dziś (mrozik) nauczyciel od wf kazał dzieciom się w szkole przebrać na wf (krótkie spodenki i rękaw), zarzucić na siebie kurtki, po czym poszli 150-200 m do hali sportowej, gdzie całą lekcję dzieci grały intensywnie w gry zespołowe
jak tylko lekcja się skończyła, dzieci (zgrzane, spocone) zarzuciły na wierzch kurtki i wróciły te 150-200 m do szkoły, gdzie kontynuowały zajęcia z wf (druga godzina) - tym razem tenis stołowy
mam dziecia z obniżoną odpornością, które w połowie zeszłego tygodnia wróciło do szkoły po 2,5 tyg chorobie (skończyło się na antybiotyku)
no i wieczorem zaczęło się kichanie, poczucie zimna - czuję, że się znowu rozłoży
i tak się zastanawiam, czy ten nauczyciel od wf jednak nie przegiął (czy to ja przewrażliwiona, bo nic się nie stało)