Paradoksalnie, z jednej strony czuję się strasznie, ale z drugiej o niebo lepiej.
Mój mąż niecały rok temu uległ wypadkowi. Nie chcę pisać o szczegółach, jeździł na wózku, w tej chwili już chodzi o kulach. Od początku było wiadomo, że może nigdy nie będzie biegać jak kiedyś, ale chodzić będzie. Intensywnie się rehabilituje.
Jestem odsądzana od czci i wiary przez teściów, rodziców, otoczenie. Bo zostawiłam niepełnosprawnego męża. Gdyby nie wsparcie siostry, która przyjęła mnie pod swój dach (szukam czegoś do wynajęcia, ale siostra nawet nie chce o tym słyszeć, nie chce mnie zostawiać samej w takim momencie) i przyjaciółek nie wiem co ze mną by było.
Bardzo, bardzo kocham męża. Ale nie mogłam z nim zostać. Nie miałam siły.
Mąż bardzo się zmienił, odkąd uległ wypadkowi. Starałam się wszystko zrozumieć, ale w końcu pękłam. Bo mąż zaczął znęcać się nade mną psychicznie. Sprawił, że nie chciałam żyć. Powtarzał mi, że jestem beznadziejna, do niczego się nie nadaję. Codziennie mówił, że mnie nie chce, żebym odeszła. Że bycie razem nie ma sensu. Później przepraszał, twierdził, że to przez wypadek, że nie czuje się pełnosprawnym mężczyzną, że nie chce być dla mnie obciążeniem. Mąż na początku chodził do psychologa, ale zrezygnował, bo mu nie pomagał.
Popełniłam kilka błędów. Tuż po wypadku starałam się mu pomagać na każdym kroku, o co miał pretensje-teraz wiem, że słuszne, bo czuł się traktowany jak dziecko, jak niepełnowartościowy, jak sam mi powiedział. Ale przecież robiłam to z miłości, nie chciałam nigdy, żeby tak się czuł.
W końcu coś we mnie pękło gdy po raz kolejny powiedział, że powinniśmy się rozstać. Wyprowadziłam się do siostry. Rodzice się mnie wyrzekli. Teściowie nie chcą mnie znać.
Pierwszy raz od kilku lat spędziłam walentynki rycząc. Czuję się podle, strasznie go kocham. Ale po prostu nie mogłam już inaczej.
Może jestem słaba psychicznie, ale na pewno nie jestem złym człowiekiem.
Mąż się odezwał przed chwilą esemesem, napisał, że mnie bardzo kocha, ale chce dla mnie życia lepszego niż z niepełnosprawnym człowiekiem.
A ja znów ryczę.
Przepraszam za długość postu i chaotyczność, do tej pory tylko podczytywałam, ale teraz musiałam się koniecznie z kimś jeszcze tym wszystkim podzielić. Mam nadzieję, że nie zostanę zlinczowana.