alvina83
03.10.12, 17:55
Dziewczyny, jestem coraz bardziej zdesperowana, chce sie wygadac... Zastanawiam sie, jak zdecydowac sie na dziecko w dzisiejszych czasach, zwlaszcza w mojej sytuacji..
Jestesmy nieco przed 30tka. Pracuje, nie zarabiam wcale tak zle. W rodzinnym miasteczku-60tys i maleje, zerowe perspektywy na prace- mam malutenka kawalerke, ktora wynajmuje od kilku lat, a z partnerem mieszkamy w wiekszym miescie oddalonym 400 km od rodzinnego i wynajmujemy tam dla siebie wieksze mieszkanie- w mojej kawalerce trudno mi sobie wyobrazic dwie osoby.
Od jakiegos czasu bardzo chce miec dziecko, moj partner jest na tak. No ale stalo sie: na poczatku roku stracil prace i od tamtej pory nic nie moze znalezc. Szuka intensywnie, rowniez za granica, takze pracy znacznie ponizej kwalifikacji, ma kilka rodz. Cv w zaleznosci od oferty, chodzi na kursy organizowane przez UP, zapisal sie na angielski.. W miedzyczasie stara sie rozpoczac wlasny biznes z kolega, ale wiadomo na poczatku kokosow z tego nie bedzie, o ile w ogole...Naprawde sie stara jak moze, chociaz widze, ze momentami opada z sil, czasem czuje sie jak pol czlowieka... ale ma energie, budzi sie przed 8am, zasypia po polnocy...nie siedzi przed TV z puszka piwa...ja tez mu pomagam jak moge i kiedy on szuka pracy w terenie, ja wysylam mu CV przez internet. Czasem jakis kumpel mu nagra kilkudniowa fuche..jak na razie radzimy sobie jakos z jego zasilkiem, ktory zaraz sie skonczy+ moja pensja, posilamy sie tez jego pojedynczymi pracami od znajomych.
Plakac mi sie chce, bo jak w takiej sytuacji zdecydowac sie na dziecko?! Marzylam, ze zajde w ciaze w wieku 30-31 lat, coprawda mam jeszcze 2-3 lata, ale i tak sie martwie, ze sytuacja sie nie zmieni- w Hiszpanii, gdzie mieszkalismy przez kilka lat i znamy jezyk juz nie ma pracy, w Polsce tez coraz gorzej...Jestem zalamana i rozzalona, nie widze zadnego rozwiazania, kiedy mysle co by sie stalo, gdybym zaszla teraz w ciaze- stosuje antykoncepcje- to mi sie plakac chce. Nie mielibysmy nawet na nianie, rodzice by nam nie pomogli; nie ukrywam, ze jego sie nie nadaja, a moi, oprocz tego, ze mieszkaja 400 km od nas, to wciaz sa bardzo aktywni, pracuja, maja wlasna dzialalnosc gospodarcza czyli musza pracowac itp. Na pewno od czasu do cszasu by rpzyjechali pomoc, widze jak sporadycznie pomagaja mojej dzieciatej siostrze, takze finansowo (mieszka tez 400 km, ale w druga strone). Nie mowiac o ttym, ze chcialabym dziecku zapewnic godny byt, zeby mialo wszystko, co potrzebne, a nie wydzielac grosz po groszu... Od kiedy narzeczony stracil prace zyjemy oszczednie, on od razu rzucil palenie, ograniczylismy wyscia do minimum, np. kina tylko gratisowe, kolacja w knajpie z okazji rocznicy, nic wiecej, nie kupujemy sobie ubran, wiec jestesmy w stanie nawet w tej trudnej sytuacji cos tam oszczedzic, ale tak czy inaczej to nie rozwiazuje moich watpliwosci
Chcialam sie wygadac tylko, ze wreszcie, po tylu watpliwosciach jestem pewna, ze chce miec dziecko i akurat nie moge z powodow niezaleznych ode mnie. Jestem rozczarowana sytuacja ekonomiczna kraju i swiata, moze nie rozumiem za bardzo tych procesow, bankow centralnych itp, ale widze w jaki sposob dotyka to MNIE. Plakac mi sie chce codziennie, jak widze malutkie dziecko, jak widze jakas szczesliwa pare z wozkiem.