Kiedyś zgadałyśmy się z koleżankami i okazało się, że każda robi trochę inaczej.
U mnie w domu kroiło się ogórka w grube plastry, do tego śmietana, pieprz, sól. U koleżanki ogórka się tarło na grubych oczkach i mizeria była w formie gęstej zupy (ja teraz też taką wolę). Najlepsza była mama koleżanki, która kroiła ogóra w plastry, doprawiała i to już była cała mizeria. Słyszałam o wersji z czosnkiem, nie jadłam. A ostatnio byłam w knajpie przydrożnej, zamówiłam do dania mizerię i dostałam artystycznie pocięte wzdłuż długie plastry ogórka pociapane śmietaną, amatorzy

U mnie w domu mama robiła też bardzo często "mizerię z pomidorami", czyli pomidory ze śmietaną i cebulą, co drugi obiad miał taką "surówkę".