lily-evans01
11.11.13, 12:06
Takie sobie rozważania na fali kolejnych wątków o babciach, które nie chcą nawet wnuka wziąć na kolana... Wiele forumek pisze o chłodzie emocjonalnym swoich rodziców, nie okazywaniu uczuć wobec nich w dzieciństwie, a teraz wobec wnuków ...
Czy któraś z was jest z kolei odwrotnym przypadkiem?
Mnie moi rodzice męczą i chyba irytują, kiedyś przejmowałam się ich sprawami, ale to było takie... wymuszone, powiedziałabym. Od jakichś paru lat stwierdzam ze smutkiem, że mogłabym z nimi nie kontaktować się w ogóle i dobrze by mi się żyło z tym, zwłaszcza z ojcem, który był w moim życiu w sposób naprawdę minimalny, kiedy byłam dzieckiem. Patrzę na nich jak na obojętnych ludzi, kiedyś mnie złościli, irytowali, ich problemy mnie martwiły. Teraz - nie potrafię wykrzesać z siebie choć cienia zainteresowania ich sprawami.
Gdybym nie miała dziecka, to od nikogo bym nic a nic nie potrzebowała... I chyba byłoby mi z tym bardzo, bardzo dobrze.
A może nienormalna jestem...