Dodaj do ulubionych

Rodzice-święte krowy

22.10.13, 09:36
Taką mam obserwację że rodzice, szczególnie dorosłych już dzieci kompletnie nie podejmują dyskusji i/lub nie znoszą jakiejkolwiek krytyki.
Moja mama i teściowa to przypadki psychiczne, bo jakikolwiek sprzeciw skutkuje atakiem szału, wrzaskami i niemal tarzaniem się po podłodze.
Ale moi znajomi też mają takie refleksje, że rodzic, mimo pełnej niezależności swojego dziecka, nadal daje sobie prawo do karania za niezgodę czy inne zdanie.
Naprawdę nie znam (z opowieści) rodziców, którzy umieliby na klatę wziąć słowa "wkurza mnie kiedy robisz to i tamto" albo "kompletnie się z tobą nie zgadzam", "nie chcę" - czyli normalne asertywne wypowiedzi, które nie byłyby wielkim problemem w relacjach innych niż te rodzic-dziecko.
Obserwuj wątek
    • maj18-98 Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:03
      moi rodzice daja radę, moge powiedzieć jesli mi coś nie pasuje i respektują to, bez obrażania się i dąsów, zawsze tacy byli, więc istnieja,
      a jestem dorosła(nawet 2x)
      • aqua48 Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:07
        Moja Mama zawsze mówiła - ja uważam tak, a ty zrobisz jak zechcesz. Brałam jej zdanie pod uwagę i robiłam swoje. I zdarzało się, że potem patrząc na efekty mojego działania przyznawała mi rację, mówiąc widzisz, ja bym tak nie zrobiła, a tobie wyszło.
      • menodo Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:11
        Moi rodzice też dają radę, ale początkowo łatwo nie było - obie strony musiały dojrzeć do tych dojrzałych relacjismile
    • menodo Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:05
      Naprawdę nie znam (z opowieści) rodziców, którzy umieliby na klatę wziąć słowa
      > "wkurza mnie kiedy robisz to i tamto" albo "kompletnie się z tobą nie zgadzam",
      > "nie chcę" - czyli normalne asertywne wypowiedzi, które nie byłyby wielkim pro
      > blemem w relacjach innych niż te rodzic-dziecko."

      Chodzi o asertywną obronę granic dorosłego w przypadku nadopiekuńczych czy kontrolujących rodziców?
      Ja myślę, że dojrzałych relacji rodzic - dorosłe dziecko obie strony muszą się nauczyć i da się je wypracować, o ile wcześniejsze relacje były w miarę OK.
      Sama mam już dorosłe dzieci i widzę, że obu stronom nie jest łatwo wyjść z dotychczasowych ról, aczkolwiek się staramy big_grin

      Natomiast jeśli chodzi Ci o to, że dorosłe dzieci mają prawo urządzania życia dorosłym rodzicom, niezgadzania się z ich poglądami czy stylem życia albo wkurzania się z powodu ich zdaniem słusznych powodów - to ja trzymam sztamę z rodzicami.
      Ostatnio moja przyjaciółka pogoniła swojego synka, który zwrócił jej uwagę, że powinna być bardziej eco - oboje z ojcem powinni też spróbować diety wegańskiej, tak jak on i jego kobieta - bo to dla ich dobra big_grin
      • mindtriper Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:24
        > Natomiast jeśli chodzi Ci o to, że dorosłe dzieci mają prawo urządzania życia
        > dorosłym rodzicom, niezgadzania się z ich poglądami czy stylem życia albo wkurz
        > ania się z powodu ich zdaniem słusznych powodów - to ja trzymam sztamę z rodzic
        > ami.
        No, nie, hipokrytką bym była z taką postawą.
        Myślę nad przykładem.
        No, powiedzmy - mama mówi na święta OCZYWIŚCIE przyjdziecie w pierwszy dzień. I na odpowiedź, że nie - atak apopleksji.
        Albo mama mówi - za lekko te dzieci ubierasz, załóż im kominiarkę. Na odpowiedź, że jest ok i nie założę - atak apopleksji.
        Albo tata marudzi, że mu cośtam się z samochodem ciągle dzieje, a na propozycję męża, ze się tym zajmie - foch (chyba o pouczanie, bo niewyartykułowany).

        O, tekst "NIE POUCZAJ MNIE" jest chyba numero uno. Szkoda, że działa tylko w jedną stronę.
        • menodo Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:47
          No, atak apopleksji to rzeczywiście przesadna reakcja, aczkolwiek mnie też byłoby przykro, gdybym się nastawiła, "nagotowała", a dzieci by mnie w ostatniej chwili olały (przykład ze świętami).

          Z drugiej strony - mam czasem wrażenie, że dorosłe dzieci chcą mieć pełne prawo do dysponowania własną wolnością, a jednocześnie oczekują pełnej dyspozycyjności od rodziców.

          Ostatnio syn podał mi przykład "podłej" matki - jego kolega kilka lat temu (zaraz po maturze) wyprowadził się z domu, zamieszkał w mieszkaniu po babci; teraz wpadł na pomysł - że on to mieszkanie wynajmie, a wprowadzi się do rodziców - będzie miał dodatkową kasę na przyjemności (pracuje). Tymczasem mama powiedziała: nie, to już jest mój pokój...Stanęłam po stronie matki; syn po długiej dyskusji zgodził się ze mną smile
          • mindtriper Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 11:04
            Sądzisz, że październik to "ostatnia chwila"? suspicious
            Może to tak po prostu jest, że rodzice widzą głównie swoje "poświęcenie" - czyli np. nagotowanie się (moim zdaniem to jest decyzja, nie przymus) i swoje zranione uczucia. Natomiast od dzieci oczekują, że te również będą czuły się odpowiedzialne za "przykrość"?

            uncertain

            A przykład, który podałaś jest dla mnie oczywistą odwrotnością postawy, o której piszę.
            • menodo Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 11:30
              mindtriper napisała:

              > Sądzisz, że październik to "ostatnia chwila"? suspicious

              Niebig_grin
              Rodzice muszą się nauczyć żyć w pustym gnieździe - a to nie jest łatwe. W pewnym momencie trzeba znaleźć sobie nowe hobby i przestać czekać, gotować i poświęcać się...
              Na ale znów - ile tu było wątków o podłych matkach-egoistkach, które nie chcą się wnusiami zajmować, a powinny być z tego powodu przeszczęśliwe...



      • agaja5b Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 12:25
        menodo napisała:

        > Ostatnio moja przyjaciółka pogoniła swojego synka, który zwrócił jej uwagę, że
        > powinna być bardziej eco - oboje z ojcem powinni też spróbować diety wegańskiej
        > , tak jak on i jego kobieta - bo to dla ich dobra big_grin
        Jak to pogoniła, z krzykiem i piana na ustach? Moja by zrobiła tak, najpierw by spróbowała tych naszych "wymysłów", jakby by jej posmakowało wzięłaby do swojej kuchni, a za nowy styl zycia grzecznie podziekowała że nie do końca jej bajka, chociaż zauważyłam, ze ona daje sobie zaszczepić pewne schematy myslenia, tylko musi dostrzec w nich sens, a nie że ktos (syn itp) jej narzuca siłą bo to dla " twojego dobra". Tego moja matka nie kupuje.
        • menodo Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 13:15
          Jak to pogoniła, z krzykiem i piana na ustach? "

          Skrót myślowy, ale jakaś pyskówka się odbyła; zresztą znam to to tylko z relacji przyjaciółki, nie byłam świadkiem zdarzenia.
          A chodziło głównie o chamską formę, bo młody z młodą są wegańskimi neofitami.
          W dodatku to się zdarzyło przy niedzielnym obiadku, mimo że matka nagotowała dla nich wegańskiego żarcia, oni zaczęli robić miny w stylu fuj na to, co jedli inni - np. mięso.





          • agaja5b Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 15:09
            Ach, no jak w taki niezbyt kulturalny sposób próbowali matke ustawić to rzeczywiście nie dziwota, że pogoniłasmile
    • demonii.larua Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:11
      U moich obserwuję coś odwrotnego, znaczy im starsi tym bardziej otwarci na dyskusje. Jakby doceniają, że trzymam się swoich racji ale nie upieram się gdy nie mam racji, bo bywa że nie mam big_grin
    • guderianka Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:12
      hm, może i masz rację-może każdego z nas to czeka ?
      aczkolwiek u mnie takich jazd jak u Ciebie to nie ma- z mamą raz była akcja że się popłakała i wpadła w lekką histerię ale tarzanie po podłodze?OMG uncertain
      • mindtriper Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:25
        To była przenośnia wink
    • redheadfreaq Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:31
      Moja, mimo wszystkich swoich wad, na szczęście nie odwala aż takich akcji. Szantaż emocjonalny na mnie nie działa, owszem, trochę mnie pogniecie w środku, że "może ona ma rację", ale koniec końców i tak zrobię po swojemu. Wiem natomiast, że jej mama, a moja babcia, takie różne histerie i fochy stosuje do dziś, a matka tańczy, jak jej zagrają.

      Niestety, wiele osób z trudnym charakterem i skłonnością do dominacji na starość staje się jeszcze gorsza, bo do powyższej skłonności dołącza przekonanie o tym, że starszy = mądrzejszy, więc wymagają bezwzględnego posłuszeństwa.
    • ixiq111 Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:38
      Może to wynika z faktu, że zdecydowana wiekszość ludzi z pokolenia +60 od najmłodszych lat miała wpajane, że rodzice to właśnie święte krowy?

    • default Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 10:50
      mindtriper napisała:

      > Taką mam obserwację że rodzice, szczególnie dorosłych już dzieci kompletnie nie
      > podejmują dyskusji i/lub nie znoszą jakiejkolwiek krytyki.

      Z moimi to ja nie podejmowałam dyskusji, tylko robiłam swoje smile Tzn. oczywiście zawsze byłam gotowa wyłożyć swoje racje, jeśli chcieli wyjaśnień, ale raczej spotykałam się zawsze z postawą typu : "no, skoro tak uważasz, to tak rób, oby to było dobrze", nawet jeśli coś im się bardzo nie podobało.
      Krytyki to nie znosiła moja matka, zresztą nie tylko ode mnie - od kogokolwiek, więc się po prostu matki nie krytykowało, przynajmniej nie otwarcie smile
      Z moją córką z kolei jest o tyle inaczej, że ona jest w ogóle mało decyzyjna i czasem to bym chciała, żeby coś sama postanowiła, a nie zwracała się w każdej sprawie o poradę do mnie smile
    • princy-mincy Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 11:00
      Widzę to u siebie w rodzinie. Moja mama i obie jej siostry miały wpojone, ze rodzice to święte krowy i ZAWSZE trzeba ich słuchać.
      A także, ze rodzina to dobro najwyższe i za wszelka cenę trzeba dbać o te rodzine jako wyższe dobro. Nieważne, czy relacje w tej rodzinie sa dobre czy złe- rodzina jest najważniejsza.
      Przez wiele lat traktowałem to jako cos naturalnego.
      Od paru lat jednak widzę, ze nie zawsze i nie za wszelka cenę trzeba dbać o rodzine i relacje w niej (chodzi mi o rodzine, z której pochodzę, nie tą, która sama założyłem).
      No i zaczęły sie zgrzyty. Do tego moja mama chyba weszła w okres menopauzy, bo non stop do mnie dzwoni z pretensjami, zalami lub przeciwnie- słodka jest jak miód i cwierka mi w telefon.
      Dodatkowo fochami, szantażem emocjonalnym i obrażaniem sie próbuje na mnie wymusić pewne czynności (w imię dobra rodziny, nie moim własnym) na które ja nie mam najmniejszej ochoty.


      Jestem tym zmęczona, a jeszcze rok temu, dwa mówiła- ja uważam tak, ale zrobisz po swojemu.
    • eilian Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 11:40
      Oj tak! Moja teściowa, po tym jak szczerze powiedzieliśmy co nam się nie podoba obraziła się śmiertelnie i nie odzywa się już kilka lat (nie odpisuje nawet na smsy).
      • wies-baden Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 12:58
        Szczerość a szczerość... co wam się nie podobało i jak zostało to przekazane? Nie wiem czy potrafiłabym zaakceptować fakt zawieszenia stosunków na kilka lat, no naprawdę nie wiem...
    • agaja5b Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 12:14
      Moja matka potrafi, ale lata praktyk i dalej ciężko jej to przychodzi. W ostatni weekend się nastroszyła na moje słowa n/t jej podejścia do nas (dorosłych dzieci), ale nie obraziła sie (jak to dawniej bywało) tylko najpierw próbowała ironizować a na drugi dzień przyznała rację. Widzę postepysmile
    • dziennik-niecodziennik Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 12:59
      no to moi jacys wyjątkowi. no, tata sie czasem boczy odrobinę, bo przeciez on "chciał dobrze", ale to nigdy nie jest foch, tylko takie zasmucenie.
      teściowie to biją rekordy neiwtrącania sie, do tego stopnia sie nei wtrącają ze zahacza to o "wdupiemanie" - na szczescie zawsze jakos sie okazuje ze sie jednak interesują.
    • vilez Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 13:11
      Moi rodzice potrafili.
      • aqua48 Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 15:30
        Hmm, teraz ja muszę się mocno pilnować, żeby teściom nie urządzać życia po mojemu cokolwiek bym nie sądziła o ich sposobie na nie...
    • asia_i_p Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 15:51
      Ze znanego mi zestawu rodziców, moja mama nie cięła takich numerów nawet kiedy miałam 15 czy 16 lat (umarła, kiedy miałam 18), tato podobnie nie. Teścia też nic nie ruszy, jedynie tendencję, ale raczej do obrażania się niż do awantur, ma teściowa. Z tym, że na mnie się nie obraża, tylko na swoich synów, ja mogę gadać, co chcę. Siostra mamy toleruje w zasadzie wszystkie wypowiedzi swoich dzieci, jej mąż jest trochę wrażliwszy, ale nie demonstruje.

      Za to brat mamy obraził się na syna, kiedy był późnym nastolatkiem i syn już prawie kończy studia, a jemu jeszcze nie przeszło. Powód obrazy - syn przekazał prośbę od eks wuja, swojej matki, o przejrzenie jakichś dokumentów. Kiedy wuj zaczął robić awantury, że jak ona to sobie wyobraża, chłopak zauważył, że przecież ona chce, żeby przeczytał jeden list, a nie umówił się z nią na randkę. Wuj zażądał, żeby się do niego zwracał z szacunkiem, na co kuzyn spytał, czy ma mówić "proszę pana". To było wystarczającym materiałem na paroletnią obrazę. No ale wuj raczej zawsze był psychopatą.
    • sanciasancia Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 15:56
      Faktycznie mało znam niewtrącających się rodziców.
      • bi_scotti Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 16:14
        Jedyne czego nie toleruje u moich doroslych dzieci to hasel typu "a gdy mialam 12 lat to moglas/mogliscie to czy tamto np. zapisac mnie do choru etc." - uwazam takie uwagi za kompletnie nieproduktywne, bo do okresu lat 12 moja corka juz nie ma powrotu wink I nie tlumacze sie z tamtych decyzji sprzed cwiercwiecza, bo to tez nie ma zadnego sensu - water under the bridge/mleko sie rozlalo. Im to sie, na szczescie, zdarza bardzo rzadko ale pare razy dalam do zrozumienia co mysle o tego typu guilt trip dla mamusi tongue_out
        • menodo Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 21:42
          guilt trip dla mamusi tongue_out "

          Nie znałam smile Rozumiem, że chodzi o obwinianie czy wzbudzanie poczucia winy, ale to "guilt trip dla ma mamusi" jest jednak nieprzetłumaczalne, więc włączę je do rodzinnego słownika w oryginale big_grin
    • tully.makker Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 16:09
      Bo sek w tym, ze dojrzalosc mnusi byc obustronna. Dziecku tez potrzeba dojrzalosci by umiec uprzejmie, ale stanowczo przekazac rodzicowi, ze swoje zycie zamierza przezyc po swojemu.
    • aakita Nie wychowałaś sobie rodziców :) 22.10.13, 21:58
      Widać byłaś pokornym cielątkiem, które planowało, że 'jak dorośnie to dopiero pokaże rogi'. Nie dziwię się, że nie zadziałało. Paręnaście (lub więcej) lat rodzice żyli w przekonaniu, że mogą sobie pozwolić na takie zachowanie, potem dziecko się wyprowadza i skąd oni mają wiedzieć, że już nie mogą tak postępować?
      Nie wywalczyłaś swojej przestrzeni to jej nie masz. To jest PROCES, to się nie dzieje z dnia na dzień.

      Czasem nazywamy to buntem nastolatka. Rodzice wtedy załamani, że z anielskiego potomka wyłazi diabeł wcielony. Podczas tego buntu strony uczą się kompromisu, przebudowują relację. Wtedy był czas na pokazanie rodzicom jak daleko mogą się posunąć w swoich zapędach.

      I żeby nie było - to nie jest kąśliwa odpowiedź.
      • mindtriper Re: Nie wychowałaś sobie rodziców :) 22.10.13, 22:21
        Wiesz, z matką o zaburzonej osobowości trudno przechodzi się bunt nastolatka.
        Ba! Mam wrażenie, że ona ciągle go nie zakończyła wink
        Ale, podkreślam, moja jest naprawdę psychiczna.
        Ciekawi mnie tylko jak to jest z innymi rodzicami i ich skłonnością do widzenia i szanowania w dziecku odrębnej osoby.
        • aakita Re: Nie wychowałaś sobie rodziców :) 22.10.13, 23:00
          mindtriper napisała:
          > Ciekawi mnie tylko jak to jest z innymi rodzicami i ich skłonnością do widzenia
          > i szanowania w dziecku odrębnej osoby.

          Nie mam problemu z tym, żeby 'podziękować' mamie za jej dobre rady w pół słowa i ona też nie ma z tym problemu. Przestrzega zasad i nie podważa mojego zdania, choć czasem wymknie się jej zbędny komentarz (albo taka specyficzna mina).
          Bunt nastolatka to jedno, ale drugą próbę sił przeszłam po urodzeniu dziecka. Mama bardzo chciała przekazać mi setki ważnych informacji i wtedy zmuszona byłam do ostrej reakcji. Dała radę smile
          Mieszkać bym z nią nie chciała, ale dziecko na wakacje z babcią puszczam.
    • eliszka25 Re: Rodzice-święte krowy 22.10.13, 22:03
      a ja znam jedna taka osobe - moja mame. z nia mozna normalnie pogadac. ma cierpliwosci za 100. ojciec, to juz inna spiewka, ale to nie tylko w stosunku do dzieci. zawsze zaperza sie, gdy ktos ma inne zdanie niz on. moja mama cale zycie ojcu przytakiwala, a robila i tak po swojemu wink. dzieki temu miala spokoj, a na dodatek na koniec czesto slyszala "jednak mialas racje".

      niestety, moja mama jest chyba wyjatkiem potwierdzajacym regule, bo innych takich rodzicow nie znam. tesciowa w ogole jest mistrzem. z nia to nawet klotni nie ma, bo od razu jest obrazona i zamyka sie w pokoju. nawet na temat obiadu nie wolno z nia dyskutowac tongue_out. na mnie sie kiedys obrazila za to, ze nie lubie watrobki big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka