Co sądzicie o matkach tresujących swoje córeczki, mających plan na życie swojego dziecka już od najmłodszych lat i wdrażające go jak menadżerka? A może same takie jesteście? W liceum miałam parę takich egzemplarzy,którym mamusia zaplanowała wszystko od A do Z jeszcze w okresie płodowym. Panienki były hodowane na rasową klacz - super zadbane, dobrze ubrane, z naciskiem ze strony rodziców na dobre wyniki w nauce,naukę języków obcych,dodatkowe zajęcia typu gra na pianinie. Nad jedna taka mamusia trzymała pieczę do ukończenia studiów a kto wie, może nawet dłużej.Dziewczyna naprawdę każdą ważniejszą decyzję i sporo pomniejszych musiała konsultować z mamusią - od wyboru znajomych,koleżanek, po typ życiowego partnera. Wszystko podlegało dogłębnej analizie. Ta laska sama kiedyś mi sie przyznała,że ona się swojej matki po prostu BOI. I chyba boi się do dzisiaj,ale sukcesy w życiu odnosi spore...Pochwalacie taki autorytarny sposób wychowania? A co z matkami,które traktują córki jak maskotki i tłuką do głowy,że ich największym atutem jest uroda i powinny z niej właściwie skorzystać? Jest taka jedna mama-menadżer,której się udało:
i chociaż jej córeczki mają zapewnione wszystko,to ososbiście uważam ich rodzinkę za patologię. Pochwalacie taki sposób wychowywania dzieci i kierowania ich życiem?