mentolka
25.05.13, 12:01
Przeglądałam ostatnio fora "Poronienie", "Trudna ciąża " itp.
I nie ukrywam jestem zaskoczona podejściem kobiet na tych forach do utraty wczesnej ciąży w pierwszym trymestrze. Według mnie same nakręcają się w swojej rozpaczy , piszą listy do Aniołków, wiersze, bezustannie myślą , wyobrażają sobie jakie by było to dziecko. Nakręcają się irracjonalnie i cierpią przeokrutnie. Przecież z takim podejściem, że "umarło dziecko "można samemu wpędzić się w potężną depresję .
Jestem zaskoczona bo przecież wg statystyk poronieniu ulega 1 na 5 potwierdzonych ciąż, a jeśli liczyć niepotwierdzone to wydaleniu ulega ok 2/3 zarodków . To czysta biologia, natura, tak musi być więc co tu tak przeżywać? Nie można sobie tego na chłodno wytłumaczyć , przeanalizować statystyki?
Sama miałam ciąże na podtrzymaniu, zagrożone od samego początku , ale do tak wczesnej kilkutygodniowej ciąży podchodziłam racjonalnie, robiłam co mogłam , leżałam plackiem ,ale nie przywiązywałam się , miałam podejście ,że i tak natura zadecyduje. Chyba bym zwariowała przywiązując się do "dzieciątka w łonie" . Rozumiem ból po stracie dziecka w wyniku przedwczesnego porodu , po 20 tygodniu , ale kilkutygodniowej ciąży? Wydaje mi się ,że te kobiety szybciej by doszły do siebie gdyby podeszły do tego racjonalnie a nie nakręcały się pisaniem listów , nadawaniem imion itp. Jak Wy uważacie?
Z góry zaznaczam - wiem, że to delikatny temat, i nie chcę nikogo urazić czy zranić. Jestem po prostu ciekawa jak to jest . Jak Wy to przeżywałyście? Czy są tu kobiety które podeszły do straty wczesnej ciąży racjonalnie, bo tak się po prostu zdarza , nie przeżywały miesiącami ? Czy to może kwestia tego w jakim kraju żyjemy ? Czy kobiety w Anglii mniej przeżywają , jest im łatwiej uporać się ze stratą skoro tam podejście lekarzy do wczesnej ciąży jest właśnie takie luzackie i na zasadzie co ma być to będzie a u nas jest "ratowanie dzieciątka" ?