beataj1
15.05.14, 09:34
Jakie macie podejście.
Rozmawiałam ostatnio z koleżanką która zna język angielski (w sensie rozumie co się do niej mówi czy pisze) ale nie potrafi się przełamać do mówienia. Bo jak nie jest pewna czy mówi poprawnie w 100% to woli sie nie odzywać. Kończy się to zwykle dukaniem i budowaniem prostych zdań.
Ja całe życie miałam na odwrót. Nie ważne czy poprawnie ważny jest efekt końcowy - mam być zrozumiana i sie komunikować.
I faktycznie na początku używania obcego języka kaleczyłam go straszliwie. Ale ćwiczyłam - jak czegoś nie wiedziałam to z ciekawości sprawdzałam, próbowałam itd.
Teraz prawie nie mam problemu (choć pewnie jakieś błędy mi się zdarzają). Jestem w stanie porozumieć się po angielsku z każdym - choć wegięrski angielski był przygodą. Nie stanowi to dla mnie stresu ani wyzwania. Ot trzeba się porozumieć to, to robię.
Jakie podejście jest lepsze (skuteczniejsze) - najpierw opanować jezyk teoretycznie perfekt i taki diamencik prezentować światu czy iść z tym co się ma i szlifować mozolnie.
Jak wy macie, miałyście.
Pytam bo znam wiele osób rozumiejących język które za chiny sie nie odezwą.