Dodaj do ulubionych

starość nie radość....

24.10.13, 14:16
Nasza Maciusia (whippetka) ma już prawie 16 lat (6 stycznia jej stuknie). Na szczęście nie choruje na nic konkretnie, ale lata robią swoje – słabe stawy, głuchota, gorsze widzenie, demencja. Kiedy przychodzi popatrzeć co robię w kuchni, to na terakotowej podłodze zawsze robi szpagat, bo tylne łapy jadą na boki, nie da się ich utrzymać razem. Ciągle by jadła, bo zapomina, że dopiero co był posiłek. Trudno jej jeść z miski postawionej na podłodze, więc jada na stoliczku, a z samego dna miski trzeba jej podać łyżeczką, bo nie daje rady wybrać wszystkiego pyszczkiem. Nie pogryzie już większych kawałków, trzeba jej kroić drobno, inaczej łyka w całości.
Wychodząc na spacer czasem staje przed zamkniętą bramą i czeka – bo nie widzi, że tuż obok jest otwarta furtka. Na wieczornym spacerze trzeba iść przy niej, bo w ciemności się gubi. W ogóle trzeba mieć na nią oko na spacerach, bo czasem włącza jej się „szwendacz” i pruje przed siebie bezmyślnie, nie patrząc gdzie i po co idzie. A ponieważ jest głucha, to nie da się jej zawołać, gdy na mnie nie patrzy (jak patrzy, to przywołuję gestem).
W domu wstaje z łóżka i kręci się w kółko po pokoju albo zamiera w bezruchu, bo zapomniała, po co wstała. A potem trzeba jej pomagać wleźć z powrotem na łóżko, bo czasem sobie nie radzi. Czasem powtarza się to co kilkanaście minut. Odkąd umarł jej brat (w sierpniu), boi się zostawać sama, nawet na chwilę, w związku z tym kiedy idę na długi spacer z pozostałymi psami – mój mąż musi z nią siedzieć w domu. Ona już na długie spacery się nie nadaje, chociaż potrafi jeszcze nieraz na krótkim odcinku rozpędzić się do szalonego biegu, jak za dawnych wyścigowych czasów, ale ja patrzę na to z przerażeniem, bo nie bardzo panuje nad swoim ciałem i zdarza się, że taki bieg kończy się upadkiem albo uderzeniem w cos – płot, drzewo, ławkę – bo nie umie wyhamować. W nocy wstaje i łazi bez celu po domu – tup,tup,tup, w te i z powrotem, nie wiadomo czy chce iść siku, czy rozprostować zesztywniałe stawy, czy sama nie wie o co jej chodzi. Słabo się przez to wysypiamy ostatnio.
W sumie – bardzo przypomina mi w swoich zachowaniach starych ludzi, będących na podobnym poziomie zniedołężnienia. To prawda, że starość się Panu Bogu nie udała – czy to ludzka, czy psia sad
Obserwuj wątek
    • kanga_roo Re: starość nie radość.... 24.10.13, 14:36
      ja mam wiele sympatii dla takich psich staruszków i "choruszków". moja suczka tak szacownego wieku nie dożyła, miała cukrzycę, oślepła, ale radość życia pozostała do końca. teraz seniorem jest nasz pies, bo 10 lat dla dużego psa to wiek zaawansowany, choruje też biedaczek, ale szalony jak w młodości pozostał, głaski i pełna micha zawsze cieszą, spacer też.
    • peonka Re: starość nie radość.... 24.10.13, 14:47
      Smutno mi się zrobiło, bo masz rację - starość nie jest wesoła, ani ludzka, ani zwierzęca. I nie jest lekko ani tym niedołężnym, ani tym, którzy się nimi opiekują.
      Ja widzę teraz, jak starzeje się mój kot. Ma 14 lat, i od zeszłego roku bardzo się zmienił, nie ma już ochoty na nocne wyjścia, zabawy, jest taki.. spokojny, może trochę smutny. Całe dnie przesypia. Gdyby był człowiekiem, powiedziałabym, że pewnie podsumowuje swoje życie...
      Mój pies odszedł wiosną, widać było, że po prostu nie chce mu się już żyć. Starsi ludzie też tak czasem mówią, że się już dość nażyli i są zmęczeni...
    • aandzia43 Re: starość nie radość.... 24.10.13, 15:02
      Moja niewidoma szesnastoletnia kotka też jest już odrobinę zdziecinniała. Radzi sobie doskonale bez zmysłu wzroku, dużo i z apetytem je (ale nie tyje, wręcz zeszczuplała), ma dobre wyniki badań. Bardzo dużo śpi w dzień, w nocy obowiazkowo ze mną i wykorzystuje każdy moment, by wleźć na mnie i przytulić się. Gdy czuje się zaniedbywana miauczy przeraźliwie i nawołuje smile
    • stacie_o Re: starość nie radość.... 24.10.13, 15:31
      Ale się wzruszyłam...choć generalnie psów nie lubię, to teraz jakoś tak.

      BTW, od jakiego wieku psa uważa się za starego?
      • marzeka1 Re: starość nie radość.... 24.10.13, 15:35
        Mój maleńki 2 kg piesek to na razie 4-latka, ale pinczerki miniaturki podobno potrafią żyć i do 18 lat (spotkałam na spacerze panią, której taki piesek tyle żył)- na razie to wulkan skumulowanej energii, aż mi się zrobiło smutno, jak to czytam.
        • sonia-3 Re: starość nie radość.... 24.10.13, 16:10
          Hm. Też sie wzruszyłam, szczególnie, że na kolanach leży mój kot , też już staruszek 13 letni. Kiedyś, to on był taki- ura bura szef podwóra, a teraz tylko na kolanach by leżał, jak nie on. Ale to starość go dopadła. Na szczęście kondycję ma jeszcze całkiem, całkiem. I oby tak było jak najdłuzej.
          • zuzanna56 Re: starość nie radość.... 24.10.13, 16:53
            Smutno mi się zrobiło.
            • kanga_roo Re: starość nie radość.... 25.10.13, 10:10
              oj tam, smutno to mi jest, kiedy oglądam zdjęcia psich staruszków w schronisku, z tego, co piszecie, te domowe mają się nieźle: sen, jedzenie, przytulanie. dużo spokoju. nie tak źle smile
    • jagienka75 Re: starość nie radość.... 25.10.13, 10:28
      nasza ma dopiero 9 lat, calutki siwy a właścieiw biały pysk i stopniowo zaczyna siwieć jej głowa.
      mam nadzieję, że pożyje dłużej, niż wszystkie inne nasze dotychczasowe psy, które dociągnęły zaledwie do 12 roku ( rak/cukrzyca/mocznica).
      czasami mąż mówi, co to będzie, kiedy jej zabraknie, czym wprawia mnie w ponury nastrój, ponieważ domu bez naszej kochanej psicy sobie nie wyobrażam.
      • default Re: starość nie radość.... 25.10.13, 11:05
        Ja sobie wyobrażam, bo odeszło już tyle moich psów, że - mimo całego smutku i bólu, jaki wywołuje zawsze ich śmierć - nauczyłam się godzić z tym, że dany pies jest z nami tylko przez jakiś wycinek naszego życia. Pół biedy, gdy odchodzi taki staruszek jak moja 16-latka. Prawdziwa rozpacz jest wtedy, gdy tracimy psa w sile wieku - z powodu wypadku, nagłej choroby. Moje dwie ukochane whippetki zmarłe 7 lat temu na babeszję (jedna miała 8 lat, druga - 4) do tej pory wspominam ze łzami w oczach....
        • capa_negra Re: starość nie radość.... 25.10.13, 17:42
          Tak jak ty miałam wiele psów i ich odejście zawsze boli, ale czasem bardziej.
          Ze śmiercią spowodowana starością czy chorobami związanymi często z wiekiem psa jakoś łatwiej się pogodzić.
          Najtrudniej zaakceptować śmierć młodego zwierzęcia, dlatego mimo upływu lat ciężko pogodzić mi się z odejściem suki doga niemieckiego ( 4 lata i leptospiroza). Dlatego też od tamtej psy które mam to takie które komuś się znudziły i zostały po prostu wyrzucone bo przestały być rozkosznym szczeniakiem, a stały się dokuczliwą "młodzieżą"
          Ostatni zgarnięty spod bramy w maju, około półroczny szczeniak wystraszony, z krzywicą i zagłodzony prawie na śmierć.
          Dziś rozkoszny, dokuczający i wyrośnięty roczniak, bez śladu krzywicy niestety ciągle nie ufający obcym.
    • atojaxxl Re: starość nie radość.... 25.10.13, 18:21
      Nasz piesek też miał 16 lat, ostatnie dwa miesiące jego życia wyglądały podobnie, spaliśmy w dresach, bo trzeba było z nim w nocy wychodzić, nawet 3 - 4 razy. Karmiliśmy z ręki podając malutkie kawałki, wodę do picia grubą strzykawką. Dużo spał a raczej drzemał. O ile całe życie szukał naszego towarzystwa, to w ostatnim okresie życia szukał odosobnienia, np na kanapie w rzadko używanym pokoju. Gdy czegoś potrzebował to wychodził i ze spuszczoną głową czekał przy swoim koszu albo przy szafce ze smyczą. Bardzo nam go brakuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka