Dodaj do ulubionych

Urodziłam i żałuję... Pomóżcie

    • cashmere_me Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 12:21
      Ktoś napisał o lekach bez recepty - np. Deprim. Wiem, że tego typu leki wyciszają i powodują, że łatwiej się zasypia, a przecież nie o to mi chodzi - mam w domu noworodka i muszę do niego w nocy wstawać, to powoduje, że i tak od 19 chodzę senna...
      • pade Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 12:53
        deprim nie załatwi sprawy, bałaganu w głowie nie wyprostuje
        Ty musisz sobie poprzestawiać priorytety
        i uznać, że samo wygadanie się na forum nie wystarczy
        jesteś silna, dasz radę, owszem
        ale jakim kosztem???
      • yenna_m Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 12:54
        na antydepresach spi się normalnie
        czyli czujnie, gdy jest taka potrzeba

        w każdym razie ja tak śpię tongue_out
      • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 01:49
        deprim to jest ziołowy uspokajacz, nic Ci nie da. antydepresanty szczególnie na poczatku wprowadzają w lekki haj. czuje się siłę i moc. sen? żadnych problemów, za to przechodzi ta wszechmocna potrzeba spania najlepiej po kilkanaście godzin dziennie.
    • cashmere_me Re: Czasami trzeba wczesniej pomyslec... 30.11.12, 13:08
      Nie mogę się zgodzić z tym, co napisałaś o straconej więzi. Jak już wspomniałam, mam już takie załamanie za sobą, a więź moja ze straszakiem jest baaaaardzo silna. Od czasu, gdy tylko mi minęło, jesteśmy sobie najbliżsi do dziś. Też się bałam, ze zostanie to w nim, ale najwyraźniej nie odczuł tego tak bardzo, bo jest i był synusiem mamusi (choć nie w tym negatywnym słowa znaczeniu)
      • yenna_m Re: Czasami trzeba wczesniej pomyslec... 30.11.12, 13:15
        no dobrze

        tylko jakie widzisz rozwiązanie sytuacji?
        które propozycje uznałaś za pomocne? (chodzi mi o wyjście z dołka i poprawienie komfortu życia)
        • cashmere_me Re: Czasami trzeba wczesniej pomyslec... 30.11.12, 13:30
          Przychylam się do tych wypowiedzi, które sugerują, że mam się wziąć w garść i jeszcze chwilę zaczekać. Pozostaje mi mieć nadzieję, że, tak jak 5 lat temu, to wina nowej sytuacji i hormonów, i że za jakiś czas samo ustąpi. Macie rację, mam cudownego męża, wspaniałego starszaka i być może za jakiś czas w takim świetle spojrzę na nową sytuację i nowego członka rodziny (którego, nota bene, tak bardzo chciałam i tak bardzo chroniłam w czasie ciąży). Myślę, że jeśli uwierzę, że to jednak była dobra decyzja, że drugie dziecko rzeczywiście tylko dopełni nas a nie utrudni nam życie, to jakoś się zbiorę w sobie. Wiem, to nieracjonalne, główkować teraz czy było nam to potrzebne. Dziecko to nie nowy samochód (banalne, wiem). Nie powinnam kalkulować. Choć nie opuszcza mnie natrętna myśl o cofnięciu czasu i nie podjęciu tej decyzji. Chciałam jednak, by moj starszak nie był kiedyś sam, gdy nas zabraknie. Sama niesamowicie doceniam fakt posiadania rodzeństwa. Wiem, że mąż szaleje ze szczęścia, że mamy drugiego syna i kocha go od chwili narodzin. Ja na razie widzę w nim tylko zagrożenie naszego dotychczasowego porządku, o który tak dzielnie zawsze walczyłam (dbałam zawsze by dziecko miało w nas oparcie, czytałam książeczki, dużo rozmawiałam, kochałam, całowałam, tuliłam; w domu zawsze porządek; ja zadbana, itd).
          • yenna_m Re: Czasami trzeba wczesniej pomyslec... 30.11.12, 14:33
            czyli generalnie poza pewna diagnozą problemu nie widzisz rozwiązań (w postaci podjęcia działań) mogących poprawić jakość Twojego obecnego życia?

            wiesz, od samego użalania się dołek nie mija
            zwłaszcza, jesli się ma tendencje do jazd depresyjnych

            przypominasz mi mnie sprzed 10 lat, gdy zwijałam się wrecz z bólu w środku totalnie ciężkiej depresji poporodowej
            mnie nikt nie wziął za szmaty i nie powiedział "Kaśka, masz kłopot ze zdrowiem trza iść do lekarza"

            pamiętam, z jakim podziwem patrzyłam na sąsiadkę, która swoją córę (dziewczyna była zaraz po porodzie) potrafiła wziąć za przysłowiowe szmaty i pójść z nią do specjalisty (nie wiem - czy to był psychiatra czy psycholog - pomogło, dziewczyna ogarnęła się i wyszła z tej całej depresyjnej dupy czarnej, podczas, gdy ja wychodziłam latami i latami tkwiłam w jakimś totalnym koszmarze, którego nawet nie chcę pamiętać)

            teraz leczenie deprechy jest trędi wink
            żaden wstyd, serio
            a bo to Ty jedna...
          • claudel6 Re: Czasami trzeba wczesniej pomyslec... 01.12.12, 01:52
            jezu, JP.
          • nangaparbat3 Re: Czasami trzeba wczesniej pomyslec... 02.12.12, 17:50
            Wiem, że mąż szaleje ze szczęścia, że mamy drugiego syna i kocha go o
            > d chwili narodzin.


            To idź do pracy, a mąz niech się zajmuje dzieckiem.
      • claudel6 Re: Czasami trzeba wczesniej pomyslec... 01.12.12, 01:51
        no to Ci sie upiekło. miałas ogromne szczęscie. mozesz go nie mieć za drugim razem.
    • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 13:25
      Jestes cholerna egoistka, ktora traktuje sie jak cierpietnice aby wzbudzic litosc i zalapac sie na troche darmowego wspolczucia u ludzi. Tobie sie nie chce nic ze soba zrobic, bo przeciez lepiej sie nad soba pouzalac, popisac watki na forach i uslyszec jaka to jestes biedna strasznie i jakie to nieszcze Cie spotkalo. I och, nie pojdziesz do lekarza bo nie daj Boze jeszcze Cie te prochy wylecza, a Tobie tak fajnie sie cierpi, takie to uszlachetniajace, prawda?
      Brawo. Dawaj tak dalej, skoro Ci sprawia to przyjemnosc. Jak zachorujesz na raka tez pewnie odmowisz leczenia, bo to tak fajnie jak inni nad Toba skacza jak nad jajkiem, prawda?
      • cashmere_me Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 13:32
        Nieprawda, jestem daleka od użalania się nad sobą. To po prostu nie ja. W życiu codziennym zgrywam bohaterkę, która nigdy nie poprosi nikogo o pomoc, chyba że już zupełnie nie ma wyjścia. Wszystko brałam zawsze na klatę, z wyjątkiem tych dwóch epizodów poporodowych...
        • yenna_m Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 13:38
          nieumiejętność poproszenia o pomoc oznacza brak asertywności

          niestety, sama mam z tym problem tongue_out
        • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 13:41
          > Nieprawda, jestem daleka od użalania się nad sobą. To po prostu nie ja. W życiu
          > codziennym zgrywam bohaterkę,

          Bo sprawia Ci to przyjemnosc. Nie uzalasz sie w realu - uzalasz sie na forum jaka to nie jestes bohaterka dzielnie walczaca z przeciwnosciami losu i szukasz wspolczucia, mimo, ze Twoja sytuacje bardzo latwo rozwiazac jedna wizyta u psychiatry. Ale po coz prawda? Skoro mozna jeszcze troche pocierpiec...
          Nuda i ziew.
          • atoness Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:00
            Współczuję ci, ale też wydaje mi się, że d.o.s.i.a. ma trochę racji. Piszesz, że dzielnie walczyłaś o porządek w waszym życiu. Ja nigdy bym się tak nie wyraziła. Robiłam to wszystko, o czym piszesz, bo tak się robi po prostu. Nie przyszło mi do głowy, że to walka i że muszę być dzielna. Jedną ręką obściskujesz dziecko, drugą gotujesz obiad, jedną nogą myjesz podłogę... Normalka. Może złóż broń? To tylko życie, nic złego się nie dzieje, nie ma o co walczyć.
            • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:09
              > Współczuję ci,

              Alez do cholery czego tu wspolczuc? Ze dziewczyna na wlasne zyczenie pograza sie w czarnej dziurze? Wspolczuc to mozna smierci bliskiego, wspolczuc mozna depresji, ktora latami nie mija po najsilniejszych prochach, gdy nic nie pomaga.
              Autorka ma szczesliwa rodzine, dwojke dzieci, a JEJ SIE NIE CHCE isc do lekarza! Czego tu wspolczuc?? Ze ma wlasne dzieci w dupie, bo jest zbyt leniwa, zeby cos z soba zrobic?
              • atoness Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:24
                Czuję to, co mówisz smile Ale nigdy nie byłam po tej ciemnej stronie. Zawsze się cieszę, że mam dach nad głową i zdrowe dziecko. Dla mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna. A autorce współczuję, bo dla niej nie jest. To musi być straszne. No i raczej nie ma szczęśliwej rodziny. Sama we własnym życiu kieruję się twoimi radami.
          • kiddy Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:26
            Dosia, dosadnie, ale prawdziwie. To taki "zespół cierpiętnicy". Znam, widziałam u mamy, miałam. Człowiek w gruncie rzeczy napawa się swoją "lepszością". Paskudne i dla bezpośredniego zainteresowanego, i dla otoczenia.
            • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:41
              Dosadnie, owszem. Ale nie mam dla autorki krztyny wspolczucia, bo niby dlaczego? Czy mam wspolczuc osobie, ktora trzyma reke we wrzatku ale nie chce jej z tego wrzatku wyjac? Z jakiej racji, skoro to jej wina?
              Mialam bliska przyjaciolke, ktora zycie mi zatruwala przez dekade swoja depresja. Ale prochow nie wezmie, na terapie nie pojdzie. Gdy zaczela tymi swoimi zalami wywolywac u mnie mordercze instynkty, zerwalam kontakt. Ta historia nauczyla mnie ze sa ludzie, ktorzy nie chca sobie pomoc i naprawde nie ma co im wspolczuc, bo widocznie na to zasluguja.
        • pade Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 13:44
          > Nieprawda, jestem daleka od użalania się nad sobą. To po prostu nie ja. W życiu
          > codziennym zgrywam bohaterkę, która nigdy nie poprosi nikogo o pomoc, chyba że
          > już zupełnie nie ma wyjścia. Wszystko brałam zawsze na klatę, z wyjątkiem tych
          > dwóch epizodów poporodowych.

          A wiesz, że czasem trzeba się nad soba poużalać? Powiedzieć sobie: jest mi źle, smutno mi, ciężko, mam prawo źle się czuć??? Zdajesz sobie w ogóle sprawe, że to JEST dopuszczalne?

          Właśnie dlatego, że zgrywasz bohaterkę, bierzesz wszystko na klate i nie pozwalasz sobie na słabość, masz takie a nie inne problemy...
          Ale Ty SAMA sobie poradzisz, prawda?
          • bi_scotti Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:13
            Alez badz egoistka! W tym momencie Ty jestes najwazniejsza, bo jestes najslabszym ogniwem w swojej rodzinie. Maz sobie poradzi, dzieci sobie poradza ale Ty potrzebujesz pomocy i to pronto. Usiadz na podlodze i rozplacz sie albo walnij czyms o podloge. Nie daj sie wkrecac (sama sobie) w to "branie na klate" - jest Ci zle i masz do tego pelne prawo. Bywa, ze life sucks i nie ma co udawac, ze jest inaczej, bo nic dobrego z takiego udawania nie wynika. Dzieciom sie krzywda nie dzieje, Ty sama sobie robisz krzywde nie dbajac o siebie. Lekarz jest 70 km od domu? To nie jest wyprawa przez morza i oceany. Umow sie na poniedzialek i jedz. Zostaw facetow samych sobie (szczegolnie, ze nie karmisz piersia wiec nic Cie nie trzyma przy noworodku) i jedz. O swoich schizach przeciwko braniu lekow mozesz z lekarzem pogadac. Nawet jak Ci je zapisze to nie musisz brac ale sama rozmowe powinnas odbyc. A jak juz bedziesz tych 70 km od domu, skorzystaj - idz do kina, na kawe, ZMUS sie do olania, zapomnienia na kilka godzin o obowiazkach, ktore koniecznie chcesz wypelniac perfekcyjnie. Naprawde Ty jestes najwazniejsza i taka dla siebie musisz byc! Swiat niech sie wali a Ty zadbaj o siebie, bo jesli tego nie zrobisz to utoniesz. Powaznie. Wiem, ze trudno sie wyzwolic z perekcjonizmu ale czasem to jedyna opcja zeby przetrwac. Egoizm jest zdrowy. I placz jest zdrowy. I olanie calego swiata lacznie z dziecmi tez jest czasem niezbedne dla zachowania zdrowia psychicznego. Podaruj sama sobie ten jeden pelny dzien BEZ perfekcjonizmu. Zdrowia zycze.
            • ledzeppelin3 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 19:40
              Alez badz egoistka! W tym momencie Ty jestes najwazniejsza, bo jestes najslabsz
              > ym ogniwem w swojej rodzinie.

              Autorce wątku takie akurat brednie sa najmniej potrzebne. Potrzebny jej kop aby wzięła odpowiedzialność za siebie i dziecko.

              Swiat niech sie wali a Ty zadbaj o siebie,
              > bo jesli tego nie zrobisz to utoniesz.

              Wiesz co, bi-scotti, coraz częsciej gadasz jak niedojrzała starsza pani, której cos tam sie w życiu nieźle spierdzieliło i która nadrabia teraz miną.
          • kropka_a Re: potrzebna terapia 30.11.12, 14:23
            Dokładnie. Twoim problemem nie jest tylko (jeżeli w ogóle) depresja poporodowa tylko ten NADMIERNY, niezdrowy perfekcjonizm, stad wynikają obawy i lęki ( czy ze WSZYSTKIM) SOBIE PORADZĘ, chciałabyś móc zapobiec wszystkim chorobom i ew. trudnościom, ale jest to niemożliwe, samo zycie, poza tym, wcale nie znaczy, ze spotka was coś złego.
            POTRZEBNA TERAPIA U PSYCHOLOGA.
            Piszę to naprawdę z dobrymi i ciepłymi myślami w Twoją stronę, daj sobie pomóc! Ty chcesz i kochasz to dziecko, tylko przez to co opisałam powyżej, czyli przez PROBLEM ZASADNICZY-stad wynika Twoja obecna postawa i zachowanie.
            Trzeba sięgnąć do przeszłości, wcześniejszych doświadzczeń, bo to, ze dzielnie walczyłaś o stworzenie nieskazitelnego domu może sugerować wcześniejsze problemy życiowe (z rodziną, relacje). Nadmierny perfekcjonizm i bycie super nie biorą sie z niczego.
            Nie obwiniaj się, tylko idź na terapię. Proszę Cię.
            Pozdrawiam ciepło!smile
            • yenna_m Re: potrzebna terapia 30.11.12, 14:35
              generalnie nadmierny perfekcjonizm to jakieś zaburzenie osobowości wink

              wiem, bo cierpiałam wink

              na szczęście - minęło tongue_out
              • pade Re: potrzebna terapia 30.11.12, 14:51
                samo nie mija Yenna, niestety
                • yenna_m Re: potrzebna terapia 30.11.12, 15:10
                  moja, bo przerobiłam parę rzeczy przy guzach krtani

                  masę rzeczy sobie wtedy odpuściłam tongue_out

                  się priorytety pozmieniały
                  • yenna_m Re: potrzebna terapia 30.11.12, 15:12
                    mija miało być
              • w-dobrym-nastroju Re: potrzebna terapia 29.09.13, 22:39
                Polecam artykuł:

                zwierciadlo.pl/2013/psychologia/zrozumiec-siebie/perfekcjonizm-jak-z-nim-zyc
        • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 01:54
          ale dosia ma rację, Ty sie delektujesz tą sytuacją.
    • cashmere_me Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:38
      A może rzeczywiście tracę czas i powinnam dać sobie pomóc?
      Ale ja nigdy nie korzystałam z takiej pomocy. Psycholog czy psychiatra? Do kogo powinnam pójść? Może psychiatra to za dużo, jeśli to "tylko" baby blues?
      • annajustyna Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:40
        Zacznij od psychologa.
        • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:50
          > Zacznij od psychologa.

          I co ten psycholog jej powie?
      • yenna_m Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:42
        idź do jednego i drugiego
        ew. jeśli się wstydzisz - zaproś psychiatrę na wizytę domową i niech on zdecyduje, czy potrzebujesz psychologa

        nie ma tkwić w samym środku czarnej, depresyjnej dupy
      • lauren6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:43
        Poradnia zdrowia psychicznego i Cię pokierują.
      • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:49
        Psychiatra tylko i wylacznie. Psycholog nie moze wypisac recepty.
        • pade Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 15:02
          Dosia, teraz się z Tobą nie zgodzę.
          Problemy psychiczne często są spowodowane wypieraniem własnych potrzeb i uczuć. Im bardziej się je wypiera lub tłumi, tym bardziej pchają się one na powierzchnię pod postacią różnych chorób, o podłożu psychosomatycznym.
          Same leki dziewczynie nie pomogą, bo ona ma powaznym problem ze sobą. Musi miec kontrolę nad rzeczywistością, musi miec uporządkowane i przewidywalne życie, boi się niewiadomej, gardzi swoim strachem i bólem, swoją słabością...itd. Czy to jest normalne? Nie. Trzeba poszukać przyczyny, pogrzebać trochę w przeszłości, nawet poużalać się nad sobą, a potem czas na zmiany.
          Tak więc potrzebny i psychiatra, bo leki pomoga najszybciej i terapia, bo podziała długofalowo.
          • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 15:15
            Dobry psychiatra nie przepisuje tylko lekow, bo wystawienie recepty to minuta, ale jest takze psychoterapeuta - jak inaczej ma niby wygladac wizyta? U psychologa to sobie mozna o pogodzie conajwyzej pogadac.
            • pade Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 15:18
              skoro tak myślisz...
              pewnie wiesz lepiej
        • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 02:00
          hmm, kurcze... w UK antydepresanty przepisuje internista.
      • pade Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 14:56
        to nie tylko baby blues
        psychiatra, dobry, powinien skierować Cię na terapię
        a terapia chociazby po to, byś pozbyła się przymusu posiadania kontroli nad rzeczywistością
        bys pozbyła się lęku przed niewiadomą
        byś poczuła i zrozumiała kim jesteś
        czego chcesz i czego nie chcesz
        uwierz, będziesz miała duuuużo lepsze życie, jak zaczniesz żyć w zgodzie ze sobą
        bo na razie, robisz sobie krzywdę, zyjąc wbrew własnemu JA

    • drzewachmuryziemia Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 15:43
      idż do psychiatry po leki antydepresyjne, bo krzywdzisz siebie i dziecko - nie musisz sie ich obawiac, pełno ludzi je bierze i dzieki nim normalnie zyją, po jakims czasie odstawisz
    • guderianka Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 16:24
      To nie autorka jest najsłabszym ogniwem-ale nowonarodzone dziecko, które teraz najbardziej potrzebuje matki. Mówi się, ze I trymestr zycia dziecka to przedłuzenie ciazy, ze to IV trymestr-tak wielka jest potrzeba ciepła,bliskosci,czułosci.Kocyk nie zastapi ramion matki a piluszka -pocalunku.Dla mnie to nie choroba psychiczna ale paskudny wyrachowany egoizm:powołac dziecko majac swiadomosc, ze po poprzednim porodzie chemia w mózgu zaszwankowała, ryzykowac katowanie siebie, zaniedbywanie emojonalne dziecka zamiast sie zabezpieczyc ze wszech stron:farmakologią i przede wszystkim -terapia. Depresja poporodowa to jedno ale egoizm-to drugie.
      • drzewachmuryziemia Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 17:36
        no cos w tym jest, choc ostro napisane - odmawianie pomocy, leków jest w tym przypadku narażaniem dziecka na zaniedbanie
      • cashmere_me Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 17:52
        Sugerujesz, że decyzja o urodzeniu drugiego dziecka była nieprzemyślana? I, że mając w pamieci poprzedni taki dół sprzed 5 lat, nie powinnam była się decydować na drugie?
        • ledzeppelin3 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 18:06
          > Sugerujesz, że decyzja o urodzeniu drugiego dziecka była nieprzemyślana? I, że
          > mając w pamieci poprzedni taki dół sprzed 5 lat, nie powinnam była się decydowa
          > ć na drugie?

          Nikt tego nie może ocenić, co było przemyslane a co nie, bo to Twoja decyzja, Twoje zycie. I na pewno nie bedzie tego oceniał psychiatra. Natomiast szukanie pomocy w tej sytuacji i leczenie się jest objawem dojrzalości i brania odpowiedzialności za siebie i dziecko.
        • d.o.s.i.a Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 18:23
          > Sugerujesz, że decyzja o urodzeniu drugiego dziecka była nieprzemyślana? I, że
          > mając w pamieci poprzedni taki dół sprzed 5 lat, nie powinnam była się decydowa
          > ć na drugie?

          Tak jak napisala Guderianka, decyzja o urodzeniu drugiego dziecka, wiedzac co moze sie wydarzyc i przy jednoczesnej postawie "lekow to ja brac nie bede" to jest szczyt nieodpowiedzialnosci i ogromna krzywda dla dziecka. Sorry kochana, ale pora dorosnac i poniesc odpowiedzialnosc za siebie i, przede wszystkim, za dziecko, ktore urodzilas i isc sie leczyc.
          W ogole nie rozumiem takiego lenistwa i lekkomyslnosci, gdy niektore antydepresanty potrafia zaczac dzialac po kilku dniach! Ale, nie, Ty lekow brac nie bedziesz, bo sobie cos ubzduralas. Grow up!
        • katia.seitz Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 18:30
          Cashmere,

          w tej chwili to nie ma znaczenia, czy "decyzja o urodzeniu drugiego dziecka była przemyślana", czy nie. Każdy ma prawo do posiadania dzieci i tyle, ty też. Tyle że jak już się je ma, to trzeba brać za to odpowiedzialność.

          Odmawiając sobie profesjonalnej pomocy, w tym brania leków, krzywdzisz własne, nowonarodzone dziecko. Już teraz je krzywdzisz - bo jak piszesz, nie przytulasz go, odmawiasz czułości. A to jest to, czego noworodek potrzebuje najbardziej.

          W twojej wypowiedzi widoczna jesteś przede wszystkim ty - ty jesteś perfekcjonistką, ty się starasz, ty masz doła, ale ty się weźmiesz w garść, ty jeszcze trochę poczekasz, tobie przejdzie...a co z maleństwem, które nie dostaje niezbędnej mu dawki czułości? Jeśli się nie dostanie miłości w tym wieku, na tym etapie, to może mieć nieodwracalne skutki.

          Wiem co mówię. Moja mama miała depresję poporodową. Oddała mnie pod opiekę cioci. Jest to temat tabu w rodzinie. Niestety, bardzo się to na mnie odbiło. Ja też miałam kilkukrotnie depresje, w tym depresję poporodową. Pierwsze co zrobiłam, gdy po porodzie zaczął narastać dół, to udałam się do lekarza. Dostałam leki, odżyłam i byłam w stanie zajmować się moim dzieckiem tak, jak powinnam. Bo w tej chwili to ono jest najważniejsze - miłość, czułość i przytulanie od matki należy mu się jak psu buda. A nie ty i twoja ambicja, aby "poradzić sobie samej" i "wziąć się w garść".

          Aha, i antydepresantów nie ma co się bać. Brałam parę lat, teraz nie biorę, funkcjonowałam świetnie je biorąc - tak intelektualnie, jak emocjonalnie. Odstawić też się dało.
          • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 02:06
            to kurde bardzo ważny post w tym wątku.
            katia, współczuje bardzo i szczerze sad
        • drzewachmuryziemia Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 18:31
          moze raczej to, ze po pierwszym doswiadczeniu tego typu mozna było sie zabezpieczyc farmakologicznie, terapeutycznie i nie narazac dziecka na odrzucenie - ale zauwazyłam w któryms postów, ze rozwazasz jednak udanie sie po pomoc i sie ucieszyłam. sugerowałabym jednak zaczac od psychiatry, bo zanim leki zaczną działąc i tak minie ze 2 tygodnie, wiec po co tracic czas, tak wazny dla dziecka teraz (no i po co masz dłuzej cierpiec), a psycholog swoją drogą
        • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 02:04
          czytasz to co chcesz wyczytać. nie, ona sugeruje, ze egoizmem jest nieleczenie się w sytuacji, gdy juz wiesz, jak Twoj organizm reaguje, a nie to, ze urodziłas dziecko.
        • guderianka Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 08:51
          Sądzę, że mając wiedzę na temat reakcji swojego organizmu na hormony poporodowe powinnaś wziąć pod uwagę, że tak będzie w drugim przypadku. Następnie powinnaś znaleźć dobrego psychiatrę, który objąłby Cie opieką jeszcze w ciązy i prowadził w najtrudniejszym okresie po porodzie. Dni lecą a Ty siedzisz i wymyślasz-wymyslasz co by zrobic byle tylko sie nie leczyć, czekajac aż problem sam minie. Może minie a może nie minie. Może Twoj stan będzie na tyle zły że zrobisz namacalną krzywdę dziecku. I kiedy przyjdzie opamiętanie i zdrowie-będziesz wyć z bolu i żalu nad swą głupotą
        • nangaparbat3 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 02.12.12, 18:00
          Teraz juz nie ma co nad tym deliberować, wazne jest to co jest.
          Ja choruję na katar sienny i co roku, kiedy tylko minie sezon pylenia, zaczynam żyć w wierze, że mnie to juz nigdy nie spotka.
          Nie obwiniaj się - lecz sie smile
      • ledzeppelin3 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 18:01
        Te objawy, ktore opisujesz, wskazuja na depresje, a nie na obnizenie nastroju. Brak checi do zajmowania sie dzieckiem i obojętność wobec niego to sygnał alarmowy i dość klasyczny objaw. Rozumiem, ze nie chcesz pomocy specjalistów, ale pomyśl przez chwile w kategoriach odowiedzialności. Jesteś odpowiedzialna za noworodka, dla którego w chwili obecnej brak miłosci jest równoznaczny z lekiem przed smiercią, bo to tak działa. Więc zdecyduj sie na terapię, jeśli jestes odpowiedzialnym, dojrzałym człowiekiem. Nie wzbudzam w Tobie poczucia winy i nie kopie leżącej, nie wstawię Ci tez tu uśmiechniętych buziek i nie powiem Ci jak prosta sasiadka że to kazda miała i minie. Przedstawiam Ci natomiast konsekwencje Twojej choroby. A moga byc one poważne, bo syn moze miec zaburzenia emocjonane w związku z odrzuceniem w okresie poporodowym. Weźmiesz leki i Ci przejdzie. To jest choroba i się to leczy. Na angine paciorkowcową bierzesz penicyline, na depresje weźmiesz inhibitor zwrotnego wychwytu serotoniny. No i w późniejszym okresie, jak mina ostre objawy, psychoterapia i walka z perfekcjonizmem.
        • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 02:07
          dokładnie tak! podpisuje sie pod każdym słowem!
    • 1yna-taka Re: Jak nie byłaś gotowa, trza było zrezygnować 30.11.12, 19:13
      Nie, nie da się żyć normalnie z 2ką dzieci, ba nie da się żyć normalnie z jednym. Życie zmienia się całkowicie, nigdy już nie będzie tak fajnie jak byłaś solosmile zawsze będzie odpowiedzialność i ciężka praca, do czasu gdy nie wyprowadzą się z domu,. Potem odetchniesz i będzie lepiej, ale przez jakieś 20lat masz prze.ebane.
      • koala0405 Re: Jak nie byłaś gotowa, trza było zrezygnować 30.11.12, 19:21
        Co Ty pierdzielisz? Dla mnie normalnie da się żyć tylko z dziećmi. Im więcej dzieci, rodzina liczniejsza tym lepiej przynajmniej dla mnie. Dzieci są dla mnie jak jedzenie, nie mogę się nimi najeść. Gdy jedno gdzieś wyjeżdża tęsknię bardzo.
        Założycielko wątku!! Skoro jesteś tak perfekcyjna weź się babo w garść. idź do lekarza.
        Ale nie wiem czy ten wątek to nie jakaś podpucha albo temat pracy dyplomowej.
        • cashmere_me Re: Jak nie byłaś gotowa, trza było zrezygnować 30.11.12, 19:52
          Niestety, to nie jest podpucha. Mam poważny problem.
          • koala0405 Re: Jak nie byłaś gotowa, trza było zrezygnować 30.11.12, 19:56
            to nie siedź na forach tylko umów się do psychologa...
            Może porozmawiaj z przyjaciółką na początek...
          • agnia21 Re: Jak nie byłaś gotowa, trza było zrezygnować 27.12.12, 00:31
            Niestety nieleczona depresja wywołuje zmiany w mózgu. To jest opinia lekarzy psychiatrow, jeżeli nie zacznie sie brać leków może sie to zle skończyć. Ja brałam leki i karmiłam dziecko piersią 2,5 roku. Jest szczesliwe nie choruje. Brak serotoniny na odpowiednim poziomie wywołuje nieodwracalne zmiany. Depresja poporodowa jest najzwyklejsza choroba, której nie wolno sie wstydzić, tylko trzeba sobie i dziecku ratować życie.
    • agra1 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 19:34
      kochana,

      perfekcjonizm to jedno, branie problemów na klate to drugie, tylko PO CO? Świat sobie poradzi, jeśli na chwile zdejmiesz go z barków, uwierz mi.,
      To o czym piszesz wyglada na depresje poporodową, - tak jak dziewczyny pisza, powinno minąć za tydzień--dwa, ale tak czy inaczej warto pójść do psychologa (zwłaszcza, jesli nie chcesz do psychiatry). Różnica jest taka, że psychiatra da ci leki - rozumiem, że ze względu na karmienie nie chcesz, na razie, a u psychologa po pierwsze będziesz mogła sie odgadać - takie typy, co to wszystko same zwykle nie umieją powiedzieć, - nie mam siły, przerasta mnie. POćwiczysz i zobaczysz, jak to dużo daje. U psychiatry tez niemusisz sie na te leki zgodzić przecież, nie będzie CI ich wtłaczał do gardła niczym gęsi, prawda?
      Terapia pomaga, farma też - jesli okaże sie, zę to tylko baby blues, to pewnie dasz rade bez leków, bo szybko przejdzie, jesli coś poważniejszego - warto, dla dziecka lepsze będzie karmienie butelką i przytulanie przez uśmiechniętą mamę niż pierś podawana, że sie tak wyrażę, na wyciągniętym kiju, zeby nie dotknąć.
      Uwierz, wiem, co mówię - jako psycholog, osoba, która przeszła depresję, i matka sześciolatka będąca w końcówce ciąży... NIe mówiąc o tym, ze jeśli szukasz pretekstów żeby wyjśc z dmou, to jazda do innego miasta w celu spotkania z psychologiem takim pretekstem jest smile a tu nikt rozsądny nie powinien Ci tego negować, prawda?

      Przytulam mocno, wczesniejsza sytuacja pokazuje zę prawdopodobnie przejdzie Ci to już niedługo. Jakbyś miała pytania, to pisz na priva
    • exina Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.11.12, 23:43
      Oj, ematki. Uśmiałam się, gdy przeczyałam, że lasce, która zapomniała, jakim kanałem jest małe dziecko, doradza się adopcjęsmile Lasce, która nie jest samotną matką.
      Dziecie ma tatusia? Ma. Niech mama zajmie się sobą i pierwszym dzieckiem, a ojciec niech karmi i przewija młodszego, po pól roku laska sie przyzwyczai do myśli, ze przez kolejne 5 lat czeka ją odsiadka za nic. Owszem, postąpiła głupio pakując się w drugie dziecko i zapominając czym to pachnie, ale człowiek błądzi. Tatuś jest, niech przejmie obowiązki. Żaden prozac nie zadziała lepiej.
      Taaak, wiem, tatuś chciał 2 dziecka, ale pewnie tylko pod warunkiem, ze to mama będzie wszystko ogarniać. To byłby test dla niego czy jest dobrym mężem i ojcem, choc normalnie to powinno nie podlegac dyskusji - zona popełniła błąd, więc się jej pomaga, jesli sie ja kocha i swoje dziecko, bo sie jest po prostu człowiekiem. Mnie przeraza, ze nikt o tym nie pomyslał, od razu psychiatra, leki, a nawet adopcja. Baby, same sobie robimy drugi islam z Polski, przez naszą mentalność, ze kobieta nie ma prawa do błędów i to do niej w 100% nalezy odpowiedzialnosc za dziecko.
      Ematka pracuje w korporacji, ma bidet. Facet ematki nie ma nic przeciwko partnerstwu w związku. W praktyce jednak ematka czuje sie jedyną odpowiedzialną za dziecko, a facet podskórnie czuje, ze to wina kobiety, ze jest kurz na półkach i kotlet nie taki jak u mamy.

      Tylko samotna matka ma obowiązek leciec do psychiatry po leki. One nie są obojątne dla zdrowia, poza tym depresja poporodowa ma swoje proste przyczyny, które tu widzimy na przykładzie. Eliminacja przyczyn równa się natychmiastowej poprawie. Męczy uwiezienie z dzieckiem? Swiadomosc, ze jeszcze "tylko" kilka lat, o ile będzie zdrowe? To nie jest choroba, to objawy uswiadomienia sobie kanału. Drugi bliski człowiek powinien natychmiast wkroczyc do akcji, chyba ze jego miłosc ograniczyła sie tylko do słów.

      • cherry.coke Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 00:27
        Piekny post.
      • nutka07 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 01:00
        Ledwo przebilam sie przez caly watek i na koniec wreszcie najbardziej sensowny komentarz.

        Podpisuje sie pod Exina.
      • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 02:11
        jezu, co Ty pierdzielisz? ojciec pewnie opiekuje się dzieckiem, ale pewnie tez pracuje, bo urlop macierzyński przysługuje na razie matce! więc to ona w tej swojej depresji spędza z dzieckiem najwięcej czasu! facet moze być poza domem i 10 godzin jak ma normalny etat - Ty uważasz, że rozwiązaniem problemu bedzie oddanie dziecka pod opiekę tatusiowi???
      • claudel6 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 02:14
        ja akurat miałam faceta w 100% zaangażowanego, takiego, ktory karmił dziecko w nocy, i spedzał z nim mnóstwo czasu, ale ten Twoj post w tej sytuacji jest totalnie od czapy.
        bo kobieta ma medyczny problem, nie z facetem!!! gruźlicę tez by miała leczyc obecnością tatusia??
      • ledzeppelin3 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 12:19
        Ja tez sie usmialam z tego "pieknego postu". To, że ojciec zajmuje sie dzieckiem, to jedno, a obojetność matki wobrz dziecka to drugie. Niedojrzałością jest zwalanie wszystkiego na brak wyzwolenia kobiet. To nie brak wyzwolenia i nie brak ojca dziecka spowodowal depresję. Kobieta jest ewidentnie chora ima sie leczyć, a nie brandzlować postami typu "Bądź egoistką! Świat sie nie zawali!" i "ojca zaprząc do roboty! spalmy staniki! kobieta kobiecie wilkiem!" a sama autorka ma lezeć i celebrować swoj stan. A dzieciak? I tak nic nie będzie pamietal, a przede wszystkim obojętne czy zajmuje sie nim matka, ojciec czy świekra bo i tak nic nie rozumie. Taaa. noworodkowi jest wszystko jedno, czy matka go kocha czy nie, jesli inni ludzie dadza mu tyyyyyle miloooości. To są bzdety. Noworodek potrzebuje matki jak tlenu i tego żadne trejdi dżezi hasełka nie przeskoczą. Jak matka ma taka depresje, ze zagraża dziecku, bo i tak sie tez zdarza, nalezy ja wtedy od dziecka odizoloać i to jestwielki dramat, co wie kazdy psycholog i psychiatra.
      • hermenegilda_zenia Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 21:39
        Nie piernicz głupot, ojciec dziecka się nim zajmuje i przejął w dużej mierze obowiązki przy dziecku (przeczytaj ze zrozumieniem pierwszy post, to nie boli). Nie zmienia to faktu, że w obecnym stanie psychicznym, ojciec może wyjść na chwilę np. do kibla, a pani w tym czasie włoży dziecko np. do mikrofalówki i ją włączy. Mnóstwo było takich przypadków i najczęściej właśnie w wykonaniu mamuś cierpiących na psychozy poporodowe, więc daruj sobie ten pogardliwie-prześmiewczy ton, bo najwyraźniej g.. wiesz o depresji poporodowej.
    • jola-kotka Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 02:26
      Tytul mi wystarczy dalej nawet nie bede czytac.
      Trzeba bylo myslec,wczesniej teraz to juz nic nie zrobisz.
      Dziecko bo co?
      Bo inni chca,bo wypada miec dwoje,wypada to myslec zanim sie glupote zrobi i mierzyc sily na zamiary.
      • plain-vanilla Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 11:14
        Po co sie w ogole odzywasz, jak nie przeczytalas postu autorki? Zenada.
      • alone_i_break1 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 18:48
        o_O pomyśleć to Ty powinnaś zanim coś napiszesz... chociaż zauważyłam, że myślenie rzadko Ci wychodzi... Pzdr
      • hermenegilda_zenia Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 21:33
        Wstrzyknij sobie trochę botoksu i wyczyść kuwetę po pieskach, zamiast zajmować się sprawami, które wymagają myślenia, co jest tobie obce. A najlepiej nie odzywaj się, akurat w tym temacie pukasz w dno od spodu.
    • plain-vanilla Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 01.12.12, 11:12
      Czytam twoje posty i wynika z nich, ze ty i tak podjelas juz decyzje, ze nie chcesz sie leczyc. Moim zdaniem, to powinnas jak najszybciej isc do lekarza pierwszego kontaktu. Lekarz z przchodni moze ci przepisac fluoksetyne, jesli oczywiscie stwierdzi, ze nie ma przeciwskazan. Leki antydepresyjne nowej generacji nie uzalezniaja! Ja bralam fluoksetyne przez rok i ciagle chwale dobrodziejstwa tego, co ten rok zmienil w moim zyciu. Bynajmniej nie bylam na haju ani szczesliwa, po prostu dostalam mozliwosc pozbierania sie i przeorganizowania swojego zycia, nabralam pewnosci siebie, zaczelam jezdzic samochodem i uwierzylam, ze jestem silna kobieta. Jestem juz 2 lata po zakonczeniu terapii i wszystko jest super. Mam tez malutkie drugie dziecko i jak na razie nie ma zadnych niepokojacych objawow. Gdyby zaczelo sie cos dziac z noja psyche, zaraz bym poszla do lekarza, a nie czekala ze samo przejdzie! Moim zdaniem robisz krzywde temu maluszkowi i sobie, bo wyrzuty sumienia na pewno nie przejda.
    • kosmotynka Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 27.12.12, 12:28
      Żadna kobieta nie jest cyborgiem, może warto pomyśleć o opiekunce dla dzieci? Wiesz, chociaż tak dorywczo... Żebyś mogła na chwilę uciec od obowiązków, zrelaksować się, znaleźć czas na poukładanie sobie wszystkiego w głowie. Napisałaś, że bardzo przejmujesz się swoim pierwszym dzieckiem, Jego chorobami, pewnie też wszystkim innym, zapewne z drugim dzieckiem jest/będzie tak samo. Domyślam się, że osoba mająca takie podejście, bałaby się zostawić dzieciaki pod opieką kogoś obcego i nie byłaby w stanie oderwać się myślami od domu, tylko wciąż zastanawiałaby się, czy wszystko jest w porządku. Dlatego uważam, że jeśli już zdecydowałabyś się na czyjąś pomoc, a nie możesz liczyć na matkę czy teściową, to najlepiej byłoby zdać się na jakąś zaufaną agencję niań, która weryfikuje zatrudnianie opiekunki i ich umiejętności.
      Może też ojciec dzieci spędzałby z Nimi trochę więcej czasu, abyś Ty miała szansę na złapanie oddechu? Jeśli tylko poczujesz, że Twój dom nie jest Twoją klatką, w której jesteś uwięziona, na pewno będziesz potrafiła spojrzeć na wszystko z dystansem i wszystko się poukłada, trzymam kciuki! smile
      • a-dlaczego Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 27.12.12, 15:33
        Minęło trochę czasu ciekawa jestem jakie są losy autorki wątku?
        Wiem co czuje autorka , po urodzeniu pierwszego dziecka miałam to samo! Żałowałam, że się pojawiło, że zmieniło moje życie, że zmusza mnie do robienia wielu czynności wokół niego. To poczucie obowiązku zmuszało mnie do zajmowania się małą, nie miłość. Miłości wtedy do niej nie czułam. Cierpiałam fizycznie i psychicznie.Dużo płakałam. Moja sytuacja różniła się tym, że byłam głównie sama. Ojca dziecka ta sytuacja też przerosła....uciekał z domu w prace. (bez komentarza) Nie leczyłam się, - choć pewnie powinnam, wszystko jakoś samo minęlo.
        Chciałam jeszcze odnieść się do tego co jest napisane wyżej, że autorka wątku decydując się na drugie dziecko powinna była wiedzieć, że dopadnie ją depresja i obłorzyć się lekami już wcześniej, lub nawet nie decydować się na dziecko!
        Ja właśnie trzymam na kolanach 4 miesięczną córeczkę. I jestem w niej zakochana od pierwszej minuty jej życia, uwielbiam ją - chociaż daje popalić. I nigdy nie poczułam tego co przy pierwszej córce. Miałam to w pamięci i nawet się tego obawiałam, ale tym razem jest inaczej.
    • chanel500 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 27.12.12, 16:09
      Da się, ale myślę, że bez pomocy specjalisty (psycholog) może być Ci trudno na tym etapie.
    • ofelia1982 Re: Urodziłam i żałuję... Pomóżcie 30.09.13, 00:02
      Witamy w świecie perfekcyjnych. Tj. ex-perfekcyjnych, bo mnie właśnie to, co się ze mną stało po pierwszej ciąży wyleczyło z pagnienia bycia perfecyjną...
      Mój synek był niezbyt planowanytongue_out, ale miałam już męża, pracę i ustabilizowane życie, więc po pierwszym szoku - szybko zaczęliśmy się cieszyć i czekać na Małego.
      Ciąża super, oprócz jakichś komplikacji pod koniec (cholestaza).
      Urodziłam, poród bez traumy, dość szybki. Jazda zaczęła się 2 tygodnie później. Do dziś nie wiem jak to opisać - byłam jakby w jakimś innym świecie, zablokowana, przestraszona, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam taka jakby zamrożona wewnętrznie, nie umiałam nawet rozmawiać normalnie z ludźmi, KOSZMAR.
      Z normalnej, wesołej osoby zmieniłam się w jakieś przestraszone coś...Dlatego pewnie też dość szybko straciłam pokarm i po 3 m-cach zaczęliśmy karmić butlą. Na szczęście do synka mimo tego wszystkiego wkrótce poczułam miłość, więc nie był zaniedbany, ja mu okazywałam miłość etc. Ale sama ze sobą czułam się PASKUDNIE.
      Mój perfekcjonizm i wysokie wymagania wobec siebie nie pozwalały mi iść po pomoc. Trwałam w takim dziwnym stanie kilka miesięcy, męczarnia. Aż wreszcie mąż mi wręcz kazał iść do psychologa lub psychiatry. Poszłam i tu i tu. Dostałam lekki antydepresant, a jednocześnie co tydzień chodziłam do psychologa. Wszystko zaczęło mijać., ja sobie uświadomiłam dużo rzeczy i presję, jakiej się SAMA Z SIEBIE poddałam. Bycia idealną matką, zawsze ogarniętą, bez taryfy ulgowej.
      Żałuję jednego tylko - że tak późno poszłam po pomoc!
      Dlatego nie zwlekaj, naprawdę. To samo nie przejdzie najprawdopodobniej. Ja walczyłam kilka m-cy i NIC.
      Depresja poporodowa to częsta przypadłość, może mieć różne nasilenie, ale to jest wpływ hormonów + stres + niedospanie + nieparwidłowe wzorce siebie jako rodzica w głowie i już - mamy jazdę.
      Teraz czekam na drugie dziecko i mam lekką obawę, żeby nie przechodzić tego co poprzednio, ale terapia w moim przypadku zmieniła moje myślenie o sobie jako matce, więc się nie boję. Podchodzę z większych luzem, na nic się nie nastawiam, nie stawiam się już teraz w żadnej roli ("będę wychowywać bez smoczka", "będę karmić piersią", "będę codziennie dobrze wyglądać - udowodnię, że młoda matka może być atrakcyjna"). Będzie jak będzie, czas pokaże. Ja i tak jestem najlepszą matką, jaką mogą mięć moje dzieci - bo je po prostu KOCHAM.
      Daj sobie pomóc, uwierz - wiem, co mówię..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka