nie o dyplomy i kursy chodzi.
            Pracuje w korporacji, ktora wymaga bardzo konkretnych skills (biotechnologia), robimy leki, oraca laboratoryjna, analityczna, konkretna. W procesie rekrutacji to Ci z doswiadczeniem praktycznym i to niekoniecznie stricte w zawodzie bija w konkurencji tych z 2-4 dyplomami i kursami. W zeszlym tygodniu mielismy chlopaka 3 lata po studiach, , ambitny, 2 fakultety, trzeci zaczal, kursy, szkolenia itd. Itpuczy, ale ZERO doswiadczenia zawodowego. Druga dziewczyna, pracuje od liceum, najpierw jakas tam llaborantka od przynies, wynies, pozamiataj, pozniej na studiach chalturzyla w schronisku dla zwierzat myjac klatki, pozniej na uniwersytecie w zwierzetarni asysstowala juz w drovnych doswiadczeniach. Podczas studiow zrobila. 2 polroczne staze. I dorobila sie tylko licencjatu. Zgadnij, kto zostal przyjety? Prawdopodobnie przcujac zrobi magisterke wmtrybie wieczorowym, za co zaplaci.... Firma, bo firma zainwestuje w kogos, kto sie juz sprawdzil.
            RYNEK weryfiuje, nie nasze wyobrazenia jak powinien proces wygladac. To moze byc zrodlo frustracji, ale zamiast winic pracodawcow, nalezaloby pomyslec, co JA moge zrobic zeby byc atrakcyjnym rynkowo, skoro kolejne kursy i podyplomowki nie dzialaja, to moze nie tedy droga.



            • ewa-krystyna Re: zmuszać????!! 26.07.12, 05:28
              myelegans, nie mieszkasz w Polsce od dluzszego czasu mniemam,wiec na prawde nie znasz warunkow tych realnych rynku pracy i twoje wypowiedzi moze maja sens mowiac o rynku amerykanskim,ale juz mniej o rynku polskim.....
              • myelegans Re: zmuszać????!! 26.07.12, 05:31
                Prawa wolnego rynku, sa peawami wolnego rynku, niezaleznie po ktorej stronie kaluzy meszkasz
              • evee1 Re: zmuszać????!! 26.07.12, 06:12
                No dobrze, ale co takiego specyficznego jest w rynku polskim? Zakladam, ze pomijamy tutaj przydzial stanowisk osobom bez kwalifikacji, za to znajomym prezesa.
                • zuzanna56 Re: zmuszać????!! 26.07.12, 08:38
                  Szczerze powiedziawszy widzę sporo nastolatków w wieku 16-18 lat, którzy pracują przez 4 tygodnie wakacji i co ciekawe, to są zwykle rodziny dobrze sytuowane, które chcą, aby dzieciak nauczył się cenić wartość pieniądza. Mój ma 15 lat i mam nadzieję, że za rok uda mu się znaleźć jakaś pracę na 2 tygodnie wakacji.
                  • gazeta_mi_placi Re: zmuszać????!! 26.07.12, 15:30
                    Pracują bo na ogół ludzie "dobrze sytuowani" mają odpowiednie znajomości i dość łatwo im swojego nastolatka wcisnąć np. do firmy znajomego.
                    Przeciętny nastolatek nie mający przedsiębiorczych dobrze sytuowanych rodziców (na ogół te dwie cechy łączą się ze sobą) będzie miał większe trudności ze znalezieniem normalnego w miarę uczciwie płacącego pracodawcy.
                    • myelegans Re: zmuszać????!! 26.07.12, 15:34
                      Cytat Pracują bo na ogół ludzie "dobrze sytuowani" mają odpowiednie znajomości i dość łatwo im swojego nastolatka wcisnąć np. do firmy znajomego Na prawde? syn prezesa mojej firmy, facet ma samolot, wiec jest chyba dobrze sytuowany pracuje w wakacje w.... schronisku dla bezdomnych. Na prawde wszyscy pchaja sie do takiej pracy drzwiami i oknami,
                      • ewa-krystyna Re: zmuszać????!! 26.07.12, 15:39
                        myelegans napisała:

                        > Cytat Pracują bo na ogół ludzie "dobrze sytuowani" mają odpowiednie znajomośc
                        > i i dość łatwo im swojego nastolatka wcisnąć np. do firmy znajomego
                        Na
                        > prawde? syn prezesa mojej firmy, facet ma samolot, wiec jest chyba dobrze sytu
                        > owany pracuje w wakacje w.... schronisku dla bezdomnych. Na prawde wszyscy pcha
                        > ja sie do takiej pracy drzwiami i oknami,




                        Myelegans, ty piszesz o US a Gazeta o Polsce i tu masz ta realnosc i znajomosc a raczej brak znajomosci rynku polskiego,o ktorym ci pislalam w jednym z postow.....
                • bramanka Re: zmuszać????!! 26.07.12, 09:48
                  No dobrze, ale co takiego specyficznego jest w rynku polskim?
                  mentalnosc, moja droga, mentalnosc............
            • 1monia4 Re: zmuszać????!! 26.07.12, 09:07
              Ale dowcip w zdobywaniu "zbednych dyplomów" polega na tym ,że na końcu calego lańcucha pracy(cięzkiej,niewdziecznej,brudnej i niezbednej) musi byc ktos -kto sie pod tym podpisze.To wlasnie ON bierze na siebie odpowiedzialnosc.A pani która dopiero za kilka lat zrobi licencjat -bedzie swietnym pracownikiem-ale mniej oplacanym niz ten co teoretycznie nic nie robi "tylko" stempluje sie pod papierami
            • 3.14-roman Re: zmuszać????!! 26.07.12, 10:08
              Myelegans,

              nie wiem, dlaczego Ty i bramanka zinterpretowałyście moją wypowiedź jako post o moich biednych znajomych, którzy nie mają pracy i doświadczenia zawodowego, a zamiast tego chodzą na kursy i szkolenia. I są wielce zdziwieni, że nikt ich nie chce. Mój post odnosił się do Twojej wypowiedzi, sugerującej, że polscy pracownicy to syf, kiła i mogiła.

              Moi znajomi mają pracę- w większości przypadków pracują tak jak na pełnym etacie, tylko, że na podstawie umowy zlecenie albo nawet umowy o dzieło. Często na start dostają dość niskie pensje, choć niektórzy mają więcej szczęścia. Do tego dokształcają się, chodzą na kursy, działają w ramach wolontariatu - jednym słowem - są pracowici, chcą się rozwijać, nie prezentują tej postawy, którą opisałaś w komentarzu wyżej.

              Nie mam pojęcia, czemu zinterpretowaliście to jako głos Oburzonego. No cóż, każdy widzi to, co chce widzieć.
              • bramanka Kulturalny Romanie, 26.07.12, 10:52
                kultura twojej wypowiedzi i jej zasadnosc jest porazajaca......
                jeszcze raz- nic nie wnosi to do mojego watku, gdzie prosilam rodzicow/opiekunów o wypowiedzi o dzieciach.
                ja rozumiem, ze ty wypowiadasz sie jako to dziecko- ze czasu nie miales (moje beda mialy, zapewniam cie), i miales lepsze rzeczy do roboty, a w ogole nie uwazasz, ze trzeba caly czas pracowac. no i dobrze- ale ty nie jestes moim dzieckiem. i to twoje zycie, ew. pretensje do swoich rodzicow.
                moje dzieci BEDA pracowac.
                podtrzymioje teze, ze wiele osob mialoby prace, nie na smieciowki, jakby wczesniej pracowalo. i podtrzymuje teze, ze nieszczescie polskiego systemu edukacji polega na tym, ze jestr w nim za duzo teaorii a za malo praktyki, czyli, wg mnie pracy. i prosze- nie dyskutuj, bo to wniosek poboczny, nie jest to coś o o czym chcialabym dyskutowac.
                jakbys chcial mi napisac jakie prace wykonywali twoi znajomi- to tak.
                ALE NIE DLACZEGO ICH NIE WYKONYWALI (bo zapracowani byli........O_o)
                • 3.14-roman Re: Kulturalny Romanie, 26.07.12, 11:29
                  Nie wiem, czemu nazywasz moją wypowiedź bezzasadną, w końcu odpowiedziałem tylko na Twoją wypowiedź dot. moich postów i zawarte w niej zarzuty. Jeżeli nie chciałaś, abym odpowiadał, trzeba było mi nie odpisywać.

                  Nigdzie nie pisałem, że moi znajomi wcześniej nie pracowali - jeżeli czegoś w moim poście nie ma, to możesz zapytać, nie musisz od razu sama tego dopisywać. Sam zacząłem pracować na studiach, w jednym z postów wspomniałem o znajomych dorabiających sobie w czasach licealnych - co oczywiście dziwnym trafem umknęło Twojej uwadze. Jak pracowali moi wyżej wspomniani znajomi - typowe prace: roznoszenie ulotek, drobne prace administracyjne, jeden kolega był pomocnikiem parkingowego. Obok tematu - w najlepszej sytuacji znajdowały się osoby, którym pracę załatwił rodzic lub ktoś znajomy. Ci, którzy zgłosili się: "z ulicy" nierzadko natrafiali na opisane w jednym z poprzednich postów problemy - próby oszustwa, brak umowy.

                  Cytatpodtrzymioje teze, ze wiele osob mialoby prace, nie na smieciowki, jakby wczesniej pracowalo

                  Ciekawe, że wiele osób, które pracują teraz na śmieciówkach, to osoby, które wcześniej pracowały. Ciekawe, że wiele firm chce zatrudniać tylko na śmieciówki i nie dotyczy to tylko osób w wieku okołostudenckim , bo im się to po prostu bardziej opłaca finansowo. Nie mówiąc już o powszechnej ostatnio praktyce polegającej na rozwiązywaniu umowy o pracę z pracownikiem i wysłaniu go na "własną działalność gospodarczą", celem dalszej współpracy z firmą. Piszesz tak, jakby jedynym powodem, dla którego ludzie dostawali śmieciówki był fakt, że w wieku 15 lat nie pracowali. To absurd, nie sądzisz?

                  Cytatmoje dzieci BEDA pracowac.
                  Tego jestem pewien. Przy matce typu: "nauczycielka", która co chwila wyjeżdża z: "nie dyskutuj" i nie akceptuje innych poglądów niż jej własne, nie będą miały wyboru.
                  • bramanka Re: Kulturalny Romanie, 26.07.12, 11:44
                    ja mam dla Ciebie i Twoich rozgoryczonych znajomych propozycję: załóżcie firmy i zobaczcie jak łatwo zatrudniac inaczej niz na śmieciówkach..... jak umiesz liczyc- zrob sobie symulację dzialalności. jednak jestes oburzony big_grin

                    Cytatmoje dzieci BEDA pracowac.
                    > Tego jestem pewien. Przy matce typu: "nauczycielka", która co chwila wyjeżdża z
                    > : "nie dyskutuj" i nie akceptuje innych poglądów niż jej własne, nie będą miały
                    > wyboru.

                    dzieciom nic nie narzucam smile poza pracą big_grin, ktora jest ISTOTA istnienia, wiesz? bo co- sen? modlitwa? odpoczynek? jeszcze tworczosc jest- ale to tez praca.....
                    oczywiscie- nalezy zachowac rownowage- ale przy polskim systemie edukacyjnym to sie oni nie napracuja ani w szkolach, ani na studiach.......
                    reszte wycieczek osobistych sobie pomin- nie jest to poziom dyskusji czlowieka doroslego, do jakiego pretendujesz.
                    tyle ode mnie- milego dnia! zaczynam prace smile

                    • 3.14-roman Re: Kulturalny Romanie, 26.07.12, 12:00
                      Droga bramanko, Ty kompletnie nie odpowiadasz na temat. Wkładasz w usta rozmówców to, czego nie powiedzieli i odpowiadasz im na argumenty, które nigdzie nie padły.

                      Nigdzie nie oburzałem się na firmy zatrudniające na śmieciówki, po prostu odnosiłem się do Twojego postu, w którym pisałaś, że gdyby ludzie zaczynali wcześnie pracę, to dostawaliby umowy o pracę. Poza tym - sama sobie teraz przeczysz. Najpierw piszesz, jakoby głównym powodem niezatrudniania ludzi na podstawie umowy o pracę było to, że nie zaczęli wcześnie pracy, teraz, że firmom jest trudno zatrudniać inaczej niż na śmieciówki.

                      Cytatreszte wycieczek osobistych sobie pomin- nie jest to poziom dyskusji czlowieka doroslego, do jakiego pretendujesz.

                      No tak, osoba, która wyskakuje do innych z określeniami typu: "dziecko", "ignorantka", wygania innych z dyskusji, bo ich poglądy jej nie pasują, odpowiada na to, co sobie dośpiewała, a nie na to, co ktoś faktycznie napisał... no cóż... jeżeli moja dyskusja jest na poziomie dziecka, to Twoja chyba na poziomie zygoty.

                      Miłego dnia na uczelni, miłej pracy ze studentami.
                      • bramanka Re: Kulturalny Romanie, 26.07.12, 12:09
                        Sa wakację, Romanie, nie ma zajęc na uczelni.
                        z poważaniem,
                        Zygota
                        • 3.14-roman Re: Kulturalny Romanie, 26.07.12, 12:13
                          Ok, mówię z własnego doświadczenia - moja uczelnia organizowała przez wakacje (głównie właśnie w lipcu) rozmaite kursy i podobne zajęcia, zresztą nie tylko dla studentów. Jeżeli u Ciebie to inaczej wygląda, to ok.

                          Z poważaniem,
                          Dziecko.
                          • verdana Re: Kulturalny Romanie, 26.07.12, 21:58
                            Mam wakacje, sprawdzam prace magisterskie. Przygotowuję wykłady na przyszły rok. Mam dyżury. Ale niektórzy uważają, zę jeśli uczelnia jest "nieczynna", to pracować nie trzeba. Ot, przykład etosu pracy.
                            • bramanka Re: Kulturalny Romanie, 27.07.12, 00:38
                              Hmmm, ja jestem juz na urlopie, przygotowuje zajecia i pisze artykuly. na plazy smile
                              niepotrzebna ta wstawka o etosie pracy, wiesz?
                              • aqua48 ematka pracującej młodzieży 27.07.12, 21:15
                                Moje dzieci pracują począwszy od długich wakacji po maturze. Co rok. Sami stwierdzili, że warto zarobić sobie kasę, z resztą wszyscy koledzy i koleżanki poszli wtedy do roboty. Nawet ci z zamożniejszych rodzin, którzy nie musieliby wcale nic robić.
                                Są z tego zadowoleni, mają własne pieniądze, które wydają na przyjemności oraz wyjazdy zagraniczne i baaardzo poprawił im się stosunek do ludzi "za ladą", czyli po tej drugiej stronie. Zaczęli dawać większe napiwki, odnosić się do sprzedawców wszelkiej maści z cierpliwością i wyrozumiałością, jednym slowem same plusy. A poza tym wiedzą doskonale, że daje im to poszukiwane potem u stałego pracodawcy doświadczenie.
                                A pracowali już przy pilnowaniu sal muzealnych, w cateringu, przy wożeniu i oprowadzaniu turystów, kuchni wietnamskiej i najkrócej przy rozdawaniu ulotek. Teraz jest plan dawania korepetycji w czasie roku akademickiego.
    • echtom Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 10:06
      Moje pracują dorywczo i bardzo mnie to cieszy. Na ogół proste zajęcia - hostessa, inwentaryzacje w marketach itp. Jedna z córek tańczy w zespole i płacą im za występy na dużych imprezach.
    • yoko0202 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 11:14
      13 lat jak dla mnie trochę wcześnie, tak wiem że niektórzy w tym wieku niby już mają za sobą pierwsze doświadczenia seksualne i piją wódkę na ławce, ale w normalnych okolicznościach przyrody to wciąż dziecismile
      moja w wieku lat 15 miała jakieś epizody przy promocjach w marketach
      aktualnie (pełnoletnia) zbija taki hajs w firmie wysyłkowej, że spokojnie mogłaby sama utrzymać się w wawie (normalnie żyć, nie wegetować).
      nie wiem, czy jakoś specjalnie ją zachęcałam, sama pracowałam w wieku lat 15, i po prostu mówiłam jej o swoich doświadczeniach.
      • andaba Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:16
        Moja córka ulotki ze sklepu roznosi, takie gazetki reklamowe. Bez umowy i zarabia za to po kilkanascie - 20 zł, ale jak dla niej to wystarczy i tak zaraz w tym samym sklepie zostawia smile
        Dumna jest jest z siebie i usatysfakcjonowana zaraobkiem.
        Zarabała też sprzedając czereśnie i jabłka.

        Dodam, że nie zachęcania przeze mnie i nie nakłaniana, zresztą ma 12 lat.

        Ja tez sprzedawałam w dzieciństwie porzeczki no i dziećmi sie opiekowałam, tyle, że z reguły za darmo, nikomu nie przyszło do głowy, zeby kilkunastolatce płacić, a ja to w sumie lubiłam i zawsze sie godziłam, często nawet na noc.
        • verdana Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 22:00
          No cóż, ja nie pozwoliłam roiznosić ulotek - jest to praca nie tylko nisko płatna, ale cholernie szkodliwa dla środowiska. Najpierw wycina sie drzewa, potem natrętnie wciska ludziom, potem zaśmieca miasto.
          • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 22:11
            Zgadzam się z Tobą, poza tym dzieciaki roznoszące np. po blokach ulotki często traktowane są naprawdę parszywie przez lokatorów czy przypadkowych ludzi, dużo by pisać. W dodatku praca kiepsko płatna i naprawdę wyczerpująca fizycznie, zwłaszcza gdy w danym okręgu dużo bloków czteropiętrowych bez wind lub kamienic.
          • bramanka Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 00:40
            ulotki rozumie, ekologiczne wytlumaczenie tez, ale to, ze nisko platna juz nie. wiele jest takich prac.......
      • bi_scotti Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 13:44
        yoko0202 napisała:

        > 13 lat jak dla mnie trochę wcześnie, tak wiem że niektórzy w tym wieku niby już
        > mają za sobą pierwsze doświadczenia seksualne i piją wódkę na ławce, ale w nor
        > malnych okolicznościach przyrody to wciąż dziecismile

        Hej, hej ale przeciez nikt nie mowi, ze 13-latki maja byc zatrudniane full-time przy wyrebie lasu albo rozladunku wagonow z weglem! Mowimy o pracach jak najbardziej odpowiednich dla tego wieku: wyprowadzanie psa sasiadow raz czy dwa razy dziennie, koszenie/podlewanie sasiadce trawy raz czy dwa na tydzien (lub odsniezanie driveway w zimie), babysitting najczesciej znajomego dziecka/dzieci lub dziecka/dzieci znajomych/sasiadow etc. Od czegos trzeba zaczac i to jest wlasnie plus takich prac, ze zaczyna sie wczesnie gdy nastolatek strasznie chce byc juz dorosly i zarabiac swoja forse, gdy sama praca i zwiazana z nia odpowiedzialnosc sprawia frajde a przy okazji, cichcem, chylkiem ... te wszystkie pozytywne wartosci zwiazane z praca wsiakaja w delikwenta wink I gdy jako 15-16 latek aplikuje po raz pierwszy w lokalnym sklepie o prace kasjera czy robi kurs na camp counsellor albo trafia na trening do McDonald's to podjecie takiej part-time czy wakacyjnej pracy jest kolejnym etapem w rozwoju i mozliwoscia zdobywania kolejnych umiejetnosci a rowniez zrodlem kolejnych satysfakcji.
        Podobnie jak nie rozumiem argumentow, ze 6-latkom "zabiera sie dziecinstwo (!)" posylajac je do szkoly tak i nie rozumiem argumentow, ze nastolatki czy studenci "maja prawo" do wakacji bez pracy, "bo sie jeszcze w zyciu napracuja". Praca o jakiej tu mowimy to nie wyzysk czlowieka przez czlowieka tylko jeden z elementow wychowania i ksztalcenia osobowosci a przy okazji element ekonomiczny wazny dla wszystkich zainteresowanych (rowniez konsumentow o czym wspomniala wyzej Myelegans!). Dodam, ze prawie wszystkie znajome mi nastolatki nie tylko pracuja zarobkowo ale rowniez (a czesto przede wszystkim) udzielaja sie jako volunteers, bo z jednej strony MUSZA "odrobic" 40 godzin community services zeby moc skonczyc high school a z drugiej te, ktorym zalezy na pojsciu na uni czy w ogole "robieniu kariery zawodowej" traktuja to jako dodatkowe zrodlo wiedzy i umiejetnosci. I powtorze, im lepszy uczen, sportowiec, sensowniejszy nastolatek, tym wieksza pewnosc, ze pracuje part-time PLUS udziela sie jako volunteer zdecydowanie wiecej niz tych przepisowych 40 godzin!
        Zasmucajace jest traktowanie pracy jako niechcianego wysilku, przed ktorym "trzeba mlodych chronic jak najdluzej" - jak slowo daje, trudno mi zaakceptowac taka postawe! Oczywiscie, kazdy z nas ma obowiazki (rowniez w pracy), ktorych nie znosi i najchetniej by nie wykonywal ale ogolnie praca fajna sprawa jest i stopniowe obdarowywanie kolejnego pokolenia mozliwoscia zaznania satysfakcji (przeciez nie tylko finansowej!) z podejmowania pracy zarobkowej jest waznym darem jakim moga podzielic sie z dzieckiem rodzice i wychowawcy.
        • bramanka AMEN! 26.07.12, 13:49
          I luv you!
        • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:18
          Ciasteczkowa, całkiem zdurniałaś babo w tej Hameryce i nie znasz realiów.

          >wyprowadzanie psa sasiadow raz czy dwa razy
          > dziennie.

          Na ogół ludzie sami zajmują się swoimi psami, owszem zdarzają się (rzadkie) przypadki gdy sąsiad jest nie dość, że całkowicie samotny to jeszcze złamał nogę i nie ma jak wyprowadzić psa albo wyjazd wakacyjny, ale to właśnie raczej w trakcie wyjazdów wakacyjnych ktoś potrzebuje, a nie w trakcie roku szkolnego. Mam znajomych psiarzy i kociarzy i na ogół nie szukają płatnej opieki wśród nieletniej młodzieży sąsiedzkiej tylko zostawiają zwierzęta pod opieką członków rodziny którzy zostali w domu lub zaufanych znajomych osób. Na ogół jest to opieka nieodpłatna, na zasadzie pomoc przyjacielowi/komuś z rodziny.

          >koszenie/podlewanie sasiadce trawy raz czy dwa na tydzien (lub odsni
          > ezanie driveway w zimie)

          W mieście nie ma szans, tymi rzeczami zajmują się profesjonalne firmy wynajęte przez wspólnotę mieszkaniową (spółdzielnię) lub dozorca.
          Zresztą obecnie nawet mieszkańcy domów jednorodzinnych często też wspólnie składają się na profesjonalną firmę zajmującą się tymi sprawami.

          >babysitting najczesciej znajomego dziecka/dzieci lub
          > dziecka/dzieci znajomych/sasiadow

          Już widzę jak współczesna rozhisteryzowana na punkcie swoją maleństwa Mama (wiecie, traumy dziecięce i te sprawy wink ) oddaje swój skarb w ręce 15-latki zamiast poszukać starannie wybranej i ciągle dyspozycyjnej doświadczonej opiekunki.

          Poza tym Ciasteczkowa jak chcesz pomóc młodzieży daj ogłoszenie, że chcesz aby ktoś poduczył się Cię z powrotem dobrze polska mowa bo ciągłe wtrącanie słówek zagranicznych jest naprawdę irytujące.
          • 3.14-roman Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:42
            Taką jedną rzecz chciałem dodać do postu gazeci - nie wiem, jak to teraz wygląda, ale za moich czasów i w moich stronach takie usługi na rzecz sąsiadów jak pomoc przy dzieciach albo jakieś drobne usługi związane np. z trawnikami czy malowaniem płotów nie były realizowane w ramach pracy, ale zwykłej pomocy sąsiedzkiej, zazwyczaj za dziękuję albo szklankę herbaty. Nikt tego nie traktował jako pracy. Ot, pani Zocha musiała gdzieś wyjść, więc jej sąsiadka Krycha sama przychodziła do Zosinych dzieci albo wysyłała swoją córkę.
            W dużych miastach to inaczej wygląda, zresztą Pipidówka teraz też się zmieniła, ale pewnie na wielu wsiach i w małych miasteczkach jest to nadal realizowane na takich zasadach.

            Przyznam, że zdarzało mi się czasem zajmować cudzymi dziećmi - choć na innych zasadach. Mój kolega miał masę młodszego rodzeństwa, często rodzice wysyłali pędraki z nim, więc czasem z takimi siedziałem, zabawiałem, opowiadałem bajki, pomagałem w zadaniach domowych.

            Kurczę, ale ja mam naiwną rodzinę, mamy dużo drzewek owocowych, z pięknymi owocami (tata bardzo dba o te roślinki), a my to wszystko rozdawaliśmy za darmo, zamiast sprzedawać.


            • bi_scotti Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:52
              3.14-roman napisał:

              > Kurczę, ale ja mam naiwną rodzinę, mamy dużo drzewek owocowych, z pięknymi owoc
              > ami (tata bardzo dba o te roślinki), a my to wszystko rozdawaliśmy za darmo, za
              > miast sprzedawać.

              smile
              Mam sasiadow wloskiego pochodzenia a wiec namietnych ogrodnikow, od ktorych co roku dostaje pomidory, papryke, zucchini, czeresnie i wino domowej roboty, bo dostaje i juz. Odwdzieczam sie wysylajac meza do niekonczacych sie problemow z komputerem, z ktorym starsi panstwo probuja sie zaprzyjaznic od lat i roznie im to wychodzi wink
              Pomoc sasiedzka jest OK gdy jest sporadyczna i wtedy, oczywiscie nie ma mowy o placeniu za usluge. Ale jesli nastolatek ma pilnowac czyjes dzieci w kazdy wtorek i czwartek od 6 do 9 pm czy w kazda sobote od 11 do 4 pm, to trudno juz to nazwac sporadyczna pomoca, to juz wtedy zaczyna byc praca. Mnie sie to wydaje dosc oczywiste smile
              Jako nastolatka mylam okna i trzepalam dywany za pieniadze - znajomym sasiadom "za czekolade" albo ladny usmiech ALE juz znajomym tych sasiadow zdecydowanie za gotowke. I tez mi sie to wydaje dosc oczywiste, ze to wlasnie bylo tak.
              Jak wyzej - dla chcacego, nic trudnego etc.
            • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 16:00
              Ja dostałam na koniec pilnowania (przez pewien okres czasu przez 2-4 godzin dziennie) trzylatka sąsiadki bombonierkę smile Pokrzywdzona akurat się nie czułam, bo miło spędzałam czas z dzieciakiem, ale praca zarobkowa to nie była.
              Nie słyszałam też aby ktoś sąsiadowi za coś płacił, przysługi różne (takie nawet za jakie zwykle obcym się płaci) były realizowane na wymianę, za darmo albo czekoladki.
            • olena.s Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 23:39
              Pomoc sąsiedzka to jedno (pani Malinowska, niech mi pani dziecka przypilnuje pół godzinki, skoczę na róg po mąkę), a konieczność korzystania z usług zewnętrznych to drugie (drogie samotne matki, KTO przyprowadza wam dziecko z przedszkola?????). Jedno nie wyklucza drugiego, naprawdę. Ja w ramach sąsiedzkiej przysługi mogę zmieniać kotom kuwetę w czasie urlopu właściciela, ale na pewno nie będę codziennie wyprowadzać ich psa. Mogę poprosić sąsiadkę o wyłączenie piecyka, ale nie o tachanie zakupów ze sklepu. No, chyba że - jak u ciebie - jest to przyjaciółka, a ja mam powiedzmy skręconą nogę.
              Przypomniało mi się jeszcze że nieletni (ale być może powyżej 15 lat) zatrudniali się za tak zwanych moich czasów do roznoszenia mleka.
              Może teraz jakiś przedsiębiorczy dzieciak zacznie np. dostarczać na 7 świeże bułeczki w bloku?
              • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 10:57
                A książeczkę sanepidowską ów 7-latek ma (praca z żywnością)?
                Ja pilnowałam dziecka sąsiadów od 2-4 godzin przez pewien okres czasu (do czasu gdy zmiany w pracy babci dziecka która pomagała nie wróciły do normy), no kasy nie wzięłam ani nie oczekiwałam. Takie były czasy (sąsiadka samotna matka, nie przelewało im się).
                Inna sąsiadka (też samotna matka) naszej bandzie osiedlowej nieraz podrzucała swojego czterolatka jak wybieraliśmy się całą grupą do lasu, po kilku godzinach odstawialiśmy na miejsce bachora (całego i zdrowego, mimo że psy były, a napoje piło się z jednej butelki).
                Czy taka praca ma mniejszą wartość bo nie jest wynagradzana pieniędzmi? Nie, nie opiekowałabym się lepiej dzieckiem sąsiadki gdyby mi płaciła, wiedziałam że dzieciak to odpowiedzialność i pilnować jak oka w głowie czy się dostaje za to regularnie pieniądze czy pudełko czekoladek na koniec.
                • olena.s Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 13:51
                  Moralnie oczywiście praca bezpłatna, sąsiedzka, nie jest mniej warta. Wychowawczo zaś - to już jaki dzieciak komu się trafił: komuś może dobrze zrobi pomoc darmowa, nauka solidarności społecznej, a komuś potrzebne jest zrozumienie czym jest praca, jak ciężko zarabia się pieniądze. Zawodowo zaś, czyli w sensie korzyści perspektywicznych na pewno lepsza jest praca płatna, bo uczy obracania się w środowisku zawodowym.
                  • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 13:57
                    Ale praca zawodowa to praca na ogół legalna i tu mieści się w niej na przykład bezpłatny staż.
                    Z kolei praca nawet za pieniądze, ale typu zajmowanie się właśnie dzieckiem sąsiadki albo znajomej raczej średnio uczy obracania się w środowisku zawodowym, więc to raczej nie zależy od tego czy pobiera się pieniądze czy nie pobiera (chodzi o naukę obracania się w środowisku zawodowym) bo w tym przypadku lepszy jest bezpłatny staż w jakiejś instytucji czy firmie niż płatna opieka nad dzieckiem sąsiadki czy dorywcze mycie okien u znajomej.
                    • olena.s Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 14:42
                      Ktoś, kto wcześnie nauczył sie determinacji w poszukiwaniu płatnego zajęcia, opatrzył się rożnych pracodawców będzie bieglejszy i w szukaniu stanowiska nauczyciela. Bieglejszy od osób, które wszystko miały tylko darowane przez kochającą rodzinę. Ktoś, kto nauczył się zarządzać zarobioną własnym potem pięćsetką, lepiej poradzi sobie po pierwszej wypłacie.
                      • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 15:31
                        W teorii tak to wygląda, w idealnym świecie gdzie każdy ma mniej więcej ten sam charakter, te same zdolności, obraca się w mniej więcej tym samym środowisku, w praktyce osoby z natury rzutkie i przedsiębiorcze poradzą sobie niezależnie od tego czy będą pracować od 15 roku życia czy pierwszą pracę znajdą dopiero po 20-tce.
                        Zaś mniej przedsiębiorcze i mniej zaradne nie zrobią wielkiej kariery tylko dlatego, że w wieku 13 lat zbierały maliny, a od 15 roku życia regularnie roznosiły ulotki.
                        To ostatnie wiem nie z teorii, bardzo bliska osoba z rodziny (niestety właśnie taka mało przebojowa, mało zaradna, choć pracowita, naiwna choć ma dobre serce przy tym) pracowała od 13 roku życia, obecnie ma powiedzmy bliżej 40-stki (cały czas ciąg różnych prac w między czasie, na bezrobociu może raptem dwa miesiące).
                        Znam też faceta po politechnice, który dopiero po ukończeniu studiów podjął pracę i ma się świetnie, robi karierę i świetnie zarabia (obecnie sam zatrudnia ludzi).
                        A para "gnojków" co wymyśliła Naszą Klasę? Mają tyle kasy co przeciętny Kowalski nawet pracując od 12 roku życia tyle nie zarobi przez połowę życia.
                        Życie nie jest ani sprawiedliwe ani proste, nie działa na zasadach algorytmów - jak każdy będzie robił tak i tak (na przykład podejmował/ nie podejmował pracy od 15/20/30 roku życia) to osiągnie sukces i świetnie będzie sobie radził.
                        Z zarządzaniem pieniędzmi też bywa różnie, miałam bardzo podobną sytuację zawodową, rodzinną z jedną z koleżanek, ja pieniądze na cały miesiąc swobodnie rozkładałam, starając się oszczędzić coś (na tyle na ile to było możliwe), ona wypłatę potrafiła w ciągu dwóch dni (może niecałą, połowę, drugą połowę później, ale też szybko) wydać dosłownie na bluzki i kosmetyki (ani u niej ani u mnie się nie przelewało i finansowo ani ona ani ja nie mogła liczyć na pomoc rodziny), a potem pożyczać po ludziach (u mnie też).
                        • olena.s Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 15:57
                          Pozwolę sobie zostać przy swojej opinii.
          • olena.s Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 23:46
            Strasznie wielu rzeczy w Polsce się nie da, co?
            Ja tam w swoim bloku (duzy, dość nowy) miałam sąsiadów głównie młodych, zaharowanych, niekoniecznie wracających z wywieszonym ozorem o punkt 16. Sądzę, że byliby chętni na popołudniowe wyprowadzenie psa... I babysitting to jest dorywcza opieka, nie stała: nie mówię, że oddałabym noworodka w ręce 13 latki, ale przedszkolaka/młodszoszkolniaka na trzy godziny wieczorem, kiedy chcę wyskoczyć do kina - jak najbardziej.
            Myslę, że gdyby jakaś nastolatka wywiesiła ogłoszenie, że zajmie się dzieckiem w takim przypadku, i gotowa jest przedstawić referencje od nauczycielki, że sumienna i poważna, to tez by na moim osiedlu znalazła chętnych.
      • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 15:26
        Czy możesz mi powiedzieć co robi w owej firmie wysyłkowej i jakie trzeba mieć doświadczenie aby pracować na owym stanowisku i zbijać taki hajs jak ona?
        Pytam poważnie i nie złośliwie.
        • yoko0202 jasne 27.07.12, 12:13
          gazeta_mi_placi napisała:

          > Czy możesz mi powiedzieć co robi w owej firmie wysyłkowej i jakie trzeba mieć d
          > oświadczenie aby pracować na owym stanowisku i zbijać taki hajs jak ona?
          > Pytam poważnie i nie złośliwie.

          wsadzili ją do działu zbierania/potwierdzania/powiększania zamówień (oni nigdzie nie dzwonią, jak pójdzie reklama w radiu, tv, gazecie to tylko odbierają tel. i czat od klientów)
          nie miała kompletnie żadnego doświadczenia - okazało się, że radzi sobie świetnie, potrafi namówić ludzi na kolejne zestawy + powiększone zestawy + kilka innych produktówsmile wyłącznie kwestia wyczucia i bezbłędnego prowadzenia rozmowy z klientem, jednoczesnego obsługiwania czatu + 2 klientów na linii tel. itp.
          podstawy wszyscy mają jakieś 1700 miesięcznie, prowizji niektórzy starzy wyjadacze i 8 tysięcy i więcej, Ci z największymi prowizjami szkolą regularnie młody narybek.
          jasne, to nie jest robota dla wszystkich
          ja przyznaję się z góry i szczerze, że nie dałabym rady, córa czuje się tam jak ryba w wodzie
    • naomi19 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 20:52
      Zaczęłam udzielać korepetycji mając 16 lat, miałam własne pieniądze, zbiarałam jakieś tam doświadczenie, kontakty. Nie żałuję absolutnie. Sama będę zachęcać córkę, by wcześnie zaczęła zarabiać, by poznała wartość pieniądza, aby wyrobić w niej nawyk pracy.
      • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 22:08
        Myślisz, że jeśli córka zacznie zarabiać dopiero po swoich 18 urodzinach albo podejmie pierwszą pracę dopiero powiedzmy mając 20 lat to będzie to straszna porażka wychowawcza i nie nauczy się etosu pracy i szanowania pieniędzy?
        • naomi19 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 23:25
          Nie wiem, pewnie nie. chciałabym jednak, żeby zaczęła zarabiać trochę wcześniej. Kieszonowe oczywiście też będzie dostawać, ale praca to praca, chyćby 1 godz tygodniowo, choćby w wakacje (kelnerowanie, zbieranie owoców, ulotki), choćby wyprowadzanie psa sąsiadów. U mnie to akurat były korepetycje, to było dla mnie najlepsze rozwiązanie.
    • rosapulchra-0 Re: pracująca młodzież? 26.07.12, 23:43
      Moje córki chcą iść gdzieś i wakacyjnie zarobić, np.: w McDonaldzie, ale ja nie mam na to zgody. Podwyższyłam im kieszonkowe. Po prostu uważam, że są w takim wieku, że nie muszą, a nawet nie powinny pracować.
      • bramanka Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 00:42
        ale dlaczego nie powinny? ile maja lat?
        • evee1 Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 02:50
          Nie wiem ile lat maja dzieci Rosy, ale tez nie rozumiem tego bronienia dzieciom zarabiania wlasnych pieniedzy. I jaka jest granica - chodzenie do szkoly? 18 lat? Student moze juz pracowac czy nie? A moze nawet powinien? I czy ma sens praca studenta nie zwiazana z kierunkiem studiow?
          • kolpik124 koszenie trawy 27.07.12, 07:48
            Czytając wątek, to zajęcie urasta do rangi fetyszu wśród zwolenniczek pracy dziecięcej.

            Oczywiście, tego że jest wykonywane przy pomocy niebezpiecznego urządzenia, przy którym wypadków jest całkiem sporo, o tym już nie wspominają big_grin
          • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 11:15
            Ale nie o to chodzi, cała sprawa rozbiła się o to, że niektóre panienki (dziwnym trafem wszystkie na stałe od lat mieszkające poza Polską, zatem w innych realiach, z innym prawem pracy, innym szkolnictwem itd.) nie rozumieją, że w trakcie roku szkolnego (nie piszę o wakacjach) jest dość ciężko i trudno pogodzić pracę z chodzeniem do szkoły oraz dość trudno (jak się nie ma bogatych rodziców mających różne znajomości) znaleźć legalną pracę, każdy raczej szuka dyspozycyjnego pracownika, z kolei na weekendy głównie zatrudnia się studentów (widziałam wiele takich ofert) a nie 16-latków których można zatrudnić, ale pod różnymi obostrzeniami niekoniecznie możliwymi do utrzymania na danym stanowisku.
            • yoko0202 to się zgadza 27.07.12, 12:25
              typowe prace dostępne dla nastolatków w juesej, anglii czy innej australii raczej nie są dostępne dla nastolatków w PL, 15 czy 16 latków u nas po prostu raczej się nie zatrudnia w marketach, macdonaldach czy tego typu przybytkach, trawników do koszenia i psów do wyprowadzania to ci u nas jak na lekarstwo, na opiekunki do dzieci raczej preferuje się typ 'babciny' itp itd.

              widzę, że łatwiej w mniejszych miasteczkach - sąsiad bierze chłopaczków do zrywania wiśni itp itd. ale w takiej stolycy tak z marszu to chyba głównie ulotki, moja szukała dużo wcześniej i nic nie było sensownego, jakieś ewentualnie durne promocje w supermarketach, i to zwykle po drugiej stronie miasta.
              • naomi19 Re: to się zgadza 27.07.12, 13:57
                Nie macie w stolycy restauracji?
                • gazeta_mi_placi Re: to się zgadza 27.07.12, 14:12
                  Restauracje chętnie zatrudniają osoby pełnoletnie, gdzie nie ma obostrzeń takich jak w przypadku nieletniego. Wiadomo, czasem się oszukuje i do końca nie jest zawsze legalnie, ale w razie wpadki jednak mniej jest kłopotów gdy pracownik jest jednak pełnoletni niż niepełnoletni.
                  Przyznam, że nie wiem jak obecnie, ale za moich czasów gdy jako 17-latka (do pełnoletności brakowało mi roku) szukałam pracy w restauracji wszędzie (tam gdzie dzwoniłam z ogłoszenia) mówiono, że szukają osób pełnoletnich, w końcu gdy miałam gdzieś zadzwonić i nie zawracać komuś niepotrzebnie długo czasu, od razu mówiłam że mam tyle lat, we wszystkich przypadkach ze względu na mój wiek dziękowano (piszę o branży restauratorskiej).
                  • naomi19 Re: to się zgadza 27.07.12, 22:07
                    Jak byłam ostatnio w knajpie, to same młodziuteńkie dziewczyny jako kelnerki, widać, że zatrudnione na wakacje (jak stała obsługa na wakacjach), zresztą jedną znam. Sąsiadka młodziutka roznosi ulotki, widziałam. Bardzo mądra dziewczyna, bywa w naszej lokalnej gazecie co jakiś czas, taka zdolna a i na pracę znalazła czas (to tak zazwyczaj bywa, że wystarczy chcieć). Obydwie z bardzo porządnych rodzin, z pewnością nie było konieczności dodatkowej pensji.
                    • gazeta_mi_placi Re: to się zgadza 27.07.12, 22:21
                      Jak z "porządnych rodzin" to nie dziw, że etacik drobny w lokalnej gazecie się znalazł wink
                      Podobnie mamy w krakowskiej GW (może niekoniecznie nastolatki), sami krewni i znajomi królika.
            • naomi19 Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 13:56
              Ja mieszkam i mieszkałam w Polsce, więc pudło.
              Wcale nie jest trudno. 2 razy w tygodniu przeznaczałam po 2 godziny. To było po prostu 4 godziny telewizji/komputera tygodniowo mniej. Nie przeszkodziło mi to ani w nauce- matura ze średnią 5,0 ani w kontaktach towarzyskich, więc nie dramatyzuj.
              Moje dziecko będzie pewnie miało jeszcze więcej zajęć niż ja miałam (w sensie zajęć pozalekcyjnych) i spokojnie też da radę.
              • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 14:06
                A jak się zbuntuje i powie, że owszem będzie pracować, ale nie w ciągu roku szkolnego tylko podczas wakacji? To będzie naprawdę prawdziwy dramat?
                Poza tym dzieci są w różnym stopniu zdolne, jednym wystarczy chwilka nad książką i bez większych problemów mają dobre oceny, zaś inne aby wyciągnąć na ledwie trójkę muszą naprawdę posiedzieć długo nad książkami.
                To, że komuś nauka przychodzi w miarę szybko i łatwo nie oznacza, że innym też.
                Moja siostra uczyła się kiedyś razem ze swoją koleżanką z tej samej klasy (miejscowe liceum, ale dobre), koleżanka (nieimprezowa kompletnie dziewczyna) miała duże problemy z utrzymaniem się w tym liceum (nie ze wszystkich przedmiotów, ale z kilku), siedziała nad książkami i ledwie wyrabiała na mierny, a czasem i gorzej.
                Leniwa nie była. Ostatecznie przeniosła się do szkoły zawodowej (mimo, że walczyła o utrzymanie się w tamtym liceum), nie dała rady.
                Łatwo pisać o piątkach na maturze jak się jest zdolnym i nauka wchodzi łatwo.
                • naomi19 Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 22:13
                  Przede wszystkim moja córka nie będzie się niczemu buntować, bo jej nie będę do niczego zmuszać. To będzie tylko i wyłącznie jej decyzja, natomiast korzyści z pracy są tak duże- przede wszystkim ogromna satysfakcja- ze wątpię, by sama nie chciała.
                  Nie wiadomo, jak moja córka poradzi sobie w szkole, to dopiero za 2 lata, ale jak na razie rozwija się bez zarzutu, wręcz w wielu aspektach wyprzedza rówieśników, mogłaby już dawać korepetycje po przedszkolu z literek i cyferek swoim słabszym kolegom big_grin Pomyślę nad tym smile Zus by się jej opłaciło i lata pracy leciały wink
              • gazeta_mi_placi Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 14:13
                Jaka to była praca, że pracodawca zgadzał się na zatrudnianie ledwie na dwie godziny i to nieletniej?
                • naomi19 Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 22:14
                  Przecież pisałam, że korepetycje.
        • rosapulchra-0 Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 23:39
          Mają czas na pracę. Teraz dla nich najważniejsza jest nauka. Mają 17, 16, 15 lat.
    • rubia88 Re: pracująca młodzież? 27.07.12, 23:05
      nie rozumiem, czemu niektórzy tak się podniecają pracą od najmłodszych lat.

      ja bardziej jako nastolatek niż rodzictongue_out pracować zaczęłam na studiach, wcześniej szczerze mówiąc ten pomysł nie przyszedł mi do głowy, rodzice również nie naciskali. praca w wieku nastoletnim wcale nie jest wyznacznikiem nauki gospodarności i oszczędzania - świetnie sobie radzę. i bardzo się ciesze, że nie musiałam pilnować dzieci sąsiadki ani rozdawać ulotek - niby w czym to ma tak nastolatka rozwijać? lepiej już poczytać książkę lub uprawiać jakiś sport - będzie większy pożytek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka