Seksafera o której coraz głośniej i podzielone zdania na ten temat. Dla jednych to same chciały i "dawały" dla innych biedne wykorzystane dziewczyny. Zaszokowały mnie słowa lokalnego biznesmena ( starego dziada dla mnie jakby nie było ) który twierdzi i broni się mówiąc, że...
- To są normalne, zwykłe prostytutki, wychodziły sobie na miasto i wydzwaniały do każdego. (...) Jak prostytutka, co w burdelu pracuje... jak ja lubię do burdelu iść i jej zapłacić, to nie jestem karany. Jak ona wyjdzie na miasto i zadzwoni- do mnie czy do kogo- to wtedy ja mam być karany, tak?- w tak szokujących słowach mówi jeden z oskarżonych, z którym dziennikarz rozmawiał telefonicznie.
Zastanawiam się czy chociaż jedna żona tych zboczonych "policjantów" odejdzie od niech czy ukarze za upokorzenie i zdradę czy potępi za czyny? To były dziewczyny ledwo piętnastoletnie które jeden Bóg wie co przeżywały żeby zarobić 50 zł.