Dodaj do ulubionych

zaradność 2-klasistki

16.01.13, 22:38
napiszcie, czy to normalne, bo nie wiem, nie mam porównania . Dziewczynka 9-letnia, nie wychodzi sama na dwór bo się boi, nie pójdzie na drobne zakupy do sklepu osiedlowego, nie chodzi sama do szkoły . Czy to jest jakieś zaburzenie ? zapomniałam dodać, że nie ma matki nadopiekuńczej wręcz przeciwnie , matka namawią ją np. do wyjscia przed blok na plac zabaw
Obserwuj wątek
    • volta2 Re: zaradność 2-klasistki 16.01.13, 22:56
      jeśli nie wychodziła do tej pory sama w ogóle i teraz mają być te pierwsze razy - to chyba jednak ta matka taka nienadopiekuńcza nie była, co ?

      niestety nie pamiętam jak kształtują się normy u samotnych dzieci bo moje latały zawsze razem, no ok. 4-5 latek zaczął sam chodzić do sklepiku po jajko, lizaka - ale niechętnie.
      za to z bratem zawsze i wszędzie mogli pójść, ale to jednak co innego.

      sąsiedzkie dzieci też same latają dookoła bloku(pod nadzorem z okna) ale też w parze rodzeństwa - wiek 6 i 7 lat. pojedynczych dzieci faktycznie nie widuję.
      • andaba Re: zaradność 2-klasistki 16.01.13, 23:00
        Teraz dzieci, zwłaszcza w miastach, odprowadza się wszędzie do 12 roku zycia, to co się 9-latce dziwić. Może ma jakieś lęki, w tym wieku jeszcze ma prawo, zwłaszcza jak ma bujną wyobraźnię, lub koleżanki, które opowiadają niestworzone historie o porywaczach.
    • asia_i_p Re: zaradność 2-klasistki 16.01.13, 23:01
      Zaburzenie raczej nie. Moja córka też jest w drugiej klasie, ma 7 lat. Chodzi sama na podwórku, nie chodzi sama do sklepu, nie chodzi sama do szkoły, chociaż się o to wykłóca. Jedyne co robi to przechodzi kilka kroków ze swojej szkoły do mojej. Czyli mniej więcej robi połowę tej ewentualnej normy, nie uważam, żeby była zaburzona.
      Może okolica jest taka, że jest powód się bać (przynajmniej z punktu widzenia dziecka)?
      • przystanek_tramwajowy Re: zaradność 2-klasistki 16.01.13, 23:14
        Mojego 8-latka prowadzę rano do szkoły, po południu odbieram. Tak jak wszyscy rodzice dzieci z jego klasy. Zakupy potrafi zrobić, ale ogranicza się do sklepiku w szkole lub wejścia do jakiegoś sklepu gdy jesteśmy poza domem, żeby kupić sobie batonika (ja czekam pod sklepem). Nie mam potrzeby wysyłać go do osiedlowego sklepu po sól czy mąkę, bo sama kupuję tam rzadko. Zakupy są przywożone przez męża z pobliskiego supermarketu. Nie uważam, żebym miała zaburzone dziecko. Po prostu wychowuję je tak, jak sama uważam za stosowne. Zaburzony to jest według mnie ktoś, kto zbyt dużo uwagi poświęca sprawom sąsiadów i nadmiernie troszczy się o to, czy ich dzieci przypadkiem nie są zaburzone. Może lepiej część tej uwagi poświęcić własnej progeniturze, miłe panie?
    • imasumak Spokojnie. Rok temu moja córka, 16.01.13, 23:14
      wtedy drugoklasistka nie chciała chodzić sama do szkoły, która jest po sąsiedzku, ani do sklepu czy na plac zabaw. Zmieniło się to na wiosnę o 180 stopni, w ciągu dosłownie paru dni. Pod koniec drugiej klasy była już całkowicie samodzielna w tym względzie smile
    • atteilow Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 09:06
      Bo samemu na dworze jest i nudno i straszno, ale w grupie juz nie. Niech matka namawia dziecko do pójścia po koleżankę w celu zabawy. W drodze do szkoły i ze szkoły tez lepiej iść w jakims skladzie. Mój syn od polowy drugiej klasy SP niemal zawsze chodził z kolegami, tak sie sklada, że mieszkają w blokach obok. Inaczej nie pozwolilabym mu samemu wracać.

      A do zakupow w sklepie trzeba dziecko nieco przygotować. Niech najpierw kupuje coś tylko dla siebie - cukierki, czipsy. Nie można dzieciaka z zaskoczenia wyslac po zakupy, ktore nie sa dla niego, tylko dla rodziny. Kiedy nabędzie ogłady kupując dla siebie, zacznie ochoczo biegać po chleb w sobotni poranek.
      • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 09:35
        A ja tak przekornie zapytam.
        A po co wysyłać 8- czy 9-latka po zakupy dla rodziny?
        Czy akurat ta umiejętność jest mu niezbędna do życia w tym wieku? Czy po prostu lenistwo rodzica, który goni dzieciaka rano po świeże pieczywko?
        Dzieci mają swoje szkolne sklepiki, tam kupują rzeczy dla siebie i tam się uczą obracać pieniędzmi.

        Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie wysyłania córki nawet za te półtora roku czy dwa lata po zakupy. Z każdej strony mamy ruchliwą ulicę, zabudowa staromiejska, czyli kwartały po kilka kamienic (bez jakiegokolwiek sklepiku) poprzecinane ulicami z dużym ruchem samochodowym, bo to centrum i skupisko punktów handlowych ulicę dalej. Nie ma świateł nigdzie. Tak samo, jakby miała iść samodzielnie do szkoły. Nigdzie nie ma przejścia ze światłami, po drodze urząd i wielki parking, od rana ruch.
        Pod domem nie mamy też żadnego placu zabaw,obsrane przez psy mini mini podwórko bez jednej ławki, nawet nie ma po co tam wychodzić.

        Nie widziałam też ani jednego dziecka wychodzącego samodzielnie ze szkoły od młodej, rodzice przyjeżdżają samochodami pod szkołę, także po te dzieci z 6 klasy.
        • anyx27 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 09:42
          lily-evans01 napisała:

          > A ja tak przekornie zapytam.
          > A po co wysyłać 8- czy 9-latka po zakupy dla rodziny?
          > Czy akurat ta umiejętność jest mu niezbędna do życia w tym wieku? Czy po prostu
          > lenistwo rodzica, który goni dzieciaka rano po świeże pieczywko?

          A co złego w tym, ze dziecko pójdzie samo lub z koleżankami do sklepu, bo chce sobie kupić lizaka? Albo poproszenie dziecka o skoczenie do sklepu, gdy np. podczas przygotowania posiłku czegoś zabraknie?
          8 czy 9 lat to wiek, gdy dziecko normalnie już przecież uczestniczy w zyciu rodziny, ma obowiązki, pomaga, to duży dzieciak przecież. W czym problem?
        • joanna_poz Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 09:52
          > A ja tak przekornie zapytam.
          > A po co wysyłać 8- czy 9-latka po zakupy dla rodziny?
          > Czy akurat ta umiejętność jest mu niezbędna do życia w tym wieku? Czy po prostu
          > lenistwo rodzica, który goni dzieciaka rano po świeże pieczywko?
          > Dzieci mają swoje szkolne sklepiki, tam kupują rzeczy dla siebie i tam się uczą
          > obracać pieniędzmi.

          w szkole syna nie ma sklepiku (tak, tak, są takie szkoły).

          to "zakupy dla rodziny" to zazwyczaj pojedyncze rzeczy, ktorych nagle zabrakło - zeszyt, klej dla niego samego, albo też przysłowiowy cukier bo zabrakło.
          • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:44
            U mnie to niestety byłby problem, nawet z tym podejściem po lizaki czy zeszyt...
            Jak powyżej pisałam, mamy układ 6 kamienic w 2 rzędach, oddzielonych od innych, podobnych kwartałów ulicami, na których jest cały czas ruch samochodowy. I brak sygnalizacji. A po drugiej stronie przelotówki - punkty usługowe, 2 rynki spożywcze, więc cały czas ktoś jeździ wokół nas i parkuje. Plus linie tramwajowe. Idzie zwariować i bez dziecka wink.

            Ze swojej strony córka umie robić zakupy, od czasu do czasu dostaje pieniądze i kupuje sobie drobne zabawki. Czyta ceny i sprawdza, ile pani powinna jej wydać. Ale to przy okazji wspólnych zakupów w CH.
            • anyx27 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 13:10
              lily-evans01 napisała:

              > U mnie to niestety byłby problem, nawet z tym podejściem po lizaki czy zeszyt...

              Wybrałaś takie miejsce do mieszkania i to są konsekwencje. Widocznie tak ci pasuje. Nie znaczy to jednak, że u wszystkich tak jest.
            • agni71 Re: zaradność 2-klasistki 23.01.13, 10:20

              lily-evans01 napisała:

              > U mnie to niestety byłby problem, nawet z tym podejściem po lizaki czy zeszyt..
              > .
              > Jak powyżej pisałam, mamy układ 6 kamienic w 2 rzędach, oddzielonych od innych,
              > podobnych kwartałów ulicami, na których jest cały czas ruch samochodowy. I bra
              > k sygnalizacji. A po drugiej stronie przelotówki - punkty usługowe, 2 rynki spo
              > żywcze, więc cały czas ktoś jeździ wokół nas i parkuje. Plus linie tramwajowe.
              > Idzie zwariować i bez dziecka wink.


              No dobrze, ale co sie dziwisz innym, którzy nie mieszkają w takim miejscu jak ty? U mnie dziecko mogłoby zrobić zakupy bez przechodzenia przez ulicę, co najwyżej mijając boczną uliczkę.
        • atteilow Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:40
          lily-evans01 napisała:
          > A ja tak przekornie zapytam.
          > A po co wysyłać 8- czy 9-latka po zakupy dla rodziny?
          > Czy akurat ta umiejętność jest mu niezbędna do życia w tym wieku? Czy po prostu
          > lenistwo rodzica, który goni dzieciaka rano po świeże pieczywko?
          > Dzieci mają swoje szkolne sklepiki, tam kupują rzeczy dla siebie i tam się uczą
          > obracać pieniędzmi.

          W sobotę mają sklepik szkolny??? W klasach 0 - 3 w szkole mojego syna w ogóle nie bylo śmiesznych sklepików, dlatego "socjalizował się zakupowo" w naszym osiedlowym.
          Tak, lenistwo rodziców wzbogaca o nowe umiejetności dziecko Juz ktos to kiedyś tu napisał i sie z tym zgadzam. Moje nieświadome lenistwo smile

          > Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie wysyłania córki nawet za te półtora rok
          > u czy dwa lata po zakupy. Z każdej strony mamy ruchliwą ulicę, zabudowa staromi
          > ejska, czyli kwartały po kilka kamienic (bez jakiegokolwiek sklepiku) poprzecin
          > ane ulicami z dużym ruchem samochodowym, bo to centrum i skupisko punktów handl
          > owych ulicę dalej. Nie ma świateł nigdzie. ...

          Za to u mnie sielsko i spokojnie, sklepik tuz za rogiem, nadal mam syna nie wysylac po chleb ?

          Tak samo, jakby miała iść samodzieln
          > ie do szkoły. Nigdzie nie ma przejścia ze światłami, po drodze urząd i wielki p
          > arking, od rana ruch.
          > Pod domem nie mamy też żadnego placu zabaw,obsrane przez psy mini mini podwórko
          > bez jednej ławki, nawet nie ma po co tam wychodzić.

          Straszne miejsce wink

          > Nie widziałam też ani jednego dziecka wychodzącego samodzielnie ze szkoły od mł
          > odej, rodzice przyjeżdżają samochodami pod szkołę, także po te dzieci z 6 klasy

          To, ze nie widzialas nie znaczy, ze tak jest. Dzieci dojeżdżają same autobusami i to od 2 kl. SP.
          • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:47
            Ale czy to jest takie bezpieczne, że dzieciak sam jeździ komunikacją miejską w wieku 7-8 lat? Co, jak np. autobus zepsuje się po drodze i trzeba ileś przystanków dojść do szkoły pieszo, a nie zna się drogi?
            A co, jak wsiądzie pijany element i zacznie zaczepiać małe dziecko? Mało to takich?
            Po to są świetlice szkolne, żeby rodzice mogli bezpiecznie odstawić dzieci z klas I-III przed pracą i odebrać je po pracy. W naszej szkole dziecko w tym zakresie wiekowym nie dostałoby zgody na samodzielne opuszczenie budynku.
            • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:52
              A czy mieszkam w "strasznym miejscu"?
              No, niestety to typowa zabudowa starego typu, ulice, kamienice, mini skwerki i nic więcej. W każdym mieście chyba tak jest bliżej centrum. Obok szkoły duży park, ale samodzielne dojście jest jakie jest, niestety.
              Kiedy nie miałam dziecka, te aspekty mi nie przeszkadzały, bo się o tym nie myślało. Fajnie było mieć przystanek tramwajowy pod domem i dojechać do pracy raz dwa, niemal pod sam biurowiec.
              Teraz pluję sobie w brodę, że nie chciałam mieszkania w bloku. O ile wielka płyta ma swoje mankamenty, o tyle peerelowska infrastruktura wokół była genialna - na osiedlu, na którym mieszkałam jako dziecko, o rzut beretem jest: szkoła, przedszkole, biblioteka miejska, multum sklepów, punkt pocztowy itp. Jezdnie osiedlowe mają garby i obecnie wszędzie ograniczenia prędkości, więc inaczej też można się poruszać. No i co kilka bloków place zabaw smile.
        • mama_kotula Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 13:53
          lily-evans01 napisała:

          > A ja tak przekornie zapytam.
          > A po co wysyłać 8- czy 9-latka po zakupy dla rodziny?
          > Czy akurat ta umiejętność jest mu niezbędna do życia w tym wieku? Czy po prostu
          > lenistwo rodzica, który goni dzieciaka rano po świeże pieczywko?

          Nie, nie lenistwo. Dlaczego uważasz, że to rodzic ma z definicji latać do sklepu pod blokiem po pieczywo? A jak nie podtyka dzieciątkom pod nos, to znaczy, że jest leniwy?

          Ja wychodzę z założenia, że dziecko 8 czy 9-letnie nie żyje tylko dla siebie, ale żyje w rodzinie. I czasem może coś dla tej rodziny zrobić. Na przykład zakupy w sklepie pod domem. Albo kolację. Albo przynieść matce herbatę. Albo wynieść śmieci.

          W przeciwnym razie hodujemy sobie królewnę bądź księciunia, któremu się wydaje, że wszystko mu się należy defaultowo, a matka i ojciec służą do tego, by mu usługiwać.
          • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 14:12
            Widzisz, moje pytanie wynika chyba głównie z tego, że w dzieciństwie ciągle byłam po coś posyłana do sklepu. Nie znosiłam tego serdecznie.
            Fakt, że miałam chyba z 9 lat, kiedy byłam posłana sama po raz pierwszy.
            Pamiętam, jak coś tam stłukłam przez przypadek w osiedlowym samie, kasjerka kazała mi zapłacić, a ja miałam tylko od matki wyliczone pieniądze. Wiedziałam, jaką z.j.ebkę dostanę, więc po prostu dostałam niemal ataku histerii. Panie na szczęście odpuściły.
            To były czasy, kiedy kolejki bywały, więc stałam między dorosłymi (jedyny dzieciak) i nudziłam się jak mops.
            Potem zbuntowałam się i stwierdziłam, że nie będę w sobotę rano dyrdać po świeże bułki, bo ja mogę zjeść te z piątku, a za to dłużej pospać, kiedy nie ma szkoły (bułki były tylko rano w owych czasach).

            Co do obowiązków dziecięcych, uważam, że pierwszym i najistotniejszym jest szkoła. Ale mam młodsze dziecko, 6,5 roku. Druga sprawa - ma umieć zrobić wokół siebie to, co jej samej będzie potrzebne, czyli ułożyć na miejsce wszystko w swoim pokoju, złożyć i schować swoje ubrania itp. I realizuje to, choć czasem trzeba przypomnieć. Jak idzie spać, ma idealny porządek. Pewnych rzeczy z definicji robić nie będzie, np. ścierać kurzy, zamiatać itp., bo akurat nie powinna.
            A co do zakupów, to wolę iść do CH i kupić różne rzeczy na zapas. Przy okazji córka sobie coś czasem kupuje sama z tych pieniędzy, które uzbiera (przeważnie w smyku). Świeże wędliny, warzywa, owoce - kupuję na ryneczku niedaleko domu. Zresztą nie wchodzę do tzw. lokalnych sklepików, bo ceny z sufitu, a towar przeważnie podły.
            • mama_kotula Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 14:38
              Cytat
              Potem zbuntowałam się i stwierdziłam, że nie będę w sobotę rano dyrdać po śwież
              > e bułki, bo ja mogę zjeść te z piątku, a za to dłużej pospać, kiedy nie ma szko
              > ły (bułki były tylko rano w owych czasach).


              O no właśnie o to mi chodzi.
              JA mogę zjeść te z piątku i dłużej pospać. Czyli: mam was w dupie, ważne jest to, co ja chcę. Źle byłaś uczona, i tyle. Byłaś traktowana jak chłopiec na posyłki, co rodzi tego typu bunt. A fajnie jest wypośrodkować, rozsądnie.
              Moja córka od jakiegoś czasu zaczęła sprzątać swój pokój (wreszcie!), twierdząc, że robi to wyłącznie po to, by mi było przyjemnie, bo jej pie...ik nie przeszkadza, a mi owszem. Widzisz różnicę?

              Cytat
              Co do obowiązków dziecięcych, uważam, że pierwszym i najistotniejszym jest szkoła. Ale mam młodsze dziecko, 6,5 roku.


              W przypadku moich dzieci szkoła to 4-5h dziennie w szkole i 5 minut na zadanie domowe. Żaden to obowiązek imho. Nie mówiąc o tym, że nauki jest tyle, co kot napłakał.

              Ale ja chciałam o czymś innym, jeśli chodzi o obowiązki. Uważam, że tak - ogarnięcie SWOJEGO chlewika jest jak najbardziej ważne, natomiast imho jak najwcześniej warto wdrażać dziecko do wykonywania obowiązków _dla dobra wspólnego_. Bo potem ok, swój pokój posprząta, ale np. garów nie pozmywa, bo nie on je wybrudził, rozumiesz, o co mi chodzi? smile
              Chodzi o to, że ja robię pranie dla całej rodziny, wieszam, przynoszę z suszarni - po czym proszę dzieci o pomoc w poskładaniu. Nie tylko swoich rzeczy, wszystkich rzeczy. Wieczorem wspólnie sprzątamy chlewik najmłodszej, bo tam potem siedzimy sobie na dywanie i czytamy. Oraz - ty Synu odkurzysz przedpokój i salon. Ja umyję okna, w twoim pokoju też, i przy okazji ogarnę ci na parapecie. Śmieci wyrzuca Syn, zaraz po szkole, już mu to weszło w nawyk. Bo ja bym musiała ze sobą roczniaka targać, nie? Oraz, jestem zmęczona, cały dzień nosiłam twoją siostrę, zrób córko kolację dla wszystkich. I tak dalej. Obowiązki nie są sztywne. I tak - twoja córka ma alergię, ścierać kurzu nie będzie - ale pranie powiesić może, gary pozmywać również. Kurz pościerasz ty, wszędzie.

              Co do zakupów, też wolę duże w CH, ale chodzi mi o losowe sytuacje pt. robię kotlety, byłam pewna, że mam bułkę, a tu zonk, bo ktoś wrąbał na drugie śniadanie. Więc leć, córka, do sklepu, przynieś bułkę smile
              --
              Lizards have gators!
              I am weird but I am not strange.
              • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 17:11
                U nas zajęcia są sztywno w godzinach 9-16, potem zajęcia dodatkowe, które córka lubi i chce chodzić (2 x na tydzień). Raz zajęcia z integracji sensorycznej, po których młoda osoba pada na twarz. Zadawane dość dużo - tzn. jak mnie poświęcanie przez dziecko 30-45 minut po szkole na odrobienie kilku rodzajów ćwiczeń to jest sporo, bo dzieci były dość długo w szkole. Pani dużo wymaga, sama to zresztą przyznaje i ciągnie te sześciolatki po poziomu dzieci o ponad rok starszych. Co chwilę są jakieś konkursy, pokazy, przedstawienia itp. - dzieci albo są wyznaczane do przedsięwzięć klasowych, albo same chcą brać udział we wszelkich konkursach, więc ciągle jest coś dodatkowo.
                Ale w sumie dzięki temu córka jest dopiero wieczorem w domu i stosunkowo mało generuje bałaganu wink. Sprząta ładnie u siebie, podłogi nie wchodzą w grę. Co do zmywania, albo wstawiam do zmywarki, albo jakieś oporne sztuki myję sama ręcznie. Córka ma AZS i detergenty działają na jej skórę niekorzystnie (do dzisiaj używamy np. tylko proszków typu Lovela i mydeł emolientów).
                Cóż, na razie nie będzie umiała zmywać ani odkurzać wink.

                Myślę, że widzisz to inaczej, bo jesteście dość sporą rodzinką. W takiej rodzinie, gdyby wszyscy zwalili wszystko tylko na mamę, to mama by padła. My jesteśmy tylko dwie wink.
                • anyx27 lily-evans01 OT 17.01.13, 17:55
                  Moja córka też miała AZS stwierdzone w 4-tym miesiącu życia. Kilka lat z tym dziadostwem walczyliśmy, aż w końcu jakaś mądra lekarka zasugerowała pasożyty, grzyby. W badaniach oczywiscie nie wyszło, ale po odrobaczaniu i odgrzybianiu AZS cudem zniknęło. Teraz młoda ma 8 lat i spokój z AZS mamy juz 2 lata.
                  • lily-evans01 Re: lily-evans01 OT 17.01.13, 18:11
                    U nas też były badania.
                    Córka bardzo często i drastycznie chorowała, więc nawet były badania w kierunku lamblii, bo to były takie nagłe infekcje "z niczego".
                    Oczywiście nic nie zostało wykazane z tych rzeczy. Tylko kilka alergii: na białko mleka krowiego, roztocza, pleśnie.
                    Ciekawa jestem bardzo domowych sposobów na odgrzybianie i pozbycie się pasożytów. Bo leki apteczne są chyba na receptę? No i silniej na pewno działają, więc jeśli tego czynnika nie ma, to szkoda męczyć organizm.
                    Czytałam kiedyś o soku z kiszonych ogórków, ale to nie wchodzi w grę - ogórki i kapusta są zakwaszane na serwatce, więc w ogóle tego nie jemy. Przetworów nie robię wink)).
                    • anyx27 Re: lily-evans01 OT 17.01.13, 18:19
                      Ogólnie zero cukru, zero mleka, zero mąki pszennej, zero drożdży, zero słodkich owoców. Kiszonki jak najbardziej. Do tego olej z pestek dyni, probiotyki, są też ziołowe suplementy na grzyby i pasożyty np. paraprotex.
                      My stosowalismy Vermox 2x1 tabl. przez 3 dni, po 2tyg. powtórka. W międzyczasie naturalne środki i dieta. Tzn. taka rygorystyczna bardziej, bo na co dzień też stosujemy podobne zasady.
                      Od tego czasu odrobaczamy się profilaktycznie raz na rok. Te środki działaja miejscowo jedynie na układ nerwowy pasożytów.
                      Myśle, że między innymi dlatego moje dziecko nigdy nie chorowało i nie brało antybiotyków, mimo stwierdzonej alergii.
                • mama_kotula Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 19:10
                  lily-evans01 napisała:
                  > Myślę, że widzisz to inaczej, bo jesteście dość sporą rodzinką. W takiej rodzin
                  > ie, gdyby wszyscy zwalili wszystko tylko na mamę, to mama by padła. My jesteśmy
                  > tylko dwie wink.

                  Uhm, tylko dwie. Zatem na matkę można zwalić wszystko, bo nie jest tego dużo tongue_out
                  A tak naprawdę, nie ma to znaczenia, czy rodzina jest duża, czy mała, ale jeszcze o tym nie wiesz. Masz syndrom samotnej matki, która roztacza nad jedynaczką ochronny parasol, bo ją tylko jedną ma i musi chronić przed światem. Więc broń boziu żeby się nie przemęczyła, mamusia nieba przychyli, skoro ojciec okazał się sku.synem i go nie ma.





                  BTW, wypisałam dzieci ze szkoły, w której zajęcia były przez 8h dziennie, też mi się na początku wydawało, że to super sprawa, i te wszystkie projekty i przedsięwzięcia, i konkursy i w ogóle. I tak, też myślałam, że to taki fun, że dzieci są w domu po 16, na zabawę czas znajdą, i w ogóle. Ale potem przejrzałam na oczy tongue_out

                  Do córki koleżanki nie przychodzą do domu? Nie wychodzi po szkole na podwórko?
                  • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 21:02
                    My właściwie nie mamy podwórka sad. Nie ma dzieci. Kamienica. Maleńki kwadrat trawy ze śmietnikiem, drzewa, dalej następna ulica. Struktura demograficzna taka, że albo same starsze panie albo małżeństwa w średnim wieku z dziećmi, które właśnie wybywają z gniazd. W domach wokół nas chyba jest tak samo, bo nikt się tam nie bawi, nie przesiadują żadne dzieciaki... Oprócz czterech synalków patologii z okolicznej oficyny wink.
                    Próbuję sprzedać mieszkanie, głownie z tego powodu, że nam smutno i nudno, no i mieszkać w ścisłym centrum miasta, nad tramwajami, to wcale nie taki raj. Ale to nie jest dobry czas na sprzedaż niestety, choć cena jest fajna.

                    Co do obowiązków, naprawdę nie ma ich za wiele u nas, a niestety zmywać codzień wszystko wodą z kurzu to tylko ja mogę.

                    Co do szkoły - jest sporo rzeczy, które mnie się nie podobają, a bodą mnie, bo są też kosztowne, a bezzasadne. Ale córka zaczęła się w końcu aklimatyzować, w tej chwili ma etap ustawiania innych, no i teraz mam dylemat.
                    Zmienialiście szkołę? Na publiczną? Jak wrażenia?
                    • mama_kotula Re: zaradność 2-klasistki 18.01.13, 00:18
                      Cytat
                      Co do szkoły - jest sporo rzeczy, które mnie się nie podobają, a bodą mnie, bo są też kosztowne, a bezzasadne. Ale córka zaczęła się w końcu aklimatyzować, w tej chwili ma etap ustawiania innych, no i teraz mam dylemat.
                      Zmienialiście szkołę? Na publiczną? Jak wrażenia?


                      Zmienialiśmy z wielu powodów, bardzo wielu.
                      Szkoła prywatna, z masą "bajerów", szkolnym busem, pretendująca do miana ekskluzywnej. Rano bus zabierał dzieci o 7, wracały o 16. Zmęczone. Jak diabli. Znużone siedzeniem długo w szkole, ciągłą aktywnością. Nie chciało im się wyjść na dwór, nie mówiąc o robieniu czegoś poza zabawą. Wiecznie brakowało czasu na wszystko, na wspólną zabawę, naukę - zanim poszły do szkoły, bardzo fajnie nam wychodził homeschool w tematach pozaszkolnych. Syn nie chciał chodzić spać przed 22, bo chciał sie bawić. Na podwórku niewiele osób, też w ciągłych rozjazdach; koledzy z klasy w promieniu 20km, wizyta u kogoś to cała wyprawa, trzeba wozić.
                      Oferta edukacyjna nieadekwatna do ceny. 6 godzin angielskiego? w ciągu miesiąca prywatnego angielskiego za 1/5 ceny moje dziecko nauczyło się o wiele więcej niż przez 3 lata w szkole. Obiady syfne, ale nie można zrezygnować, bo są w cenie czesnego, szumnie obiecywane narty w ramach wf okazały się 3 godzinami na stoku. Dużo by mówić.


                      Na początku byłam nastawiona bardzo entuzjastycznie, tak jak ty - masa projektów, konkursów, przedsięwzięć, 6 godzin języka, no cuda wianki. Co z tego? nic z tego. Nic to nie wnosiło w edukację, była piękna otoczka, była "integracja", takie tam. Dzieci z biegiem lat zniechęcały się do wszystkiego, odechciewało im się brać udział w konkursach (to już pisałam na forum, możesz poszukać). Nie uczyły się nic nowego, nic interesującego, każdy temat był ledwo "lizany" i szybko pędziło się dalej. Nawet, jak coś zainteresowało dzieci - nie mieliśmy czasu na rozwinięcie tego w domu.
                      Do tego problemy ze współpracą z gronem szanownym. Dużo by mówić.

                      Powiedziałam - dość. Przeprowadziliśmy się w ciągu wakacji do bloku, dzieci przeniosłam do rejonówki nieopodal domu.
                      Efekty? rewelacyjne. Na początku, owszem, problemy z aklimatyzacją - krótko, i oczywiście bunt, bo dzieci nie chciały szkoły zmieniać.
                      Potem okazało się, że do domu się wraca o 12,13, a nie o 16, i że ma się dodatkowy czas na zabawę, mnóstwo czasu! wtedy syn zaczął mówić, że w nowej szkole mu się bardzo podoba, że jest dużo miejsca, że są fajne dzieciaki i że pani go chwali. Córka się zdziwiła, dowiedziawszy się, że większość jej klasy mieszka w promieniu 100m. Zaczęli wychodzić na dwór na długie godziny, domofon się urywał, bo co chwila ktoś przychodził. Nie było problemu z zaproszeniem do domu; od jakiegoś czasu córka wraca co dzień po lekcjach do przyjaciółki i siedzi u niej do powrotu jej rodziców - razem odrabiają lekcje, bawią się, fajnie spędzają czas.
                      Odkąd jest śnieg, całą zgrają chodzą na osiedlową górkę - zaraz po lekcjach, wpadają do domu na obiad, biorą sanki i jabłuszka i tyle ich widziałam, wracają po kilku godzinach.

                      Poprawa zachowania u syna (ma ZA) - ogromna. Były z nim w szkole problemy, bywał agresywny, teraz wiem, że głównie wynikało to ze zmęczenia i stresu. Naprawdę - zmniejszenie liczby lekcji w szkole bardzo dużo dało. O dziwo! uczą się więcej niż w szkole poprzedniej, bo uczą się w domu, ze mną, chętnie; na zasadzie wspólnego czytania (np. biografii sławnych ludzi, od paru dni z fascynacją słuchają o Schliemannie i odkryciu Troi), wspólnego robienia eksperymentów itp. - jednocześnie mają też czas na zabawę. Zajęcia dodatkowe mają w szkole, plus dodatkowy angielski, plus terapia grupowa zachowań społecznych. Widać, bardzo widać, że są wypoczęci, poprzednio miałam wrażenie, że są "szarzy" ze zmęczenia. Więcej czasu spędzamy razem, całą rodziną. Jest o niebo lepiej smile
            • annabetka Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 23:23
              Pewnych rzeczy z definicji r
              > obić nie będzie, np. ścierać kurzy, zamiatać itp., bo akurat nie powinna.
              Zabawne to dla mnie jestbig_grin Moja siedmiolatka jest wręcz oburzona/pogniewana jak jej nie pozwalam np.ścierać kurzy,kroić marchewki czy iść do sklepu po chlebsmile Dzieci uwielbiają pomagać i taka pomoc w domu je rozwija,uczy samodzielności! sorry ale dziewięcioletnie dziecko zawożone i przywożone ze/do szkoły to dla mnie jakaś porażkatongue_out
              • lily-evans01 Re: zaradność 2-klasistki 18.01.13, 00:15
                Dla ciebie zabawne, a moje dziecko ma ciężką alergię na roztocza i AZS.
                Kontaktu z kurzem mieć nie może.
                Co do przywożenia do szkoły, nie wszystkie dzieci chodzą do szkół oddalonych o 10 minut od domu.
        • agni71 Re: zaradność 2-klasistki 23.01.13, 10:35
          lily-evans01 napisała:

          > A ja tak przekornie zapytam.
          > A po co wysyłać 8- czy 9-latka po zakupy dla rodziny?
          > Czy akurat ta umiejętność jest mu niezbędna do życia w tym wieku?

          Z pewnością umiejętność robienia zakupów jest konieczna, a wiek 8-9 lat jest odpowiedni, by dziecko zaczynało to robić. Szczególnie zakupy typowo dla dziecka, np. przypomnialo się, że cos tam jest na jutro potrzebne do szkoły. Ale nie widzę patologii w tym, ze ktos wysle dziecko, bo zabrakło jakiegoś składnika do obiadu czy kolacji.

          >Czy po prostu
          > lenistwo rodzica, który goni dzieciaka rano po świeże pieczywko?
          > Dzieci mają swoje szkolne sklepiki, tam kupują rzeczy dla siebie i tam się uczą
          > obracać pieniędzmi.

          Ja tam wolę, żeby akurat w szkolnym sklepiku nie kupowały, zresztą moja drugoklasistka nie ma sklepiku, sklepik u nas jest od klas IV.

          Co do obaw dziecka, niechęci do wychodzenia - no sa dzieci bardziej nieśmiałe, i je trzeba jakos łagodnie wprowadzać chocby we wspomniane robienie zakupów. Moja 10-latka taka jest, za to jej 2 lata młodsza siostra juz jest bardziej śmiała i chodzą razem smile

          zaniepokoiłoby mnie jednak, jeśli dziecko wcześniej wychodzące nagle zaczęłoby sie bać. Pomyslałabym, ze ktos mu zrobil krzywdę lub przestraszył, starałabym się dociec prawdy.
    • guderianka Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 09:09
      znajoma w takim przypadku poszła z dzieckiem do psychiatry
      • anyx27 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 09:39
        Moja zaczęła wychodzić z koleżankami na zamknięty dziedziniec bloku jak miała 4,5 roku, ale były ku temu warunki. W wieku 5 lat sama chodziła do sklepiku przy domu. Potem się przeprowadziliśmy, nie mieszkamy w bloku i tu był lekki problem, bo żeby spotkać sie z kolezankami, musiała iść do bloku obok. Sama zaczęła chodzić tam w wieku 6,5 roku, do sklepu wcześniej. Teraz ma 8 lat i nie ma żadnych problemów, tylko, że mieszkamy na osiedlu szeregówek i małych bloków, prawie jak na wsi wink Do szkoły ma ok. 1km, w tym ruchliwa ulica bez swiateł, więc na razie nie chodzi sama.
        • gabi683 Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 09:54
          Każde dziecko jest inne wiem coś o tym mam ich czworo ,najstarszy już samodzielny ale tego musiałam wozić z racji szkoły i przedszkola.Średnia nowe miasto nowa szkoła dwa tygodnie ja prowadziłam potem maszerowała sama.Kasia pierwsza klasa a raczej już powała i nadal boi się sama wędrować .Idę ja z najmilszą razem do przedszkola podłodze ona do szkoły.Albo ze straszą jak mają na tę samą godzinę.Zawsze chodzę po nią do szkoły .Bo wiem że się boi ,zresztą dla mnie osobiście to sprawa bardzo indywidualna.Jedno dziecko gotowe jest szybciej inne potrzebuje czasu .Tak jak z czytaniem tongue_out
      • przystanek_tramwajowy Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:15
        guderianka napisała:

        > znajoma w takim przypadku poszła z dzieckiem do psychiatry

        Jaką terapię psychiatra zalecił? Oczywiście twojej znajomej, nie jej dziecku.
        • guderianka Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 14:56
          Nie wiem, nie dopytywałam
          Ale dziecko nadal zlęknione (nie zostanie samo w domu,itp)
      • imasumak Słusznie. Jak ktoś ma problem z tym, 17.01.13, 12:04
        że jego dziecko w wieku 9 lat nie chce jeszcze samo chodzić po ulicach, to faktycznie powinien iść do psychiatry.

        guderianka napisała:

        znajoma w takim przypadku poszła z dzieckiem do psychiatry
        • anyx27 Re: Słusznie. Jak ktoś ma problem z tym, 17.01.13, 13:14
          Co innego chodzić samemu po ulicach, co innego bać się wyjść z domu. Gdyby moja córka w wieku 9 lat bała się wyjść do sklepu obok domu czy do koleżanki, też by mnie to zaniepokoiło.
          • imasumak Re: Słusznie. Jak ktoś ma problem z tym, 17.01.13, 13:24
            Tak jak pisałam gdzieś powyżej, z moją córką była podobna sytuacja - zmieniło się wszystko w ciagu kilku dni. Uważam, ze nie ma co panikować .
        • guderianka Re: Słusznie. Jak ktoś ma problem z tym, 17.01.13, 14:57
          nie bardzo rozumiem szyderstwo-normalna wesoła dziewczynka nagle staje sie znerwiowana, zlekniona.Przestaje wychodzic w zasadzie na dwór-wczesniej bawiła sie z dziecmi, boi sie byc sama w domu, ktos ciagle musi byc z nia.
          • imasumak A to trzeba było w ten sposób od razu. 17.01.13, 23:03
            Skoro wcześniej była otwarta i nagle coś się stało, to trzeba to wyjaśnić. Natomiast nie wiem, czy psychiatra to jest wyjście, nie lepiej psycholog, który pomoże dotrzeć do źródeł zmiany?
    • kocianna Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:03
      W Warszawie Młoda, lat od paru dni 8, chodzi sama do cukierni (jest w naszym bloku) i do sklepu (jest w sąsiednim budynku), a także do kumpli na osiedlu (dwa bloki dalej). Osiedle strzeżone, wszędzie progi zwalniające, nie ma do przejścia "normalnej" ulicy.
      Tutaj nie może sama nawet wyjść na dwór, bo nie pozwalam jej samej jeździć windą, a trudno, żeby dymała z nastego piętra z buta. Odwożę ją na podwórko i zostawiam z kumplami, może wkrótce poślę ją do sklepu. Do szkoły jeszcze długo nie - niebezpieczne skrzyżowanie po drodze, chociaż Młoda bardzo prosi.
      Sama w domu zostawała w grudniu bardzo chętnie na 2-3 godziny - w styczniu płacze, że się boi. Od Nowego roku w ogóle znów bardziej boi się ciemności, duchów, szczurów, złodziei i terrorystów, a w Moskwie tego akurat dostatek (nie wiem, jak z duchami, ale legendy twierdzą, że nienajgorzej).
    • to_ja_tola Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:23
      no własnie o takim chłopcu pisałam w innym wątku.
      Koleżanka prowadzała go do szkoły chyba do 10 roku zycia.Szkoła pod blokiemsmile
      dzisiaj młody taki,jakis ...nieogarnięty.
      Na dwór wychodzi z mamą,całymi dniami w sumie bardziej siedzi w domu,do lekcji sam tez nie przysiądzie.
      Taki...nieogarnięty...żeby nie napisać inaczej.Nie chciała bym,żeby moje dzieci takie były.
    • bella_roza Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 11:48
      w przypadku 9 latki to jeszcze można mieć nadzieję że przejdzie choć normalne to nie jest... koleżanka natomiast ma podobną sytuację z prawie 11latką, nie może jej nawet na chwilę zostawić samej w domu bo ta się boi. do tego koleżanka jest samotną matką więc to naprawdę duży problem.
    • lily-evans01 Do Olewki 17.01.13, 11:58
      Jeszcze raz przeczytałam sobie ten post, z dużą uwagą...
      A może to dziecko spotkała jakaś nieprzyjemna przygoda i wstydzi się przyznać?
      Wychodziło kiedyś samo? Chociażby na podwórko, przed dom?
      Może widziało ekshibicjonistę albo ktoś próbował je obmacywać, namawiać, żeby gdzieś poszło itp.?
      Może jest na osiedlu jakaś grupa młodzieży zastraszająca młodszych?

      U sąsiadki z oficyny córka 13-letnia sama nie chciała wracać ze szkoły 3 przystanki tramwajem. W końcu przyznała się, że starsi gimnazjaliści zaczepiają tych młodszych na wyjściu, wyzywają, szarpią, plują itp. A robili to tak sprytnie, że nie stali pod szkołą, tylko odpowiednio dalej, żeby wychodzący nauczyciel nie widział. Problem ustał, gdy skończyła pierwszą klasę, ale zapewne młodzieńcy znaleźli sobie następnych do dręczenia.
    • edelstein Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 13:45
      Dla mnie nienormalne,moj 4latek przedwczoraj poszedl sam po bulki
      • wioskowy_glupek Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 14:27
        To jest dopiero nienormalne, chyba że mieszkasz na jakiejś wiosce, gdzie ulica jest kilometr od domu, albo sklep na parterze domu w którym mieszkasz...
        Sorry ale straszna nieodpowiedzialność.
        • edelstein Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 14:53
          Mieszkam w wielkim miescie,piekarnia pod domem.Syn szczesliwy.No ale tu 4latki bawiasie same na pidworku tylko ze starszymi kolegami z 1,2pidstawowki.
    • mama_kotula Re: zaradność 2-klasistki 17.01.13, 13:58
      Z jednej strony - jeśli dziecko tego nie robiło nigdy, to nic dziwnego.
      Z drugiej strony - delikatnie wybadałabym, w czym rzecz, i w ostateczności poszła do psychologa.

      Moje dzieci (8 lat, 9,5 roku) zaprowadzam do szkoły (ale bywa, że chodzą same, jak nie zdążę rano wyrobić z obsługą najmłodszej), ze szkoły wracają same - z kolegami z klasy. Na podwórko wychodzą z dziećmi mieszkającymi w pobliżu - samemu jest nudno. Do sklepu idą same, śmieci wywalają same, wczoraj były z kolegami i koleżankami na sankach na górce w pobliżu - prawie 4 godziny, wróciły, jak już było ciemno, dostały za to ochrzan i prikaz wracania, jak tylko zaczyna się zmierzchać. Syn samodzielnie jeździ rowerem na zajęcia dodatkowe z angielskiego, fakt, nie przez centrum miasta, tylko po terenie podmiejskim, drogami żwirowymi.
      Natomiast 8-letnia przyjaciółka córki nie jest puszczana nigdzie sama, poza drogą powrotną ze szkoły. Na podwórko wychodzi z ojcem, wszędzie jeździ z ojcem, do nas ojciec ją przyprowadza i odbiera (mieszka jakieś 100m od naszego domu). Tak, ze bywa różnie.


      http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
      • olewka100procent Re: zaradność 2-klasistki 22.01.13, 23:05
        dziewczynka ta rzadko wychodziła na spacery z matką , z czystego lenistwa . tutaj obok miejsca zamieszkania dziewczynka nie chce wychodzić bo nie zna nikogo, ale raz syn znajomej która ich odwiedziła zaproponował wyjście przed blok na plac zabaw to nie chciała , a znają sie dobrze i lubią sie razem bawić
        • czar_bajry Re: zaradność 2-klasistki 22.01.13, 23:08
          Mój chodzi sam ale znam dzieci które tego nie robią i prawdę mówiąc nie widzę w tym nic dziwnego..

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka