Mniej więcej godzinę temu w pośpiechu szykowałam siebie i córkę na "zakończenie roku" w żłobku. Chciałam zrobić jej kitkę, najpierw marudziłam, potem gdy już prawie wychodziłyśmy to nagle stwierdziła, że ją chce. No to ja na szybko wyjęłam z torebki lusterko z grzebieniem no i bach...lusterko upadło. Nie rozbiło ale pękło - jest mocna rysa. Kurcze, niby nie wierzę w przesądy, ale boję się

Na "imprezkę" prowadziłam małą już z duszą na ramieniu, ale na szczęście nic się nie stało (oprócz tego, że córka niezbyt dobrze się zachowywała

Teraz wertuje neta w poszukiwaniu różnych info o rozbitych lusterkach i szczerze mówiąc niektórzy piszą, że po tym jak im się rozbiły lusterka to te przesądy o pechu sprawdziły im się. Kochane, powiedzcie (a raczej napiszcie), że to nic takiego, że Wam też się zdarzyło rozbić lustro i nic takiego się nie stało, a jeżeli ten przesąd to prawda podajcie jakiś sposób na odczarowanie tego pechu. Już bez tego moje życie ostatnio nie jest usłane różami, mam kłopoty, a jak zaczynam na dodatek myśleć o tym pękniętym lusterku i możliwych nieszczęściach to naprawdę strach sie bać.