riki_i
04.03.14, 09:27
Jakiś czas temu poznałem Panią w okolicy pięćdziesiątki, która od 20 lat jest sponsoretką pewnego Pana (ten Pan obecnie jest już po 70-tce i też miałem okazję się z nim bliżej zapoznać).
Pan ma żonę i dzieci oraz do śmierci nie zamierza zmieniać tego stanu. Sponsorowanej Pani wybudował duży podmiejski dom nad jeziorem, pomógł odchować dwójkę synów z jej nieudanego młodzieńczego małżeństwa oraz zatrudnia ją na fikcyjnym stanowisku w swojej dużej firmie. Pani pełni rolę wyjazdowej asystentki (Pan b. dużo podróżuje po Polsce), no i odwiedza ją regularnie w owym domu (zazwyczaj urywają się wcześniej z pracy, no a na wieczór on wraca do żony). Poza pracą kontaktują się ukradkiem (ona dzwoni do niego rzucając wymownym "możesz?" - coby żona się nie zorientowała).
Pan spełnia różne kaprysy utrzymanki - np. wieczór poezji w przydomowym ogrodzie, z zaproszonymi na kilka dni gośćmi z całej Polski i wynajętymi drugoligowymi aktorami do recytowania owej poezji (autorstwa Pani).
Pani w owym układzie pozornie nie brakuje niczego. Ma dom, samochody, pieniądze, wyjazdy i stosunkowo wysoką pozycję zawodowo-towarzyską.
A jednak.... przy bliższym poznaniu Pani okazuje się kompletną ruiną człowieka. Totalnie odrealniona, nastawiona na to, że wszyscy wokół będą jej usługiwać, nie znająca wartości pieniądza, głęboko uzależniona od alkoholu (co skrzętnie ukrywa). Lata zależności do sponsora spowodowały syndrom miłości i nienawiści. Jest od niego toksycznie uzależniona i żyje w jakimś matriksie, gdzie praca nie jest tak naprawdę pracą, związek to nie związek, życie codzienne obraca się wokół fałszywych przyjaźni (światło odbite od niego), a pod zewnętrznym blichtrem kryje się gigantyczna samotność i skowyt umęczonej duszy. Przynajmniej ja tak to odbieram.
Założyłem ten wątek, bo to chyba ciekawe jak wygląda układ sponsorski po wieeeelu latach, o ile uda mu się tak długo przetrwać.
Imho zawsze wyjdzie z tego kał - niezależnie ile lukru i pozłoty jest na wierzchu.