olena.s
15.02.14, 22:04
Na sąsiednim forum jedna z mam stwierdza, że załatwiła swojemu sześciolatkowi odroczenie tylko dlatego, że "nie chce, zeby pracowal dwa lata dlużej".
Ten argument często pojawiał się wśród przeciwnych reformie rodziców, których zdaniem to właśnie jest jedyna przyczyna posłania do szkół sześciolatków.
I tak się zastanawiam - abstrahując od awantury o klozety, brutalne siedmiolatki, złych nauczycieli, nadopiekuńczych rodziców itp. - czy nie dostrzegacie zalet wcześniejszego wejścia młodego człowieka na rynek pracy? Pomijam tu całą loterię, czyli to, że koniunktura może być lepsza dla rocznika x niż dla rocznika x+1.
Bo ja, a jakże, widzę.
Po pierwsze - procent składany. Ktoś, kto wcześniej zaczyna pracować, wcześniej może też zacząć odkładać, inwestować itp. Czyli wcześniej wejdzie w posiadanie własnego mieszkania, więcej odłoży na emeryturę.
Po drugie - będzie miał więcej czasu na założenie rodziny.
Po trzecie, w okresie szczytowej mocy przerobowej umysłu będzie miał większy staż na rynku pracy, więc statystycznie dalej dojdzie.
A jak wy to widzicie?