Młodzieniec (lat 13) z koleżanką (lat 14) chce pływać w morzu bez mojej opieki. Doskonale rozumiem potrzebę pluskania się z koleżanką bez ojcowskiego oka na plecach, ale jednak bezpieczeństwo cenię wyżej. Gdyby była ich trójka-czwórka, a nie tylko dwoje, i to było jezioro, nie morze, to pewnie bym się zgodził. Ale morze bywa zdradliwe i nie do końca wierzę, że w razie niebezpieczeństwa byliby w stanie pomóc sobie nawzajem, a już na pewno, że mniejsza i słabsza dziewczynka zdołałaby pomóc mojemu synowi. Obecność ratowników mnie nie uspokaja, bo to jednak spory obszar do doglądania, a moje geny są zbyt drogocenne, żeby je tak rzucać na pastwę losu.

Mama dziewczynki się zgadza, więc tylko ja wychodzę na nadopiekuńczą kwokę. A Młodemu trzeba oddać, że pływa dobrze i jest rozsądny. Zgodzilibyście się? Pozwalacie swoim dzieciom pływać samemu? Pod jakimi warunkami?
Aha, żeby nie było, że trzymam dzieciaka przy nodze i puścić nie chcę – włóczyć się może z koleżanką, ile chce, nie pozwalam tylko włazić do wody pod moją nieobecność.