bardzo często spotykam się ze stwierdzeniem, że "nikt mnie nie uprzedził, że macierzyństwo tak wygląda". naprawdę?
ja mam zupełnie odwrotne wrażenie: zewsząd słyszałam, że pierwsze miesiące życia dziecka to mordęga dla matki. spodziewałam się kolek, maratonów karmienia, nocnych płaczów, braku czasu na pójście do łazienki, żywienia się marchewką i suchym chlebem.
nic z tego się nie sprawdziło.
nie chodzi o to, że miałam szczęście do bezproblemowego niemowlaka, tylko o to, że z tego co widzę, większość kobiet jest zaskoczona tego typu problemami. ja byłam zaskoczona ich brakiem.
czy to możliwe, że jest to skutek tego, że w ciąży siedziałam na emamie i niemowlaku, za to nie przeczytałam ani jednego magazynu dla rodziców?