awidyna
21.07.14, 09:08
Pomóżcie spojrzeć na to "z boku".
Od grudnia proboszcz z jednej parafii zaczął pisać smsy do mojego męża. Nr ma od niego bo zanosił paczkę dla biednych dzieci i ten go prosił o nr więc dał bez żadnych oporów. No i zaczęło się. Wszystko byłoby ok, ale... Zaprosiliśmy go na kawę, bo się wpraszał i wpraszał. Ciągle smsy do męża co mu przynieść - nie NAM. Przyniósł koniak. Wg mnie gdyby dorzucił coś słodkiego dla gospodyni to by nie zgrzeszył, o dziecku juz nie wspomnę. Cały pobyt u nas (ok 2 godziny) przegadał z mężem - ja z dzieckiem - niewidoczne oprócz przywitania się. No i od tych kilku miesięcy mąż dostaje smsy typu: "Pamiętam o Tobie przyjacielu", "kolega to nawet nie napisze nic", "napiłbym się z Tobą czegoś dobrego", "Myślę o koledze. Pozdrawiam". Nigdy nie napisał, że NAS pozdrawia, co u NAS. Jako ksiadz powinien na nas patrzeć jak na rodzinę a nie... no właśnie. Czy to normalne? Mąż już nie odpisuje od dawna na te smsy, jest zniesmaczony jak dostaje następne i szczerze nawet tam do kosciołą chodzimy z niechęcią.