Dodaj do ulubionych

Żeby nie pracował dłużej

    • margierita Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 12:33
      Ja to niestety widzę tak, że w naszym społeczeństwie praca traktowana jest jak zło i dopust boży.
      Więc należy i siebie a już dziecko w szczególności przed tym złem bronić.
    • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 13:16
      Ja tam nie dostrzegam specjalnych korzyści pod tym akurat względem, jeśli chodzi o skrócenie czasu edukacji.
      Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach praca studentów jest czymś normalnym i codziennym - i że ten student też może sobie już jakieś pieniądze oszczędzać, czy też "budować swoje CV". Jest raptem parę ciężkich kierunków uniemożliwiających pracę zarobkową, co do reszty specjalności - młodzi ludzie dla własnego dobra powinni tej pracy szukać gdzieś ok. 3 roku.
      A niejeden pracodawca chętniej zatrudnia studentów na stanowiska nie wymagające specjalnego doświadczenia, bo ma ulgę w zusie. Możliwe więc, że 23-letni student będzie bardziej atrakcyjnym pracownikiem niż 23-letni absolwent wink.

      A już tak całkiem osobiście - to nie widzę powodu, żeby ojciec mojej córki czuł się zwolniony z alimentów jeszcze rok wcześniej wink.
      • andaba Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 15:02
        Wcześniejsze skończenie szkoły to wcześniejszy koniec upupiania (wywiadówka dla rodziców 20-latków - paranoja!).

        Wczesniejsze wejście na rynek pracy, wcześniejsza możliwość założenia rodziny.
        Egzamin dojrzałości powinien sie zbiegać z uzyskaniem 18 lat. Teraz jest to 19 a nawet 20 lat (rozumiem specyfikę szkół zawodowych, ale i to mozna rozwiązać lepiej, na ostatni rok nauki zostawiając jedynie zajęcia praktyczne i zawodowe, przygotowujace do egzaminu, a maturę pisac jak po ogólniaku).
        • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 15:06
          Trzeba mieć nieźle powalone w głowie, żeby CHCIEĆ zakładać rodzinę w wieku 18 lat... w obecnych czasach...
          • bei Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 16:16
            Moj mimo biegłości w czytaniu i liczeniu byl zbyt malo dojrzaly do roli ucznia ( urodzil się pod koniec roku, gdyby poszedl do szkoly rok wczesniej zaczynalby ją praktycznie jako pięciolatek)
            Poszedl do szkoly z rocznikiem siedmiolatkow , początkowo i tak było widoczne, ze jest z konca roku,był mniej dojrzaly,x ryczal z byle powodu.
            Co do wcześniejszego zarobkowania, to moi synowie dość wcześnie -juz na studiach zaczynali pracę, więc czas rozpoczęcia edukacji niewiele zmienia .

            Wczoraj rozmawialam z rodzinką, tam rodzeństwo poszlo do jednej klasy razem. Sześciolatka i siedmiolatek.
            Sześciolatka z konca roku.
            Klasa liczna- 30 uczniow.
            Dziewczynka oceniana jako sześciolatek, dostawala w pierwszej klasie 2 na szynach, jedynki!
            Brat, ktory czytal duzo lepiej od niej byl nizej oceniany, dziewczynka dostawala z czytania lepsze stopnie, bo pani w czytaniu obnizala wymagania.
            Chlopiec czul wielką niesprawiedliwość.
            Teraz chodzą do drugiej klasy, dostają lepsze stopnie, ale pani jest nad wyraz wymagająca. Dzieci w tak licznej klasie niewiele przyswajają, ciężką pracę musza wykonac rodzice. To oni tlumaczą dzieciom dlaczego dostaly takie oceny, mama kupila książki ze sprawdzianami z ktorych korzysta pani i jeszcze raz robi je z dziecmi, pracuje nad poprawami, uczy je matematyki, polskiego, przyrody, przeprowadza zajęcia plastyczne.
            Pracuje ciężko juz drugi rok.
            Gdyby wiedziala co je czeka, zaczęlaby pracę juz w zerowce, wg przedszkola dzieci byly dobrze przygotowane do klasy pierwszej.
            Szkoda mi mamy a jeszcze bardziej dzieci. Są zagubione w wielkiej szkole, po lekcjach siedzą do wieczora w swietlicy- głosnej i męczącej.
            Poźnym wieczorem okazuje się jak niewiele wyniosly z lekcji, musi monitorować odrabianie lekcji, tlumaczyć to, co niby przerobili.
            W tym przypadku nie do końca mozna byc zadowolonym z tego, ze dziewczynka poszla wcześniej do szkoly. W tym przypadku to kradzież dzieciństwa sad
            • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 16:28
              sorry, za off top, ale w klasach 1-3 nie ma ocen - rodzice powinni to zglosić do dyrektora.

              • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 16:34
                Joa, kiedyś już był taki wątek, chyba na Starszym dziecku - nauczyciel ma prawo w trakcie semestru przyjąć dowolną skalę i nazewnictwo ocen, liczy się tylko to, że świadectwo na koniec roku jest opisowe.
                W naszej szkole jest wspaniale/brawo/bardzo dobrze/popracuj jeszcze - w sumie jest to dość miłe i nawet to "popracuj jeszcze" nie jest wartościowaniem, lecz wskazówką.
                • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 16:39
                  Co prawda moje dziecko już stare , ale za jego czasów w 3 znanych mi podstawówkach nie było ocen nawet w trakcie roku szkolnego, z wyjatkiem j. angielskiego - ale wtedy to był przedmiot dodatkowy, więc może się rządził swoimi prawami.

                  Masz jakiś link o tym, że nauczyciele mają takie prawo? Pytam się z ciekawosci, bo coraz częsciej widzę na forach wpisy o tych stopniach i zastanawiałm się czy jest to może związane z nową podstawa programową.
                  • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 16:51
                    Nie mam, ale pamiętam, że w tym wątku na Starszym dziecku były podawane odnośne przepisy.
                    • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 16:58
                      Nigdy się z tym nie spotkałam, ale w sumie to nic nie znaczy.

                      Problem dotyka jednak nie tyle 6 latków co w ogóle klas 1-3.

                      Tak ogólnie - mam wrażenie, że ratujacy maluchy nie walczą z tym co trzeba. A szkoda, bo tyle fajnej energii jest marnowanej.
            • lauren6 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 17:51
              W naszej grupie przedszkolnej 18 z 26 dzieci ma problemy logopedyczne i potrzebuje mniej lub bardziej intensywnej terapii by podciągnąć się do poziomu szkolnego. Podobno to norma. Kto ma pieniądze ten posyła dziecko na zajęcia prywatnie, bo z tą terapią w przedszkolu to wiadomo jak jest. Dzieci, które dotąd miały 7 lat na naukę poprawnego mówienia zostały obdarte z jednego roku nauki. Zamiast pomóc im nadrobić na tym etapie braki rząd rzuca rodzicom kłody pod nogi (obcięcie etatów psychologów i pedagogów w przedszkolach). Potem dzieciak idzie do 1 klasy i nie dość, że musi robić ten materiał szkolny co 7-latki, to jeszcze nadrabiać braki z wcześniejszych lat. Testu na gotowość szkolą 6 latkowi nikt sam z siebie nie zrobi, więc licho wie czy dziecko jest emocjonalnie gotowe na szkołę i czy później nie wyjdą różne kwiatki.

              Dla mnie postulaty z pierwszego postu tego wątku są tak głupie, że aż się nad nimi pochylę. Jak można na etapie kilkulatka planować dziecku rozpoczęcie pracy, założenie rodziny, emeryturę (?!). Co to za podejście? Ważne jest tu i teraz, co jest dla niego najlepsze na tym etapie życia. Przerost ambicji rodziców prędzej, czy później prowadzi do jakiegoś rodzinnego nieszczęścia.

              Jeśli moje dziecko nie będzie gotowe by podjąć naukę w szkole w wieku 6 lat to na głowie stanę, by mu załatwić odroczenie. I mam gdzieś, że przez to będzie mieć gorszy mnożnik do emerytury! Może dzięki temu odroczeniu rozpocznie naukę z mniejszym stresem, bez wyścigu szczurów by dorównać do starszych zostanie geniuszem, zarobi miliony i nie będzie potrzebować tej państwowej emerytury wcale xD

              Ludzie, dajcie dzieciom być przede wszystkim dziećmi i rozwijać się w ich tempie, bez ciśnieniowania od najmłodszych klas podstawówki. Jak dziecku jest pisana druga połówka znajdzie ją mimo odroczonego obowiązku szkolnego. Jak ma zostać homoseksualistą, transwestytą i nie założy nigdy rodziny to tak się stanie, bez względu na to, czy ambitna mamuśka strzeli mu korepetycje w wieku 6 lat, czy nie.
              • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 18:14
                Brawo. To samo zresztą zauważyła Triss.
                Podejmujemy decyzje kierując się bardziej tym, co tu i teraz niż domniemanymi szansami dziecka w pracy za xx lat. Można wszystkie szanse ścielić pod nogi, a ktoś i tak nie będzie umiał z nich skorzystać, a można stawiać przeszkody, a ktoś i tak zrealizuje swoje cele.
                Przyszłość jest na tyle wielką niewiadomą, że warto zadbać przede wszystkim o to, co dobre i prawidłowe na danym etapie rozwojowym.

                A z tymi wadami wymowy to faktycznie jakaś plaga... Czasami bywam na szkolnych występach klasowych i tych ogólnoszkolnych - sporo dzieci mówi niewyraźnie praktycznie do końca III klasy.
                • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 18:45
                  Głowny temat się rozłazi , ale trudno. Też uważam, że nie można tracić z oczu to co dzieje się teraz, a nie tylko koncentrować się tylko na przyszłości. Ale...

                  Z wielu wątków wynika, że różnice między 6 latkami a 7 latkami nie są oczywiste ( w "ich" klasach) - zarówno pod względem społecznym, emocjonalnym jak i czysto "naukowym". Dlatego niezmiernie się dziwię, że rodzice "ratują" tylko 6 latki, a odpuszczają 7 latki (o starszych dzieciach nie wspominając). Czy dwója na szynach dla siedmiolatka to mniejsze zło niż dla sześciolatka? Nie sądzę.
                  • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 18:50
                    p.s. mój syn poszedł do szkoły w wieku 7 lat (jest "przedreformowy"). Myślę, że BARDZO by przeżył dwóję na szynach, a gdyby taka była polityka motywacyjna szkoły nie wiadomo jak to odbiłoby się na jego stosunku do szkoły i nauki w ogóle. Czy to na pewno o wiek chodzi?
                    • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 20:44
                      Jak już wielokrotnie pisałam, różnice w klasie mojej córki właśnie były wręcz książkowe. Miałam najmłodsze, najmniej wytrwałe i najbardziej przeżywające porażki dziecko, nie mówiąc już o skupieniu się, koncentracji czy odrobieniu lekcji w jakimś sensownym czasie.
                      Akurat nasza sytuacja jest specyficzna i nie mogę porównywać, co się zmieniło , ale w szkole popołudniowej córa też spotyka się z nowym materiałem, też nie wszystko od razu załapuje (nawet ja nie załapuję za bardzo wink ), musi wykonać pewną pracę, czy jej się chce czy nie (a granie jest straaasznie nudne, zanim zaczniesz grać coś więcej niż typowe ćwiczenia) - ale widać, że zupełnie inaczej reaguje na trudności, mniej się męczy, jest bardziej wytrwała - na szczęście smile.
                      Ale masz rację, że dla małego człowieka ta jedynka jest tak samo przykra, czy ma lat 6 czy nawet 8. Mam jedno bardzo emocjonalne wspomnienie z I klasy - byłam świetną uczennicą, czytającą jak dorosła, pięknie piszącą itp., ale miałam zawsze problemy z pracami ręcznymi, zwłaszcza tymi przestrzennymi. I pamiętam, jak nauczycielka kazała nam wykleić taki trójwymiarowy domek, który mi się rozwalił, więc dostałam dwóję. Jakoś dzielnie przesiedziałam tę lekcję, ale jak się skończyła i matka po mnie przyszła, to się poryczałam, że aż hej. I zobacz, jakie to musiało być dla mnie okropne, skoro w ogóle nie pamiętam odczuć związanych ze wszystkimi piątkami, tylko z tą jedną dwójczyną... Dodajmy, z prac ręcznych - ocenianie tego typu przedmiotów to czysty debilizm.
                  • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 21:38
                    Dlatego niezmiernie się dziwię, że rodzice "ratują" tylko 6 latki
                    > , a odpuszczają 7 latki (o starszych dzieciach nie wspominając).

                    myślę, że pisałam to jakieś 60 razy, napiszę kolejny: dla 6latka ktoś starszy o rok to osoba 16% starsza. A tylko się obejrzeć, jak się będzie posyłać 5latki ( dla nich dziecko starsze o rok to dziecko 20% starsze), w koncu w USA tak robią, ciekawe swoją drogą, czy były jakieś badania, dotyczące korelacji między coraz wcześniejszym posyłaniem dzieci do szkoły a coraz częściej diagnozowanym ADHD, objawiającym się u nich tym, że nie chcą jakoś, kurna, cicho w ławce siedzieć). Dla 7latka ta różnica w proporci jest odpowiednio mniejsza.
                    • olena.s Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 21:40
                      Korekta:
                      W US pierwszą klasę zaczynają 6 latki.
                      Pięciolatki startują w np. w GB.
                      • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 22:17
                        Korekta korekty: w US szkoły nie zaczyna się od 1 klasy, tylko od obowiązkowego kindergarten, czyli zerówki, w której już są normalne zadania domowe typu ślaczki i którą można oblać.
                        • olena.s Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 07:02
                          W USA nie ma federalnego prawa dotyczącego Kindergarten, jak rany. Konkretnie w 36 stanach masz pełną dowolność w tej kwestii (jest cały ruch zmierzający do zmuszenia rządów do wprowadzenia obowiązku przedszkolnego, skądinąd).
                          Obowiązkowa edukacja szkolna zaczyna się w wieku 6 lat. Jak to wygląda na obecnie świecie możesz sobie obejrzeć na przykład tu. Generalnie system w US jest podobny do poreformowego systemu polskiego - rok przygotowania przedszkolnego (nieobowiązkowy) i szkoła od 6 lat.
                          Wcześniej, czyli w wieku pięciu lat, idą do pierwszej klasy m.in. dzieci z Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Irlandii i Australii.
                          • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 13:47
                            Jezu, ale ty jesteś uparta. Nie jest prawdą, że dzieci w Stanach nie idą obowiązkowo w wieku 5 lat do szkoły. Nawet, jeśli to nie dotyczy kilku stanów. Ja ci nie mówię, jak wygląda szkola w Katarze, nie? big_grin
                            • olena.s Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 13:55
                              Skoro zmieniło się w tej sprawie federalne prawo, i obowiązek nauki poniżej 6 roku życia obejmuje obecnie nie 14, ale 50 stanów, to bardzo chętnie o tym poczytam.
                              • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 14:06
                                W każdym stanie obowiązuje prawo tego konkretnego stanu, żabko. jeśli w danym stanie się idzie w wieku 5 lat obowiązkowo i można kindergarten oblać, to po prostu nie jest prawdą, że się w USA nie idzie, no. Nawet, jeśli NIE W KAŻDYM STANIE.
                    • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 21:50
                      Tak, 7 latek będzie załamany dwóję na szynach o 16% mniej niż sześciolatek.
                      • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 22:20
                        joa66 napisała:

                        > Tak, 7 latek będzie załamany dwóję na szynach o 16% mniej niż sześciolatek.

                        nie bredź. chodzi o róznicę wieku między najstarszym i najmłodszym dzieckiem w kalsie oraz o to, ile ta różnica znaczy w skali życia sześciolatka i siedmiolatak. Rok to nic? To posadź koło siebie roczniaka i dwulatka. Albo noworodka i roczniaka. No żadna różnica, tylko rok przecież.
                        Naprawdę nei dociera, że im młodsze dziecko, tym te 12 miesięcy różnicy więcej znaczy?
                        • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 22:33
                          Naprawde nie dociera, że lepiej walczyć o szkołę dla wszystkich dzieci? Dla siedmiolatków też? I ośmiolatków?
                          • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 00:18
                            no warto, ale co to ma do rzeczy w kontekście pytania "co za różnica, czy to 6 czy 7 latek"?
                            • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 00:23
                              zakładam przy tym, może błędnie, że akcje ratunku maluchów polegają wciąż głównie na powstrzymaniu obowiązku szkolnego dla sześciolatków (i w tym kontekście odpowiadam, że, owszem, to jest naprawdę spora różnica, czy mamy do czynienia z sześcio czy siedmiolatkami). Jeśli natomiast te akcje koncentrują się na poprawie warunków edukacji dla wszystkich dzieci, to oczywiśice masz słuszność, ale - koncentrują się?
                            • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 08:07
                              Ma do rzeczy to, że jeżeli walczyć to o szkołę jako taką, a nie - skoro szkoła nam się nie podoba , to tylko o odroczenie.


                              Od roku czy 2 lat zamykane są szkoły z powodu niżu. Tracimy szansę na zmniejszenie liczebności klas co ma ogromne znaczenie - i co? gdzie jest akcja ratujmy dzieci?

                              Od lat nie da się wytrzebić negatywnej motywacji w szkołach. Gdzie masz naród zjednoczony wokół walki z fikcją " w klasach 1-3 nie ma stopni"?



                              ZMARNOWANA ENERGIA i tyle.
                              • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 12:43
                                Joa, cały czas wspominam tamten wątek o ocenach na Starszym dziecku - sporo matek nie widziało nic złego w tym wystawianiu ocen, uważały, że dzieci "poczują się starsze i poważniejsze".
                                Czy tak faktycznie jest, nie wiem wink. Wspominając swoją jedyną dwójczynę w klasie I - z głupich prac ręcznych - wolałabym zdecydowanie dostać komunikat "popracuj jeszcze" albo nawet "zrób jeszcze raz". Dwója doprowadziła mnie do łez, natomiast komunikat tego typu jest konstruktywny (moim zdaniem).
                                Ale nie ma komu walczyć o te zmiany w szkole, bo wielu rodziców uważa, że system, w którym sami byli uczeni, sprawdza się jak najbardziej.
                                • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 12:55
                                  Ale nie ma komu walczyć o te zmiany w szkole, bo wielu rodziców uważa, że system, w którym sami byli uczeni, sprawdza się jak najbardziej

                                  Jednocześnie chronią przed nim swoje dziecismile Największym problemem polskiej szkoły nie sa programy, sedesy , testy itd. Tylko negatywna motywacja. 6 latek w sali z ławkami przeżyje spokojnie. POD WARUNKIEM, że nauczyciel nie powie mu np "Kowalski z Tobą wieczne klopoty" jeżeli ten 6 latek (7 latek itd) wstanie na chwilę.
                                  • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 13:13
                                    Widzisz, ja do tych sześciolatków w szkole też jestem uprzedzona, bo choć płaciłam spore czesne, moją sześciolatkę traktowano dokładnie tak samo, jak dzieci o półtora roku starsze i tego samego wymagano (chociaż podręcznik miał np. czytankę dla młodszych i starszych dzieci). I akurat moja sześciolatka za cholerę nie dała się "przepracować" naszej pani wink.
                                    Dodam, że wychowawczyni była niemłodą osobą, uczącą dość tradycyjnie i sama przyznała w zerówce, że np. nigdy przedtem nie miała do czynienia z pięciolatkami. I to było widać we jej podejściu. Młodsze dzieci miały robić tyle samo i tak samo, jak starsze. A o najmłodszym chłopczyku, który kończył 5 lat w zerówce w grudniu, nie mógł wysiedzieć przy stoliku i w końcu zaczynał walić we wszystkich klockami, pani powiedziała, że na pewno ma ADHD wink.
                                    I ja się tylko jednego obawiam, że te 6-latki trafią na nauczycieli myślących bardzo schematycznie i tradycyjnie - a nie wierzę, że tak łatwo przepracujesz czyjeś myślenie i uprzedzenia, prędzej wywalczysz dywanik i kącik z zabawkami w każdej sali.
                                    • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 13:28
                                      Ja natomiast uważam (z tego co pamiętam co pisałaś o "swojej" szkole), że wyścig szczurów jest tak samo zły dla 6 latków jak i 7 latków. ZAWSZE jest klasie (nawet tej z 100% siedmiolatkowej) ktos kto odstaje, jest słabszy ze wszystkiego albo tylko części zajęć, ktoś wrażliwszy, ktos wybitnie uzdolniony i nudzacy sie itd.



                                      p.s. Inna sprawa to rola rodziców. Jestem pełna podziwu dla "naszej" dyrekcji, która nie dawała się podpuszczać niektorym rodzicom i twardo trzymała się założeń szkoły, które były dostępne na stronie.
                                      • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 14:02
                                        pisalam 61 razy, napiszę 62gi. Tak, zawsze ktoś odstaje, ale w grupie, w której jest stosunkowo większa rozpiętośc (w skali życia, nie kalendarzowo), ten najslabszy będzie odstawał bardziej i będzie mieć jeszcze więcej do nadgonienia. Ta różnica byłaby mniejsza, gdyby cała grupa zaczęła się uczyć później, no i znacząco większa, gdyby zaczęła się uczyć jeszcze wcześniej. Oczywiście, mieszanie dzieci w różnym wieku jest OK, bo się uczą nawzajem od siebie, jak w przedszkolach Montessori, tylko, że - tam jeszcze nie ma ocen, zaliczenia określonej partii materiału ani rywalizacji w wynikach.
                                        • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 14:08
                                          No ja napiszę po raz setny - to co jest szkodliwe dla 6 latka jest równiez szkodliwe dla 7 latka. Dlatego dziwi mnie brak masowej reakcji np na zamykanie szkół (scisła koleracja z liczbą uczniów w klasie) i masowe zainteresowanie tylko jednym rocznikiem.
                              • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 13:52
                                Z tym się, oczywiśice, zgadzam, ale wątek był poświęcony wyłącznie ratowaniu przed pójściem w określonym terminie, niezależnie od jakości szkoły (jeśli dobrze rozumiem, nawet, gdyby szkoła była wyśmienita, argument "bo będzie rok dłużej pracował" nadal by był aktualny).
              • andaba Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 18:19
                lauren6 napisała:


                Testu na gotowość szkolą 6 latkowi nikt sam
                > z siebie nie zrobi, więc licho wie czy dziecko jest emocjonalnie gotowe na szk
                > ołę i czy później nie wyjdą różne kwiatki.


                Możesz to rozwinąć?

                Bo z tego co wiem testy na gotowość szkolną są robione obowiązkowo dla 5 i 6 latków uczęszczających do oddziałów przedszkolnych.

                A jak zapisałam na taki test dziecko dodatkowo, to sie dowiedziałam, ze nie ma potrzeby, bo te testy były robione w szkole. Faktycznie, dostałam opinie psychologa, nawet dość dobrze przystającą do moich obserwacji na temat dziecka.
              • asia_i_p Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 20:58
                W przedszkolu wymową mojego dziecka nikt się nie zajął, w szkole podstawowej pani logopeda, w ramach zajęć dodatkowych, w pół roku wszystko naprostowała. W tej chwili trudno jest systemowo przewidzieć co lepsze - przedszkole, czy podstawówka - zależy jak się trafi w danym rejonie. U nas podstawówka oznaczała mniejsze grupy.
                • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 14:35
                  Zawsze można chodzić do logopedy, do gabinetu/poradni i dziwi mnie, że rodzice dzieci 5-6 letnich tego nie robią, bo to najwyższy czas.
            • asia_i_p Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 20:56
              Wskazałaś na ważny czynnik - wielkość klasy. To ma znaczenie znacznie chyba większe niż wiek dziecka - o to by się przydało robić kampanie społeczne.
              Moja córka poszła jako sześciolatka, ale do klasy, w której było 20 osób, potem odszedł jeden chłopiec, i zostało 19. W tej chwili jest w trzeciej klasie i idzie jej świetnie, ale jak ma jej iść, jeżeli każde z dzieci codziennie coś czyta i opowiada, nie ma mowy, żeby dziecko przez dłuższy czas było niesłyszane przez nauczycielkę.
          • andaba Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 16:38
            Wprawdzie znam takie przypadki - małżeństw, w których dziewczeta miały po 18 lat, zawartych bez przymusu i zdecydowanie udanych, to akurat miałam na mysli raczej skończenie studiów, czy zaistnienie na rynku pracy przed załozeniem rodziny, a nieco wczesniej niz w wieku 25 lat.


            A juz co czasy do rzeczy mają, to nie wiem smile
            Zwżywszy na spadająca płodność społeczeństwa byłoby to wskazane (jedna z wspomnianych własnie miała z tym problemy, dzieki wczesniejszemu podjęciu leczenia wyrobiła się z urodzeniem pierwszego dziecka (dzieci) przed 25 rokiem życia).
            Oczywiście, nie dla kazdego dzieci są priorytetem, ale jednak sporo małżeństw chce mieć dzieci i to przed trzydziestką.
    • asia_i_p Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 20:53
      Ja swoją córkę wysłałam jako sześciolatkę między innymi dlatego, że pamiętałam, jak mnie wkurzało, że byłam mężatką i chciałam już dorosłego życia, pracowałam, a tu studia nieskończone i ciągle albo na studiach musiałam prosić, żeby mi wykłady darowali, albo w pracy, żeby plan dostosowali, albo brać wolne na egzaminy.
    • riki_i Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 21:25
      W materii rozkosznego bredzenia zawsze można na liczyć na silny głos z Kataru.

      Praca zawodowa to jest w realnym życiu prawie zawsze dopust Boży, bo mało kto jest celebrytką, ministrą albo profesorką na uniwersytecie. Więc nie ma żadnego sensu przyspieszanie edukacji, aby ktoś mógł dwa lata wcześniej stanąć na kasie w markecie, albo wciskać klientom dżinsy w galerii handlowej. Nudząca się niepracująca żona expata jednak zdaje się o tych oczywistościach nie wiedzieć, więc słodko popierduje dęte farmazony.

      Napisała Ci dalej jakaś przytomna forumka, że w nowym systemie emerytalnym jeden składkowy rok więcej to będzie różnica w wysokości świadczenia rzędu 1,76 zł brutto. Jaką trzeba być tępą dzidą, żeby rozkosznie pieprzyć o tym, że wcześniejsze pójście do szkoły sprawi, że "w okresie szczytowej mocy przerobowej umysłu będzie miał większy staż na rynku pracy, więc statystycznie dalej dojdzie".

      Statystycznie dalej doszłaś na tym, że złapałaś na swoje cycki i dupę pewnego zdolnego korposzczura, który wziął Cię jako supporting wife do Kataru. Warto byłoby z tego wydarzenia wyprowadzić jakieś wnioski, a nie snuć banialuki oparte na niebieskich migdałach.
      • olena.s Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 21:57
        Dżentelmenie drogi.
        Gdyby chciało ci się pomyśleć i policzyć, lub choćby poszukać, to byś wiedział, że polska emerytura (zależąca zarówno od zgromadzonej kwoty jak i przewidywanej długości życia) przy pracy dłuższej o rok będzie wyższa o około 10 procent. A nie o 1,75 pln. Tak szacował czas jakiś temu IBS na etapie awantur o podnoszenie wieku emerytalnego.
        A jak rośnie przez 41 lat kwota kapitalizowana przynajmniej raz w roku, to sobie możesz obliczyć według wzoru na procent składany, albo na jakimś bankowym kalkulatorze. I wyciągnąć wnioski.
        Reszty pozwolę sobie nie skomentować. Co najwyżej westchnę z pewną pobłażliwą melancholią.
        • riki_i Re: Żeby nie pracował dłużej 17.02.14, 23:18
          Masz pecha, bo akurat na systemie emerytalnym (nie tylko polskim) znam się perfekcyjnie. Mylisz dwie rzeczy - spróbuję to wytłumaczyć łopatologicznie. Otóż czym innym jest roczny przyrost składki z tytułu pozostawania w zatrudnieniu (przez ten jeden konkretny rok), a zupełnie czym innym roczny przyrost całości zgromadzonej składki z tytułu o rok dłuższej kapitalizacji składek. Pierwsza zmienna na wysokość przyszłej emerytury ma wpływ marginalny, rzędu owych kilku-kilkunastu złotych brutto/na m-c właśnie. Natomiast ta druga zmienna owszem, ma b. duży wpływ tak na wysokość kapitału emerytalnego, jak i samej emerytury. Ale... tutaj liczy się przede wszystkim późniejszy ustawowy wiek przejścia na emeryturę (to on podbija jej wysokość), a nie to, czy ktoś pójdzie w swoim życiu rok wcześniej do roboty! Bo minęły bezpowrotnie czasy nieprzerwanego stałego zatrudnienia. Trudno dziś sobie realnie wyobrażać, że ktoś będzie nieprzerwanie płacić składki przez kolejne 45 lat! A lata bezrobocia tuż przed 67 rokiem życia są akurat więcej niż prawdopodobne.
          Zupełnie inną kwestią jest ponadto uczciwość corocznej kapitalizacji składek. Na razie kolejne rządy po 1999 r. grają w miarę fair , ale warto przypomnieć, że wcześniej ulubioną praktyką rządzących było oszukiwanie waloryzacją poniżej inflacji, co powodowało zjawisko tzw. "starego portfela" (postępującego spadku siły nabywczej emerytury wraz z upływem czasu i ich stopniowego zrównywania w dół dla danej kohorty).

          Rozkosznie pieprzysz nadęte farmazony, a o prawdziwym życiu nie wiesz nic, co wielokrotnie udowadniałaś swoimi wypowiedziami.
          • olena.s Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 06:26
            Mistrzu sv, wróć do mojego pierwszego postu.
            To nie ja odkładanie na starość widzę jako ZUS i ZUS only, ale tak interpretują to niektórzy z rozmówców.
            Ja pisałam, zacytuję, o odkładaniu i inwestowaniu na starość, a nie o płaceniu składek do ZUS. I długość tego procesu ma spore znaczenie - zarówno z uwagi na czas trwania inwestycji, na liczbę wpłat i wreszcie na okres, przez który będziemy tę inwestycję konsumować.
            Przypomnę też uprzejmie, że mamy spore międzynarodowe przepływy pracowników. Przy takim poziomie emigracji (a kiedyś może i reemigracji) oraz nierzadko wieloletnich okresowych wyjazdów zarobkowych, w kontekście obecnych przedszkolaków naprawdę nie należy się koncentrować wyłącznie na jednym państwowym, obowiązkowym, i będącym w sporych tarapatach systemie emerytalnym.
          • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 08:09
            A lata bezrobocia tuż przed 67 rokiem życia są akurat więcej niż prawdopodobne.

            To może faktycznie lepiej zacząć pracować wczesniej - wtedy będziemy mieli więcej lat składkowych? wink
      • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 00:27
        > Statystycznie dalej doszłaś na tym, że złapałaś na swoje cycki i dupę pewnego z
        > dolnego korposzczura, który wziął Cię jako supporting wife do Kataru. Warto był
        > oby z tego wydarzenia wyprowadzić jakieś wnioski, a nie snuć banialuki oparte n
        > a niebieskich migdałach.

        hahaha no to z tego punktu widzenia faktycznie lepiej puszczać sześcio-, a nawet czterolatki do szkoły, zwlaszcza, jeśli są ładnymi dziewczynkami, szybciej będą mogły dobrze wyjść za mąż, no i będą konkurować swoją młodością i świeżością. A może trzylatki? taka siedmiolatka to przy takim rozkosznym bobasie już stara, pomarszczona rura.
        • lauren6 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 11:25
          Wyjaśniło się, co kryje się po enigmatycznym pojęciem "rok dłużej na założenie rodziny". Dodatkowy rok na zoperowanie córce odstających uszu, powiększenie cycków i niech startuje po sukces, zanim stanie się starą rurą wypadającą z haj lajf rynku matrymonialnego.
          • olena.s Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 12:20
            O, widzę, że coś dziwne wnioski wyciągasz. Chętnie dla ciebie przeformułuję:
            Ro dłużej na założenie rodziny to o jeden rok więcej samodzielności, samodecyzyjności, zarobionych przez siebie samego pieniędzy, codziennej odpowiedzialności za egzystencję, robienia kariery albo dumania nad sensem życia - rok więcej na to wszystko, zanim człowiek weźmie na siebie odpowiedzialność za dzieci. Czyli rok więcej młodej, dorosłej swobody.
            Ale jeżeli chcesz - to oczywiście tnij i zszywaj, twoja dezycja.
    • hugu Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 12:09
      A ja rozumiem argumenty tej Pani. I już wyjaśniam naszą filozofię:

      Życie dzieli się na różne etapy - i to jest fajne. Mnie cieszy fakt, że dzieci mogą być trochę nieodpowiedzialne i nie wszystko umieć, dorośli - pić piwo i kupować auta, starcy - korzystać z ustępowania im miejsc w komunikacji.
      Nie podoba mi się myśl o unifikowaniu tej życiowej różnorodności człowieka i sprowadzania go na siłę do stanu "dorosłego producenta-konsumenta". Tak, jakby tylko tacy mieli prawo istnieć na świecie. A cała reszta: dzieciństwo z jego słabościami, starość z jej niewydolnościami - były wstydem, który trzeba korygować, maskować, wypierać. Czyli nie dawać dziecku za długo korzystać ze stanu dziecięcości, a starcom odchodzić do życia stanowiącego istotę starości. Jakby to były złe i wstydliwe sprawy: że ktoś nie ma siły jeszcze się użerać, a drugi już chce odpocząć. Jakby ideałem ludzkości było społeczeństwo samych dorosłych producentów-konsumentów, którzy nie znają dni bez wstawania rano do obowiązków (szkoła/praca). I mają wszystkie dni takie same przez całe życie.
      Ja tam wolę życie z urozmaiceniami. I to, by dni życia nie były identyczne od urodzenia do śmierci. Dlatego nie poskąpię mojemu dziecku specyficznego, pięknego doświadczenia dzieciństwa na miarę jego potrzeb.
      Nie obawiam się, że przez to straci godziwą emeryturę, gdyż w czasie, gdy ona nastąpi, wszyscy będą mieć się dobrze, a to dzięki pracy cyborgów - te od razu produkuje się dorosłe i nigdy się nie starzeją...
      • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 12:21
        Wszystko to bardzo piękne i w teorii zgadzam się z Toba, ale:

        -nie zapominajmy o duzej grupie dzieci której czas beztroski i pelnego brzucha zaczyna się wraz ze szkołą , o szansach nie wspominając

        -póki co nie ma przymusu pracy i każdy może sobie urozmaicac zycie wg uznania - nie ma obowiązku pracowania 45 lat.

        -idea odpoczynku na emeryturze jest piękna, tylko...skąd brać pieniądze na te emerytury?
        • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 13:57
          > -idea odpoczynku na emeryturze jest piękna, tylko...skąd brać pieniądze na te e
          > merytury?

          no nie z płatnej posady z benefitami w rodzaju skladki emerytalnej, bo takich posad jest coraz mniej i zaczynają być dobrem luksusowym.
        • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 14:43
          Ale, joa, także obowiązek przedszkolny umożliwia dziecku ten pełny brzuch i zadbanie przez cały okrągły dzień. Jeżeli 5- i 6-latki byłyby w najstarszych grupach przedszkolnych - w przedszkolach, nie w szkołach, to zauważ, że mają pełną opiekę i zajęcia plus czas na zabawę w przedziale 6.30-17.30 (tak mniej więcej). Ja nie wątpię, że panie na forum zapisały dzieci do wspaniałych szkół, gdzie 5-latki nie siedzą po lekcjach bezczynnie w zbiorczej, zatłoczonej świetlicy z 9-latkami, ale niestety nadal jest to rzeczywistość wielu szkół w Polsce (i te lekcje na zmiany, jakaś paranoja, żeby klasa I zaczynała naukę o 12 i kończyła o 16.40). Zdaję sobie sprawę, że w przedszkolu zajęcia dydaktyczne są prowadzone chyba jeszcze w mniejszym wymiarze niż w klasie "0" w szkole, ale dzieciak przynajmniej siedzi w bardziej przyjaznym otoczeniu. I zamiast gonić na obiad do stołówki i stać w kolejce, je go w swojej sali itp. itd. Niestety dużo szkół nadal wygląda tak, jak to opisała lauren, odnośnie tych młodszych dzieci posłanych do placówki szkolnej.
          • iwles Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 14:52
            > Zdaję sobie sprawę, że w przedszkolu zajęcia dydaktyczne są prowadzone
            > chyba jeszcze w mniejszym wymiarze niż w klasie "0" w szkole,

            Zerowka w szkole i zerówka w przedszkolu mają dokładnie tyle samo godzin zajęć dydaktycznych.
            • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 16:42
              Dzięki za informację. Jak moja 5-latka poszła do zerówki szkolnej, z lekkim falstartem, po przeniesiona z przedszkola po 3 m-cach - to okazało się, że w szkole dzieci robiły sporo rzeczy, których absolutnie nie robiono w przedszkolu (choć z perspektywy, ten przedszkolny, typowo rekreacyjny system zajęć byłby wtedy bardziej korzystny).
              Ale mogło to wynikać z tego, że nauczycielka w szkole robiła różne rzeczy ponad podstawę programową.
          • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 14:58
            Dlatego ja pisaam o obowiázku edukacyjnym realizowanym w szkole LUB przedszkolu. Z tym, że na razie nie ma takiej opcji. I NIKT o nią nie walczy.

            I wszystko co piszesz o szkołach dotyczy też 7 latków. Po prostu mam wrażenie, że wszyscy się przyzwyczaili, że siedmiolatek może dostawac dwóje na szynach, może stac w kolejce po obiad na 20 minutowej przerwie, może dźwigac tornister, może się uczyć w klasie 30 osobowej, może brać udział w wyscigu szczurów, może sie uczyc na zmiany i spędzac czas w hałasliwej świetlicy. Cóż, siedmiolatek to stary koń -wszystko zniesie.



            • iwles Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 15:09

              ale w przedszkolu jest realizowany obowiązek edukacyjny ! Przynajmniej dla 6-latków (nie jestem pewna jak z 5-latkami, ale też miały byc objęte obowiązkową zerowką).
              I dokładnie w takim samym wymiarze godzin, co w zerówce szkolnej.
              • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 15:16
                Moim zdaniem obowiązkiem edukacyjnym powinny byc objete wszystkie 5 latki.
                Ja naprawdę nie upieram się, ze 6 latek w szkole , a przedszkole to samo zło.

                Ja się dziwię, ze ta ogromna energia (ratujmy maluchy) nie została skierowana na problem dotyczące WSZYSTKICH dzieci. Na czym i 6 latki by bardzo skorzystały. Ale nie tylko one.
                • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 15:53
                  rozumiem, że nie ma sensu pisania tego samego po raz 63, bo i tak nie pojmiesz.
                  Może w ten sposób: Jak jest obowiązek, wymagany prawem, to zaraz będzie ktoś, kto ustawodawcow z tego pomysłu będzie chciał rozliczyć (albo i ustawodawca sam z siebie, żeby przekonać do swoich racji). Nei da się rozliczyć inaczej, jak przy pomocy standaryzowanych testow i porównania wyników.
                  Standaryzowane testy dla dzieci, między którymi rozpiętość długości życia może wynosić do 20% (a tak by było w przypadku 5latków) to jest bardzo złe rozwiązanie. Nikt normalny nie porównuje wyników 15latka z 18latkiem, nie?
                  Dopóki problem będzie się koncentrował wokól koalendarza, wyścigu szczurów, wyników, konkurencji, rywalizacji i zwiększania szans, KAŻDA obniżka wieku to jest świadome zstawianie tak 30% dzieci z tyłu na starcie. Edukacja dla maluchów - tak. Ale nie w obecnej szkole, nie w obecnym systemie. Tak, wiem, postulujesz walkę o zmianę na lepsze. Ale to może najpierw zmiana, a potem obniżanei wieku, a nei robienei z konkretnych dzieciakow królików doświadczalnych.
                  • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 15:59
                    To nie pisz i ja też nie bedę pisała 100 razy skoro nie rozumieszsmile
            • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 16:45
              Nie, wszystko na pewno nie - ale jest część dzieci 6-letnich, które ani fizycznie ani emocjonalnie nie udźwigną realiów szkoły, choćby i sensownie zorganizowanej, ot i tyle, bo są np. gdzieś na 3 centylu wagowym i wzrostowym chociażby. Albo mają różne deficyty, nad którymi można spokojnie pracować w przedszkolu (wymowa, mała motoryka itd.).
              • joxanna1 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 16:55
                To może traktujmy to indywidualnie, a nie systemowo. Bo ja akurat mam takie doświadczenia, że zwyczajne dziecko, tyle, że w 3 centylu i z końca grudnia radzi sobie w szkole bardzo dobrze.

                Każde dziecko i każdy człowiek jest w czymś dobry, a w czymś nie bardzo I tak już będzie zawsze, do końca edukacji i do końca życia. I gdybyśmy mieli czekać na pełną 'gotowość szkolną' wszystkich dzieci dla wieku, to do 18 nie rozpoczęlibyśmy edukacji. Wiek rozpoczęcia jest czysto umowny. Nie upierałabym się też przy tym 'sielskim dzieciństwie', przynajmniej nie na masową skalę. No, niestety, ale dużo dzieci dzieciństwo ma takie, że od rana do popołudnia siedzi w przedszkolu. Ten motyw, że dzieciństwo takie kreatywne i z motylami na łace to tylko z facebooka.

                Naprawdę, świat ludzki się skończy, kiedy przyjmniemy normy, które 100% populacji będzie musiało spełniać. Typu 'gotowość szkolna'. Wyhodujemy takie same roboty, a nie indywidualności, które różnią się i dojrzewają w swoim czasie.

                A to dojrzewanie w swoim czasie trzeba jakoś zgrać z nauczeniem się podstawowych rzeczy, które pomagają w życiu i pozwolą na rozwój w przyszłości.
                • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 17:13
                  To ja wolę, żeby ten 5- czy 6-latek od rana do popołudnia siedział w przedszkolu z innymi maluchami, niż mijał się na korytarzu z dwunastolatkami z patologii... I też siedział do popołudnia, ale często gęsto w o wiele mniej przyjaznym środowisku.

                  I jeszcze jedno, to nie rodzice cisną na spełnianie wszystkich norm, ale nauczyciele - bo dzieci są oceniane i wartościowane nie za swoje indywidualne postępy, ale za mieszczenie się w tych normach właśnie. Powyżej ciekawy subwątek o ocenach w klasach I-III, których to ocen niby nie ma, ale ... często są (jako oceny śródroczne wg tradycyjnej skali).
                  • joxanna1 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 17:38
                    No cóż, może trzeba w ogóle wykluczyć z systemu szkolnego tych, których uznasz za patologię?

                    W przedszkolu też dziecko siedzi w sali ramię w ramię z dziećmi patologii.
                    • lily-evans01 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 21:20
                      Cóż, skoro nie widzisz jakościowej różnicy między ciągłymi i bezpośrednimi kontaktami 5-letniego dziecka z innym, może zaniedbanym pięciolatkiem, a z zaniedbanym i przeważnie zdemoralizowanym, agresywnym dużym chłopakiem kończącym podstawówkę, to o czym tu rozmawiać...
                      Rzecz tkwi nie w tym, z jakiego domu kto się wywodzi, ale w tym, że ten agresywny 12-, 13-latek może stwarzać realne zagrożenie dla takiego małego człowieka (nauczyciel w czasie dyżuru na korytarzu nie ma oczu dokoła głowy i nie może być wszędzie, w przedszkolu dzieci są w salach pod stałą opieką nauczycielki/pomocy przedszkolnej).
                • minor.revisions Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 17:50
                  joxanna1 napisała:

                  > To może traktujmy to indywidualnie, a nie systemowo. Bo ja akurat mam takie doś
                  > wiadczenia, że zwyczajne dziecko, tyle, że w 3 centylu i z końca grudnia radzi
                  > sobie w szkole bardzo dobrze.

                  widzę, że jednak nie dotrze, więc po raz ostatni, z jeszcze innego pkt. widzenia. nie możesz przekladać indywidualnego doświadczenai na cale spoleczeństwo, to tak, jakbyś mówila, że znasz kobietę, która jest wyższa od swoich kolegów, zatem bez sensu jest robić ubrania dla kobiet standardowo o mniejszych rozmiarach.
                  To jedno dziecko będzie sobei radzić dobrze, ale wiele innych - nie, i CAŁA KLASA na tym ucierpi, jeśli w każdej klasie znajdzie się jedna-dwie osoba, które wymagają większej uwagi, bo są sporo młodsze od reszty i nie tak skoczne, jak to twoje dziecko z przykladu. Zwlaszcza, że statystycznie w każdej klasie jest 1-2 dzieci z ADHD, ale tego się nie diagnozuje tak wczesnym wieku.
                  Jeśli to nadal jest za trudne do pojęcia, to się poddaję, dla mnei eot.
                  • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 17:53
                    minor - mała techniczna uwaga - jak ktos się z Toba nie zgadza, to niekoniecznie, dlatego że "nie dociera"
                  • joxanna1 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 18:07
                    No a ja piszę coś jeszcze innego - zawsze, nawet w grupie 18 latków będzie ktoś kto sobie nie radzi pod różnym wzgledem. Jeden - nie czyta. Drugi - jest niecierpliwy. Trzeci - nie ma głowy do języków. Nie da się po prostu czekać na wszystkich. I to jest praca szkoły, żeby to ogarnąć.

                    W normalnej klasie - w październiku nauczyciel musi pomóc bardziej Basi i Kasi, bo nie radzą sobie z ułamkami. A w grudniu z kolei Jaś i Staś nie umieją stać na głwoie - i nauczyciel musi im bardizej pomóc. W trzeciej klasie Jarek i Darek są dokuczają dziewczynkom i okularnikom. A w piątek Zosia i Gosia nie ogarniają ortografii. Nie dość, że każdy ma prawo w którymś momencie nienadążać, to jeszcze dzieci się zmieniają przez cały czas edukacji i to, że ktoś kiepsko sobie radzi w 1 klasie to wcale nie znacyz, że tak samo będzie zawsze i na odwrót. To faluje.

                    Zawsze jakieś dzieci odstają w czymś na plus, w czymś na minus. nie da się zadekretować, że 100% dzieci w jakimś wieku (7 czy 8 czy 15) spełnia 100% norm. Raczej bym założyła, że 100% nie spełnia norm i każdy pod jakimś względem odstaje. Czasowo, jedni wczesniej, drudzy później itp. Nawete jeśli weźmiesz wzorowego 7 latka - skąd masz pewność, że w 2 klasie nie będzie miał z czymś problemu? Edukacyjnego, albo wychowawczego? A potem w 3 znowu będzie dobrze, a potem w ogóle nie wiadomo, znów może być źle i może wymagać pomocy.
        • hugu Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 16:16
          -nie zapominajmy o duzej grupie dzieci której czas beztroski i pelnego brzucha
          > zaczyna się wraz ze szkołą , o szansach nie wspominając
          Moim zdaniem nie powinno się ustanawiać ogólnych praw ze względu na (myślę jednak, że niewielką) grupę podlegającą patologii - w celu "przygłaskania" tej patologii. Z patologiami powinny walczyć Ośrodki Pomocy Społecznej i inne powołane w tym celu instytucje, a nie cała Polska przy wykorzystaniu szkoły.
          Bo chyba zgodzimy się, ze w XXI wieku w Polsce dopuszczenie do sytuacji przebywania dziecka w rodzinie, w której nie może liczyć na napełnienia brzucha i jest obciążone troskami - to przyzwolenie na przebywanie dziecka w rodzinie patologicznej. I patologię tę powinno się zwalczać abstrahując od tematu szkoły. Bo dlaczego tylko sześciolatkowi szkoła ma załatwić pełny brzuch, a jego dwuletniemu rodzeństwu - już nie?.. Czyli: Dlaczego nie wprowadzić obowiązku szkolnego od lat dwu? Wtedy jeszcze więcej dzieci z rodzin patologicznych miałoby pełen brzuch...
          Nie tędy droga, jeśli chodzi o walkę z patologiami w rodzinie. To tak, jakby z powodu alkoholizmu Jana B. kazać wszystkim mężczyznom z jego ulicy uczęszczać na spotkania AA - bo Janowi B to służy. Ale może innym nie służy?... I do niczego potrzebne nie jest?...

          -póki co nie ma przymusu pracy i każdy może sobie urozmaicac zycie wg uznania -
          > nie ma obowiązku pracowania 45 lat.
          No i wielu uznaje, że warto życiowe niepracowanie wykorzystać właśnie w czasie wczesnego dzieciństwa. Dlaczego? Bo wtedy jest to kolejny rok słodkiej beztroski, kreatywności, odkrywania - akceptowanego społecznie, a nie, jak gdy dorosły robi sobie rok przerwy - a/ rok tłumaczenia postronnym, co odbiło, b/ rok, który wygląda w CV jak rok odsiadki albo pobytu w szpitalu psychiatrycznym, c/ rok pretensji ze strony otoczenia, że się popada w nieodpowiedzialność etc.
          Zdecydowanie lepiej dać sobie życiowy luzik w dzieciństwie niż w dorosłości.
          A propos: Myślę, ze to skracanie beztroski za młodu zaowocuje "czkawką z odbiciem" w dorosłości. Będzie potem mnóstwo sytuacji jak dziś w Hiszpanii: Do ciężkiej orki edukacyjnej pchane są naprawdę małe maluchy (4 lata i już ławki itp). I czy są potem najlepszymi pracownikami najbardziej innowacyjnej gospodarki?.. Ależ skąd! Są dorosłymi ludźmi na utrzymaniu rodziców, którzy pracy nie mają i z powodu koniunktury, ale i dlatego, ze wcale się do niej nie rwą. Sami mówią (znam przypadki), że chcą nareszcie pożyć na luzie, bez bata obowiązku, więc nie szukają zajęcia. Po prostu brak dzieciństwa w dzieciństwie wychodzi bokiem w dorosłości.
          Myślę, ze o ile społeczeństwa kolektywistyczne, azjatyckie, są w stanie stworzyć model człowieka producenta-konsumenta, o tyle w Starej, dobrej Europie będą z tym duże kłopoty. Młody Hiszpan się zrywa z postronką i idzie w szkodę, młody Polak zrobi podobnie. Wcześniej skończy szkołę i wcześniej zlegnie na niepościelonym łóżku w swoim pokoju, zawodowo paląc trawę, grając w gry komputerowe i odbijając sobie utracone "cudowne lata".

          > -idea odpoczynku na emeryturze jest piękna, tylko...skąd brać pieniądze na te e
          > merytury?
          Służę natychmiast: Odebrać przywileje emerytalne, zrewidować zasadność pobierania rent przez licznych stosunkowo zdrowych rencistów, opodatkować działalność kościołów i związków wyznaniowych, wprowadzić podatek kościelny w miejsce "zrzuty" wszystkich obywateli na rozbuchane wymagania dominującej religii, zmniejszyć liczebność Sejmu, zlikwidować Senat, zlikwidować KRUS... uff, długo by wymieniać!
          Tylko to, o czym piszę, choć jest rozsądne, nie będzie przeprowadzone, bo oznacza ryzyko utraty głosu poparcia u jakichś silnych grup.

          Dzieci głosów wyborczych nie mają, rodzice dzieci w Polsce (najbardziej obciążona aktualnie grupa społeczna) są tak zalatani, ze nie mają kiedy ruszyć z widłami pod Sejm - można więc załatwiać doraźne potrzeby finansowe kosztem dzieci i ludzi młodych.
          Bo w Polsce młodzi mają najmniej do gadania. Najmniej rząd się liczy z ich zdaniem i potrzebami. I będzie ich wkrótce miał najmniej. Ale to już od tematu.
        • riki_i Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 16:31
          joa66 napisała:

          > -idea odpoczynku na emeryturze jest piękna, tylko...skąd brać pieniądze na te emerytury?

          Jak to skąd? Z kontraktu męża expata! Tak robi olena, volta2 i cały wianuszek innych Pań.
          • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 17:40
            off topic Jeżeli olenę Twój wpis obraża to się sama odezwie.

            Ale on obraża w pewnym sensie mnie - jako kobietę, dlatego się do nie go odniosę. Zacznę od tego, że na forum są tez pracujące expatki. Potem dodam, że (prawie) każda matka interesuje się przyszłością swoich dzieci, w tym światem w jakim będzie to dziecko żyło. Im mniejsze dziecko , tym więcej wątpliwosci , bo ta przyszłośc jest bardziej odległa. A im więcej wątpliwości , tym bardziej matka chce, zeby jej dziecko , bez wzgledu na płeć, było niezależne materialnie od innych. Nie widzę nic złego w rozważaniach na temat życia, w tym zawodowego, dzieci. Jeżeli nie zgadzamy się z tym co i jak pisze rozmówca, wystarczy to napisać i uzasadnić.

            Natomiast sugerowanie, że kobiety pozostające na utrzymaniu męża, zwłaszcza w sytuacji expackiej, robia tak w ramach pomysłu na życie, jest delikatnie mówiąc nieeleganckie (patzr wpis o cyckach) . Nie wiesz jakie te osoby mają faktyczne możliwosci pracy, nie wiesz jakie koszty pracy obojga partnerów poniosły by dzieci. Nie zgadzam się z wieloma wypowiedziami oleny, uważam, że ma ograniczony "materiał badawczy" do wielu dyskusji, jednak żadna z jej wypowiedzi nie sugerowała, że kieruje się wartosciami, które sugerujesz. Amen.
            • riki_i Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 18:15
              joa66 napisała:

              > Zacznę od tego, że na forum są tez pracujące expatki.

              O taaak, pracę żony expata można wszak wynegocjować w mężowym kontrakcie. Podobnie jak szkołę dla dzieci.

              > Potem dodam, że (prawie) każda matka interesuje się przyszłością swoich dzieci, w tym
              > światem w jakim będzie to dziecko żyło. Im mniejsze dziecko , tym więcej wątpliwosci , bo ta p
              > rzyszłośc jest bardziej odległa. A im więcej wątpliwości , tym bardziej matka c
              > hce, zeby jej dziecko , bez wzgledu na płeć, było niezależne materialnie od inn
              > ych. Nie widzę nic złego w rozważaniach na temat życia, w tym zawodowego, dziec
              > i. Jeżeli nie zgadzamy się z tym co i jak pisze rozmówca, wystarczy to napisać
              > i uzasadnić.

              To są oczywistości, nie wiem o co Ci chodzi.

              > Natomiast sugerowanie, że kobiety pozostające na utrzymaniu męża, zwłaszcza w s
              > ytuacji expackiej, robia tak w ramach pomysłu na życie, jest delikatnie mówiąc
              > nieeleganckie (patzr wpis o cyckach) .

              Jest za to do bólu prawdziwe. Siedzą w cieplarnianych warunkach w getcie dla cudzoziemców w Doha czy Baku i nudząc się straszliwie smarują całymi dniami farmazony na forum. Na dłuższą metę jest to drażniące, i to nie tylko dla mnie.

              > Nie wiesz jakie te osoby mają faktyczne możliwosci pracy, nie wiesz jakie koszty pracy obojga > partnerów poniosły by dzieci.

              Ależ ja nikogo nie wyganiam do pracy!!! Osobiście uważam, że jak ma się z czego żyć, to dużo lepiej jest nie pracować, niż pracować. Wkurza mnie tylko i wyłącznie hipokryzja. Jak ktoś załatwił sobie życie atrakcyjną dupą, na którą złapał obrotnego męża i pławi się w miodach jego umiejętności biznesowych, to niech nie poucza innych o roli wykształcenia i zapier.dalania od maleńkości w korpo. I nie piję tym zdaniem bezpośrednio do Oleny (bo nie znam szczegółów jej sytuacji), tylko do pewnego sposobu myślenia, który uważam za zakłamany.

              > Nie zgadzam się z wieloma wypowiedziami oleny, uważam, że ma ograniczony "
              > materiał badawczy" do wielu dyskusji, jednak żadna z jej wypowiedzi nie sugerow
              > ała, że kieruje się wartosciami, które sugerujesz.

              No tak, bo ona bajdurzy polit-poprawne gramoty, w których przegląda się jej doskonałość i światowość. Sęk w tym, że zachwala dla dzieci pewną drogę życiową, której sama nie przeszła - o to mi chodzi.

              Coś tak jakby bohaterka filmowego "Kogla Mogla" robiła wykłady na temat roli wykształcenia i studiów w sukcesie zawodowym (będąc jednocześnie w sytuacji niepracującej żony obrotnego i majętnego biznesmena branży szklarniowej, która porzuciła studia na pierwszym roku po poznaniu tegoż jegomościa).

              • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 20:36
                O taaak, pracę żony expata można wszak wynegocjować w mężowym kontrakcie. Podob
                > nie jak szkołę dla dzieci.


                Tak i np taka kocianna tylko dzięki mężowi pracuje/pracowała w Moskwie


                Jest za to do bólu prawdziwe

                Nie, nie jest do bólu prawdziwe. To, że ktoś ma mało "materiału badawczego", że feruje wyroki i "delikatnie" sugeruje różne rzeczy nie mając do tego żadnych podstaw itd cały czas nie znaczy, że " załatwił sobie życie atrakcyjną dupą" . To pierwsze bywa drażniąca, ale chyba nie aż tak, żeby jechać po bandzie. Znam wiele kobiet małżonek expatów w PL i uwierz mi te kobiety nie "załatwiły sobie życia d..ą" tylko często poświęciły lub zawiesiły swoją karierę.
                • riki_i Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 21:30
                  No, ale czy to moja wina, że kobiety expatki niezwykle rzadko mogą wynegocjować w kontrakcie zatrudnienie także dla swoich mężów? Wiń brak światowego równouprawnienia, a nie mnie. BTW małżeństwo Kocianny od dawien dawna jest w rozsypce i to w ogóle jest niemiarodajny przykład (gdyby znaleźli się razem na kontrakcie, być może byliby już po rozwodzie).

                  Z całym szacunkiem dla niewątpliwej inteligencji Oleny, motorem sprawczym jej pobytu w Katarze jest najoględniej ujmując tzw. sytuacja rodzinna, a nie ona.

                  Ja też znam małżonki expatów, które zawiesiły swoją karierę i cierpiały, jedna nawet lekko zwariowała w USA jako housewife przy panu profesorze (wcześniej była dziennikarką w znanym piśmie młodzieżowym, barwne życie typu "kolorowy zawrót głowy", a potem amerykański domek na przedmieściach i telewizor). Niczym Madzia Środa wytykasz mi seksistowskie podejście, a tymczasem mi chodziło tylko -powtórzę- o niezakłamywanie własnej sytuacji. Nie uprawiam tu żadnych uproszczonych generalizacji, o jakie mnie posądzasz.
                  • joa66 Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 21:34
                    Tylko jak ten Twój wpis ma się do sugestii "załatwienia sobie życia d..pą" ?
          • olena.s Re: Żeby nie pracował dłużej 18.02.14, 20:57
            Nie mam najmniejszego zamiaru z tobą polemizować. Zachichoczę sobie tylko, że dziwnie ci wadzą cudze układy rodzinne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka