Dodaj do ulubionych

Ryzykowna dobroczynność

14.10.13, 14:47
Bohaterką będzie moja znajoma- piszę znajoma, bo ją znam.
Nie utrzymujemy bliższych kontaktów, "cześć", "cześć" i wspólni znajomi.
Otóż kobieta postanowiła pomagać w swojej lokalnej społeczności, po tym jak przeżyła ciężką chorobę i odzyskała siły, ma wiele nadziei i chęci do działania.
Pomagała dzieciom, zwierzętom, organizowała różne zbiórki, spotkania, udzielała się wszędzie.
Chwała jej za to.
Ale jej zachowanie nosi już chyba znamiona obsesji.
Mianowicie ostatnio zaprosiła do domu dwóch bezdomnych (chyba?) , zbierających po śmietnikach, aby się umyli, nakarmiła ich, dała stare, aczkolwiek czyste, porządne i ciepłe ubrania.
Byli już kilka razy.
Dostali ubrania, kosmetyki, prowiant.
Mąż się dowiedział, bo szukał jakiegoś polaru, bo chciał coś tam w ogrodzie naprawiać, a było chłodno i pani się przyznała.
Podobno wściekł się nie na żarty ( nie dziwię mu się) i zabronił podobnych poczynań.
Pani nawet nie zamierza, uważa, że taka pomoc jest najlepsza, bo nie daje pieniędzy, a pomaga i widzi efekty.
Moim zdaniem efekty są takie, że panowie będą przychodzić częściej, wszak idzie zima, a w końcu może dojść do tragedii, bo pani pieniędzy dawać im nie zamierza.
Co myślicie?
Mnie zabrakło słów jak usłyszałam.
Nigdy w życiu nie pomogłabym w taki sposób, nie zaprosiłabym obcych do domu, jeszcze bezdomnych, śmietnikowych zbieraczy.
Wiadomo, że taka sytuacja to najczęściej przez alkohol, jak na ten alkohol będzie brakować to nie zadowolą się domowym ciastem, rosołem i parą gaci.
Facet nie wie co ma robić, a dziewczyna przeszczęśliwa, że pomaga ludziom- prawdziwym z krwi i kości.
Obserwuj wątek
    • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:03
      masz racje, to jest niebezpieczne, tym bardziej, ze robi to sama, za plecami rodziny.
      niestety, narkotyki, alkohol = brak kontroli.
      nie jestem tak miłosierna, zeby wpuszczac do łazienki przygodnie spotkane osoby, prawdopodobnie z HIV, zoltaczka, czy innymi chorobami, w tym wenerycznymi.
      no nie jestem i tyle.
      poza tym bała bym sie zwyczajnie, ze mnie okradna, zabiją, zgwałca, kolejnosc nie ma znaczenia. kobieta jest naraza siebie i swoich bliskich na niebezpieczenstwo, poprzez wlasna lekkomyslnosc i głupote.
      • 3-mamuska Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 00:21
        nie jestem tak miłosierna, zeby wpuszczac do łazienki przygodnie spotkane osoby, prawdopodobnie z HIV, zoltaczka, czy innymi chorobami, w tym wenerycznymi.

        Takie choroby ma sporo osob i bez bezdomnosci.
        W twojej pracy napewno któraś z chorób wymienionych przez ciebie jest w twoim zasięgu.
        Ja mam zoltaczke c , kolega z pracy męża tez.
        Drugi miał rzezaczke , i zapewniam cie nigdy nie brałam narkotyków nie pale, nie bzykam sie po kontach , alkohol pije okazjonalnie.

        Bezdomności to nie zawsze wynik alkoholu.
        • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:23
          >Ja mam zoltaczke c , kolega z pracy męża tez.

          A nie jesteś bezdomna i brudna, prawda?
          • 3-mamuska Re: Ryzykowna dobroczynność 16.10.13, 20:06
            gazeta_mi_placi napisała:

            > >Ja mam zoltaczke c , kolega z pracy męża tez.
            >
            > A nie jesteś bezdomna i brudna, prawda?



            Nie nie jestem.
            Lekarz powiedział ze w czasach szczepień w szkołach i wielorazowych igieł mozna było sie zarazić.
    • ichi51e Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:09
      Ale dlaczego mieli by ja zabic? Jak zabija to pojda do wiezienia. Jak czasem wpadna pogadac - umyja sie i troche ciuchow dostana... Po co sobie zlota kure zabijac.
      Ja podziwiam.
      • verdana Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:15
        Podziwiałabym, gdyby rozdawała własne rzeczy. Rozdawanie cudzych jest kradzieżą, nie dobroczynnością. Nie sądzę, aby bezdomni byli niebezpieczni, ale męża może stracić.
        • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:18
          zagwaratujesz, ze ktos, kto zwykle jest miły, nie zrobi ci krzywdy na haju?
          głupota i tyle
          kapiel, zupe i ubrania maja zagwarantowane w noclegowniach i przytułkachm tylko tam trzeba byc "czystym".
          nie pomaga im, tylko wspiera w nałogu, moze ktos ja uswiadomi.
          poza tym skad maz ma pewnosc, ze ktirys z HIV nie ogolił sie jego golarką? to jest mega pregiecie, robienie takich rzeczy za plecami meza.
          ciekawe, czy kobiety tez "przyjmuje", czy tylko facetów.
          • ichi51e Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:22
            Pewnie wszystkich. Bezdomnych kobiet chyba mniej jest? Ja nigdy nie widzialam.
            Dlaczego zakladasz Ze bezdomny jest pojakiem-narkomanem-zakazonym hiv?
            Ameza faktycznie mogla zapytac czy chce sie tozstac z polarem.
            • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:26
              nie wszyscy bezdomni, ale ci, ktorzy majac taka potrzebe,nie korzystaja z dostepnych dla nich przytułków i noclegowni, gdzie mozna sie umyc, najesc i odpoczac. tylko trzeba byc "czystym"
              trzeci raz nie bede tłumaczyc.
        • lady-z-gaga Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:23
          Twoj mąż rozwiódłby się z Tobą i oskarżył o kradzież, gdyby jego starą bluzę oddała biednym? big_grin współczuję serdecznie big_grin
          • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:27
            a ty bys sie rzwiodła, gdyby za twoimi plecami rozdawał twoje rzeczy?
          • verdana Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:28
            Byłabym oburzona, gdyby mąz zaczął rozdawać bez uzgodnienia ze mną moje rzeczy. Zdziwiona?
            • nangaparbat3 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:32
              Ja tez bym sie wściekla, poza tym nigdy niczyjej (exa, corki) rzeczy nie dalam nikomu bez pytania. Ale sa malzeństwa, w ktorych kobieta (zona i matka) decyduje o tym, co kto moze nosic, co kupić, co wyrzucic. Pakuje mezowi walizkę i szykuje garnitur do pracy.
            • lady-z-gaga Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:34
              Ja tez byłabym oburzona. Nie, nie nazwałabym go złodziejem i nie zażądałabym rozwodu.
        • bi_scotti Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:31
          verdana napisała:

          > Rozdawanie cudzych jest kradzieżą, nie dobroczynnością.

          Mam takie samo odczucie. Co innego gdy sie z mezem pogada i on sam zadeklaruje "a bierz, co chcesz, jak chcesz dac biednym" (typowe dla mojego meza i wielu innych znanych mi mezow innych kobiet wink ), a co innego decydowanie o mezowskich ubraniach bez jego wiedzy i aprobaty. Tak sie po prostu nie robi, niezaleznie od celu i potrzeby dobroczynnosci.
          Zapraszanie bezdomnych na np. Thanksgiving czy Christmas jest praktykowane przez wielu ludzi przy czym trzeba pamietac, ze nie wszyscy homeless (a wrecz nie tak wielu) tak naprawde chce przyjsc do kogos do domu, przebywacdluzej w zamknietym pomieszczeniu etc. Alkoholizm/drug addictions i cala gama mental health issues powoduja, ze wielu z tych ludzi przyjmie pomoc wycznie na ich warunkach. I to nalezy uszanowac.
          Swoja droga, ten maz jak juz wyrazil swoja wscieklosc na utrate kubraczka, moglby z ta zona usiasc na spokojnie i przedyskutowac jak ona moze sie wyzywac w tej dobroczynnosci bez tworzenia sytuacji konfliktowych w domu. Domyslam sie, ze mu zalezy nie tylko na kubraczku ale i na zonie wiec dobrze by bylo gdyby sie ze soba komunikowali ...
        • wuika Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 19:54
          Moja dobra cioteczka, która chciała tylko trochę pomóc kilku bezdomnym, już nie żyje. Tak, z tego powodu. Bo zamiast dwóch zaczęło przychodzić trzech, potem pięciu, potem jakiś na haju, potem z mieszkania ciotki zrobili melinę, a ją samą zaatakowali raz i drugi. Po którejś 'wizycie' nie doszła do siebie.
          • thegimel Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 20:46
            W bardzo podobny sposób zginęła też Olga Koszutska, matka Michała Listkiewicza. Pomaganie rzecz chwalebna, ale zapraszanie bezdomnych do domu może skończyć się źle.
            • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 20:55
              To oczywiście przykra rzecz, te zabójstwa. Ale z drugiej strony ile jest takich zabójstw, a ile osób które żyją bezpiecznie, a przy okazji pomogły innym osobom i być może niektórym pomogły zawrócić ze złej drogi i przywróciły społeczeństwu?
              • wuika Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:44
                Wybacz, ale co mnie to obchodzi? Kosztem pomocy dla kilku osób (bo pewnie kilku pomogła, zanim spotkała ją krzywda) jest śmierć tej konkretnej. Nie, nie uważam, że było warto. Pechowo sytuacja wyglądała tak, że zanim ktokolwiek z rodziny się dowiedział, co jest grane i miał możliwość zareagowania, było już za późno.
        • asia_i_p Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:10
          Przesadzasz.
          Dawała stare rzeczy - i raz się pomyliła. Równie dobrze mogła się pomylić i wziąć na ścierki albo wyrzucić do kosza, mężczyźni kochają czasem łachy, które zdecydowanie już do noszenia się nie nadają.

          Facet wściekł się nie o polar raczej, tylko o to, że ona się naraża, a skanalizował w polar. Rzeczywiście, nie w porządku jest nieinformowanie rodziny, co się dzieje także w ich domu, ale to mój podziw dla kobiety zmniejsza w nieznacznym tylko stopniu.
    • nangaparbat3 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:28
      U mnie smietnik jest otwarty, praktycznie co wieczor wychodząc z suka widuje bezdomnych (i bedomne). Są najrozniejsi i ewidentnie - jak napisal kiedys znany wrocławski dziennikarz, ktory sam doświadczyl bezdomności - bezdomnym moze zostać kazdy. I zbieraczem śmietnikowym. Zdziwilabyś sie, jacy ludzie grzebia w śmietnikach.
      Sama do domu nie zapraszam i nie zaprosiłabym - ale nie bedę sie upierać, że z rozsądku, calkiem możliwe, że z tchorzostwa.
      Piszesz, że ta pani przeszla bardzo poważna chorobe - zapewne musiała zadać sobie bardzo powazne pytania, na które my, zdrowi, nie mamy czasu.
      • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:37
        mysle, ze z całym szacunkiem dla jej przejsc nie moze narzucac rodzinie swojego nowego stylu zycia.
      • bi_scotti Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 16:41
        Zastanawiajacy jest nasz strach (???) przed czlowiekiem brudnym, czasem gadajacym do siebie ale najczesciej po prostu unikajacym kontaktow z innymi ludzmi poza tym grzebaniem w ich smietnikach czy wyciagnieciem reki po jalmuzne. Wszystkie mozliwe statystyki (a i common sense prze okazji tez) wskazuja, ze to wlasnie ci ludzie padaja ofiara przestepstw typu kradzieze czy pobicia, i to akurat ze strony nie bezdomnych a np. rozwydrzonej mlodziezy czy innych "porzadnych obywateli" bez porownania czesciej niz sami napadaja na kogokolwiek. Jedyne, co moze niektorych zniechecac przed bardziej "intymna" pomoca typu zaproszenie do domu czy wspolne siedzenie przy stole to zapach i/lub ewentualnie insekty. Ale na to najczesciej pomaga prysznic i pranie - no big deal.
    • marychna31 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 17:04
      Fajna osoba, oby takich jak najwiecej. W ogóle nie rozumiem to ty masz do tego. Sprawy między nią a jej męzem o jakis stary polar to sa ich sprawy. Może się umówili na takie pseudoproblemy z pseudokłótniami bo to ich pomysł na grę wstępną?
      • lykaena Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 17:13
        smile
        Gdyby tak było to jej mąż nie żaliłby się znajomym.
        Im się jakoś układa, ale od czasu choroby, ona zdziwaczała.
        Rozdawanie rozdawaniem, ale moim zdaniem zapraszanie do domu obcych ludzi- już pomijajac czy bezdomni, czy alkoholicy itd. jest lekko mówiąc nierozsądne.
        Mnie nic do tego, tak pytam.
        • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 19:38
          On chyba też zdziwaczał skoro z małżeńskich problemów skarży się mało dyskretnym znajomym.
    • menodo Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 17:10
      Na miejscu małżonka zmusiłabym panią do obejrzenia Viridiany Bunuela big_grin

      A serio, to może skierować energię pani ku jakiejś sensownej organizacji pomocowej - gdzie uczą - jak pomagać innym bez rujnowania sobie życia osobistego.
    • plater-2 Elblag 14.10.13, 17:27
      Byla taka lekarka w Elblagu. Pomagala bezdomnym i wreszcie ja zamordowali dla kilkuset zlotych.

      Pomagam w ten sposob, ze nie wynosze do smietnika niepotrzebnych przemiotow, ale wynosze niepotrzebne rzeczy badz do Caritasu, badz do centrum wymiany. Kupuje chlebki, świece, kalendarze caritasu, wrzucam do puszki kwestujacym na schonisko dla bezdomnych.
    • 18lipcowa3 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 17:45
      o matko jedyna ale idiotka
    • croyance Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 18:04
      Wedlug opisu dziewczyna zachowuje sie po prostu jak chrzescijanka, w katolickim kraju nie powinno to chyba az tak szokowac?
      • jolunia01 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 18:33
        Według opisu to ona zachowuje się jak bezmyślna ryzykantka, bo chyba zupełnie nie myśli o zagrożeniach wynikających z takich kontaktów. Katolicki czy niekatolicki kraj nie mają tu nic do rzeczy. Zastanawia mnie, dlaczego rodzina nie skłoniła jej do korzystania z pomocy psychologicznej.
        • aqua48 dobroczynność ? 14.10.13, 18:50
          jolunia01 napisała:

          > Według opisu to ona zachowuje się jak bezmyślna ryzykantka, bo chyba zupełnie n
          > ie myśli o zagrożeniach wynikających z takich kontaktów.

          Prócz tego czy zastanowiła się co taka dobroczynność daje tym bezdomnym? Fajnie, że raz, czy drugi mogli się umyć i przebrać, ale na dłuższą metę czy to coś zmieniło w ich podejściu do życia?
          Myślę, że taka dobroczynność służy tylko podniesieniu sobie poczucia własnej wartości u tej pani i zachwytom nad swoją dobrocią. Gdyby rzeczywiście chciała coś pożytecznego zrobić, to powinna najpierw skontaktować się z odpowiednimi osobami, lub fundacjami które podpowiedzą jak to zrobić z głową i bez narażania domu, a także zabierania mężowi jego rzeczy bez pytania. To ostatnie było brzydkie - czemu nie kupiła bezdomnemu polarka, za własne pieniądze choćby na ciuchach?
          • asia_i_p Re: dobroczynność ? 14.10.13, 21:01
            Bez przesady. Dawała im stare rzeczy, raz trafiła w rzecz, którą facet chciał jeszcze nosić, a ona uznała za już nienoszalną - zdarza się.

            Nie będę się pocieszać, że robi to dla podniesienia sobie samooceny - szczerze podziwiam. Być może da się to zrobić lepiej, bezpieczniej, itd., ale robienie z niej zarozumiałej idiotki to chyba objaw, że jak się z nią porównujemy, to trochę nam głupio i trzeba się tego niewygodnego uczucia pozbyć jak najprędzej.
            • gazeta_mi_placi Re: dobroczynność ? 14.10.13, 21:06
              Masz rację Asiu, piwa Ci poleję piwo
            • twoj_aniol_stroz Re: dobroczynność ? 14.10.13, 23:12
              Amen.
            • kietka Re: dobroczynność ? 14.10.13, 23:22
              fakt dzialanie spektakularne, wszyscy widza, ze pomaga, glupio mi.

              ps ciekawe, jakby maz oddal twoj lubiany, choc rzadko noszuny ciuch / but oddal bezdomnej, ktora zaprosil do domu na kapiel z kolezankami...
              • asia_i_p Re: dobroczynność ? 15.10.13, 07:20
                Wzruszyłabym się. Autentycznie.
                Ciuch, to jest ciuch, a kolejne (co z tego, że sto pięćdziesiąte) potwierdzenie, że wyszłam za dobrego człowieka ma wartość z ciuchem nieporównywalną.
    • rosapulchra-0 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 19:19
      Bardzo niebezpiecznie pani się zachowuje. Ja kiedyś pomagałam swojemu koledze, jeszcze z podstawówki. Machnął jakiejś szesnastolatce dwójkę dzieci, a potem zaczął pić, więc szesnastolatka od niego uciekła, no to z rozpaczy pił jeszcze więcej. Gdy brakowało mu pieniędzy, to kradł lub żebrał. I kiedyś się napatoczył na mnie, a ponieważ pamiętał, gdzie mieszkam, to do mnie przyszedł któregoś i poprosił o kilka groszy.. na chleb uncertain Zapytałam, ile procent ma to pieczywo? W końcu doszliśmy do konsensusu, że on kasę potrzebuje na alko, ale ponieważ nie jadł od kilku dni, to chciałby sobie coś żarcia kupić. Dałam mu wtedy kilka kanapek, a do słoika nalałam wódki. Chciał mnie po rękach całować z wdzięczności, ale nie pozwoliłam się dotknąć i poradziłam, żeby jednak skorzystał z jakiegoś przytułku, umył się i przebrał, bo nie da się z nim normalnie rozmawiać - tak bardzo śmierdział.
      Od tamtej pory przychodził do mnie regularnie raz na tydzień, czasem raz dwa tygodnie. Zawsze dostawał prowiant i jakiś alkohol. Aż którejś zimy przestał się pokazywać, a to zima była i dopiero kilka miesięcy później się dowiedziałam, że podczas jakiegoś dużego mrozu był tak znietrzeźwiony, że zasnął w nocy na otwartej klatce schodowej. I zamarł. Miał 30 lat.
      • plater-2 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 19:39
        "Cokolwiek czynisz, czyn roztropnie i patrz konca".
      • triss_merigold6 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:30
        To dobrze, to najlepsze co mógł zrobić. Przynajmniej na jego nieszczęsnych dzieciach nie będzie spoczywał później obowiązek alimentacyjny wobec tatusia.
    • marcelina4 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 20:43
      pomagać innym to chwalebna rzecz, ale nalezy przy tym zachowac chociaz odrobinę rozsądku i ostrożności
      uważam, że kobieta ryzykownie sobie poczyna, wiadomo nie każdy bezdomny to potencjalny morderca, czy nosiciel śmiertelnej choroby, ale niestety w tej grupie ryzyko spotkania takiego osobnika jest lekko podwyższone jak dla mnie
      nie zaprosiłabym do domu takiej osoby ( o dwóch, czy trzech naraz nawet nie wspomnę ), zwyczajnie obawiałabym się, nie znam ludzi, nie wiem co mogą zrobić, jak się zachować, normalne minimum zdrowego rozsądku

      jezeli kobieta tak chce ludziom z krwi i kości pomagać, niech się zgłosi jako wolontariusz do jakiegos ośrodka dla bezdomnych, niech tam pracuje, niech na kuchni zupy gotuje, albo robi inne prace na rzecz ośrodka i bezdomnych, ale do domu niech nie ściąga obcych i jeszcze rzeczy męża wydaje nawet go nie pytając o zgodę
      no faktycznie mocno ją musiało potrząsnąć w tej chorobie
    • asia_i_p Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:06
      Owszem, ryzykuje.
      Ale w zasadzie nie w porządku jest tylko niepoinformowanie męża - polar powiedziałabym wypadek przy pracy, pewnie ona uznała za odrzucony łach, a on był przywiązany, dla kogoś, kto w takich warunkach wyrzuciłby na śmietnik, pewnie bylibyśmy bardziej pobłażliwi.

      I tu się zbliżam do tego, co mnie najbardziej uderzyło w tym wątku. O ile łatwiej jest usprawiedliwić zdradzenie męża, nakrzyczenie na dziecko, drobną nieuczciwość podatkową, nienawiść do teściowej, niechęć do bratanka męża, niż wykazać się podobną pobłażliwością do drobnych niedociągnięć w działaniu zdecydowanie dobrym. W pierwszym przypadku będziemy szukać usprawiedliwienia, w drugim dziury w całym.

      Mam taką teorię, że dużo łatwiej okazać pobłażliwość osobie, od której czujemy się lepsi.
      • verdana Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:30
        To nie jest rzecz zdecydowanie dobra. Nie sadzę, aby pani, bezdomnym płci męskiej, dała raz w życiu jeden znoszony polar - polar był tu przykładem, pani rozdaje dobre, ale znoszone ubrania męża.
        Bez jego zgody. To jest spore nadużycie zaufania. W dodatku niebezpieczne, bo giną własne rzeczy z własnego domu, nie można mieć pewności, com zostanie oddane kolejnym razem.
        • asia_i_p Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:34
          W pierwszym mailu było "stare ubrania". Więc zakładam, że z takiej puli, jak jest w każdym domu, jeszcze za dobre, żeby wyrzucić, ale już nosić się nie da, więc leży. A w to się przypadkiem zaplątał polar, który on jeszcze chciał nosić - jakby rozdawała wszystko, jak leci, mąż zorientowałby się wcześniej.

          Zdecydowanie dobra jest chęć pomocy potrzebującym, wysiłek wkładany w to.

          Twierdzę, że gdyby zrobiła z tego polara posłanie dla psa albo po prostu go wywaliła, mniej by jej się oberwało w tym wątku.
          • triss_merigold6 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:37
            Ona im pozwoliła wejść do domu i do wanny.
            • asia_i_p Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:39
              To właśnie podziwiam.
              Potrafiła ich potraktować jak ludzi, przejść do porządku nad brzydkim zapachem, nad tym, jak się ich zazwyczaj traktuje - budzi to mój szacunek i podziw.
              • triss_merigold6 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:51
                Podziwiasz wyłączenie instynktu samozachowawczego, zlekceważenie zdania męża i narażanie również jego na niebezpieczeństwo? Dziwnie ustawione priorytety. uncertain
                • eo_n Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:57
                  Czasem łatwo pomylić odwagę i brak wyobraźni.
                  Moim zdaniem pani postępuje zdecydowanie nierozsądnie.
                  Jak już napisano - jeśli chce pomagać (a nie połechtać swoje ego), to po pierwsze musi się nauczyć, jak. Czyli ja na jej miejscu pierwsze kroki skierowałabym do organizacji, która pomaga. Nawet niech założy własną organizację, jeśli ma power i środki - ale to, co opisano w pierwszym poście... Wg mnie ma niewiele wspólnego z prawdziwą, sensowną pomocą. I nie wiem, czy jej światopogląd aż takiej transformacji uległ, jak by chciała. Nadal w centrum jest ona i jej potrzeby (teraz - pomagania bliźnim). No chyba, że kiedyś była bardziej otwarta na innych wink
                • verdana Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:57
                  Potraktowała rzeczywiście bezdomnych jak ludzi i to jest OK. Jednocześnie jednak potraktowała dom i to co w domu jako jedynie swoją własność, którą może dysponować bez uzgodnienia z współmieszkańcami. Jednak tak nie można - dom jest rzeczą wspólną i potraktowanie własnego męża jako osobę bez prawa głosu jest niedopuszczalne.
                  • menodo Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 22:04
                    "Jednocześnie jedna
                    > k potraktowała dom i to co w domu jako jedynie swoją własność, którą może dyspo
                    > nować bez uzgodnienia z współmieszkańcami. "

                    No właśnie. Dobroczynność nie polega na rozdawaniu cudzych rzeczy.
                  • eo_n Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 22:34
                    verdana napisała:

                    > Potraktowała rzeczywiście bezdomnych jak ludzi
                    Nie znam jej, ale z opisu to jednoznacznie nie wynika. Może jak ludzi (rozumiem, że nie zapraszając ich do siebie, nie traktujemy ich jak ludzi tongue_out), a może właśnie przedmiotowo - do zaspokojenia własnych potrzeb.

                    O polar natomiast bym się nie czepiała - mój mąż też z tych, których garderobą zajmuję się ja. Jak bym miała go pytać o wydanie/zakup każdej sztuki, to bym, osiwiała. Druga opcja: chodziłby 20 lat w tym samym. Tak ma. Zapewne nie jest jedyny. Bardziej niepokojące od wydania polaru do prac w ogrodzie są IMHO inne aspekty tego przedsięwzięcia.
                • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:27
                  A co sądzisz Triss o ludziach którzy za czasów II wojny światowej ryzykowali śmiercią swoją i całej rodziny za ukrywanie jednego żydowskiego dziecka? I jeszcze (jak dożyli) dostawali za swoją głupotę medale i filmy o nich były.
                  • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:44
                    co z aporownanie, hola, nie ma wojny. za to są przytułki z ktorych bezdomny może skorzystać JEŚLI CHCE. to, że nie chce to już jego sprawa. że się trzeba dostosowac a on nie chce?
                    ja tez nie chcę zbierać kup po swoim psie, bo to nieprzyjemne i mnie brzydzi a ja mam przeciez ideały i godność. więc może znajdzie się taka dobroczynna pani, ktora bedzie po moim psie sprzatać? ktora chętna?



                  • rosapulchra-0 Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:43
                    gazeta_mi_placi napisała:

                    > A co sądzisz Triss o ludziach którzy za czasów II wojny światowej ryzykowali śm
                    > iercią swoją i całej rodziny za ukrywanie jednego żydowskiego dziecka? I jeszcz
                    > e (jak dożyli) dostawali za swoją głupotę medale i filmy o nich były.

                    Gazeciarz, stuknij no ty się w łepetynę suspicious Ino mocno, bardzo mocno suspicious Porównujesz czasy wojny i życie w okupowanym kraju, gdzie brakowało wszystkiego, a ludzi okupant traktował gorzej od zwierząt do czasów pokoju, gdzie ludzie żyją w cywilizowanych warunkach, mogą pracować, jedzenie nie jest wydzielane na kartki i ludzie mogą żyć wedle swojej woli?? Tobie już naprawdę wali na ten bezrobotny musk uncertain
              • rosapulchra-0 Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 09:19
                asia_i_p napisała:

                > To właśnie podziwiam.
                > Potrafiła ich potraktować jak ludzi, przejść do porządku nad brzydkim zapachem,
                > nad tym, jak się ich zazwyczaj traktuje - budzi to mój szacunek i podziw.

                Tu nie ma czego podziwiać. Ta kobieta ryzykuje swoim i męża zdrowiem i życiem wpuszczając obcych nurków śmietnikowych.
                • kota_marcowa Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 12:02
                  Koniec świata, zgadzam się z rosą. Jak by m zrobił coś takiego za moimi plecami, to bym mu chyba krzywdę zrobiła i w trybie przyspieszonym do psychiatry prowadziła, bo to nie jest pomoc. Pani nie pomaga, tylko zaspokaja jakieś swoje potrzeby. Nie działa racjonalnie.
    • na_pustyni Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:15
      Na miejscu męża wkurzyłabym się, ale nie o polar, a ze zwykłego strachu o żonę.
    • triss_merigold6 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:18
      Pan mąż powinien jak najszybciej postarać się o ubezwłasnowolnienie żony z powodu choroby psychicznej - dla włąsnego i jej dobra, bo za chwilę zrobi z domu melinę.
    • ginger.ale Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:30
      Nie dziwię się mężowi, odwracając trochę sytuację ja nie byłabym zadowolona (delikatnie mówiąc), gdyby mąż zapraszał do domu bezdomne kobiety, zezwalał na kąpiel, a następnie przyodziewał w moje rzeczy!
      Poza tym ona rozdaje "stare" ciuchy męża, a to mogą byc jego ukochane rzeczy wink

      Kwestię bezpieczeństwa litościwie pominę. Też rozdaję ubrania (swoje- koleżankom, reszta kontener niby-caritas), a częśc oddaję bezdomnym (męża), ale przy pomocy bliskiej osoby, która pomaga bezdomnym mężczyznom W OŚRODKU.
    • inguszetia_2006 Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 21:56
      Witam,
      Podziwiam szczerze. Kobieta nie zna strachu. Prawdziwa samarytanka. Na miejscu męża podsunęłabym jej jakiegoś milutkiego psa rasy stróżującej, tak na cito.
      Pzdr.
      Ing
    • zielona.limonka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 22:25
      Jezus kochany, tego się tak nie robi. Moja przyjaciółka przepracowała całe lata z bezdomnymi i to od niej zawsze słyszałam, że absolutnie nie wolno robić takich rzeczy. Przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa, ale też dlatego, że to im wcale nie pomaga, tylko jeszcze bardziej spycha na margines, bo odbiera motywację do powrotu do normalnego życia. Jeśli znajoma chce pomagać, niech się zgłosi jako wolontariusz do instytucji, które to robią zawodowo, tam ją nauczą, jak może naprawdę pomóc. A jak spotyka bezdomnych albo żebraków, to najsensowniejszą pomocą jest adres najbliższego ośrodka pomocy społecznej (który zresztą pewnie znają), a nie polar męża.
      • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:02
        swietnie powiedziane, nic dodac...

        ps na prawde nie wiecie, ze bezdomni maja sie gdzie umyc i taka postawa nie ma w sobie nic pozytywnego. ciekawe, jakby wam maz trzy 20 tki do domu przyprowadzil na kawe, bo marzna na przystanku.
        • phantomka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:23
          Moja babcia, kiedy była w wieku ok 70 lat raz zabrała z kolejki podmiejskiej bezdomnego, co by się umył i przebrał w ubrania śp. dziadka. A innym razem przygarnęła pana zza wschodniej granicy, do czasu znalezienia przez niego jakiegoś stałego lokum.
          Nam się włos na głowie jeżył, ale dziękować Bogu, babci nic się nie stałosmile
          • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:31
            kazdy ma swoje upodobania. co innego przgarnac pana bedac wdowa, co innego bedac mezatka.
            • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:33
              Naprawdę myślisz, że ten mąż widzi w tych facetach konkurencję?
              • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:35
                jak zaczną używać jego maszynki do golenia (czyli już niedługo) to zobaczy tongue_out
                • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:45
                  Jednorazówek jest bez liku na rynku, więc to akurat nie jest dramatem. Poza tym mając głowę na karku naprawdę można wielu problemów uniknąć. Ja już przerabiałam u bezdomnych wszy, świerzb, wszelkie zaburzenia psychiczne, masę chorób zakaźnych itd. Często jem z nimi posiłki, normalnie funkcjonuję w ich otoczeniu, niańczę, przewijam i karmię ich dzieci i jak do tej pory nie zaliczyłam żadnej choroby lub sytuacji choćby w minimalnym stopniu niebezpiecznej. To naprawdę nie jest trudne.
                  • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 00:00
                    świetnie. ale może mąż swojej żony w swoim domu nie ma ochoty się przyzwyczajać do grzybicy i świerzbu czyhającego we własnej łazience.
                    do tego mąż do tej pory nie wiedział, że żona sobie do ich wspólnego domu przyprowadza obcych facetów by z nimi dobroczynność uprawiać.
                    gdy byłam ubogą studentką to też obracałam się wśród bezdomnych, żywiliśmy się w jednym barze mlecznym. ciekawe skąd się w moim gardle pojawił gronkowiec który zeżarł mi kilka lat życia.
                    nikt nie zabrania obracania się wokół patologii. byle to robiła na własne konto, a nie na konto innych osób które może wcale nie mają ochoty na takie zabawy w ich domu i ich rzeczami. mając męża - ta pani najpierw z nim powinna ustalić co i jak na wspólnym terenie.
                    jak widać, pani z mężem nie liczy się wcale, woli biegać po okolicy i polować na bezdomnych by sobie nimi robić dobrze.
                    • asia_i_p Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 07:30
                      . ciekawe skąd się w moim gardle pojawił gronkowiec kt
                      > óry zeżarł mi kilka lat życia.

                      Szczerze mówiąc, mógł zewsząd.
                      Wykryto mi go w 14 roku życia. 1/3 Polski ma.
                    • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 08:06
                      Nosicielami gronkowca jest około 40 % populacji, więc ja bym tak bardzo tych bezdomnych nie oskarżała.
                      Oczywiście, że mąż powinien wiedzieć o działaniach żony, nie mniej jednak dopatrywanie się w jej działaniach narażania jakoś potwornie rodziny na szwank jest tu grubą przesadą.
              • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:41
                zadajac takie pytanie, tylko potwierdzasz moja teze...
                bezdomni to tez ludzie majacy poped seksualny i nie zawsze z aparycja70 letniego alkoholika, jaka masz pewnosc, ze pani nie korzysta,
                pozwolilabys swojemu mezowi przyprowadzac bezdomne do waszego domu pod twoja nieobecnosc i bez twojej wiedzy?
                • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:52
                  Hm, chyba mamy bardzo odmienne postrzeganie małżeństwa i wierności... Tak, pozwoliłabym mężowi przyprowadzić bezdomne kobiety do domu celem użycia łazienki. I nawet przez myśl by mi nie przeszło, że moga stanowić dla mnie konkurencję. Wcale nie dlatego, że jestem śliczna jak z obrazka, bo nie jestem, ale dlatego, że mężowi ufam. Może i dziwna jestem, może naiwna, ale jakoś nie miałam z tym nigdy problemów. Z wzajemnością zresztą. Mężowi też nie przeszkadza mój kontakt z płcią przeciwną i jakoś nie wpada na pomysł, że mogłabym go zdradzić z którymś bezdomnym, czy jakimś kolegą.
                  • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 00:03
                    pozwolilabys, ciekawe....co innego miec kumpli, a co innego zapraszac ich na kapiele...

                    czy byloby tez dl ciebie ok, gdyby robil to bez twojej wiedzy, a ty zorietowalabys sie tylko po manku w szafie?
                    • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 00:09
                      co do pojacia malzenstwa, to jego podstwa jest wzajemny szacunek i szczerosc.
                      poza tym, uwierz mi nie ma nadludzi i czasami wielka milosc pryska, szacunkim dla partnera jest tez nie prowokowanie dwuznacznych sytuacji, tym bardziej za jego plecami.
                      chyba, ze traktujemy bezdomnych ludzi na rowni z bezdomnymi psami, a to juz jest chore
                      • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 08:12
                        Przede wszystkim traktujemy bardzo poważnie wierność małżeńską. Natomiast co do mojego stanu szafy i ewentualnego manka. Jakoś nieszczególnie przejmuję się zawratością własnej szafy, więc o ile bym zauważyła manko to pewnie miałabym jakieś pretensje do męża, że wydał moją bluzkę, czy spodnie, ale z pewnością nie byłby to powód do biegania i żalenia się znajomym, a ciuch spokojnie dałoby radę kupić nowy i po krzyku.
                        • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 08:15
                          kolejna pewna swego na 100%, troci zarozumialstwem, czy pycha, jak to mowicie.
                          • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 08:26
                            Myślisz? A ja bym to nazwała zaufaniem i wiarą smile
                            • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 08:32
                              ok, to przyprowadz do domu 3 facetów, pozwol im sie wykapac, odswiezyc, ubierz ich, nie mow o tym mezowi, a potem zapytaj, jak sie z tym czuje. teraz tylko teoretyzujesz i probujesz sobie i mi wmowic, co czuje i mysli twoj maz, a tego niestety nie wiesz w 100%.
                              jestescie tylko ludzmi, nawet wiara tego nie zmieni.
                              głupota i naduzyciem ze strony partnera jest stawianie drugiej polowki w takiej sytuacji, jak autorka watku. zwykłym egoizmem, brakiem poszanowania drugiego człowieka i jego zdania na temat naszego wspolnego zycia.
                              • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 09:12
                                Ja nie twierdzę, że ta pani robi dobrze, ja ją rozumiem i wiem jakie pobudki nią kierują. Natomiast nie zgadzam się z teoriami, że to jest jakieś kosmiczne narażanie jej i rodziny na jakieś bardzo poważne problemy. Błąd pani polega na tym, że nie porozmawiała wcześniej z mężem na temat swoich odruchów serca. I tu tez jestem w stanie to zrozumieć, bo mogła działać pod wpływem impulsu, wcale niekoniecznie było to z premedytacją. Pomagania ludziom bezdomnym też należy się nauczyć, a w procesie nauki każdy człowiek popełnia błędy. Natomiast uważam, że pan równiez jest nie w porządku, bo zamiast biegać po okolicy i opowiadać znajomym jaką ma nieodpowiedzialną żonę, raczej należałoby ten temat omówić z ową żoną i to naprawdę solidnie zastanawiając się nad pobudkami zarówno jej dobroczynności jak i jego obaw. Tak było w naszym małżeństwie. Początkowo mój mąż nie rozumiał ni w ząb mojej potrzeby pomocy bezdomnym, ale szczęśliwe okazał się na tyle dojrzałym człowiekiem, że nie wylewał swoich żali do kolegów, koleżanek, sąsiadów i bliższej i dalszej rodziny, ale rozmawiał ze mną próbując zrozumieć dlaczego mam taką potrzebę. Jego pytania jednocześnie pomagały mi uporać się i zrozumieć moje emocje. Z czasem, po wielu rozmowach powoli dochodziliśmy do kompromisu, który początkowo wyglądał tak, że mąż zgodził się na 2 dni mojej pracy dla dsm oraz na wydawanie określonej, niewielkiej sumy pieniędzy na art spożywcze dla nich. To były pierwsze 3 lata. Z czasem on odkrywał radość z takiej pracy, ja dla odmiany wyciszałam emocje rozumiejąc coraz lepiej co jest przyczyną tej potrzeby pracy wolontaryjnej. I właśnie takiego procesu życzę bohaterom tego wątku, bo oni są na początku tej drogi, ale bez uczciwej i szczerej rozmowy się nie obędzie. I to rozmowy pomiędzy nimi, a nie w szerokim gronie znajomych w trybie obrabiania tyłka żonie.
                                • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 09:33
                                  rozumiem, ze miałas tez bezdomych niejednokrotnie, we własnej łazience, skoro tak autorytatywnie wypowiadasz sie w temacie.
                                  co innego pomaganie poprzez organizacje i ja jestem 100% za,co innego uprawianie bohaterstwa kosztem domowników. w czym ten bezdomny jest bardziej potrzebujacy od meza, czy dzieka, ktore maja prawo zle znosic taka sytuacje?
                                  zrozumiałabym, gdyby ci luszie nie mieli wyboru, ale maja, a kobieta po prostu im szkodzi i utwierdza w bezdomnosci i nałogach, porywy serca tutaj nie maja nic do rzeczy, jestesmy dorosli i trzeba zachowac zdrowy rozsadek przede wszystkim, anie zachowywac sie jak 8 latka, ktora chce przygarnac wszystkie bezdomne kotki z okolicy.
                                  nie wtracam sie, co tam z mezem ustaliliscie, ale nie dziw sie, ze inni stawiaja granice, rowniez emocjonalne, poza tym działanie takie jest mega niebezpieczne, bo to sa ludzie czesto pod wplywem nie ogarniajacy sojego zachowania. kazdy domownik w takiej sytuacji ma prawo do swojego zdania, nie widzie te nic złego wzwierzaniu sie przyjaciołom, skoro zona zeswirowała.
                                  mam mojej koezanki z ogolniaka tez miałą takie jaazdy wynoszenia wszystkiego biednym wbrew rodznie, do kosciola, musiala leczyc sie psychiatrycznie i tutaj widzalabym alanlogie, nikt normalny i zdrowo myslacy nie zpostepuje w ten sposob i nawet nie stało to obok dobroczynnosci
                                  • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 09:42
                                    Tak, miałam bezdomnych we własnej chałupie i co to zmienia?
                                    Nie masz racji pisząc tak:
                                    > nie wtracam sie, co tam z mezem ustaliliscie, ale nie dziw sie, ze inni stawiaj
                                    > a granice, rowniez emocjonalne, poza tym działanie takie jest mega niebezpieczn
                                    > e, bo to sa ludzie czesto pod wplywem nie ogarniajacy sojego zachowania.
                                    Takie działania nie są mega niebezpieczne. To jest niebezpieczeństwo porównywalne z łażeniem po miescie wieczorem.
                                    Bezdomność, noclegownie i jadłodajnie dla bezdomnych to jest dość szeroki temat a niekorzystanie z noclegowni wcale nie jest takie proste do wytłumaczenia jak Ty to widzisz. To jest cały zespół cech, które powodują, że bezdomny nie chce zamieszkać w noclegowni i akurat kwestia bycia trzeźwym nie jest tu najbardziej istotna w kazdym przypadku.
                                    • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:14
                                      > To jest cały zespół cech, które powodują, że bezdomny nie chce
                                      > zamieszkać w noclegowni i akurat kwestia bycia trzeźwym nie jest tu najbardziej
                                      > istotna w kazdym przypadku.


                                      No na boga! ale to problem bezdomnego, że nie chce korzystać z noclegowni. I JEGO WYBÓR. Nie powinien to być problem męża tej pani, że jakiemuś obcemu człowiekowi nie chce się tyłka do noclegowni ruszyć a za to będzie się pakował do cudzego mieszkania i przyjmował zabiegi indywidualnie go obskakującej kobiety, rozwalał się na męża wypoczynku, korzystał z rzeczy męża ktorych on wcale jeszcze nie chciał się pozbywać. Mąż tej pani tego typu zachowaniom mówi "nie". Pani ma w du..pie, ci niechciani obcy też maja gdzieś pana zdanie bo go o to nie pytali.

                                      • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:19
                                        Ale jak rozumiem Pana podczas goszczenia bezdomnych raczej w domu nie ma więc skąd bezdomny ma wiedzieć, że nie jest mile widziany skoro jest zapraszany przez Panią domu?
                                        • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:32
                                          Pani przypuszczam dobrze wyczuwa, że działa przeciwko swojemu mężowi.
                                          Może jak się z nią rozwiedzie to się opamięta, że przegina. Choć wątpię, raczej uzna, że to mąż jest złym człowiekiem który "pomagać" nie chce. Najpierw rozda po cichu wspólny majątek (czyli okradnie swojego męża) a później zamieszka z tymi bezdomnymi na działkach. W cudzym domku. wink

                                          Wyobrażasz sobie do jakiej sytuacji pani może doprowadzić? Załóżmy, że mąż wraca niespodziewanie wcześniej, a tam bezdomni w jego łazience pluskają się w wannie, żona zastawę na stół wykłada a po przedpokoju skaczą pchły.
                                          Mąż może za pierwszym razem zmilczy i po ich wyjściu rozmówi się z żoną,
                                          ale za drugim wkurzony wywala obcych facetów z domu, żona broni ich własnym biustem, mąż wychodzi na tyrana, bezdomni przy najbliższej okazji się na nim mszczą, żeby "dobrą panią" bronić, albo żona w spazmach wychodzi z nimi w ramach protestu wobec niedobroczynnego męża...

                                          Pani zapomniała, że ma rodzinę. Albo zwyczajnie męża już dawno nie kocha i ma go w 4 literach, wcale jej na rodzinie nie zależy.
                                          • triss_merigold6 Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:35
                                            Albo jest chora psychicznie. Najlepszym wyjściem byłoby ubezwłasnowolnienie, zagraża sobie i innym.
                                      • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:51
                                        dokładnie, tak, jak piszesz, to jest opieka nad bezdomnymi kotkami, a nie ludzmi. litowanie sie i dogadzanie sobie emocjonalne, a ci ludzie nie potrzebuja litosci, tylko kopa w dupę na rozped i wtedy moze jakisc procent z nich sie podniesie.
                                        zadna nie jest pewnie psycholgiem, ani psychiatra, zeby w 10% rozumiec z czym sie mierzy.

                                        miec w domu bezdomnego, a pozwolic mu notorycznie korzystac ze swojej łazienki w celu doszorowania sie, to dwie rozne sprawy.
                                        • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:57
                                          Każdy człowiek (także bezdomny) jest inny, jednym pomaga "kop" w dupę (ale szczerze mówiąc osobiście mam obiekcje czy faktycznie tego rodzaju osoby kończą jako bezdomne), innym nie pomaga.
                                          Czasami jedyną metodą pomocy jest pomoc teraźniejsza - nakarmienie, ogrzanie, danie ciepłej odzieży.
                                          To tak jak z umierającymi w hospicjum, ich się już nie leczy (bo nie ma szans na uzdrowienie, dalsze życie), robi się tylko wszystko by ulżyć im w teraźniejszym cierpieniu. I to jedyna pomoc jaka im realnie potrzebna.
                                          • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:04
                                            gazeta, wszystko o czym piszesz bezdomni znajda w przytułku.
                                            jak wspomnialam, kazdy ma prawo otworzyc swoje mieszkanie dla kazdego, ale na pewno nie bez porozumienia z partnerem oraz majac wzglad na dzieci. tak robia nieodpowiedzilni, zapatrzeni, paraoksalnie we własne potrzeby ludzie.
                                            • missmiriam1 Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:39
                                              To nie do końca jest tak, że każdy bezdomny to łazęga mająca szansę na życie w przytułku. Znakomita większość schronisk i noclegowni pobiera opłatę za pobyt. Z ubraniami to też nie jest tak, że bezdomny wchodzi sobie do magazynu i wybiera. Natomiast opisana w wątku pani pomaga niejako z cudzej kieszeni. Rozdając ubrania męża bez konsultacji z nim czy udostępniając ich wspólny dom i wspólną łazienkę nie jest w stosunku do niego w porządku i narzuca mu swoją własna wizję pomocy.
                                    • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:53
                                      nie obraz sie, ale z kazdego twojego postu wyziera po prostu zwykła pycha.
                                      • triismegistos Re: Ryzykowna dobroczynność 16.10.13, 18:14
                                        Nie wiem co ty masz za męża, że meneli uważa za godną konkurecję i ty za takową żulietty. Ojp...
        • asia_i_p Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 07:25
          ciekawe, jakby wam maz trzy 20 tki do domu przyprowadz
          > il na kawe, bo marzna na przystanku.

          Ale co by w tym było złego?
          Życie to nie pornol i ludzie nie rzucają się na siebie z definicji, bo znaleźli się w jednym pomieszczeniu.

          Jeszcze za czasów narzeczeńskich mój mąż dawał korepetycje swojej koleżance, młodej mężatce. Ani mnie, ani jej, ani mojemu mężowi, ani jej mężowi nie postało w głowie, że może być w tym coś niebezpiecznego czy niestosownego. Choć pokój w akademiku był tej wielkości, że, o zgrozo, musieli siedzieć na łóżku.

          Cieszę się, kiedy mój mąż pomaga ludziom i nie widzę w tym polowania na przygodę.
          • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 08:48
            bez twojej wiedzy oczywiscie smile
            razem mozecie sobie dowolne "boki" odstawiac, mnie nic do tego.
            juz widze, jak znikaja twoje ulubione szpile, a maz, aaa...to były takie 3 studentki, ogrzały sie, jedna nie miałą butow... juz to widze, cała twoja toleracnje....

            mysle, ze w tej historii najwazniejsze jest to, ze bebka robi to za plecami meza, a nie, ze wogole to robi, chociaz to tez mocccno dyskusyjne, ale jak dwoje chce, to niech robi ochronke dla bezdomnych, ktorzy nie chca trzezwiec, nie moja sprawa, byleby dzieci w tym nie bylo.

            ps zycie to nie pornol, masz racje, teoretycznie.
            • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 09:20
              Ale spróbuj zrozumieć, że nie każdy ma bardzo emocjonalny stosunek do ciuchów i innych betów. Moich butów pod moją obecność by nie wydał bo miałabym je na własnych nogach. Mam dosłownie trzy pary butów, które są moje ulubione: sandały, trapery i buty na teraz, czyli jesienno wiosenne. Każde z nich są noszone przeze mnie w czasie danej pory roku, więc siłą rzeczy nikt inny pod moją nieobecność ich nie założy. A te trzy pary bardziej eleganckich butów na jakieś okazje? Jakoś mi niespecjalnie na nich zależy... Jak nie te to inne, kupię jakieś w razie potrzeby smile Dzięki Bogu mój mąż ma bardzo podobny stosunek do własnej garderoby, więc doskonale się rozumiemy.
              Naprawdę można mieć taki stosunek do rzeczy.
              • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 09:25
                nie obraz sie, ale mysle, ze nierzec o nie do konca wiesz o co chodzi w tym watku,
                nie wiem, po co sie tłumaczysz, ze masz 3 pary butów.
                jak sobie ustalicie razem, to mozecie zostac w przysłowiowych skarpetkach, mnie nic do tego,
                • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 09:50
                  W tym watku chodzi o to, że pani nie umie pomagać ludziom bezdomnym i się tego uczy popełniając przy tym błędy, bo to jest normalne w procesie nauki, a pan ma problem komunikacyjny na linii własna żona - on i radzi sobie z tym w ten sposób, że obrabia tyłek żonie do koleżanek. Natomiast ów problem wyzwolił całą masę obaw i niepokojów innych użytkowniczek forum, które kierując się stereotypowym myśleniem o bezdomności zrobiły z kobiety potwora szukającego poklasku, działającego na pokaz w dodatku dając powody do zazdrości mężowi i przy okazji potwornie narażając rodzinę na kosmiczne niebezpieczeństwo.
                  • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:57
                    w tym watku chodzi o emocjonalne i fizyczne poczucie bezpieczenstwa owej pani.
                    wyobraz sobie, ze bezdomni to nie centrum tematu.
                    czy wy na prawde chylac sie nad kims brudnym, zawszonym i nacpanym macie lepsze samopoczucie, niz pomagajac osobie z wygladu normalniej, ale potrzebujacej wsparcia?
                    bardziej to spektakularne, wiem.
                    wystarczy, zeby pani wykupial obiady biednym dzieciom, ale co tam, mniej czuc, ze sie pomaga, jak sie bezdomny domyje, to widac a pierwszy rzut oka.
                    • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:57
                      oczywscie meza owej pani
                    • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:08
                      Coś w tym jest. Znam osoby, ktore o parę złotych przekraczaja progi do pomocy socjalnej. Są czyste zadbane, zarobione po pachy by dzieci wyżywić. Jakoś im nikt spektakularnie nie pomaga. Patologia za to ma zasiłki, obiady, itd. A wziąć z ulicy brudnego bezdomnego to tak ładnie wygląda na obrazku, domyje się go, da kotleta, on w rękę z wdzięczności cmoknie i człowiek taki z siebie dumny i nasycony swoim własnym dobrem, że och! i ach!
                      • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:31
                        Każdy człowiek potrzebuje jedzenia do życia, i dziecko i dorosły bezdomny, statystycznie nad dzieckiem więcej osób się "pochyli" niż nad brudnym bezdomnym.
                    • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:29
                      Ilu dzieciom wykupiłaś obiady? Dziękuję.
                      • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:51

                        jezeli nie widzisz roznicy, pomiedzy dorosłym i dzieckiem, to o czym my tutaj mówimy.
                        nie bede epatowac tutaj swoja "dobroczynnoscia" ani sie licytowac z tak oddanym blizniemu, jak ty, czy bohaterka watku smile

                        na koniec tylko taki apel, zeby o bezdomnych nie wypowiadac sie, jak o ubezwłasnowolnionych zwierztkach.
                        • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 12:03
                          Jaka jest różnica (oprócz objętościowej) w żołądku dziecka i dorosłego? Żołądek dorosłego nie potrzebuje jedzenia?
                          • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 12:05
                            dorosły człowiek powinien potrafic zarobic na swoj posiłek sam.
                            jezeli uzaleznienie i inne patologie wygrywja z potrzeba zaspokojenia głodu, jego sprawa, a na pewno nie moja, mojego meza, czy moich dzieci. meza tej pani tez nie.
    • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:19
      kretynka,
      po pierwsze bezdomni mogą przywlec różne choroby (grzybica w wannie to najłagodniejszy efekt) a zarazi się cała rodzina
      a przede wszystkim bezdomni mają się gdzie umyć, mają dostęp do ciuchów w mopsach, mają kartki na obiady. tylko zapewne do ośrodków gdzie mogą się oporządzić nie są wpuszczani, bo trzeba być trzeźwym.

      a egzaltowana pani uczy panów wygodnictwa, ot, znaleźli frajerkę która się nimi zajmie a oni tym bardziej nic nie będą musieć robić.

      ps. czy ja do tej pani też mogę się zgłosić? mam mieszkanie na kredyt- to gorsze niż bezdomność, bo dom niepewny a dług pewny, obiadów mi się nie chce gotować- to się u pańci pożywię - a dobrze ona gotuje? dawaj adres to wpadnę po pracy coś na ruszt wrzucić.
      • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:27
        dlaczego traktujecie bezdomnych, jak trzecia plec, to wciaz faceci i kobiety.
        ktory maz by sie cieszyl z wizyt obcych facetow trojkami, jak go nie ma w domu, ba nic o tym nie wie.
        mysle, ze te z was, ktore widza w tym super postawe, czuja sie po prostu lepsze.
        • dniuy Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:33
          już ktoś w wątku napisał, co by było, gdyby to mąż zaczął się dobroczynnie udzielać i zapraszać do domu bezdomne panie, obdarowywać je, udostępniać im łazienkę, dawać żony ciuchy i kosmetyki.
          baaaaardzo jestem ciekawa która żona by była zachwycona tą "dobroczynnością"
          • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:35
            dla takich show samarytanek, bezdomny to podgatunek niestety.
    • twoj_aniol_stroz Re: Ryzykowna dobroczynność 14.10.13, 23:25
      Ja ją doskonale rozumiem. Owszem, być może trochę się naraża, ale w sumie nie bardziej niż reszta społeczeństwa łażąca po mieście wieczorami... Mam do czynienia z bezdomnymi i powiem tak: stereotypem jest myślenie, że bezdomny to z marszu alkoholik, że jest bezdomny na własne życzenie, że jakby chciał to by nie był bezdomny. To wcale nie jest takie proste. Podobnie kwestia noclegowni. Wymóg bycia trzeźwym to nie jest jedyna a już na pewno nie najwazniejsza bariera jaka istnieje w bezdomnych. Tu w grę wchodzą jeszcze kwestie zaburzeń związanych z pojmowaniem norm, reguł, często jest to problem z niewłaściwym pojęciem niezależności, jakieś niewłaściwe pojmowanie kwestii brania i wdzięczności, no dużo jest tu różnych problemów. Mąż tej pani boi się o nią i ten strach jest normalny, boi się też o dotychczas poukładane życie, o to, że ono może się wywrócić do góry nogami i to też jest normalne. Natomiast to co ten pan powinien zrobić to przede wszystkim z panią rozmawiać a nie z ludźmi wokoło, mówić o swoich obawach i próbować wspólnie wypracować jakiś kompromis. To da się zrobić, ale trzeba na to czasu, wielu rozmów i otwarcia na tę drugą osobę. Warto też zadać sobie pytanie na ile to jest strach o żonę a na ile własny wyrzut sumienia, że samemu się nie pomaga ludziom, na ile obawiam się zmiany w dotychczasowym życiu a na ile jest mi wygodnie tak jak jest i nie chce mi się nic z tym zrobić. No dużo tu jest tematów, które przy tej okazji warto przemyśleć.
      • nangaparbat3 Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 07:56
        Natomiast to co ten pan powinien zrobić to przede wszystkim z panią rozmawiać a nie z ludźmi wokoło, mówić o swoich obawach i próbować wspólnie wypracować jakiś kompromis. To da się zrobić, ale trzeba na to czasu, wielu rozmów i otwarcia na tę drugą osobę.
        O właśnie.
      • gazeta_mi_placi Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 10:28
        Mądrze piszesz Aniol, też Ci piwa poleję piwo
    • kocianna Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 01:31
      Jest taka mnemotechniczna wyliczanka dotycząca pierwszej pomocy przedmedycznej. "Masz jedno życie, dwie rękawiczki, dzwonisz trzy dziewiątki..." i tak dalej. Na pierwszym miejscu jest Twoje życie.
      Niech się kobita przynajmniej na gruźlicę doszczepi wcześniej.
    • misterni To jest przede wszystkim głupota, a nie 15.10.13, 04:30
      dobroczynność. Pomaganie nie na tym polega.
      • gazeta_mi_placi Re: To jest przede wszystkim głupota, a nie 15.10.13, 10:21
        A na czym i co Ty robisz dla potrzebujących? Dziękuję.
    • gryzelda71 Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 07:33
      Na miejscu rodziny, bardzo bym się zaniepokoiła. Nie chodzi o rozdawanie ciuchów męża,ale o sytuację, gdzie przypadkowe osoby sa wpuszczane do domu. Dziś to mili panowie co się ogarną i najedzą, za chwilę po dzielnicy rozejdzie się info i może skończyć się zagrożeniem życia, bo ktoś wymyśli, że zupa to za mało.
    • default Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 08:38
      Po to są organizacje różne, by takim osobom pomagać. Można te organizacje wspierać, działać w nich itd. To jest dobroczynność, a zapraszanie do siebie jakichś meneli to efekciarstwo, pokazówka i karmienie swojego ego.
      Słusznie napisała bi_scotti, że te osoby wcale nie pragną takiej "pomocy", a umyć się i zjeść ciepły posiłek mają gdzie - jeśli tylko są w stanie do takiego miejsca dotrzeć i spełnić warunki bycia tam przyjętym. Problem w tym, że większość z nich woli się nachlać i spać brudnym w kanale niż iść na trzeźwo do noclegowni, pod prysznic i na ciepły obiad.
      A do tej pani jeszcze przyjdą - po parę złotych na gorzałę.
      • kietka Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:00
        wlasnie o to chodzi, ze nie ma oboawiazku pomocy i jezeli ktos tego nie robi, to nie znaczy, ze jest kims gorszym od tego, co wpuszcza bezdomnych do wanny.
        sa organizacje, ludzie, jak chca nie zostana sami.
    • kota_marcowa Re: Ryzykowna dobroczynność 15.10.13, 11:55
      Odbiło jej. Jak się zafiksowała, to mąż nic nie wskóra. Kwestia czasu, jak zacznie oddawać rzeczy będące w użyciu np. garnitury męża. Moim zdaniem to się dobrze nie skończy, chyba, że stanie się cud i kobieta się opamięta w co wątpię.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka