Dodaj do ulubionych

Tak mi ciężko..

03.11.12, 23:05
Witajcie. Dla jednych wyda to się dziwne i głupie ale do rzeczy.,,
Mój psiak , mój przyjaciel 8 letni poważnie zachoroował;-0
3 miesiące temu miał ślinotok ,zaburzenia równowagi itp. Okazało się że to wylew krwi do mózgu , paraliż. Dostaliśmy lekarstwa które zatrzymały chorobę. Mordka została wykrzywiona ale funkcjonował super. Nic jej nie bolało , była pogodna itp.
Do poniedziałku... Opadła jej powieka , znów ślinotok. zabrałam ja szybko do weta i jest przypuszczenie że to znów wylew. Dostała silne leki ale tym razem nie pomogły;-/
Weterynarz przypuszcza że może to być guz mózgu;-/
Czekamy 3 dni i zobaczymy , jeśli po tych lekarstwach nie przejdzie, wykluczamy wylew i to jest prawdopodobnie guz;-/
Sam tomograf kosztuje 1000zł, ale mój lekarz powiedział że operacji się nie podejmie.
Dodam tylko że nasz wet jest najwspanialszym wetem jakiego znamy. Jeździmy z nim uwaga ;;500 km w jedną stronę(Wrocław). Ufam mu w 100% i nie zamierzam szukać nikogo innego. Powiedział mi tylko że inni lekarze chętnie podejmują się tego typu operacji bo to dobry początek do pracy doktorskiej ale po kilku tygodniach męczarni pies zdycha i naprawdę niepotrzebne sa mu te męczarnie..
Sedno sprawy,,
Jak poradzić sobie z bólem po odejściu?
Ta psina jeste ze mną od ponad 8 lat. To ona była pierwsza , poźniej był maż, dzieci itp.
Ona była zawsze przy mnie.
Do niedawna byłam za eutanazją ( tak wiem , w Polce to niepoprawne głośno o tym mówić) , ale nie rozumiałam ludzi którzy na siłę przedłużają bliskim życie w męczarniach gdy ci zapewne chcieli by zakończyć ten żywot..
Do dziś,, jak stoję przed tym dylematem. Nie chcę jej usypiać, ale nie chcę jej przedłużać cierpienia..
Nie wyobrażam sobie tego dnia.. od zastrzyku to trwa do 5 min i pies wygląda jakby spał.
Serce mi pęka.
Obserwuj wątek
    • ma2ma Re: Tak mi ciężko.. 03.11.12, 23:19
      Kilka lat temu przechodziliśmy podobny okres. Nasz seter irlandzki mial raka-na początku mała kulka, która rosła i rosła. Za wszelką cene chcieliśmy ja uchronić i pozwoliliśmy na operację-pomogło na 2 miesące wakacji. Potem przerzuty i mała znów chora. Tym razem lekarz powideział nam, że juz nic nie będzie robił, bo nie ma sensu, aby pies tak cierpiał. Biliśmy się strasznie z myślami, czy ja uśpić. I mimo tego, że widziałam z każdym dniem, że jest coraz słabsza, to nie potrafilam ja i mąż podjąc tej decyzji-czekaliśy na cud? nie moglam powiedzieć to koniec, zabrać jej do weterynarza i pozwolic na uspienie, bo ona patrzala nam w oczy i mimo jej bólu cieszyła się na nas. Nie uśpiliśmy jej ...odeszła sama rano-teraz po tych latach wiem, że to był błąd-nigdy więcej nie pozwoliłabym, aby moje zwierzę cierpialo, bo owszem udałao się-wakacje jeszcze spędziął z nami na spacerach, szukaniu grzybów, zabawie itd...ale potem bardzo bardzo cierpiała i szkoda mi tego cierpnienia. Jeżeli nie ma warunków do leczenia i żadnej nadziei pozwól mu odejść...ciężko-bo przecież patrzy, bo oddycha, bo to twoj przyjaciel-ale czy łatwo parzeć jak cierpi???
    • ala_willa Re: Tak mi ciężko.. 03.11.12, 23:23
      bardzo Ci współczuję, nie wiem jak sobie poradzić po śmierci psa, moją suczkę musiałam uśpić wiele lat temu, do dziś boli. rok temu kupiłam psa, który okazało się, że był chory, szczenię odeszło w ciągu tygodnia, do dziś cierpi cała nasza rodzina. pól roku później kupiłam psa, trzęsę się nad nim, jest zdrowy i oby przeżył z nami wiele lat, bardzo go kochamy.
      rozumiem, że jeździsz 50 km do weterynarza (nie 500), moze jesczze skonsultowałabyś z innym lekarzem? mogę Ci polecić doktora Roberta Gruszkę na partynickiej we wrocławiu.
      trzymaj się jakoś, wiem jak bardzo jest wtedy ciężko..
      • kleusia13 Re: Tak mi ciężko.. 03.11.12, 23:44
        nie, nie pomyliłam się , robię 500km w jedną stronę . Mieszkam za granicą i jak coś się dzieje to wsiadam w auto i po 6 godzinach jestem we Wrocławiu. Nie spałam prawie 40 godzin. Ludzie czasami mówią że jestem głupia , ze dla psa by tego nie zrobili.. Ja ją naprawdę kocham na rowni z moimi dziećmi! Kiedy jeszcze mieszkałam w Polce Wrocław był oddalony od mojego miasta rodzinnego 100km , i mimo że tu mamy dużo wetów ( u każdego byłam) to dopiero we Wrocławiu znalazłam naszego Dr Housa. Ufam mu w ciemno. Znajomi mi opowiadali że on nie wstydzi się przyznać czasmi do niewiedzy i potrzebuje konsultacji ( Akademia Rolnicza we Wrocławiu) albo siedzi i studiuje całą noc aby uratować psiaka..
        • zonajana Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 00:02
          Wspolczuje.

          Dokonianie decyzji o zakonczeniu cierpienia zwierzecia jest cholernie trudne. Mega egoistyczne jest trzymanie zwierzaka przy zyciu, w mekach. Decyzje musisz podjac sama i cholernie wspolczuje dramatu, bo sama go 2 razy w ciagu ostatnich dwoch lat przezywalam.
          Jeden moj kotek mial niewydolnosc nerek, i jako alternatywe uspienia mielismy codzienne zastrzyki, dializy, zakaz wyjazdu z domu na wiecej niz 24h. Drugi kotek mial chorobe genetyczna, nieuleczalna, cos z rodzaju bialaczki. Za kazdym razem plakalam i plakalam i plakalam....
    • kosmitka06 Też cierpię... 04.11.12, 00:11
      1,5 tyg temu prawdopodobnie samochód potrącił mojego kotka. Ma złamany kręgosłup (ost odcinek) i miednicę (nóżkę z jednej strony), ogon bezwładny. Co prawda kuleje ale chodzi (teraz ma zakaz i jest trzymany w klatce).
      Poza tym nie ma czucia, mocz i kał oddaje bezwładnie. Co do moczu musimy my wyciskać pęcherz. Jest mi go żal, ale mruczy i jest wesoły. Lekarz powiedział że czekamy (nawet do 3 mies) ale się zastanawiam czy po prostu nie chcą zbić na nas kasy, drugi wet powiedział że są marne szanse aby kotek odzyskał czucie.
      Co chwilę jest w czymś ubabrany, nie można wyjść z domu na dłużej niż 4h bo jak nie picie to jedzenie, to lekarstwa itp.
      Mąż powiedział że lepiej byłoby go uśpić ale nie chcę nawet o tym myśleć.
      Żal mi go ale z drugiej strony widzę że ma chęci do życia.

      Tak mi smutno crying
      • fragile_f Re: Też cierpię... 04.11.12, 10:49
        Kosmitko, poczekaj!

        Moja mama ma kota, ktory mial zlamany kregoslup. Bezwladne tylnie lapki, brak czucia, tez mocz trzeba bylo wyciskac. Mama cwiczyla mu lapki, masowala itp. Minal rok a kot zaczyna wskakiwac na lozko smile Pomogly mu inne koty, nie mial taryfy ulgowej a chcial sie z nimi bawic smile Co prawda nie chodzi normalnie, tylko kuleje, ale w porownaniu do tego co bylo jest super. Przestal posikiwac, nie korzysta jescze z kuwetki, ale nie brudzi podlogi. Daj mu szanse!
        • kosmitka06 Re: Też cierpię... 05.11.12, 08:25
          Dzięki za pocieszenie smile
          Oczywiście że dam mu szansę, naprawdę kiedy już nie będzie ratunku to crying Ehh... nie chcę nawet o tym myśleć crying

          Mój chodzi, ma złamaną tylnią część kręgosłupa- od ogona, czyli ogon totalny bezwład. No i tylko to nietrzymanie i problem z wypróżnianiem pęcherza. Wyciskamy go i chyba zaczyna powoli coś czuć bo po 1. zaczyna się wyrywać- a wcześniej właściwie nie wiedział co się z nim dzieje a po 2. widzę że wchodzi do kuwety jednak bez rezultatu- ale ja się cieszę i z tego wink
          Poza tym mruczy i ma ochotę zwiać jak tylko widzi taką możliwość- trzeba naprawdę go pilnować wink

          Wielkie dzięki kiss
          • dorotakatarzyna Re: Też cierpię... 05.11.12, 15:56
            Wiesz co, mój kot kiedyś utknął w oknie - sparaliżowało go od pasa, cały tył. Lekarz kazał czekać, myśleliśmy że nie da się go uratować. Nie kontrolował wypróżniania, czołgał się, cały tył był jak martwy. Po trzech miesiącach zaczął powoli poruszać łapkami, po sześciu biegać i skakać. Minęło 9 lat, kot jest idealnie zdrowy. Daj swojemu kotu szansę!
            • kosmitka06 Re: Też cierpię... 06.11.12, 11:11
              Oczywiście że dam, musiałabym zdrowo na głowę upaść aby zrobić coś takiego!
              Puki co kot popsikuje do kuwety, i od wczoraj wchodzi do niej dość często wink Jestem taka szczęśliwa big_grin
    • e_r_i_n Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 00:47
      Współczuję.
      Wiem, jak nam w rodzinie było, jak niedawno musieliśmy uśpić szczurka, który był z nami 'tylko' 2 lata.
      Psa mamy od 9 miesięcy i już przywiązanie ogromne.
      Trzymaj się.
    • 18lipcowa3 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 09:08
      Dzizasss na siebie na leczenie tyle byś nie wydała.. 800zł, 1000 na tomograf, jeżdzenie .
      Nie warto. Uspić psa.
      • e_r_i_n Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 09:23
        Na leczenie ludzie wydają, ile mają. Często duuuużo więcej, niż kilka tysięcy.
        Skoro ona ma, to na psa też wyda.
        Rozumiem, Lipcowa, że nie rozumiesz uczuć, które można mieć do zwierząt. Ale to nie znaczy, że Ci, co jej mają, mają jakiś problem.
        (i nie wyjeżdżaj przypadkiem z tym, że zwierze ważniejsze, niż człowiek, itd. Bo nie jest ważniejsze, raczej prawie równie ważne).
        • 18lipcowa3 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 10:06
          W opisu tego psa widać, że najbardziej ulży mu sen wieczny.

          • miaowi Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 10:15
            Ja pier... No pewnie tak, ale to nie zmienia faktu, że decyzja jest cholernie ciężka. Moi rodzice w zeszłym tygodniu musieli uśpić 20-letniego kota. Widzę, jak ciężko im się pozbierać, choć faktycznie w tej sytuacji nie było innego wyjścia.
          • e_r_i_n Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 10:42
            Zapewne tak. Przy czym właściciel poza logiką ma też emocje. Duże.
            • lampka_witoszowska Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 11:10
              żaden szanujący się weterynarz nei postawi diagnozy na forum przez internet

              po drugie, lekarz, który psa bada i widzi stan, mówi o czekaniu

              jak to łatwo niektórym ludziom w internecie zdiagnozować, napisać jedyną słuszną opcję, swoją oczywiście

              do autorki wątku - będziesz doskonale wiedziała, kiedy jest ta chwila, gdy trzeba psu ulżyć -
              Ty znasz tego psa najlepiej i kto jak nie Ty wyczujesz, że to już pora? choć to najgorsza strona opieki nad zwierzęciem - trzymam kciuki, żebyś miała dużo siły, żeby to był wylew i pies wyszedł z tego - a jeśli nie, to siły i spokoju Ci życzę, bo pies wyczuwa nastrój człowieka, a teraz jego spokój jest najważniejszy - może Ci pomoże, gdy spróbujesz jak najczęściej czuć zamiast przerażenia i ciężaru wdzięczność za takiego psa i te lata, kiedy jesteście razem?
      • kosheen4 [...] 04.11.12, 11:39
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • kosheen4 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 11:45
      kleusia13 napisał(a):

      > Jak poradzić sobie z bólem po odejściu?


      najprościej jak można, to przez przysposobienie nowego psa.
      ciężko radzić przez internety, bo nie wiadomo komu i jakiemu światopoglądowi - od siebie mogę polecić np. przeczytanie wykładu Małgorzaty Braunek i ewentualnie zapoznanie się z buddyjską filozofią przemijania. nie znam ciebie, i nie wiem, czy w ogóle to może do ciebie trafić, ale ode mnie powiedzmy że taki punkt zaczepienia.
    • joann_80 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 12:34
      jeśli ją kochasz tak jak mówisz to nie pozwól jej się męczyć . Twój pies cierpi i musisz przestać myśleć egoistycznie. Twoje cierpienie to cierpienie duszy , jej cierpienie jest fizyczne. Chcesz by tak było? W imię czego? Daj jej odejść. Na ból po stracie pomaga przysposobienie innego psiaka . Sama to przeżyłam. Miałam psa 20 lat. Zdechł we śnie. Trudno było sobie po tym znaleźc miejsce bo ten pies był ze mną od zawsze. krótko po śmierci psa przygarnęłam sukę owczarka niemieckiego wyrzuconą z samochodu ( tak , tak zrobiłam to. To do tych co po poprzednich wpisach nt zwierząt uważali mnie za potwora) dałam jej dom i jest ze mną do dziś. Na świecie jest cała masa psiaków , które tylko na Ciebie czekają.
    • kawad Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 13:15
      Nie męcz psa, daj mu odpocząć. Utrzymywanie go przy życiu to egoizm. Wiem jak to jest. Pożegnałam już 3 swoje psy. Pierwszego, który był ze mną prawie 17 lat, uśpiliśmy w domu, nie dało się zrobić kolejnej operacji a nie chciałam żeby cierpiał. Płakaliśmy wszyscy - i ja i rodzice. Szybko w domu pojawił się kolejny psiak, był inny, całkowicie. Wiesz, do dzisiaj gdy oglądam zdjęcia sprzed tych prawie 20 lat mokro mi się w oczach robi, ale takie jest życie.
    • kotbehemot6 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 13:37
      Pozwól odejśc przyjacielowi. Nie każ mu sie męczyć. Wylew jest związany z uszkodzeniem komórek w mózgu. Intensywan rehabilitacja u ludzi przynosi nie zawsze dobre efekty. Drugi udar.....pożegnaj go i pozwól odejść
      • carmita80 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 14:21
        Wiem co przezywasz sad Pozegnaj przyjaciela i daj mu odejsc. Przytulam.
        • kajmanik Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 19:26
          uśpij . chyba ze pies jest rzadkiej rasy i są choćby minimalne szanse na odzyskanie formy.
    • joann_80 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 17:35
      nawet jeśli adresat jest właściwy to taki komentarz i tak świadczy fatalnie jedynie o Tobie...
      • kosheen4 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 17:41
        joann_80 napisała:

        > nawet jeśli adresat jest właściwy to taki komentarz i tak świadczy fatalnie jedynie o Tobie...

        e tam
        • carmita80 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 17:56
          nawet jeśli adresat jest właściwy to taki komentarz i tak świadczy fatalnie jedynie o Tobie...

          Tez nie lubie takich komentarzy ale przyznam, ze pod adresem lipcowej sa sluszne jak najbardziej. Ona tym wlasnie jest.
          • 18lipcowa3 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 18:17

            > Tez nie lubie takich komentarzy ale przyznam, ze pod adresem lipcowej sa sluszn
            > e jak najbardziej. Ona tym wlasnie jest.


            Nie, nie jestem.Przezyłam utratę zwierzaka,sorry a nawet dwóch ważnych w moim zyciu- niemniej nie znosze porównywania utraty psa czy juz ''pożalsieboże'' kota do innego członka rodziny- człowieka. Bo nie i juz.
            Nie ma to w ogole porównania w skali bólu.Jak ma to znaczy że ktoś ma zaburzone relacje międzyludzkie.
            Za to jestem prymitywem? Niech będzie.
            Gorsze prymitywy na ematce są ,wszystkie pod płaszczykiem wrażliwosci i empatii oczywiscie.
            • kosheen4 Re: Tak mi ciężko.. 04.11.12, 19:13
              18lipcowa3 napisała:


              > Nie ma to w ogole porównania w skali bólu.

              misiu
              pojęcia nie masz o związku emocjonalnym na linii człowiek-zwierzę, ani o tym, w jaki sposób wygląda porozumienie człowieka ze zwierzęciem. zaznaczam że piszę to bez egzaltacji.
              nie życzę - nawet tobie - żebyś kiedyś miała się o tym przekonać, poszukując na przykład drogi dotarcia do zaburzonego dziecka, w którego przypadku taka dogoterapia może być sprawą uzdrawiającą. a pies-dogoterapeuta to między innymi wytwór związku ze swoim właścicielem, nie tylko twardego szkolenia.

              > Jak ma to znaczy że ktoś ma zaburzone relacje międzyludzkie.

              dla mnie zaburzone relacje międzyludzkie objawiają się nazywaniem męża gnojem, a wrzaskliwej relacji małżeńskiej - relacją o charakterze włoskim. big_grin

              na dobrą sprawę nie dziwię się że nie rozumiesz bardziej abstrakcyjnych relacji z kimkolwiek i dotyczących czegokolwiek. ze sposobu w jaki się wypowiadasz na forum wnioskuję, że inteligencji emocjonalnej posiadasz tyle co brojler.
            • aquarianna Re: Tak mi ciężko.. 05.11.12, 16:24
              > Nie, nie jestem.Przezyłam utratę zwierzaka,sorry a nawet dwóch ważnych w moim z
              > yciu-

              Taaa, chyba koni pociągowych.
              Na skutek czego straciłaś narzędzie pracy i tylko w ten sposób Cię to dotknęło.
              Bo wybacz, ale po tym, co piszesz, trudno uwierzyć, że wobec zwierząt żywić możesz jakiekolwiek pozytywne uczucia.

              > Nie ma to w ogole porównania w skali bólu. Jak ma to znaczy że ktoś ma zaburzone
              > relacje międzyludzkie.

              Ty masz zaburzone relacje. Nie tylko międzyludzkie.
    • esr-esr Re: Tak mi ciężko.. 05.11.12, 08:58
      ciężka decyzja, ciężkie chwile ale coś zdecydować trzeba. albo szukasz innego lekarza (ten tekst o rozprawie doktorskiej to chyba żart? weterynarze też się specjalizują i jest szansa, że znajdzie się lekarz który wykonuje podobne operacje z dosyć dobrym rezultatem), albo psa usypiasz.
      ja osobiście skonsultowałabym psa u innego lekarza, na pewno psa po jednym udarze, z podejrzeniem drugiego, w życiu nie woziłabym 500 km (przecież pies cierpi podczas takiej podróży). 8 lat to pies w kwiecie wieku. jeśli dwoje/troje lekarzy potwierdzi diagnozę i niskie szanse na uratowanie psa to trzeba go uśpić. zwierzę nie powinno cierpieć bo właściciel nie potrafi podjąć decyzji. możesz sama pojechać z psem, możesz poprosić kogoś innego.
    • zdzisnadzis Re: Tak mi ciężko.. 05.11.12, 16:33
      Oj bardzo mi przykro sad Sama straciłam dwa pieski - jeden mial 17 lat , bylo ciezko ale to naturalna kolej rzeczy - suczka była wiekowa. Druga odeszła w wieku 11 lat, nagle zachorowała, robilismy wszystko, zeby ja ratowac - operacja niby sie udała ale sunia nie wytrzymała narkozy i wybudzania i dzien pozniej odeszła na moich rekach..To bardzo trudny czas dla tych co traktuja zwierze jak członka rodziny i ciezko cokolwiek poradzic. 1,5 miesiaca pozniej miałam okazje uratowac młodego psiaka od tego, ze na zawsze mial byc uwiązany w budzie . Uznałam to jako znak a nie zbieg okolicznosci. Cała miłosc zostala przelana na niego i teraz to on jest tym kolejnym wiernym przyjacielem. tak wiec takie wyjscie pomaga. A co do twojej sytuacji, kiedy wiedzialabym, ze po operacji psiak i tak bedzie cierpial i raczej dugo nie pozyje to chyba bym wolała ukrucic cierpienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka