yeerba
06.02.14, 16:38
zołza czyli ja, ponieważ nie pozwalam na przyprowadzanie psa do siebie do domu.
Asertywnie się nie zgadzam, sprzeciwiam, uprzedzam fakty, ale odkąd w bliskiej rodzinie jest pies (którego zresztą bardzo lubię i sama zabieram go na spacer czasem) ZA KAŻDYM RAZEM jest pytanie: czy można zabrać pieska?
Sytuacja trwa od 2,5 roku. Powtarzam to jak katarynka do urzygu.
W zeszłym roku chciałam sprawę definitywnie zamknąć i powiedziałam, że brak zgody jest nieodwołalny i proszę więcej nie próbować. Powiedziałam na głos, przy wszystkich, wyraźnie.
I co? I po drodze wpadają z pieskiem (rzadko, ale zdarza się). Pieska nie można zamknąć bo drapie drzwi, efekt jest taki, że ktoś co chwilę podchodzi do psa w korytarzu i nie pozwala mu wejść dalej. Więc spotkanie przebiega na kursowaniu od stołu do korytarza i wrzaskach, że "nie wolno, zostań, leżeć".
Z rodziną żyjemy blisko, serdecznie, pomagamy sobie, ale to nie powód, żeby te bliskie relacje wykorzystywać do tego, czego ja nie akceptuję i jeszcze wpędzać mnie w wyrzuty sumienia, bo: "no wiesz, nie będziemy mogli dłużej posiedzieć u was, bo pies..."
Zresztą pies siedzi sam w domu 8 godzin i żyje.
Jak chce się prowadzić życie poza domem to chyba nie można przyjmować, że to członek rodziny, zawsze mile widziany u każdego (nie do wszystkich znajomych pies jest zabierany). Skoro może posiedzieć sam jak są w pracy, może i wieczorem. A to że zwierza szkoda... no cóż, było się zastanowić wcześniej czy pies będzie mieć dobre warunki.
Ja się na to nie pisałam.
Wrrr !!!