nie sadzilam ze mozna tak pokochac gryzoznia - swinke morska. Mielismy 2 swinki , bardzo do siebie przywiazane, wesole. Tak bardzo przywizane ze gdy chodzily to ta co odeszla musiala dotykac nosem pierwszej myszki. Miala charakterek, nie wiem czy wszystki rozetki sa takie, podczas gdy drugiej krotkowlosej zawsze wszystko pasuje, tamta - wyraznie miala swoje zdanie.
Obie wskakiwaly nam na kolana, gdy siedzielismy przy nich. Uwielbialam ich popiskiwanie gdy otwieralam lodowke, gdy wychodzilismy na taras, gdy rano maz wstawal do pracy glosno domagaly sie jedzenia
I nagle jednej nie ma, umarla wczoraj w nocy
Druga swinka siedzi cicho w swoim domku, 12 godzin przesiedziala w jednym kaciku klatki, szpinaku nie chciala jesc, a to jej ulubione jedzonko, nie slyszalam jej glosu od 2 dni
Corka na upartego pyta, kiedy swinka wrocil gdzie jest ,a ja na upartego odpowiadam ze nie wroci, ze juz umarla i tak czasami dzieje ze ze zwierzakami. Wieczorem , przed snem tez plakala ze ona tak kochala te swinke, teskni.
Wiem ze musimy kupic/adoptowac swinke dla tej co zostala, ona nie bedzie potrafila zyc samotnie.
Straszny jest moment gdy ukochany zwierzak odchodzi