mam problem, otóż mój konkubin w ogóle o siebie nie dba.
od kilku lat (w sumie nigdy odkąd się znamy) nie był u lekarza, mimo różnych problemów zdrowotnych (wszystko zalecza dragami dostępnymi w aptekach bez recepty albo akceptuje). bardzo źle się odżywia, po nocach wcina chipsy, kebaby, pizze mrożone i inne wysoko przetworzone produkty. zup nie lubi, owoce i warzywa mogły by dla niego nie istnieć. czasami zabiera do pracy na wyraźne moje upomnienie, ale nie wiem czy zjada, w domu je sporadycznie. do obiadu zawsze są jakieś sałatki, suówki, itp. on rzadko coś skubnie.
temat higieny też szwankuje, ja mu mówię kiedy ma się przebrać, wykąpać itp. np. mówię mu, że już 3-ci dzień w tej samej bluzie chodzi, a on się kłóci, że dopiero drugi - ja mu udowadniam, że jednak się myli, to zakłada nową z grymasem na twarzy. przypominam, też że czas umyć zęby, wykąpać się, bo sam na to nie wpada, itp.
wydaje mi się, że jakbym nie wymagała pewnych zachowań, to by siedział zapuszczony i wcale by mu to nie przeszkadzało. znam jego dom rodzinny, ojca i wiem gdzie czerpał wzorce niestety.
martwię się, że za jakieś 20 lat, serce mu wysiądzie lub coś w tym stylu, głównie o to niezdrowe odżywianie i niechęć do służby zdrowia mi chodzi.
może wiecie jak korygować te zachowania? w miarę delikatnie, żeby się nie zrażał, ale na tyle skutecznie, żeby były efekty?
dodam, że bardzo lubi oglądać programy typu wiem co jem, nawet nagrywa, ale rad nie bierze sobie do serca