mam nadzieję, że nie wyrzuci mnie moderator za wulgarne określenie...
Właśnie ostatnio myślę sobie, że mnie rodzice wychowali na zbyt grzecznego
człowieka. Ustępuję, pomagam, nie śmiecę, kłaniam się pierwsza, i np. jak mi
ktoś wali jakieś chamskie teksty - nie umiem się obronić. Zwłaszcza, jak to
jest starsza ode mnie osoba (szanuj starszych!).
Mam na myśli takie zdarzenia ze starszymi osobami, o których dziewczyny
ostatnio piszą: że dotykają, że mówią jakie grube dziecko, jakie brzydkie...
W ciąży ile się muszę nasłuchać, jaka jestem już gruba, a jaki to mam brzuch,
a ona to tak powabnie w ciąży wyglądała (nieważne, że teraz przypomnina
słonicę).
I moja teściowa, która jeszcze rok temu mnie lubiła, a teraz rzuca takimi
tekstami, że płakać mi się chce; lubi mi dokuczyć tak dla lepszego
samopoczucia.
I tu pytanie zasadnicze: czy odpowiadać w ten sam sposób? Bo zbywanie
uśmiechem lub ignorowanie tego we mnie samej wywołuje niesmak na siebie, że
nie umiem obronić siebie lub synka. A jak zacznę w taki sam sposób
odpowiadać, to... sama stanę się taką wredną osobą, która musi komuś
dowalić

, żeby poczuć się dobrze.
Ja wiem, że to zależy od charakteru. Naprawdę nie jestem osobą nieśmiałą,
która zwykle się nie odzywa. Sama o sobie zawsze myślałam, że jestem
wygadana, nawet pyskata, ale jak trafię na takie właśnie zachowania, to nie
staję "w szranki"...
Czy to zmieniać?
Ania