Nasza Maciusia (whippetka) ma już prawie 16 lat (6 stycznia jej stuknie). Na szczęście nie choruje na nic konkretnie, ale lata robią swoje – słabe stawy, głuchota, gorsze widzenie, demencja. Kiedy przychodzi popatrzeć co robię w kuchni, to na terakotowej podłodze zawsze robi szpagat, bo tylne łapy jadą na boki, nie da się ich utrzymać razem. Ciągle by jadła, bo zapomina, że dopiero co był posiłek. Trudno jej jeść z miski postawionej na podłodze, więc jada na stoliczku, a z samego dna miski trzeba jej podać łyżeczką, bo nie daje rady wybrać wszystkiego pyszczkiem. Nie pogryzie już większych kawałków, trzeba jej kroić drobno, inaczej łyka w całości.
Wychodząc na spacer czasem staje przed zamkniętą bramą i czeka – bo nie widzi, że tuż obok jest otwarta furtka. Na wieczornym spacerze trzeba iść przy niej, bo w ciemności się gubi. W ogóle trzeba mieć na nią oko na spacerach, bo czasem włącza jej się „szwendacz” i pruje przed siebie bezmyślnie, nie patrząc gdzie i po co idzie. A ponieważ jest głucha, to nie da się jej zawołać, gdy na mnie nie patrzy (jak patrzy, to przywołuję gestem).
W domu wstaje z łóżka i kręci się w kółko po pokoju albo zamiera w bezruchu, bo zapomniała, po co wstała. A potem trzeba jej pomagać wleźć z powrotem na łóżko, bo czasem sobie nie radzi. Czasem powtarza się to co kilkanaście minut. Odkąd umarł jej brat (w sierpniu), boi się zostawać sama, nawet na chwilę, w związku z tym kiedy idę na długi spacer z pozostałymi psami – mój mąż musi z nią siedzieć w domu. Ona już na długie spacery się nie nadaje, chociaż potrafi jeszcze nieraz na krótkim odcinku rozpędzić się do szalonego biegu, jak za dawnych wyścigowych czasów, ale ja patrzę na to z przerażeniem, bo nie bardzo panuje nad swoim ciałem i zdarza się, że taki bieg kończy się upadkiem albo uderzeniem w cos – płot, drzewo, ławkę – bo nie umie wyhamować. W nocy wstaje i łazi bez celu po domu – tup,tup,tup, w te i z powrotem, nie wiadomo czy chce iść siku, czy rozprostować zesztywniałe stawy, czy sama nie wie o co jej chodzi. Słabo się przez to wysypiamy ostatnio.
W sumie – bardzo przypomina mi w swoich zachowaniach starych ludzi, będących na podobnym poziomie zniedołężnienia. To prawda, że starość się Panu Bogu nie udała – czy to ludzka, czy psia