Ale jestem wściekła!!!
Mieszkam w bloku, że tak powiem, "na poziomie"

Czyli recepcja na dole, ochrona itd. Klatki czyściutkie, pachnące. Sąsiedzi się nie znają, każdy żyje w swojej skorupie. Wózek od dwóch lat stoi na klatce, koło moich drzwi. dodam, że klatka szeroka i nikomu nie przeszkadza ten wózek. Na klatce mieszka młodzież ok.30-40, wszyscy bedzietni. Witamy się i nic więcej.
No i dziś wyszłam na godzinę do lekarza, wracam,a wózka nie ma. Poleciałam na recepcję, była pan z zastępstwa, głowny ochroniarz wyszedł na chwilę.Stwierdziałam, że zanim obejrzę nagrania monitoringu, poszukam gdzieś między klatkami.
I co się okazało? Spotkałam panią, która sprząta, szła do mnie, żeby powiedzieć, że znalazła w garażu podziemnym mój wózek! Kojarzy mnie, więc się odrazu skapnęła.
Komu jest potrzebne robić coś takiego? Rozumiem, że moje dziecko codziennie wstaje o 5,czasami płacze,ale robienie czegoś takiego z wózkiem, nie zmieni okresu przejściowego u mojego dziecka.
Dodam, że bardzo dbam o komfort sąsiadów, żeby dziecko nie stukało,nie krzyczało itd. Chociaż sądzę, że tak bardzo nie słychać, bo sąsiad ma małego psa, co tak szczeka głośno w wysokiej tonacji i ja ten dzwięk ledwo słyszę.
Jednym słowem się wściekłąm i nie wiem co dalej zrobić?Czy nic nie robić, olać gnoja?