Dosłownie przed chwilą rozbiły się (to chyba za mocne słowo, w każdym razie stłuczka mocna) trzy samochody. Biały, granatowy (też policyjny, co się później okazało) i.. policyjny. I żadnego z nich wina. Jedna nitka jezdni jest wyłączona całkowicie z ruchu, ale jakiś palant w srebrnym postanowił ten zakaz zignorować i pojechał pod prąd. No i biały skręcał dokładnie w tę stronę, którą pod prąd pokonywał srebrny. No i co zrobił biały? Ostro zahamował, granatowy zdążył również ostro zahamować, ale nie uderzył białego, ale policyjny już nie i walnął w granatowego, a granatowy w białego. Sytuacja wydaje się oczywista - srebrny winien. I co dalej następuje? Z białego wyskakuje kierowca i znika w ciemności i.. moim ogrodzie (nie zamknęłam furtki).
W ciągu kilku minut zjawia się kolejnych kilka samochodów policyjnych. Policjanci uprzejmi, ale bardzo konsekwentni. Kierowca srebrnego zdecydowanie ma problemy z koordynacją ruchową, więc zostaje zakuty w kajdanki, przeszukany i przeniesiony do jednego z radiowozów. Do mojego ogrodu wchodzi policjant z psem i go przeszukuje - nikogo, ani niczego nie znalazł, mam nadzieję, że nie zdeptali mi warzywek

Pasażerka białego strasznie fakuje na policjanta, który próbuje z nią rozmawiać, nie chce mu nic powiedzieć, ani oddać swojej komórki. Po chwili przyjeżdża kolejny radiowóz, tym razem z policjantką. Pasażerka białego nie chce wyjść z samochodu, więc dwóch panów (jeden z jednej strony, drugi z drugiej) ją z niego wyciągają, zostaje zakuta w kajdanki, policja zabiera jej torebkę, policjantka ją przeszukuje. Pani zostaje zabrana policyjnym samochodem na posterunek. Samochody zostają zabrane przez policjantów, towarzystwo się rozjeżdża. Cała akcja trwa dosłownie 45 minut. Ogólnie jestem w szoku, że to tak szybko - w sądzie na mandat czekałam ponad dwie godziny, a gdy byłam świadkiem w sprawie pobicia to chyba ze trzy. A tu? Szast-prast i po sprawie.
I jeszcze jedno - kiedyś mój mąż miał stłuczkę nie ze swojej winy, wjechał w bok samochód z podporządkowanej. Mąż od razu zadzwonił po policję. Kierowca winien stłuczki groził mojemu mężowi pobiciem, mało tego, rwał się do tego, bo nie chciało mu się czekać na policję. W końcu, po trzech godzinach czekania, przynajmniej kilkunastu rozmowach z policją, przyjechali i.. z..bali mojego męża, że do tak błahej sprawy ich wezwał