Dziecko w pracy

10.02.13, 00:28
Znalazłem się na tym forum po dzisiejszym egzaminie ustnym. Profesor egzaminował studentów, a w kącie siedziała... jego trzyletnia córka. Przepraszał, że nie miał jej z kim zostawić, bo żona w szpitalu. Niby rozumiem, ale u mnie w pracy za coś takiego byłaby od razu nagana. Wyobrażacie sobie obsługującego Was urzędnika w banku, i obok dziecko? A może ja sobie nie życzę, żeby mojej odpowiedzi przysłuchiwał się jakiś bachor. Oczywiście tego na głos nie mogłem powiedzieć. Co wy o tym myślicie?
    • mruwa9 Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 00:39
      no nie mow, ze az tak speszyla cie obecnosc 3-latka na sali, dziecka, ktore pewnie nie tylko nie bylo zainteresowane twoim belkotem, ale pewnie nie zrozumialo z niego ani slowa.
      Ja rozumiem, ze w pewnych zawodach obecnosc dziecka jest wykluczona (trudno, zeby dziecko towarzyszylo np. lekarzowi podczas badania pacjentow, czy pilotowi samolotu pasazerskiego podczas lotu), ale w wielu sytuacjach jego obecnosc nikomu nie szkodzi. Jak dla mnie- punkt dla profesora, ze nie wymiguje sie od obowiazkow rodzicielskich, probujac je polaczyc w obowiazkami zawodowymi. Przeciez mogl odwolac egzamin, byc z zona w szpitalu, albo z dzieckiem w domu. Mimo wszystko przyszedl do pracy, pewnie dlatego, zeby ciebie i twoich kolegow nie wystawic do wiatru. Bardziej cieszyloby cie odwolanie egzaminu za piec dwunasta?
    • kosc_ksiezyca Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 00:43
      Troll.
    • eliszka25 Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 05:07
      a do tego egzaminu, to trzeba bylo podchodzic nago czy co, ze to dziecko az tak cie peszylo? wprawdzie nie wyobrazam sobie, zeby np. chirurg przyszedl przeprowadzac operacje z dzieckiem, bo nie mial go z kim zostawic, ale gdybym poszla zalatwiac jakas sprawe do urzedu i obok biurka urzednika/czki bawiloby sie male dziecko, to tylko usmiechnelabym sie do obojga i absolutnie by mi to nie przeszkadzalo. oczywiscie pod warunkiem, ze urzednik zajmowalby sie moja sprawa, a nie wylacznie dzieckiem.
    • z_lasu Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 05:59
      Hmmm.... Nie, nie przeszkadzałoby mi dziecko w banku czy urzędzie, przy założeniu, że nie uniemożliwiałoby pracy rodzicowi. Wielokrotnie spotykałam się z dziećmi w sytuacjach zawodowych, w niczym mi nie przeszkadzały. Sama też zabierałam kilkakrotnie dziecko do klienta (zawsze za zgodą klienta). Egzamin to jednak specyficzna sytuacja. Dziecko rozprasza, a egzamin to sytuacja wymagająca dużego skupienia. Profesorowi pewnie dziecko w wykonywaniu pracy nie przeszkadzało, ale nie wierzę, że nie przeszkadzało egzaminowanym - właśnie dlatego, że rozprasza.

      Zaintrygowała mnie natomiast Twoja argumentacja. Najwyraźniej dziecko to dla Ciebie kosmita, skoro masz problem z tym, że trzylatek (!) przysłuchuje się Twojej odpowiedzi. Sądzisz, że mógłby odnieść się do niej krytycznie? big_grin
      • e-milia1 spotkalam sie z tym nieraz 10.02.13, 09:26
        ale w Niemczech. sporadycznie widywalam dzieci nawet w gabinecie lekarskim z mama pielegniarka, w jakims mniejszym urzedzie, domu kultury, aptece. kiedys moj wykladowca przyszedl z 2 corkami w czasie ferii. nie przeszkadza mi to, wrecz przeciwnie-taki czlowiek wtedy staje sie nirmalnym czlowiekiem w moich oczach. sama bralam swoja corke do pracy jak miala wolne w przedszkolu. moj tesc kupe lat temu bral swoje dzieci do czasu do czasu ze soba do pracy (byl nauczycielem). czesto tez sama jezdzilam kiedys z moja mama do pracy smile
        • maliqa [...] 10.02.13, 10:02
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • maggorlo Re: spotkalam sie z tym nieraz 10.02.13, 11:14
            maliqa napisał(a):

            > kiedys moj
            > > wykladowca przyszedl z 2 corkami w czasie ferii. nie przeszkadza mi to, w
            > recz p
            > > rzeciwnie-taki czlowiek wtedy staje sie nirmalnym czlowiekiem w moich ocz
            > ach.
            >
            > Hehe, a jak nie przychodzi z dziećmi to nie jest normalnym człowiekiem, dobre :
            > ) Idąc za tym tropem, wykładowca nie posiadajacy dzieci normalny nie jest smile

            Zawróć lepiej bo to zły trop. Tym idą Saba z Dornem. Faktycznie jest tak, że w sytuacjach oficjalnych ludzi postrzegamy inaczej niż w sytuacjach prywatnych. Znamy tylko fragment człowieka. Fragment służbowy, sformalizowany wciśnięty w rozmaite schematy. Wydaje nam się że nasz powściągliwy, nie okazujący emocji, budzący grozę pan profesor właśnie taki jest. A to często nieprawda, taka jest tylko jego rola, która sobie ogrywa piastując stanowisko akademickiego wykładowcy. Zobaczenie go w sytuacji rodzinnej, usłyszenie jak mówi ciepłym głosem do własnego dziecka może spowodować, że pierwszy raz ujrzymy w nim człowieka.
            • echtom Re: spotkalam sie z tym nieraz 10.02.13, 17:00
              > Zobaczenie go w sytuacji rodzinnej, usłyszenie jak mówi ciepłym głosem do włas
              > nego dziecka może spowodować, że pierwszy raz ujrzymy w nim człowieka.

              Moja niesympatyczna pani od łaciny raz w ciągu dwóch lat wzięła ze sobą 4-letnią córeczkę i od razu zrobiła się na zajęciach przyjemniejsza atmosfera.
            • bestudent Re: spotkalam sie z tym nieraz 11.02.13, 16:41
              > Zobaczenie go w sytuacji rodzinnej, usłyszenie jak mówi ciepłym głosem do włas
              > nego dziecka może spowodować, że pierwszy raz ujrzymy w nim człowieka.

              Szczerze? Dopatrzyłem się w tym jedynie braku profesjonalizmu...
              • gku25 Re: spotkalam sie z tym nieraz 11.02.13, 16:42
                No cóż, małą masz wiedzę o życiusmile Ale jeszcze się nauczysz.
                • bestudent Re: spotkalam sie z tym nieraz 11.02.13, 16:46
                  A na jakiej podstawie oceniasz moją wiedzę o życiu?
                  • echtom Re: spotkalam sie z tym nieraz 11.02.13, 21:00
                    Na podstawie tego, czego nie rozumiesz.
          • asia_i_p Re: spotkalam sie z tym nieraz 10.02.13, 11:50
            Jest niedziela, czyli to studenci zaoczni. Często planujący całe swoje życie towarzyskie i zawodowe pod sesję - w takim wypadku jest to raczej wyraz troski o nich niż braku profesjonalizmu.
    • kocianna Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 06:59
      Na zwykłym egzaminie pewnie by mi to nie przeszkadzało, na obronie pracy magisterskiej pewnie już tak. Ja swoje dziecko czasami do pracy zabieram, zwłaszcza, jeśli muszę zostać po godzinach albo przyjść w weekend. Jednak jeżeli muszę się spotkać z klientem, proszę kolegów o "rzucenie okiem". Wyrozumiali są, bo sami od czasu do czasu muszą zabrać swoje dzieci do pracy. Zdarza się to każdemu może dwa razy do roku.
    • stuletnia_stokrotka Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 07:42
      zupełnie nie widzę problemu..
    • nabakier Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 08:21
      Mnie najbardziej w tej historii rozwala "sprawiedliwościowe" podejście do pracy. Bo inni nie mogą przyprowadzić dziecka do pracy (nagana), to inni też nie powinni móc. No jaja.
      Mam zła wiadomość - profesor nie dość że może od czasu do czasu przyprowadzić ze sobą dziecię (nieformalnie, ale nikt się go nie czepnie, chyba że złośliwy kolega smrodu narobi i po prasę poleci), to jeszcze pracuje niepomiernie krócej, niż TY. Pracuje nieregularnie (jak na Twoja miarę) i krócej. I co teraz? Zażądasz "sprawiedliwości"- by osiem godzin stał przy taśmie, bo Ty tak masz?
      O ludzie...
      A teraz uważaj: mój mąż przyszedł kilka razy do pracy z psem. Tak - dobrze czytasz. Z psem. Ze szczeniakiem. Na zajęcia ze studentami. żal było samego w chałupie zostawić, a nie było z kim. I co mu zrobisz?
      • annajustyna Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 08:27
        A maz kynologie wyklada? wink
        • nabakier Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 09:30
          nieee...nie złożyło się, choć o psach pańskich swego czasu gadał, ale przejściowo...
          • wuika Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 21:58
            Też przyszłam z psem. Trzy razy. Dwa razy, kiedy w ciągu dnia wyskoczyłam z nim odstawić go do psiego fryzjera (i nikt nie musiał taśmy zatrzymywać, wot technika!) i raz, kiedy po pracy jechałam w podróż i nie opłaca się wracać 20km tylko po psa. Żeby było zabawniej, była to Wigilia, znajomy w podobnej sytuacji wziął kota - nie dogadaliśmy się wcześniej. Dzień (i tak leniwy) minął na podpatrywaniu dwóch ukrywających się przed sobą zwierząt, z których każde usiłowało dostać się niepostrzeżenie do kuchni celem wysępienia możliwie dużej ilości jedzenia big_grin
            • jak_matrioszka Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 22:56
              Licytacja na zwierzaki? Ja przyszlam na wyklady z piecioma chomikami. Chomiczyca mi sie rozmnozyla, a ja zaraz po wykladzie jechalam przychowek zostawic znajomej i w te pedy na samolot, niemialam czasu na jechanie "przez dom".
              Do pracy zabieralam psa, ktorego mi szwagier na przechowanie zostawil. Zostawil w czasie urlopu, zwlekal z odbiorem, a po trzech dniach okazalo sie ze psica nie lubi byc sama: wyla na cale osiedle. W pracy psica zaprzyjaznila sie z ochrona i wyprowadzali sie wzajemnie na obchod terenu. Jak skonczylam sie psica opiekowac, to wlasciciel terenu kupil ochronie psa big_grin
    • pulcino3 Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 11:01
      Będąc dzieckiem, często przychodziłam do mojej mamy do pracy, pracowała w biurze. Nigdy nikt mnie nie pogonił, moja mama w tym czasie zajmowała się tym co do niej należy, a ja gdzieś z boku siedziałam i rysowałam, żeby nie przeszkadzać.
      Ale to był czas komuny smile
      dziś sama bym się nie odważyła własnego dziecka przyprowadzić do pracy bo nie mam co z nim zrobić, nawet w syt. kryzysowej- mam szefostwo mało ludzkie smile
      • jematkajakichmalo Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 01:56
        O tak! tez to pamietam! Czesto chodzilam albo z mama albo z tata do pracy. Z tata lubilam bardziej, bo on mial mnostwo fascynujacych przyrzadow kreslarskich, ktorych moglam uzywac do swoich "projektow" smile
    • asia_i_p Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 11:37
      NIe uznaję dziecka w pracy na codzień - ale uznaję, że mogą istnieć sytuacje podbramkowe. Ta jest typowo podbramkowa - żona w szpitalu, odwołanie sesji egzaminacyjnej to ostateczność. Facet przeprosił, wytłumaczył się - ja, gdybym usłyszała, że ktoś się tłumaczy żoną w szpitalu, uznałabym sprawę za zamkniętą. Tak jak zjechanie z drogi karetce, nawet kiedy nam się bardzo spieszy.
      • wioskowy_glupek Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 11:50
        Na co dzień nie ale w sytuacji podbramkowej to co innego. Natomiast uważam, że dziecka nie powinno być na egzaminie. Jeśli już taka sytuacja wniknęła to powinien poprosić w sekretariacie albo w sąsiednim biurze żeby dziecka przez godzinę przypilnowali.
        • asia_i_p Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 11:51
          Może nie mogli, może byli obłożeni robotą, może dziecko było przerażone sytuacją - matka w szpitalu, obce miejsce - i bezpiecznie czuło się tylko przy ojcu.
          • bestudent Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 15:15
            >bezpiecznie czuło się tylko przy ojcu.

            Ja tam bym się nie czuł bezpiecznie przy takim "ojcu" jak ten profesor smile
        • jak_matrioszka Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 16:14
          Mowa jest o egzaminie weekendowym, sekretariat i biura sa raczej nieczynne?
          • wioskowy_glupek Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 22:28
            To raczej zależy od uczelni, u mnie dziekanat był w weekend czynny.
    • sarling Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 11:44
      W mojej pracy nie mam mowy o obecności osób trzecich, o dziecku nie wspomnę, ale wyobrażam sobie takie miejsca, gdzie dzieci nie będą za bardzo przeszkadzać.
      Ja chodziłam do mamy do pracy (stamatolog, siedziałam z pomocą i układałam różne rzeczy na półeczkach), do taty (dyrektor dużego przedsiębiorstwa, tam namiętnie pisałam sobie na maszynie).
    • totorotot Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 11:49
      No dobra, która to dostała te fuchę w redakcji forum? Tematy fajne, ciekawe, ale zagajenie zawsze takie samo, w tym samym stylu, poprawna pisownia i interpunkcja i zawsze kontrowersja.

      Na kilometr widać, że to zakładane na siłę wydumanego wątku.
      • wuika Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 21:59
        No właśnie, ogłoszenie pewnie nieważne już dawno, ale nikt się nie przyzna. Zołzy jedne tongue_out
    • jusiakr Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 15:47
      Ja swojego czasem zabieram - ale zawsze jak mam do zrobienia coś po godzinach albo w weekend. No i nie na długo bo mu odbija...

      A co do egzaminu - rozumiem, że sytuacja nadzwyczajna i zachowanie wykładowcy świadczy raczej o tym, że poważnie traktuje studentów.
    • jak_matrioszka Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 16:18
      bestudent napisał": Znalazłem się na tym forum po dzisiejszym egzaminie ustnym.
      A dlaczego wlasnie tutaj? Bo ja zbieznosci nie widze: ani to forum studenckie, ani dla wykladowcow, ani profesor kobieta (matka) nie jest, to jaki zwiazek ma forum e-mama ze studentem-fustratem?
      • pulcino3 Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 17:19
        Nie zdziwiłabym się gdyby to była studentka z wątku o profesorze na objedzie smile
    • grave_digger Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 17:51
      Właśnie mi przypomniałeś, że na niektóre ćwiczenia moja pani profesor przychodziła ze swą małą córką. Nikt nie zauważał jej obecności, nigdy nikt tego nie skomentował, bo do tej chwili nie wiedziałam, że to faux pas i nawet o tym nie myślałam.
      Było to dokładnie 14-15 lat temu.
    • attiya Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 18:19
      ot i 19 czy 20-latek wypowiedział się na zupełnie obcy sobie temat - jeszcze trochę i guru dla mnie w tym temacie zostaniesz
      ale przeżyłeś ową obecność dziecka czy potrzebny będzie ci teraz jakiś dobry psychiatra?
      • bestudent Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 16:22
        > ot i 19 czy 20-latek wypowiedział się na zupełnie obcy sobie temat - jeszcze tr
        > ochę i guru dla mnie w tym temacie zostaniesz
        > ale przeżyłeś ową obecność dziecka czy potrzebny będzie ci teraz jakiś dobry ps
        > ychiatra?

        20 lat skończyłem już dawno. Nie o to chodzi, że ja obecność dzieciaka przeżyłem, tylko ten bachor był po prostu rozpraszający, np. coś tam gadał, jadł jakieś chrupki czy paluszki, po prostu trudno było się skoncentrować. Dlatego uważam, że dzieciom w pracy - stanowcze nie. Profesor mógł zostawić dzieciaka w sekretariacie.
        • kinder0610 Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 16:31
          Po pierwsze - trochę szacunku to jest dziecko - nie bachor, Ciebie nikt nie wyzywa więc i ty się powstrzymaj. Po drugie - wypowaiadaj sie jak sam będziesz miał dzieci i sam znajdziesz się w podobnej sytuacji. po trzecie byłeś widocznie słabo przygotowany, skoro rozpraszało cie siedzące obok dziecko. po czwarte- szukasz usprawiedliwiania dla niezadnego egzaminu ?
          • bestudent Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 16:38
            Po pierwsze, egzamin zdałem, byłem dobrze przygotowany. Gdyby nie dzieciak zdałbym pewnie lepiej, ale ok. Po drugie - dzieci nie planuję, a jestem już po 30, więc pewnie mi się nie zmieni. Wiem jednak, że istnieją różne wyjścia z takich sytuacji. Można wynająć opiekunkę, zostawić dzieciaka u dziadków, oddać do jakiejś przechowalni dla dzieci, w ostateczności zostawić z paniami w dziekanacie / szatni. Są różne możliwości, tylko trzeba chcieć...
            • mruwa9 Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 19:12
              no wlasnie kiepskie masz wyobrazenie, jak dzialaja dzieci
              Dziecko to nie ryba w akwarium , ktorej wszystko jedno, gdzie stoi jej akwarium, ani walizkka, ktora mozna oddac do przechowalni bagazu..
              Znalezc opieke ad hoc nie jest tak latwo, to nie moze byc pierwsza lepsza osoba z ulicy, a nie kazdy ma dziadkow na podoredziu.
              Jako czlowiek bezdzietny tego nie rozumiesz. Mozesz nawet byc the best student miec szeroka wiedze teoretyczna i zerowa madrosc/wiedze o zyciu.

            • irima2 Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 10:34
              Wiem jednak, że istnieją różne wyjścia z takich
              > sytuacji. Można wynająć opiekunkę, zostawić dzieciaka u dziadków, oddać do jaki
              > ejś przechowalni dla dzieci, w ostateczności zostawić z paniami w dziekanacie /
              > szatni. Są różne możliwości, tylko trzeba chcieć...

              Zapomniałeś, że pan profesor mógł wziąć opiekę i nie przyjść na egzamin. Byłoby lepiej?
            • chipsi Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 12:24
              > Wiem jednak, że istnieją różne wyjścia z takich
              > sytuacji. Można wynająć opiekunkę, zostawić dzieciaka u dziadków, oddać do jaki
              > ejś przechowalni dla dzieci, w ostateczności zostawić z paniami w dziekanacie /
              > szatni.

              Tak tak, egzaminator pewnie niedorozwinięty i nie pomyślał o tym. A nie, czekaj! Skoro to on ciebie egzaminował to jednak myślący człowiek więc pewnie jednak nie miał pod ręką babci a opiekunki tez nie załatwisz na zawołanie, tak jak browara - bo to pewnie jedyna rzecz, o którą musisz się biedny studencie troszczyć.
              Naprawdę, nie rozumiem, ja bym była wdzięczna że mimo przeszkód wykładowca nie odwołał egzaminu, dla niego tez to mało komfortowa sytuacja.
    • attiya Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 18:21
      no i dzięki temu, że ów profesor wziął ze sobą dziecko do pracy, ty mogłeś zdawać dziś egzamin
      tak na marginesie
      zdałeś czy nie?
    • ola33333 Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 18:22
      no gdyby dziecko siedzialo na obronie pracy magisterskiej, to byloby to naprawde nie na miejscu, ale skoro byl to tylko normalny egzamin, to bym sie cieszyla, ze egzaminator jedank przyjechal i egzamin nie zostal odwolany, bo w koncu mogl wziac zwolnienie na dziecko.
      • ola33333 Re: Dziecko w pracy 10.02.13, 18:24
        dodam, ze sama bym sie nie odwazyla przyprowadzic dziecka do pracy.
    • kamunyak Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 01:24
      Mnie nie przeszkadza dziecko w pracy pod warunkiem, że jest grzeczne.
      Mój kolega czasami odbierał swojego synka z przedszkola i przychodził z nim do pracy zanim żona nie przyjechała po dziecko.
      Moja praca polega na tym, że muszę dobrze słyszeć i widzieć, muszę się skupić na tym co robię bo jestem ostatnią osobą, która ogląda to, co za chwilę obejrzą wszyscy i jeśli coś będzie nie tak to po tyłku ja oberwę.
      A ten bachor, za niemym przyzwoleniem tatusia, latał po całym pomieszczeniu, ostatnio z jakąś trąbką, co chwile wołając tatusia (wrzeszcząc) bo coś tam. Oczywiście, tatusia przy nim bezpośrednio nie było bo przecież tatus też musiał pracować.
      Kilka wizyt synka wytrzymałam czekając na reakcję kolegi, kogokolwiek. Aż w końcu sama dzieciakowi uwagę zwróciłam. Chłopiec na to, że "tata mu pozwolił". Myślałam, że przyłożę normalnie ale powiedziałam tylko "ale ja nie pozwalam" takim tonem, że dzieciak omijał mnie szerokim łukiem. I było cicho.
      No nie wiem, jak można tak rozpuścić dzieciaka.
      Tak więc grzeczna, spokojna trzylatka na pewno by mi nie przeszkadzała. Szczególnie, że pewnie w ogóle nie bardzo by wiedziała o czym się mówi.
    • melancho_lia Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 06:58
      O ile dziecko nie przeszkadza rodzicowi w pracy to może sobie być. Mnie obecność dziecka w pracy nie bulwersuje. U mnie w robocie zdarza się, ze ktoś musi dzieciaka popilnować (zwłaszcza w ferie czy wakacje) i jakoś nikomu to nie przeszkadza, dzieciaki siedzą grzecznie gdzieś z boku, rysują, układają coś albo oglądają bajkę na słuchawkach. Nikt się nie czepia.
      Współczuję, ze u Ciebie byłaby od razu nagana. Są różne sytuacje, zwłaszcza w takim jak opisana przez Ciebie- wolałbyś by profesor odwołał egzamin?
    • asientos Re: Dziecko w pracy 11.02.13, 20:56
      Okazuje się, że nauczyciel tez człowiek, w dodatku płodny. Czy boisz się, że dziecko lepiej zna temat niż ty? Słowo bachor powoduje że be-student to dobra ksywka.
    • coconuda Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 08:33
      Kiedy byłam dzieckiem, często przychodziłam do mamy do pracy. Siadałam w pokoju socjalnym, odrabiałam lekcje, nie przeszkadzałam. Ale wtedy to były inne czasy. Dziś nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko przyszło do mnie po lekcjach i poczekało np. godzinę. Nie ma takiej możliwości.
      • gabrysia1984 Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 08:51
        Ja jako dziecko, też chodziłam po szkole do pracy mamy. Mama była spokojna, że nie biegam gdzieś sama po ulicy i mogła spokojnie zająć się pracą, ale tak jak mówi coconuda, to były inne czasy. Teraz niestety pracodawca uważa, że dziecko tylko rozprasza pracownika - co jak dla mnie jest dużym błędem - bo spokojny rodzic, to idealny pracownik.
        Moja koleżanka mieszka w Niemczech i tam idealnie sprawdza się organizowanie przedszkoli i żłobków w miejscu pracy. W polsce to rzadkość, na zachodzie już praktycznie norma. Dziecko jest w fachowych rękach a my w czasie przerwy możemy do niego zajrzeć i zobaczyć jak się ma. Zwiększa to naszą wydajność, bo nie martwimy się co w danym momencie się z nim dzieje, a dziecko jest spokojniejsze, bo wie, że np. po obiadku mama do niego zajrzy. Więc rozwiązanie idealne dla obu stron, szkoda, że w naszym kraju tak mało popularne.
    • mw144 Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 11:53
      Nie przeszkadza mi to. Moje też bywają u mnie w pracy.
      • ona3010 Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 11:58
        Ja zabieram często po przedszkolu dziecko do pracy, informuje o tym klientów że będę z dzieckiem i tyle, ona siedzi i ogląda bajki nie widzę problemu smile
    • lafiorka2 Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 11:58
      bestudent napisał(a):

      > Znalazłem się na tym forum po dzisiejszym egzaminie ustnym. Profesor egzaminowa
      > ł studentów, a w kącie siedziała... jego trzyletnia córka. Przepraszał, że nie
      > miał jej z kim zostawić, bo żona w szpitalu. Niby rozumiem, ale u mnie w pracy
      > za coś takiego byłaby od razu nagana. Wyobrażacie sobie obsługującego Was urzęd
      > nika w banku, i obok dziecko? A może ja sobie nie życzę, żeby mojej odpowiedzi
      > przysłuchiwał się jakiś bachor
      . Oczywiście tego na głos nie mogłem powiedzieć.
      > Co wy o tym myślicie?

      o k..wa?! big_grin
      Nooo i co ci to zaszkodziło?!big_grin
      no ...BUHAHAHAHA
    • lafiorka2 Re: Dziecko w pracy 12.02.13, 12:00
      Ja pracuję "za ladą",ale moja koleżanka raz przyszła do pracy z synami,w wieku chyba 7 czy 9lat i siedzieli i czekali za mamą.
      Gdyby mi się zdarzyło ze starszym (niespełna 6lat) to szef nic by nie mówił.Z młodszym tez nie,ale młodszy to już by nie usiedział.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja