antychreza
20.02.14, 12:04
Jest wątek o pieszych, to teraz wątek o pasażerach i ich dziwnych zachowaniach w samochodach. Przychodzą mi na myśl 3 sytuacje:
1. standard, pasy bezpieczeństwa kontra moja śp. babcia. Za nic nie chciała zapinać "bo jej się bluzka pomnie". Nie trafiało, że trzeba będzie płacić mandat, że w razie wypadku może ja zabić albo okaleczyć, nawet to, że jej własny zięć nosi brodę, bo ma twarz zmasakrowaną po wylotce przez przednią szybę malucha. Trafiło w końcu jak tata powiedział, ze jak nie zapnie, to może wysiadać, bo on z nią nie jedzie.
2. w Krakowie na zjeździe z Prądnickiej w Wybickiego są dwa pasy do skrętu w lewo i dwa do skrętu w prawo, nie da się pojechać prosto, chyba ze ktoś lubi pod prąd po torowisku, czyli klasyczne widełki. Zawszę skręcam w lewo, z prawego pasa i nie daję kierunkowskazu, po co. Połówek, który co prawda ma prawo jazdy, ale od 7 lat nie prowadził samochodu zaczął mi robić awanturę czemu nie ma kierunkowskazu. Ano temu, że w takiej sytuacji kierunkowskaz znaczy, ze chcę zmieniać pas na lewy, a nie że skręcam w lewo. Dymił na mnie kilka dni, że uja się znam i kto dał mi prawo jazdy. Dopiero jak jego własny ojciec go opieprzył przyznając mi rację, to uspokoił się.
3. pojechałam z rodzicami na zakupy jako kierowca, parking przy ulicy, do parkowania skośnego. Wracamy, tata siada z przodu, mama z zakupami z tyłu. Zaczynam wyjeżdżać, powolutku, bo czujowa widoczność przez van zaparkowany po lewej, wykręcam szyję jak mogę żeby zobaczyć cokolwiek. W tym momencie mama ni z tego ni z owego podnosi największe torbiszcze, jakie mieliśmy i zasłania mi całą tylną szybę. Ja po hamulcu, a tata zaczyna wrzeszczeć na mamę. Mama nie rozumie o co nam chodzi.
A Wy macie jakieś "ciekawe" przygody z pasażerami?