Bardzo długo zastanawiałam się, czy zakładać ten wątek. Od razu proszę o wyrozumiałość, bo sprawa jest dla mnie bardzo ważna i, cóż, osobista. Ale kto mi pomoże, jak nie ematki?
Mam 25 lat. Mam kochającego, "normalnego" faceta. Oboje pracujemy - praca stabilna, dochody na wystarczającym na bezstresowe życie poziomie, ale myślę, że bez luksusów. Mamy mieszkanie 2-pokojowe mieszkanie (tak, na kredyt). Ja od października rozpoczynam studia III stopnia. Jestem zdrowa - tj. mam dobre wyniki badań ogólnych, nie choruję na nic przewlekłego.
I coraz częściej myślę o dziecku. W zasadzie myślimy, bo sporo o tym z chłopakiem rozmawiamy. Do tej pory chciałam zacząć starania w 28. roku życia, czyli za jakieś 3 lata. I tu zaczyna się problem - mam kilka koleżanek, które mają 30. i trochę więcej lat i "też" odkładały decyzję o macierzyństwie. Twierdzą, że może nie żałują, ale teraz, kiedy albo mają spore problemy z zajściem w ciążę, albo czekały na to "za długo" i już były zaniepokojone, to dwa razy by się zastanowiły. I ostrzegają, przestrzegają, no wiecie - "ja też czekałam i widzisz".
Obiektywnie nie mam żadnych "przeciwwskazań" - studia skończone (te "podstawowe"), sytuacja finansowa stabilna, mieszkanie jest, dwie pary przyszłych dziadków gotowe (deklaratywnie oczywiście) do pomocy. Ale ja w głowie nie jestem gotowa. Boję się ciąży, boję się porodu, boję się tego, jak moje ciało będzie po ciąży wyglądało (wiem, wyjdę na próżną), a przede wszystkim boję się zmiany życia i ogromnej, nieznanej mi do tej pory odpowiedzialności.
Na końcu postu powinien być znak zapytania

ale nie wiem, czy będzie. Czy możecie mi coś poradzić? Czy miałyście podobne obawy, jak sobie z tym poradziłyście? Z jednej strony chciałabym, żeby nasze dzieci były planowane, ale ostatnio coraz częściej myślę, że może łatwiej będzie, kiedy "los" zadecyduje za nas?