Sama prasuję bardzo rzadko, ale czasem się spotykam z koleżanką - maniaczką prasowania i zawsze mi ręce opadają jak słyszę jej skargi na ciężkie życie.
Po pierwsze - zakres. No dobra, koszule czy tam obrusy. Ale ściereczki kuchenne? Jeansy? Niemowlęce ubranka? Zwariować można ...
Zajęc ma wystarczająco - praca, dziecko, duże mieszkanie do ogarnięcia, gotowanie. Słania się czasem bida, ale nieeeee, odpocząć nie wolno, "we wtorek do 4:20 prasowałam, miałam już tyle nazbierane, w końcu mam z głowy".
I nie, że np. okropny mąż nie chce pomóc. On chce, np. koszule swoje prasować. No to gdzie tam, "przecież on tak prasuje, że w życiu bym go nie puściła tak do pracy, jeszcze kto pomyśli, że to JA mu tak wyprasowałam". Jasna cholera, gdybym miała do wyboru czy sobie pospać, czy prasować koszule, to nawet nie wiecie, w jak głębokim poważaniu miałabym to, co kto sobie pomyśli o jakości mojego prasowania

W końcu facet też ma oczy i ręce - jak coś mu nie odpowiada, może dokonać poprawek.
CO TO JEST??? Głupota, masochizm czy jakaś choroba psychiczna?
A jak już słyszę tekst: "Przecież wygląd faceta świadczy o jego żonie" to opadają mi nie tylko ręce ... Rozumiem, jeśli chodzi o inwalidę lub osobę chorą umysłowo, ale chyba zdrowy, dorosły mężczyzna sam odpowiada za swój wygląd? Czy to ja zwariowałam???
Ciekawa jestem, na kogo ma zwalić winę sierota-kawaler? Kto ma mu prasować - bratowa, sąsiadka, koleżanka z pracy?
Tak, mam swoje problemy i nie zamierzam też jakoś agresywnie nawracać koleżanki. W końcu każdy spędza wolny czas jak chce. Tylko jak słyszę, jaka jest umęczona, to ciśnie mi się na usta komentarz: "Tylko i wyłącznie z własnej winy".
Można jakoś przemówić do rozsądku wariatce czy lepiej odpuścić i niech się męczy?