Dodaj do ulubionych

Wasze dzieci nie są waszą własnością..

15.02.14, 08:23
Tekst Khail Gibran z 1923 r widniał nad drzwiami mojego nastoletniego pokoju-czytałam go często, znałam na pamięć, często kazałam czytać moim rodzicom. Czasami nadal przypominam sobie ten tekst, ciągle uniwersalny
Znacie ? (bodajże Ira nagrała na jego podstawie piosenkę)
Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi,
są synami i córkami powołanymi
do życia przez Życie,
przychodzą przez was, ale nie z was.
I choć są z wami, do was nie należą.

Możecie im przekazać waszą miłość,
ale nie wasz sposób myślenia.
Bo one mają swój własny.

Możecie przyjąć ich ciała,
ale nie ich dusze,
bo ich dusze zamieszkują dom jutra,
do którego wy nie możecie wejść nawet
w waszych snach.

Możecie starać się, by stać się jak one,
ale nie próbujcie czynić je takimi jak wy.

Bo życie nie cofa się i nie zatrzymuje
się na dniu wczorajszym. Jesteście łukami,
które wypuszczają dzieci jak żywe strzały:
Łucznik widzi na drodze cel do nieskończoności
i On was napina swą mocą, aby Jego strzały
mogły dolecieć szybko i daleko.

Oby wasze napięcie ręką Łucznika było ku radości,
bo kocha On tak samo strzałę lecącą,
jak i łuk, który już miejsca nie zmienia.
Obserwuj wątek
    • sueellen Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 08:28
      Nie znam, moi rodzice nie musieli być zmuszani do czytania tego wiersza by wiedzieć, że nie jestem ich własnością smile
      • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 08:30
        hehe, moi byli, byłam bardzo zbuntowaną nastolatką z ogromnym poczuciem niezależności wink
        • sueellen Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 08:38
          jak tak patrze wstecz to w sumie nie miałam sie przeciw czemu buntowac tongue_out Nudne strasznie to nastolęctwo widać miałam big_grin
          • grave_digger Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:20
            Ja tak jak guderianka, tylko, że ja nigdy buntować się nie przestałam. Niestety.
        • scher Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:37
          guderianka napisała:

          > hehe, moi byli, byłam bardzo zbuntowaną nastolatką z ogromnym poczuciem
          > niezależności wink

          I rzeczywiście tak we wszystkim miałaś wtedy rację, a rodzice byli rzeczywiście takimi nic życia nieznającymi ignorantami, że musiałaś ich wychowywać za pomocą wierszy (które zresztą można różnie interpretować)?
          • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:51
            Nie wychowywałam rodziców-pozwalałam im siebie lepiej poznać wink
            Buntowanie się jest chyba normalnym etapem w życiu nastolatka ?
            • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:40
              A ja sobie na niektóre elementy własnego buntu do dziś pluję w brodę...
              Buntowałam się zarówno przeciw matce, jak i przeciw ojcu - a że byli dwiema skrajnościami, to niewiele już mi pozostawało wyboru i pola do manewru...
              I podam parę przykładów.
              Przy studiach uparłam się na złość ojcu. Mogłam z moimi ocenami iść na bardziej dochodowy kierunek i mieć bardziej wyprostowaną ścieżkę zawodową obecnie wink.
              Co do charakteru moich relacji emocjonalnych, tu robiłam na złość matce. No i cóż, skutki ponoszę i będę ponosić jeszcze przez wiele lat, zanim moja córka urządzi sobie własne życie i nie będę w ogóle świadoma, jakie są jej kontakty z ojcem (człowiekiem, którego po prostu nie znoszę i który zdemolował mi życie, a z którym jednak muszę mieć jakiś kontakt - nawet na wycieczkę szkolną dziecko teoretycznie nie pojedzie, jak on też się nie podpisze, dobrze, że mam sensowną dyrekcję w szkole).
              Czasem warto jednak posłuchać głosu rozsądku tongue_out.
              • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 16:11
                Eno, ja nie o takim buncie mówię, ja przy Tobie jestem słaba wink
                Na złość ojcu to złamałam szlaban albo wyjechałam sobie na ferie zostawiając rodzicom kartkę (nie wyrazili zgody na wyjazd mimo że byłam w klasie maturalnej), zrobiłam sobie tatuaż, balowałam całe noce -poszłam na studia takie jak chciałam-nie musiałam się buntować bo wspierali mnie w moich wyborach
                • scher Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:45
                  guderianka napisała:

                  > Na złość ojcu to złamałam szlaban albo wyjechałam sobie na ferie zostawiając
                  > rodzicom kartkę (nie wyrazili zgody na wyjazd mimo że byłam w klasie maturalnej),
                  > zrobiłam sobie tatuaż, balowałam całe noce

                  Leć, strzało, leć...
                  wink
    • mvszka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:11
      no ale co z tego konkretnie ma wynikać ???
      nastolatek zbuntowany nie jest własnością ale zasady musi jakieś przestrzegać
      rodzic, który mówi - nie podoba się to fora ze dwora spełnia warunki piosenki ale nie jest w porządku bo nie troszczy się
      • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:18
        To co wynika z czytania wierszy. Ukulturanisz się wink
        • mvszka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:23
          Ukulturanisz się wink

          a tak, to coś jak ukurzyć pewnie
      • grave_digger Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:22
        mvszka, strasznie płytko odebrałaś ten wiersz.
        • mvszka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:28


          ja odbieram wiersz pozytywnie tylko nie żyje się poezją a raczej prozą, to jest wiersz do wcielenia w życie, więc pytam jak go wcielić - niektórym nie uda się
          • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:45
            To bardzo proste. Jeśli dla rodzica dzieci są podmiotami to, zapewne mimo nieuniknionych potknięć i pomyłek, będą wychowywane w poczuciu szacunku, odrębności, wyjątkowości. Każdy rodzic jest tylko niedoskonałym człowiekiem z prawem do błedów, ale warto zastanowić się nad swoim nastawieniem do drugiego człowieka i całego świata, bo nasze relacje z dziećmi są tego małym fragmentem.
          • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:51
            Spójrz na to choćby przez pryzmat wątków, artykułów, sytuacji z życia-gdy rodzice są nadopiekuńczy, kwoczą nad dzieckiem, sprzątają za nie, odrabiają lekcje, podejmują wybory , dyrygują również w życiu dorosłym mówiąc jak one mają życ-bo wiedzą lepiej BO SĄ RODZICAMI
            • ga-ti Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:00
              guderianka napisała:

              > ...-bo
              > wiedzą lepiej BO SĄ RODZICAMI

              Nie, bo są starsi, mądrzejsi, mają większe doświadczenie, nie są zaangażowania w daną sytuację aż tak emocjonalnie, mogą spojrzeć szerzej itp.
              I nie jestem za narzucaniem dzieciom swojego, jedynego słusznego zdania, ale wypowiedzieć je mogę, co zrobią dzieci to już inna sprawa. Każdy popełnia swoje błędy i na nich się uczy, ale nie umiałabym stać zupełnie z boku i patrzeć bezczynnie jak moje dziecko popełnia błąd za błędem, pakuje się z problemu w problem, rozwala sobie życie.
              • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:52
                Piszesz o czym innym-o rodzicielstwie mądrym, świadomym, partnerskim
                a ja piszę o nadopiekuńczości, ingerowaniu, wygórowanych ambicjach wobec dzieci itp
            • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:18
              No coś Ty, Gudi, na ematce nikt nie odrabia za dzieci lekcji, mało tego, nawet ich nie sprawdza poczynając od I klasy podstawówki, dzieci genialnie wszystko robią same od momentu przekroczenia progu szkoły z dniem 1 września big_grin big_grin big_grin.

              A tak na serio, żadna tu chyba nie napisała, że wyręcza dziecko w sprzątaniu czy lekcjach, to są rzeczy obserwowane u mitycznych "koleżanek", zastanawiam się na ile prawdziwe, a na ile wykoncypowane na potrzeby sensacyjnego wątku wink. Aha, zapomniałaś o zakładaniu niemowlęciu czapeczki i skarpet, to też je ubezwłasnolwalnia i sprawi kiedyś, że nie będzie samodzielnym człowiekiem wink.
              • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:55
                Wybiórczo czytasz wątki-albo-myśląc "dziecko" -myślisz tylko o maluchu a nie o dziecku swego rodzica. Przypomnij sobie jak wiele było napisane o toksycznych rodzicach, niezdrowych relacjach, narzucaniu swego zdania.
                • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:15
                  A, widzisz, uważam, że dorosłą osobę, mieszkającą osobno i odseparowaną finansowo od toksycznego rodzica powinno być stać chociaż na ochłodzenie relacji i ograniczenie kontaktu, jeśli ten rodzic faktycznie aż tak psuje nam życie rodzinne (choć w wielu przykładach z forum akurat chodzi o bzdurki, bardziej sprowadzające się do braku komunikacji i nazywania swoich potrzeb).
                  Jako ludzie dorośli i przede wszystkim samodzielni finansowo, i mieszkaniowo (to chyba standard na forum, c'nie wink ), mamy wszelkie środki ku temu, żeby rodzice pojęli, że jesteśmy TEŻ DOROŚLI i mamy swój model życia.
    • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:25
      Moja mama powinna była go czytać. Za bardzo się starała, przejmowała etc. Sama tak była wychowywana. Jej rodzice powinni mieć to za karę wytatuowane na całym ciele. Do dzis traktują swoje dzieci jak darmowe "przynieś-podaj-pozamiataj". Mam wrażenie, że to nie jednostowy przypadek, ale ze bardzo zmieniło się podejście do dzieci i ich podmiotowości.
      • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:53
        za karę wytatuowane na całym
        > ciele. Do dzis traktują swoje dzieci jak darmowe "przynieś-podaj-pozamiataj". M
        > am wrażenie, że to nie jednostowy przypadek, ale ze bardzo zmieniło się podejśc
        > ie do dzieci i ich podmiotowości.


        prawda ?
        a jednak pamiętając o tym łapałam się na sytuacjach w stylu, ubierz tę kurtkę bo na dworze zimno (według mnie, mi ziemno)-na co dziecię rezolutnie odpowiadało-ale mi jest ciepło, ja biegam
        • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:00
          Ja uważam, że mamy do tego prawo. Do czasu póki jesteśmy zdolni ułyszeć i przyjąć kontrargument. "Załóż kurtkę" jest elementem troski. "Ok, skoro jest ci ciepło weż tylko bluzę" to szacunek dla odmienności i pozwolenie na posiadanie własnych odczuć. Nie możemy od siebie wymagać wiedzy, pozwalającej nam podejmować idelanie zgodne z pogladami dzieci zachowania. Powiem więcej, uważam że to byłoby szkodliwe, bo one byłyby pozbawione wiedzy o naszej odrębności i utopiłyby się w przekonaniu, że ich przekonania są jedynymi właściwymi. Jeśli nasze rożnice mieszczą się w wymianie poglądów to ok.
          • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:04
            A popracować mozna nad wyrażaniem się. Np operowanie faktami zamiast poglądami czy opiniami przenosi rozmowę na inny poziom. Np. komunikat "Na dworze jest 5 stopni, a w prognozie pogody zapowiadali deszcze i zimny wiatr, może więc załozysz kurtkę?" będzie dla rozmówcy czymś innym niż "jest zimno, ubieraj kurtkę". "Zimno" jest opinią, "5 stopni" jest faktem.
            • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:24
              No, midweek, to ja czekam, jak kilkuletnie dziecko odmówi Ci konsekwentnie założenia tej kurtki przy +3 czy tam +5 i wróci z przedszkola z zapaleniem oskrzeli.

              Podmiotowość i samostanowienie to przede wszystkim podejmowanie MĄDRYCH decyzji, a nie tylko DECYZJI. I rodzice są od tego, żeby nauczyć dziecko decydować mądrze i racjonalnie, stosownie do okoliczności. A to oznacza, że nie powiem "zakładaj mi tę kurtkę, ale już", ale też nie powiem "a może byś założyła kurtkę" (bo co zrobisz, jak usłyszysz NIE?), tylko WYTŁUMACZĘ, dlaczego nosimy kurtki przy +5 st. na dworze, albo nie wybiegamy na jezdnię itd. itp.
              I naprawdę nie mam ochoty uczyć dziecka, co oznacza nie zakładanie kurtki zimową porą poprzez tryb doświadczalny, że tak powiem, bo konsekwencje ja ponoszę, jako matka (koszty leczenia, leków, zawołania lekarza, odsiedzenia w przychodni czy co tam jeszcze). W pewnych sytuacjach wyważanie otwartych drzwi nie jest konieczne...

              I dodam, że mam z kolei wrażenie, że ta filozofia podmiotowości idzie trochę za daleko i kilkulatki potem dyrygują rodzicami, a to nikomu na dobre nie wychodzi.
              • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:55
                lily-evans01 napisała:

                > No, midweek, to ja czekam, jak kilkuletnie dziecko odmówi Ci konsekwentnie zało
                > żenia tej kurtki przy +3 czy tam +5 i wróci z przedszkola z zapaleniem oskrzeli

                To czekaj jeśli chcesz. Moje dziecko wyrosło już z przedszkola. Ale myślę, że nie o kurtkę ci chodziło. Wyszło z ciebie przekonanie pt."ona guzik wie co mówi". Ja tego nie mam, zarówno w stosunku do sytuacji, których nie przerobiłam ( zakładam, że zycie nie raz mnie zaskoczy i daję sobie prawo do odstępstw), ale i w stosunku do mojego dziecka (jak mówi, że mu ciepło to tak czuje i nic mi do tego) i w stosunku do Ciebie (jeśli chcesz wychowywać dziecko po swojemu nie będę Ci udowadniała ze ja robię to lepiej).
                • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:08
                  A ja mówię o małym dziecku, bo takie miałam i mam, które dopiero uczy się pewnych sytuacji i jestem zdania, że w pewnych oczywistych sytuacjach to rodzice pokazują świat, a nie każą dziecku "sparzyć się" ma własną rękę. I dotyczy to każdej sytuacji, która może być niebezpieczna dla życia, zdrowia, kontynuowania edukacji itp. itd. Ale to chyba oczywistości są wink.

                  Natomiast, jak moje dziecko zachoruje w wyniku dobrania takiego a nie innego stroju, to niestety nie jest tak, że nic mi do tego, bo spada na mnie spory kłopot plus koszty finansowe (a wolę zagospodarować nadwyżkę na coś przyjemnego, niż kolejne syropy czy antybiotyki). Akurat nie jest to jeszcze dziecko, które może samo zostać w domu czy samo się zająć sobą z gorączką, więc skoro to ja ponoszę konsekwencje, to i ja muszę dbać o sensowność pewnych jego decyzji.

                  A Twoja riposta jest niestety tak ogólna, że niestety nie podyskutujemy, bo nawet nie za bardzo wiadomo o czym tongue_out.
                  • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:16
                    > A Twoja riposta jest niestety tak ogólna, że niestety nie podyskutujemy, bo naw
                    > et nie za bardzo wiadomo o czym tongue_out.

                    Brniesz dalej postawą "a ja wiem lepiej". To w jej efekcie masz takie, a nie inne konkretne decyzje. Pewnie część z nich jest trafna i dobra. Ale ja nie jestem zwolennikiem takiego stosunku do ludzi (nawet jak mają kilka lat i wymagają opieki). A szczególnie nie lubię jej w odniesieniu do mnie wink
                    • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:25
                      Wybacz, ale nie widzę powodu, żeby się Tobą opiekować.
                      Chyba zbyt wiele spodziewasz się po forum tongue_out.
              • pade Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:06
                A co to znaczy decydować mądrze?smile
                To jest dyskusyjne, bo to, co dla mnie jest mądre, niekoniecznie jest dla Ciebie. Czyli "sprzedajesz" dziecku własną mądrość i nią ma się ono kierować.
                • scher Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:11
                  pade napisała:

                  > To jest dyskusyjne, bo to, co dla mnie jest mądre, niekoniecznie jest dla Ciebie.

                  A może by tak nie popadać w skrajności? Receptą na dogmatyzm naprawdę nie jest totalny relatywizm.

                  > Czyli "sprzedajesz" dziecku własną mądrość i nią ma się ono kierować.

                  Zbrodnia to niesłychana.
                  • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:20
                    No właśnie w tych skrajnościach problem.
                    Dla mnie założenia tekstu, który cytuje Gudi, a z drugiej strony skrajna tresura to są środki wychowawcze, które niekoniecznie zdadzą egzamin w realnym życiu...
                    Bo wolność jest nie tylko wolnością wyboru, ale i ponoszenia konsekwencji. I chyba żaden normalny rodzic nie będzie patrzył, jak jego nastoletnie dziecko ląduje w ośrodku wychowawczym, bo piło, wagarowało i takie były tego konsekwencje.
                    • pade Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:58
                      Ale to Ty Lily piszesz o skrajnościach typu picie czy ćpanie.
                  • pade Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:56
                    A gdzie ta skrajność?
                • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:17
                  Mówię wyłącznie o oczywistych sytuacjach, w wyniku których moje dziecko może narazić swoje zdrowie, życie, ewentualnie swoją edukację (bo np. notorycznie wagaruje, i nie myślę tu wcale o narzucaniu określonej szkoły czy wymaganiu najwyższych ocen, żeby nie było).

                  Czy naprawdę obecnie w wychowaniu trzeba wyważać otwarte drzwi i wychowawcze jest, że dziecko bezpośrednio doświadcza skutków wtargnięcia na jezdnię, wsadzenia paluchów w kontakt czy wyjścia do przedszkola w skarpetach w zimie? wink. A w nieco późniejszym wieku - powtarzania klasy w wyniku wagarów czy zrujnowania zdrowia przez fajki, alkohol albo dragi?
                  Bo są to pewne rzeczy, na które własnemu dziecku w wieku szkolnym nie pozwolę, choćbym miała, tfu tfu, stanąć na głowie czy osobiście odwieźć do kliniki odwykowej.
                  Pewne rzeczy są relatywne i zależne od własnego widzimisię jednostki, ale niektóre niestety nie.

                  Jestem i zawsze będę natomiast zdecydowanie przeciwna narzucaniu dziecku rodzaju zajęć dodatkowych (i w ogóle chodzenia na nie), rodzaju szkoły, typu kształcenia, zawodu, hobby, małżonka, liczby dzieci itp. itd. A zauważ, że w niedawnej dyskusji o panu tresującym dwunastkę dzieci w bardzo zunifikowany sposób, było tu mnóstwo jego zwolenniczek wink.
              • guderianka Re: lily 15.02.14, 12:58
                Mądrze piszesz-ale spróbuj wyjść poza schemat dziecka kilkuletniego
                • lily-evans01 Re: lily 15.02.14, 13:11
                  No to owszem, gdzieś tam napisałam, że nie widzę sensu i potrzeby ingerowania rodzica w takie sprawy, jak: zainteresowania dziecka, spędzanie wolnego czasu, strój, oceny, wybór szkoły, studiów, pracy itp. itd. - ale też do takiej granicy, za którą rozpościera się strefa zagrożenia własnego życia, zdrowia, narażania własnej edukacji poprzez wagary itp.
                  Chciałabym wierzyć, że mądre pokierowanie dzieckiem w młodszym wieku uchroni je od picia, ćpania, czy spowoduje, że stać je będzie na obronę własnych decyzji. Niestety nawet na bliskich przykładach widzę, że nie zawsze i niekoniecznie tak jest sad.
                  • guderianka Re: lily 15.02.14, 13:14
                    Ale przecież wiersz o tym mówi-o mądrej rodzicielskiej miłości, świadomości prawa do wyboru własnego kierunku życia, światopoglądu, odrębności jednostek. Nie ma antagonizmu między wolnymi wyborami a ochroną dziecka przed niebezpieczeństwem i krzywdą
            • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:57
              Uwierz, operuję innym słownictwem wobec 8 latka a innym wobec 14 latka- to co opisałam było skrótem myślowym i jak najbardziej zgadzam się z Twoimi słowami.
              Ale Akurat zielony wiek sprawia, że nawet informacja o pogodzie spoglądając za okno, odczytując termometr nie sprawia, że nie założy wychodząc do szkoły ...trampek tongue_out
              • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:23
                No to powiem tak, świadomie ograniczam wolność wink i wbijam mojej córce do głowy, że jako człowiek z wadą serca i alergiami MUSI pilnować swojego zdrowia i prowadzić higieniczny tryb życia. I mówię to stanowczo, tego a tego nie wolno ci robić. I prędzej przymuszę kiedyś, tak, przymuszę 14-latkę, żeby założyła śniegowce na mróz niż pozwolę, żeby miała potem np. gorączkę reumatyczną i wymienianą zastawkę mitralną (bo to nie jest jednorazowa kwestia, pomijając już wszystko inne).
                Zresztą na pewno i Twoja córa wie, i jest nauczona, że są pewne rzeczy, o które musi zadbać, żeby mieć komfort życia smile.
                • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:25
                  Niestety w tym wieku wiedza i świadomość fruwają nieraz pod niebem wink
                  • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:26
                    no i jeśli nie zechce założyć tych śniegowców to co jej zrobisz ?
                    • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:44
                      Jak to było w jednej fajnej, starej książce dla młodzieży (niestety nie pamiętam, jakiej) - przykuję do kaloryfera big_grin big_grin big_grin.
                      • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 16:12
                        i do szkoły nie pójdzie ? big_grin
                        ale fajnie big_grin
                        • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:23
                          No nie, tak na serio, to mam nadzieję, że wybierzemy razem najmodniejsze i najbardziej lansiarskie śniegowce, i że będzie je nosić wink.
                          Ja np. nienawidziłam tego typu butów i zimowych czapek, ale dlatego, że wzornictwo było paskudne, a mojej mamie nie chciało się zrobić tego wysiłku, żeby poszukać po całym mieście (a może co lepszego by się znalazło).
                          • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 18:19
                            My kupiliśmy buty takie jak córka chciała-z córką rzecz jasna, nie mogło być inaczej
                            po czym kupiła sobie po jakimś czasie inne . I w nich chodzi. W tamtych była RAZ
                            wink
                            • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 18:58
                              Za duże kieszonkowe, mówię Ci big_grin big_grin big_grin.
                              • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 16.02.14, 08:21
                                Akurat nie wink (40zł) Trochę dorobiła, trochę uzbierała. Jak ma cel jest konsekwentna. Teraz zbiera na kolejne big_grin
      • anorektycznazdzira Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:02
        OK, OK, ale rodzice są jeszcze częściej traktowani jako darmowe przynieś-wynieś-pozamiataj, a konkretnie zarób, zorganizuj, sprzątnij po mnie, dzieci mi przypilnuj, zapisz mi mieszkanie.
        Na pierwszy rzut oka wierszyk m/w w porządku, ale z zastrzeżeniem, że rodzice nie są do obsługi połączonej z kopnięciem w tyłek, bo dziecko "jest dla jutra" czy tam dla czego ono jest. Skoro jest jakiś rodzaj wspólnoty, najpierw ścisłej, bo nastolatek z rodzicami mieszka, potem luźniejszej, bo dorosły z ich pomocy korzysta, to podstawowa zasada jest WZAJEMNOŚĆ i nie wyobrażam sobie że to dziecka nie dotyczy, bo ono jest "swoje" i nie rodzica a rodzic może spadać.
        • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:05
          Nie zgadzam się, że rodzice są tak traktowani. Rodzice pozwalają się tak traktować.
          • anorektycznazdzira Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:24
            Nieeee no, tak dojdziemy do absurdu. Dzieci nastoletnie i dorosłe też się pozwalają traktować tak czy siak. Nie jest tak, że jak dziecko jest traktowane nie-OK, to wina rodziców, bo nie rozumieją że sa nie w porządku, a jak rodzic jest traktowany nie-OK, to też jest wina rodzica, bo się daje.
            Bez przesady suspicious
            • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:30
              No ale to chyba jednak rodzic wychowuje i uczy dzieci szacunku dla siebie i innych, a nie odwrotnie.
              • anorektycznazdzira Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:57
                Patrząc na wierszyk- czyżby?
                "Możecie im przekazać waszą miłość,
                ale nie wasz sposób myślenia.
                Bo one mają swój własny. "

                Z tego wynika bezpośrednio odpowiedzialność osobista dzieci, a nie rodziców, za to co robią dzieci. Bez wierszyka zresztą też uważam, że dzieci w wieku nastoletnim razem z autonomią psychiczną nabierają obowiązku rozumienia innych i przyzwoitego zachowania. Jeżeli nie w porządku traktują rodziców, to to NIE jest wina rodziców.
                • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:09
                  Wydaje mi się, że wiersz miał ruszać małą część rzeczywistości, a nie być epopeją na temat wzajemnych relacji międzyludzkich.

                  Bez wierszyka uważam, że ludzie niezaleznie od wieku, płci, wyznania i orientacji seksualnej powinni traktowac się z szacunkiem.
    • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:25
      Oczywiście, że nie są.
      Gorzej tylko, jak obserwujesz, jak dziecko podejmuje decyzje i wybory, które marnują mu życie... Nie będziesz interweniować?
      • naomi19 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:37
        dzieci popełniają swoje błędy, tak jak ty popełniasz swoje
        nie ochronisz ich przed tym
        • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:14
          Czyli mam nie interweniować, jak nastolatek pije lub ćpa?
          Mam wyobraźnię, która sięga trochę dalej poza wychowanie malutkiego dziecka. I sądzę, że dzieci mają różną konstrukcję psychiczną, nawet mimo najrozsądniejszego wychowania i wsparcia zawsze może zdarzyć się tak, że nastolatkowi "odpali" całkowicie.
          Wtedy zrobiłabym wszystko, żeby wyrwać małolata z odurzającego się towarzystwa, łącznie nawet z przeprowadzką gdzie indziej i zmianą szkoły...

          > dzieci popełniają swoje błędy, tak jak ty popełniasz swoje
          > nie ochronisz ich przed tym
      • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:54
        jak dziecko podejmuje decyzje i wybory, które ma
        > rnują mu życie... Nie będziesz interweniować


        Nie wiem- podaj konkret, to spróbuję odpowiedzieć
        • b_aania Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:29
          Najprostszy przyklad: popada w uzależnienia... Np. Internet, narkotyki lub alkohol. Interweniujesz czy patrzysz z boku i mówisz to jego życie?
          • mid.week Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:40
            Przykład jak przykład, ale nie powiedziałabym że najprostszy wink

            Pytanie nie do mnie, ale IMO ważne JAK porozmawiamy z drugim człowiekiem kiedy mamy obawy , że przesadza. Interwencją jest juz sama rozmowa na temat zauważonego problemu. I czasami jest tak, że mimo braku przyznania racji podczas jej prowadzenia zawiewamy ziarno niepewności. Druga strona zastanawia się nad tematem. Niedobrze kiedy brakuje nam cierpliwości na przebrnięcie przez ten czas zawieszenia tematu. A dużo lepsze efekty daje samozrozumienie problemu i przyznanie się do niego, niż narzucone z zewnątrz stanowisko "popełniasz błąd".
            W ekstremalnej sytuacji, kiedy dziecko wchodzi na czerwonym pod pędzące auto chwytamy za fraki i zatrzymujemy siłą. I dobrze. Takie momenty wymagają stanowczych i szybkich decyzji. Nie ma wtedy miejsca na negocjajce bo zanim powiesz "Dorotko, jest czerwone wiatło uważam, że powinnaś przemyśleć swoje zachowanie na ulicy" z Dorotki będzie mokra plama.
            • eo_n Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 16:02
              mid.week, zgadzam się całkowicie z Twoimi wypowiedziami w tym wątku.
        • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:33
          Gudi, mam w dalszej rodzinie faceta wychowywanego bardzo troskliwie, rodzice zamożni, kształceni, kulturalni, rozsądni ludzie generalnie. Chłopak przez całe liceum chlał i palił, dostawał dość spore kieszonkowe, więc latał na imprezki, niszczył swoje zdrowie, zaniedbywał szkolne obowiązki itp. Pierwsze, co bym zrobiła, to bym mu obcięła kasę i wyjścia z kolegami, trudno, nie był wówczas pełnoletni.
          I tak dobrze, że nie zdarzyło się nigdy tak, że np. policja go zgarnęła i odwiozła do izby wytrzeźwień... albo że nie wdał się w żadną awanturę w pubie... Ale parę razy po pijaku okradziono go np. z pieniędzy, markowej kurtki itp (na szczęście to były czasy bez elektronicznych gadżetów i kart płatniczych, bo by dopiero popłynął).
          Dodam, że ustatkował się dopiero parę lat po studiach (płatnych, z państwowej uczelni wyleciał, bo sprawy towarzyskie były ważniejsze niż studiowanie) - poznał dziewczynę, która jest psychologiem i która po prostu musiała użyć swoich profesjonalnych chwytów, żeby się zmienił i przestał niszczyć samego siebie. Mieszkają razem, babka ma w ogóle sposób bycia bardzo konsekwentny i zdecydowany. I mam wrażenie, że tej konsekwencji i zdecydowania kiedyś komuś zabrakło wcześniej...
          Ale w pewien sposób wpływ tej pani psycholog to też manipulacja i nie zezwalanie na samostanowienie o sobie, c'nie? wink
          • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:05
            Zależy jak spojrzeć
            Wiersz jest o szacunku wobec dziecka i zrozumienie jego potrzeb, o mądrej miłości rodzicielskiej
            A nie o miłości głupiej, egoistycznej lub też zbyt liberalnej

            Ale w pewien sposób wpływ tej pani psycholog to też manipulacja i nie zezwalani
            > e na samostanowienie o sobie, c'nie? wink


            wychodząc z takiego założenia na relacje międzyludzkie musisz być świadoma, że każdy Tobą manipuluje-matka, pracodawca, nauczyciel dziecka, partner, itd.
            • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:47
              Ano,manipuluje, dlatego chociaż manipulacje tzw. partnera ograniczyłam - choć niestety nie ma końca takim czy innym manipulacjom, kiedy ma się wspólne dzieci... sad. Bo nawet ojcowskie szykany polegające przykładowo na nie wyrażeniu zgody na paszport dla dziecka też są manipulacją i jakąś formą relacji - poprzez jej brak...
    • anorektycznazdzira Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 09:56
      Przegięte trochę.
    • crises Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:03
      > Tekst Khail Gibran z 1923 r

      O, nie wiedziałam, że Khalil Gibran była kobietą. Zupełnie jak Kopernik.
      • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:34
        Ależ Kopernik była kobietą big_grin big_grin big_grin.
    • marychna31 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:29

      piękny wiersz, nie znałam, dzięki guderiankosmile

      Powinien być omawiany na lekcji w szkole. W kontekście wolności jakie niesie takie (właściwe zresztą) wychowanie ale i odpowiedzialności, jakie w tej sytuacji na dziecko spada.
    • bei Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 10:54
      Dzieci są tylko gośćmi w naszym życiu.
      Gości nie niewolimy, jednak powinni w jakimś tam stopniu uszanować zwyczaje domu, w ktorym goszczą. Nie nakazujemy wdziewać nam naszych kapci smile
    • joanna51 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:14
      Nie znalam wczesniej tekstu, ale zgadzam sie calkowicie z nim. Jesli decydujemy sie na dzieci naszym psim obowiazkiem jest je wychowac najlepiej jak potrafimy, utrzymywac i lozyc na edukacje nie oczekujac nic w zamian.
      Joanna
      • szamanta Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:13
        joanna51 napisała:

        > Nie znalam wczesniej tekstu, ale zgadzam sie calkowicie z nim. Jesli decydujemy
        > sie na dzieci naszym psim obowiazkiem jest je wychowac najlepiej jak potrafimy
        > , utrzymywac i lozyc na edukacje nie oczekujac nic w zamian.
        > Joanna

        Ja właśnie oczekuje cos w zamian .Oczekuje ,ze wykorzystają najlepiej jak potrafią to co ja z mężem im dostarczyliśmy nie mając barier w edukacji ,wpajając dobre zasady . Jeśli tego nie zmarnotrawią ( naszych starań i wysiłku jakie włożyliśmy w ich staranne wychowanie edukacje nie szczędząc grosza w ich przyszłościowy rozwój ) byłabym bardzo wdzięczna, jeśli na własne życzenie to zmarnują będę zawiedziona ,kiedy cały wysiłek i starania nasze poszłyby na marne. Mam nadzieje ,że docenią to co od nas otrzymają i wykorzystają to w praktyce
        • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:58
          Akurat edukacja jest na tyle delikatną materią, że dochodzi tu też aspekt czysto ludzki - aspekt predyspozycji, umiejętności, zdolności, wreszcie braku dysfunkcji. Możesz sporo łożyć na dziecko mało zdolne, w jakiejkolwiek dziedzinie radzące sobie co najwyżej przeciętnie, a efekty będą raczej słabe.
          Pytanie, jak wówczas do tego podejdziesz - czy zrozumiesz słabości swojego dziecka, czy obciążysz je winą za "zmarnowanie szans".
          • szamanta Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 14:13
            pisze jako rodzic świadomy wiedzący ,że żadne z moich dzieci nie posiada dysfunkcji ani społecznych ani tez edukacyjnych. Intelektualnie bez zarzutów stoją, dobrze im nauka idzie.Jedyną barierą jaka napotykam do dzieci będących w starszych szkołach ( powyżej podts.) to zarzut ,że są bardzo bystre ale niestety łapią fazy lenia i całkowicie neutralnie do wszystkiego podchodzą.
            Wtedy przysłowiowy kop rozbudzający na pobudkę i ocucenie wytrąca je z letargu i stanu hibernacji ,wten czas idą płynnie z rytmem jak naoliwiona maszyna, do czasu aż ponownego lenia nie złapią pdt umiem na czwórkę, na piątkę już nie chce mi się uczyć ,a po co uncertain
            • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:24
              To co innego.
              Widzę czasem słabe dzieci, po których rodzice spodziewają się nie wiadomo czego i to jest dramat - bo uważam, że każdy powinien dawać z siebie jak najwięcej, ale na miarę swoich możliwości.
    • laquinta Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:31
      > Oby wasze napięcie ręką Łucznika było ku radości,
      > bo kocha On tak samo strzałę lecącą,
      > jak i łuk, który już miejsca nie zmienia.


      Ciekawe, kiedy strzala przestala byc strzala, a stala sie lukiem?
      Naciagane (nomen omen) to jakies.
    • scher Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:47
      guderianka napisała:

      > Tekst Khail Gibran z 1923 r widniał nad drzwiami mojego nastoletniego pokoju-
      > czytałam go często, znałam na pamięć, często kazałam czytać moim rodzicom.

      > Jesteście łukami, które wypuszczają dzieci jak żywe strzały:

      Moim zdaniem za wcześnie przyjęłaś za pewnik, że jesteś strzałą wypuszczoną.

      Moim zdaniem powinnaś od rodziców, zdecydowanym tonem, słyszeć częściej:
      - Dziecko, na razie to napinamy cięciwę i poprawiamy chwyt, więc współpracuj i nie wierć się jak kura na jajach.
      wink
      • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 11:54
        Hi hi, dobre podsumowanie wink.
      • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:07
        Myślę, że gucio wiesz na temat mnie, moich rodziców i efektów wychowywania wink
    • helufpi Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 12:24
      Generalnie to dla rozsądnych ludzi truizmy.
      Metafora dzieci-strzał (w ręku wojownika) kojarzyła mi się do tej pory dokładnie przeciwniewink
    • szamanta Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:05
      Dzieci w niektórych sprawach są pod moimi sterami i rządami czy im się to podoba czy nie ( czyli można to nazwać ,ze są moją własnością dopóki odpowiadam za nic prawnie) a są tez sytuacje w których własnością moją JUŻ nie są .
      Jest to zależne od sytuacji ,kiedy mogę dziecko potraktować jako własność ( a mogę) a kiedy nie musze i nie powinnam ( tez tak jest)
      • szamanta Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:14
        miało być...dopóki odpowiadam za NICH prawnie
      • pade Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:26
        No chyba nie można nazwać, bo brzmi to paskudnie. Twoją własnością może być Twoja szczoteczka do zębów, a nie człowiek, nieistotne, że mały i zależny.
        • szamanta Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:57
          pade napisała:

          > No chyba nie można nazwać, bo brzmi to paskudnie. Twoją własnością może być Two
          > ja szczoteczka do zębów, a nie człowiek, nieistotne, że mały i zależny.


          Pade ,bez popadania w skrajność. Napisałam, że są pewne sytuacje, w których mogę dziecko uznać za moja i męża własność dopóki sprawujemy nad nimi funkcje i role wychowawczą i odpowiadamy za nie ustawowo ( są to sytuacje, kiedy nie można czegoś zbagatelizować i silą rzeczy trzeba rodzicielska władze podkreślić)ale oczywistą oczywistością jest tez taki fakt ,że w połowie a nawet i w większości sytuacji z przymrużeniem oka do tego podchodzimy z dosłownym traktowaniem na własność dziecka - bez przesady. I tak maja bardzo duży zakres swobody , wyboru, liczenie się z ich słowem ,tak wiec nie w każdej dziedzinie życia i nie w każdym temacie nasze rodzicielskie słowo jest święte nie podlegające negocjacji,cos ty.
          Wiele ustępstw w sprawach mało istotnych z naszej strony jest ,lecz nie da się ukryć ,że w bardzo poważnych sprawach z tych górnej półki jako rodzic ,czy opiekun mogę do dziecko własnościowo podejść
          • pade Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 14:05
            Mnie chodziło o to wyrażenie, którego użyłaś. Mogłaś napisać : piecza rodzicielska i byloby to zgodne z prawem i przyzwoitością.
    • daisy Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:36
      O rany, jakie pitolenie,
      jakie śmieszne są takie teksty w dorosłości.
      Wydumki dla nastolatków.
      Jasne, sposób myślenia mojego dziecka to aktualnie: Pograć jak najwięcej w gry komputerowe, chichotać w klasie i naśladować jak wredny kolega wyśmiewa jedną z dziewczynek, bo "ma grubą dupę" i tym podobne, i tak dalej. Nic tylko adorować i podziwiać.
      Sorry, ale wychowanie to twarda szkoła reguł funkcjonowania w społeczeństwie, nie szkółka strzelania z łuku.
      • daisy Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 13:40
        I proponuję zrobić z tego "wierszyka" zakładkę do Władcy much Goldinga.
        big_grin
      • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 14:04
        A w której jest klasie wink ?
        • daisy Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 14:09
          W drugiej, łatwo zgadnąć. smile
          Niestety, już taki małe łepki wpadają na takie paskudne pomysły.
          • lily-evans01 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 18:04
            Moja jest w pierwszej, ale też mamy tego typu egzemplarze.
            No i moje dziecko czasami straaaasznie zazdrości koleżance, która po szkole do woli nawala na tablecie, ma w pokoju swój telewizor i orientuje się we wszystkich bajkach najlepiej z całej klasy. Tylko, że koleżanka ma już teraz problemy z nauką, a jest najstarsza w klasie. Oczywiście do gadania, chichotania jest pierwsza wink.
            I w tym momencie - niestety ta wolność obcowania z mediami elektronicznymi musi być dozowana wink. Bo jest jeszcze coś takiego jak odrobienie lekcji, czas na odpoczynek czy różne zajęcia dodatkowe (o ile dziecko chce chodzić).
    • asia_i_p Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 14:06
      Nie lubię tego tekstu.
      Czuję w nim aroganckie przekonanie, że nowość i postęp są zarezerwowane dla młodości, a dojrzali i starsi już się nie zmieniają, nic nie tworzą i mogą tylko stanowić tło dla rozwoju młodych. Człowiek rozwija się i zmienia do samego końca, nie zmienia się ze strzały w łuk.
      • daisy Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 14:10
        A to swoją drogą.
      • srebrnarybka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 14:20
        100/100
    • eo_n Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 15:44
      Znamy. Cenimy smile
    • rosapulchra-0 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 15:49
      Dla mnie zupełnie naturalnym jest fakt, że dbam, wychowuję, opieram, pilnuję przy nauce, rozmawiam, pomagam rozwiązać problemy moim dzieciom, ale nie dla siebie, tylko dla nich oraz ich przyszłych przyjaciół, partnerów, mężów, pracodawców itp.
    • kawka74 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 16:08
      Czasem jak to czytam, mam wrażenie, że powinnam swoje dziecko traktować jak sublokatora, który całkiem przypadkiem zaplątał się do mojego mieszkania, i przyglądać się z szacunkiem każdej głupocie, jaką wykona - bo jestem stara i nie rozumiem.
      Wiem, że to nie o to chodzi, ale wrażenia nie umiem się pozbyć.
      • ledzeppelin3 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:33
        Kolejne dobre rady. Ciekawe, ile autor urodził wink dzieci i wychował. Wiersze pisać to i ja umiem.
        • triss_merigold6 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:40
          A ja nie. Probowalam jako nastolatka i byly równie rzewne jak złe. Z dziecmi idzie mi lepiej.

          Mam niska tolerancję na takie głęboko filozoficzne piardy w stylu Coehlo.
    • gryzelda71 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:36
      Akuratne dla zbuntowanych nastolatek.
      • triss_merigold6 Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:45
        Taak... Pewne teksty wydają się mądre i urzekajace nastolatkom, prawidłowo i stosownie do burzy hormonalnej ale dorośli już jakiś dystans powinni mieć.
        • guderianka Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 18:22
          A czemuż to ? wink
    • eo_n Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 17:55
      Śmiem twierdzić, że ten wiersz da się pojąc także na płaszczyźnie wykraczającej ponad bunt nastolatka.
    • eo_n ps 15.02.14, 18:03
      Ja w wieku nastolęcym kazałam rodzicom czytać Małego księcia z zakreślonymi na czerwono przeze mnie fragmentami big_grin
    • nenharma Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 19:03
      Nie czytalam wszystkich odpowiedzi, jednak wiersz swietny. Powiem tylko, ze jak ktos nie przezyl toksycznych relacji to tego nie zrozumie, bo to jest patologia tylko innego rodzaju. A jak ktos jest normalnym rodzicem lub takich mial to dla niego ten wiersz promuje oczywistosci.
    • vocativa Re: Wasze dzieci nie są waszą własnością.. 15.02.14, 22:57
      Znam i uwielbiam! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka