Córka jest niepełnosprawna. Od 2 r.ż potrzebuje rehabilitacji. Dopóki była mała mogłam ją "zmusić" do ćwiczeń-poprzez zabawę, czasem groźbę, przekupstwo itd. Po najtrudniejszych latach wypracowała sobie taką sprawność, że guru rehabilitacji w naszym mieście "wygoniła" nas mówiąc, że nic więcej nie można zrobić. Osiągnięty został pewien poziom a dalsze usprawnianie polegać ma na zwiększonej aktywności fizycznej. I faktycznie-córa była coraz bardziej sprawna-jazda na rowerze, na hulajnodze, na deskorolce, wchodzenie na drzewa,pływanie, aikido od kilku lat sport wyczynowy dla niepełnosprawnych najpierw w formie ogólnorozwojówki- od 2lat już konkretnie.
W lutym miała operację, długie unieruchomienie, konieczność rehabilitacji ukierunkowej. I zaczęły się problemy. Nie chce ćwiczyć, buntuje się, ciągle są kłótnie a ja czuję się jak kat i oprawca. To co dzialalo gdy miała 3lata nie dział gdy ma 13 lat. Jest leniwa w tym zakresie, butna-sport chce uprawiać i wygrywać-ale jak najmniejszym kosztem. Ściemnia gdy miała treningi, unikała-choć jak poszła to dawała z siebie wiele. Trenerka też wie co to za ziółko więc ją trzyma mocną ręką.
Dzisiaj kolejna awantura o ćwiczenia, że nie chce, że jej każę, że ją boli itp. Nie wytrzymałam i obiecałam że więcej nie będę jej kazała ćwiczyć, niech robi co chce tylko niech potem mi nie buczy że ona nie może czegos zrobić, że nie umie, że nie nosi sandałów , pantofli i spódnic, że jest inna (takie buczenie ma co kilka miesięcy, na codzien świetnie sobie radzi).
Macie jakiś pomysł na tego Alcybiadesa ? Zbuntowanego, niechętnego do współpracy, upartego ? Może ktoś miał podobny problem ze swoim nastolatkiem, albo podopiecznym w pracy ? Moja pula cierpliwości chyba się skończyła-jestem przed ścianą

(zaraz zacznę w nią walić głową

a nuż przebiję...)