Miało być zupełnie inaczej. Chciałam mieć dobrego męża, dzieci, wspaniałe
kontakty w rodzinie, a tu sit, aż nie chce mi się o tym pisać, ale jak nie
napisze, to chyba się dzisiaj zaryczę.
Od 4 lat jestem ze wspaniałym facetem. Od dwóch lat jestem jego żoną. Przed
ślubem mieszkaliśmy ze sobą na stancji. Testowaliśmy się

Po namowach
teściowej (wydawało mi się, że mnie akceptuje i lubi, że w końcu skończyło
się ex’owanie) oraz z braku innych perspektyw na pół roku przed planowanym
ślubem zamieszkaliśmy z teściami. Można by rzec, że się zaczęło. Na początku
leciutkie dogryzania, złośliwości, przytyki o Michała byłą dziewczynę, która
z nimi kiedyś też mieszkała. Magdzia to była taka rezolutna dziewczyna, że
skończyła studia (ja musiałam przerwać), że pracowała w ZUSie (ja na
bezrobociu), że taka dobra, uczynna, świetnie gotowała (ja nawet wody sama na
herbatę nie mogłam wstawić, bo to przecież kuchnia Michała matki) itd.
Podświadomie zaczęłam od siebie wymagać coraz więcej i więcej, zagryzałam
zęby, żeby się im tylko przypodobać, ale to nie przynosiło skutków, bo choć
umyłam wszystkie okna w domu, swoje na piętrze i przyszłej teściowej na
parterze, to przecież mogłam je umyć, bo nie pracuje i bycze się cały dzień
przed telewizorem, a Magdzia wróciła z pracy i zmęczona okna umiała umyć. Tak
więc w skrócie Magdzia RULEZ. Do tego przyszła teściowa naobiecywała nam
pomocy, bo to nie mamy mebli po przeprowadzce, swojego kibelka, kanapa się
rozsypuje -