Wpadła mi ostatnio w ręce książka pt "dzieci w paryżu nie grymaszą". napisana przez amerykankę żyjącą we francji. urodziła tam córkę i zaczęła zauważać, że francuskie dzieci zachowują się zupełnie inaczej niż amerykańskie:
- nie widuje się ani w parkach ani w sklepach dzieci z napadami złości;
- na placach zabaw dzieci bawią się same - matki nie muszą biegać za nimi z rozwianym włosem;
- dzieci potrafią grzecznie i uprzejmie odezwać się do obcych ludzi;
- WSZYSTKO jedzą bez grymasów!
- potrafią się sobą zająć, kiedy matka np.: ma gości lub rozmawia przez telefon
- itp.
Dodatkowo zauważyła, że francuzki (w przeciwieństwie do amerykanek) są eleganckie i zadbane, wyglądają na bardziej zrelaksowane - i to pomimo tego, że w przeważającej większości szybko wracają do pracy (amerykanki często wybierają opcję stay-at-home mum), a statystyki pokazują, że mężczyźni francuscy mniej pomagają w domu niż amerykańscy.
Jak zaczęła dociekać, skąd się biorą te różnice, to stwierdziła że:
- podczas gdy amerykanki OCZEKUJĄ, że ich życie po urodzeniu dziecka przewróci się do góry nogami, że będą wykończone a dziecko będzie najważniejsze, francuzki uważają, że będąc matką nie przestają być kobietą, pracownicą, żoną, kochanką

;
- francuscy rodzice bardzo dbają i kochają dzieci, ale nie uważają, że cały dom powinien się podporządkowywać ich potrzebom; w związku z tym dzieci są przyzwyczajone np.: do tego, że rodzice nie biegną na każde ich zawołanie, że nie stoją im ciągle nad głową, tylko zajmują swoimi sprawami;
- w ameryce od pojawienia się dwóch kresek na teście ciążowym kobiety zaczytują się poradnikami o wychowywaniu dzieci, znają wszystkie teorie i metody wychowywania, ciągle zastanawiają się nad słusznością swoich wyborów; we francji poradniki nie są popularne, a różne teorie raczej nieznane, wszyscy wychowują dzieci w podobny sposób, przekazywany z pokolenia na pokolenie, rodzicami nie targają zatem ciągłe wątpliwości, czy przypadkiem nie "niszczą kreatywności dziecka", bo wszyscy dookoła robią tak samo.
W teorii bardzo mi się to wszystko podoba ale i tak mam wątpliwości: jak to się dzieje, że z tych tragicznie rozpuszczonych amerykańskich dzieci wyrastają dorośli, którzy tworzą najbardziej przedsiębiorczy naród na ziemi? o francuzach zaś nikt raczej nie ma nic dobrego do powiedzenia (poza tym że umieją dobrze zjeść i się ubrać)? oczywiście - to są duże uogólnienia i w dużej części stereotypy.
Ale to jest temat do dłuższych rozważań.
Natomiast to, co mnie w tej chwili szczególnie interesuje, to czy w rzeczywistości to wychowanie po francusku wygląda tak pięknie jak to autorka opisała? Może wypowiedzą się emigrantki z Francji?

No i drugi temat: który model wychowania Wy wolicie? Mnie się bardziej podoba francuski, ale w praktyce chyba mam więcej z amerykanek (do tej pory nie udało mi się nauczyć mojego 3,5 latka żeby siadał z nami do obiadu i sam zjadał jedzenie).