Własnie sobie uświadomiłam, że po wyjeździe gości, wikół których skakałam przez tydzień, doświadczam tego cudownego zjawiska

Nadal trójka dzieci do ogarnięcia, a tyyyle czasu na wszystko i taaaka cisza i spokój.
Dla tych, co nie znają dowcipu, i dla tych co kiedyś słyszały, ale już nie pamiętają:
Przychodzi żyd do rabina:
- Rebe, ja jestem nieszczęśliwy. Ja już naprawde nie wiem, co ja mam robić. W
domu bieda. Żona ciągle wrzeszczy. Dzieci siedmioro. Też ciągle wrzeszczą.
Rebe, ja już nie wytrzymuję. Ja się idę powiesić.
Na to rabin:
- Icek, ty się się nie wieszaj. Ty posłuchaj mojej rade.
- Jakiej rade, rebe! Mnie nie trzeba żadne rade. Ja już mam gotowe sznur i idę
się powiesić.
- Icek, ty mnie słuchaj. Ty kup koze.
- Koze? Rebe, na co mnie te koze!?
- Ty nie pytaj, Icek. Ty kup koze.
- Ty nie pytaj, Icek, ty kup te koze.
Po tygodniu przychodzi Icek do rabina:
- Rebe! Co też najlepszego rebe mnie poradził. Koza wyżarła wszystko do reszty.
Już całkiem nie ma co jeść. Żona jak zobaczyła te koze to taki rejwach
urządziła, jak nigdy dotąd. Żona wrzeszczy, dzieci wrzeszczą, koza meczy.
Rebe, ja się idę powiesić!
- Icek, teraz posłuchaj moje drugie rade.
- Rebe, ja już nie chce żadne rade. Ja się chce już tylko powiesić.
- Niech żyd mnie słucha. Już tylko jedne rade. Niech sprzeda te koze.
Po tygodniu Icek przychodzi do rabina:
- Rebe, jaki rebe mądry! Jakie ulge, kiedy już nie ma te przeklęte koze!
Jakie dobre rade! Rebe to naprawde umie nieszczęśliwemu dobrze doradzić.